babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

niedziela, 4 października 2026

4.10.2026 Ta jesienna niedziela ...

 trawersując tytuł niegdyś popularnej piosenki. Długa się okazała ta moja niedziela a już na pewno przedpołudnie. Pozbierałam się dość wcześnie, bo dziesięć po siódmej. Miałam plan , że sobie posiedzę w spokoju, wypiję jakąś kawę , przygotuję się do wyjazdu do matki, bo zamierzałam jej zmienić pościel i zabrać rzeczy do prania a tu plan się posypał jak tylko weszłam do kuchni. Z lodówki pociekła woda. Domyśliłam się, że przepełnił się pojemnik na skropliny. Znaczy zatkał się odpływ. Powycierałam, zabezpieczyłam i pora była ruszać z domu. U matki trochę mi zeszło, wiadomo zmiana pościeli chwil zajmuje a przy fochach mojej matki to razy dwa. Potem jeszcze kazałam jej się przebrać, zrobiłam śniadanie , no potrwało. Po powrocie obudziłam małżonka, działka najwyraźniej go zmęczyła, bo niby był obudzony jak wychodziłam , ale zasnął. No i zabraliśmy się od razu za opanowanie tej klęski żywiołowej. Też zeszło, mimo, że kiedyś już nam się coś takiego zdarzyło i wiedzieliśmy co robić. Na szczęście remontując kuchnie przemyśleliśmy każdy szczegół i lodówka stoi na wózku. Wyciągnięcie jej z zabudowy nie stanowi problemu . A jak już wyciągnęliśmy i odetkaliśmy odpływy i zebrałam resztę wody to od razu ją umyliśmy i odkurzyliśmy wnękę. Znowu zeszło. Rozkład jazdy na dziś tym samym poszedł w... chatkę z piernika. Na szczęście obiad miałam gotowy, tylko do odgrzania. Ponieważ została mi niecała godzina do kolejnej wizyty u matki zabrałam się do prasowania. Ograniczyłam się do koszul małżonka. Reszta została i może ogarnę to jutro ale to się okaże. Mamuśka oczywiście musiała narozrabiać. Mimo solidnego śniadania dobrała się do tego co było w lodówce. Powyjadała wszystko. Zrobiła przy tym taki bałagan w kuchni, że znów musiałam sprzątać. No cóż... Po naszym obiedzie odpuściłam całą resztę. Po prostu przeleżałam na kanapie aż do piątej. Nawet czytać mi się nie chciało. 

Tak poza tym, mam dylemat. Nie wiem czy dobrze robię. Tłumaczę sobie, że ktoś powinien skoro matka sama o tym nie pomyślała a teraz nie pomyśli z racji demencji a ja jestem osobą praktyczną i zorganizowaną , lubię mieć wszystko przygotowane na różne okoliczności. Robiąc , a raczej usiłując zrobić jako taki porządek u matki , przejrzałam jej garderobę. Doszłam do wniosku, że muszę o to zadbać w kontekście jej wieku (dobiega lat 90-ciu) i prawdopodobieństwa odejścia. To co ma albo jest  za małe, bo ograniczając się tylko do siedzenia w jednym miejscu i jedzenia niestety mocno przytyła. A to co może by pasowało ma tak znoszone, że właściwie do wyrzucenia. Jeśli ja nie zabrałam do prania czy nie ponaprawiałam to sama tego nie  zrobiła. Gdyby co, nie miałabym jej w czym pochować. Owszem , kupiłam jej wcześniej kilka ciuszków, ale raczej takich codziennych, które zresztą nieustająco piorę , bo ciągle czymś je poplami. I doszłam do wniosku, że muszę coś z tym zrobić. Zamówiłam dla niej kilka bardziej eleganckich rzeczy; suknię , buty, żakietowy sweter, bieliznę i rajstopy mam w zapasie na wszelki wypadek, bo jak potrzebne np. żeby zabrać ją do lekarza to nigdy znaleźć nie mogłam. No i gryzie mnie to czy powinnam myśleć o tym już teraz... 

sobota, 3 października 2026

3.10.2026 Mglisty poranek i kasztany ...

 i jeszcze powietrze pachnące wiatrem i dymem z ogniska... W mieście się tego nie czuje niestety , ale od czego wyobraźnia... Na pewno ten zapach gdzieś tam się snuł. Mglisty poranek był jednak realny i co tu dużo gadać : piękny ! Bo ja mgłę kocham. To jedna z tych moich fascynacji, których nie umiem wyjaśnić. Po prostu tak mam. O tym mglistym poranku wybrałam się na zakupy do piekarni a potem do matki z porannymi tabletkami i zrobić jej śniadanie. Miasto jeszcze spało, kręcili się  po nim tylko nieliczni mieszkańcy a mgły po woli się podnosiły. Obok parkingu nazbierałam trochę kasztanów. Nie wiele w tym roku, bo dekoracje zdążyłam zrobić wcześniej , a tymi co zebrałam tylko te dekoracje uzupełniłam. Bo przecież jesień bez kasztanów się nie liczy. Ot taki drobny romantyczny wątek, wąteczek właściwie , w sam raz na sobotę. 

A potem już było jak zwykle. Oczywiście wybraliśmy się na działkę. Wciąż kwitną na niej rutbekie i kosmosy i po raz drugi róże okrywowe. Zabraliśmy się dziś za kolejne grządki i truskawki. te ostatnie zostały dokładnie obcięte z pędów i przebarwionych liści, dosadziłam kilka nowych sadzonek. Małżonek zajmował się truskawkami a ja pieliłam kolejne dwie grządki. Na koniec przykryliśmy je włókniną żeby nie rosło zielsko, a wcześniej jeszcze przesypaliśmy nawozem. Została grządka ziołowa i jedna. na której mam posianą rzodkiewkę i gdzie wypuścił koperek. Pora na grządki kwiatowe ale to już następnym razem. 

piątek, 2 października 2026

2.10.2026 Jeszcze dużo muszę się nauczyć,

 ale najważniejsze w moim nowym telefonie już mam. Aparat jest inny i te nowe aktualizacje zupełnie zmieniły obsługę wszystkiego co w nim jest. Niestety nie skopiował mojego dzwonka. I nie mam na razie pomysłu jak go wgrać. Będzie mi tego upiora z opery brakowało. Zobaczymy jak mi pójdzie obsługa. Na razie zrobiłam dziś kilka fotek nowej , jesiennej instalacji z mojego ulubionego skwerku i znów nie mam pomysłu jak to zgrać do komputera. Pewnie znów przyjdzie mi coś instalować . 

Tak poza tym jakaś czarna seria u nas, wczoraj stłuczka tuż obok naszej biurowej bramy, wieczorem wypadek we wsi gdzie mieszka nasza młodsza młodzież a dziś na uliczce z której skręcam do bloku matki samochód potrącił rowerzystkę. Ludzie kompletnie nie uważają na to co robią na drogach. 

Jutro dzień działkowy. Już się cieszę. 

czwartek, 1 października 2026

1.10.2026 Pokarało mnie ,

 za łakomstwo. Dobrałam się do orzeszków, których jem bardzo mało i rzadko, no to mam; złamany ząb. Umówiłam się już z dentystką , niestety dopiero na środę , bo ma już wszystkie terminy zaklepane. Muszę uważać, bo to dolna dwójka więc nawet skórki od chleba ciężko ugryźć. Diabli nadali, bo dodatkowy wydatek. A w październiku zawsze mam kumulację, bo i ubezpieczenie mieszkania i rachunek za prąd i rozliczenie mediów za działkę plus opłata jesienna i to co standardowe co miesiąc. A dziś jeszcze skończył mi się gaz więc jeszcze jeden , choć akurat butla to mały wydatek.  A obiecałam jeszcze, że dołożę się do prawa jazdy wnuczki...

Tak poza tym nadrabiałam dziś wczorajszą nieobecność w firmie. Rozliczyłam co zostało. Wyszło mi w sumie 17 faktur. Ładnych kilka godzin roboty. A jeszcze więcej przed nami , bo to ostatnia prosta przed końcem roku , najlepsze 3 miesiące. Zaczynają się żniwa. 

Synowie pochwalili mój wczorajszy zakup a synowa poszukała mi porządne etui i zamówiła. Jeszcze nie miałam czasu go uruchomić i przerzucić danych ze starego. Może w weekend? 

Pogoda przepiękna, prawdziwa złota jesień. 

środa, 30 września 2026

30.09.2026 Parę spraw z głowy

 Nabiegałam się dzisiaj nie mało, ale pozałatwiałam , papiery w ops podpisałam , ustaliłam przy okazji z koordynatorką nowy pakiet obowiązków opiekuńczych. Nic szczególnego , bo i tak za wiele D nie zrobi ale choć drobne prace, pomoc w utrzymaniu higieny, spacer - niemal niewykonalne, odgrzanie obiadu itp. Po drodze , bo to kilka kroków od ops-u oddałam marynarkę małżonka do czyszczenia , pojechałam potem do kolejnej instytucji żeby złożyć wniosek o świadczenie wspierające i tu jak to w naszych instytucjach "to nie my, to oni" , pojechałam do kolejnej , owszem obejrzeli papiery, sprawdzili czy wszystko jest (nie było, musiałam uzupełnić) a potem pańcia mi powiedziała, że oni nie i mam to sama wysłać do wojewódzkiego oddziału. No to uzupełniłam papiery , zapakowałam w kopertę i pojechałam wysłać. Po południu umówiłam się z prawniczką. Obgadałyśmy te sprawozdania do sądu i pojechałam do domu. Po drodze w przerwach pomiędzy krążeniem po mieście wystawiłam faktury, które przypadają na koniec miesiąca i zrobiłam kilka zamówień. Po obiedzie ucięłam sobie pogaduchy z kuzynką a potem pojechaliśmy z małżonkiem kupić dla mnie nowy telefon. Planowałam to już jakiś czas, bo mój stał się niewydolny i siadła całkowicie bateria. Nie używam na co dzień żadnych wifi czy innych bluetooth-ów ani aplikacji a rozładowuje się w ciągu dnia. Nie tak łatwo wybrać. Starszy syn poradził nam określone parametry a mój małżonek jak to on , musiał dobrać coś "na górkę". No i mam , nową motorolę, ośmiordzeniową z pamięcią 512GB czyli już tyle co dobrej jakości laptop do prac biurowych. Niech mu będzie. Może będzie ładnie nagrywał koncerty , bo na starym słabo to wychodziło. Ma jednak swoje zalety: czcionkę można powiększyć chyba do 14 punktów i jest o co najmniej jedną trzecią cieńszy i lżejszy niż ten co miałam. No i baterie ma większą. Teraz muszę go ogarnąć i nauczyć się go używać. To będzie duży wyczyn... 

wtorek, 29 września 2026

29.09.2026 Dopadły mnie

 gówniane sprawy (z całym szacunkiem dla zmysłów Czytających), dosłownie. To co odwaliła dziś moja mamuśka mnie po prostu przerosło. Szczegółów oszczędzę. Posprzątałam , bo co miałam innego zrobić. Miałam dwulatkę, teraz mam niemowlaka pod opieką, je, śpi i trzeba pieluchy zmieniać... Gorzej jak z pieluchy cos wyleci na podłogę a "dziećko" w to wdepnie i po chacie rozniesie. 

Tak poza tym jutro mam dzień latania i załatwiania spraw w ops-ie, pcpr, z prawniczką i jeszcze parę po drodze. Nie przeskoczę jednak tego więc nie mam innego wyjścia jak i to zadanie wykonać... 

poniedziałek, 28 września 2026

28.09.2026 Lenia mam

 nic mi się nie chce ostatnio. Czasem mnie dopada jak dziś na ten przykład. Pogoda aż się prosi żeby pojechać na działkę , coś tam podziubać w ziemi , coś przyciąć , tamto posadzić i tak dalej. Niestety nie ma tak dobrze, trzeba popracować a inne obowiązki też nagle nie znikną. Na środę umówiłam się z prawniczką w sprawie tych sprawozdań do sądu. Tak poza tym znów powiększyłam stan spiżarni. Z ostatnich zbiorów miałam jeszcze cukinię, paprykę i sporo pomidorów, takich mniej okazałych więc pokroiłam to wszystko , paprykę i cukinię podsmażyłam z cebulką, pomidory podsmażyłam i zblendowłam  i zrobiłam sosy. Taką bazę do leczo , albo po prostu , sos do makaronu do szybkiego wykorzystania zimą. Po co ma się zmarnować a swoje zawsze lepsze niż sklepowe i bez kosztów. No nie, nie całkiem , nie ma nic za darmo. Moja praca, gaz zużyty do przygotowania i opakowanie szklane czyli słoik to też koszty ale z pewnością mniejsze niż z produkcji przemysłowej. To nie jest normalne, ta skłonność do chomikowania. Ale co tam, skoro mam z tego mnóstwo frajdy. 

niedziela, 27 września 2026

27.09.2026 Trochę jesieni w jesieni

 Jesień w moim mieszkaniu; dziś w obrazkach . Kilka jesiennych dekoracji pod tytułem "korbole (dynie znaczy) w ataku" , Miejsca znane z innych fotek, dekoracje jak zwykle z użyciem kamieni, świec , suchych patyków i przedmiotów codziennego użytku. I do tego ciasto na bazie gruszek i marchewki o nazwie "wiewiórka"- pychotka 




















Dobrego tygodnia !



































sobota, 26 września 2026

26.09.2026 Zgodnie z planem dzisiaj

 poszły wszystkie prace , te zaplanowane , ale też i nie zaplanowanych się znalazło. Jacuzzi prawie zwinęliśmy . Prawie, bo aktualnie się suszy. Jutro spuścimy powietrze ze ścian. Wysprzątałam następne dwie grządki. W planach były trzy ale na tej trzeciej wyrosło mnóstwo koperku. Postanowiłam więc , że pozwolę mu podrosnąć , zerwię i dopiero wysprzątam grządkę i przygotuję do zimy. Nazrywalismy też kolejny koszyk gruszek i powyrywaliśmy wszystkie przekwitłe albo nadmiernie rozrośnięte badyle. Wygrabiliśmy też trawnik i małżonek zmajstrował mi obrzeże do mini-klombu gdzie posadzę różę. Bo mam zamówione ale dotrą w drugiej połowie października.  Pracy jeszcze trochę mamy przed zakończeniem sezonu. Tak czy inaczej miło było. Ciepło i słonecznie i tak spokojnie, że nie chciało się wracać. Miłej niedzieli !  

piątek, 25 września 2026

25,09.2026 Kolejny weekend na horyzoncie

 Jak to dobrze! Czekam na te wolne dni choć z obowiązkami. Dziś kolejny chłodny dzień ale na jutro zapowiadają ciepełko. Zobaczymy jutro. Mamy co robić na działce a dzień coraz krótszy. Dziś chyba wszyscy już jedną nogą na weekendzie, bo poza tym ,że kurier przywiózł paczki, nie działo się nic. Po obiedzie jak zwykle wybraliśmy się na cotygodniowe zakupy. Nic szczególnego, głownie spożywcze, trochę domowej chemii i zaopatrzenie na tydzień dla matki. Tak poza tym kończę drugą mitenkę . Wygląda na to, że się przydadzą niebawem.

czwartek, 24 września 2026

24.09.2026 Rozłazi mi się

 cały system. Miałam wymienić matce kanapę w dużym pokoju a potem kupić jej nowe łóżko a tymczasem plan mi się posypał. Bus poszedł do naprawy, starszy synalek nie ma czasu, młodszy na krótkim urlopie, pracownik się rozchorował a gostek co robi porządki i układa kostki brukowe strzelił focha, z głupiego powodu - chłopaki wybrali tańszą ofertę. Niedawno zaczął działalność , szansa, że się nauczy, że nie należy się o to obrażać. A nowa kanapa stoi w garażu u młodszej młodzieży jak stała. Tak czy inaczej plan mi się sypnął i nie wiem kiedy wrócę do tematu. Co tu dużo gadać - co się polepszy to się popieprzy i tyle... Na razie więc sobie nie zawracam tym głowy i tak mam co robić. Umówiłam się z prawniczką. Postanowiłam ,że pogadam zanim napiszę to sprawozdanie do sądu. Wydało mi się to łatwe ale kij wie czy się jednak w coś nie wpakuję z czystej niewiedzy. 

Jesień ledwie przyszła a już się porządnie rozgościła. Dziś chłodno i pada. W sobotę ma niby być ciepło. Na to liczę , bo pora działkę do zimy zacząć szykować. Tak poza tym próbowałam pooglądać "Lalkę". Próbowałam i pod koniec drugiego odcinka wysiadłam. Zwyczajnie się znudziłam. Jakiś taki niemrawy ten film i faktycznie , na motywach, bo od treści książki odbiega. Choć przyznać muszę, że oprawa bardzo ładna; stroje, wnętrza, powozy , kapelusze, takie szczegóły , które robią klimat. 

środa, 23 września 2026

23.09.2026 Dla poprawy samopoczucia

wymyśliłam wyjazd na zakupy. Urwaliśmy się z małżonkiem z firmy i pojechaliśmy. W sumie bez planu. Trochę nam zeszło, bo po drodze wstąpiliśmy sprawdzić pewną naszą inwestycję, a potem pojechaliśmy do ikei . Niby, że na obiad , bo już taka pora była. W ikei zrobiłam drobne zakupy dla matki, bo niestety parę rzeczy z kuchni musiałam wyrzucić. Z ikei wybraliśmy się do M1. Kiedyś to była dobrze wyposażona galeria handlowa. Podupadła niestety. Nie byliśmy tam już dobre dwa lata. Pokręciliśmy się trochę po pasażu. Kupiliśmy ulubione perfumy i tyle tych zakupów. Szczerze mówiąc bardziej miałam ochotę zrobić sobie wolne niż faktycznie robić zakupy. I udało się... 

Tak poza tym dalej oglądam Wiedźmina. 


wtorek, 22 września 2026

22.09.2026 Jak zwykle

 Dzień niczym się nie wyróżnił. Przynajmniej ten w pracy. Nie narzekamy na brak zajęcia jednak. I tam jest co robić. Ucieszyłam się, bo klient wywiązał się z płatności szybciej niż powinien. Tym samym i ja się wywiązałam szybciej. 

W domu zajęłam się uporządkowaniem szaf. Letnie ciuchy poszły na wyższe półki , przejściowe na niższe. Trochę do worków na wydanie i worek do kontenera. Mam jeszcze kilka ciuszków w bardzo dobrym stanie do sprzedania na vintedzie, bo szkoda mi wydawać. To za trochę, bo na razie nie mam czasu bawić się w produkowanie opisów. Wbrew pozorom takie porządki zajmują sporo czasu. Tak poza tym oglądam Wiedźmina na netflixie. Dotąd widziałam dwie części, teraz oglądam trzecią i czwartą. Nie pamiętam kiedy siedziałam przed tv.

