babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

poniedziałek, 30 grudnia 2013

3012.2013 To był rok ...

trudny... Nawet bardzo trudny i pracowity jak żaden dotąd.
Zaczął się nieciekawie i dalej tak się wszystko toczyło.
 Już od początku wszystko szło nie tak . Ciągnęło się i ciągnęło długie pasmo mniejszych i większych niefartów , wpadek , wtop i innych klęsk żywiołowych. Nie przychodziły zamówienia na czas , albo przychodziły ale inne niż zamówione, gubiły albo psuły się narzędzia , odmawiały współpracy auta. Zlecenia były ale nie ciekawe i niskobudżetowe , co oczywiście przełożyło się na stan naszych kont., inne omawiane miesiącami nie dochodziły do skutku. Plany i zamierzenia się sypały .Szło już tylko o przetrwanie kryzysu. Przetrwaliśmy a jakże i przed samym końcem roku nagle zlecenia zaczęły nam się same pchać do rąk , aż musieliśmy zatrudnić dodatkowe siły ,żeby im sprostać. Oczywiście ,żeby za pięknie nie było synalek potrzaskał firmowe auto. Na szczęście jemu nic się nie stało.
A poza tym:
Zima dała się wszystkim we znaki trzymając do połowy kwietnia .
Teściowa zachorowała , co skończyło się operacją i wciąż trwającą rekonwalescencją .
Rodzina się powiększa – Szwagroska na wiosnę babcią zostanie .
Odeszło na zawsze kilka osób; nie bliskich , ale jednak znanych i lubianych.
Świętowaliśmy 25 lecie firmy .
Dziś już to wszystko prawie za nami .Jeszcze kilka małych spraw do zakończenia , jeszcze trochę krzątania się i zabiegów i.... Rok minął ... Pozostaje spotkać się jutro około południa w firmie ;jak co roku wypić symboliczny toast za pomyślność firmy a potem czekać nadejścia Nowego. I oczywiście dodać trochę magii ,żeby wszystko szło dobrze . Tradycyjnie więc jak co roku zapalę cztery świece ; białą dla dobrego zdrowia , czerwoną na miłość i dobre małżeństwa nasze i naszych dzieci , zieloną dla przyciągnięcia pieniędzy i złotą dla ogólnej pomyślności.

Tradycyjnie też na Nowy Rok żadnych postanowień nie czynię ; Losowi daję wolną rękę .Nie przymuszany do niczego już nie raz okazywał się łaskawszy .  I niech tak zostanie .
Świętować specjalnie nie będziemy - ot tak sobie , skromna kolacja z przyjaciółmi. 

sobota, 28 grudnia 2013

28.12.2013 I po Świętach

stanowczo za szybko minęły .  Mogły by jeszcze trochę potrwać . W Wigilię był straszny rozgardiasz i harmider . Dzieci zostały zarzucone prezentami a wszyscy obżarli się wigilijnymi daniami. Ciekawe ,że te zawsze smakują inaczej. A przecież zupę grzybową czy rybę robię też w ciągu roku i nikt w taki zachwyt nie wpada. 
Za to od wczoraj już normalka. Robota goni robotę . Dziś pociągnęłam trochę inwenturę , oczywiście posiedzę jeszcze nad tym w poniedziałek i chyba trochę we wtorek. 
Z innych spraw to ogarniałam dziś trochę chatkę, tak poświątecznie, żeby sobie miejsce na Sylwestra przygotować. Jutro jeszcze zmyję podłogę ( dziś zwyczajnie mi się nie chce), Poczytam. Dostałam na Gwiazdkę "Sezon Burz" pana Sapkowskiego . Książka o Wiedźminie. Inna w stylu jednak niż te sprzed paru lat ale też ciekawa. 
Poza tym wysiadły mi lampki na choince. Na szczęście tylko jeden z dwóch kompletów , które zawiesiliśmy więc świeci i tak. 
Dogadałam się z przyjaciółką w kwestii kolacji sylwestrowej .  Zaproponowała ,że coś przygotuje i się zgodziłam.  Zostanie mi więc tylko kolacja i część zakąsek. Ona bierze na siebie pozostałe przekąski i sałatki. Zapas winka mam nie mały , słodkości jeszcze mam mnóstwo . Zostały pierniczki , mam też różne ciasteczka i pralinki - wystarczy . Z doświadczenia wiem ,że na słodkie chętnych na imprezach za bardzo nie ma. 
Zakupy przedsylwestrowe też już w zasadzie mam zrobione. Może jeszcze tylko szparagi i patisony  w słoiczku i jakiś płat łososia do kanapek.. No i jakiś fajerwerk do wystrzelenia o północy. I niech ten roku już minie ... 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

24.12.2013 WESOŁYCH ŚWIĄT

Wracam do obowiązków .
 Życzę wszystkim radosnych, niezapomnianych, dobrych Świąt Bożego Narodzenia  w rodzinnej atmosferze. . Niech płyną kolędy , te prawdziwe ; wyśpiewane, zanucone, zagwizdane,nieporadnie wymruczane, ale wspólne , niech pachnie świąteczne drzewko i smakują wigilijne dania , niech błyszczą w świetle świec choinkowe bombki i oczy dzieci . Niech będzie pięknie . 

24.12.2013 Świąteczna bajka dla moich wnucząt

i nie tylko jeśli ktoś lubi bajki. Kiedyś trafiłam na podobną necie , ale było w niej tyle nieścisłości , że moje bystre wnuczęta natychmiast by to odkryły . Przerobiłam więc ją i dopracowałam .

" O tym kto naprawdę pomaga Św. Mikołajowi" 
W Niebie mieszkał pewien mały Aniołek o srebrnych włosach.. Był bardzo nie grzeczny i leniwy . Tylko psoty były mu w głowie i nie chciało mu się pracować . Dorosłe Anioły i Sw. Piotr go upominali, ale bez skutku a przecież wszystkie Anioły duże i małe i wszyscy Święci mają w Niebie swoje obowiązki. Pewnego dnia mały Aniołek bardzo rozgniewał Św. Piotra , tak bardzo, że wezwał do siebie małego Aniołka , żeby go ukarać.
  • Mały Aniołku, jesteś bardzo leniwy i nie grzeczny , za karę wrócisz na ziemię , tam poszukasz sobie zajęcia i zostaniesz tak długo aż zrobisz coś dobrego –
    to mówiąc Sw. Piotr sprawił ,że w jednej chwili mały Aniołek znalazł się na ziemi, na małej leśnej polance . Było mu trochę zimno , bo na ziemi był akurat grudzień i panowała ostra zima.. Aniołek rozglądał się dookoła i zastanawiał dokąd pójść , gdy spod krzaka jałowca wyjrzał Zajączek .
  • Dzień dobry Aniołku, co ty tu robisz w taki mróz ?- Powiedział grzecznie Zajączek . Aniołek już miał odpowiedzieć na powitanie Zajączka , gdy usłyszeli dzwoneczki i zaraz na polankę wjechał Św. Mikołaj swoimi saniami.
  • A co ty tu robisz w taki mróz mały Aniołku – powiedzial Św. Mikołaj – nie powinieneś być w Niebie i śpiewać razem z innymi Małemu Jezuskowi ?
  • Powinienem Św. Mikolaju , ale Św . Piotr wysłał mnie tutaj za karę , bo byłem niegrzeczny i leniwy . Kazał mi zrobić coś dobrego i poszukać sobie pracy , ale nie wiem co mógłbym zrobić .
  • Oj biedaku , biedaku … Choć ze mną ,będziesz mi pomagał; dziś Wigilia , mam mnóstwo pracy . Musimy udekorować te wszystkie choinki i porozdawać je mieszkańcom tamtej wioski . - Aniołek spojrzał na sanie Św. Mikołaja . Były wyładowane pięknymi , zielonymi drzewkami i mnóstwem ozdób.
  • Do widzenia Zajączku , jadę ubierać choinki ze Św. Mikołajem , powiedział grzecznie, na pożegnanie Aniołek . Zajączek w odpowiedzi pokiwał im łapką.
    Aż do zmierzchu Św Mikołaj z Aniołkiem dekorowali choinki a potem podrzucali je mieszkańcom wioski . W końcu została już tylko jedna , maleńka, uboga chatka , na samym skraju wsi pod lasem. Aniołek zajrzał przez okno ,żeby zobaczyć co też dzieje się w tym ubogim domku . Przy stole siedziała mama i troje małych dzieci . Na stole stała tylko jedna miska i leżał kawałek chleba . Nie było żadnych ozdób , ani smakołyków , a wszyscy byli smutni. Aniołkowi żal się zrobiło dzieci i ich mamy . Przypomniał sobie ,że niedawno widział jak Św. Piotr wpuszcza do Nieba pewnego drwala , który został od razu ważnym Aniołem , odpowiedzialnym za ścinanie niebiańskich drzew na budowę anielskich domków. Pomyslał, że to pewnie tata tych dzieci . „ Trzeba koniecznie sprawić radość tym dzieciom „ pomyślał i pobiegł do sań Św. Mikołaja po kolejną choinkę . Ale w saniach nie było już choinek i ozdób . „ Co tu robić , przecież dzieci muszą mieć choinkę -myślał . I wtedy z pomocą przyszedł mu Zajączek . Przyniósł malutką choinkę i położył przed Aniołkiem .
  • Zgubiliście po drodze , pomyślałem ,że będzie wam potrzebna – powiedział Zajączek
  • Och Zajączku , dziękuję , choinka jest bardzo nam potrzebna , dzieci w chatce na skraju wsi są bardzo smutne , koniecznie muszę im zanieść choinkę . - Zajączek znów pomachał łapką
    na do widzenia i pobiegł w las, a Aniołek zajrzał do sań w poszukiwaniu ozdób na choinkę . W saniach jednak nie było już ani jednej ozdoby . „ Co by tu zrobić „ - pomyślał Aniołek , czymś muszę ją ozdobić „ Przypomniał sobie ,że ma na sukience naszyte złote gwiazdki . Oderwał je więc od sukienki i powiesił na choince . „ O tak już lepiej – pomyślał- ale wciąż czegoś brakuje . Co by tu.... „ Przypomniał sobie,że jego włosy są srebrne i mienią się w świetle i połyskują . Pourywał więc kosmyki swoich srebrnych włosów i powiesił na choince . „ O tak, teraz na pewno choinka spodoba się dzieciom „ pomyślał i poszedł w kierunku chatki . Znów wspiął się do okna i zajrzał do chatki . Dzieci właśnie pomagały mamie sprzątać po kolacji . Aniołek zakradł się po cichutku do domku i postawił choinkę na stole , po czym szybko schował się za oknem , żeby zobaczyć czy dzieci ucieszą się z prezentu . Kiedy tak zaglądał do chatki zobaczył go przy tym zajęciu Św. Mikołaj.
  • Co ty tu robisz Aniołku?
  • Sprawdzam czy dzieciom podoba się moja choinka. Zabrakło już ozdób więc wykorzystałem gwiazdki z mojej sukienki i moje srebrne włosy .- odpowiedział Aniołek . W tym momencie dzieci weszły do pokoju i zobaczyły pięknie udekorowaną choinkę . Wszystkie głośno krzyknęły z radości a ich mama patrzyła tylko i uśmiechała się przez łzy .A potem wszyscy radośnie tańczyli wokół choinki i śpiewali kolędy .
    Św. Mikołaj powiedział do Aniołka:
  • No , pięknie się spisałeś . Czas wracać , choć podwiozę cię na polankę , w to samo miejsce , żebyś mógł wrócić do Nieba
  • Ale skąd Św. Piotr będzie wiedział,że może mnie wpuścić ? Pewnie wciąż się na mnie gniewa.
  • Nie martw się o to , tylko wracaj . - Święty zatrzymał sanie na polance. - No już zmykaj. Za chwilę Aniołek stał już u bram Nieba , a Św. Piotr spoglądał na niego groźnie.
  • Coś ty z siebie zrobił ? Kazałem ci pracować i robić dobre uczynki , a ty co ? Gdzie twoje złote gwiazdki, gdzie twoje srebrne włosy ? Zniszczyłeś anielskie ubranie a byłeś na ziemi tylko jeden dzień … - złościł się Św. Piotr . Aniołek próbował wtrącić coś na swoją obronę, ale w tym momencie do bramy Nieba podjechał Św. Mikołaj .
  • Nie gniewaj się już na małego Aniołka Św. Piotrze – zaczął i zaraz opowiedział o tym co dobrego dla dzieci z chatki na skraju lasu zrobił mały Aniołek i o tym jak poświęcił swoje gwiazdki i swoje anielskie włosy, żeby sprawić im radość. Św. Piotr pochwalił Aniołka , tata drwal – anioł specjalnie mu podziękował za opiekę nad jego dziećmi a dorosłe Anioły przyszyły mu do sukienki nowe, jeszcze ładniejsze gwiazdki . Anielskie włosy małego Aniołka szybko odrosły . Odtąd mały Aniołek co roku wraca na ziemię razem ze Św,.Mikołajem i pomaga mu obdarowywać dzieci .   

niedziela, 22 grudnia 2013

22.12.2013 Kawał roboty

odwaliliśmy z mężusiem od wczoraj. Mężuś sprzątanie , ja po części też sprzątanie, trochę prania , gotowanie na dzisiejszy obiadek ( pyszny wyszedł, choć tylko takie coś z niczego) , rano reszta zakupów i porządki w biurku . Nazbierało mi się tyle papierów ,że szuflady się nie domykały.  Po mojej ostrej interwencji się domykają , ale reszta powierzchni biurowej wymaga sprzątania . Na razie to nie wykonalne, dopóki leżą jeszcze materiały na dalsze inwestycje.  Mężuś od rana na awarię pojechał do Środy . 
Na koniec ustawiliśmy i ubraliśmy choinkę . Od razu też zapakowałam prezenty . Całkiem przypadkowo wyszła mi stylizacja jak ze świątecznej kartki ; rozłożysta choinka z mnóstwem kolorowych bombek i światełek, wokół różnej wielkości paczki przewiązane czerwonymi kokardami i siedzący na kartonach miś. 
W mieście już stoi Szopka , choć traci trochę na uroku z braku śniegu. 
Dziś kończyłam wczorajsze tematy . Wyprasowałam 16 koszul mężusia , w tym cztery wyjściowe, szyfonowe firanki z sypialni i adamaszkowy obrus na Wigilię. Lubię prasować , ale taki zestaw to stanowczo przesada. Próbuję też od rana ratować chatkę z piernika. Niestety nie wiem czy mi się uda, bo czasu mało , lukier długo zasycha. Upiekłam też cynamonowe gwiazdki ( tak, tak - te z 1918 roku , z przepisu mojej babci) . Zrobiłam z nich choinki do "aniolkowa ". Bo będzie jeszcze dekoracja dla dzieci ; " aniołkowo " . Wykorzystam chatkę jeśli uda się ją uratować . Jeśli nie to będzie tylko aniołkowy las.
        
                              W mieście świąteczna Szopka cieszy oko







Tak wyglądała choinka wczoraj zaraz po udekorowaniu 


A tak dziś w trakcie dokładania kolejnych paczek  







A na koniec z misiem 


piątek, 20 grudnia 2013

20.12.2013 Padam na dziób

po tym narwanym dniu jaki dziś zaliczyliśmy.W firmie wszyscy z prędkością światła na wysokości lamperii latają i klapią rzęsami do taktu  ale to żadne novum . Mamy tak od kilku tygodni. Po pracy pojechaliśmy do Poznania na  świąteczne i nie tylko zakupy. Kasy przepuściliśmy nie mało, ale ubrałam mężusia do następnej Gwiazdki , kupiłam mu prezent czyli jak sobie umyśliłam marynarkę , drobiazgi dla teściów młodszego , z którymi się spotykamy w drugie święto , mnóstwo pysznych herbatek w różnych smakach , ulubione perfumy w Dauglasie - dostałam do tego herbatki wiśniowe , dwa kupony rabatowe jeden na 10% drugi na 30zł i próbki zapachów . Kupiłam też buty dla siebie i trochę smakołyków świątecznych . I oczywiście bombki - miniaturki . Dwie mi wnusia od razu zgarnęła , ale miała taką frajdę,że aż skakała z radości,że je ma, bo po zakupach pojechaliśmy jeszcze  do starszej młodzieży, zabrać moje auto. Syna wciąż jeszcze nie gotowe i do nowego roku nie będzie niestety , ale jutro od rana będzie mi potrzebne. Wybieram się po owoce i warzywa , no i choinkę rzecz jasna.   
Przyszła moja zamówiona sukienka . Jest po prostu rewelacyjna . Jeszcze ładniejsza niż na fotce w katalogu i pasuje idealnie. Materiał bardzo cienki ale fason i uszycie doskonałe i świetnie na mnie leży. Zakup udał mi się jak żaden. 
Jutro pracująca sobota , na pełnych obrotach, najpierw w biurze, potem w domu. 

czwartek, 19 grudnia 2013

19.12.2013 To jest jakaś paranoja

co się robi w robocie. Budżetówka kasę dostała i szaleje, a w hurtowniach i magazynach pustki...
Taaa.... a tu jeszcze tyle do ogarnięcia i pozałatwiania. W praktyce 2 dni pracy , a i to nie wszędzie, bo co poniektórzy mają w poniedziałek wolne. Dobrze przynajmniej,że kasiorka zaczęła spływać. 
W domu nadal nic świątecznego poza kilkoma dekoracjami . Mieliśmy dziś po zakupy prezentowe pojechać i guzik . Mężuś jeszcze w pracy co najmniej do 18.00. Cóż , zabiorę się pewnie za sklejenie chatki z piernika . A prezenty ... może jutro... 

Poniżej efekty naszej działalności piernikowej .
Zaraz po wyjęciu z piecyka 

i następnego dnia po udekorowaniu 


środa, 18 grudnia 2013

18.12.2013 Co by tu...

właściwie to nic nowego . Jeszcze większe urwanie krawata niż dotąd jeśli chodzi o pracę. Z domowych tematów to pierniczki upieczone i udekorowane. Maluchy przejęte faktem, że same mogły wygniatać ciasto i wycinać . Dekoracja nie całkiem idealna - na razie wyznają zasadę,że im więcej tym ładniej , ale szło im nie źle . No poza tym ,ze wszystko kleiło się od lukru ; krzesła , stół , ubranka i podłoga. Dziś miałam chatke z piernika posklejać , ale pojechaliśmy z mężusiem kupić słodycze do pracusiowych paczek. Oblecieliśmy trzy markety ( wszędzie tłok jak by za darmo dawali) , straciliśmy mnóstwo czasu i nic szczególnie interesującego nie było . Straciliśmy mnóstwo czasu.. Naprawdę nie było w czym wybierać . No , ale kupione i przynajmniej ten temat już z głowy. Jutro spakuję do firmowych tytek i rozdam pracusiom.  Dla kontrahentów w tym roku wersja niskobudżetowa.. Nikt w tym roku z prezentami nie szaleje. Po dużym pudle "michałków" z Wawelu i świątecznej kartce, a i to tylko tym najważniejszym. 
Nadal nie mam prezentu dla mężusia i jeszcze paru drobiazgów. Jak dobrze pójdzie , to może jutro wypuścimy się do Poznania na ostatnie zakupy. 
Nadal jestem bez auta , bo syn musi czymś jeździć do klientów , a jego wciąż w warsztacie. Poważnie mi to życie uprzykrza . 
No  i to by było tyle na dziś ...   

