babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

niedziela, 30 grudnia 2012

30.12.2012 To był rok


wielkiego pośpiechu. Coś dziwnego działo się z czasem , pędził jak szalony aż brakowało chwili na zastanowienie się i złapanie oddechu .
W kraju agresja i kłótnie przybrały na sile i poszła przysłowiowa para w gwizdek, zamiast spożytkować energię i potencjał na to ,żeby pchnąć z większą siłą do przodu sprawy kraju , spalono je w bezsensowych dyskusjach , insynuacjach i teoriach spiskowych. Jak by na przekór temu wydarzenie jakim były mistrzostwa Europy w piłce nożnej pokazały nasze dobre strony ; pracowitość , pogodę ducha , optymizm , umiejętność współdziałania i w świat poszło bardzo pozytywne przesłanie: Polska to wspaniały , dynamicznie rozwijający się kraj . I to właściwie był jedyny pozytyw. Potem sprawy przybrały zwykły obrót . I to by było tyle w kwestiach wielkich. Te mniejsze , nasze własne zdominował pośpiech . Kontrakt gonił kontrakt , sprawa sprawę , zdarzenie epizod i znów od nowa. Dni śmigały z prędkością światła. Nie przeszkodził temu nawet potężny remont w mieszkaniu. Dwa i pół miesiąca egzystowaliśmy w warunkach obozowych . Ale te nie wygody warte były efektu końcowego. Kuchnię mamy designerską i bardzo funkcjonalną . Ledwie zakończyliśmy remonty a już jesień zaczęła cieszyć kolorami a ilość zadań jeszcze wzrosła . Ledwie zdążyliśmy zrobić większy zakup. Wymieniliśmy kolejne auto a za chwilę już do drzwi pukał listopad a z nim czas zadumy . Ostatnie dwa miesiące były jeszcze intensywniejsze aż myślałam ,że nie zdążę przygotować świąt . Ale zdążyłam jak zwykle . Większość spraw załatwione , inwenturę prawie skończyłam ,obroty tylko nieznacznie mniejsze niż w ubiegłym roku cz w kryzysie jest nie małym sukcesem . Rok możemy uznać za bardzo pomyślny.
Pozostało już tylko jakieś dobre czary odprawić by następny rok nie był gorszy więc znów zapalę świece; białą dla zdrowia , czerwoną na dobre małżeństwa nasze i naszych dzieci, zieloną dla pieniędzy i srebrną dla ogólnej pomyślności . Starym zwyczajem na nowy rok niczego nie postanawiam, zwyczajnie i po prostu nadal będę robić wszystko najlepiej jak umiem . Los jest bardziej przychylny kiedy ma wolną rękę.
Jutro w południe spotkamy się jak zwykle w ostatnim dniu roku ,żeby wypić lampkę szampana za pomyślność firmy a potem będzie czas szykować się do sylwestrowej zabawy . W tym roku z rozmachem , w poznańskiej filharmonii .
Pozostało mi jeszcze wypowiedzieć magiczną formułę : quod bonum falix faustum , fortunatumque sit – niech ten rok będzie ku dobru szczęściu i pomyślności .

piątek, 28 grudnia 2012

I fotek ciąg dalszy

 A tu już wigilijny stół 








I góra prezentów


I najważniejsze : WEJŚCIE GWIAZDORA !!!















28.12.2012 Parę fotek przedświątecznych


Kilka dekoracji









                      Choinka i to co na niej 






      I jeszcze jeden dzban - a wszystko pod znakiem pierniczka 



niedziela, 23 grudnia 2012

23.12.2012 Na mojej tegorocznej choince


jest mnóstwo drobiazgów: prawdziwe pierniczki, cukierkowe sopelki , miniaturowe bombki, szydełkowe aniołki , srebrzone prawdziwe szyszki i orzechy , czekoladowe bombki , szklane aniołki , elementy gotyckie - czyli dwie miniaturowe bombeczki-czachy z kryształkami zamiast oczu i zębów , jabłuszka , prawdziwe świeczki i słomkowe gwiazdki . Zawiśnie jeszcze łańcuch , który zrobiła moja 3-letnia wnusia ( zadzwoniła wczoraj,że ma dla babci i dziadka łańcuch na choinkę i przyniesie.  Czy to nie wspaniałe , powiesić na choince łańcuch robiony przez własną wnusię ? Za rok pewnie i wnusiu już zacznie robić ozdoby choinkowe.  Pod choinką leży już mnóstwo prezentów , a z kuchni dobiegają świąteczne zapachy . W całym mieszkaniu mam mnóstwo piernikowych dekoracji a pod lampą w saloniku dużą kiść jemioły .  Jutro przy moim wigilijnym stole zasiądą cztery pokolenia - obie prababcie, my rodzice i siostra mężusia , nasze dzieci i wnuki, po wieczerzy przyjdzie prawdziwy Gwiazdor z workiem prezentów a potem wspólnie pośpiewamy kolędy . Już dziś cieszę się na to wszystko , choć czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy .  A ponieważ jutro nie będę już miała czasu żeby tu zajrzeć już dziś życzę Wam wspaniałych , ciepłych, wypełnionych miłością i radością Świąt , wymarzonych prezentów  i oderwania od kłopotów i wyzwań dnia codziennego .  WESOŁYCH ŚWIĄT !!!

Fotki z choinką i piernikowymi dekoracjami zamieszczę później , zrobiłam całe mnóstwo ale nie zdążyłam ich obrobić więc tylko skromny i nie najlepszej jakości fragment choinki i park za moim biurem , który sfotografowałam na początku grudnia kiedy jeszcze był śnieg . Dziś po śniegu ani śladu . 

czwartek, 20 grudnia 2012

20.12.2012 Kamea

piękna i bardzo droga broszka , bursztyn oprawiony w srebro , od spodu ręcznie rzeźbiony profil dziewczynki . Kupił mi dziś mój mężuś. Ot tak sobie , bo powiedziałam ,że chciałabym mieć kameę. Niby,że to prezent na bliskie urodziny . Myślał o czymś złotym , ale przy stoisku z wyrobami ze srebra i bursztynu zobaczyłam te kamee . Przyznaję ,że od dawna mi się marzyło posiadanie takiej broszki , ale myślałam raczej o jakiejś imitacji . A tu proszę , nie żadna imitacja tylko srebro i bursztyn. . A poza tym zrobiliśmy jeszcze kilka zakupów takich na luzie i w zasadzie nic co byśmy musieli. Mężusiowi spodnie ubraniowe i pasek , kawałek wędzonego jesiotra i wędliny na świątecznym jarmarku i herbatki smakowe oraz świąteczną kawę . Tak się nazywa i pachnie jak pierniki w czekoladzie. Dokupiliśmy też kilka bombek - miniaturek . Są tak śliczne,że po prostu nie można im się oprzeć. 
Z innych spraw  to zaczęłam inwenturę , klęłam przy tym w  żywe kamienie i pewnie będę kląć jutro i pewnie tak długo aż skończę. 
I się wygłupiłam , sama na siebie jestem zła . Zamówiłam sobie piękną bluzkę z Halensa . Pasowała , tylko ,że była trochę za mocno jak mi się wydawało prześwitująca , czego nie było widać za dobrze na zdjęciu . Odesłałam . I teraz jestem zła , bo po kolejnym teście okazało się ,że wchodzę w spódnicę , do której idealnie by ta bluzka pasowała , a żeby nie prześwitywała mogę po prostu założyć jakieś cienkie body . Nie tylko do tej jednej spódnicy by pasowała , ale co najmniej do kilku i do czarnych , satynowych spodni też . I teraz żałuję ,że odesłałam. A było sprawę przemyśleć . Od jutra świąteczne przygotowania .

środa, 19 grudnia 2012

19.12.2012 Wnusia

zaskoczyła mnie dziś tak,że mało z krzesła nie spadłam z wrażenia . Zabrałam ją do biura , bo miałam mnóstwo spraw do załatwienia i nie mogłam sobie całego dnia wolnego zrobić beztrosko . W biurze bawiła się aparatami telefonicznymi.. Podnosiła słuchawki z tych co stały na półkach i udawała, że dzwoni albo,że do niej ktoś dzwoni . I w pewnym momencie mówi: " muszę zadzwonić do filmy " a po chwili :" halo , mówi Helenka S . dzień dobry " . Skąd taka trzylatka wie, że dzwoniąc do kogoś trzeba się przedstawić imieniem i nazwiskiem ? I umie to zrobić . Po prostu zaniemówiłam z wrażenia . Drugi raz był na skrzyżowaniu . Zatrzymałam się na światłach ,a mała " babcia zatrzymałaś się na czerwonym świetle , nie wolno jechać , jak będzie zielone to pojedziesz , bo będzie wypadek " .    Mądrą mam wnusię . 

wtorek, 18 grudnia 2012

18.12.2012 Narwany początek tygodnia

mamy i nic nie zapowiada ,że będzie lepiej. Dobrze,że jutro już środa , potem jeszcze dwa dni i luzik ( mam takie plany, a co , wolno mi pomarzyć , bo co z tego wyniknie to już inna inszość).
Pierniczki upieczone . Niestety mały Krzyś się rozchorował i młodsza synowa nie dojechała . Uwinęłyśmy się ze starszą i z Helunią . Pomagała a jakże.  Podjadała też z zadowoloną minką gotowe pierniczki. Od dziś leżą i kruszeją . Na Wigilię będą akurat.. Udekorowałyśmy wszystkie kolorowymi lukrami , srebrnymi kuleczkami i czekoladowymi serduszkami .  
Z innych przygotowań świątecznych to mam prezenty , kilka dekoracji i zapasy . Przyniosłam też część dekoracji i wyprałam aniołki i śnieżynki. . Choinka będzie babcina , z ozdobami drewnianymi , szyszkami i jabłuszkami . 
Jutro wakacje z wnuczką - sama nie wiem jak dam radę , bo mam jeszcze mnóstwo spraw firmowych  do załatwienia przed świętami  i paru ludków po towar miało przyjechać  dzisiaj . Nie dotarli choć mówiłam,że jutro mnie nie ma. Nie lubię tak. . Jak się z kimś umawiam , to umawiam . 
Wczoraj spotkała nas niesamowita niespodzianka , przyszła paczka od znajomych z Podlasia , przyjaciółka odsyłała mi książki i oprócz książek w paczce był jeszcze piękny naszyjnik i kolczyki z agatów w ślicznym haftowanym etui . Prawie się popłakałam ze wzruszenia. .  
A teraz słuchamy sobie z mężusiem  muzyki klasycznej i szukamy koncertu kolęd ze Świętej Lipki w wykonaniu Krawczyka.. Piękny koncert. z towarzyszeniem chóru dziecięcego i słynnych organów.  Youtub jest nieoceniony - znalazły się utwory z tego koncertu . 