I tradycyjnie gdy zaczyna się nowa pora roku zmiana dekoracji. 

poniedziałek, 21 września 2026

21.09.2026 Edgar w akcji

 poniżej krótki filmik. 


A tak poza tym , mój małżonek kończy dziś 66 lat. Niedługo i mnie to czeka. Czas niestety nie stoi w miejscu i w takich chwilach się o tym pamięta. 
Dzień dziś prawdziwie jesienny; chłód, zawiewający wiatr na przemian ze słońcem i deszczem. 


niedziela, 20 września 2026

20.09.2026 Co i jak - zgodnie z obietnicą

 z wczoraj. Zacznę od tego, że wczoraj zabrałam się za mycie okien i dobrze, bo dziś już takiej ładnej pogody nie było a jaka będzie w przyszłą sobotę to dopiero się dowiemy. Robot Edgar dał radę. Z jednym zastrzeżeniem ; nie poradził sobie z oknami w kuchni, gdzie się gotuje i osiada para i tłuszcz. Tu niestety będzie konieczna ręczna poprawka ale reszta ok. Kawał roboty mi oszczędził. Oczywiście ramy musiałam przetrzeć , bo tego nie ogarnia, ale już krawędzie szyb przy ramach tak. Trzeba mu tylko odpowiedni program wrzucić z pilota. Bo tym ustrojstwem steruje się z pilota. Szybko wyczaiłam , że najlepiej wrzucić mu kolejno trzy opcje , auto- czyli chodzi jak mu się podoba, poziomo i to jest najdłuższy cykl , bo myje z dołu do góry i z powrotem od ramy do ramy i po krawędzi , wtedy jedzie dookoła przy ramach a ostatni cykl kieruje do środka i kończy na środku. W przypadku moich szyb , każdy program , to 3-4 minuty mycia jednej tafli. Trochę źle się zorganizowałam i to rozpracowywanie też mi trochę zajęło, ale i tak wszystkie 7 okien ogarnęłam w niespełna 3 godziny, przerwą na zrobienie obiadu i wizytę u matki. Następnym razem najpierw umyję wszystkie ramy a potem puszczę Edgara na szyby. Wczoraj myłam jak wcześniej. Ramy i szyby , i kolejne okno. Zużywa przy tej robocie dosłownie śladowe ilości wody. Na moje 7 dużych okien, jakieś 100ml wymieszane z płynem. Swoją drogą to było zabawne; niby myję te okna , ale siedząc na fotelu z filiżanką kawy i zamiast machać ścierką czy też papierowym ręcznikiem i skakać po drabince , klikam po przyciskach na pilocie... Czego to ludzie nie wymyślą, żeby sobie życie uprościć... Nagrałam krótki filmik jak Edgar pracuje, postaram się jutro pokazać, jak znajdę chwilę, żeby ściągnąć na komputer. Zawiesiłam  w pokojach wyprane świeżo firanki a w kuchni nowe zazdrostki z jesiennym motywem , położyłam świeże obrusy i tym sposobem mam już jesienny nastrój w domu. W sam raz , bo jesień już za trzy dni. A potem zabrałam się za makaron . Jak zwykle w ilości na pułk wojska. Od razu ugotowałam więc już dziś miałam mniej roboty. Rosołek wyszedł przepyszny, rodzina najedzona po uszy, ledwie po kawałku urodzinowego torcika zjedli do kawy. Pojechali około 16 z minutami. Dzieciaki na jutro do szkoły miały jeszcze to i owo się nauczyć więc nie posiedzieli za długo. A ja nawet się ucieszyłam , bo miałam jeszcze trochę czasu na odpoczynek. Poleżałam więc na kanapie z czytnikiem w ręce. I tym samym jak zwykle zbyt krótki weekend mamy z głowy. 

sobota, 19 września 2026

19.09.2026 Jutro opiszę co i jak

 Bo nie ukrywam , sks mnie dopadł. Napracowałam się dzisiaj, bo i porządki i góra makaronu na jutrzejszy obiad i wizyty u matki na dokładkę. Plecy mi się dają we znaki. Zostały mi do powieszenia nowe zazdrostki w kuchni, bo nie zdążyłam odprasować, no i przygotować stół, ale to już mały pikuś. A rosół przecież gotuje się sam. Do jutra zatem i miłej niedzieli ! 

piątek, 18 września 2026

18.09.2026 Jesiennym chłodkiem powiało z rana

 Noc była bardzo chłodna, to i poranek. Nic dziwnego, bo przecież kalendarzowa jesień już za 5 dni. A skoro mowa o jesienie to na jutro zarządziłam jesienne porządki w domu. Mycie okien z pomocą Edgara czyli robota niedawno przeze mnie kupionego. Bo nasze roboty mają imiona. Robot sprzątający to Maniek, roboty  synów to Dżordż i Keti, no to swojego od okien nazwałam Edgar, bo czemu nie? Trochę absurdalnego humoru nie zawadzi. Na jutro planuję też zrobić makaron do niedzielnego rosołu. Młodzież słodkiego nie je to z okazji urodzin małżonka zaprosiliśmy na rosołek. 

Tak poza tym wnusia wróciła z poligonu. Nie zły wycisk dostali ale podobała im się ta wojskowa przygoda. Dziś tylko wskoczyła pod prysznic, najadła się domowego jedzonka , bo wojskowe nie szczególne i poszła spać. Pobudkę mieli codziennie o 5.00 a jak większość nastolatków zbyt wcześnie wstawać nie lubi. A nasz najmłodszy wnusiu, pasjonat piłki nożnej dziś miał swój piłkarski dzień. Wprowadzał na boisko razem ze swoimi kolegami z wiejskiej szkółki, drużynę Warty Poznań. Mecz z drużyną Puszcza Niepołomice. Może to nie jakieś kluby piłkarskie z ekstraklasy czy czegoś tam , ale przecież obie znane i w tabelach notowane. No i mecz podobno transmitowany na jakimś kanale sportowym tv. Niby nic takiego ale dla wnuczka na pewno faje przeżycie, które długo będzie pamiętał. 

No a reszta to drobiazgi. Jedną mitenkę mam prawie gotową , gruszki z aronią się smażą, herbatka pachnie goździkami, czekamy na jesień. Spokojnego weekendu ! 

czwartek, 17 września 2026

17.09.2026 Ha, ha, ha, kupiłam bilety !

 Na kolejny koncert. Tym razem legendarne Smokie. Będą w przyszłym roku w kwietniu w naszej Sali Ziemi.  Już się cieszę. I nawet przystępna cena jak na taki koncert. A już myślałam ,że się nie uda, bo w tych biletowniach, w których zwykle kupuję były już tylko te vipowskie czyli w niebotycznej cenie. Odpaliłam jakąś inną , całkiem przypadkową i były . Nawet w naszym ulubionym miejscu ; rząd VII miejsca 41 i 42. 

Tak poza tym byliśmy na działce. Małżonek skosił trawę a ja zerwałam resztę pomidorów i papryki i posadziłam krokusy i miniaturowe irysy oraz szafirki i tulipany. Mam jeszcze dwie paczki narcyzów, ale te będę sadzić nieco później, jak uporządkuję grządkę z kwiatami jednorocznymi. Narwałam też gruszek, Rano wyskoczyłyśmy z synową na targ. Kurczak na rosół jest i nawet parę zakupów ciuchowych  zrobiłyśmy. Synowa nakupiła bielizny i skarpet dla swoich chłopaków, ja dla siebie kupiłam koszulę nocną i klapki do chodzenia po domu , a dla matki kupiłyśmy sweter i też koszule nocną. Ze dwie muszę jej skasować , bo ma za małe i wysłużone na dodatek. I to tyle. Muszę zająć się teraz zagospodarowaniem gruszek. Część już zmiękła więc przerobię na jakiś dżem . Dodam trochę aronii żeby nie był zbyt słodki. Do naleśników w zimie jak znalazł. Miłego wieczoru. 

środa, 16 września 2026

16.09.2026 Na jeden dzień wróciła codzienność

 w tej spokojniejszej wersji. W biurze jak to w biurze , zawsze się coś zdarzy więc i tym razem nie uniknęłam zawirowania. Odkręciłam, jak zwykle. 

Przyszło mnóstwo paczek , w tym ciuchy , które ostatnio zamówiłam i jesienne drobiazgi prosto z chińskiego allegro. Z ciuchami tym razem nie poszło. Spodnie i bielizna dla małżonka pasują idealnie, moja kurtka zimowa , którą sobie zamówiłam też. Pasuje, jest bardzo ładnie odszyta i wykończona , w pięknym kolorze , nawet ładniejszym niż na zdjęciu tyle, że ma jedną wadę. Ma potwornie grube ocieplenie. Samo w sobie by nie przeszkadzało, ale kogoś fantazja poniosła i ocieplenie zrobił również w rękawach. Kurtkę przymierzyłam na letnią bluzkę to jeszcze uszło ale w domu założyłam ją na żakiet a potem zimowy sweter. Nie sposób się w czymś takim poruszać. Krępuje ruchy i jest niewygodnie. Tym razem nie trafiłam. Muszę odesłać. Trudno , znajdę sobie coś innego , a jak nie będzie nic ciekawego to odpuszczę. Presji nie mam, moja stara kurtka jeszcze kolejny sezon wytrzyma. Szkoda tylko, że w opisie nie było, ze ocieplenie jest też wszyte w rękawy. Przyszedł też żakiet zamówiony w innej firmie, taki klasyk tweedowy w jodełkę, ale nie zdążyłam go obejrzeć i przymierzyć. Zobaczę jutro. Będę bardzo zawiedziona jeśli nie będzie pasował. Jestem fanką tweedu i o takim od dawna marzyłam. A ostatnio tweed chyba z mody wyszedł , bo dostanie czegoś takiego graniczy z cudem. 

