babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

niedziela, 31 grudnia 2017

31.12.2017 Ostatni dzień roku

w domu . Kolacja prawie gotowa , winko i szampan się chłodzi a pokaz fajerwerków mamy z naszego okna w pracowni niemal z całego miejsca. Najlepsze życzenia na Nowy Rok , niech będzie wspaniały , niech przyniesie same radosne wydarzenia i szampańsko rozpocznie , strumieniami szampana i  dobrego humoru!!! Do zobaczenia za rok!



sobota, 30 grudnia 2017

30.12.2017 To był rok

ciężki . Tak ciężki jak mało który od dobrych kilkunastu lat. Po prostu : opór materii.  Od początku wiedziałam ,że nie będzie łatwo , ubiegłoroczne świece paliły się nie równo i choć wielkich odchyłek nie było, raz po raz płomień się załamywał . Ale jak to ja ; realizm do bólu . Choć szanuję wszelkie Siły Wyższe ,bardziej  wierzę we własne ręce i głowę , a kieruję tak zwanym zdrowym rozsądkiem ... Wracając jednak do minionego roku to mam jedną refleksję ; dzieją się rzeczy na miarę tych , które sprawiały , że świat nigdy już nie był taki sam. 
Na świecie zaczęły budzić się demony ; wojny, terroryzm , powrót nacjonalizmów i groźba wojny atomowej . Europa na rozstajach dróg . Nasz Kraj pogrążony w chaosie , zmierzający wprost do totalitaryzmu ; paradoks. Uciekaliśmy przed tym w 1989 i po ponad 25 latach kiedy ludzie już zaczynali żyć normalnie jak wiele innych państw na naszym kontynencie , nieodpowiedzialni ludzie wybrani w demokratycznych wyborach zniszczyli to wszystko w niespełna dwa lata . Nasz prestiż , naszą pozycję na forum międzynarodowym ,sądownictwo , gospodarkę , armię , szkolnictwo ,nawet drzewa w Puszczy Białowieskiej i co tylko można było zniszczyć i zawłaszczyć . A wszystko w imię zemsty za jakieś krzywdy przeszłe, przyszłe i urojone . 
W sierpniu przez naszą Wielkopolskę i ukochane Kaszuby przetoczyła się nawałnica jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyliśmy ; siłom przyrody nie oparły się żadne budowle , domy i lasy . ucierpiało też moje miasto i okolica. Lata miną nim znikną ślady tej klęski. 
Jeśli chodzi o pracę to udało nam się dokończyć budowę i z wiosną przenieśliśmy się do nowej siedziby . Trochę nam to nadszarpnęło finanse . Niestety pod względem ilości zleceń rok był gorszy. Obroty spadły . Nie można powiedzieć , że pracy nie było . Była , ale jakaś taka niskobudżetowa ,  negocjacje zwykle trwały długo a  decyzje zapadały po wielu tygodniach . I nic dziwnego ; wbrew telewizyjnej propagandzie sukcesu inwestycje stanęły , nie szalała nawet budżetówka a inni zwyczajnie się boją wydawać pieniądze nie wiedząc na czym stoją jeśli chodzi o prawo i podatki.
Na domowym podwórku wszystko szło dobrze, choć opornie i po woli. Starsza młodzież kupiła motorówkę , młodsza działkę i holenderski domek . My na razie zbieramy kasę na odbudowanie budżetu po budowie i domowe remonty . Wszystko to jednak idzie z oporami . Rok nie kończy się dobrze ; odebrałam dziś smutną wiadomość ; wczoraj kuzyn mojego ojca i jego żona ( bliscy mi ludzie ; bywałam u nich na wakacjach ) mieli wypadek . Wujek i dwoje znajomych, jadących z nimi poważnie ranni, ciocia zginęła . Głupota kierowcy , który to spowodował : wyprzedzał "na trzeciego" pod górkę . 
Tak poza tym to rok podsumowany , inwentura zrobiona , symboliczna doroczna lampka biurowego szampana zaliczona . Pozostaje jutro, zwyczajem ubiegłych lat zapalić cztery świece dla duchów ognia ; białą dla zdrowia , czerwoną na miłość i dobre małżeństwa nasze i naszych dzieci, zieloną dla pieniędzy i srebrną lub złotą dla ogólnej pomyślności i wierzyć , że złe już za nami . I jak mówi moja przyjaciółka : odważnie spełniać marzenia . Nic nie postanawiać , dając losowi wolną rękę cieszyć się jego uśmiechami . I wypowiedzieć magiczną formułkę : Quod bonum felix faustum fortunatumque sit ( w wolnym tłumaczeniu : niech ten rok bedzie ku dobru , szczęściu i pomyślności) .

piątek, 29 grudnia 2017

29.12.2017 Kula się ,

ten rok , kula ku końcowi. Może i dobrze , bo jakiś dziwny był , o czym jutro, jak co roku 30 grudnia.  Inwenturę prawie skończyłam , jeszcze kilka pozycji . Mam policzony towar , wystarczy zsumować kolumny i gotowe. Inne sprawy ? tak sobie , nie z wszystkim zdążyłam i jestem z tego powodu zła na siebie , ale taki ten rok nie szczególny. Opór materii... Pod wieloma względami.
Nadal tkwię pod kocem , bo katar daje mi się we znaki. 
Przymierzyłam wreszcie sukienkę . Okazała się najlepsza z wszystkich wizytowych jakie miałam . Zostawiam , trudno niech na razie bezproduktywnie czeka na lepsze czasy.
Nurkuję z powrotem pod koc się kurować .

czwartek, 28 grudnia 2017

28.12.2017 Wkurzający ten koniec roku

i jakiś taki opór materii.  Po prostu ujechać nie mogę . Jutro ostatni dzień pracy na szczęście ( a może nie , jeśli się znów coś powywraca do góry nogami) . Kontynuuję inwenturę i opornie mi to idzie jak jeszcze nigdy. Mam nadzieję podciągnąć jutro od rana. Dziś mi nie źle szło do mniej-więcej 11.00 , potem jak by się sprzysięgło. 
W domu leżę pod kocem , trochę czytam ( książka wciągająca i już połowę przeczytałam a liczy sobie 830 stron; takie lubię najbardziej), trochę buszuję po necie i się złoszczę . Łapie mnie jakiś katar. 

środa, 27 grudnia 2017

27.12.2017 I po świętach

wiem , tak banalnie,że bardziej być nie może, ale stało się faktem. Święta przyszły i minęły. Nam głownie przy stole , w Wigilię u nas , w pierwsze święto u teściowej i Szwagroskiej , w drugie u teściów młodszego.Jedzonko wszystkim smakowało , objadali się przez cały wieczór , harmider był niemożliwy , bo 12 osób , w tym troje energicznych dzieciaków to sporo. Gwiazdor uszczęśliwił każdego według życzeń . Mnie oczywiście najbardziej książką . Dostałam Kena Folleta " Filary Ziemi" i zaczęłam od razu czytać . "Płomienna Korona" wciąż czeka , ale jeszcze kawał zimy przed nami , zdążę przeczytać i jedno i drugie. 
Najmłodszy wnusio załatwił rodzicom nowy telewizor. W ferworze zabawy rzucił jakąś zabawką i trafił w ekran . Oczywiście ekran popękał . No cóż zdarza się . Mają ubezpieczenie od takich wypadków więc pewnie jakąś kasę dostaną . 
Sukienka okazała się całkiem udana i ładna , tyle,że całkowicie nie przydatna , bo imprezę odwołano. No i mam dylemat , odesłać , bo jej nie wykorzystam , czy odłożyć do szafy , żeby czekała na jakąś okazję . Zastanowię się jeszcze. 
A dziś trzeba było wrócić do pracy. Oczywiście od razu miałam mnóstwo spraw do załatwienia , a inwentura leżała sobie . Dopiero pod koniec dnia zabrałam się za liczenie i spisywanie towaru. Oczywiście jeszcze ogrom pracy przede mną , zanim skończę. 
Jest kolejny klient na nasz lokal użytkowy . Kobieta przyjedzie w piątek obejrzeć . Zobaczymy , może się zdecyduje. 

sobota, 23 grudnia 2017

23.12.2017 Świątecznie

Już prawie , prawie . Pracowałam cały dzień ale mam już prawie wszystko gotowe . Jutro tylko dogotuję resztę smakołyków i nakryję stół . 
Robiłam rano ostatnie zakupy , nic takiego ; owoce, pieczywo , zapas wody , jakieś soczki dla dzieciaków i nadziwić się nie mogłam ; ile można jeść w święta ? Ludzie kupowali po 8 kg pomarańcz , kilogramy wędlin , dosłownie góry jedzenia, nawet babki w PSS-ach stwierdziły , że nigdy tyle chleba nie sprzedały co dziś i że za chwilę im zabraknie  . Nie wiem czy to się w genach zakodowało za minionej epoki , że jak jest to trzeba brać , bo zaraz może nie być , czy co?   
Tak czy inaczej Święta przyszły , trzy dni wolne przed nami . Jutro pewnie już nie zdążę tu zajrzeć więc już dziś  wszystkim , którzy tu zaglądają  życzę wspaniałych , niezapomnianych Świąt ; niech przyniosą nową nadzieję i optymizm , niech spełnią się marzenia niech spokój spłynie na Was tej szczególnej nocy . 