niedziela, 16 grudnia 2012

16.12.2012 I jeszcze spraw babusinych kilka

Pracowite dwa dni . No , prawie dwa. Wczoraj od rana ostatnie zakupy , potem biuro - wypisałam kartki świąteczne , Potem sprzątanie w salonie , łazienkach i kuchni i właściwie za na inne sprawy zabrakło już czasu , bo przywieźli nam wnusię na nocleg. Zrobiłyśmy tylko pachnące ozdoby z pomarańczy i goździków. Zrobiłam w pomarańczy dziurki patyczkiem od szaszłyków a mała wbijała w nie goździki , pobawiliśmy się z nią trochę , wciągnęłam ją w przygotowanie przyprawy na jutrzejsze pieczenie pierniczków. Wesoło będzie jak zwykle. Zjedzie się cała młodzież . Jakoś tak samo wpisało się to pieczenie pierniczków w tradycję . Szansa ,że młodzież będzie kontynuować. Mała zamiast spać to miała ochotę się bawić , wygłupiała się i rozrabiała prawie do pierwszej w nocy.  Dziś od rana zabawy z wnuczką , przygotowanie obiadu , znów zabawa z małą  pomiędzy tym kolejne ładunki prania.  A poza tym obejrzeliśmy dwa świetne filmy . Kinową wersję " Templariusze miłość i krew"  i  "Isenhaert " - akcja w średniowiecznych Niemczech , klimat mroczny jak w "Imieniu Róży" i na pierwszy rzut oka niepozornym opowiadaniu " Wieża Sokołów" .  Pooglądaliśmy z przyjemnością . I właściwie już  koniec dnia.. A od jutra intensywny tydzień dla nas wszystkich .  Od piątku chciałabym zrobić wolne aż do nowego roku  , choć mało to prawdopodobne . Pewnie będzie trzeba przyjść na te dwa dni po świętach i może w Sylwestra na kilka godzin.  

piątek, 14 grudnia 2012

14.12.2012 Sprawy babusine

Mnóstwo jak na jeden dzień . 
Nasz młodszy właśnie skończył 30 lat . Imprezowaliśmy z tej okazji 2 tygodnie temu . Kiedy to zdążyło dożyć tej 30-tki ? niedawno w krótkich portkach na trójkołowym rowerku jeździło , a tu proszę , dorośli faceci z własnymi dziećmi. 
Przyszedł dorocznie - tradycyjny prezent od producenta central. Tradycyjnie zadzwoniłam ,żeby podziękować , pogadałam chwilę z szefem , złożyliśmy sobie życzenia . W sumie miło . 20 lat współpracy . Przycięli koszty , prezenty w tym roku skromne . W sumie nic dziwnego ; zaszaleli z okazji 20 lecia i kryzys w branży . Ale liczy się pamięć . 
Grafik nam się do góry nogami wywrócił , jak to bywa pod koniec roku , ale sytuacja opanowana. i w poniedziałek powinno wszystko pójść normalnie. 
Urwałam się na świąteczne zakupy i w końcu je dokończyłam , no prawie , jeszcze jutro jakieś mięsko , fasola i owoce na najbliższy tydzień  , w przyszłą sobotę jemioła, choinka i owoce na święta . Takie bieżące drobiazgi. Mam prezenty, mam wszystko do paczek świątecznych, mam opłatki. Możemy świętować . Na koniec w markecie wdałam się w rozmowę z przystojnym , młodym harcerzem . Trwała jakaś akcja zbierania funduszy na obozy dla biedniejszej młodzieży . Harcerze rozstawiają puszki do których zbierają drobne i pomagają pakować i jeśli ktoś sobie życzy odnieść do auta  zakupy . Zawsze wspieram tę ich akcję jakimiś drobnymi przez stary sentyment - więcej jak pół szkolnego życia do harcerzy należałam przecież.  Jutro małe sprzątanie, obszywanie obrusu świątecznego , przygotowanie mojej tajnej przyprawy do pierników ( zmówione z synowymi na pieczenie jesteśmy na poniedziałek) i ciąg dalszy dekoracji świątecznych . 
A i zapomniałam o jeszcze jednym . Zaliczyłam mały fuksik. szukałam butów do sukni wieczorowej .Weszłam do paru sklepików po drodze . W trzecim z kolei były . Ostatnie 4 sztuki z kartką na każdym pudełku 39,99zł - promocja.. Ucieszyłam się , bo poza tym ,ze trochę sztywne , to całkiem ładnie się prezentują, są wygodne  i na dodatek nadają się do noszenia nie tylko do wyjściowej sukni , dwie naklejki cenowe na spodzie pudełka wskazywały na drugą  przecenę , najpierw ze 119,99 zł na 79,99 ,potem na 39,99zł.  . Przymierzyłam i stwierdziłam ,że biorę . Przy kasie pani sklepowa zawołała ode mnie 15,00zł !!!
Z wrażenia zapytałam " słucham ?" - myślałam ,że źle słyszę , a pani mi na to ,że tak , one tyle teraz kosztują , bo wyprzedają całą tę ostatnią półkę i wszystkie buty, które na niej stoją mają taką cenę . Nie powiem , ucieszyłam się - trafił mi się biznes miesiąca.  A poza tym wypatrzyłam świetne botki , wiązane z nabitym napami rysunkiem czachy. Żeby nie inne wydatki kupiłabym sobie takie ... 

czwartek, 13 grudnia 2012

13.12.2012 Popchnęłam sprawy świąteczne

1. Kupiłam prawie wszystko do świątecznych paczek dla pracusiów
2. Wypłaciłam pracusiom karpiowe 
3. Kupiliśmy kolejne dwa prezenty ( przy okazji kupowania grilla zimą ,dostarczyliśmy nie złego ubawu obsłudze sklepu , zaraz chcieli nam węgiel , podpałkę i piwo dokładać) 
4.Dzwoniła pani sklepowa - dres do odbioru
5.Przyszła moja suknia wieczorowa - zakup tarfiony jak mało który . Co prawda ,żeby się zapiąć będę potrzebowała wsparcia , ale w końcu od czego są mężowie? Teraz tylko odpowiednie  buty muszę sobie zorganizować do  kompletu. 
6. Jutro pracusie wyjeżdżają na dłużej więc będę miała lekki luz - po tym jak już skończę wypisywać około 35 faktur i zrobię ofertę na monitoring więc się urwię z biura na jakąś godzinkę i zakupy dokończę . Zostały mi dla babć i mężusiowego chrześniaka . No i jeszcze opłatki - jak dotąd nie było kiedy się w nie zaopatrzyć. 
No a reszta to drobiazgi  - do załatwienia w najbliższą i przyszłą sobotę i w tygodniu wysłanie paczek do naszych 4 najlepszych sprzedawców. 
W mediach kolejne święto - wspominanie stanu wojennego.
I to by było na tyle... 


środa, 12 grudnia 2012

12.12.2012 Średnie mam dziś samopoczucie

Wkurzyłam się wczoraj i to mocno . Nie wiele brakowało, a coś by poleciało na ścianę, a to już było ostro, bo tak w ogóle to ja niespotykanie spokojny człowiek jestem i się nie wkurzam .  A dziś straszna zadyma w firmie się zrobiła, drzwi się nie zamykały , nawet spokojnie herbaty nie było kiedy wypić. Na koniec jeszcze chłopakom materiału na robocie zabrakło i chcąc - nie chcąc musiałam zostawić dzbanek z herbatką świeżo zaparzoną i jechać do biura a potem na budowę z materiałami.. Tak poza tym to sobie po woli dekoracje świąteczne szykuję . Fantazja mnie poniosła i popryskałam szyszki i orzechy brokatowym lakierem ,a teraz pokasłuję , bo gryzące to paskudztwo niemożliwie . I pomarudzić sobie muszę , bo dalej jestem w proszku z przygotowaniami świątecznymi. Prezentów wszystkich jak nie miałam tak nie mam , sprzątać przesadnie  nie będę , w końcu nie o to tu chodzi.. Gwiazdor o porządki pytał się nie będzie , a prababcie bez okularów nie dojrzą braków w tym względzie. Zakupów spożywczych też nie dokończyłam . Dziś wstąpiłam po pracy do marketu z zamiarem kupienia chleba i kilku innych rzeczy ale skończyło się na połówce chcleba i proszku do prania . Z marketu po prostu uciekałam w wielkim pośpiechu. Nie znoszę tłoku . Trudno, jakoś będę musiała się zorganizować z całą świąteczną robotą .  Ciasteczka do dekoracji upiekłam , ale jeszcze ich wszystkich nie wykorzystałam i nie zdążyłam udekorować . Zaprezentuję może w sobotę ( mam w planach znaleźć na to czas - ha, ha, ha ...) 
Zapiski na "Chwilowo bez tytułu " muszę tymczasowo zawiesić - mam zbyt dużo pracy . Wrócę do nich jak się wyrobię z innymi sprawami .  A śnieg sobie sypie i sypie ...
        

poniedziałek, 10 grudnia 2012

10.12.2012 Sprawy babusine , mają się nieco lepiej

No to klamka zapadła , w tym roku bal w operze . A dokładnie to w filharmonii poznańskiej. Bilety nabyte , kieca zamówiona ( przy okazji jako prezent na Gwiazdkę , a co zażyczyłam sobie sukni wieczorowej) . 
Na wczorajszej degustacji trochę zaszaleliśmy , ale rok 2012 na wino był wyjątkowo dobry więc i wina przednie, szczególnie Muskat Alexandria i Murfatlary ( i biały i czerwony) , no i kilka innych też , więc zapasik sobie zapewniliśmy . Nabyłam też dwa prezenty , dla Szwagroskiej i dla młodszej synowej. Dla mężusia prezent czyli dres dojedzie z Gniezna . Nie mieli jego rozmiaru na sklepie, ale szefowie obiecali dowieźć z innego sklepu. Świat się zmienia.; pani sklepowa wzięła ode mnie numer telefonu i obiecała powiadomić kiedy już będą  - 10 lat temu nie do pomyślenia. 
Kapiący zlew uratowany. Jakaś uszczelka się rozciągnęła w niewyjaśnionych okolicznościach i przez to kapało. Hydraulik nie wiedział dlaczego , ja też nie więc zgodnie uznaliśmy ,że to spisek Tuska z Putinem .Zważywszy,że tymi okolicznościami można wytłumaczyć wszystko z opadami śniegu włącznie  to i awarię uszczelki a naszym zlewie też w/w przypisaliśmy. Lubię naszego hydraulika , zawsze się pośmiejemy , a robotę robi bardzo solidnie i rachunki nie zbyt wygórowane wystawia. 
W piątek po południu zrobiłam test ; przymierzyłam stary bezrękawnik. W biodrach już pasuje i się nie opina . W biuście gorzej , do pełnego zapięcia zamka brakuje mi jakich 9cm . Przedsięwzięcie mi się powiększyło, Właściwie to nie miałabym nic przeciw temu ,żeby już takie zostało , a schudła reszta, ale tak dobrze nie ma , z czasem pewnie i w biuście ubędzie. 
No dobrze, dosyć tego skrobania , czas zabierać się do pieczenia ciasteczek cynamonowych - dziś w celach dekoracyjnych .Zaprezentuję co mi z tego wyszło. 