niedziela, 15 grudnia 2013

15.12.2013 Fotkowo

W tym roku numerem 1 w moich dekoracjach świątecznych są  orzeszki i reniferki 



W sypialni
a poniżej w kuchni 








W korytarzu , tuż przy wejściu do mieszkania 



I w kąciku pomiędzy biblioteczkami 




No i moje serwetkowe szaleństwa 






sobota, 14 grudnia 2013

14.12.2013 Powiedzmy ,

że prawie ogarnęłam ten chaos przedświąteczny. Jak zwykle nie zgodnie z planami i nie po kolei, ale trochę do przodu tematy popchnięte.. Z biurowych tematów , jedną inwestycję rozliczyłam dokładnie, w drugiej niezbędne będą pewne poprawki. , bo nieco zmieniła się koncepcja . Mężuś walczy w urzędzie skarbowym. Do skutku.. W poniedziałek musi wszystko pracować.  Z tematów swiąteczno - domowych , to prawie skończyłam zakupy ; w każdym razie te  na najbliższy tydzień i na święta a nawet po części i sylwestrowe,bo planuję kolację z przyjaciółmi. Został mi prezent dla mężusia , paczki świąteczne dla chłopaków i drobiazgi dla pracusia i jego rodziny - zawsze przychodzą z opłatkiem w dniu Wigilii i jakimiś słodyczami więc i my ich obdarowujemy jakimiś drobiazgami.  Kupiłam też kilka ozdób , papier do prezentów ( pewnie się wszyscy zbulwersują , ale zwykły szary - prezenty będą przewiązane wstążkami w biało- czerwoną kratkę i doczepione  ręcznie robione na drutach i szydełku zawieszki. ) , błękitne bombki malowane w białe gwiazdki  i aż trzy paczki serwetek . Jutro obfotkuję razem z dekoracjami . Takim ładnym serwetkom po prostu oprzeć się nie można . Kupiłabym jeszcze kilka , ale posłuchałam jednak głosu rozsądku. Pewnie ich nawet wszystkich nie wykorzystam w te parę dni , ale są śliczne i tyle. Firanek w sypialni nie wyprałam .Za dnia  zabrakło mi czasu a teraz już mi się nie chce. Nabiegałam się po sklepach , czego nie lubię . Może jutro.. .
 Sprawy na zimę :
- dokończyć album firmowy 
- naprawić biżuterię 
- uporządkować domowe albumy ze zdjęciami ( wciąż tego nie zrobiłam ) 
- dokończyć "norweski "sweterek dla wnusia 
-pojeździć na łyżwach ( ale to zależy od pogody)
-pójść w końcu do dietetyczki, bo na razie się wciąż tylko wybieram 

Pomalowałam sobie włosy - sama , szamponem koloryzującym . Wyszło nie źle. 

Menu na Święta i Nowy Rok        
Wigilia : sandacz w ziołach 
             zupa grzybowa z makaronem domowym
             fasolka 
             kapusta z grzybami 
             pierogi z kapustą i grzybami
             makiełki 
             kompot z suszu 
             jako dodatki :
             chleb ,
             grzybki w  occie 
             sos kurkowy 
             białe wino , Bulglajer i Alexandria 
             makowiec , orzechowiec ,piernik z wiśniami  ,pierniczki i rogaliki z makiem , kawa
             suszone owoce i orzechy do podjadania po wieczerzy
I Święto ; na śniadanie  bułeczki z powidłami , kawa z mlekiem
               na obiad to co zostanie z Wigilii 
               na podwieczorek i kolację - czym poczęstuje rodzina 
II Święto na śniadanie j/w 
               na obiad kurczak w limetkach ,z ryżem , wino różowe 
               na podwieczorek makowiec , pierniczki i inne ciasto ,owoce, kawa 
               na kolację , jakieś salatki - jeszcze nie wymyśliłam jakie 
               po kolacji wino czerwone Santa Andrea
Kolacja sylwestrowa :
              - grzane wino na powitanie gości 
a potem :
             - zupa wiśniowa na czerwonym winie 
             - polędwiczki duszone z suszonymi pomidorami , czosnkiem i rozmarynem
             -wino czerwone Chewelier de Boiarde , pieczywo 
              -sałatka z kopru włoskiego , granatu i pomarańcz 
              -tarta makowo- jabłkowa 
Przekąski :marynowane grzybki i  patisony , roladki z szynki nadziewane szparagami, , jajka z sosem 
                tatarskim , sałatka z ciecierzycy z fetą i żurawiną  i może jeszcze błysnę jakąś nowością , ale to 
                zależy od tego o której godzinie wyjdę z biura  ( wiadomo ; inwentura) 
                I duuuuużo dobrego wina  . No i o północy szampan musi strzelić.              




piątek, 13 grudnia 2013

13.12.2013 Urwanie krawatki

wiem , powtarzam się ... Takiego szaleństwa to jeszcze nie mieliśmy jak długo firma istnieje.  W jednym miesiącu nadrobiliśmy cały rok bylejakości ( w sensie małej ilości i niskobudżetowych  zleceń ). Mam serdecznie dosyć , ale trudno., sami tego chcieliśmy ... Jest robota to ją trzeba robić. 
Co by tu jeszcze ... Święta w rozsypce . Nie mam kiedy się tym zająć , nadal nie mam wszystkich prezentów, nie mam swojego auta , żeby na zakupy pojechać i prędko mieć jeszcze nie będę . Syn miał mi dziś podstawić do jutra , bo ma wolną sobotę , ale jak na razie go nie widać ...  Na poniedziałek zmówiłyśmy się z synowymi na pieczenie pierniczków. W środę mam na " służbie " wnusię . Będziemy składać chatkę z piernika i dekorować upieczone w poniedziałek pierniczki.. Mam w planie jeszcze cynamonowe choineczki , ale to będzie niespodzianka. 
Jedzie do mnie moja nowa suknia  ( ta co sobie zamówiłam z powodu zdołowania przez rozbite auto), właśnie dostałam meila z informacją . Ciekawe czy będzie tak niesamowita  jak na zdjęciu w katalogu czy przyjdzie mi odesłać ... 
Poza tym mam nową książkę kucharską , autorstwa Pascala i Okrasy . Dostałam za punkty w Lidlu . Całkiem ciekawa , choć przepisy raczej na niedzielę albo przyjęcia. Na dzień codzienny trochę za dużo z nimi roboty. 
Jutro mam dwie inwestycje  do rozliczenia , zakupy a w domu sprzątanie łazienek i pranie firan z sypialni. Ani chwili dla siebie.. Mężuś z jednym naszym podwykonawcą wymienia centralę w urzędzie skarbowym . Pewnie dziś nockę zaliczą , a jutro ciąg dalszy . W poniedziałek wszystko musi pracować bez najmniejszego błędu  ; wymagania z górnej półki, ale przynajmniej kasa pewna i od razu , bo do 21 muszą ją wydać.  
W telewizji trąbią wszem i wobec o stanie wojennym a Rosjanie kwestionują jakość naszej żywności. Mamy o co się prosiliśmy ( nie my osobiście , ale w sensie Państwa ) - było się nie wypowiadać w sprawie Ukrainy i  nie bruździć Rosji w jej strefie wpływów. 


poniedziałek, 9 grudnia 2013

9.12.2013 Sprawy babusine

Kilka prezentów kupionych . Wyręczyliśmy w tym synową , hantle trafiły pod nasze łóżko w sypialni - przeczekają do świąt . Garnuszki dla wnusi też kupione , dodatkowo komplet porcelanowych kubeczków i filiżanek , do tego jest jeszcze dzbanuszek i cukierniczka .Nagrzewnicę dla synalka też mamy . Urządzenie do gadania z telewizorem niestety się nie sprawdziło. Dziś odesłałam , tym samym znów nie mamy prezentu dla młodszego . Może się uda pociągnąć go za język co by mu się przydało. Z innych zakupów to jak zwykle uzupełniliśmy zapas soku żurawinowego w Ikei i przy okazji kupiliśmy chatkę z piernika do poskładania .Kiedyś bawiłam się sama , ale skoro się trafiło ... Poskładam z wnusią za tydzień jak będzie u nas nocować .  
Na degustacji zaszaleliśmy ale jak zwykle winka rewelacyjne , no i długo , długo niczego nie zamawialiśmy. 
W pracy nadal zwariowane podwórko. wciąż mam wrażenie , że coś idzie nie tak jak trzeba , chociaż idzie normalnie . 
Posprzątałam dziś w swojej szafie . Skąd mi się wzięło 13 torebek ? Przecież na bieżąco kasuję , jak jakaś mi się znosi ... Zostawiłam tylko te co lubię , a w tym roku kupiłam tylko tę babciną ... Ciekawostka jakaś . 


sobota, 7 grudnia 2013

7.12.2013 W sobotę po robocie

No , bez przesady z tą robotą - nie szalałam .Wyprałam firanki z kuchni , salonu i pracowni mężusia, wysprzątałam tak na świątecznie kuchnię i zrobiłam część dekoracji świątecznych . Jutro obfotkuję. Dekoracji jeszcze przybędzie . Wysilać się w kwestiach sprzątania nie zamierzam tym razem ( w końcu nie o to idzie w świętowaniu)  , po woli i bez pośpiechu- za tydzień łazienki i pranie firanek w sypialni , za następny porządki w sypialni i salonie.  Kupienia kolejnej płyty z kolędami jednak sobie nie odmówiłam . Tym razem z pięknie wydaną książką , opisującą historię każdej z kolęd i przepięknie ilustrowaną reprodukcjami wielkich mistrzów malarstwa. A teraz sobie odpoczywam na kanapie.
Jutro degustacja wina . To nie trwa długo , a po jedziemy do Juli i Ikei po prezenty. W następny wtorek gremialne pieczenie pierniczków. 