WESOŁYCH ŚWIĄT 

(ruchomy obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni - autor nie znany) 

piątek, 22 grudnia 2017

22.12.2017 Prawie tak samo jak wczoraj

czyli też wkurzająco ale to dopiero po południu . W pracy spokojnie i przyjemnie . Świąteczne spotkania z kontrahentami i sympatyczne prezenty. 
Fotel dojechał , wprawdzie półtorej godziny przed czasem ale jest !!! I na dodatek zabrali stary , za dopłatą 30zł.  No to im oddalam , bo tak byśmy musieli sami wywozić do skupu. Od razu złożyliśmy. Wygląda pięknie ! Poza tym dokończyłam piernikową wioskę . Ładnie wygląda , jutro zrobię jakieś focie. 
Jestem zawiedziona ; impreza sportowa odwołana , za mało chętnych . I po co mi teraz sukienka wizytowa ?  A dziś przyszła . Jeszcze jej nie widziałam , bo jak ją kurier dostarczył , to już byłam w drodze do domu , a faceci , jak to faceci ; żaden nie wpadł na tak genialny pomysł , żeby mi ją po drodze podrzucić. 
Jutro czeka mnie dużo roboty domowej , bo dziś po południu za bardzo warunki nie sprzyjały . Rodzinka siedzi u nas od godziny  16.30 . Najpierw przywieźli prezenty pod choinkę , potem stwierdzili, że na chwilę pojadą do sklepu ( wyszło 2 godziny ) potem wnusia chciała obejrzeć film co jej dziadek nagrał , potem kolacja , teraz Piraci z Karaibów . Próbuję się jakoś w tym odnaleźć i coś robić , ale nie za bardzo mi to wychodzi. No i tym sposobem będę musiała nadrabiać jutro. 

czwartek, 21 grudnia 2017

21.12.2017 No ja p......................

i tu by była stosowna wiązanka w stylu pijanego furmana . Dobra , podaruję sobie , chociaż się prosi. Już gorzej dziś być nie mogło, na sam koniec dnia.  Zjechali się serwisanci od żaluzji, od pieca gazowego ( w obu przypadkach prosiliśmy się od października ) trzech klientów , chłopaki , synowa z wnuczką i zadzwonił serwisant od internetu , który nam w domu zastrajkował , że będzie za 15 minut . Jakoś przekonałam go , że za pół godziny . Ledwo zdążyłam , bo oczywiście w mieście korki kilometrowe. 
Ledwo zaczęłam piec ciasteczka na choinki do piernikowej wioski jak się rodzinka zwaliła , bo wnusia potrzebuje na jutro opłatek , a zapomnieli kupić . Po wizycie technika internet i tak strajkuje więc mężuś z synalkiem zasiedli do testów . Zeszło do 20.00. Po drodze zdążyłam spalić ostatnią blaszkę gwiazdek i przypalić ziemniaki , które gotuję na jutro . Miałam w planach smażone. Na szczęście ziemniaki udało mi się uratować . Internet nadal strajkuje i mężuś właśnie skończył rozmowę z konsultantem , przedtem czekał na połączenie jakieś 15 minut . Obłęd jakiś...
A miałam pakować prezenty. 

środa, 20 grudnia 2017

20.12.2017 Sprawy babusine

Dzień z wnusią , a to wiadomo ; zajęcie nieco absorbujące i porządek rzeczy do góry nogami przewrócony.  Udało mi się jednak parę spraw ogarnąć . Coś tam jeszcze zostało i wciąż mam wrażenie , że o czymś zapominam i z czymś nie zdążę . Pewnie zdążę i nie zapomnę , ale mnie to wrażenie prześladuje . Wiem , wiem , wkręciłam sobie . A może to już zmęczenie daje mi się we znaki. Niech się ten rok skończy . Nie był lekki ale o tym w swoim czasie . Nic jednak nie wskazuje na to, że następny będzie lepszy . No cóż , były lata tłuste , będą i chude , taka kolej rzeczy. 
Ale mniejsza o tę filozofię .  
Synowa była dziś na co miesięcznych badaniach . Leki immunosupresyjne znów podrożały . Te jej o 20 zł na opakowaniu , ale dla innych pacjentów nawet o 400 zł na opakowaniu . Tak zwana dobra zmiana ... No i nie mamy już w kraju wolnych i niezawisłych sądów - mamy sądy upartyjnione . Witamy w minionej epoce . Słusznie nam UE grozi sankcjami i pewnie je wdroży. 
Jeszcze dwa dni pracy i świętujemy . Inwenturę odkładam na ostatnie trzy dni - pomiędzy świętami a nowym rokiem .  Jutro dokończę piernikową dekorację . Dziś nie było szans , wnusia koniecznie chciała się bawić. A od piątku będę pichcić świąteczne przysmaki. 



wtorek, 19 grudnia 2017

19.12.2017 Święta coraz bliżej

tłok w mieście coraz większy . Ja w zasadzie mam  wszystko,z obłędem w oczach po sklepach nie latam; zapomniałam tylko o oleju z pestek winogron do smażenia ryb i muszę uzupełnić zapas kawy do automatu, bo jakoś dużo poszło przez ostatnie kilka dni. Jutro mam u siebie wnusię więc może wyskoczymy na małe zakupy , oczywiście jeśli zdąży odrobić lekcje.  W pracy już przedświąteczny spokój ; ostatnie zamówienia i faktury , ale bez zwykłego o tej porze szaleństwa. Wiadomo co jest przyczyną ; tak zwana" dobra zmiana " dobija polski biznes. Inwestycje stanęły już całkowicie , kasy nie wydaje nawet budżetówka.  Za to jest czas na osobiste składanie życzeń między kontrahentami. Następny rok może się okazać jeszcze cięższy niż ten , co właśnie mija. I obym w złą godzinę nie chlapnęła .
Sprawa z fotelem dziś przybrała całkiem pozytywny obrót ; pojawiło się w Poznaniu na stanie ikei  6 sztuk. Od razu kupiłam przez internet,  dostawę mi zaproponowali na 22 grudnia,  godzina do wyboru a po południu już przyszła informacja ,że zakup gotowy do wysyłki. I nawet lekko śniegiem poprószyło ... 
Tak poza tym udało mi się zmontować chatkę z piernika . 

poniedziałek, 18 grudnia 2017

18.12.2017 Trochę mi dziś nie poszło

jak to pod koniec roku ; ktoś coś zawalił, czegoś zabrakło , coś nie dojechało ... Życie , był czas się przyzwyczaić .  Tydzień przed świętami to najgorszy moment w roku - od strony praktycznej : korki w mieście, brak miejsc do zaparkowania , na pocztę wejść się nie daje taki tłum , kurierzy się spóźniają z dostawami , w sklepach tłok ... Ile można ...
Po pracy też nie za ciekawie a właściwie to całkiem marnie ; niedawno pisałam o fotelu obitym w zielony aksamit z Ikei . Stanęło na tym ,że skasujemy jeden uszkodzony , drugi wystawimy do sypialni a do saloniku kupimy ten , zwłaszcza, że na wiosnę planujemy też odświeżyć salonik więc do nowego wystroju idealnie będzie się nadawał. Pojechaliśmy dziś kupić i ... wróciliśmy z niczym . Wczoraj sprawdzałam w necie - były , dziś po południu ani sztuki. Jestem zawiedziona . Podobno w czwartek ma być nowa dostawa . Trudno zamówię przez internet, nie ma sensu robić sobie kolejną wycieczkę . Dowiozą , za opłatą oczywiście ale trudno . Paliwo też kosztuje więc na jedno wyjdzie . 
Tak całkiem bezproduktywna ta wyprawa jednak nie była. Po drodze wstąpilismy do le roy , po skrobaki do szyb i płyn do odmrażania szyb , a wyszliśmy z pojemnikiem na piasek i sól techniczną . Jeśli spadnie śnieg to będzie bardzo potrzebny . 
Na bal sportowca zamówiłam sobie sukienkę . Takie zwiewne nie wielkie coś w czarnym kolorze. Klasyka zawsze się dobrze sprawdza , a dodatków mam nie mało więc coś dobiorę . 
Dziś za oknami -3 i szadź.  Pięknie. 

niedziela, 17 grudnia 2017

17.12.2017 Padłam

pieczenie pierniczków to jednak wyczerpujące zajęcie , zwłaszcza z gromadką maluchów , których roznosi energia i krzyczą z radości i podekscytowania . Ale są , gotowe, udekorowane , teraz się suszą . Jutro jak wyschnie lukier popakuję je do pudełek i powędrują do rodzinki. Do Wigilii będą kruszały. Po tej pracy kuchnia tonęła w lukrach, kolorowych posypkach i brokacie z bombek , bo najmłodszy jak tylko go spuściliśmy z oka na chwilkę dobierał się do bombek na choince . Trzy powędrowały do kosza na śmieci , bo oczywiście je rozbił. 
Aha , nawet dziadek wycinał i dekorował już upieczone, co jeszcze bardziej ekscytowało maluchy. 
A teraz muszę , odpocząć . 

sobota, 16 grudnia 2017

16.12.2017 Choinka piękna jak las

a w każdym razie pachnie lasem . Jest wysoka prawie pod sufit i nie zbyt rozłożysta , ale ma gęste gałązki. Od pół godziny stoi już ubrana i cieszy nasze oczy. Lubimy mieć choinki.  Fotki zrobię , ale już nie dziś i nie jutro.  Jak zaplanowałam jest biało-srebrno-zielona z niewielkimi dodatkami w kolorze czarnym i czerwonym - takie malusieńkie akceniki. 
Mniej - więcej od pierwszej do 20.30 mieliśmy wnusiów. Pokój tonął w zabawkach , z puf , poduszek , fotela i koca powstała baza gdzie się bawili i chyba z trzy razy obejrzeliśmy tę samą bajkę. Fajni są. Grzecznie zjedli obiadek i kolację , na podwieczorek ugotowałam budyń , niby dla dzieci , ale nie jadłam jakieś 15 lat i z przyjemnością sobie miseczkę budyniu waniliowego z sokiem malinowym wsunęłam .  Kiedy pojechali , mężuś przyniósł z auta choinkę , którą kupiłam rano na zieleniaku i od razu ubraliśmy. 
Z zieleniaka przywiozłam też dwa pęczki jemioły . Jemioła musi być , bo jak mówi przysłowie : "bez jemioły roczek goły" . 
Jutro po południu pieczemy pierniczki. Nawet nie sprzątałam dziś w kuchni , przy tym pieczeniu i tak będzie tonąć w lukrze i cukrowych koralikach . 
No i to by było na dziś tyle.  Roboty  świątecznej na najbliższy tydzień będę miała mnóstwo , bo jeszcze czeka na poskładanie chatka z piernika i reszta dekoracji , no i świąteczne smakołyki. 