sobota, 8 grudnia 2012

8.12.2012 Sobota

Tak powinno być 24 grudnia . Mróz i wszystko okryte szadzią . Piękny dzień był dzisiaj. Z moich planów tylko część zrealizowałam . Młodzież podrzuciła mi Krzysia. Zdążyłam tylko umyć okna i jedną łazienkę. O pieczeniu piernikowych ozdób już mowy nie było . A teraz prawdziwa uczta dla duszy. Film "Templariusze miłośc i krew"  Świetna , doskonale zrealizowana ekranizacja . No , ale produkcja robi swoje. Nie żadne amerykańskie "hura , no to lecimy" . Zamykam komp i oglądam.  

piątek, 7 grudnia 2012

7.12.2012 Ufffff

dobrze,że w końcu wieczór. Ciężki dzień dziś zaliczyłam w pracy , a wyszło ,że niepotrzebnie , bo koniec końców jeden przetarg odpuszczamy. Nie ze swojej winy , od początku zresztą byliśmy sceptycznie do tego nastawieni , ale zapowiadało się ,że jednak będzie warto . Wyszło,że nie , bo żadnych zapewnień na piśmie  co do terminów nie dostaliśmy . Nie jesteśmy desperatami . Szkoda tylko mojej pracy nad przygotowaniami. Popołudnie spędziłam na wędrówkach po marketach.. Niby wszędzie wszystkiego pełno, ale  żeby kupić to co potrzebuję musiałam obskoczyć trzy plus Brico , gdzie kupiłm sól techniczną do posypania koło biura i przy okazji gwiazdę betlejemską do dekoracji. Jutro zakupy spożywcze dokończę i może urwię się z biura po jakieś prezenty. Dres dla mężusia , talerze dla młodszej synowej i papier do prezentów. Wolałabym załatwić wszystko za jednym podejściem , ale przy tym nawale roboty nijak się nie da. Na koniec jeszcze po piwnicy musiałam pobuszować , żeby choinkę biurową sobie na jutro przygotować . Czas biuro dekorować .  Zaspałam dziś do pracy , co mi się nigdy nie zdarza i już nie zdążyłam pojechać do redakcji ,żeby zamówić świąteczne , firmowe kartki . Biuro otworzyłam jak zwykle o ósmej .
A teraz wreszcie na chwilę przysiadłam na kanapie. Ciasteczek dziś już nie upiekę . Trudno , zabiorę się za to jutro po porządkach. 

czwartek, 6 grudnia 2012

6.12.2012 Zimowo

mroźno i śnieżnie za oknem , to i bloga przystosowałam . Dzień pracowity i mikołajowy ale z umiarem. Dla maluszków drobiazgi : po kubku z Bolkiem i Lolkiem , parze skarpetek z Bobem Budwniczym , pierniczkach i jaju-niespodziance , dla młodzieży po pudełku czekoladek . Dla mężusia pudełko czekoladek z alkoholem , dla mnie czekoladowe bombki ( zamiast zjeść powieszę na choince w ramach odchudzania się  a jakże ) . W mieście zapłonęły świąteczne iluminacje . Nie ma jeszcze Szopki ale tę stawiają zwykle na tydzień przed świętami więc trzeba poczekać . W tym roku iluminacje żółto - białe i niebiesko - białe. Wygląda to bardzo ładnie. Są też nowe lampki na skwerze przy pomniku . Bliżej świąt nakręcimy jakiś filmik. Wystawy też już zaczynają zapełniać się świątecznymi gadżetami.. 
Kupiłam piękny biały adamaszek z przeznaczeniem na obrus. Stół po rozłożeniu ma 220 cm , żaden gotowy obrus nie pasował . najdłuższe jakie robią są długości stołu . I wreszcie mam , tylko obrobić na szydełku nie zdążę . Może po prostu dam do podszycia brzegów. 
Jutro wybieram się na zakupy  spożywcze . Właściwie dużo rzeczy mam , ale jakieś bakalie, mąkę , cukier itp chcę kupić zanim wszyscy zaczną biegać po sklepach z obłędem w oczach. A wieczorem zacznę piec ciasteczka , na razie takie, których użyję do dekoracji . W sobotę zakupy prezentowe i świąteczne porządki. 

wtorek, 4 grudnia 2012

4.12.2012 Sprawy babusine

Z kasą po woli się odblokowuje. nawet dwóch zapłaciło przed terminem . I dobrze, bo już mi się cierpliwość wyczerpywała . Kaszel nie odpuszcza , nos wciąż jeszcze mam trochę zatkany - odpuściłam spacer z kijami , muszę się podkurować . Zbyt szybko cofnęło mi się poprzednie przeziębienie . Pierwsze od lat siedmiu . Ostatni raz tak mnie męczyło jak na tarczycę zachorowałam , ale wtedy wszystko mnie męczyło.   Z tarczycy mnie wyleczyli , zostały skutki uboczne leczenia - nadmiar kilogramów i lepszy wzrok , co jest efektem długotrwałego przyjmowania sterydów. 
Tak poza tym rozjechał nam się dekoder cyfrowego Polsatu. Już się zdenerwowałam i zaczęłam rachunki wirtualne przeglądać , bo myślałam ,że może opłacić abonament zapomniałam albo co , ale nie . rachunki w porządku. Mężuś straszyć mnie zaczął ,że to na pewno telewizor się popsuł i trzeba będzie nowy i większy oczywiście. Marzy mu się nowy z bajerami . Nasz działa więc powodu ,żeby wymieniać właściwie nie ma. . Zadzwoniliśmy do młodszego , co też ma cyfrowy Polsat , u niego dobrze , wszystko gra .Niezawodny młodszy synalek zadzwonił do Polsatu , chłopak jest prędki , nie ma dla niego rzeczy nie do załatwienia i za chwilę wszystko było jasne. Awaria u nich , jakieś błędy w przetwarzaniu. Kazali nam włączyć kanał 23 , coś tam naciskać i czekać do 15 minut do  3 godzin  wszystko powinno wrócić do stanu właściwego. Póki co możemy oglądać więc fragmenty różnych filmów , całkiem bez ładu i składu , ale dobra , poczekamy aż się stan przywróci.  I tak nic ciekawego nie ma poza nowym programem historycznym i csi - ami .
Z innych spraw to bon prix się obudził i dosyła mi resztę swetra-bliźniaka . Własnym oczom nie wierzę . Po prawie trzech miesiącach - własnie mi meila wysłali ,że została nadana paczka .Po takim czasie powinnam odesłać , ale zawsze to coś nowego do ponoszenia . Tym większa mobilizacja do przetrzepania szaf i skasowania paru staroci. Moje synowe mają pod tym względem więcej rozumu. Jak już zdecydują się pokasować ciuchy to konkretnie i w takich ilościach, że jest miejsce na nowe a nie tak jak ja , raz kiedyś coś , a reszta może się kiedyś przydać , choć wiadomo,że się nie przyda. 
Od piątku zaczynam przygotowania świąteczne. Tak myślę . 
Śniegiem z rana sypnęło , ale z umiarem jak to w naszym fyrtlu. 

poniedziałek, 3 grudnia 2012

3.12.2012 Jakby lepiej

Z kasą , ale dopiero od tego popołudnia . Naskrobałam już całkiem spory kawałek i coś zrobiłam ,że znikło. Kompy mnie nie lubią. 
Przeziębienie mi nie odpuszcza . Kaszlę paskudnie . 
Imprezka u młodego udana , odchudzanie ucierpiało . Limit na pyszności wyczerpałam do Gwiazdki . 
Na Wigilię zaprosiłam teściową i szwagroską . Młodzież zostaje w Warszawce , to co tam mają same siedzieć , a u mnie i tak pełna chata więc dwie twarze w tę czy w tamtą większej różnicy mi nie zrobi..
No , to tyle. Nie będę się drugi raz produkować , znikło to znikło . Za chwilę przyjedzie wnusia więc będę miała inne zajęcie.  

sobota, 1 grudnia 2012

1.12.2012 Takie tam , malutkie sprawy babusine

A to niespodzianka !  Zadzwonił dawno niewidziany nasz dobry kolega z propozycją spędzenia Sylwestra i to nie byle gdzie , bo w filharmonii . Mam mieszane uczucia, bo z jednej strony mogłoby być ciekawie, z drugiej kasa jak na taki ubaw jak na mój gust trochę wygórowana , koncert , lampka szampana o pólnocy jakiś niewielki poczęstunek . No nie wiem . Na razie odpowiedzi nie daliśmy , ale trzeba się będzie zmobilizować i oddzwonić . 
Jutro imprezka u młodszego . Nie specjalnie mam ochotę , kiepsko się czuję , przeziębienie mnie męczy . 
Tak poza tym odpuściściłam sobie robotę na dziś . Sprzątnęłam tylko po lekach , mycie okien odkładam na lepszy czas  ( jak mi katar i kaszel odpuści) i pobuszowałam trochę po piwnicy w poszukiwaniu szyszek i orzechów na choinkę . Muszę je trochę odświeżyć srebrnym sprayem..  
W robótkach i wspominkach zrobiłam sobie małą przerwę . Jakoś nie mogę się na tym skupić z bolącą głową i załzawionymi od kataru oczami.    