piątek, 6 grudnia 2013

6.12.2013 Mikołajkowo

Orkan Ksawery szaleje w całym Kraju. W naszym mieście połamał trochę gałęzi , przewrócił jeden świerk koło siedziby PZU i przestawił choinkę na deptaku koło poczty, którą ustawili w ramach dekoracji miasta.. Nocą szalała burza z piorunami , późnym popołudniem burza śnieżna a zaprzyjaźniony druh ze straży ogniowej , który nas dziś odwiedził w biurze w sprawach służbowych stwierdził,że "dziś mają spokój , prawie nic do roboty" . Prawda, karambolu żadnego nie było w okolicy, nic się nie paliło inne klęski żywiołowe też nie występowały . Pan Bóg kocha Wielkopolskę . Tylko niewielkie szkody i kilka wypadków drogowych . W porównaniu z resztą świata to nic takiego. 
Na drogach szklanka . Na głównych szaleją już piaskarki i solniczki , te osiedlowe czekają na swoją kolej. Średnia prędkość 17,5km na godzinę , a jak komuś licznik zaczyna się od 20 km to ma pecha..
Za chwilę jedziemy z prezentami mikołajowymi do maluszków. zjeżdżamy się u starszej młodzieży . Nic takiego ; drobiazgi w postaci kolorowanek i słodyczy. Duże prezenty przyniesie Gwiazdor. cdn.
6.12.2013 Późny wieczór 
Orkan dalej szaleje . Śnieg sypie , przez chwile nagle zrobiła nam się biała noc ,a  w następnej chwili sypnął grad i biły pioruny razem. Takich anomalii nie pamiętam i nie wiem czy są tacy co pamiętają . 
Wnusiątka szalały , zwłaszcza ,że było ich czworo, bo przyjechał też nasz pracuś ze swoją dwójką . Oczywiście dowodziła Helenka , bo to urodzona przywódczyni.
 Elektrownia przegrała z przyrodą i nagle zgasło światło . Dzieciom bynajmniej to w niczym nie przeszkodziło. Podchwyciły fragment z "Dziadów ", który wyrecytowałam po tym jak zabrakło zasilania i biegały dalej z jednego pokoju do drugiego i powtarzały " ciemno wszędzie , głucho wszędzie , co to będzie, co to będzie" na zmianę z dzikim wrzaskiem. Prezenty mikołajkowe zostały zaszczycone spojrzeniem i odstawione spowrotem do torebek . 
Miasto już prawie udekorowane . Główne ulice i rynek toną  w kolorowych światełkach - tym razem są zielone, czerwone, granatowe, zielone, białe. Cudne ! Chinka ogromna i bardzo kolorowa , a na ulicznych latarniach rozsiadły się aniołki. Z powodu pogody nie objechaliśmy miasta , nie wiem jeszcze jak wygląda budynek starostwa i ulica Warszawska , nie ma też jeszcze Szopki ( tę stawiają tydzień przed Świętami) , za to ratusz jak zwykle przypomina zamek z bajki. Zapowiada się bogato . Zrobię parę fotek jak się pogoda poprawi. 

czwartek, 5 grudnia 2013

5.12.2013 No dobra , wykpiłam się

z prezentów , kosmetykami i innymi drobiazgami z avonu.. To mniej więcej już bym coś miała. Dla Szwagroskiej zestaw kremów modelujących i ujędrniających profil twarzy w kosmetyczce, dla mężusiowego chrześniaka szpanerski długopis z poziomicą , linijką , nakładką do obslugi ekranów dotykowych i śrubokrętem na dokładkę , dla jego ślubnej płyny do kąpieli w pojemniczkach w kształcie bąbek . Wcześniej dla mojej mamy kupiłam zestaw kosmetykow AA 70+ ( krem pod oczy i do twarzy na dzień) , dla teściowej kupię domowe  kapcie - zmówiłam się ze Szwagroską ; teściowa za nic  ich nie chce, choć powinna nosić na sztywnej , antyposlizgowej podeszwie bo po tej naprawie biodra w normalnych  kapciach się potyka , a to grozi urazem i komplikacjami.. Jak dostanie na Gwiazdkę to nie będzie miała wyjścia. Dla starszego synalka mamy zamiar kupić nagrzewnicę do garażu albo działkowej altanki - upatrzył sobie, młodszemu kupiliśmy konwerter do gadania z telewizorem . Dla maluszków mamy całe mnóstwo prezentów. Dla wnusia drewniane klocki skręcane na śruby , walizeczkę z przyborami do rysowania i malowania ( wnusia dostała taką w ubiegłym roku ) i książkę o ciągnikach drogowych. Dla wnusi garnuszki ze stali - można w nich naprawdę gotować , łazienkę i pokój dziecięcy do jej domku dla lalek i książkę z baśniami . Został mi mężuś i synowe . Tak myślę ,że kupię mu marynarkę z wełny , taką jakie lubi nosić do pracy a dziewczynom , jeśli niczego sobie nie zażyczą ,jakieś markowe perfumy z Dauglasa . Zostały mi drobiazgi dla teściów młodszego , przyjaciółki i jej męża ( mamy w planach spotkanie w Sylwestra ,albo pomiędzy świętami a nowym rokiem , a przy takich okazjach wręczamy sobie jakieś drobiazgi). Może po jakimś dobrym winku z najbliższej degustacji.  Degustacja w niedzielę . 
Dziś też skreśliłam kolejną pozycję z listy świątecznych zakupów ; bakalie i suszone owoce ( bardzo lubimy je pogryzać , idą lepiej niż makowiec i pierniki) ale jeszcze daleko mi do wyrobienia się . Gruntowne sprzątanie może sobie odpuszczę? W sobotę zamierzam zająć się świątecznymi dekoracjami. 
Tak poza tym trochę nam stres mija , bo ostatnie dwa dni chłopaki ostro podgonili roboty na zewnątrz. Teraz może sobie już wiać i sypać śniegiem..
Jutro o 17.00 uroczyste odpalenie świątecznych dekoracji. Choinka na rynku jest potężna i ma nowe ozdoby . Ciekawa jestem efektu .

środa, 4 grudnia 2013

4.12.2013 Babusinych spraw znów parę

Lata coś w powietrzu. . Od nas wirusy poszły do starszej młodzieży . Teraz się starsza synowa rozłożyła.Nam minęło. 
Zdąże osiwieć zanim Gwiazdka przyjdzie . Przez robotę i przez te wszystkie niefarty . Niech się ten rok skończy... 
Jak zwykle mam tyły w domowych tematach  i małe szanse na ogarnięcie wszystkiego -tym razem naprawdę bardzo małe.  Już się zastanawiam czy sobie godzin pracy nie wydłużyć i zamiast na ósmą przyjeżdżać do biura na szóstą . Przynajmniej nikt by mi o takiej porze w niczym nie przeszkadzał i telefony by nie dzwoniły...
Nie mam pomysłu na prezenty dla synowych i mężusia ( z tym zawsze największy kłopot). 
Robótkowanie mi nie idzie - sfeterek dla wnusia utknął na wysokości ramion. Ostatnie dwa dni mi się nie chciało, bo się marnie czułam , a poza tym wieczorami siedzimy nad projektami . 

wtorek, 3 grudnia 2013

3.12.2013 Nie koniec czarnej serii ....

Tym razem dopadł nas wirus jelitowy jakiś wredny. Za przeproszeniem zdychaliśmy wczoraj oboje z mężusiem . Mężuś dziś miał ciąg dalszy w postaci częstych pobytów w łazience. Ja mam ciąg dalszy w postaci dreszczy i obolałego skurczonego brzucha .. O tej porze , po przeleżeniu kolejnego popołudnia pod kocem i niezliczonych herbatkach już mi prawie minęło . Mężusiowi też . Szansa ,że do jutra całkiem minie ale na pracy ciężko się skupić z takimi objawami. Robotę ogarniamy kroczek po kroczku . Już się nawet przejście zrobiło w biurze, bo jeszcze wczoraj stało tyle wszystkiego,że nie można było przejść . Żeby się dostać za biurko albo do pomieszczenia serwisowego trzeba było przesuwać jakiś karton z czymś tam. No i pogoda nam sprzyja ; w nocy 2 na minusie , w dzień 3 na plusie i słońce więc chłopaki wykorzystują i robią wszystko co jest do zrobienia  na zewnątrz . Do świąt mamy 
W mieście świątecznie . Stoją już wielkie choinki i wiszą prawe wszystkie dekoracje . W piątek uroczyste odpalenie . Ciekawe co w tym roku będzie nowego?  
A tymczasem nurkuję z powrotem pod koc leczyć wirusa .

piątek, 29 listopada 2013

29.11.2013 Babusine sprawy

W pracy wciąż urwanie krawatki .oględnie rzecz ujmując .Zamówienia na trzy roboty ogarnęłam . Już są kolejne ; jakby amoku wszyscy dostali a przez pół roku nikt sobie rękawów nie wyrywał.... Dobrze,że jutro sobota i że nie jadę do biura . Wyszło tak,że muszę wnusia popilnować . I dobrze , będę z nim siedzieć na podłodze , budować  wieże z klocków , czytać bajeczki i rysować misie i reniferki . Może jakoś odreaguję. A propos czytania, dorwałam w Biedronce zarąbistą książeczkę dla niego , ale dostanie ją na Gwiazdkę z innymi prezentami - "Wielkie Ciągniki Drogowe" . Wszrelkie traktory , tiry, behemoty , transportery wojskowe, wywrotki  itp. Każdy narysowany w różnych profilach i krótko opisany .  Muszę jeszcze coś fajnego dla wnusi znaleźć. 
W Biedronce pełno świątecznych gadżetów. Oczywiście musiałam się na coś skusić . Nie szalałam . Kupiłam pudełeczko filcowych naklejek i opakowanie zawieszek w kształcie reniferów - w sumie 4 sztuki. Powieszę na ramie świecznika. Przed świętami zawsze szaleję z takimi zakupami . A co tam. Lubię święta a takie drobiazgi podkreślają nastrój. 
Z tego zdołowania , zamówiłam sobie sukienkę z Cellebes. Dawali tylko wczoraj rabat 20% na wszystko więc skorzystałam .Ciekawa jestem jaka będzie w realu, bo na zdjęciu w katalogu wygląda po prostu niesamowicie . Jak się nie sprawdzi to odeślę . 
Sezon świąteczny zaczęłam już jakiś czas temu a teraz kontynuuję . Po woli a konsekwentnie . Mam już nawet kilka prezentów., ale tak w ogóle to jeszcze daleko do końca . 
Tak poza tym to jestem sakramncko zmęczona po tym narwanym tygodniu. 
Przyszło zaproszenie na degustację win , dopiero w przyszłą niedzielę . na pewno jakiś zapasik sobie zapewnimy na święta.  

Lista spraw pzredświątecznych :
- sprzątanie mieszkania i mycie okien
- zakupy świąteczne 
- dekoracje 
- reszta prezentów
- kartki świąteczne , w tym z 80 sztuk firmowych 
- fryzjerka - czas na poprawki albo przeróbki ( może jednak pani Justyna zrobi mi ten kolor morello...)
- inne.............................. ( dopisać jak wpadnie do głowy) 




czwartek, 28 listopada 2013

28.11.2013 Tylko tego mi brakowało...

Jak mieć niefart to mieć ; konkretnie i na 200% .
- Kupiłam po drodze na pocztę i do hurtowni ozdobny słój , włożyłam do naszej firmowej torby i ruszyłam z powrotem do auta - zamierzałam zrobić z niego dekorację świąteczną z orzeszkami , szyszkami i kawałkami suszonych pomarańcz i cynamonu w środku i co ? Cieszyłam się nim do czasu aż weszłam do "rosmana" kupić mydło w płynie do biura  . Przepychała się obok jakaś kobiecina z koszykiem , zaczepiła o moją torbę , coś trzasło, brzdękło i po słoju. ... Tyle z moich dekoracji . Na szczęście słój kosztował tylko 7,90 , ale strata jest.
- Dzień miałam wariacki - aż mnie rozbolały mięśnie na karku . Wyszłam z biura głodna jak wilk , a to jeszcze nie był koniec roboty, bo jeszcze odebrać kabel z hurtowni musiałam się wybrać ( mężuś pojechał z synową i wnusią do lekarza ,do Gniezna , bo synalek utknął w korku i nie zdążył dojechać z Poznania . Przyszłam w końcu do domu ,coś około 17.30 , wstawiam zupkę fasolową i co ?  Po pięciu minutach skończył się gaz . Zamówiłam od razu a, jakże , ale dotarł po godzinie . Zupkę zjadłam na kolację ...
- W czasie kiedy raczyłam się zupką  zadzwonił mężuś , chyba po to ,żeby mnie dobić . Synalek prawie dojeżdżal  do ulicy gdzie przyjmuje lekarz ( mężuś miał wrócić ) i co ? Wyrżnął autem w jadące  przed nim. Ludziom nic się nie stało, ale auto potrzaskał solidnie. Kolejny nieplanowany wydatek.... Zmówili się ,z poszkodowanym ,że nie będą zgłaszać na policję , młody dał mu kasę , tamten się podpisał ,że nie będzie wnosił roszczeń . Ok zniżek nie stracimy , ale remont auta na swój koszt. Już się boję pomyśleć ile to będzie kosztować... No i parę dni  mam załatwione bez swojego pojazdu , bo muszę pożyczyć synalkowi ,żeby do klientów miał czym dojechać.
O kant dupska roztrzasnąć ...

środa, 27 listopada 2013

27.11.2013 Mam ochotę wyć do księżyca

z bezsilnej złości .Że się wszystko rozłazi już wczoraj wspomniałam. Dziś nie lepiej. I żeby było "śmieszniej" 
jakiś cham mi przejechał drutem czy innym gwoździem po aucie . W biały dzień, tuż przed moim biurem . Łapy opadają ... 
Przynajmniej kilka kabli udało mi  się dostać , bo po hurtowniach pustki. 
Niech się ten rok skończy ...
P.S. Zapomniałam dodać ,że u mnie zima -5 na termometrze.Czas wystrój na zimowy przestawiać . 
P.S2 . Wreszcie mi się rozstrzygnęła jedna ważna sprawa - dosłownie przed chwilą . A cały dzień cierpłam ze z nerwów i ze złości. 

wtorek, 26 listopada 2013

26.11.2013 Trafi mnie po prostu

tak jak się w tym roku wszystko rozłazi, to już dawno nie było. Niech się ten rok  skończy  wreszcie.... Towaru nikt na magazynach nie trzyma, z kasą się wszyscy ociągają , każdy krzyczy ,żeby robić , ale ani umów ani kasy na zaliczkę , bo coś tam; to kogoś nie ma, to jakiś podpis potrzebny , to ... Uuuuuchhhh. Zła się robię ... To wszystko ruszy , ale  nie wiem na czym stoimy i to mnie wkurza najbardziej. Swojej kasy na gębę nie wyłożę , bo się nie mam zamiaru wpakować w kłopoty.... 

Z innych spraw to chłodem wieje , śniegiem zacina  i już gołym okiem widać,że zima w natarciu.  Zamówiłam kilka drobiazgów z Avonu. Dla siebie i mężusia i na dokładkę do prezentów.. Zastanawiam się czy w ogóle się w ten sposób nie wykpić z prezentów gwiazdkowych , każdemu po kosmetyku i jakaś czekolada z okienkiem do tego  . Przyszły zamówione wstążki do prezentów. ładne , w kratę czerwono zieloną i czerwono-czarną ze złotymi niteczkami. Zobaczymy jak wypadną dekoracje. 

Słabo mi idzie robótkowanie , stale mam coś innego do zrobienia. Dziś sesja z żelazkiem i deską do prasowania  na przykład.  Jeszcze gorzej ze wspominkami . W tym tempie do emerytury nie skończę .


niedziela, 24 listopada 2013

24.11.2013 Tośmy sobie poświętowali

Do pierwszej w nocy . Młodzież też nam niespodziankę zrobiła; teczkę z różnymi dokumentami z początków działalności - aż się wierzyć nie chce , że takie rzeczy rzeczy robiliśmy ręcznie , bez komputera . I drugi  tort też z logo i z datą działalności  1988-2013 i wielką 25 złożoną z technicznych emotikonów i ikonek . Fajnie to wyglądało. Polało się sporo alkoholu , wszyscy się najedli do oporu , pośmialiśmy się, powspominaliśmy początki i co ciekawsze zdarzenia ... Cieszę się,że zorganizowaliśmy to spotkanie.   

A równo za miesiąc Wigilia.. Trzeba zacząć myśleć o prezentach i jedzonku  a potem o Sylwestrze . 
Na razie robię na zmianę sweterek dla wnusia i zawieszki do prezentów . 

czwartek, 21 listopada 2013

21.11.2013 Jeszcze parę spraw babusinych

Możemy spokojnie czekać świąt  . Sandacze kupione i oprawione . Umordowałam się z tym jak nie boskie stworzenie. Łuski będę do następnego roku wymiatać z różnych zakamarków kuchni i wytrząsać z włosów i ubrania. Za jakie grzechy ! Co roku zarzekam się ,że następnym razem kupie gotowe filety a potem i tak kupuję świeże i się męczę . Ale póki co na razie mam je z głowy , choć moje ręce przypominają rybią łuskę . Oprawiłam , zapakowałam do torebek foliowych i włożyłam do zamrażalnika . Będą czekać na Wigilię . Niech kto zgadnie , co znalazłam w jakimś zakamarku zamrażarki ... Ha! pudełko makiełek - z ubiegłorocznej Wigilii....
A poza tym kupiłam dziś pierwsze pudełko bombek . Mam ich mnóstwo i na inne pewnie bym się nie skusiła , ale trafiłam na bladoróżowe , a zawsze takie mi się marzyły ... No i oczywiście świąteczne serwetki .  Wariatka ze mnie ...
W pracy istne urwanie krawatki . Wszystkich nagle naszło na robotę , a cały rok chłopaki się obijali jeden o drugiego, bo roboty było mało. Z drugiej strony , tylko się cieszyć, moje plany remontu łazienek znów nabierają kształtów. 
  Dopisałam króciutki kawałek wspominek . 

środa, 20 listopada 2013

20.11.2013 Sprawy babusine

Ostatnie dni ciężkie , ale w dobrym kierunku.  Finalizujemy dwa potężne kontrakty. Jeden - kwestia dogrania kilku szczegółów w umowie, drugi poszła  - faktura pro forma na bardzo konkretną zaliczkę. Kilka dni i wszystko ruszy do przodu. Strasznie długo w obu przypadkach ciągnęły się negocjacje , ale są ... W perspektywie jeszcze jeden i pomniejsze. 
Impreza jubileuszowa nagrana.  Stolik zarezerwowany - zamówiłam tylko zimny bufet, kolacja do wyboru z karty. Alkohol we własnym zakresie. Szampan w lodówce . Przy okazji w cukierni zamówiłam też tort z logo firmy i "25" - ką . To będzie niespodzianka dla pracusiów. Tak myślę ,że wyjdzie ładnie ; żółto-niebieskie logo na białym tle. Spraszamy całą ekę z małżonkami . A niech poświętują , bo jest co świętować. Przetrwać tyle lat w tym bałaganie to nie w kij dmuchał a chłopaki mają w tym bardzo konkretny udział. 
Sweterek z pijaną kozą , robiącą za reniferka się robi. Kończę przód, ale do Świąt pewnie nie zdążę . Muszę jeszcze zrobić zawieszki do prezentów i do dekoracji . Trochę mi na tym zejdzie. 
Jutro muszę zrobić sobie wyprawę na targ po sandacze.  Im bliżej świąt tym trudniej je dostać , bo wszędzie tylko karpie . 