piątek, 15 grudnia 2017

15.12.2017 Kilka spraw babusinych

Podobno święta mają być białe. To by było nawet miło , bo parę lat z rzędu ani płatka sniegu w święta nie było . No i dekoracje w mieście na pewno będą się ładniej prezentować . Na skwerku koło muzeum stawiają szopkę . Już się martwiłam ,że nie będzie , ale nie jest jak co roku. 
    Dzień mam dziś wyrwany z życiorysu. Pakowałam paczki i pisałam , pisałam i pakowałam paczki i tak przez osiem godzin i jeszcze trochę . Z biura wyszliśmy po 17.00. 
Po drodze do domu wstąpiliśmy jeszcze kupić posypki i inne dekoracje do pierniczków i przy okazji coś zjeść . Na koniec jeszcze zorganizowałam wyprawę do piwnicy. Tym razem przynieśliśmy do domu bombki , lampki i stojak do choinki. Bombki w kolorach błękitnych , białych , szarych i zielonych . Choinka ma przypominać zimowy dzień . Zobaczymy czy mi się uda. Jutro zamierzam przywieźć . Co prawda będą u nas wnuki , bo rodzice na świąteczne zakupy się wybierają więc ubierać będziemy dopiero wieczorem , ale zwykle tydzień przed Wigilią choinkę ubieramy. Prezentów na razie nie będę pakować , bo w środę będzie nocować u nas wnusia i na pewno byłaby ciekawa co się kryje w pakunkach . No i niech wierzy jeszcze w tego Gwiazdora . 
Właściwie to już prawie wszystko gotowe . Jeszcze tylko przygotowanie świątecznych smakołyków zostało . 

czwartek, 14 grudnia 2017

14.12.2017 Sprawy babusine

Jak co wieczór .  Piszę choć nie za wiele się dziś działo. Odwiedził nas jeden z klientów z życzeniami , drobnym upominkiem i mnóstwem piankowych figurek : choinki , reniferki , aniołki i bałwanki.  Można poustawiać jako dekoracje , albo używać do kąpieli. Od razu rozdzieliliśmy je pomiędzy dzieciarnię w rodzinie .Maluchy miały frajdę. 
Wciąż mam wrażenie, że wiele spraw mi ucieka i nie zdążę przed końcem roku. Inwentury nawet nie zaczęłam.  Za to wypisałam świąteczne kartki do klientów . Rano włączyły mi się w komputerze jakieś aktualizacje i się aktualizowało : godzine i 10 minut.  No to co miałam robić , wykorzystałam ten czas na adresowanie kopert . Kartki mam drukowane ale podpisanie wszystkich , powkladanie do kopert i adresowanie i tak zajęło mi prawie dwie godziny. 
Po pracy pojechaliśmy na drobne zakupy , taką brakującą na bieżąco spożywkę a potem z życzeniami urodzinowymi do syna . I znów dzień z głowy. Od jutra trzeba się zmobilizować , bo do świąt już tylko tydzień. 
Zapisałam nas na bal sportowca , ten odłożony z listopada. Chętnych do towarzystwa nie ma, ale i tak znamy tam wszystkich więc właściwie to większego nie ma to znaczenia . A teraz się zastanawiam w co się ubrać na taką imprezę , bo tam cały miejscowy biznes się zbierze i wiadomo, ze baby się odstawią. Może jeszcze zdążę coś skołować nowego . Zawsze to okazja sprawić sobie trochę frajdy (dodatkowej frajdy) .  

środa, 13 grudnia 2017

13.12.2017 Sprawy babusine

Pracowe w miarę . Zapłacił jeden z dwóch dużych klientów i to mnie cieszy. Ciekawe kiedy wywiąże się drugi, zwłaszcza, że już nowe zamówienie złożył. 
W domu całe popołudnie zajmowaliśmy się wnusiami . Są kochani , choć energia ich roznosi i trudno za nimi nadążyć . Ledwie odjechali przyjechał młodzież z wnusią . Wpadli na krótko , bo chcieli kupić książkę a ja mam konta na portalach książkowych. Niestety nie było na żadnym , a i w całym internecie nie znaleźliśmy. 
I oczywiście nic nie zrobiłam , bo trzeba się było wnusiami zajmować . Mały zachwycił się grającą książeczką , nawet grzecznie słuchał jak im ją czytałam ; krótka bajeczka o św. Mikołaju. Książeczka dość cieniutka ale ciekawa , oprócz tego , że gra , to ma jeszcze przestrzenne obrazki . Dostali ją na drogę . 
I to dziś tyle. Jutro 35 urodziny naszego młodszego synalka. Imprezy nie robi , ale i tak wpadniemy po południu złożyć życzenia. 

wtorek, 12 grudnia 2017

12.12.2017 Dzieje się

w Kraju przede wszystkim . I źle się dzieje . W kontekście jutrzejszej rocznicy , optymizmem to wszystko nie emanuje. Może o tym coś  napiszę ale w osobnym wpisie . Na razie za dużo we mnie emocji a nie lubię się nimi kierować . Jestem realistką i tylko trzeźwy pozbawiony emocji osąd się dla mnie liczy.  
Lucia przywołała na swoim blogu stan wojenny . Mam i ja swoje przygody i swoje wspomnienia . Pisałam kilka lat temu o tym dniu, więc nie warto się powtarzać . Mimo woli jednak myślę o tamtym czasie w kontekście tego co dziś się dzieje w Kraju. Oby nie było powtórki. 
A z mojego podwórka , to dzisiejszy dzień był nieco spokojniejszy . Może to i dobrze , ale nie jest to normalna sytuacja o tej porze roku. Po powrocie do domu nawet udało mi się wypisać kartki świąteczne . Przygotowałam też sobie przyprawę do piernika . Kiedyś ten przepis przekażę mojej wnuczce . Sama dostałam go od mojej babci a ona od swojej. Taka rodzinna tradycja . Myślę, że wzięła się stąd , że co drugie pokolenie rodziły się w naszej rodzinie kobiety . Sam przepis na pierniki zaginął w mrokach dziejów , została przyprawa . Ja wykorzystuję ją z przepisem z Kuchni Polskiej. W niedzielę rodzinne pieczenie pierniczków. Chłopaki idą na firmową Wigilię do naszego klienta , a my z dziećmi będziemy piekły . Dziadek w razie potrzeby zajmie się najmłodszym gdyby się zbyt szybko znudził wypiekami. Napisałam też list do brata mojego ojca. Nie wiem ile jeszcze tych listów będzie , pewnie nie za wiele , bo wuja wiekowy i schorowany . 
Cieszę się na te święta . 
No i jeszcze trochę zaległych foci :




Pierniczkowy ludzik 

Reniu 




Piesio 


Króliś 





Pocztówki na akcję robótkową ; wnusia wyklejała , ja opisywałam 


A to moje zimowe poduszki - nie ma śniegu w realu to chociaż na poduszkach mamy trochę 




Zdjęcie marne , bo robione z auta ale opisywany niedawno przeze mnie skwerek ; wiosną  i latem z donic wysypywały się całe góry kwiatów, jesienią  dynie i kasztany ( ze śniegiem byłoby ładniej ) 

poniedziałek, 11 grudnia 2017

11.12.2017 Mam dosyć na dzisiaj

Mnóstwo spraw ogarnęliśmy , w tym i biurową choinkę . Ładna jest . Powiesiłam na niej nasze fioletowe ,firmowe bombki  ze złotym logo i uzupełniłam złotymi śnieżynkami i łańsuszkiem z amarantowych koralików. Do tego fioletowe lampki . Kupiliśmy jodłę , nie zbyt wysoką ale z korzeniami. Może uda nam się przetrzymać do wiosny i wysadzić na trawniczku.  Kupiliśmy też resztę prezentów i bony zakupowe zamiast paczek dla pracusiów. No i fajnie , mamy to z głowy. Oczywiście moja domowa robota znów się rozjechała , ale trudno , nadrobię w najbliższych dniach . Dziś miałam wypisać świąteczne kartki i pomalować skrzyneczki na pralinki dla prababć . To mi jednak odpadło , bo trafiliśmy na belgijskie czekoladki w ślicznym błękitnym opakowaniu , nawet z wstążeczkami - opakowane jak prezent . Nie ma sensu przesypywać do skrzyneczek. Wykorzystam na inną okazję . 
I na tym zakończę na dziś , zmęczona jestem . 

niedziela, 10 grudnia 2017

10.12.2017 Sprawy babusine

Jest Robótka ogarnięta , prezenty zapakowane , jutro wyruszają w podróż do Niegowa . Sporo dziś miałam roboty domowej ale przynajmniej mam to z głowy. Koszul mężowskich nie muszę prasować do świąt i jeszcze trochę . Miałam zamiar poczytać , ale przyjechała wnusia , tym samym popołudnie zleciało na zabawach z nią i rozmowach z młodzieżą. Jakiś wirus dopadł nasze wnuczęta ; cała trójka kaszląca . 
Suszę skórki cytrynowe , posłużą jako jeden ze składników mojej przyprawy do pierników. Na przyszłą niedzielę wszystko musi być gotowe. 
Zakupy prawie wszystkie już mam , resztę tylko uzupełnię i właściwie możemy już świętować . Jeszcze sporo pracy przed nami , no i jak co roku inwentura ( i tu powinna polecieć stosowna wiązanka pod adresem tego co to wymyślił) . W sumie dobrze, że ten rok się kończy , bo jakiś taki dziwny był; mało zorganizowany i wszytko szło z trudem. 

sobota, 9 grudnia 2017

9.12.2017 Śnieg

no powiedzmy . Przez kilka godzin poudawało ,że pada . Nie wiem jak długo , bo wyjechaliśmy z miasta , padało całą drogę do Poznania i nawet jakieś śladowe ilości śniegu zostały na trawnikach . Reszta się rozpłynęła . Nie lubię takiej chlapy. 
Dzień dziś mieliśmy mało zorganizowany ale w sumie przyjemny . Zrobiliśmy zakupy świąteczne a to zawsze przyjemność . Jeszcze tylko bon upominkowy dla młodszej synowej , ale to na miejscu w jej ulubionym sklepie z ciuszkami. Nawet papier do prezentów dziś kupiłam ; biały w srebrne gwiazdki , zgodnie w wymyślonym na ten rok wystrojem . 
Przyniosłam też z piwnicy ( a co , zorganizowałam tę wyprawę rano ) ozdoby na biurową choinkę . Stanęło na tym ,że będzie żywa . A co , miejsca jest dość a te sztuczne , to jednak nie to . Obejrzeliśmy ich mnóstwo i żadna nam się nie spodobała.  W Ikei oprócz bonu dla starszej synowej kupiliśmy ulubiony sok ,chatkę z piernika do poskładania , dżem z malin polarnych - od dawna nas ciekawi jak to smakuje i sosy na bazie musztardy , są naprawdę smaczne . Dostaliśmy w prezencie pudełko pierniczków. Miło. 
Po powrocie przejechaliśmy po mieście w celu obejrzenia dekoracji. Piękne są . W tych samych miejscach co zwykle , ale inne . I bardzo kolorowe.
Za tydzień rodzinne pieczenie pierników. Po woli już sobie wszystko co potrzeba przygotowuję . 
Jutro robię sobie luz, żadnego pośpiechu . 