piątek, 30 listopada 2012

Nie ciekawie dziś , pod każdym względem . Nawaliło z kasą kolejnych dwóch klientów , paru innych w ogóle ma w nosie monity , a ja mam kolejne zakupy , płatności i wypłatę na dodatek.. Gwiazdka blisko , więc sobie premie wypłacają a zobowiązania mają w poważaniu i kryzysem się tłumaczą . Dobry pretekst , świat tym żyje, tyle,że ja w bajki nie wierzyłam już w wieku 2 lat. Jaki kryzys , skoro bezrobocie u nas 6,2% , nawet poniżej średniej z całej Wielkopolski , bo w  skali regionu to jest 7% a w dzisiejszym miejscowym tygodniku trzy strony ofert pracy . No dobra , marudzę . Od poniedziałku powinno być lepiej .  Jakiś katar i kaszel  mnie zaczyna dopadać znowu. Mężuś też zakatarzony , mam nadzieję ,że do niedzieli nam się poprawi , bo kolejna imprezka domowa w planach. Młodszy synalek 30 lat świętuje . Tak naprawdę 30 -tkę będzie miał 14 grudnia , ale z powodu bliskich świąt i jeszcze jednej imprezy dla młodszego pokolenia termin został przyśpieszony. Kupiliśmy mu srebrne spinki do mankietów i krawata z szafirami i grawerowanymi inicjałami.  Starszy też takie dostał tylko wysadzane rubinami. . Nawet jak ich nosił nie będzie zbyt często, to i będzie miał pamiątkę od rodziców.  
Tak poza tym dotarły prezenty dla maluchów . Śliczne , solidnie wykonane z drewna  i nie chińskie . Dotrze jeszcze rodzinka laleczek do domku Helenki. , szmacianki z drewnianymi główkami. 
Po inne prezenty wyruszymy jak się kasa odblokuje. 
Przed chwilą kominiarz przyniósł jak co roku kalendarz kominiarski i jak co roku dostał za to 2 zł . Nie mam pojęcia skąd ta tradycja ale co roku  te kalendarze po domach roznoszą . Ten ich mistrz , najstarszy kominiarz w mieście  , już po 70-tce to jeszcze wierszem gadał . czeladnicy już tak nie umieją  ale z kalendarzami chodzą. 
  Za tydzień w niedzielę świąteczna degustacja win. Na pewno zapasy uzupełnimy . 

wtorek, 27 listopada 2012

27.11.2012 Jeszcze parę spraw babusinych

Pogoda dziś deszczowa , co zauważyłam dopiero kiedy wyszłam z biura . Pracy mam mnostwo, ale jakoś to ogarniam . Nie daję sobie przerywać , dopiero po skończeniu jednej czynności podchodzę do następnej  i to co mam w planach robię po kolei.. Tak sobie założyłam i jak na razie działa. Przeczytałam wytyczne do przetargu w naszej gminie . Śmiech na sali ... Ktoś , kto się na to porwie od razu zaliczy wpadkę na terminach ( tylko 11 dni a robota na dwa miesiące ) , a poza tym kilka punktów w ogóle nie do przyjęcia , np . niepełna dokumentacja budynku. Odpuszczamy 
W tej chwili zaliczam popołudniowy luz - od nie pamiętam już kiedy . Po prostu siedzę na kanapie z dzbankiem pachnącej herbaty i poprawiam swoje wspominki i porządkuję pliki w kompie. Mężuś jechał do klienta i pewnie prędko nie wróci , bo awaria poważna i na dodatek daleko , bo w Lesznie. 
Tak poza tym to kupiłam na allegro prezenty dla maluchów. Dla Krzysia drewnianego majsterka , dla  Heluni domek dla lalek - drewniany oczywiście. Reszta prezentów na razie musi czekać na lepsze czasy, wyskoczymy na zakupy w jakąś sobotę . 
Układałam dziś w swojej szafie i stwierdziłam ,że czas by ją przewietrzyć , część rzeczy wynieść do  opieki społecznej , może coś sprzedać na szafie.pl albo gumtree , coś nie coś wyrzucić i zrobić miejsce na nowe . Tylko kiedy ? 
Obmyśliłam dekorację świąteczne ; w tym roku będą pierniczkowe.  

niedziela, 25 listopada 2012

25.11.2012 Zakupowo trochę

Plany miałam inne na wczoraj  , ale mężuś wyciągnął mnie najpierw do pobliskiej hurtowni zabawek , z której wialiśmy czym prędzej ; jeden chłam i tandeta . Potem ,po obiedzie do Poznania , do market samochodowego po jakieś drobiazgi do auta , przy okazji zaliczyliśmy szybki spacer po Ikei a potem jeszcze po M1. Z samochodowych rzeczy kupiliśmy dywaniki i literki żeby przykleić adres strony www na nowym aucie. Tego  po co pojechaliśmy nie było. Ja kupiłam sobie nową zmiotkę z drapaką w komplecie , bo ta co miałam złamała się ubiegłej zimy. W Ikei już nastrój świąteczny , po części. Dużo fajnych , klasycznych dekoracji . Z  przyjemnością pooglądaliśmy . W poprzednich latach były bardzo dziwaczne. Kupiliśmy do biura kosz na śmieci , kilka kartonów do przechowywania dokumentów i kilka zapachowych świec. Dla siebie podstawkę pod świece , malutkie , szklane filiżanki w czerwone kropeczki i czerwone paseczki , maluteńki półmisek (ok 12cm długości) i w sklepiku spożywczym pyszny napój jabłkowo - borówkowy. A potem pojechaliśmy do M1. W Carrefurze nie było nic ciekawego - chłam i tandeta jeszcze większa niż hurtowni zabawek - kupiliśmy tylko strój Gwiazdora , a właściwie to amerykańskiego krasnoludka z reklamy coli, ale to tylko dlatego,że kosztował 16,00 zł więc uznałam ,że materiał i potem czas , który będę musiała poświęcić na uszycie wyniosą mnie drożej   i zestaw syropów do drinków lub kawy.  Za to w pasażu nabyliśmy kilka smakowych herbatek i  bombki miniaturki - nie większe niż 2-3 cm każda i wszystkie szklane. Są cudne . Wzorów było więcej ale wybraliśmy najładniejsze :
sówkę , bałwanka, kominirczyka, autko, ciuchcię , miśka , latarenkę , ośnieżony domek i dwie świecące kryształkowymi oczami czachy - srebrną i fioletową .  Są kapitalne !  
A dziś rodzinka była na rosołku z makaronem domowym. Poszło wszystko , nawet jedna łyżka nie została. Opracowałam nową metodę robienia makaronu. Ciasto zagniotłam w mojej piekielnej maszynie czyli robocie. Trwało to może z 4 minuty i ciasto było gotowe do rozwałkowania . Mnie pozostało rozwałkować i pokroić. Poszło szybko, w sumie nie dłużej niż trzy kwadranse , bez bałaganu , oklejonych ciastem blatów i długiego sprzątania. Sama nie wiem czemu nie wpadłam prędzej na ten pomysł. 

piątek, 23 listopada 2012

23.11.2012 Sweterek

w końcu do mnie dotarł , co prawda powinien być w komplecie z bluzką  ; taki składany bliźniak , ale dotarł sam . Właściwie to już krzyżyk postawiłam na tym zamówieniu , bo jechało do mnie dwa miesiące. Może jest szansa,że bluzka też jakoś dojedzie przed końcem zimy . Nie odeślę , bo  wizję  miałam inną ale sam w sobie też jest piękny i bardzo dobrej jakości . No i kolor ma cudny ; jak mech świeżo po deszczu i kryształowe guziczki. Nada się jako wyjściowy do jedwabnej białej bluzki. 
A poza tym , to pracy mnóstwo . Na jutro nie planuję nic szczególnego poza jakimś ogarnięciem chatki i przygotowaniem sobie makaronu na niedzielę. Nawet zakupów za wiele nie mam do zrobienia. 
Helunia maluje już głowonogi . 

czwartek, 22 listopada 2012

22.11.2012 Sandacze

świeże kupiłam dziś na targu. Poniosła mnie fantazja , 3 wielkie sztuki . Przed chwilą skończyłam toto oprawiać i skrobać . Wyjątkowo wredna robota . Ale na święta jak znalazł.. Ten problem mam już z głowy. 
Przy okazji nabyłam też wiejskiego kurczaka na niedzielny rosołek. Rodzinkę zaproszę, niech mają frajdę . Im zresztą nie chodzi o rosołek tylko ten robiony, domowy makaron.  A co tam , zrobię . 
Gorzej z wpływem rosołku na  moje  odchudzanie . Na razie idzie mi nie źle , choć efektów specjalnie jeszcze nie widzę. 

wtorek, 20 listopada 2012

20.11.2012 Babusinych spraw parę

Roboty dużo , na pisanie , czytanie książek i robótki brak czasu . Czytanie nadrobię w Gwiazdkę , robótki mozolnie ( po 3-4 rzędy na jeden wieczór) ale się posuwają . Poduszka prawie gotowa . Prawie rzecz jasna robi pewną różnicę . Pisanie idzie opornie, ale też idzie. Krótki, nowy  odcinek wspominków w "Chwilowo bez tytułu " . Co dziennie mam coś do roboty popołudniami - skąd mi się to bierze ? 
Młodsza synowa potrzaskała sobie rękę . Nadepnęła na klocek , który mały rzucił jej pod nogi jakoś tak nieszczęśliwie,że upadła. Lekarz orzekł skręcenie i naderwanie czegoś tam w nadgarstku. Jak by tego było mało pękła jej tak zwana torbiel galaretowata, która wyrosła jej na nadgarstku . Normalnie nieszkodliwe i nawet nie bolące, za dwa tygodnie miała iść na wizytę żeby  to usunąć. Tymczasem upadając tak to przygniotła,że pękło i rozlało się podskórnie. Od razu zaczął się robić stan zapalny.  lekarz jej to odciągnął za pomocą strzykawki i wyczyścił, uprzedził jednak,że odrośnie i wtedy będzie musiała usuwać chirurgicznie. W przychodni przesiedziała  cztery godziny. Pocieszające jest to ,że dostanie przyzwoite odszkodowanie. Zmieniliśmy niedawno "grupówkę " na innego ubezpieczyciela  i lepsze warunki. 
Szukam jakiejś fajnej bluzki . Właśnie stwierdziłam ,że nie mam żadnej wizytowej .  Mamy fajny sklepik z ciuchami ( mijam go co drugi dzień w drodze z poczty do banku) , byłoby w czym wybierać , ale ceny na razie mnie wystraszyły , choć z drugiej strony , klasyczny fason wystarczy na długo , może warto kasę odżałować i się skusić. Zastanowię się .    