Rozpadało się, obiecywane ciepełko nie dotarło tym samym relaks w jacuzzi nie doszedł dziś do skutku i chyba już nie dojdzie w tym sezonie. Szkoda. 

wtorek, 15 września 2026

15.09.2026 Szaleństwo trwa

 i nic nie zapowiada , że ten tydzień będzie spokojniejszy. przyszło dziś pismo z sądu z formularzem , na którym mam spis inwentarza sporządzić z majątku matki z uwzględnieniem długów. Co prawda mam na to miesiąc , bo do 15 października ale zaczęłam od zadłużenia. Ściągnęłam raport z biku. I własnym oczom nie wierzyłam. Długi ma nie wielkie , jakieś niedokończone dwa kredyty, reszta spłacona ale od 2001 roku miała ich osiem i to na ogromne pieniądze. Na co to poszło ??? To dopiero zagadka! Niczego nie kupiła, nie była na żadnych zagranicznych wycieczkach , nie zrobiła żadnego remontu, nawet wymiany armatury w łazience czy choćby kranu... Mam swoją teorię na te temat. Brała dla koleżanek a one albo spłacały albo nie i wtedy ścigał ją komornik. W głowie mi się to nie mieści... Tak poza tym załatwiłam mnóstwo drobnych spraw. Mało ważnych poza dwoma ale koniecznych i zajmujących czas. Ociepliło się i to mocno ale z zapowiedzi wynika , że tylko do jutra a potem wraca klimat jesienny. I dobrze, może w tym roku pochodzę w przejściowych ciuszkach, bo ostatnie kilka lat z letnich wskakiwałam od razu w zimowe i odwrotnie. Do robiłam kilka jesiennych dekoracji w mieszkaniu , jeszcze tylko dokończę i drobne poprawki wprowadzę i uruchomię światełka. Niestety zabrakło mi baterii do różnych lampek. I założę jesienne zazdrostki w kuchni ale to za tydzień jak już okna umyję. Znaczy robot umyje. W czwartek wybieramy się z synową na targ. Nie byłam odkąd wyprowadziliśmy się ze starego biura. Ciekawe czy w tej biurowej zadymce nam się to uda, bo planować to sobie można...

poniedziałek, 14 września 2026

14.09.2026 Dużo tego wszystkiego

 Codzienność zawłaszcza wszystko, najbardziej czas. W firmie tempo coraz bardziej szalone. Niby dobrze, bo to zawsze ma bezpośrednie przełożenie na stan konta ale chciałoby się czasem zwolnić. Z innych spraw to synowie kupili auta. Nie dla siebie , bo i tak jeżdżą firmowymi ale dla młodzieży. Starszy dla naszej wnuczki a młodszy dla starszego wnuka. Wcześniej sprzedali to, którym wnuk jeździł. Było stare i wciąż się psuło. Wnuczka zaraz po powrocie z poligonu zaczyna kurs na prawo jazdy a starszy wnuk będzie dojeżdżał do szkoły i na praktyki a za półtora roku jak zrobi normalne prawko to dostanie normalne auto a na mini cara przesiądzie się młodszy wnuk. Nie nadążam za tym wszystkim ale to ich wybór. Ani słowem się nie pochwalili planami, dopiero dziś , kiedy już wszystko pozałatwiali a auta stanęły na podwórkach. Jak wspomniałam wnuczka pojechała dziś ze swoją wojskową klasą na poligon do Biedruska. Zaczyna mnie jej wybór martwić. Kariera wojskowa to całkiem dobry wybór na życiową drogę ale w warunkach pokoju. Kiedy robi się niespokojnie i wróg niemal u bram już nie koniecznie. Przynajmniej z perspektywy osób bliskich jak ja na przykład. A czasy niepewne już dziś a przyszłość tym bardziej.,, Obym w złą godzinę nie napisała tej refleksji... 

Mam górę suszonych jabłek i gruszek. Chyba na tym poprzestanę z zapasami. I dowiedziałam się w końcu jaką mam w ogrodzie odmianę jabłek. Przyznam , że byłam mocno zaskoczona. Jest to odmiana harłamowskie, a ten konkretny gatunek to cynamonówka. Odmiana pochodząca z północy Rosji , bardzo żywotna i odporna, a owoce mają posmak cynamonu. Kiedyś bardzo popularna w całej Europie środkowej i północnej, dziś spotykana bardzo rzadko i tylko w starych sadach. Ja sadu nie mam ale jabłoń rośnie od początku gdy powstały ogródki czyli 60 lat. I dokładnie jak w opisie , jabłka są małe lub średnie, żólto-czerwone , z cienką skórką, słodko- kwaskowe z lekkim posmakiem cynamonu. Nie miałam pojęcia , że istnieją takie odmiany. Nazwa "harłamowskie" gdzieś  mi się o uszy odbiła , ale o cynamonówce nie słyszałam. 

niedziela, 13 września 2026

13.09.2026 Pochmurna niedziela

 ma swoje zalety. Można trochę popracować w domu. No to sobie popracowałam. Po powrocie od matki zabrałam się za prasowanie a potem dekoracje. Mamuśka , a jakże by inaczej- focha strzeliła, bo zmieniłam pościel i kazałam się przebrać w czyste ciuchy. No , kiedyś trzeba tę pościel zmienić więc machnęłam ręką na jej marudzenie. W domu się nie spieszyłam , zjadłam śniadanie , wypiłam kawę i dopiero zabrałam się do pracy. Prasowanie poszło mi szybko. Potem zmieniłam poszewki na poduszkach na jesienne, odkurzyłam półki z kamieniami i niby - kominek, Na niby kominku ułożyłam pierwszą jesienną , wymieniłam świece w świecznikach na takie w kolorach jesieni i nawet chwilę poczytałam. Przygotowałam sobie knedle ze śliwkami i pojechałam z tabletkami i obiadem do matki. Po naszym obiedzie obejrzeliśmy program  o architekturze katedry w Akwizgranie i jej historii i pojechaliśmy na działkę. niby nic szczególnego, ale wypielone grządki obsypaliśmy nawozem jesiennym i przykryliśmy włókniną żeby nie rosło zielsko. Pocięłam też i ułożyłam na suszarce nową porcję gruszek. Te z wczoraj ładnie się wysuszyły i smakują jak bardzo słodkie cukierki. Będzie pyszny wigilijny kompot i świetna przekąska przy okazji. A potem zaczął padać deszcz więc wypiliśmy sobie popołudniową herbatkę siedząc na progu i podziwiając ogród w deszczu. Przed siódmą, jak już zaczął zapadać zmierzch pojechaliśmy do matki a potem do domu. I na koniec najlepsze. Mam klucz do wiaty śmietnikowej. Sąsiad wyjął mi ze skrzynki na listy  z pomocą drutu. Zauważył, że matka nie wyciąga korespondencji więc skrzynka jest pełna i musi klucz leżeć na wierzchu. Odchylił klapkę przez którą wrzuca się listy , wsunął drut i wyciągnął kopertę z kluczem i jakieś dwie ulotki reklamowe przy okazji. Na pocztę jednak i tak  musze pójść po zapasowy kluczyk, bo kiedyś tę korespondencję będzie trzeba wyciągnąć i sprawdzić co tam w ogóle jest. A teraz pora zabrać się za mitenki. Kłębek włóczki w barwach jesieni moje ulubione druty czekają. Dobrego tygodnia ! 

sobota, 12 września 2026

12.09.2026 Czemu tak szybko mija

weekend ale i sezon na krzaczki? Jeszcze trochę i trzeba będzie zakończyć prace na działce, przygotować ją do zimy a weekendy spędzać w domu. I marzyć o nowym początku. Nasi słowiańscy przodkowie wiedzieli co czynią tworząc sobie koło roku. Cykl narodzin , obfitości i zasypiania a potem znów od początku.  Było i jest na co czekać. To jest ten moment, kiedy już widać, że przyroda szykuje się do snu. Kiedyś napisałam o tym przewrotnie, że ogródkom kleją się oczka. Dziś było wyjątkowo pięknie. Myślałam ,że będziemy marznąć, bo poranek było mocno chłodny , nawet w kurtce dżinsowej nie było mi za ciepło ale zanim pojechaliśmy na działkę zrobiło się bardzo ciepło. Już nie upalnie, ale ciepło. Dotarliśmy  później niz zwykle, bo wyskoczyliśmy jeszcze do brico po jakieś drobiazgi do opryskiwacza. Coś tam pękło przy naszym i przeciekał. Małżonek poszperał po półkach i znalazł jakieś tajemnicze rurki i zaworki, do tego jeszcze kupił taką nakładkę na końcówkę, dzięki której preparat z opryskiwacza leci tam gdzie powinien , a nie na boki. Pomajstrował coś przy tych rurkach i opryskiwacz działa jak nowy. Ja w tym czasie poobcinałam przekwitłe kwiaty, wypieliłam dwie grządki i już musiałam lecieć do matki. Zeszło mi dość długo, bo od wczoraj mam problem. Spółdzielnia postawiła wiatę nad śmietnikami , taką z siatki , zadaszoną , z drzwiami zamykanymi na klucz. Pierwsze dwa dni było otwarte ale wczoraj już nie. Okazało się , że klucze powrzucali do skrzynek pocztowych. Tego dowiedziałam się dzisiaj od mojej koleżanki z sąsiedniego bloku. Problem w tym ,że matka zgubiła kluczyk, Kazałam jej szukać , ale to się okazało niewykonalne. Nie mogła pojąc po co ja jej każę szukać klucza jak ona nigdzie nie wychodzi. I za Chiny ludowe nie mogłam jej wytłumaczyć, że nie szukam klucza od domu tylko od skrzynki na listy. Machnęłam w końcu na to ręką. Albo znajdę przypadkiem albo musze inaczej to ogarnąć. Opcje są trzy albo pożyczę od sąsiada i dorobię, albo pójdę na pocztę, poproszę o zapasowy , albo się na chama włamię do skrzynki, no ewentualnie mogę jeszcze koczować pod blokiem czekając na listową i poprosić żeby mi otworzyła tę skrytkę. A potem wróciłam na działkę, zjedliśmy obiad na świeżym powietrzu, pod jabłonką. Było tak ładnie , słoneczko grzało, wiatru nie było więc sobie uruchomiliśmy jacuzzi. Świetny relaks i dobrze mi robi na bolące plecy. Po wyjściu z bąbelków już nam się nie za bardzo chciało coś robić. Przez resztę popołudnia siedzieliśmy na leżakach z herbatką i koszykiem jabłek i gruszek do podgryzania. Pocięłam gruszki i załadowałam do suszarki. Jutro wstawię drugą porcję. będzie na wigilijny kompot i do podjadania zamiast słodyczy. Na jutro zapowiadają deszcz w naszej okolicy ale kto tam wie. Na razie na to się nie zapowiada. A na przywołanie jesiennych klimatów zaplanowałam na jutrzejszy obiad knedle ze śliwkami. I może ciasto z gruszkami upiekę ... Dobrej niedzieli ! 