piątek, 8 grudnia 2017

8.12.2017 Męczący dzień

Z pracy wróciłam zmarnowana . Te wszystkie drobiazgi , które mnie dziś zasypały kompletnie mnie wykończyły. Wszystkim nam tak szło dzisiaj jak ... nie powiem co . Tym samym moje plany zorganizowania wyprawy do piwnicy ( tak, tak ,wyprawy , bo piwnica z drugiej strony bloku) w celu przyniesienia ozdób biurowych i kilku domowych oraz zapasu smakołyków poszły sobie , w chatkę z piernika ...  Ale co tam , za to pogadałam z przyjaciółką i to jest dużo ważniejsze.  Mężuś wrócił od klienta pół godziny temu - też mu szło byle jak, choć normalnie to taką pracę wykonuje w  4-5 godzin. 
I to by było na tyle ; znów po prostu się lenię . Głupio nie ? 

czwartek, 7 grudnia 2017

7.12.2017 Właściwie nie wiadomo

jaką mamy porę roku. Po wczorajszym deszczu i wietrze dziś było słonecznie , a powietrze łagodne jak wiosną . Zapowiadają też , temperatury na dużym plusie , przynajmniej do soboty.  A świątecznych klimatów przybywa , w mieście i u mnie w mieszkaniu.  Dzis rano , jadąc do pracy zauważyłam , że pod choinką na rynku leżą prezenty i też świecą . Skromny skwerek niedaleko największego w mieście ronda znów w nowej szacie ; jeszcze kilka dni temu leżały tam ogromne dynie , a z wielkich doniczek wysypywały się kasztany , a dziś zamienił się w polanę z choinkami i stadkiem wiklinowych jelonków. Koniecznie muszę zaliczyć jakąś wycieczkę po mieście , może w sobotni wieczór? 
Tak poza tym to zlikwidowałam dziś resztę rudo-złocistych kolorków w domu i zamieniłam na srebrne i białe , z dodatkiem szyszek i kawałków drewna i patyczków. Bo w tym roku będzie srebrno i biało w moich dekoracjach. To nie koniec , do świąt jeszcze trochę dekoracji  przybędzie . 
I póki co tym należy żyć i się cieszyć . W pracy zwyczajnie , jedna robota nam na ten rok wypadła , a właściwie została przesunięta w czasie , bo nie wyrobili się budowlańcy. My co prawda swoją część już zrobiliśmy , na drugą musieliśmy czekać aż murarze zakończą kolejny etap , ale nie zdążyli , stąd to przesunięcie , ale to nie szkodzi ; robota już zapłacona , a mamy też inne projekty do wykonania , możemy do tamtej wrócić po nowym roku. 
W Kraju coraz bardziej nie ciekawie , ale na to nie mamy wpływu. 

środa, 6 grudnia 2017

6.12.2017 Trochę zimowego klimatu

mam już w domu. Zdążyłam jednak uszyć poszewki i od razu wszystkie ubrałam ( też pokażę w swoim czasie - znaczy jak zrobię focie ) . Całość wygląda bardzo klimatycznie . Maskoty zachwyciły wnusiów i wnusię . Rodziców zresztą też i nawet dziadek stwierdził ,że powinnam uszyć ich więcej i przekazać na jakiś cel charytatywny. Może tak zrobię i przekaże na orkiestrę Jurka Owsiaka , tylko nie wiem czy zdążę na najbliższą . Jeśli nie to przecież orkiestra będzie grać do końca świata i o jeden dzień dłużej. 
Pogoda byle jaka , wcale nie zimowa ; pada , wieje i jest szaro-buro . Nawet w dzień , w moim jasnym zazwyczaj biurze musiałam palić światło. To jednak nie przeszkodziło uroczystemu zapaleniu światełek na choince . Była też parada postaci z bajek , Mikołaj rozdawał dzieciakom na rynku drobne upominki , były fajerwerki i wspólne śpiewanie kolęd. Dekoracje są śliczne. Nie widziałam ich jeszcze wszystkich , ale choinka jest zupełnie inna niż zwykle ; udekorowana serduszkami, gwiazdami i śnieżynkami. Każda z tych ozdób świeci .  I w ogóle , w tym roku jest więcej kolorów. Wybiorę się z aparatem , żeby to uwiecznić. A na razie muszę zacząć pakować drobiazgi na robótkową akcję i nie tylko.
No i tym samym jak co roku o tej porze czas sezon świąteczny rozpocząć . 

wtorek, 5 grudnia 2017

5.12.2017 Dałam radę

maskotki gotowe. Jeszcze tylko drobne wykończenie piernikowego ludka i jutro zabiorę maluchom na Mikołaja.  Wyszły ... zabawne . Trochę pokraczne i nierówne ale w sumie zabawne . No i milutkie, bo z grubego polaru. Zanim zmienią miejsce zamieszkania zrobię im fotki i w swoim czasie pokażę. Jutro mi wypadnie dzień bezrobótkowania , bo trzeba maluchy odwiedzić i prezenciki mikołajowe zawieść.  Mamy dla wszystkich kalendarze adwentowe z ulubionymi bohaterami bajek i drobiazgi zabawkowe ; dla najmłodszego drewniane mini- autka straż pożarną i policję , dla starszego swiecący samolocik z klocków , a dla wnusi świąteczne kolczyki ( w komplecie aż 6 par ) i ludzika z klocków playmobile - coś jak lego ale większych rozmiarów. W sumie drobiazgi , ale prawdziwe prezenty u nas przynosi Gwiazdor w wieczór wigilijny . Dla młodzieży po pudełku cukierków. 
A tak poza tym to trochę się dzieje. Zleceń  przybywa .Może jednak koniec roku nie będzie najgorszy. 


poniedziałek, 4 grudnia 2017

4.12.2017 Sprawy babusine

Zaczyna mi kasa schodzić z ostatnich robót . Cieszę się , bo chłopakom premię świąteczną wypłacimy , a już się zaczynałam martwić , że nie damy rady przed świętami . Zmarzłam dziś w biurze ; wczoraj a może już w sobotę skończył się gaz . Przełączyliśmy na drugi komplet butli dopiero dziś po przyjściu do pracy i trwało trochę zanim się nagrzało. Około 14.00 było już normalnie. Urwałam się na chwilę do miasta po drobne zakupy . Kupiłam wypełniacz do maskotek . Dziś przysiadłam i poprzyszywałam oczy, noski i inne ozdoby . Jutro pozszywam maskotki a potem będę wypychać. Mam jeszcze do uszycia poszewki na pozostałe 4 poduszki , na szarym tle białe śnieżynki . Uzupełnią poduszki z widoczkami, które niedawno kupiłam . Zostanie mi zapakować prezenty na robótkę , bo mam już wszystkie i wysłanie tego wszystkiego . 
Roboty przedświątecznej mam zresztą więcej i nie wiem jak uda mi się z wszystkim zdążyć . nadal doskwiera mi brak organizacji .  Takiego braku ładu i składu jak w tym roku nie miałam od dawna . 

niedziela, 3 grudnia 2017

3.12.2017 Czas ucieka

dzień zleciał szybciej niż by się chciało zwłaszcza, że pospałam dłużej niż zwykle bo do wpół do dziewiątej. Rano miałam trochę do nadrobienia domowych tematów i drobne poprawki płaszcza . Po czyszczeniu zaczął mi opadać dół , chyba puścił klej na fliselinie , ale dałam radę to naprawić . Już mi trochę chłodno w mojej kurteczce , musiałam wyjąć cieplejsze okrycie . Po obiedzie pojechaliśmy na degustację win . Jest kilka nowości i oczywiście sprawdzone od dawna , które lubimy. Wyjątkowy okazał się muscat Alexandria z południowej Afryki. To wino zawsze jest doskonałe , ale bywają roczniki lepsze i ten właśnie taki jest. Oczywiście zapasiki uzupełniliśmy. Pogadaliśmy trochę z naszą panią somelierką i znów czas zleciał . Wrócę jeszcze do tego , bo dała mi do myślenia . Po degustacji pojechaliśmy na zakupy do Jula i do M1. Nic konkretnego . W jula chcieliśmy kupić łopatę do odśnieżania podwórka i skrzynię na piach albo sól techniczną. Łopatę kupiliśmy , skrzyni niestety nie było. Poszukamy gdzieś indziej. W M1 pokręciliśmy się trochę po pasażu , Kupiłam śliczną szarą w srebrne śnieżynki  wstążkę do prezentów . Wybór niesamowity różnych świątecznych dodatków . U nas aż tyle tego nie ma. Weszliśmy też do sklepiku z herbatą . Uwielbiam te sklepiki, pięknie w nich pachnie zawsze można coś pysznego znaleźć. Kupiliśmy aż trzy gatunki ; klasycznego el grey'a , czarną o nazwie "grudniowa noc " z dodatkiem skórki pomaranczowej i goździków i "Laponia" , białą z dodatkiem żurawiny i pachnącą jak domowe ciasteczka . Właśnie popijamy "grudniową noc" . Nie mieliśmy zbyt wiele czasu , bo dziś czynne było tylko do 20.00, ale zdążyliśmy jeszcze wejść do Dauglasa . Kupiliśmy swoje ulubione perfumy. Akurat moich nie było , ale wybrałam inne tej samej marki . Trafiłam na promocję i flakonik 50ml kupiłam w cenie 30ml. 
    No i teraz wracam do tematu z rozmowy. W ramach swojej pracy nasza doradczyni win  była na Korsyce . Przywiozła z tej wyprawy biżuterię z kamieniem nazywanym tam : okiem św. Łucji".Zapytała nas czy wiemy co to jest za kamień.  Z jej opisu wygląda mi to na selenit , ewentualnie howlit , ale musiałabym zobaczyć , żeby stwierdzić co to jest , albo chociaż czym może być . Nazwa jednak nic mi nie mówi i nie znalazłam żadnych minerałów charakterystycznych dla Korsyki . Opcje więc są takie ; albo jest to jakiś lokalny minerał nie znany gdzie indziej , albo jakiś znany kamień ale występujący pod lokalną nazwą , albo ściema dla turystów.  Mam zagwozdkę , nie powiem ,że nie . Znam historię owej świętej , ale nie słyszałam nic , co by świadczyło , że ma powiązania z jakimś kamieniem ... Muszę jeszcze trochę poszperać , może trafię na jakąś wskazówkę i coś mi się uda wyjaśnić . W każdym razie zaintrygowało mnie to.  A tak a propos św Łucji , przy okazji poszukiwań kamienia , tarfiłam na ciasto o nazwie "oczy św Łucji" , rodzaj drożdżowych bułeczek , wypiekanych w Szwecji na 13 grudnia . Może upiekę ? 

sobota, 2 grudnia 2017

02.12.2017 Krótko

bo późno i po dniu z wnusią mam ochotę na dłuższy wypoczynek. Jest kochana ale energii ma tyle, że na czwórkę by wystarczyło .  Świetnie się bawiliśmy we troje z dziadkiem , robiłyśmy wspólnie kartki świąteczne i deser .
Jutro napiszę coś więcej . Idę spać .

piątek, 1 grudnia 2017

1.12.2017 Pierwsze płatki śniegu

Wirowały sobie za oknem od rana do wczesnego popołudnia . Wirowały , żaden jednak się nie uchował . W innych rejonach kraju podobno śnieżyce, opóźnienia pociągów , brak prądu i w ogóle "zima zaskoczyła " drogowców i nie tylko , a u nas jak zwykle ; bez opadów. 
       Sensacja w mieście ; w trakcie remontu wieży zabytkowej Fary znaleziono kapsułę czasu ; list z 1797 roku i drobne przedmioty typu monety i czasopisma oraz list z 1934 roku !  To naprawdę niesamowite! Znaleziska zostaną zabezpieczone , skopiowane , a następnie uzupełnione o list i coś  jeszcze ( na razie nie znane ogółowi są plany , ale się dowiem , ma się swoje wtyki w muzeum) i wrócą na wieżę . Uwielbiam takie klimaty .  
      Miasto pięknieje , dekoracji przybywa. Szykują się niespodzianki najwyraźniej , bo już zauważyłam mnóstwo nowych.
    Przykroiłam sobie maskoty dla wnucząt . Muszę jeszcze wymyślić coś dla najmłodszego , musi być równo i sprawiedliwie . Szyć będę w niedzielę rano . Miałam co prawda plany na jutrzejsze popołudnie ale wnusię nam sprzedają na popołudnie , bo jadą kupować prezenty.  W tym układzie będziemy robić kartki świąteczne i pakować prezenty na robótkową akcję . 
    Odwiedziliśmy dziś wnusiów . Podrzuciłam synowej fanty na szkolną loterię i pobawiliśmy się z maluchami . Starszy pięknie czyta . Szybko się nauczył . Jeszcze nie wszystkie literki poznali ale to co się nauczył potrafi ładnie , płynnie przeczytać . Powiedział nam też zabawny wierszyk o chorym komputerze , a dokładnie to jest jego rola w szkolnym przedstawieniu. A najmłodszy mówi znów nowe słowa i nauczył się korzystać z wc . A jeszcze dwa tygodnie temu jak byli na obiedzie korzystał z nocniczka i mówił tylko kilka słów. Szybko mu poszło. 

czwartek, 30 listopada 2017

30.11.2017 No i koniec bliski

Koniec roku oczywiście .  Jutro pierwszy dzień ostatniego miesiąca tego roku . Kiedy to zleciało ? Ale tak to już jest . Za 24 dni święta . Już , a może dopiero.  Tak czy inaczej jeszcze trzeba ostro popracować .  Długo dziś posiedzieliśmy w biurze i właściwie cały czas było coś do roboty. Nawet na pocztę nie zdążyłam pojechać . Trudno , polecę jutro z rana . 
Skończyłam gablotkę , nawet ją powiesiłam na miejsce . Wygląda całkiem ładnie w nowym anturażu. Teraz mężuś musi zostać bohaterem domu i podłączyć do prądu , żeby świeciła.  
No  i teraz już nie ma lekko ; muszę się sprężać , żeby wyrobić ze wszystkim na święta ; poszyć resztę świątecznych poszewek i maskoty dla maluchów , dokończyć dekoracje , zamówić kartki świąteczne dla klientów i dokończyć działalność na akcję Robótka , no i przygotować co trzeba na święta . Trochę tego mam na głowie . 
Książki pani Cherezińskiej jeszcze nawet nie zaczęłam czytać , chyba doczeka na tej półce świąt. 

środa, 29 listopada 2017

29.11.2017 Spraw babusinych parę

Pracy trochę przybyło , ale ogólnie nie jest tak różowo jak na cztery strony świata trąbi tv . Spadek obrotów rok do roku widoczny . Nie tylko u mnie . Z kim nie rozmawiam to twierdzi to samo ; stoją inwestycje a to się przekłada na małą ilość zleceń i niższe obroty . Co mnie jednak cieszy , to to, że rozliczyłam większą inwestycję , a w piątek rozliczam kolejną , czyli jakieś perspektywy na kasę są . 
W mieście stawiają choinki. Na rynku stanęła nie zbyt wysoka ale w obwodzie ogromna , rozłożysta i bardzo gęsta i jeszcze kilka w innych punktach miasta , równie pięknych. Przybywa też oświetlenia i nowych dekoracji. Na pewno będzie pięknie ; w końcu tytuł Wielkopolskiego Miasta Świateł zobowiązuje. No i miejscowy biznes się do tego też dokłada , co nie jest bez znaczenia. 
Po obiedzie pojechaliśmy do Gniezna na zakupy . Zwykle w tamtejszej galerii mają ogromny wybór zabawek . Tak było i tym razem . Wybraliśmy prezenty dla dzieci męża chrześniaka - przyjeżdżają na święta i dla chłopaków naszego pracusia . Dla naszych wnusiów kupiliśmy już wcześniej . Wrzuciłam też do koszyka zestaw małego minerologa , dla wnuczki , bo nasza pasja do kamieni i ją wciąga - już z wyjazdów przywozi sobie zamiast pamiątek kamienie , choć jeszcze nie do końca rozróżnia prawdziwe od syntetycznych . Wnusiu  na razie uwielbia brać je do rączki i oglądać , pewnie i on  ( a może i obydwaj) z czasem się w to wkręci , bo to zaraźliwa pasja . Tak poza tym to nic specjalnego nie kupiliśmy . Stoiska z świątecznymi ozdobami nie odpuściłam , a pzred kolejnymi zakupami obroniłam sie tylko siłą woli i zdrowym rozsądkiem. No , bo ile można mieć ozdób świątecznych , zwłaszcza, że wciąż jakieś robię własnoręcznie . Połowa zawartości piwnicy to ozdoby i dekoracje wszelkiego rodzaju. 
Temat Robótki mam już prawie załatwiony . Jeszcze kilka drobiazgów i kartki , a potem już tylko wystarczy zapakować i w drogę , do Niegowa. Przygotowałam też "fanty" na szkolną loterię dla szkoły mojego wnusia. Co roku im coś podrzucamy; drobiazgi typu myszki do kompa , pendrivy itp.
Za oknem mgła . Prognozy pogody zapowiadają opady śniegu, ale na moje to raczej nam to na razie nie grozi.

wtorek, 28 listopada 2017

28.11.2017 Iiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii !!!!!!!!!!!

Piszczę z radości !  Udało mi się kupić bilety na koncert Whitin Temptation !!!! Iiiiiiiiii!!!!!  W Poznaniu, w Sali Ziemi 26 października 2018 ! Że kawal czasu ? A co to szkodzi ! I tak zostało tylko kilka miejsc siedzących i jak bym dłużej nad tym myślała to co najwyżej na miejsce stojące moglibyśmy liczyć , a tak mamy siedzące . Cena jak na tej klasy zespół całkiem przyzwoita ; 150 zł od twarzy. Może być . W Krakowie jest Nightwish , ale to kawał drogi więc z żalem ale rezygnujemy.  Jak by się tak jeszcze Epica albo Tarja Turunen trafiły to też bym bilety kupiła. 
I to jest najważniejsze wydarzenie dnia ! A nie , było jeszcze jedno . Mój mężuś zrobił mi niespodziankę ; dziś dostałam przesyłkę ; w kopercie było małe pudełeczko a w nim śliczny komplet kolczyki i zawieszka z topazem mistycznym ! Cudeńka ! 

poniedziałek, 27 listopada 2017

27.11.2017 Poniedziałkowo

zimno , zaledwie 1 stopień na plusie , ale w końcu mamy koniec listopada więc jest jak być powinno.  Dzień miałam pracowity , mnóstwo pisania i załatwiania różnych drobniejszych i większych spraw. Mężuś w delegacji . Chłopaki robią swoje .
Kupiłam dwa rodzaje polaru jasno i ciemnobrązowy . Będę szyć maskotki. Pomysł już mam , teraz muszę jakoś rozrysować wykrój. Popracowałam też nad dekoracjami świątecznymi i naprawą gablotki . Średnio mi ta gablotka wyszła , ale braki uzupełniłam i o to chodziło. Na razie innej opcji nie ma . lepiej nie będzie . Wyglądam jak malarz pokojowy , cała ochlapana farbą . Do takiej roboty zakładam robocze ciuchy więc mi to nie przeszkadza . Pomalowałam też przywiezione latem z Kaszub kawałki drewna . Całkiem udanie imitują brzozowe klocki. Mogłam znaleźć prawdziwą brzozę , ale wnusia jest na brzozę uczulona więc na wszelki wypadek wybrałam drewno iglaste , choć pewnie drewno jako takie nie uczula a tylko kwiatostany. Miałam też kilka gałązek modrzewia . Te opryskałam srebrną farbą w sprayu . Przydałaby się też biała , ale nie spotkałam w sklepie .  I tak mi ten samotny wieczór mija .
Przyszło zaproszenie na świąteczną degustację win. oczywiście skorzystamy i zapasy uzupełnimy.
I na koniec obiecane  fotki stołu .

Dekoracja właściwie z niczego ; szklane pojemniki na świeczki- podgrzewacze , stare plastikowe korale i 

niedziela, 26 listopada 2017

26.11.2017 Spokojnie

i bez zbędnego pośpiechu . Zdążyłam posiedzieć sobie w wannie, upiec chlebek i placek drożdżowy i  przygotować podwieczorek ; nic szczególnego cisto , kawa , owoce i winko. W planach miałam też kolację , ale nie mogli dłużej zostać . Kolega właściwie po raz pierwszy wybrał się w podróż dłuższą niż pół godziny od czasu operacji kręgosłupa i nie zbyt dobrze to zniósł . Ma jakieś powikłania . Cieszę się jednak ,że mogliśmy się spotkać  i pogadać , choć jak zwykle chciałoby się dłużej. Ciekawostka ; dekoracja się podobała .  Atrapa kominka mojego pomysłu też . Po raz pierwszy widzieli ją nie na zdjęciu a naprawdę , z płonącymi świeczkami . Deser się udał , nawet lepiej niż się spodziewałam i był pyszny. 
A poza tym przygotowałam mężusia na jutrzejszy wyjazd pod Wrocław . Szkoda ,że jedzie tylko na dwa dni , bo gdyby jechał na dłużej to bym namówiła chłopaków , żeby mu jaskinię odświeżyli . Jeszcze się okazja trafi . 
Obmyśliłam już jak uszyc maskotki , o które prosiła wnusia i wnusiu. Jutro lecę do miasta po materiał. Coś z tego będzie. 

sobota, 25 listopada 2017

25.11.2017 Podpadnę

mojej przyjaciółce , ale wymyśliłam stół biało - szaro-czarny . Z użyciem kamieni i świeć oraz czarnych serwetek i świątecznej zastawy z czarnym wzorem . A podpadnę bo nie lubi czarnego koloru nawet w formie dodatków . Ciągle mi marudzi ,że ubieram się na czarno. Ale jak lubię mroczne klimaty a czerń jest fascynująca więc na pewno się z nią nie rozstanę . W swoim czasie pokażę co wymyśliłam. 
Tak poza tym , to ogarnęłam chatkę , zrobiłam zakupy ( akurat nie w tej kolejności ) odebrałam płyty i tylko po avon nie zdążyłam . Trudno , odbiorę w poniedziałek. Pzrygotowałam też sobie deser na jutro , znaczy bazę do deseru z nasion chia . Jeszcze nigdy nie robiłam , więc jak coś nie wyjdzie to mam w zanadrzu plan B czyli owocowe tiramisu . Jutro upiekę cisto drożdżowe i jakiś chlebek , a zapas wina jak zawsze mamy pokaźny więc spotkanie na pewno będzie udane . 
Popołudnie poświęciłam na ratowanie gablotki od kamieni i jak na razie wygląda na to, że się uda , choć może idealne nie będzie . Więcej z tym roboty niż myślałam na początku , ale chyba dam radę . 
Jako podkładu użyłam farby do szkła , po wyschnięciu nałożyłam warstwę zwykłej farby akrylowej do decoupagu . Niestety wyszły przy tym nierówności z podkładu . Ta farba do szkła jakaś dziwna się okazała , nie równo się nakłada . Będzie trzeba domalować jeszcze z dwie warstwy akrylu. 
Aha , nowy album Bleckmore's Night jest super. Na pierwszej płycie są najlepsze utwory z wszystkich wydanych płyt ( z okazji 20-lecia ich istnienia ) , na drugiej też kilka kawałków z płyt i wersje instrumentalne . Świetne , z przyjemnością słuchałam przy pracy.

piątek, 24 listopada 2017

24.01.2017 Czarny piątek

Takiej ilości reklam i propozycji zakupów po obniżonych cenach nie dostałam jeszcze nigdy .Dosłownie nas zasypywały ; od sklepu z włoską odzieżą , książkami, butami , elektroniką po kamery czyli naszą działkę zawodową . Ale nie ze mną te numery ; kupuję wtedy , gdy czegoś potrzebuję , żadne "czarne piątki " na mnie nie działają . Parking pod naszą galerią zawalony po brzegi, nawet nie udało mi się wjechać po odbiór płyt z empiku . A skoro mowa o potrzebach , muszę sobie jakąś torebkę do pracy kupić, taką trochę w sportowym stylu . Moja ponadczasowa , skórzana torebka , licząca sobie lat 20 z okładem i to sporym żywot swój kończy . Może uda mi się ją naprawić , znaczy się rymarz naprawi , choć nie wiem czy ten warsztat jeszcze jest . Szkoda ,że się sypie , bo ją lubiłam i służyła mi długo i wiernie . 
Po południu pojechaliśmy na  do lidla . Jutro mam z głowy większe zakupy. Zostanie mi tylko pieczywo , zieleniak i sklep z wędlinami. No i chyba jednak będę musiała pojechać drugi raz , po te płyty i mam kosmetyki u konsultantki avonu do odbioru a ona otwiera swój sklepik o 9.30. Mężuś jedzie do biura programować sprzęt na robotę pod Wrocławiem , żeby na miejscu mieć mniej do zrobienia. Spotkanie ze znajomymi u nas . Już się cieszę i obmyślam co przygotuję i jak nakryję stół ( tego jeszcze nie obmyśliłam, może coś z użyciem kamieni?) . W tym układzie remontu korytarzyka przy sypialni nie zaczynamy, żeby bałaganu nie było. 

czwartek, 23 listopada 2017

23.11.2017 Rozgadany dzień

w pracy. Drzwi się nie zamykały . Ale nie co dzień wpada tylu gości . Można czasem i na luzie popracować . Będę nadrabiać , ale co mi tam . Nie po raz pierwszy.  Dostaliśmy kolejne zamówienie, też dość spore . I nawet na nasze terminy się nie wykrzywiali. 
Mężuś jeszcze u klienta , a ja jakoś nie mogę się zmobilizować do konkretnego działania . Ot takie najpotrzebniejsze domowe sprawy i na tym koniec. 
Zamówiłam sobie wczoraj najnowszą płytę Bleckmore's Night i przy okazji drugi egzemplarz  dla przyjaciół . Szybko mi załatwili . Już dziś dostałam sms-a ,że mogę odebrać w miejscowym empiku.  Na niedzielę zmawiamy się ze znajomymi , ale na razie decyzje nie zapadły czy u nas czy u nich . To zresztą nie ważne ; liczy się spotkanie . 

środa, 22 listopada 2017

22.11.2017 Sprawy babusine

Sezon świąteczny w pełni - zamówień coraz więcej . I dobrze , może choć trochę  odrobimy zastój z pozostałych miesięcy. Oczywiście za pięknie być nie może i zawalają zamówienia co poniektórzy. 
Z innych tematów , to zamówiłam parę drobiazgów na Robótkę , reszty poszukam na miejscu.  W domu zabrałam się za uszycie pachnących lawendą torebek . Sporo tego wyszło , będę rozdawać jako prezenty. Szafa pachnie ,że aż miło. 
Zaszaleliśmy dzisiaj; w lidlu było mnóstwo drewnianych zabawek . Kupiliśmy więc na prezent dla najmłodszego wnusia. Dla starszego mamy już od dawna klocki lego -technic ; dziadek zbierał zestawy odkąd mały się na świecie pojawił . Technic to jednak seria dla starszych dzieci od 7 lat w zwyż . Tyle to wnusiu jeszcze nie ma , dopiero skończy w lutym , ale to już blisko więc klocki może dostać . Dla wnusi mamy też lego , ale z superbohaterką . Czyli prezenty dla wnucząt już mamy . Ale to jeszcze nie wszystko . Przechodziłam dziś koło sklepu ogrodniczego i oczywiście zajrzałam , bo tam już bardzo swiątecznie ; choinki , światełka, bombki i wszystko co tylko można sobie zamarzyć . Zmienił się personel w sklepie , jest więcej kobiet i od razu to widać po wystawach. Zadbane , zmieniają się wraz z porami roku i przyciągają wzrok. Oczywiście nie odmówiłam sobie zakupu i gdyby nie głos rozsądku to kupiłabym ich drugie tyle. Oczywiście wszystkie szklane. Tym razem same białe i biało- srebrne . Są naprawdę śliczne . Na pewno jeszcze coś dokupimy , bo my tak mamy . Kupujemy szklane , bo mają się potłuc , żeby było miejsce na nowe. Tyle, ze jakoś słabo się tłuką przez co mamy całą górę ozdób choinkowych , których nawet już wszystkich naraz nie zawieszamy na choinkę , bo się nie mieszczą. Wypatrzyłam śliczne białe drzewko z lampkami diodowymi i od razu mi się dekoracja w biurze zwizualizowała. Nawet zrobiłam fotkę , ale nie wiem co na to ta nasza młodzież . Czy będzie chciała taką nowocześniejszą ozdobę czy raczej tradycyjną . I znów wyszło o świętach ... Ja jednak mam kota na tym punkcie.  

wtorek, 21 listopada 2017

21.11.2017 Robótkuję

intensywnie . Wczoraj zagospodarowałam jedno pudełko , teraz schnie a jutro będę ozdabiać . Zrobiłam też kilka zawieszek choinkowych , mam w planach zagospodarowanie wysuszonej lawendy z mojego ogródka , bo mi pojemnik zalega w szafce kuchennej i wciąż go przestawiam z miejsca na miejsce. To akurat pójdzie szybko , bo woreczki z kawałków materiału szyje się szybko .  No i muszę coś wymyślić ,żeby babciowe zadania zrealizować . Po woli zaczyna mi koncepcja świtać ; na takie maskoty będzie sie nadawać polar i kolorowy filc.  
W pracy jak zwykle. Trochę się dzieje.  W tym tygodniu jeszcze mężuś pojedzie na zlecenie aż pod Wrocław. Na razie czekamy na sprzęt i szukam w okolicy noclegu , co nie jest trudne. Kilka lat temu był z tym większy problem .
Miasto po woli ubiera się w świąteczne szatki. Na drzewach w centrum zawisły już sopelki . Stopniowo będzie dekoracji przybywać. Wszystkie rozbłysną światłami 6 grudnia. 

poniedziałek, 20 listopada 2017

20.11.2017 Jak to się zmienia punkt siedzenia

Tak mi się dziś nasunęło , kiedy szykowałam wypasionego laptopa dla jednej naszej klientki . Dawno temu , była germanistką w naszym LO. Groźną , ale i lubianą przez młodzież panią profesor , synową znanego w okolicy i w kraju (niemalże udzielnego władcy) dyrektora wzorcowych PGR-ów . Mój mąż zawdzięcza jej  bardzo dobrą znajomość języka niemieckiego. Mnie akurat nie uczyła , bo ja zgłębiałam tajniki francuskiego i klasycznej łaciny oraz jak cała reszta uczniów rosyjskiego . Nikt z nas nie odważył się do niej zwracać inaczej jak pani profesor. Na przełomie lat 80-tych i 90-tych podobnie jak my wzięła sprawy w swoje ręce i rozkręciła sprzedaż . Jej ryż polecają niemieckie książki kucharskie ( mam przedruki Dr. Oetkera - widziałam czarno na białym) . Podobnie jak my prowadzi firmę z synem i córką mniej - więcej w wieku moich chłopaków . Do mnie zwraca się pani Haniu , do męża podobnie zdrobnieniem imienia, moim chłopakom mówi na ty , podobnie jak my zwracamy się do jej dzieci , na ich własne życzenie zresztą . Szczególnym jej ulubieńcem jest nasz starszy synalek . My do niej zwracamy się "pani Olu" - kiedyś nie do pomyślenia a i nie do wszystkich klientów dziś można mówić prawie po imieniu-   i żeby było zabawniej podzielamy zainteresowania z jej dziećmi ; muzykę rockową i kamienie . Tym ostatnim ,córka pani Oli zaraziła się ode mnie , a zaczęło się od bransoletek z kamieni , które zauważyłam na jej ręce i ją zagadałam. Najpierw się zdziwiła , że wiem z jakich są zrobione, potem dodała ,że dostała od przyjaciółki , która robi taką biżuterię a potem już poszło . Gadałyśmy i gadałyśmy. W efekcie tego gadania córka pani Oli zaczęła zbierać kamienie .  Ale układ nie jest tak do końca prosty, bo mimo wszystko najpierw są sprawy służbowe jak ten laptop.  Aha , odkąd jesteśmy babciami , to sobie z czasem z panią Olą pogawędkę jak babcia z babcią utniemy . W sumie jedne z milszych kontaktów służbowych. Są i inne , też wykraczające poza służbowe ale akurat ten ma długą historię . 
Tak poza tym jak zwykle . Podciągam robótki domowe , bo to już blisko do sezonu świątecznego , dekoracje konieczne , drobne remonty domowe też trzeba dokończyć i o Robótkę 2017 zadbać ; tu akurat już zaczęłam . 
Kupiłam piękne poszewki na jaśki , z zimowymi wzorami . W swoim czasie się pochwalę . 

niedziela, 19 listopada 2017

19.11.2017 Ogarnęłam

ogromny garnek rosołu i górę makaronu. I tak ugotowanie tego wszystkiego zajęło mi kilka godzin. Rosół jak to rosół , sam się gotował , ale z tym makaronem to robota była. Rodzinka się objadła po uszy . I nawet trochę zostało . Będzie obiad na jutro.  No i mam nowe zadania babciowe; jednak moje dzieciaczki lubią babcine zabawki , dostałam zlecenia na piernikowego ludzika , reniferka i króliczka .
Tak poza tym to młodzież dość wcześnie sobie poszła , bo dzieciaki jutro do szkoły idą . W tym układzie zabrałam się do robótkowania . Mam jeszcze kilka pudełek do zagospodarowania i jedno właśnie zaczęłam ozdabiać . Co wyjdzie , to się okaże .  
No i zleciała nam niedziela . Wieczór kończymy przy pysznym winku i pachnącej herbatce. 

sobota, 18 listopada 2017

18.11.2017 Zwyczajna sobota

jak każda pod znakiem spraw domowych.  Zaspałam dziś mocno . Nad ranem obudził mnie ból głowy , a potem jak zasnęłam to spałam prawie do ósmej.  Zakupy poszły mi szybko, jakoś trafiłam, że nie było w sklepach ludzi i nawet na poczcie poszło mi szybko. Miałam kilka listów do wysłania .
Potem też jak zwykle; sprzątanie, przepierki , obiad. Mężuś pojechał do klienta . Na popołudnie zapowiedziała się Szwagroska z teściową , co nie zupełnie po moje myśli wyszło , bo miałam w planie wyrób makaronu do jutrzejszego rosołku.  Jakoś ogarnęłam ; ciasto się wyrabiało w mikserze, musiałam tylko co trochę załadować nową porcję . Na płatki rozwałkowałam w maszynce , nakładką do lazanii , resztę musiałam już ręcznie . Mam co prawda też nakładkę do nitek , ale to jednak nie całkiem mi pasuje. Makaronu wyszła góra . Zrobiłam z 2kg mąki. Tym razem nie powinno zabraknąć. Zwykle marudzą , że za mało, bo to moje bractwo zjada makaron z rosołem a nie rosół z makaronem. 
Wczoraj byłam u matki . Coś jednak nie do końca jest w porządku z tym jej telefonem , bo znów dostaje płatne sms-y i nabiło jej rachunek na ponad 60 zł , a powinna płacić 29,00. Musze to sprawdzić i wyprostować. O dziwo tym razem pamiętała , że ma zapłacić za prąd . Znów musiałam jej tłumaczyć o co chodzi z tym długiem na mieszkaniu  i wyglądało na to , że  załapała , ale kto ją tam wie? No i posprzątała sobie w kuchni. Nie wiem , czy ściemnia i udaje bezradną staruszkę czy faktycznie ma już zaniki pamięci . 
Kiedy wjeżdżałam pod matki blok , wprost pod koła wszedł mi śliczny , mały jeżyk. Zobaczyłam go w światłach i na szczęście zdołałam zahamować . Poczekałam aż potupta sobie dalej i dopiero potem wjechałam na parking. Bardzo lubię jeżyki. 
No i w końcu udało mi się ściągnąć fotkę z autografami profesorów  i moje jesienne drzewko .

 O proszę : w całej okazałości :



I jeszcze książka panów profesorów i zaproszenie 


A tu taki późnojesienny akcencik - bardzo lubię takie drzewa bez liści

piątek, 17 listopada 2017

17.11.2017 Raz kozie śmierć - wrzucam ( uwaga wpis bardzo długi )

Ja obywatelka
Ja obywatelka naszego pięknego Kraju , jeszcze nie tak dawno powiedziałabym rozwijającego się , przyjaznego , gościnnego , pełnego uśmiechających się ludzi , dziś ponurego , podzielonego na lepszy  i gorszy sort stanowczo, mówię nie . Nie po to w latach 80-tych ludzie walczyli o lepsze jutro , w 90-tych ciężko na lepsze jutro pracowali - kosztem wielu wyrzeczeń, w 2- tysięcznych zmagali się z kryzysem i umacniali naszą pozycję w Europie i świecie, żeby teraz pod koniec drugiej dekady XXI wieku patrzeć jak ich wieloletni wysiłek , ich krew pot i łzy idą na zmarnowanie . A idą i to szybko . I mnie , która w jakimś niewielkim stopniu w tym uczestniczyłam ( jak tylko zaczęły padać hasła o braniu spraw w swoje ręce , nie namyślając się długo - wzięliśmy , zanim jeszcze ogłoszono ustawę o wolności gospodarczej , a to łatwe nie było)  czarna rozpacz ogarnia , gdy widzę co się dzieje. Od zawsze wiedziałam , że nasze pokolenie będzie tym straconym ale , że to nie pójdzie na zmarnowanie , że na tych podwalinach , budowanych przez moje pokolenie na szaberplacach Berlina , Wiednia czy Sztokholmu , polowych łóżkach na bazarach ,podejrzanych samochodowych giełdach i firmach , gdzie meble pamiętały czasy Gomółki a dla poprawy  efektu odmalowano je własnoręcznie zaś  w zimie zamarzała woda w wazonach do kwiatów wyrośnie z czasem dobrobyt nasz – obywateli i Kraju. Wierzyliśmy w to szczerze , inaczej nie udałoby się przetrwać . W wyżej opisany sposób zaczynała zdecydowana większość firm, szczególnie takich jak nasza , rodzinnych. Nie zmogła nas 4 -cyfrowa inflacja , 66 punktowe oprocentowanie w bankach , kolejne kryzysy światowe ; obiecywano nam obniżki podatków i obietnic tych nie spełniano , bo kryzys , bo brakuje na ratowanie kopalń i stoczni , bo kolejne grupy zawodowe wychodziły na ulicę upominać się o swoje , bo jakaś klęska żywiołowa i tak dalej.  Cóż zaciskaliśmy zęby . I wszystko po to , żeby dziś kiedy dobiegamy po woli wieku , w którym należałoby się cieszyć swoimi osiągnięciami, patrzeć jak nasz własny rząd wszystko to niszczy . Niszczy perfidnie i z upodobaniem , w myśl jakiejś piekielnej strategii , w imię fałszywie pojętej sprawiedliwości społecznej i jeszcze bardziej fałszywie pojętego patriotyzmu – nadużywając tego pojęcia i je deprecjonując . Bo cóż to jest ta sprawiedliwość społeczna ? Nie ma i nie było czegoś takiego i nigdy nie będzie . Ten termin  powstał w umysłach utopistów . Jedyna sprawiedliwość to równe dla wszystkich szanse rozwoju i równe prawo . Reszta zależy od własnej chęci , inwencji , pomysłu , kreatywności , zapału do pracy , zdolności , przebojowości i sprytu . Może i trochę też szczęścia .  Pomagać i chronić należy tylko chorych i niepełnosprawnych i seniorów powyżej 75 roku życia. Reszta z powodzeniem sama sobie poradzi . „Sprawiedliwość społeczna” to jednak bardzo chwytliwe hasło. Można je dolepić dosłownie do wszystkiego i wykorzystać przeciw komuś lub czemuś . To jednak jest inna bajka . Zmierzam do tego ,że od 11 listopada gryzie mnie i uwiera słowo „patriotyzm” . Patrzyłam na wiadomości i oczom nie wierzyłam ; marsz tak zwanych patriotów – z racami , pochodniami , krzyżami , hasłami wzywającymi Boga i NAZISTOWSKIMI – tak nazistowskimi transparentami i hajlowaniem .Do tego zakryte  twarze i nienawiść w oczach. Marsz z pełną aprobatą rządzących i prezydenta .W Kraju z takim doświadczeniem II wojny światowej i - tak, miał rację polityk z UE – 300km od Auschwitz- Birkenau . A żeby tego było mało , u nas w Poznaniu spotkali się szef narodowców z szefem jakiegoś ugrupowania faszystowskiego z Włoch . Na tym spotkaniu szef narodowców wystąpił z biało – czerwoną opaską ze znakiem Polski Walczącej (sic!). Przejaw skrajnej głupoty i gigantycznego braku wiedzy historycznej . I takie "coś" mieni się polskim patriotą , jednocześnie innym odmawiając polskości. Na szczęście mamy mądrego prezydenta stolicy Wielkopolski i pogonił bandę narodowców z Poznania . Nasłał na nich policję , a ich zgromadzenie uznał za nie legalne , o co bardzo się oburzył jeden z naszych posłów wspierających obóz rządzący. A niech się oburza i donosi gdzie mu się podoba. Patriotą nie jest dziś ten co biega po ulicy w koszulce z napisem „śmierć wrogom ojczyzny „ i kijem bejsbolowym z nadrukowanym polskim orłem , wykrzykując o wieszaniu Syjonistów, a za razem nie umie się  poprawnie wysłowić po polsku i nie zna historii swojego kraju ,ale ten co pracuje i płaci podatki ,nie wyciąga rąk po socjal i daje krajowi  od siebie tyle ile może, przyczyniając się jako ten maleńki trybik w maszynie ,do jego rozwoju.
W świetle tego na co patrzę od ponad dwóch lat i co wybuchło z niebywałą siłą w postaci nienawiści i ksenofobii w nasze narodowe święto szóstka eurodeputowanych , którzy głosowali za przyjęciem rezolucji na temat praworządności w naszym Kraju urasta w moich oczach do rangi , jeśli nie bohaterów , to ludzi wielkiego honoru i odwagi przynajmniej . Jako jedyni potrafili dostrzec gdzie jest nasz prawdziwy interes narodowy ,zawalczyć o  naszą pozycję w Europie i Unii na przyszłość  i wyjść poza interes partyjny wiedząc z pewnością jaka się na nich osobiście wyleje fala nienawiści i to, że ucierpi na tym też ich partia jako taka. Reszta albo milczała mając na uwadze interes partyjny , albo  w ogóle umyła ręce i nie wzięła udziału w posiedzeniu , albo tchórzliwie uciekła z sali obrad.  Niestety to oni, tych sześcioro opluwanych dziś i zalewanych falami pomyj przez wszystkie media , rządzących i zwykłych ludzi, okazali się patriotami, nie ci , którzy opluwali i podpalali włosy kobietom we Wrocławiu i wykrzykiwali „Polska dla Polaków” .