niedziela, 18 listopada 2012

17/18.11.2012 Sobota/niedziela


Sobota zaczęła mi się pracowicie , od zdjęcia mojej pościeli i firanek w kuchni i sypialni. Od razu zamoczyłam , wypiorę po powrocie z pracy. Potem tradycyjnie zakupy na zieleniaku i w kilku sklepikach , na koniec w Lidlu ( a to tylko z powodu soli do zmywarki i dobrych bananów ; mają najlepsze w całej okolicy , nie wiadomo czemu) i teraz jestem znów na swoim miejscu , za swoim biurkiem. Jeśli następny tydzień będzie z takim lekkim luzem jak ten , to za tydzień w biurze robimy malowanie. Malowanie to pikuś i to malutki. Wyzwaniem będzie powystawianie wszystkiego i przesuwanie mebli. Po prawdzie to zapytań jest tyle,że może się okazać ,że już do końca roku ani chwili wolnej nie będzie.
Na popołudnie zmówiłam się z młodszą synową na pranie kanapy i foteli. Obiecała mi pomóc. Nie będzie na czym siedzieć wieczorem jedynie pufy i krzesełka zostaną , ale kiedyś to zrobić trzeba.
Sezon świąteczny niniejszym otwarty ; kupiłam kilka zawieszek do prezentów. Pewnie za kilka dni zaczniemy biegać po sklepach i szukać zabawek dla dzieci i szklanych bombek, bo mój mężuś uważa,że bombki muszą być wyłącznie szklane , mają się tłuc ,żeby następnego roku kupować nowe. W tym roku jednak zrobię chyba choinkę „ babciną „ - taką z pierniczkami, cukierkami i orzeszkami i oczywiście prawdziwymi świeczkami. Dzieci biegają i pewnie „zanurkuja „ nie raz w gałązki. Lepiej żeby sobie szkła z potłuczonych bombek w rączki nie powbijały. I piernikowe dekoracje. .. Taaak , będzie pięknie. A najbardziej to się cieszę ,że będzie ponad tydzień wolnego. Spróbuję się wyrobić z inwenturą przed świętami i zrobię wolne aż do nowego roku. Taaaak , plan mam piękny. Lubie tak sobie siedzieć i planować , szkoda,że większość planów weryfikuje mi szara rzeczywistość...
Dziś ciepło choć mgliście , w ogóle mgły jakieś tej jesieni częste i geste. Świetnie grają w radiu Merkury , w moich ulubionych molowych tonacjach, aż ciarki po skórze chodzą .

18.11. niedziela 
Kanapa , fotele i pufy wyprane  i wysuszone , firanki wyprane i powieszone na oknach , nawet zdobyłam się na wyprasowanie tym razem , bo tak w ogóle to prasowania firanek nie lubię. Obiadkiem pachnie , a po południu jedziemy na kawę do naszego pracownika .  Dla maluszka kupiłam dresową bluzę w biało- niebieskie paseczki , starszy synek dostanie czekoladę , żeby nie czuł się pokrzywdzony . I wreszcie włożę moją nową , dzianinową suknię . Dotąd nie miałam okazji. Dawno nie nosiłam niczego w kolorze miodowym. A wieczorem zrobię jakąś dobrą kolację dla mężusia głównie, bo ja się konsekwentnie odchudzam więc będę konsumować z umiarem, może z czerwonym winkiem - też wspomaga odchudzanie. A co .  Idzie mi nie źle ; do słodyczy i kawy nie ciągnie już w ogóle. Kawę w tygodniu popijam jedną dziennie , do słodyczy nie ciągnie w ogóle , nie podjadam pomiędzy posiłkami - najwyżej jakieś jabłko lub mandarynkę , owoce i warzywa jeść trzeba. Ser żółty też konsekwentnie ograniczam , teraz 1 plasterek na dwa dni . Dam radę .Szkoda tylko,że na efekty będzie trzeba długo poczekać . 



czwartek, 15 listopada 2012

15.11.2012 Różne sprawy babusine

Ale mi dziobek wyszczypało , mrozik w powietrzu  wyraźnie się czuje. Wróciłam niedawno z kijkowego spaceru. Przyjemnie było po kilkudniowej przerwie . I wreszcie moje panie kijkowe ruszyły się z kanap .
Jak już zabrałam się za robótki to przestać nie mogę . Ledwie skończyłam narzutę , a już zaczęłam dziubać poduszki na swoją kanapę. Bez włóczki i igliczek wytrzymałam  pół wieczoru.
 Przeziębienie po woli mnie opuszcza . Kaszlę jeszcze ale głos odzyskałam i katar też już mi minął. Przelazło na małżonka.
Listopad w porównaniu z ubiegłym rokiem wypada średnio , jeśli chodzi o ilość zleceń.Spływ kasy też znów w zastoju.  Obawiam się ,że kryzys w końcu i nas dopadnie i  następny rok może być  cięższy niż ten ale to przewidywałam już dwa lata temu.  Nie ma się co martwić na zapas , przetrzymamy i tym razem.
Dobrze,że jutro już piątek .Ciężkawy mam ten tydzień , od komputera prawie nie wstaję , a poza tym jakoś zapału do pracy mi brak.

wtorek, 13 listopada 2012

13.11.2012 Idzie zima

na razie tylko czas pędzi z prędkością światła. Oznak zimy ani widu. Pogoda raczej jesienna . Słonecznie i w miarę ciepło jak na tę porę. Bywało już, że śniegiem sypało. Moje synowe myślą już o prezentach . Ja na razie myślę nad pomysłem na prezenty. Podpytałam co by kto chciał , dla dzieci wypatrzyłam w katalogach . Zakupy będę robić później. Gorzej z resztą rodzinki , babciami , szwagroską , siostrzeńcem mężusia i jego ślubną . Coś wymyślę ... Po prawdzie to za wiele czasu na wymyślanie już nie zostało  Od soboty ( mam takie plany przynajmniej i liczę ,że nic mi ich nie pokrzyżuje ) zacznę świąteczne porządki : pranie firan , sprzątanie , bez pośpiechu i obłędu w oczach - niedawno zaliczyłam sprzątanie - gigant po remoncie.
A w ogóle to sen zimowy mi się marzy , poleniuchowałabym sobie , zimę przespała jak miś...
A z innych spraw to Helunia dziś o 13.00 skończyła 3 latka . Kiedy to zleciało ? Świętowaliśmy jak pisałam w niedzielę . 
Roboty mnóstwo , w biurze nie wstaję od komputera.  W domu na przeczytanie czekają dwie książki ; tradycyjna " Korona Śniegu i krwi" i e-book , który dostałam od przyjaciółki pt.. "Irena" , materiał na obrusy  na obszycie i kilka drewnianych drobiazgów na ozdobienie . 
Wspominek kawałek dopisałam - mówiłam ,że się zawezmę .    

poniedziałek, 12 listopada 2012

12.11.2012 Po


imprezce. Było miło , nawet moja matka przyszła i nic głupiego udało jej się nie palnąć . Tort naprawdę był zielony . Smak kremu nie wskazywał na nic innego jak śmietanę . Trudno zgadnąć jak to zrobili. Zjadłam tylko kawałek tortu i mniej-więcej 1/3 rogala świętomarcińskiego . No i potem na kolację tylko dwa małe kawałki pizzy . Jestem z siebie zadowolona . Dzisiaj dietę kontynuuję . Do następnej imprezy czyli połączonych imienin i 30-tki młodszego synalka . Imieniny ma dziś , a urodził się 14 grudnia. Impreza w połowie , czyli drugiego. Ok. mam 2 tygodnie z haczykiem. Czy są efekty ? Nie wiem . Waga nie wiele mówi , bo jak tu się ważyć w ciuchach , w dodatku ciepłych, a swojej się nie dorobiłam i nie zamierzam. Po kolejnej sukience widzę ,że są . Nie opina się , a w ubiegłym roku opinała na brzusiu.
Skończyłam wczoraj narzutę na kanapę dla młodszej synowej. Tak sobie siedziałam przed tv , dziubałam słupki i półsłupki i spoglądałam na obchody Święta Niepodległości. Łapy opadają . Podoba mi się ,że Prezydent zachęca do radosnego świętowania w gronie rodzinnym i przyjacielskim , a nie tylko sztywnych akademii i parad ku czci , choć moim zdaniem kotyliony w amerykańskim stylu są zbędne a w dodatku źle robione – powinny być odwrotnie : białym na zewnątrz ( białe u góry , zszywane zgodnie z ruchem wskazówek zegara czyli w dół) , a w ogóle to lepiej do naszych barw pasowałyby biało-czerwone kokardy przypinane jak kotylion. 11.11. data umowna odzyskania niepodległości – nie będzie i taka , choć tak naprawdę dla nas Wielkopolan ,a i dla Śląska po części dzień niepodległości dopiero miał nadejść 28 grudnia z chwilą przyjazdu do Poznania Ignacego Paderewskiego i wywołanego tym wydarzeniem zrywu powstańczego . Szkoda,że podkreśla się tylko zasługi Piłsudskiego poczynając od jego wyjścia z twierdzy magdeburskiej a pomija fakt ,że ceną za to jego wyjście było pozostawienie Wielkopolski i Śląska w rękach Prus , uznanie ,że te regiony to nie Polska i że niepodległość wywalczyliśmy sobie sami organizując Powstanie Wielkopolskie – jedyne zwycięskie zresztą , a z wiosną bunt przeciw najeźdźcom podnieśli także Ślązacy Strasznie mnie wkurza ,że te fakty się przemilcza . Cud,że w ogóle wywołali powstańców w apelu poległych . No i w końcu zadyma w Warszawie . Już po raz drugi , czyżby to miała być jakaś nowa tradycja świętowania Dnia Niepodległości ? Tylko tak dalej , niech politycy opozycji dalej skłócają naród , szczują Smoleńskiem , zarzucają mord na dostojnikach państwowych i dyskredytują rząd i urząd Prezydenta – Rosja się cieszy i w swoim czasie wykorzysta , a w świat idzie idzie obraz zadymiarzy i pieniaczy zamiast solidarnego , świadomego swojej tożsamości narodu z ponad 1000-letnia historią . A swoją drogą ile trzeba bezczelności ,żeby wbrew obrazom pokazywanym w czasie rzeczywistym z kamer telewizyjnych publicznie twierdzić ,że to policja sprowokowała zadymę . No i na koniec totalny brak rozumu przeciętnych śmiertelników ,żeby pomiędzy tych zadyniarzy , lecące na policję flary i kamienie, pomiędzy wozy policji i karetkę pchać się z kejtrem na smyczy ( kejter niewiele większy od jorka ), zapewne po to ,żeby go wyprowadzić . Oberwie od kogoś przypadkowo , a żądne krwi media podniosą wrzask,że niewinnych obywateli biją … To by było na tyle w tematach patriotycznych , poza tym płacimy duże podatki i złodziejskie stawki w zusie . Jak na jedną polską rodzinę tego patriotyzmu wystarczy. 
We wspominkach znów przerwa , za dużo roboty , jak to pod koniec roku. Ale zawezmę się. 

sobota, 10 listopada 2012

10.11.2012 Pokusę


zakupiłam a właściwie to aż trzy . Rogale Świętomarcińskie znaczy . Pychota ! Nie na moje postanowienia w kwestii odchudzania oczywiście. Ale wielkopolskiej tradycji musi stać się zadość . I tak kupiłam rozsądnie ; tylko 3 sztuki . Planuję zjeść jednego . Normalnie bym się nimi opchała , ale się zawzięłam i opieram się skutecznie . Nawet toruńskim pierniczkom, a jak wiadomo , toruńskim pierniczkom oprzeć się w żaden sposób nie można. Najłatwiej mi poszło z kawą . Mogę nie pić i pewnie dojdę i do tego ., Robię sobie jedną na dzień , rozpuszczalną bez cukru i bez mleka i rano zbożową do śniadania , ale to się nie liczy. Nie podjadanie pomiędzy posiłkami i przestawianie się na mniejsze porcje i pięć posiłków też nie najgorzej mi wychodzi , chociaż ze śniadaniem nadal się męczę . Jutro będzie wyzwanie , znów , bo właśnie się sezon imprezowy w rodzinie zaczął , a że we wtorek trzecie urodzinki naszej Heluni wypadają więc zaprosiła dziadków na jutro na kawkę i zielony tort ze świeczkami. Panienka sobie zielony tort zażyczyła na urodziny , bo kocha wszystko co zielone . W dzisiejszych czasach klient nawet taki trzyletni – nasz pan ; cukiernia zamówienie przyjęła i tort będzie zielony. Prezent pakujemy jej pod kolor. Już mam zielony karton , a w kartonie będzie mnóstwo drobiazgów owiniętych w kolorowe bibułki ; kuferek z przyborami do rysowania i malowania, kolorowanki,, blok rysunkowy , bluza w czachy ( a co ,dziecko lubi , tata ma koszulki , mama szale i kolczyki , a „Żuczek „ sztormiaczka , z którego właśnie wyrasta ) ale takie nieszkodliwe – z kokardkami na głowie i laleczka – niemowlak do kompletu , ma już takie same dwie nieco większe . Chodzi o to ,żeby miała frajdę przy wyjmowaniu .
Przeziębienie nadal mnie męczy , chyba odpuszczę sobie dziś robotę i po prostu się położę . Może jak prześpię popołudnie to mi odpuści. Gorzej ,że domowej roboty nazbierało mi się znów mnóstwo. Takiej cotygodniowej , pranie, sprzątanie , układanie w szafach , powynoszenie tego i owego do piwnicy i garażu … Zawsze coś . Jak nie zrobię tego dziś to znów „przezimuje „ do następnej soboty.
Tak poza tym , odebrałam paczkę z ciuszkiem . Zamówiłam sobie bolerko z eko - skóry . Fajne , tak ogólnie , spodobało mi się w katalogu i zamówiłam spontanicznie ,przysłali , przymierzyłam i leży idealnie, ale uczucia mam mieszane : do czego ja to włożę ? Chyba tylko do wąskich sukienek bez rękawów i czarnych spodni. Bolerko raczej wiosenno- letnie , zdążę coś wymyślić .  
                                        *********************************
20.20 
- prezent dla wnusi zapakowany , Chata mniej - więcej ogarnięta . Głos odzyskuję -p o drodze z pracy kupiłam w sklepiku zielarskim tabletki homeopatyczne na chrypkę - działają. , a przy okazji i kaszel jakby mniejszy. 
Poza tym nieoczekiwanie sprzedał się nasz stary samochód. Stał w autokomisie pod miastem i dziś niespodziewanie znalazł nabywcę. Inne stoją dłużej . 


czwartek, 8 listopada 2012

8.11.2012 I dopadło mnie

przeziębienie ; kaszlę , churchlam , chrypię i piszczę na zmianę . Kuruję się herbatką z miodem , tabcinem i tabletkami na kaszel . Czuję,że jutro będą w domu ciche dni . Nie , nie nic z tych rzeczy , z mężusiem się nie pokłóciłam . Przyczyną będzie chrypka. 
Z innych spraw , to narzuta na kanapę synowej prawie gotowa. Prawie , jak wiadomo robi pewną różnice , ale już naprawdę koniec bliski . 
Jutro wakacje z wnuczką ; synowa jedzie na swoje badania , a mała zostaje ze mną .  Już sobie plan przygotowała na ten dzień , orzekła ,że jak będzie u nas spać to rano wstanie i będzie się bawić a potem obudzi dziadka.!  Hmmm ... Panieneczka zaczyna pokazywać przywódczy charakterek . 
W sklepach już świątecznie., a my oglądamy już zabawki dla maluchów. 

wtorek, 6 listopada 2012

6.11.2012 Cha Cha

czyli mój wypasiony telefon zaczął mi się podobać. Młody powgrywał mi najróżniejsze aplikacje - tak to się uczenie nazywa i teraz mogę kopiować sobie pliki muzyczne i filmy wideo , ściągać pocztę , wysyłać meile i jeszcze mnóstwo innych rzeczy , za które póki co podziękowałam , są ale na razie będą nieużywane. Najpierw muszę opanować podstawy . Umiem już kasować i wpisywać kontakty , zgrywać filmy i muzykę , no i dzwonić . Uczę się korzystać z dotykowego ekranu. Strasznie wkurzające. Telefon ma klawiaturę literową i numeryczną , ale staram się dostosować do standardów. 
Tak poza tym kupiłam totka . A niech tam ... Niech będzie ,ze zapłaciłam podatek od złudzeń. 
Jeśli chodzi o chudnięcie to na razie trzymam się planu. Będzie dziś trudno przy kolacji , bo chlebek piekę - już pachnie w całym domu . 

poniedziałek, 5 listopada 2012

5.11.2012 Kreator mody


no, prawie . Jak tylko mój mężuś zaczął się pokazywać publicznie z e- papierosem , to inni zaczęli go naśladować. Najpierw nasz pracuś kupił , potem teść i teściowa młodszego synalka, a dziś zadzwonił nasz zaprzyjaźniony serwisant i od razu zaczął wypytywać :a gdzie taki kupić , a jak się tego używa , a ile kosztuje itd. No kurczę , mężuś mi się na kreatora mody przerabia. A tak a propos mody , to ciacho takie na stare lata się z niego robi ,że hej . Tak sobie na niego popatrywałam wczoraj . Niby ubrany tak samo jak zwykle: tweedowa marynarka , dżinsy, koszulka krawat – wszystko stonowane i dobrane pod kolor ( wczoraj akurat w kolorach szaro-srebrnych), wełniany , klasyczny płaszcz ale wyglądał w tym zabójczo. Nawet moja przyjaciółka była pod wrażeniem. Może zresztą swoje robią po części jakość i marka tych ciuchów . Staram się ,żeby mężuś nosił ciuchy w dobrym gatunku , w końcu jest szefem firmy, która istnieje już 24 lata , nie bardzo wypada inaczej . W każdym razie kiedyś taki elegancki nie był.
A tak poza tym , to jak baba nie ma kłopotu to na pewno go sobie załatwi. Poniosła mnie fantazja i kupiłam nową komórke HTC CHA CHA . I teraz oglądam ją jak pies jeża i klnę na siebie . Instrukcja obsługi liczy sobie 204 strony ! Jak się jest z innej epoki to od nowinek technicznych należy się z daleka trzymać. Kiedy ja się nauczę to to obsługiwać ?  

sobota, 3 listopada 2012

3.11.2012 31 lat

skończył dziś nasz starszy synalek. Imprezy wielkiej nie było , ale oczywiście z życzeniami i likierem kokosowym z wkładką ( wkładka w kolorze zielonym z koronowaną głową na awersie )  pojechaliśmy. Po chwili dojechał też młodszy synalek z synową i Krzysiem . Dzieciaki z miejsca zaanektowały sobie dziadka , zaciągnęły go do pokoju Helenki a dziadzia nie miał wyjścia , musiał się bawić. Po cieście i kawie - podanej stylowo , po PRL-owsku , bo starsza młodzież jest fanami tej epoki i różne gadżety wykorzystuje na co dzień - imprezka przeniosła się do pokoju małej na podłogę . Zwinęliśmy się około 20.00 kiedy  maluchy do spania po woli  trzeba było szykować. 
Akcja Gwiazdka rozpoczęta - obgadałyśmy z synowymi . 
A jutro wyjazd do przyjaciół z Poznania  . Już nie mogę się doczekać. I też pewnie nie , bo już całe przyjęcie szykuje. Wysłała mi sms-a z pytaniem czy lubimy szpinak. 
Tak poza tym postanowiłam schudnąć i się zawzięłam . Nie będę jeść słodkiego , zjadać śniadanie zanim wyjdę do pracy ( to będzie najtrudniejsze , bo nie mogę zbyt wcześnie jeść - nie wchodzi mi i już ) , nie podjadać pomiędzy posiłkami, pić najwyżej dwie kawy zamiast czterech  i zjadać mniejsze porcje. Na razie - od wczoraj się sprawdza, głodna nie chodzę , nad śniadaniem się męczyłam , ale dałam radę , może  się przyzwyczaję , do kawy mnie nie ciągnie. Dziś wypiłam tylko dwie filiżanki u synalka . Tłuszcz ograniczyłam już dawno. Może poskutkuje choć o jeden rozmiar .  

piątek, 2 listopada 2012

2.11.2012 Coraz więcej zniczy

i z roku na rok ich przybywa; dziadkowie męża, dziadkowie moi, starsze groby pradziadków - kiedyś tylko tyle , dziś jeszcze  kilkoro znajomych , kilkoro bliższych i dalszych krewnych , maleńki wnuczek... Zamyślenie  i dobre myśli skutecznie uprzykrzył nam wczoraj ulewny deszcz. Dosłownie strumienie wody . Nie pamiętam kiedy aż tak u nas padało. Zapaliliśmy więc tylko znicze, odmówiliśmy krótkie modlitwy i uciekaliśmy do domu a i tak zdążyliśmy przemoknąć do nitki. 
A tak z innych spraw to nic wielkiego. Pracy nie brakuje, kasa na razie jakoś w miarę przyzwoicie schodzi . Mężuś z dwóch paczek papierosów dziennie , w ciągu tych kilku dni odkąd "pali"elektronicznego papierosa doszedł do jednej. Twierdzi,że to sukces. Ja twierdzę,że dopiero połowa . Sukces będzie jak całkiem przestanie. 
Poza tym , za wszelką cenę muszę schudnąć . Wyglądam okropnie z tą ilością nadprogramowych kilogramów. Niby coś tam schudłam , marne 3kg i na razie stoję w miejscu, ale przynajmniej nie przybywa. I tyle fajnych ciuchów w katalogach ale niestety nie dla mnie. 
Kupiłam ciśnieniomierz , przypilnuję mężusia żeby sobie ciśnienie mierzył a i mnie też nie zaszkodzi , po tych ubiegłorocznych jazdach z nadciśnieniem. S K S - niestety nas raz po raz dopada.  

wtorek, 30 października 2012

30.10.2012 Elektroniczny papieros


Musiało mężusia nie źle nastraszyć , bo sam z własnej inicjatywy sobie takiego kupił i postanowił ograniczyć papierosy tradycyjne. Świeci , dymi , dostarcza nikotyny nałogowcom i podobno nawet ma smak ( nie wiem , próbować nie będę , bo ja niepaląca od zawsze) , nie śmierdzi w czasie palenia i po – chociaż nie wiem czy to na pewno jest palenie .Niby wszystko jak w tradycyjnym papierosie . Największa korzyść to poważne oszczędności. Takie urządzonko kosztuje niecałe 200,00zł , a paczka papierosów o przyzwoitej jakości co najmniej 11-12zł , licząc paczkę dziennie wychodzą bardzo konkretne kwoty, a taki elektroniczny papieros kupuje się raz na … Chmmm nie wiem , ale podejrzewam ,że z rok – dwa podziała na pewno. Czysta oszczędność . A poza tym , liczę ,że oduczy mężusia definitywnie. Tak sobie myślę ,że to akurat udana inwestycja. A poza tym widzę ,że jest to dość powszechnie stosowane ostatnio. Dużo osób z tego korzysta , w firmach szczególnie. No, to teraz tylko pranie firan i obić w domu pozostaje mi zrobić , żeby zapach tradycyjnych papierosów usunąć .
Dziś znów bardziej jesiennie niż zimowo . Może we Wszystkich Świętych będzie ładnie? Lubię ten czas przed Świętem Zmarłych i zaraz po. Nawet jak jest dużo pracy , to czas jakoś zwalnia i pozwala się zamyślić , wyciszyć. . .
Jutro urywam się na targ – w czwartek święto , więc będzie jutro- po kwiaty na groby . Tradycyjnie kupię doniczki. I może jeszcze raz pójdę obejrzeć stoisko ze starociami. Wypatrzyłam kiedyś kapitalny wózek z lalką dla mojej wnusi. Stary , drewniany i lala też jak z książki o małej księżniczce . Wózek wymaga pewnej renowacji ale byłby ciekawą zabawką a nie standardowym chińskim koszmarkiem . Gryzie mnie i gryzie żeby go kupić.  

niedziela, 28 października 2012

27/28.10.2012 Pomieszanie z poplątaniem - babusine sprawy różne


Dopadło mnie jakieś zapalenie spojówek . Lewe oko boli , a oba łzawią. Wredne uczucie – wygląd facjaty jeszcze gorszy , jak po większym piciu.
Wczoraj poszłam się odciąć do mojej fryzjerki – krótko kazałam żeby do Gwiazdki wystarczyło. Na włosy muszę jakąś kurację znów zastosować , bo tym malowaniu w żółte paski jakieś słabe mi się zrobiły.
Mężuś mi dziś emocji w nocy dostarczył . Coś go w klatce piersiowej bolało, nie spał , łaził , brał jakieś tabletki przeciwbólowe, a żeby się przyznał co mu jest musiałam z niego wyciągać i jeszcze się na mnie oburzał. Muszę przypilnować żeby we wtorek do naszego zaprzyjaźnionego medyka poszedł i porządne badania zrobił. Pewnie będzie marudził więc muszę jakąś zmowę z chłopakami i synowymi zrobić - ich prędzej posłucha jak mnie albo Helcię napuścić , żeby się do dziadzi poprzytulała i pomęczyła ,żeby poszedł do „doktola”.
Czekam , kiedy nam się w biurze kurczaki wylęgną . Nasz uczeń przywiózł ze wsi jajka , na zamówienie zresztą , a moja młodzież od kilku dni zapomina ich zabrać do domu, a codziennie im o tym przypominam . Ja swoje zabrałam . Co to będzie jak będą mieli moje lata? Do domu nie trafią , albo co ?
Zaczęłam nosić kupioną pod koniec lata spódnicę . Przymierzyłam latem , pasowała i jest fajna , w każdym razie ładnie wyszczupla , ale z ciemnymi rajstopami i wiązanymi botkami wygląda jakoś … nobliwie. Jak założę do niej czarną bluzkę wiązaną pod szyją i zrobię ulubioną wersję makijażu , to będę wyglądać jak członkini rodziny Adamsów. Ale w sumie to mi się nawet taki styl podoba. Szkoda ,że kilogramów w nadmiarze , bo mogłabym raz po raz coś takiego na siebie włożyć . A propos mody , trafiłam wczoraj na „szafie.pl” ciekawy blog dziewczyny ze Zgierza , blog o modzie . Zwykle pomijam ,ale zaintrygował mnie styl . Dziewczę może w okolicach 20-tki , piękna jak z XIX wiecznych obrazów , z włosami do pupy i kapitalnie się ubiera . Chciałabym kiedyś widzieć tak stylowo ,starannie i bardzo przyzwoicie ubraną moją wnuczkę , jak już będzie w wieku nastolatki i zacznie się stroić. Żadnej golizny, żadnych dziwacznych kolorów ani innych udziwnień , a jednak ściąga uwagę oryginalnością . Styl możne się podobać lub nie ; trochę folkowy, trochę nawiązujący do dziewiętnastowiecznego i epoki wiktoriańskiej ale najważniejsza jest ta staranność dobrania wszystkiego do siebie tak żeby razem dawało efekt i elegancji i harmonii . Podobało mi się a rzadko jest w stanie zachwycić mnie jakiś ciuch.
Po obiedzie jedziemy na groby do Szubina – jeśli mój mężuś będzie się dobrze czuł .a to nie takie pewne po tych nocnych sensacjach , jeśli nie to odpuszczę , chociaż się zmawiałam z wujem , ale najwyżej zadzwonię.
A teraz muszę się na chwilę urwać z biura i lecieć do miasta dokończyć zakupy. 
#####################################

28.10.2012 
Z wylotu do miasta wróciłam z tabletkami propolisowymi dla Heluni , falvitem dla sibie i bluzką . Nic szczególnego , taki topik z długim rękawem pod żakiet albo pod bezrękawnik. 
Rodzinkę odwiedziliśmy i dobrze. Po wuju po raz pierwszy naprawdę widać wiek i jego choroby . Muszę kontakty podtrzymać , za wiele tej rodzinki nie mam . No i z kuzynem . Jego druga żona jest świetną gospodynią i przemiłą osobą . Może i dobrze zrobił odchodząc od poprzedniej kobiety ? O szczegóły nie pytałam i nie zamierzam pytać. Groby dziadków i pradziadków oczywiście odwiedziliśmy. Wróciliśmy obdarowani kilkoma słoikami grzybów i workiem suszonych.  W chwili kiedy wsiadaliśmy do auta pod naszym blokiem zaczął sypać śnieg. Zgubiliśmy go gdzieś pod Żninem .  Wróciliśmy do zaśnieżonego miasta . 
A dziś za oknem piękny zimowy dzień . Świeci słońce , a na drzewach i trawnikach leży śnieg. 
Trochę nie mogę się odnaleźć po zmianie czasu .   

czwartek, 25 października 2012

25.10.2012 Sprawy babusine

Strasznie dużo pracy mamy ostatnio. W sumie to nie ma na co narzekać , bo i kasa jakoś od paru dni lepiej schodzi i oby tak zostało.
W robótkowaniu zrobiłam sobie przerwę , bo sama na siebie sie wkurzyłam za tę pomyłkę w rodzaju włóczki. . Przemyślałam , nie ma tragedii , włóczka jest grubsza więc powinno starczyć na całość , no i szybciej się robi. Przynajmniej na to wskazuje próbka. Na razie czytam książki.
W sobotę wybieramy się na groby do Szubina. . Może spotkamy się z wujem .
Dziś pierwszy raz tej jesieni założyłam cieplejszą kurtkę . Z butami poczekam do pierwszego .

wtorek, 23 października 2012

23.10.2012 Coś mnie bierze

jakieś przeziębienie znaczy . Herbatkę lipową z miodkiem trzeba sobie zaaplikować ( świeży zapas miodziku mamy ).
A poza tym , sprzedałam dziś parę egzemplarzy sprzętu . Następne zlecenie będzie "na dniach" . I wypełniłam ankietę na fundusze unijne. A co , trzeba próbować , może dadzą co z Brukseli . Pogoda piękna , choć zdecydowanie się ochładza .

poniedziałek, 22 października 2012

22.10.2012 Pozytywnie mnie nastroiły

spotkania. Jedno całkiem przypadkowe z przyjaciółką z LO. Wygląda rewelacyjnie , elegancka , zadbana , wieku po niej nie widać . Bardzo się ucieszyłam ze spotkania . Pogadałyśmy sobie tak na szybko , ale bardzo radośnie. Szkoda,że nie mieliśmy zbyt wiele czasu . I drugie spotkanie umówione, niby w sprawie ubezpieczeń ale i po koleżeńsku , bo to dawny kolega z pracy mężusia .  Właściwie bardzo dawny, jeszcze z czasów pracy na etatach.. Pogadaliśmy o ubezpieczeniach ale też o muzyce, filmach , książkach . Zrobiło się całkiem sympatycznie ... Lubię takie klimaty .  I znów stwierdziłam ,że brakuje mi takiego luzu pozapracowego. 
Poza tym narozrabiałam ; pomyliłam rodzaje włóczki na narzutę i zamówiłam nie takie jak chciałam . No i teraz dylemat mam . Odkręcać sprawę czy zostawić to co dostałam , a zamówić tę właściwą czy odesłać i zamówić właściwą  .W sumie mogłabym zostawić , bo włóczka bardzo ładna, na coś bym ją zagospodarowała.  Nie wiem czy w tym układzie wyrobię się do Gwiazdki z robotą . 
Na wczorajszej wystawie nic ciekawego nie było . Kupiłam sobie rękawiczki w kolorze morskim ( ubiegłoroczne oczywiście zgubiłam , bo ja tak mam, rękawiczki gubię często i w ilościach hurtowych , dlatego kupuję kilka par najtańszych na każdą zimę ) i trzy słoiczki miodu w różnych gatunkach. . Dla dzieci też nic ciekawego nie było , sama chińszczyzna , a chińszczyzną nasze wnusie bawić się nie będą - tak sobie postanowiliśmy . 