piątek, 11 września 2026

11.09.2026 Mam dziś dosyć

 dobrze, że jutro weekend. Po woli staję się mistrzynią szybkiego załatwiania rzeczy niemożliwych. Bo wiecie , do tej pory rzeczy niemożliwe załatwiałam od ręki , na cuda trzeba było trzy dni poczekać , a od jakiegoś czasu rzeczy niemożliwe załatwiam w 30 sekund a cuda od ręki. W sumie to już nawet dnia opisać nie umiem , tyle się wydarzyło. Przy okazji wieczornych zakupów kupiłam dla matki kurtkę. Ocieplaną, bo ze swojej wyrosła w szerz. Pewnie jej nie założy , bo nie chce nigdzie wychodzić , ale jak bym musiała ją zabrać do lekarza to musze w zimie w coś ubrać. Były jeszcze bardzo ładne swetry ale te w jej rozmiarze bordowe a jak ją znam to w tym kolorze nie będzie się jej podobał. Tak ma , tylko granatowy , ewentualnie z jakimś kolorowym dodatkiem i beżowy. Ale co mi tam. Trafi się w takim kolorze to kupię. 

Na jutro plany działkowe, ale co z nich wyjdzie, to się okaże. Ochłodziło się znów i już naprawdę czuć w powietrzu powiewy jesieni. W pracy na działce to nie przeszkodzi. Nie mam jej zresztą zbyt wiele. Tylko obetnę przekwitłe rośliny, wypielę ze dwie grządki i przykryjemy włókniną żeby nie rosły chwasty. Może jeszcze małżonek skosi trawę. Acha! jeszcze muszę naciąć gruszek do suszenia. A wieczorem zacznę robić sobie nowe mitenki na drutach, jak jesień to jesień , mitenek nigdy za dużo. 

czwartek, 10 września 2026

10.09.2026 Coś by się chciało...

 ale jak na razie słabe szanse na to, że się zrealizuje. Pracy mnóstwo a dni i tygodnie za krótkie. Ale co tam , trzeba robić swoje, odpychać kolejne zadania. Dziś załatwiłam ostatnią instytucję, zgłosiłam u operatora komórkowego, że jestem opiekunem prawnym. Prądu na razie nie ruszam. I tak kasa pójdzie jak dotąd z matki konta. Konsekwentnie wywalam kolejne graty i układam listę co muszę w mieszkaniu u matki wymienić na nowe. 

W planach na najbliższy weekend mam suszenie gruszek. Dziś byliśmy na działce wyłączyć filtry w jacuzzi. Sezon na gruszki w pełni. Może tam coś i zaprawię, bo żal zmarnować ale z umiarem. Na pewno będę suszyć. Kupiliśmy kilka torebek cebulek irysów holenderskich, szafirków, narcyzów i tulipanów. Dokupię jeszcze tych ostatnich, bo im więcej takich wiosennych kwiatków tym lepiej. No i z biurowego trawnika wykopię.  I zamówiłam róże. black prince , która mi zmarzła - przezornie mocniej ją w tym roku opatulę i błękitną rapsodię. Ambitnie jak na taką niedzielną ogrodniczkę jak ja, ale obie bardzo mi się podobają i postanowiłam kilka krzaczków szlachetnych odmian w ogródku mieć. 

Obmyśliłam już jesienne dekoracje i niedługo zacznę je układać, tak, żeby były gotowe akurat na kalendarzowy początek. 

środa, 9 września 2026

9.09.2026 Do jesieni coraz bliżej

i dziś nam o tym przypomniała pogoda. Od rana letni skwar, po południu wiatr , chmurki i w końcu deszcz. Może nie jakaś ulewa ale jednak posiąpiło. Nie zmartwiłam się , bo choć opadów było trochę więcej niż zwykle było tego lata, to jednak suszy nie zniwelowało. Ziemia jest wyschnięta na popiół. Grzybów też niema. Teść młodszego wczoraj się wybrał i przyniósł ledwie przykryte dno w wiaderku. Plany nam się poplątały w związku z tym , bo nastawialiśmy się na jeszcze jedną kąpiel w jacuzzi ale nic z tego. Nie ma tego złego , zrobiłam pranie , swoje , które odłożyłam w sobotę i matki a potem zorganizowaliśmy ekspedycję do piwnicy, z dwoma koszami słoików z przetworami. Zapasy mam w ilości jak na pułk wojska. Pewnie znów się część gruszek zmarnuje ale chyba już definitywnie wszelkie zaprawy sobie daruję. 

Dziś dostałam emeryturę wzmocnioną czternastką. Małżonkowi czternastki nie dali , bo znacząco przekracza limit. I teraz tak myślę , na co tę swoją czternastkę przeznaczyć. Planujemy zrobić główną alejkę na działce ale koncepcja nam się nieco zmieniła, bo trzeba pergolę, którą nam młodzież sprezentowała uwzględnić i jak robić to wszystko razem więc chyba przełożymy na nowy sezon. Przydało by się trochę garderobę odświeżyć. Ja tam wielkich potrzeb nie mam , kurtkę już sobie zamówiłam , nad żakietem się zastanawiam bo też nie jest to konieczność , raczej moja zachcianka ale małżonkowi by się nowe buty na zimę i jakaś para portek przydała... Pomyślę. 

Tak z innych spraw to wnusia jedzie ze swoją wojskową klasą na poligon, na cały tydzień. A starszy wnusiu znów nas pozytywnie zaskoczył. Każdy nowy rocznik w jego szkole jest uroczyście przyjmowany i witany przez dyrekcję szkoły i VW. Uczniowie dostają nominacje w postaci dyplomu i jakieś upominki. Tak było i w tym roku i na tę uroczystość nasz wnusiu jako jedyny poszedł ubrany w ciemny garnitur i białą koszulę. Nawet zdjęcie mu miejscowa gazeta zrobiła w chwili gdy odbiera nominację. A może dlatego, że jest o głowę wyższy niż jego koledzy. Bardzo wyrósł przez wakacje. 

wtorek, 8 września 2026

8.09.2026 Jak dobrze mieć ...

 jacuzzi. Zrobiło się znów upalnie więc skorzystaliśmy. Zaraz po pracy pojechaliśmy na działkę, szybki obiadek i hop do jacuzzi. Świetny relaks. Z innych spraw to zagospodarowałam marchewkę, tę co wykopałam w sobotę. Zapomniałam już jak marchew pięknie pachnie. Te sklepowe, albo są bez zapachu albo "jadą" jakimś impregnatem - opryskane po to, żeby dłużej leżały. W smaku też takie sobie. Zamroziłam dwa litrowe worki. Co się naczyściłam to moje, ale za to jakie pyszności ! A gruszki juz stoją w kolejce do przerobu. 

poniedziałek, 7 września 2026

7.09.2026 Jak się nie ma w głowie ...

 właśnie sobie przypomniałam ,że miałam jeszcze coś załatwić, żeby nie latać rano przed pracą. No i wyleciało mi z głowy. Trudno się mówi, jutro zaczynam dzień od latania po mieście. Trochę zamieszania narobił nam klient, musieliśmy gnać do Poznania odebrać towar, bo na rano potrzebny. Końca tej roboty nie ma. Jazd z moją mamuśką też nie. Ostatnio wyjada wszystko z lodówki i co tylko znajdzie się w jej zasięgu. Nie powinna, bo przy tym przesiadywaniu na kanapie tyje z dnia na dzień. Nie da się jednak jej tego wytłumaczyć, bo nie pamięta co się mówi parę sekund wcześniej i chyba nie wiele rozumie z tego co się mówi. Zaczęłam chować do górnych szafek jedzenie , które nie wymaga lodówki a szykuję tylko porcję na kolejne posiłki. Wczoraj dobrała się do obiadu, który zostawiłam rano w lodówce; gulasz z kaszą. Przyniosłam na plastikowej tacce zawinięte folia spożywczą. Folię rozerwała od góry a potem całą tackę postawiła na palniku od kuchenki. Chyba chciała sobie odgrzać, albo coś. Postawiła i na szczęście nie włączyła kuchenki. Pewnie zapomniała, że zostawiła, albo nie wiedziała jak ją włączyć. Maszynka ma termostat, jak zapomni się wyłączyć to sama się rozłączy ale plastik jak by się zaczął topić... Dopiero byłby bałagan i smród. Podniosła mi ciśnienie, mogło się to źle skończyć. A dziś zrobiłam jej śniadanie , trzy kanapki z serem i pomidorem , pokrojone jabłko i jogurt pitny. Do obiadu powinno wystarczyć. Zostały w skrzynce 3 małe kromki chleba, resztę schowałam do górnej szafki. Około 13.00 dzwoni, że nie ma chleba. Powiedziałam jej, że nie ma , bo wyjadła wszystko i że za godzinę przyjdzie D, to jej odgrzeje zupę pieczarkową. No to mi powiedziała, że przecież to jedzenie nie może leżeć. Jak przyszłam wieczorem i zrobiłam jej kolację , to się dosłownie na nie rzuciła i już nic jej nie interesowało oprócz jedzenia. Nie mam pojęcia co z tym zrobić. Nie chodzi o to , żeby ją głodzić czy odmawiać jedzenia , ale objadać się bez opamiętania nie powinna. Chyba muszę jej ograniczyć węglowodany, bo to ma największy wpływ. 