poniedziałek, 18 listopada 2013

18.11.2013 Babusine sprawy poniedziałkowe

Niech się juz skończy ten rok ... Gorszy od tego był chyba tylko 2005 . Znów pech . Auto , którym jeździ starszy synalek odmówiło współpracy . Osiem stów poszło na naprawę. No ja p.......... . Tu się prosi słowo powszechnie uznawane za wulgarne. Końca nie widać tym nie fartom. Od początku roku się tak wszystko paprze. Uuuuhhhh!
Autko jeżdżące po suficie ., kupił mężuś dla maluchów. Kolejne ... Ale po suficie faktycznie jeździ... 
   Sezon świąteczny niniejszym uważam za rozpoczęty. Kupiłam pierwsze wstążki do prezentów i ozdoby do pierniczków , z czekolady i z opłatków . Obmyśliłam też sobie koncepcję wystroju. Motywem przewodnim będą w tym roku orzechy. Muszę jeszcze parę drobiazgów kupić dla uzupełnienia, ale ogólny pomysł już mam.. Za parę dni będę musiała zacząć przygotowania ; świąteczne porządki, zakupy , prezenty itd.  Ale to jeszcze trochę . 
Najpierw jubileusz . A tak jubileusz, firmowy i to nie byle jaki , 25 lat . Chłopaki o jakieś picie się przymawiają . No dobra ,firma stawia . Zarezerwuję jutro stolik w jakiejś zaprzyjaźnionej knajpce , kolację niech sobie wybierają z karty jaką kto chce , alkohol i tort zabierzemy swoje. Pytanie czy damy radę zgrać się w czasie . Duże prawdopodobieństwo ,że młodsza synowa i żona pracusia będą w pracy . Temat na dogadanie.
Sweterek z reniferkiem zaczęty . Reniferek w praktyce przypomina pijaną kozę , ale niech mu będzie. Za to wzorek "norweski " , choć nieskomplikowany wypada całkiem ładnie . 
Dziś ubrałam moją dzianinową , szarą sukienkę . Odłożę ją jednak na mrozy . Jest z domieszką wełny . Jak na aktualną pogodę zdecydowanie za ciepła.  
W sklepie z pościelą już świątecznie - wszystko z poszewek i ręczników . Jest jeszcze jedna witryna z ogromnym bałwanem z prześcieradeł , ale jakiś pokaźnych rozmiarów rowerzysta się tam ustawił i ani myślał się ruszyć. Nawet moje grzeczne "przepraszam" nie poskutkowało więc zrobię przy okazji. 



 

sobota, 16 listopada 2013

16.11.2013 sobota bez ładu i składu

Logistyka zawodzi  z przyczyn od nas niezależnych.  Mężusiowi robota nie wyszła - klientka nie odebrała telefonu i nie oddzwoniła.  No to ma luzik . Ja miałam w planach drobne prace biurowe i większą czyli poskładanie w końcu albumu o firmie. Nawet sobie wszystko uszykowałam i zabrałam do biura , ale ledwo zdążyłam wrócić do biura z zakupów, a przyjechała Szwagroska . No to już moja robota poszła na bok . Gadała  dwie godziny , a dokładniej to narzekała. W tak zwanym międzyczasie zadzwonił starszy synalek , z po prośbie, żebyśmy wnusię przenocowali , bo na imprezę zostali zaproszeni . No dobra przenocujemy . Znaczy znów nic nie zrobię , bo będę się zajmować wnusią . Albumu nie poskładałam.. W domu , jak w domu drobne roboty , bo jakoś w tym tygodniu nic większego do zrobienia nie wymyśliłam więc mi tak na luzie czas schodzi ; coś ugotowałam, coś poczytałam ,coś przeprałam , pooglądałam nowe katalogi i   czasopisma wnętrzarskie ... Póki co luzik. 
Przymierzam się do zrobienia sweterka z reniferem dla wnusia. Na razie próbuję rozrysować sobie schemat.
Zobaczymy co mi z tego wyjdzie.   

środa, 13 listopada 2013

13.11.2013 Piątek , trzynastego ,o godzinie trzynastej

cztery lata temu na świat przyszła nasz wnusia . Była tylko trochę większa od torebki cukru . Bardzo się baliśmy o nią i jej dzielną mamę . Ale wszystko dobrze się skończyło; była zdrowa i radosna. Na Chrzcie Św. otrzymała szlachetne i piękne imię Helena - imię władczyń i świętych  .Kiedy ją brałam po raz pierwszy na ręce bałam się ,że zrobię jej krzywdę , taka wydawała się krucha ... A dziś obchodzi już swoje czwarte urodziny i jest śliczną , wesołą panienką z warkoczami.  Wszystkiego najlepszego Kochana Wnusiu ! Bądź zawsze taka radosna i rośnij zdrowo ! 

13.11.2013 Jadą goście jadą


Zgodałam się kiedysiś zez kuzynkom zez samiusińkich Tater . Jakoś nie po drodze im było w nasz fyrtel i długo się namyślali . W kuńcu jekoś się wyrychtowali, zapakowali do samochodu cołkom famułom ; łyn , łyna i 3 gzuby i przyjechali. Ale zaś porzundek musi być wiync już tydziń naprzód u mnie rózne śrupoki i szrobry w ruch szły , co by poruty nie było ,że w chałupie gemyla . Wew sobote od rana w gorkach wszystko się pyrtoliło , bo to trzebno było obiad jakiś postawić , ugościć Góroli jak się noleży. Miałam po wielkopolsku , kaczkę zez pyzami i modrom kapustom narychtować , ale myślę se tak: gzuby nastoletnie, jeść potzrebują , a taki ptok mało podzielny , poruta bydzie jak się nie nafrykają i głodne na kwatere pojadom. Pomyślałm , pomyślałam i wymyśliłam : nie bydę szczyndzić , aintopf upichcę , zez wołowego z mandarynkami i ryżym. Tak i zrobiłam. Samo się pyrtoliło a jo stół jak noleży obrusym przykryłam , talyrzy i innych statków naustowiałam , nawet świyczki zapoliłam co by ładnie i kolorystycznie wszystko do kupy wyglądało a zaś potym bez okno cięgiym wykukiwałam za gościami. Zawczasu tyż nakupiłam rogali świyntomarcińskich i metki , bo kuzynka lubi a szczuny popróbują , bo u nich w górach tego niy mają . No to niech se podjedzom co by nasz fyrtel dobrze wspominali. Mój ślubny do roboty zaros z rana pojechoł , choć to już sobota była i długi weekend się zaczynoł.. Przyjechali , tak jak się zgodalim , nawet prezynta przywieźli ; śliwowice , łoscypków całom wuchte i przecudne górolskie korale do mnie ( od razu na drugi dziń się wew nie odsztafirowałam na imieniny synalka). Za to mojego wciąż nie było, bo mu się robota u klienta wydłużyła . Goście najedzyni od odwiedzin u ciotki Marychy wiync postanowilim poczekać na mojygo i dopiero do obiadu usieść.; mnie tam już kiszki marsza grały , a żołądek z procesjom chodził , bo od śniadania o suchym pysku byłam, ale co tam ; słowo gościa na piyrszym miejscu. Pogodali my o różnościach, chałupę im pokozałam, gzuby nudziły się troche i o tableta dopraszały co by se pograć. Ślubny przyjechoł kole czwarty godziny. Na godaniu i jedzeniu zeszło nom do wieczora. Winka dobrygo my sobie popili, rogali pojedli , nagodali się za wszyskie czasy . Gzuby grzecznie se grali na tablecie i ajfonach. Na kuniec jak już się na kwatere szykowali , dalim im na drogę nalewkę na aronii i wuchte metki i rogali a gzubkom po paczce karmelków . Sznytek aby nie naszykowałam , bo aby do somsiedni wsi jechali na nocleg . Nie po naszymu jakoś, sznytki powinnam naszykować , bo jak tu w drogę ludzi puszczać bez jedzenia wiync mnie trochę moje wielkopolskie sumiynie gryzie .
Kuzynko z Gór ! Bardzo , bardzo ucieszyła nas Wasza wizyta.! Dziękujemy za spotkanie oraz piękne i pyszne prezenty.

Fotek ze spotkania nie będzie, bo nie wstawiam do bloga takich , na których są twarze ; no ewentualnie dekoracje na stole.     


poniedziałek, 11 listopada 2013

11.11.2013 Nie patriotycznie

Wczesnym popołudniem 
Jest pewien postęp; TV Polsat o rogalach świętomarcińskich gada od rana a w apelu poległych wywołali Powstańców Wielkopolskich i Paderewskiego. Dobre i to na początek. Mam nadzieję ,że kiedyś w końcu dotrze do społeczeństwa cała prawda o odzyskaniu niepodległości, ta o Wielkopolsce i Śląsku również  a nie tylko tylko ta związana z Warszawą i Piłsudskim ... A poza tym polska normalka . Świętujemy poważnie i z zadęciem, akademie ku czci , składanie wieńców i apele poległych a nawiedzony prezes opozycji jawnie nawołuje do wojny domowej. Tak , do wojny domowej, bo jak inaczej nazwać wypowiedź, o braku suwerenności naszego Państwa i siłach wewnętrznych , które tę suwerenność nam odbierają , w wobec tego należy je eliminować i zwalczać... Dla mnie brzmi jak podżeganie do wojny. Cóż , rozczarowują elity władzy z roku na rok coraz bardziej - nie powinno dziwić,że  ograniczyliśmy swój patriotyzm do płacenia podatków , udziału w wyborach i kupowaniu polskich produktów. Jak na jedną rodzinę to tego patriotyzmu wystarczy.
     Tak poza tym weekend mija nam na przyjmowaniu gości i przyjęciach urodzinowo - imieninowych i jedzeniu . Od sobotniego popołudnia jemy i jemy . same smakołyki ; moje synowe świetnie gotują , a ja też błysnęłam umiejętnościami przygotowując się do przyjazdu gości . O gościach będzie osobno. A póki co , zaraz musimy się szykować na następne przyjęcie . Tym razem imieniny młodszego synalka . Kalendarzowo wypadają jutro , ale wiadomo ; jutro dzień pracy  więc nikt świętować nie będzie miał czasu . 
cdn.
Późnym wieczorem.
Bez zadymy w Warszawie się nie obeszło, ostrej zadymy. Nawet nie chce mi się tego komentować... Może później...

czwartek, 7 listopada 2013

7.11.2013 Spraw babusinych kilka

Anyżki - moje ukochane ciasteczka z dzieciństwa . Mężuś był u klienta na wsi i kupił w wiejskim sklepiku . Zeżarłam prawie całą torebkę. Wiem, wiem , odchudzanie itd , ale te ciasteczka zniknęły ze sklepów i piekarni , więc jak się trafiły , no to skorzystałam .  Przypomniały mi wakacje u Babci i u dziadkowego brata - piekarza . Wypiekał je w ilościach hurtowych i zawsze w domu były . Babcia trzymała je w zielonym pudełku na toaletce . Pychotka ! 
Emerytura pracodawcy ! Ha! Ha! Ha!  Zakład Utylizacji Szmalu łaskawca - przysłał mi  wyliczenie mojej hipotetycznej emerytury , na którą po zmianach mogę się udać w wieku 62 lat i dziewięciu miesięcy . Oszałamiającą : dostanę aż 747,85 zł  a jeśli składki OFE przeniosę do zusu to będzie więcej : 
 aż 812,46zł !!! No po prostu  szaleństwo ! Aktualna składka , ta najniższa od pracodawcy wynosi  972 zł z groszami  , czyli dostanę mniej niż wpłacam . Gdzie różnica ?  Po cholerę to płacimy ?  Na szczęście możemy sobie sami opłacać dodatkowe fundusze i mieć w nosie zus . Gdybym tę kasę co miesiąc odkładała do np. skarpety albo do banku to po 40 latach byłabym bardzo bogatą osobą, nawet gdyby żaden procent nie rósł. 
Przed nami weekend imprez rodzinnych ; 32 urodziny starszego synalka, imieniny młodszego, 4 -latka Heluni , no i Świętego Marcina oczywiście. . 
Co za świat : gwiazdorki i aniołki już pracują w marketach i reklamie a telewizja reklamuje i poleca "Sylwester bez gaci ". 

                                    Fajna aranżacja 




wtorek, 5 listopada 2013

5.11.2013 Fotki sklepowo - trawnikowe

Dookoła pomnika rosną i cieszą oko takie okazałe kapusty ozdobne  i to coś szaro- białe , co nie wiem jak się nazywa ale wszystko to razem wygląda efektownie 








Akurat dziś skromne ( bywały już ciekawsze , ale nie miałam nigdy czasu ,żeby obfotkować) , ale te kreacje to nic innego jak powiązane razem obrusy i pościele , bo to sklep z bielizną pościelową i stołową .





I nowy sklepik ( mały i ciasny ) pod tytułem "MODA WŁOSKA" - Lucia coś dla Ciebie 
Tylko tak sobie myślę,że to co ten sklepik oferuje   Włoch nie widziało , a jeśli nawet to pochodzi z jakiś zapomnianych magazynów . 






poniedziałek, 4 listopada 2013

4.11.2013 Sprawy babusine

Świąteczny weekend nie zbyt intensywny. Pierwszego , wiadomo; wizyty na cmentarzach , kawa u teściowej, spokojny wieczór w domu . W sobotę , też właściwie na luziku .Rano w trakcie zakupwej wędrówki po mieście pstyknęłam nawet kilka fotek - takie ciekawostki sklepowo- trawnikowe ( wrzucę jak odratuję telefon , bo na razie się ładuje i nie mam możliwości zgrania zdjęć na komputer - a wczoraj o tym nie pamiętałam ) .  Po obiedzie zabraliśmy maluchy i pojechaliśmy do Szubina zapalić znicze na grobach moich dziadków i pradziadków .  Maluchy miały frajdę z przejażdżki dziadka wanem . Rozpadało się więc nic więcej poza zapaleniem zniczy i krótką modlitwa nie dało się zrobić. Maluchy odstawiliśmy do domu i dokończyliśmy wieczór przy telewizorze. Niiedziela całkiem spokojna i leniwa. Lało prawie cały dzień .Przynajmniej się wyspaliśmy . Mężuś prawie  do południa, a ja ucięłam sobie drzemkę po obiedzie ( już nie pamiętam kiedy mi się to ostatnio udało).  Jakoś niemrawo wszystko się toczy ostatnio . Nie lubię takiego marazmu . Wolę jak jest szybko i dużo . Nic mi się nie chce . Chociaż może nie zupełnie tak . Nie mogę się szybko zmobilizować do różnych spraw. Odkładam na później , a wiadomo: raz odłożona sprawa odkłada się już dalej sama. Na szczęście jeszcze jeden wolny weekend przed nami, a potem to już blisko do Świąt . Jutro czeka mnie dużo pracy . Kolejny projekt do przygotowania i drugi do przeróbki na tańszą wersję .  

czwartek, 31 października 2013

31.10.2013 Święto wyszczerzonego korbola

Tak mi się nasunęła rodzima nazwa jako alternatywa dla "Halloween-u" ,w odpowiedzi na te wszystkie   dynie i przebierańców łażących po domach i wypraszających cukierki i oczywiście uczone dysputy w mediach. Śmiech ... 

Właściwie to dzisiejszy wieczór powinien skłaniać do zadumy ; jutro Święto Zmarłych jak by nie było . Rzecz w tym ,że gdzie nie spojrzeć wszędzie się cisną celtyckie duchy i potwory , czarne koty, nietoperze i oczywiście wyszczerzone , pomarańczowe korbole ( dynie znaczy , dla nie zorientowanych spoza Wielkopolski) . Wydrążone dynie , albo rzepy z ogarkiem w środku , w naszej słowiańskiej tradycji też się przewijały , w niektórych regionach , ale miało to powiązanie ze obrzędem Dziadów. Chodziło o to,żeby błąkającym się po świecie duszom zmarłych oświetlić drogę w zaświaty. Z tych samych powodów , w niektórych rejonach palono ogniska na rozstajach dróg.I to jestem w stanie zaakceptować , jako Słowianka .  Co do reszty ; no cóż , komercja , komercja , komercja.  Okazja do zarobienia kasy jak każda. Można na czaszkach i czarnych, kotach, można na korbolach , można i na kwiatach, zniczach , wiązankach i świerkowych gałązkach . ba, można i na mandatach z zbyt szybką jazdę ... I wszyscy zadowoleni ... Tylko nie wiem czy naszym zmarłym  ta cała oprawa , ten blichtr i przepych po myśli .Im raczej wystarczyłyby dobre myśli i modlitwa . Tego problemu nie rozgryzę chyba nigdy i zawsze będę się nad tym zastanawiać. Jutro staniemy wszyscy nad miejscem spoczynku naszych bliskich , na starym zabytkowym cmentarzu , przy grobach mojego ojca i wnuczka , pradziadków mężusia ( to miejsce kiedyś będzie  nasze - tak sobie z małżonkiem postanowiliśmy) , odmówimy modlitwy przy zbiorowej mogile Powstańców Wielkopolskich , zatrzymamy się w najstarszej części , gdzie snem wiecznym śpią Dzieci Wrzesińskie a potem pojedziemy na drugie nabożeństwo na nowy cmentarz , odwiedzić dziadków mężusia i tych wszystkich , których znaliśmy ; z rodzin bliższych  i dalszych , znajomych , przyjaciół. Nie dotrzemy oczywiście do wszystkich , rozmiary nekropolii i tłumy ludzi temu nie sprzyjają ,więc dla nich zapłoną tylko symboliczne lampki.. A potem jak zwykle zjedziemy się wszyscy u teściowej na kawie i słodkim. Jakoś tak od lat się utrwaliło,że spotykamy się w tym dniu u niej.

Ciekawostka : 
dwaj dziesięciolatkowie z Lubonia k Poznania napisali list do burmistrza z prośbą o pozwolenie na budowę szałasu . Burmistrz odmówił, bo wskazany teren nie jest własnością miasta . Nie w tym rzecz jednak . To nie pierwszy przypadek w Wielkopolsce kiedy dzieci zwracają się oficjalną drogą do władz , w celu załatwienia jakich swoich spraw.   Mentalność wielkopolska najwyraźniej w genach zakodowana ; porządek musi być  i tyle  

wtorek, 29 października 2013

29.10.2013 Parę spraw babusinych

Mężuś dziś na imprezie sponsorów. Męska rzecz . Nie poszłam . Gość , który przyniósł zaproszenie sugerował przyjście z synem . Synowie nie chcieli , to małżonek poszedł sam . Byłam raz . Tak się złożyło,że była tylko jedna pani + ja , no i cały ten męski świat dziwnie na nas spoglądał. No dobra , rozumiem , sport to sport. Za to na dobrą kolację się mężuś załapie a ja przyoszczędzę . 
Coś mnie łamie w kościach . Chyba się skończy jakąś infekcją . Nie ma się czym przejmować ; przyszło to i minie. 
Znalazłam materiały do firmowego albumu. Na drugiej półce trochę i w szufladzie trochę . Wiedziałam,że muszą być gdzieś w zasięgu ręki i wzroku. Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie,żeby ruszyć z albumem. Na 23 listopada zdążę. 
Zaszalałam , kupiłam torebkę . Taką z babcinej szafy , w netowym sklepiku , który ma w nazwie " vintage". Dziwaczne słówko. Lepiej brzmiałoby retro .Torebeczka w bardzo dobrym stanie , śliczna i jeszcze na gratisowy szaliczek w tulipany się załapałam. 
Dawno marzyła mi się taka gobelinowa torebeczka . Nada się do wieczorowej kreacji i do moich długich spódnic i sznurowanych botek też będzie jak znalazł.


Na świecie pięknie . Takie zielono - czerwone cisy cieszą oko w okolicy mojego biura i na kilku innych skwerkach .


poniedziałek, 28 października 2013

28.10.2013 Takiego czegoś jeszcze nie wywinęłam

odkąd zmianę czasu wprowadzili . Wydało się później . Mężuś nie kazał mi przestawiać zegara w telefonie, bo się miał sam przestawić . Zwlokłam się wczoraj około ósmej rano popatrzyłam na zegar , nie przestawił się , popatrzyłam dla pewności na telefon mężusia - przestawił się na czas zimowy. No to swój przestawiłam ręcznie . Dzisiaj rano; śpię sobie spokojnie , obudziłam sie jak zwykle po drugich kurach , popatzryłam na zegar i stwierdziłam ,że mam czas na wstawanie . O 6.50( tak mi się zdawało)  zwlokłam się  z łóżeczka i bez pośpiechu zaczęłam się szykować do pracy . Jak mi czajnik zagwizdał to poszłam do kuchni zalać kawę z miotły , no ... i popatrzyłam na zegar przy piecu , którego nie chciało mi się wczoraj przestawiać . Wskazywał  9. 23 . Coś mi nie pasowało. Popatrzyłam na swój telefon 9.22 . Szok ! Poszłam mężusia obudzić , popatrzyłam na jego komórkę : 8.22.  Kiedy mi się ten zegar przestawił nie wiem . Jakoś nie zauważyłam wcześniej. Do biura dotarłam haniebnie spóźniona , bo o 8.44.Na szczęście żadnego spotkania nie mieliśmy umówionego. Sprawę wyłożył mi starszy synalek ; w moim modelu trzeba ustawiać strefę czasową ( a skąd niby miałam o tym wiedzieć ) , a ja nie ustawiłam . No to się przestawił w/g jakiegoś innego klucza . Jakiego , nie mam pojęcia.. 
Czas to moje przekleństwo i mój sprzymierzeniec . Przekleństwo , bo nieustająco mylę daty i wciąż mi go brakuje , a sprzymierzeniec ( dzięki mu za to) , bo na wiele spraw muszę dłuuuuugo czekać , bardzo długo , ale się realizują . No i jego upływu wciąż nie widzę w lustrze ...  
A poza tym nic szczególnego . Dzień jak każdy . Zbieram się do dietetyczki , mam już wyniki , teraz notuję co jem ; na stronie piszą ,że należy sobie przed pierwszą wizytą taki mini raport zrobić z trzech dni.  No to robię . Prawdę powiedziawszy nie specjalnie jestem do takiej wizyty przekonana . Jak dotąd żadne odchudzanie mi nie pomogło. Nawet  "mż ". To znaczy nie całkiem , 4 kilo straciłam , ale przez 4 lata i znów w miejscu stanęło.  Niektórzy są uprzywilejowani pod tym względem , wystarczy ,że   tylko słodkie przestaną jeść albo jakiś suplement sobie zapodadzą i od razu tracą na wadze , a ja nie wiem co musiałabym robić żeby do swojej wagi wrócić.   Mężuś namawia mnie żebym poszła i tak zrobię ale bez przekonania . 


niedziela, 27 października 2013

27.10.2013 Najkrótsze dni w tygodniu

czyli sobota i niedziela . Planów szczególnych nie miałam , ale też nie wiele zrobiłam. Trochę poczytałam , popilnowałam wnusi , coś tam ugotowałam ... Takie tam... Wciąż liczę czas na to , czego nie zdążyłam zrobić . Jak nie zrobię w sobotę lub niedzielę to w tygodniu raczej nie mam szans. I tak mi ucieka z tygodnia na tydzień , z dnia na dzień...  Nie nadążam za własnymi myślami . Dobrze,że dwa weekendy przed nami ...
Dobrze schowałam materiały do albumu o firmie. Teoretycznie powinny być na drugiej półce i pewnie tam są , ale żeby je wydobyć będę musiała zawartość półki wyjąć . A już myślałam ,że sięgnę ręką i gotowe. Tym sposobem , w sobotę nie ruszyłam książki jak miałam w planach. 
Dziś spokojnie . Nadszedł czas długich wieczorów. Dopiero zbliża się siedemnasta a już ciemno. Za wcześnie. Nadal ciepło jak na te porę roku.   

środa, 23 października 2013

23.10.2013 Sprawy babusine

1. Mężuś chory . Tak go rąbnęło,że jak tylko powiedziałam ,że ma iść do lekarza , to od razu mi przytaknął i kazał umówić z zaprzyjaźnionym medykiem. Medyk mu tytkę prochów przepisał i chciał dać L4 , ale nam L4 nie potrzebne , bo i po co . Na swoim jesteśmy. Mężusiowi na oskrzela padło. Zgrywał twardzielka , no to ma. Było słuchać żony i o siebie dbać. 
2. Swoje wyniki odebrałam . Mam bez zarzutu - wszystko w normie , a TSH nawet bardzo dobrze mi wypadło i to jest pocieszające, bo obejdę się kolejny rok bez sterydów , z których jedyny pożytek to znacząca poprawa wzroku, bo już dodatkowych kilogramów do pożytku zaliczyć nie można ( a podobno od przybytku głowa nie boli) . Do dietetyczki wybiorę się jednak dopiero w listopadzie. Teraz nie bardzo mam czas. 
3. Dziubię na igliczkach mitenki dla siebie . Z tej cieniowanej włóczki, z której zrobiłam wcześniej chustko-szalik. Marnie mi idzie, choć to robota na kilka godzin . Skończyłam dziś jedną. Drugą dopiero zacznę  . To z powodu książki ."Gra o Tron " mnie wciągnęła jak przewidywałam. Ale ja tak mam - jak już dopadnę do zadrukowanego papieru to oderwać się nie mogę aż skończę. 
4. Książka - jeśli chodzi o klimat i wątki świetna . Nie bardzo podoba mi się tłumaczenie. Nie wiem jak brzmi w oryginale, bo nie mam możliwości przeczytania , ale po polsku wypada trochę ciężkawo i mało barwnie. Pod tym względem proza Pani Cherezinskiej czy  Panów Sapkowskiego i Piekary biją "Grę" na głowę , nie mniej jest to coś co lubię . Gust mi się zmienił z wiekiem . Jeszcze parę lat temu na literaturę fantazy nawet nie spojrzałam . 
5. Za oknami piękna, złota jesień , słońce i ciepło - jak gdyby natura chciała nadrobić braki z początku roku.  Szkoda, że niedługo minie. Gwiazdka już za dwa miesiące ... 
6. Mozolnie , ale kontynuuję wspominki. 

sobota, 19 października 2013

19.10.2013 Zmiennie

pomiędzy 10 a 11.00 rano 
Zakupy – tym razem nie wielkie i szybkie. Wciąż mam zapasy jedzenia w lodówce. Jakoś mało jemy ostatnio. Fakt , wczoraj mężuś zaciągnął mnie na obiad do restauracji . Ot taka fantazja ale normalnie to stołujemy się w domu.. Miałam inne plany, ale skoro tak chciał... .Zupa - krem grzybowy z domowym makaronem była pyszna . W ogóle w tej knajpce jest dobre jedzonko , choć wcale nie jakoś szczególnie drogie , ani wykwintne. Uzupełniłam więc tylko owoce , nabiał i pieczywo. I kupiłam też porcje kurczaka na jutrzejszy obiad. Idziemy na wystawę rolniczą więc od rana wszystko przygotuję , a po powrocie włączę tylko „parownik” i samo się zrobi. Ciekawe jak wyjdzie w parowniku brukselka...
Kupiłam też dwa małe znicze i bukiet sztucznych chryzantem na grób pradziadków. Mężuś wyraził zgodę na pomoc w zaprowadzeniu porządku więc zaraz po obiedzie się tam wybierzemy. Drogie  w tym roku znicze , wieńce i wiązanki. Handlarze łapią okazję i podbijają ceny .

W pracy dziś luzik. Serwisant odwołał przyjazd na szkolenie, bo wypadła mu jakaś nieprzewidziana okoliczność. Drugi wpadnie na trochę odebrać towar i parę spraw obgadać ( mam nadzieję ,że skończymy do 13.00) .

Uszyłam wczoraj strój dla wnusi . Spódniczkę z czarnego tiulu i szydełkowy ogonek. Wymyśliła sobie,że chce być czarnym kotem.. Z czarnym golfikiem ,myszką na ręce ,czarnymi kokardkami we włosach i pomalowaną buzią na pewno będzie ładnie wyglądać .No cóż , halloween to nie żadne święto , ale większość ma rację niestety. Trzeba się było przystosować. W wiejskim przedszkolu wnusia zupełnie inne zwyczaje panują . Żadnych celtyckich świąt duchów nie obchodzą i chwała za to ciociom – przedszkolankom ( wujkowi- lektorowi j. Angielskiego też )

Plan zrealizowany – byłam wczoraj zrobić wyniki ; podstawowe i TSH . Do odbioru w poniedziałek po południu .

Plany na popołudnie , oprócz wyprawy na cmentarz , nie wielkie; układanie w szafach ( czas zimowe ciuszki w zasięgu ręki położyć , bo przymrozki już nas atakują ) , jakieś niedzielne ciasto z jabłuszkami , obszycie trzeciego obrusa , gotycka muzyka i „Gra o Tron” . Zobaczymy ile da się zrealizować .

Lista spraw na jesienne popołudnia :
  • album o firmie i to w trybie pilnym
  • uporządkowanie zdjęć – albumy nadal czekają
  • zrobienie  czapki i mitenek – tym razem dla siebie
  • naprawienie naszyjnika z nocy Kairu
  • inne – .....................................................(dopisać w/g potrzeb)


Fajnie dziś grają w Radiomerkury.  

23.43 
Miło snuć plany . Zamiast szycia obrusa i placka z jabłkami, wyszła wizyta u teściowej .Zamiast układania w szafach i  Gry o Tron  obieranie grzybków . Synalek przywiózł mi sporą miseczkę . Trochę czarnych łebków i trochę kurek. Kurki przesmażyłam z masełkiem , dodałam koperku a jak wystygną włożę do zamrażarki. Będą do jakiegoś sosu. Czarne łebki zamarynowałam . Wyszły dwa zgrabne słoiczki. . Kilka bardziej wyrośniętych  pokroiłam do suszenia . Lato minęło , a ja wciąż nie mogę przestać robić zapasów... 
Poza tym jak było w planie ; zrobiliśmy porządek na cmentarzu . Przydałoby się jeszcze umyć nagrobek , ale to już latem .