sobota, 20 października 2012

20.10.2012 Lubię soboty


chociaż przez większą część roku muszę je spędzać w biurze. Dziś tylko popłaciłam rachunki i sprzątam.; w tygodniu nigdy na to czasu nie ma. Jesień za oknem jak z obrazka . Jeśli się ta pogoda do jutra utrzyma , to wyprawa na wystawę rolniczą będzie samą przyjemnością. My chodzimy dla rozrywki i żeby się w miejscowym światku pokazać , młodzież ma teraz motywację , bo dzieci uwielbiają wszelkie traktory , maszyny i zwierzaki więc naoglądają się do woli. A poza tym można zawsze coś przydatnego w domu wypatrzyć , podegustować jakieś miejscowe i nie tylko przysmaki , podać rękę burmistrzowi, czasem jakiś biznes załatwić , kupić miodzik prosto z pasieki . Mam zamiar wyciągnąć mężusia przed obiadem , zanim zrobią się tłumy i nie będzie można się do stoisk dopchać. Zaczął się sezon meczowy dla naszej drużyny siatkarskiej. Dziś pierwszy mecz . Jak znam życie to mężusiowi nie będzie się chciało iść. Tak czy inaczej musimy się tam choć raz w sezonie pokazać jako sponsorzy. Może w listopadzie na kolejnym się pokażemy, dziś stanowczo za ładna pogoda. Popołudnie domowo - garnkowe. I wreszcie zrobiłam kilka drobnych rzeczy , które wciąż odkładałam na potem. Szuflady nadal odkładam. 



piątek, 19 października 2012

19.10.2012 Sprawy babusine

Kasa mnie dziś kocha. Wpłynęły dwie duże faktury , dwóch klientów zapłaciło gotówką , kolejny wpłacił zaliczkę na sprzęt też w gotówce , a to znaczy,że nie muszę wykładać swojej kasy na zakup. Lubię takie dni. Wczoraj odwiedziła mnie znajoma z dts-ów, w zasadzie służbowo ale bardzo się ucieszyłam . Pogadałyśmy o różnych sprawach nie tylko firmowych. Pracy mam mnóstwo i najróżniejszych drobiazgów nazbierało mi się mnóstwo. Bite 6 godzin przesiedziałam przed ekranem i klawiaturą , resztę czasu załatwiałam telefony , obsługiwałam klientów i zrobiłam rundkę na pocztę z przesyłkami . Jak to się dzieje,że im więcej robię tym więcej mam roboty ...
Popołudnie przechlapaliśmy . Pojechaliśmy na obiad ze starszą młodzieżą , potem dołączyła do nas młodsza młodzież i skonczyło się tak,że w restauracji zleciały nam 3 godziny. W sumie nie można powiedzieć ,że stracone , bo nie co dzień siedzimy wszyscy przy stole na kompletnym luzie. 
Pierwszy  kwadrat narzuty dla młodszej synowej  gotowy .  Wygląda bardzo ładnie ; dzianina ma jedwabisty połysk i jest bardzo miła w dotyku . Wyjątkowo dobrze się też robi z tej włóczki. Nie haczy się ani nie splątuje .Sama przyjemność. 
Przyszły katalogi Cellebes - już z ofertą świąteczną. . Nawet fajne kupony materiałów świątecznych w ofercie. Może się skuszę i kupię jakiś na obrus i poduszki ? 

środa, 17 października 2012

17.10.2012 Delirium tremens


nazwa w sam raz dla piwa. Starszy synalek za przysługę wyświadczoną pewnemu Belgowi został obdarowany przez w/wymienionego kartonem belgijskich piw w różnych gatunkach. Chciałam się przymówić o jedną czy dwie butelki dla wuja , co by mu w zamian za suszone grzybki wręczyć , sięgam do kartonu, biorę do ręki pierwsze z brzegu , rzucam okiem na etykietkę i mało z krzesła nie spadłam ze śmiechu jak przeczytałam tę nazwę .
Jeszcze teraz co sobie przypomnę to mi łzy w oczach ze śmiechu stają .
A poza tym , załatwiłam rejestrację auta – tym razem szybko i sprawnie ; odmieniło się urzędnikom , czy coś...I nawet numer 90 mi dali bez zbędnego gadania.
Rano na wystawie w outlecie widziałam kapitalny , krótki żakiet z eko -skóry. Taki by mnie usatysfakcjonował. Zamierzam się do sklepu wypuścić i obejrzeć z bliska , a jakby się jeszcze w moim rozmiarze okazał, to bym sobie taki sprawiła , nawet gdybym 2-3 stówki musiała za niego położyć . Ale pewnie za dużo mi się marzy , o moje rozmiary w sklepach odzieżowych trudno. Wszystko na anorektyczki pasuje a nie taki słuszny kawal polskiej baby jak ja.
Z innych spraw to nabyłam znicze. Stoją na szafce do butów w korytarzu obok jesiennej kompozycji i czekają Święta Zmarłych , a rodzinka się wyśmiewa , więc im powiedziałam ,że tablicę upamiętniającą katastrofę w Smoleńsku tam powieszę. Wiem to głupio tak sobie żarty z nieboszczyków stroić...

                                        ************************
W sklepie byłam ... I tak jak myślałam , rozmiar kurteczki XS . Innych nie mieli... Szkoda... Odebrałam sukienkę . Całkiem fajna i zgodna z opisem , a miodowy kolor bajeczny! Mam na pocieszenie. 

wtorek, 16 października 2012

16.10.2012 Deszczowo

i zimno , a jakże ! A miało być ciepło i słonecznie! Na letnią pogodę nie liczyłam , ale taki ziąb?  I znów zakupowo . W firmie tablet i monitor HDMI .Żadne to cuda , ale bez nich funkcjonować już nie można - klient kupuje oczami i musi gadżety widzieć , wtedy zamawia.  Dla siebie kupiłam botki. Takie na styk , grubej skarpetki nie włożę , ale są lekko ocieplane , wiązane i na niewysokim obcasie. W zasadzie zgodne z założeniami . Jedne jedyne trafiły się takie w moim rozmiarze.  Kupiłam też sobie dwa staniki bezszwowe.  Te co mam już się lekko zestarzały . Jutro odbieram ciuszek z Bon prixu. Ciekawe czy mi się sprawdzi?
Kasa zaczyna wpływać . A propos kasy ! Świat sie kończy , albo zoz ma nową księgową ! Pierwszy raz zareagowali na wysłany monit i oddzwonili,że w tym tygodniu zrobią jakiś przelew dla nas . Łaskawcy ! A monity wysyłam im średnio licząc 4 - 5 w miesiącu . Ale dobrze , będzie kasa , a to mnie zawsze podbudowuje.
Przymierzam się do zakupu nowej komórki . Mój James Bond żywot kończy po woli. Model , który sobie upatrzyłam jest wciąż drogi a na aukcji nie mam coś szczęścia , zawsze mnie ktoś przelicytuje.

poniedziałek, 15 października 2012

15.10.2012 Takie tam ...

Wycieczka na Pomorze Zachodnie dobrze nam zrobiła . Dziś jednak trzeba było wrócić do rzeczywistości czyli do obłędnej ilości pracy.  Z lekka - na razie tylko z lekka odblokowuje się spływ kasy . Jeszcze dwa - trzy dni i będzie ok.  Odebrałam paczkę z książkami. Czytania na ładnych parę tygodni, bo i koleżanka podesłała mi ciekawą pozycję  " Kochanki i Królowe kobiety władzy". Ciekawe . Wymaga skupienia , bo książka z gatunku popularno - naukowych , ale takie lubię najbardziej. 
Bon prix wysłał mi informację ,że poszła do mnie przesyłka z ciuchami. W sumie z jednym . Sweterka - bliźniaka  w kolorze mchu brakło w magazynach . Trudno , na razie będzie sukienka z dzianiny. Na chłody jak znalazł.. Nadal szukam botków na zimę i nadal nic godnego uwagi w sklepach nie widzę. Wszystko albo na niebotycznie wysokim obcasie , albo całkiem płaskie. Obcasy wiadomo odpadają , całkiem płaskie też Niby modne , ale póki co do wojska się nie wybieram , a najwięcej butów w takim własnie stylu. Dostanie czegoś pośredniego z obcasem 3-4 cm i bez dwucentymetrowego futra w środku  graniczy z cudem.. 
Dopisałam kawałek wspominek . 

niedziela, 14 października 2012

14.10.2012 Potrójna korzyść

1. Nowe auto
2.Nieco świeżych grzybów
3. Oczy nacieszone pięknymi jesiennymi widokami. 

Mężuś od dłuższego czasu  nosił się z zamiarem wymiany auta. . Znalazło się odpowiednie, w przyzwoitym stanie i za kasę , którą chcieliśmy na taki zakup przeznaczyć , tyle,że w Stargardzie Szczecińskim , a właściwie to kilka kilometrów za Stargardem.. No to pojechaliśmy , najpierw  autostradą A2 przez Wielkopolskę, potem lasami przez Ziemię Lubuską i Pomorze Zachodnie. Kraj mammy przepiękny , bardzo dobre , odremontowane drogi nawet te powiatowe ( wbrew powszechnie panującej opinii o ich fatalnym stanie ) , śliczne , urokliwe, zadbane miasteczka i kolorowe , stylowe wsie kryjące się wśród lasów. Teraz w jesiennym anturażu przecudne . Szkoda,ze tak piękny Kraj jest od lat tak źle zarządzany. W lasach niedaleko Międzyrzecza i Skwierzyny trafiło się paru grzybiarzy stojących przy drodze ze swoimi trofeami. Kupiliśmy , choć kosztowało mnie to straszną kasę , ale podobno grzybów w lasach tego roku mało. A co tam . Raz nie zawsze , a Wigilia bez zupy grzybowej i kapusty z grzybami nie do pomyślenia. Wyszedł słoiczek -taki od dżemu- w occie , porcja do ususzenia i coś na solidny dzisiejszy obiadek. Auto okazało się godne uwagi , piękny seledynowy metalic , na dodatek po maniaku, który jeździł do serwisu autoryzowanego nawet po wodę destylowaną do chłodnicy i chyba nie robił nic innego tylko je czyścił . Stan  niemalże jak prosto z salonu. Kupiliśmy oczywiście. Do domu wróciliśmy dwoma. Stare jutro opróżnimy z rzeczy potrzebnych w pracy, pojedzie do myjni a potem do najbliższego komisu.  I tak nam już długo służyło i jeszcze posłuży komuś , kto się zdecyduje je kupić, bo przy naszej częstotliwości jeżdżenia auta musiały być stuprocentowo sprawne więc też o nie dbaliśmy. 
Nooo, to by były te korzyści...   
A dziś upiekę szarlotkę i będziemy auto , a właściwie auta , bo kupił też kilka dni przed nami teść młodszego synalka - "opijać" . No , bez przesady , ale zmówiliśmy się na kawę i lampkę winka lub jakiegoś drinka . No i kuchni po remoncie jeszcze nie widzieli a jedynie na etapie robót budowlanych więc okazja żeby się spotkać na jakimś podwieczorku. 
p.s. niestety na zrobienie po drodze przez trzy regiony fotek zabrakło mi czasu.