Tak poza tym to zamówiłam sobie kilka drobiazgów do kuchni i dla siebie stanik. I dziś już dojechały naklejki na słoiki (wymyśliłam ,że muszę opisywać , bo potem nie pamiętam gdzie co jest) i stanik. Dojadą jeszcze ściereczki kuchenne z motywem dyni i zazdrostki do kuchni. A skoro mowa o drobiazgach , to moja starsza synowa ma dekorację zrobioną z grających grzybków. O tym ,że lubi ten motyw wiem od dawna i na przestrzeni lat miała różne, szklane, ceramiczne, świecące , robione na szydełku przeze mnie , ale te są niesamowite; metalowe, w różnych kolorach jesieni i ruchome kapelusze, Jak taki kapelusz potrącić to wydaje dźwięk, Pozamiatała mnie l co tam moje dekoracje ceramiczne i z czarnego metalu. Taki grajacy grzyb to dopiero coś... 

niedziela, 6 września 2026

6.09.2026 Świętowanie

 tym razem przenieśliśmy do restauracji. I to był dobry pomysł. Mają świetną kuchnię , powiedziałabym, że nawet wykwintną opartą o dania regionalne i nawet zwykłą pyrę z gzikiem podają tak, że wygląda jak dzieło sztuki kulinarnej. Każdy zamawiał co mu pasowało z karty. My sobie zamówiliśmy kaczkę z pyzami i modrą kapustą , też nasze regionalne i też dostaliśmy podaną bardzo elegancko. Rano z kolei zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie cukiernia. Ta, w której w wakacje pracowała moja wnusia, a której właścicielem jest nasz klient. Niedziela , 9.10 weszłam kupić jakiś mały torcik i zdębiałam. Gorący chleb w co najmniej 3 rodzajach, bułki , gotowe kanapki na śniadanie, samych tortów 8 różnych rodzajów, innych wypieków cała kilkumetrowa gablota i nawet gotowe podpieczone pizze pełne dodatków , tylko włożyć do piekarnika na parę minut i gotowe, też w trzech rodzajach. Po obiedzie  panie kelnerki przyniosły nam torcik, który im zostawiłam, bo akurat ciast restauracja nie serwuje a jedynie desery, zapaliły świeczki i fajerwerka i podzieliły na porcje. Dostaliśmy listy gratulacyjne od naszej młodzieży, pergolę do ogródka , która przyjechała wczoraj na działkę i bilety na koncert muzyki filmowej przy świecach , połączony z kolacją. Fajna sprawa . Tyle tylko, że do Warszawy musimy się udać co mi trochę system komplikuje ze względu na matkę , ale temat do ogarnięcia. Resztę popołudnia spędziłam na kanapie z czytnikiem. Nie wskazane po takim solidnym obiedzie i deserze ale stwierdziłam ,że zrobię sobie luz. 

O tym co odwinęła moja mamuśka napiszę jutro. Nie chcę sobie psuć dnia i wieczoru. Podniosła mi ciśnienie ... Dobrego tygodnia !

sobota, 5 września 2026

5.09.2026 Ten dzień

 taki zwyczajny , ale dla nas ważny. Dziś nasza 45 rocznica ślubu. Kawał czasu - kawał życia za nami . Dobrego życia, choć przecież nie usłanego różami. Świętujemy jutro z naszymi dziećmi i wnukami. A dziś dla podkreślenia święta kupiłam duży bukiet astrów. Mam kilka na działce ale dopiero zaczynają rozkwitać. Ten bukiet włożyłam do wazonu , który dostaliśmy w prezencie ślubnym od przyjaciół. Żadne inne kwiaty nie wyglądają w tym wazonie tak pięknie jak astry. Dzień spędziliśmy na działce, Zrobiliśmy mniej niż można było , ale niestety parę razy padał ulewny deszcz. Pracowaliśmy więc w przerwach pomiędzy jedną ulewą a drugą. Przywieźliśmy kosz jabłek - już ostatki i drugi gruszek a do tego winogrono od sąsiadki, siatkę pomidorów i całą wykopaną marchew, pełną łubiankę po truskawkach.  I znów mam co robić. Dobrej niedzieli. 

piątek, 4 września 2026

4.09.2026 Prawie załatwiłam

sprawy urzędowe. Prawie jak wiadomo robi różnicę. Została mi enea i operator komórkowy. Nie wiem czy eneę ruszać , bo i tak opłaty idą z konta matki i to się nie zmieni czy będzie umowa na nią czy na mnie, bo ona korzysta. Co innego komórka. W grudniu wygasa jej umowa więc najdalej za miesiąc zaczną wydzwaniać i wciskać kit, a matka nie mając pojęcia o czym mowa coś głupiego przyklepie. Najwięcej czasu zmarnowałam w banku, polskim , państwowym a jakże. Dziadostwo i tyle. Na szczęście  trafiłam na młodą dziewczynę, która przedstawiła mi wszystkie możliwości rozwiązania tej sprawy i konsekwencje z tego wynikające. Jak się pytałam jakieś dwa tygodnie przed rozprawą na stanowisku informacyjnym to taka starsza i stażem i wiekiem nawet połowy nie wyłożyła, Ok. wybrałam opcję korzystną dla mnie i najprostszą. Pozostałe instytucje obskoczyłam szybko. W zusie z 15 minut , w skarbowym i meldunkowym w ogóle błyskawicznie , bo wystarczył pesel i już było wiadomo, że sąd poinformował i nie trzeba niczego załatwiać. W ops-ie nie było koordynatorki ale kobiety wzięły kopie i odnotowały, że należy to zgłosić. Też nie zajęło to więcej niż spisanie mojego numeru telefonu i nazwisk mojego i matki. A pani z zusu kazała mi złożyć wniosek o świadczenie wspierające i była bardzo zdziwiona, że jeszcze tego nie zrobiłam. Mam już papiery i przeczytałam ankietę. Wychodzi, że mam szanse na otrzymanie. Stało się, trochę mi to ułatwi zajmowanie się sprawami matki i o to miedzy innymi chodziło. 

Tak poza tym , popołudnie spędziliśmy jak w prawie każdy piątek na zakupach. Nie za dużo, ale i tak trochę czasu nam to zajęło, bo w kilku sklepach. Leki małżonka , spożywcze na cały tydzień dla nas i dla matki, środki czystości, bo niektóre się kończą a na koniec pogrzewacze- świeczki w actionie. I jak zwykle z samymi świeczkami nie wyszliśmy. Kupiłam pudełko dekoracji jesiennych , dyfuzor zapachowy dla matki i myjki do naczyń a małżonek zapalniczkę i pendrivy o dużej pojemności. Jak zwykle w tym sklepie pomieszanie z poplątaniem. W markecie mieli ładne i tanie wrzosy i patyczaki więc też kupiłam. Do domu. Ustawiłam od razu w jesiennej osłonce i już ozdobiły parapet. Jutro plany działkowe , w niedzielę imprezowe. 

czwartek, 3 września 2026

3.09.2026 Nie chce mi się

 dziś nic robić, mam jakiś spadek formy. A musiałam się sprężać, bo sypnęło mi się na głowę różnych dziwactw i odkręcania. Straciłam kilka godzin ale dałam radę. Pytanie na ile szybko wywiąże się druga strona ale tym się będę martwić później , w poniedziałek znaczy. W tak zwanym międzyczasie musieliśmy pojechać na działkę , bo odbierali szamba więc trzeba było otworzyć bramkę. Niby nic ale przez to, że nitka w stronę wyjazdu z miasta na remontowanym wiadukcie jest jeszcze nieczynna musieliśmy jechać okrężną drogą koło naszego domu a tam korki na całą długość ulicy jak zwykle odkąd jest remont na wiadukcie więc zeszła nam prawie godzina z czego odbiór nieczystości niecałe 10 minut. Tym sposobem robotę skończyłam tuż przed 16.00. Jutro mnie czeka rundka po urzędach więc musiałam nadrobić sprawy w pracy. Dobrze, że w perspektywie dwa dni wolne. Wracam do mojego czytnika, domowe zajęcia nie zające , nie uciekną. 

