dziwnie pogodowo. Najpierw szok temperaturowy a teraz mżawka i wiatr jak w listopadzie. Mnie tam nie robi , pogody prawie nie zauważam , ale nie wiem co na podróż szykować. Chyba znów na wszelkie okoliczności, czego nie lubię, bo ja na podróż zabieram rzeczy praktyczne i do wykorzystania na różne sposoby. A przy takich szaleństwach pogodowych trzeba brać walizkę ciuchów zamiast po jednym na każdy dzień plus jeden rezerwowy. Będę się martwić w środę , co do tej walizki wrzucać. A na razie to czekam na małżonka. Pojechał na awarię, starszy wnusiu zabrał się z dziadkiem w roli pomocnika i dotąd ich nie ma. Po ciemku wiele nie zdziałają więc przypuszczam ,że niedługo wrócą. Miałam plan przewrócenia szafy ale w końcu dałam sobie spokój. Zdążę a dziś zrobiłam sobie dzień lenia i całe popołudnie wylegiwałam się na kanapie z czytnikiem w ręce . I zaraz będę kontynuować.
Tak poza tym kontynuuję porządki w szafach matki i wciąż wynoszę kolejne stare graty a one wciąż tam są , jakby się rozmnażały. Możecie mi wierzyć: zbieractwo to straszna rzecz. Zbieractwo - nie mylić z kolekcjonerstwem. Z ciekawostek, to znalazłam mój stary szybkowar z lat osiemdziesiątych, który mi się uszkodził po kilkunastu latach użytkowania i dałam go ojcu żeby spróbował naprawić zamknięcie. Ojciec naprawić nie zdążył, bo zmarł w 98, a ja o tym sprzęcie zapomniałam , no i tak sobie pokutował u matki w szafie prawie 30 lat -nie wiadomo po jaki kij...Ciekawe co jeszcze mi się tam objawi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz