świąteczne ruszyły i u mnie. Na razie po woli i bez pośpiechu. Na niby- kominku stanęły nowe kamienie, mnóstwo świec i dziadek do orzechów, oraz to co zwykle czyli stara lampa naftowa i bukiet z patyków , który niebawem uzupełnię zimowymi stroikami. Dół jeszcze nie zagospodarowany ale to kwestia poustawiania kilku latarenek, gwiazdora i koszyka z gałązkami. Kandelabr w nowym anturażu, wróciła na swoje miejsce a obok stanęły świecą ce kule . Na szafce do butów zagościł świecący domek, krzaczek z patyczaka i skrzaty. Przydało by się tam parę płatków śniegu, ale wszystko w swoim czasie. Małżonek powymieniał albo pouzupełniał baterie we wszystkich lampkach. Tak poza tym przyniosłam z piwnicy odpowiednie do koncepcji bombki i przygotowałam sobie materiały na świąteczne obrusy oraz poszewki do wymiany na ozdobnych poduszkach. Jutro będę obszywać. I co najważniejsze, zrobiłam przyprawę do pierników. Tak, tę moją odziedziczoną po prababci. A po południu pojechaliśmy do młodszej młodzieży. Zwykle zjeżdżamy się gdzieś razem z okazji Mikołaja. Było zabawy , bo dzieciakom wyszperałam w lidlu skarpety w śmiesznych pudełkach i wzorach. Starszy wnuk dostał "karpia wigilijnego" a wnuczka i młodszy "wigilijne pierogi" . Niestety nie załapałam się na inne wzory i rozmiary. Młodszy miała dostać "pierniki w czekoladzie " ale w ostatniej chwili zauważyłam ,że pudełko było otwarte i do niego zajrzałam. I fart, bo w pudełku była tylko jedna skarpetka. Niestety to było ostatnie , wymieniłam więc na "pierogi". Posiedzieliśmy trochę , pogadaliśmy, wygłaskaliśmy kocicę Zośkę. Tyle miziania co dziś, dawno nie miała a potem pojechaliśmy do mojej matki , podałam jej wieczorne leki, sprawdziłam co trzeba i tyle. Po drodze obejrzeliśmy świąteczne miasto i zahaczyliśmy o jarmark. Pięknie jest, choc nie wszystkie dekoracje już gotowe. Jak zwykle stanie jeszcze szopka, ale chyba dopiero tydzień przed świętami , ale tło już gotowe. Dzień mi zleciał szybciej niż bym chciała.
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
sobota, 6 grudnia 2025
piątek, 5 grudnia 2025
5.12.2025 Jeszcze trochę
i zapomnę jak się nazywam. Roboty dziś było pod grzywkę. Nawet biurowej choinki nie zdążyłyśmy ubrać a był taki plan. Ale kupiłyśmy , to już coś.
Tak poza tym oblecieliśmy sklepy, trochę świątecznych ingrediencji przybyło. Małżonek kupił sobie rękawice a ja sweterek , ciemnozielony , dość cienki , taki do włożenia na bluzkę. I do dekoracji kuchni roślinkę o nazwie grudnik. Podoba mi się ten kwiat ale nigdy nie chciał u nas kwitnąć. Tym razem ma już prawie rozwinięte kwiaty , może nie padnie i rozkwitnie. W mieście wystartował świąteczny kiermasz, jutro uroczyste odpalenie choinki i innych dekoracji.
I to tyle na dziś. Nie mam siły dłużej siedzieć przy pisaniu. Na jutro mam plany gospodarsko - dekoracyjne. A co z tego wyjdzie ???
I skoro już Św. Mikołaj do okien zagląda, to i sezon na reniferka czas na dobre zainaugurować, tu na blogu również.
czwartek, 4 grudnia 2025
4.12.2025Nie miała baba kłopotu ,
zrobiła sobie loki. Wyszło ładnie ale okazuje się, że te nowoczesne trwałe wymagają pielęgnacji. A chciałam tego uniknąć , ale cóż dopadło mnie. Mam myć raz na tydzień , częściej nie ma potrzeby i zamiast grzebienia używać dłoni. Na dłoń nałożyć krem do układania i tyle. Rozczesywanie tylko po myciu. Przyznam się, że mnie to zaskoczyło, ale moja młodsza synowa , która ma też na głowie trwałą tylko trochę mniej pokręconą jak ja, też tak robi i to nic szczególnego. Hmmm... Kupiłam więc dziś w rosmanie krem. I tu następny kłopot, bo zapytałam panią o taki preparat a ta mi pokazała cały regał , że niby wszystko co tam stoi się nadaje. I bądź tu mądry... A najlepsza była moja matka, weszłam do niej wieczorem z tabletkami a ta popatrzyła na mnie i mówi "co ty masz na tej głowie?" . No co mam mieć, włosy. Faktycznie widać, że je mam i o to mi chodziło. Nawet mi dobrze w tej nowej wersji mnie i żeby już było całkiem dobrze, kupiłam sobie aksamitną sukienkę w kolorze fioletowym. Takiej jeszcze nie miałam. Fioletowej znaczy.
Tak poza tym to dziś załatwiliśmy część zakupów , bo jak już się wybraliśmy do brico te bombki do firmy dokupić, to i inne zakupy zrobiliśmy, drobiazgi na Mikołaja dla dzieciaków, płyny do prania, odkamieniacz, tabletki do zmywarki i takie tam niezbędne w domu i zagrodzie. A na koniec małżonek zarządził oglądanie sodastream. Obejrzeliśmy, wypytaliśmy sklepowego co i jak i małżonek kupił. Jeszcze z bajerami, znaczy z pełnym wyposażeniem. W cenie trzy butelki, nabój do gazowania i dwa syropy do wyboru. Syrop nam się nie przyda, ale jak dawali... Dostanie młodsza młodzież, bo też mają. Jutro "uroczyste" uruchomienie i testowanie nabytku.
A ze spraw świątecznych , to planuję jutro i w sobotę definitywnie skończyć z zakupami, a potem już tylko kolejne roboty, składanie chatki z piernika , wypiekanie gwaizdek cynamonowych a potem pierniczków, obszywanie obrusów ( tak, znów nowe, pod koncepcję), dekoracje - jest co robić.
środa, 3 grudnia 2025
3.12.2025 Jeszcze nie nowa ja
A wszystko przez mój niefart i awersję do sms-ów. Pojechałam do tego fryzjera , punktualnie a co , ale okazało się, że pani, która trwałe wykonuje coś wypadło, musiała pilnie wyjść przed końcem pracy ( nie wiem czemu , ale cóż , zdarzają się różne dziwne przypadki) i termin mi przepadł. Inna pani zarzekała się, że mnie informowali sms-em . No, informowali , tyle, że ja przeczytałam ten sms w salonie. Nie ma jednak tego złego, wpisała mnie pani na jutro na 12.00 a dziś obcięła i wymodelowała, ponakładała odżywki na włosy i całkiem nie źle to wygląda już teraz. Szok przeżyłam , bo dawno u fryzjera nie byłam i okazało się, że jest specjalizacja; facet co nakłada farby, pani od strzyżenia i modelowania, pani co nakłada trwałą... poszedł świat do przodu, kiedyś wszyscy robili wszystko. Inna sprawa, że wybrałam salon z wyższej półki , nie taki pierwszy z brzegu, bo chce mieć zrobione dobrze. Okaże się więc jutro. A tak poza tym , to pomiędzy produkowaniem faktur i wypisywaniem zamówień i ofert wyskoczyłam do miasta po opłatki, do sklepiku z dewocjonaliami , gdzie od lat je kupuję. Chciałam też dokupić jakieś bombki albo coś podobnego, bo te co dostaliśmy na firmowej imprezie mają delikatny , jasnopomarańczowy kolor , a to co mamy na stanie nie będzie pasowało. Jednak w sklepie ogrodniczym , gdzie zwykle jest ogromny wybór nie ma nic co by dobrze pasowało do tego koloru. Trudno , jutro wyprawa do "mrówy". Wstąpiłam jeszcze po drodze do naszego muzeum. Zginęła mi jedna książka o naszym mieście, szukam jej już od paru dni i kamień w wodę. Pomyślałam, że może jeszcze ją mają w sprzedaży, to odkupię , ale niestety. Nie mieli ani oni ani biblioteka. No nie szło mi dzisiaj i już.
wtorek, 2 grudnia 2025
2.12.2025 Kociokwik
przedświąteczny w firmie i to już od rana. Około 13.00 zaczęłam zapominać jak się nazywam. A poza tym same niespodzianki. O tych opowiem jak już się wszystko poukłada. Zaskoczyły mnie dziewczyny i wzruszyły. Na razie tyle w tym temacie.
Spraw świątecznych dziś nie ruszyłam, ale nic straconego. Zdążę . Na razie sobie układam plan pracy, bo tylko trzy weekendy zostały. A tu jeszcze chatka z piernika do poskładania, a na to trochę czasu potrzeba. Jutro też mam zajęte popołudnie , bo mam wizytę u fryzjera, ale następne to już na pewno musze się za cos zabrać.
Taki dziś trochę wpis o niczym , ale też nic specjalnego się nie działo poza tym szaleństwem w firmie. Za oknami mgły , mżawka i przenikliwy chłód. A już było tak przyjemnie i ze śniegiem ...
poniedziałek, 1 grudnia 2025
1.12.2025 Na ryby !
Wybraliśmy się dziś po pracy. Nie, nie łowić , a do gospodarstwa rybnego. Małżonek zadzwonił i okazało się, że mają niewiele ryb , które lubimy i nie wiadomo czy jeszcze będą przed świętami, to co było robić. Pojechaliśmy mimo mgieł i bardzo słabej widoczności na drodze. Ostatecznie te dwadzieścia kilometrów , to nie taka znów wyprawa. Kupiliśmy, a jakże . Trzy duże miętusy i trzy płaty sandacza i oczywiście ryby wędzone dla całej rodziny według rozpiski, dla nas też. Możemy świętować. Nie , jeszcze nie możemy. Parę drobiazgów brakuje w tym opłatków, a to najważniejsze. Miasto stroi się na święta. Na rynku, w sobotę stanęła wielka choinka , a dziś ją dekorowali pięknymi czerwonymi girlandami złożonymi z bombek. Wygląda imponująco. W ogóle jest w mieście mnóstwo nowych dekoracji. Jeszcze nie świecą , ale na tradycyjnie na 6 grudnia wszystko będzie gotowe. Ciekawa jestem efektów.
Tak poza tym, umówiłam się do fryzjera. Zmieniam fryzurę. Nie żeby mi się mój szczurzy ogon znudził, ale jakieś marne mi się te włosy zrobiły, muszę skrócić i odżywić, żeby się trochę wzmocniły. W środę będę już zupełnie inna ja. A dziś załatwiłam znów mnóstwo spraw; receptę dla matki, wnioski na dowód , bo nam w lutym wygasają, sprawę sukcesji w bankach - to akurat wspólnie z małżonkiem, zmieniłam opłaty w matki banku, bo pzu podniosło stawki i takie tam różności.
niedziela, 30 listopada 2025
30.11.2025 Pierwsze kroki
poczyniłam w kierunku świąt - wczoraj. Zlikwidowałam jesienne dekoracje, uszykowałam , tak żeby były w zasięgu ręki zimowe, te które będę potrzebowała i zamieniłam kubeczki , te całoroczne zamieniłam na takie z dziadkiem do orzechów , reniferkiem i choinkami. Ubrałam też pościel w jemiołę. Na święta zmienię na taką w reniferki. Można uznać , że sezon już otwarty. Odliczać zacznę 6 grudnia. Tak poza tym nie śpieszę się na razie. Może jeszcze pozmieniam serwetki w koszyczkach na zimowe... W przyszłą sobotę mam w planach obszywanie obrusów i firanek oraz przygotowanie przyprawy do pierniczków. Mam też trochę zakupów do zrobienia. W tygodniu wybieramy się do gospodarstwa rybnego po sandacze i miętusy. Karpi nie jadamy.
Dziś wybraliśmy się na cmentarze, zrobić porządki. Przed świętami postawimy nowe stroiki i wymienimy wkłady w zniczach. Rano upiekłam chlebek dyniowy własnego pomysłu. Wyszedł pyszny, śmiało mogę piec większe bochenki i nawet urozmaicać dodatkami. Gdyby ktoś chciał wypróbować to podaję skład:
Na małą keksówkę:
220g mąki wrocławkiej
40g mąki orkiszowej
50ml oliwy z oliwek
100ml musu z dyni
torebka suchych drożdży
100ml ciepłej wody
plaska łyżeczka cukru do drożdży
soli do smaku około 1 płaskiej łyżeczki ( ale sypałam na oko więc nie dam głowy)
drożdże zasypać cukrem i zalać ciepłą wodą odstawić na kilkanaście minut, żeby zaczęły pracować, mus z dyni wymieszać w misce z oliwą , dodać sól, rozpuszczone drożdże, wsypać mąki, wymieszać, wyrobić ciasto. Można lekko podsypać mąką. Włożyć do foremki wysmarowanej tłuszczem i wysypanej bułką , wstawić do piekarnika ustawionego na 100 stopni, przykryć ściereczką i gdy wyrośnie zdjąć ściereczkę, podnieść temperaturę do 180 stopni, piec 35 minut. Taki mój patent na szybkie wyrastanie ciasta ; nagrzewam lekko piekarnik, tak do 100 stopni a jak wyrośnie ( zwykle z 15 minut wystarcza) to podnoszę temperaturę i piekę.
Byle do świąt !