środa, 2 września 2026

2.09.2026 Z deszczu pod rynnę

się wpakowałam... Z tym ubezwłasnowolnieniem. Wyjścia co prawda nie miałam ale w nagrodę mam nowe tematy na głowie z tym związane. Dziś definitywny koniec sprawy. Dostałam orzeczenie sądu, że jestem opiekunem prawnym ubezwłasnowolnionej. No i na dzień dobry czeka mnie rundka po urzędach i instytucjach :bank, urząd skarbowy, zus, ops, lekarz rodzinny, operator komórkowy, szpital, enea i wydział meldunkowy w gminie na dokładkę. Ominęła mnie spółdzielnia mieszkaniowa, bo mieszkanie jest moje i tv z kablówki, bo umowa jest na mnie. Co jeszcze??? Dobre pytanie. A co 6 miesięcy sprawozdanie ze sprawowania opieki dla sądu. Cóż robić ? Jeszcze jedo zadanie do wykonania...  

Jest i dobra wiadomość, po trzech tygodniach są wyniki starszej synowej. Nie ma nowotworu.Szybkie usunięcie guzka ją uratowało. Bardzo się o nią baliśmy. 

I jeszcze taka, też dobra, że nasi Przyjaciele z Poznania po raz drugi zostali dziadkami. Kawał chłopa im w rodzinie przybyło. Maluch ważący prawie 4 kg. Mama i dzidziuś zdrowi a cała rodzinka przeszczęśliwa. My, przyszywani dziadkowie też, cieszymy się z nimi.  

p.s. własnie popełniłam 4777 wpis. 

wtorek, 1 września 2026

1.09.2026 Wrzesień = jesień

 i tak prawie to wyglądało dzisiaj. W kalendarzu wciąż lato aletemperatura w okolicy 22 stopni i na zmianę deszcz i słońce. Tak już trochę jesiennie się zrobiło zwłaszcza, że i zieleń już zmienia odcień na oliwkowy. Jak dla mnie może być. A skoro mowa o odcieniach oliwki to planuję zakup kurtki w tym kolorze. Podobno dobrze mi w oliwkowym. Z tematów jesiennych to kompletuję już dekoracje. Pokażę w swoim czasie, gdy znajdą już swoje miejsce na komodach i półkach.

Tak się złożyło, że wczoraj żegnaliśmy naszego znajomego. Człowieka znanego w mieście i bardzo lubianego. Miał 57 lat. Nawet nie wiedział, że jest chory a gdy pewnego dnia zasłabł na ulicy i zrobiono badania , nie było już czego ratować. Ja mówię , że dobrze, uniknął długiej walki z nowotworem , uporczywego leczenia i cierpień z tym związanych. Jasne, że był to szok dla wszystkich, nawet dla nas ale dla niego z pewnością lepiej. Znaliśmy się ze sponsorowania drużyny siatkówki a ja do szkoły podstawowej chodziłam z jego siostrą. Parę lat temu współpracowaliśmy w związku z tym sponsoringiem, bo Zmarły był działaczem sportowym i miejskim. Siatkówka i ta drużyna to było jego życie. Żegnała go chyba połowa miasta , w tym cały miejski biznes. Ludzi było tyle co na Święto Zmarłych. Czekając na ceremonię przyglądałam się trochę ludziom. Nie ma już zwyczaju noszenia żałoby. W czerń ludzie ubierają się tylko idąc na cmentarz pożegnać zmarłych. Tak było  i tym razem. Prawie wszyscy w ciemnych strojach bez zbytniej ekstrawagancji ale nie wszyscy. I tak się zastanawiam czy w szkole oprócz innych ważnych rzeczy nie powinno się uczyć savoir vivre czy tylko dobrego smaku , cokolwiek to znaczy. Nie wiem kim te osoby były, choć z widzenia znam. Przynieśli wielki bukiet czerwonych róż więc pewnie jakaś rodzina albo bliscy przyjaciele. Ona ubrana w czarną asymetryczną spódnicę z koronką sięgającą z jednej strony od połowy uda z drugiej do kostek , do tego czarna , satynowa wiatrówka z jakimiś krzyczącymi , złotymi paskami z logo producenta i szpilki też ze złotymi sprzączkami. Wszystko uzupełniła niezliczoną ilością łańcuszków i wisiorków. A na ramieniu miała wielką torbę, w której trzymała psa. Takiego modnego i drogiego , który z wyglądu kojarzy mi się z pomponem do bambosza i co chwilę coś tam przy nim robiła. Jej facet wprawdzie miał zwykłą, granatową koszulę z kołnierzykiem lekko przyciasną , to spodnie , które wyglądały jak poplamione farbą. Cały ten anturaż bardziej by pasował na festiwalu Castle Party, ale na pogrzebie robił kuriozalne wrażenie... Choć jedno i drugie mieści się w klimacie. Ja chyba nie rozumiem już tych czasów, pies na cmentarzu! Tylko brakowało takiego co by papierosa zapalił. Trochę nie na temat ale nie mogłam się tym curiosum nie podzielić...

Miałam wczoraj i dziś dużo pracy. I w domu i w biurze. W domu wiadomo, leżało wszystko i czekało lepszych czasów , bo działka ma pierwszeństwo, no to teraz nadrabiam prasowanie i sprzątanie w kuchennych szafkach. A biurze jak zwykle, papiery i jeszcze raz papiery. Biurowe podwórko odnowione i uporządkowane. Został jeszcze kawałek trawnika , ale zamierzam z niego wykopać wiosenne kwiaty i przenieść na swoją działkę więc jeszcze z tydzień do dwóch. 

Dziś nasza młodsza młodzież świętuje rocznicę ślubu , już 19-tą. 

Tak poza tym , otwarli już jedną nitkę na remontowanym wiadukcie. Wreszcie rozładuje się trochę ruch i znikną korki. Od dwóch lat te objazdy to prawdziwa plaga , zwłaszcza na naszej ulicy.  



poniedziałek, 31 sierpnia 2026

31.08.2026 A w Toruniu...

 jak to w Toruniu- klimatyczne uliczki, mnóstwo turystów i jeszcze więcej atrakcji dla wszystkich od 0 do 100 lat i więcej. Znamy ten Toruń od wielu lat i lubimy, toteż staramy się choć raz w roku zajrzeć na starówkę, w sklepiku firmowym Kopernika kupić górę toruńskich pierniczków, zatopić się w oparach historii i pobłądzić wśród stylowych kamieniczek, galerii , starych warsztatów i pracowni, wypić kawę w ogródku jakiejś kafejki i spróbować lodów piernikowych a potem pokręcić się po Bulwarze Filadelfijskim nad Wisłą. Tak było i w tym roku. Zaparkowaliśmy jak zwykle na przeciw bunkra numer 6 - to taki fragment starych murów z pomieszczeniami dawnej straży wodnej i miejskich strażników- a potem poszliśmy wzdłuż murów obronnych i bramą klasztorną weszliśmy na starówkę. Kilkanaście kroków i pierwsze , nasze tegoroczne odkrycie: pizzeria we włoskim klimacie. Wejście a obok brama na patio a w bramie : carabinieri -w poczciwej "zuśce" czyli zastawie ale najwyraźniej na chodzie o czym świadczy aktualna tablica rejestracyjna- zapewne pilnują porządku w pizzerii




Krótki spacer główną ulicą i trafiamy na nowość: muzeum zabawek. Weszliśmy tam na zasadzie "tego tu nie było". Stare ,drewniane schody zabytkowej kamieniczki prowadziły na piętro, gdzie tuż przy otwartych szeroko drzwiach siedziała sobie lala. W głębi sali starszy pan prezentował półkę nawiązująca do PRL-u. Przerwał zapraszając nas do podejścia bliżej, nie pytał o bilet tylko stwierdził, że bilety potem , a do początku wróci gdy zakończy opowieść. Jak się później dowiedzieliśmy to muzeum to w zdecydowanej większości jego prywatna kolekcja od chwili gdy ją udostępnił uzupełniana przez eksponaty, które dosyłają lub przywożą mu zwiedzający po wizycie w tym muzeum. Najstarsze lalki pochodzą z początku XIX wieku. Są zrobione z wosku a więc materiału nie trwałego i przez to mocno zniszczone , mają za to stroje z prawdziwego jedwabiu i prawdziwe, ludzkie włosy. Takie muzeum to w sumie rzecz dla dzieci, ale i tak bawiliśmy się świetnie , a eksponaty przywołały wspomnienia. 
Przy wejściu witają gości porcelanowe damy z przełomu XIX i XXw i gospodyni (dolna półka) w otoczeniu kuchenek. Do tych szufladek można było wlać naftę, zapalić i np. upiec prawdziwe ciasto lub ugotować prawdziwą zupę. Nie groziło pożarem bo wszystko było zrobione z metalu, za to poparzeniami już tak, ale wtedy nikt nie przejmował się tym ,że dziecko doznało drobnego urazu 


Znaleziony w stodole poniemiecki z lat 30-stych XXw. domek dla lalek dostarczyła do muzeum zwiedzająca. Był bardzo zniszczony , został już częściowo odrestaurowany ; aktualnie pracują nad naprawą strychu. Domek jest ogromny jakieś 1,2m na 60cm albo i więcej. Ze względu na to, że był oblegany nie udało mi się go sfotografować z drugiej strony. Opisze go trochę - z obu boków ma różne przybudówki : drewutnię , domek z serduszkiem , różne galeryjki i balkoniki ze skrzynkami na kwiaty, z tyłu wejście do ogrodu a pomiędzy oknami kratki z pnączami. Coś pięknego !


Na górnej półce wspomniane wcześniej woskowe lalki z początku XIXw. Poniżej lalczyne przyjęcie na koronkowym obrusie samowar i najlepszy serwis. Te naczyńka są mikroskopijne, niektóre około 1cm ale wszystkie piękne, przejrzystej porcelany. Aż nie chce się wierzyć , że tyle przetrwały - ponad 120 lat 


Zbliżenie i lala w dwóch częściach dla zobrazowania jak je kiedyś budowano. Buzia z porcelany, oczy szklane, włosy pozyskane od ludzi a korpus z lnu wypchany słomą - dla obniżenia kosztów


I witamy w epoce naszego dzieciństwa , początek lat 70-tych .Miałam taki piórnik - zasuwany, to ten w kremowo-brązowe paski , a mój małżonek ten obok, z górskim widoczkiem. Podobny miała moja przyjaciółka z ławki szkolnej. Miałam też takie zielono-różowe liczydło , ostrzałkę na żyletki a mąż do dziś ma bierki w tym igielitowym futeraliku i gdzieś kula się po szufladach seledynowa obsadka ze stalówką, a książeczkę na jagody czytałam moim dzieciom - potem "podałam dalej" - zdaje się dzieciom kuzynki 



Widzicie te lale , które siedzą na skraju półki po prawej i lewej stronie? Miałam takie , a dokładniej to tę po prawej stronie wciąż mam. Jest u mojej matki , mocno zniszczona. Kiedyś o nią zadbam - mam  nadzieję.

Poniżej drewniane gry i autka 


Agd na prawdziwy prąd - to już trochę późniejszy temat. Moja przyjaciółka miała kuchenkę elektryczną - też dzisiaj nie do pomyślenia , ale spójrzcie na dolną półeczkę : wrotki i łyżwy saneczkowe. Wrotki wypożyczałam w świetlicy osiedlowej a na takich saneczkowych łyżwach zaczynałam naukę jazdy - długo to nie trwało, szybko zastąpiły je figurowki

A tu już epoka moich dzieci - Piaskowy Dziadek , lale z włosami do czesania i enerdowskie auta zdalnie sterowane. Nie zdążyłam zrobić fotki -zdalne sterowanie to było pudełko z wyłącznikami połączone z mechanizmem auta kablem. Jeździło , w przód i tył oraz skręcało po przyciśnięciu odpowiedniego guzika. Kustosz prezentował osobówkę . Moje chłopaki miały busa. 


Akurat mocno zaświeciło słońce więc zdjęcie kiepskie - kolekcja autek służb miejskich - milicja , pogotowie , straż pożarna . Nasza polska produkcja i nasze służby 


Poniżej limitowana kolekcja aut produkcji radzieckiej, w tym wozów dyplomatycznych , wszystkie metalowe, otwieranie - żartowano sobie , że to "ruskie matchbox" .Te ostatnie oryginalne też były. jedno nawet takie jakie do dziś ma mój małżonek - cadillac. 


I jeszcze jedno moje wspomnienie - miałam tę grę w leśne przygody. Wiele godzin spędziłam przy niej z moim ulubionym wujkiem, bo to on mi ją podarował 


Na koniec prezentacji starszy pan zaprezentował zabawki mechaniczne, w większości nakręcane kluczykiem ; różne , chińskie, węgierskie, radzieckie i polskie. I znów nasze wspomnienie: kurka, która po nakręceniu kluczykiem dziobie ziarenka a na koniec znosi jajko - nasza wciąż na chodzie. Bawiły się nią nasze chłopaki, potem nasze wnuczęta a ona wciąż działa. Była też ciuchcia, która jadąc wygrywała melodyjkę na cymbałkach wmontowanych w tory. A za pałeczkę służył tłok napędzający koła. Na koniec zamieniliśmy jeszcze kilka słów ze starszym panem , wykupiliśmy bilety - po zwiedzeniu ale co to w końcu za różnica- i poszliśmy dalej. Bawiliśmy się doskonale podziwiając te wszystkie zabawki i przywołując wspomnienia. A potem poszliśmy dalej. Krążyliśmy wśród sklepików. kupiliśmy torbę pierniczków w różnych nowych smakach, zjedliśmy bardzo ostry tajski obiad , znów krążyliśmy, obejrzeliśmy stoiska z pamiątkami , potem zaliczyliśmy kawę i lody - tym razem o smaku kwiatu bzu czarnego z malina. Rewelacyjne. Dawno nie jedliśmy takich pysznych. Tradycyjnie poszliśmy na Bulwar Filadelfijski pogapić się na Wisłę i pływające po niej stateczki. Tu też nowość; pojawiły się takie repliki starych , jakimi kiedyś pływali flisacy. I nagle  zrobiło się późno , przyszedł czas wracać do domu. Dotarliśmy około 21.00. Niby nic takiego nie robiliśmy ale dzień na kompletnym luzie dobrze nam zrobił. 







niedziela, 30 sierpnia 2026

30.08.2026 Na świeżym powietrzu

 spędziliśmy trzy ostatnie dni. No może nie piątek, bo Toruń to jednak bardzo ruchliwe i dynamiczne miasto ale i tak cały na powietrzu. Nie za biurkiem ani nie w pomieszczeniu. Relację z Torunia wrzucę jutro lub po jutrze, jak przygotuję parę zdjęć. Nowość: muzeum zabawek. Rzecz bardziej dla dzieci , ale świetnie się bawiliśmy , a ile wspomnień! Odkryliśmy tam nasze zabawki z dzieciństwa. O szczegółach opowiem. Bardzo mi się ten wyjazd przydał. Wyłączyłam się do tego stopnia, że gdy syn zadzwonił o coś zapytać w związku z zamówieniami, nie wiedziałam o czym mówi. Dopiero jak się dłuższą chwilę zastanowiłam. Sobota i niedziela oczywiście na działce. Zaczęliśmy przygotowania do zimy. Zlikwidowałam resztki po fasolce i wyczyściłam grządkę oraz tę po ogórkach . I jeszcze po połówce z dwóch innych, ale tam mam jeszcze marchew i na drugiej resztę buraczków. Zebraliśmy też mnóstwo jabłek a za tydzień będą już gruszki -konferencje. Objadaliśmy się tymi jabłuszkami bez opamiętania. Jadłam je prosto z drzewa ze skórką i po kilka na raz i wcale mi nie zaszkodziły. Te sklepowe muszę obrać i mogę zjeść najwyżej jedno. Jeśli zjem od razu dwa to odchorowuję. Wykopałam tez wszystkie ozdobne czosnki. Zmienię im lokalizację. Rozrosły się niemożliwie, uzbierały się dwa koszyczki wielkości kartonu do butów cebulek. Za tydzień zajmę się kolejnymi grządkami. Małżonek wygrabił trawnik i ułożył płyty pod grilla i ognisko. Posiedzieliśmy też w jacuzzi. Dziś nawet dwa razy. Podtrzymuję to co napisałam wcześniej; jacuzzi to był nasz najlepszy zakup. Dobrze mi na działce. Pora już taka, że wcześniej zapada zmrok i wieczory chłodniejsze. Zrobiliśmy sobie spacer alejkami a potem włączyliśmy film z nośnika. ostatnią wersję "Morderstwa w Orient ekspresie". Temat znany i nawet trochę oklepany, choć nowa wersja filmy całkiem sympatyczna nie udało nam się  obejrzeć w całości. Nie obeszło się oczywiście bez wycieczek do mojej matki ale z tym już nic nie zrobię. Musiałam sobie sprawy przeorganizować i podporządkować reżimom czasowym. Trudno, jakoś ogarniam. To tyle spraw weekendowych. Dobrego tygodnia!

piątek, 28 sierpnia 2026

28.08.2026 Wróciłam

wycieczka udana, ale relacja po weekendzie , bo jutro uciekamy  na nasze rodos w celu dalszego relaksowania się i może moczenia w bąbelkach jeśli będzie ciepło. Miłego weekendu !  

czwartek, 27 sierpnia 2026

27.08.2026 Dzień za krótki

zdecydowanie. Mnóstwo tematów mniejszych i większych mi się nazbierało. Miałam dziś co robić i w firmie i w domu. A najważniejsze, że przyjechał robot myjący okna. Nie jest to małe urządzenie i dość ciężkie. Testowałyśmy z synową od razu na biurowej witrynie. Daje radę i zużywa przy tym śladowe ilości wody. Co prawda nie do końca domył ślady po muchach , ale to pewnie dlatego, że użyłyśmy samej wody. Zalecają płyn do mycia niepieniący. Poszukam. Trochę hałasuje ale nie więcej niż np. okap. To nawet lepiej , bo wiadomo, że pracuje. Witrynę o powierzchni 2,50 x 3,5 obleciał w 15minut. Zobaczę jak się spisze na moich oknach. Inne sprawy idą swoją drogą. Sprawę w sądzie mam z głowy , gratisową hostę podarowałam sąsiadom, którzy założyli "społeczny " skalniak na rogu ulicy i pracowicie go pielęgnują i upiększają. Jak bym się uparła to by się miejsce w moim ogródku znalazło, ale obawiam się najazdu ślimaków. I tak już z nimi problem a czytałam, że hosta to ślimaczy przysmak. 

Tymczasem się żegnam do soboty. Jutro robimy sobie mały wypad do Torunia. Wrócimy późno więc nie wiem czy zdążę zajrzeć tutaj na blog. Potrzeba mi chwili oddechu po tych wszystkich jazdach. Rano tylko wpadnę do matki podać leki i zrobić śniadanie , w porze obiadowej przychodzi opiekunka , a wieczorem wpadnie do niej moja młodsza synowa. 

😎🖐🖐🖐