A konkluzja tych moich myśli jest taka ; nie czuję się już patriotką , nie chcę obchodzenia świąt państwowych , bo święto zawłaszczyli pseudo – patrioci i kibole, rozczarowały mnie lata pracy , bo widzę jak potencjał i zaangażowanie mojego pokolenia  runął i został podeptany , nie wierzę  instytucji państwa widząc jak samo państwo łamie prawo i nie przestrzega konstytucji , jak szarga się wszelkie świętości i autorytety , nadużywa imienia Boga  a wiarę wykorzystuje zbijania kasy i do siania nienawiści , jak bezcześci groby i pamięć zmarłych  . Nie mam ochoty uśmiechać się do ludzi wiedząc ,że odmawia mi się polskości, nazywa gorszym sortem i lewactwem ( cóż to właściwie jest lewactwo , czy ktoś , kto wciąż odmienia to słowo we wszystkich przypadkach zna jego słownikową definicję ?) , bo patrzę w przyszłość i doceniam dorobek minionych blisko 30 -tu lat budowania wolnego Kraju a nie żyję zaszłościami historycznymi , jakimś irracjonalnym poczuciem dumy z dziejowej klęski , która ma nas czynić lepszymi od innych . Nie chcę dożywać starości w oblężonej twierdzy pod okiem i uchem „wielkiego rządowego brata „ nie chcę żeby mnie i moim bliskim urządzał ktoś życie według swojego mniemania , że wie lepiej, nie chcę pomników , czczenia klęsk  i poczucia, że wróg czyha u naszych bram  . Nie chcę i już , to nie mój klimat, nie moja bajka , nie ! Ja obywatelka mówię nie . 

czwartek, 16 listopada 2017

16.11.2017 Sprawy babusine

Zagotowało się dziś w biurze . Właściwie to nic dziwnego o tej porze roku. Wszystko przez nadmiar zleceń. Tak w ogóle to dobrze,że jest tyle zleceń , tylko ,że się spiętrzyły . Ostatecznie jeden problem nam odpadł , a właściwie się pomniejszył . Dogadaliśmy się na inne terminy. 
Na po południe miałam inne plany , zamierzałam pojechać do matki ogarnąć jej sprawy , ale podrzucili mi wnusię . Syn miał jakiegoś popołudniowego klienta , a synowa szła na wywiadówkę . No i zleciało. Będę musiała wybrać się jutro , choć też planowałam co innego . No i system się posypał ; makaron do niedzielnego rosołku będę produkować w sobotę a miałam podciągnąć robótkowanie . Ja już chyba w jakimś normalnym porządku funkcjonować nie będę . Zmienia się wszystko z prędkością światła. 
Spisałam sobie tytuły książek , które chciałabym dostać od Gwiazdora ; wyszło aż 6 pozycji . Do wyboru oczywiście. Bliżej świąt podrzucę synowym , żeby im ułatwić życie. 
Jakoś mi dziś pisanie nie idzie więc ciąg dalszy jutro.

środa, 15 listopada 2017

15.11.2017 JEST ROBÓTKA !!!

Ogłaszam wszem i wobec i każdemu z osobna . Kto chętny może dołączyć . Pensjonariuszom Domu Pomocy w Niegowie naprawdę nie wiele potrzeba ; tylko trochę radości na święta . Wszystkie szczegóły można znaleźć na  www.dpsniegow.pl a szczegóły tegorocznej Robótki  na jestrobotka.blogspot.com . No i oczywiście  wstawiam  tegoroczną chorągiewkę robótkową 



A co poza tym ? Jak zwykle ; sporo pracy , koniec roku trochę się rozkręca i dobrze , bo kasa potrzebna a rok nie był za ciekawy pod tym względem .Policja staje się u nas częstym gościem.  Znów dziś przyszli po dane z monitoringu.  Po południu pojechaliśmy na nie wielkie zakupy , nic specjalnego , sama spożywka , ale trzeba było uzupełnić zapasy , zwłaszcza, że w niedzielę rodzinka na rodzinny rosołek przychodzi. 
W przybiurowym ogródku zakwitł mi barwinek . Tak tak, nie pomyliłam się ; te małe niebieskie kwiatki , które kwitną zwykle na Wielkanoc . Jakieś dziwactwo pogodowo - przyrodnicze . 
Produkuję świąteczne drobiazgi. 

wtorek, 14 listopada 2017

14.11.2017 Wpis miał być jak zwykle

o naszych codziennościach . Jednak dziś sobie podaruję ;dostałam  bardzo smutną wiadomość od mojej Przyjaciółki . Trzymaj się Kochana , myślimy o Tobie. 

poniedziałek, 13 listopada 2017

13.11.2017 I znowu dzień " do góry nogami"

Jak to u nas często bywa. Tym razem nie zaplanowany wyjazd do Poznania . Klient zadzwonił ,że potrzebuje naszej interwencji , ale już nie odwołał jak sprawa wróciła do normy . Pojechaliśmy na próżno. W tym układzie pojechaliśmy coś zjeść do Ikei - bo blisko i w miarę dobre jedzenie . Sprawdziliśmy czy mają ramki , które niechcący zniszczyliśmy przy remoncie . Nie mieli . Kupiliśmy więc kilka świec - niesamowitych , w kształcie kryształów górskich ( a może to mają być bryłki lodu ? ale wyglądają fantastycznie) . No i to tyle . Wróciliśmy . Po drodze jeszcze wstąpiliśmy do lidla po chleb i kilka najpotrzebniejszych rzeczy.  W trakcie tej przejażdżki zadzwonił jeszcze znajomy , ze potrzebuje kable. Uszykowaliśmy . Na szczęście nie trzeba było po nie jeździć do firmy, bo mieliśmy w garażu . Przyjechał odebrać parę minut temu. 
Oglądam wiadomości i własnym oczom nie wierzę . Nigdy więcej świętowania Dnia Niepodległości. , bo sobota 11.11.2017 to już nie był Dzień Niepodległości - sobota 11.11.2017 to był dzień nacjonalizmu . To jest przerażające . Tylko tyle można napisać . Widać doświadczenie II wojny niczego Polaków nie nauczyło . A najgorsze jest to , o czym już kiedyś pisałam: przyzwolenie i relatywizowanie. Nasi rządzący uważają , że nic się nie stało i bagatelizują . 

niedziela, 12 listopada 2017

12.11.2017 Świętowania ciąg dalszy

Tym razem u starszej młodzieży. Obiadek był pyszny . Obie moje synowe świetnie gotują. Wnusia ucieszyła się z prezentu  , czyli smoka o imieniu Wichura i Astrid - bohaterki z bajki o obrońcach Berg . Pośmialiśmy się , pogadaliśmy. Dzieciaki świetnie się razem bawiły najpierw w obrońców Berg a potem w przebieranki. Najmłodszy załadował do wiklinowego wózeczka wnusi dwie laleczki i największego micha i jeździł po mieszkaniu, a od czasu do czasu zaglądał do klatki z króliczkiem. 
Przy okazji ustaliłyśmy z dziewczynami co z prezentami na Gwiazdkę ; dla mnie książki ( listę do wyboru dostarczę ) , dla starszej synowej bon do Ikei , dla młodszej do sieciówki z ciuchami , dla młodszego synalka bon do le roy , albo innej castoramy , bo dorabianie tarasu w domku letniskowym planuje, a dla starszego gotówka , bo jeszcze nie znamy sklepu żeglarskiego, który by oferował bony a on teraz ulepsza motorówkę . Dla mężusia nie wymyśliłyśmy - ja proponowałam kurację antynikotynową , w każdym razie hasło rzuciłam. Dla dzieci na pewno coś fajnego znajdziemy . 
Mój mężuś też już żyje świętami . Zapytał mnie dziś co bym chciała na Gwiazdkę ! Zwykle przypomina sobie tydzień przed świętami. A jak go znam to jak tylko znajdziemy chwilkę wolną to wyciągnie mnie na zakupy świąteczne. 
Póki co , rodzinne imprezy mamy zaliczone , przed nami jeszcze parę drobnych remoncików i ulepszeń w domu , no i produkowanie świątecznych dekoracji.

sobota, 11 listopada 2017

11.11.2017 Św. Marcin - powinno być patriotycznie

ale nie będzie . Trzęsie mnie na samo słowo patriotyzm. Postarała się ekipa odgórnie niejako . Pracuję i płacę podatki i jak na jedną rodzinę to tego patriotyzmu wystarczy . Wolimy świętować Św. Marcina i objadać się rogalami . Rzeczony Święty na białym koniu nie przyjechał , co zapowiada marną zimę , ale pogoda oszalała ostatnio i najlepsza prognoza to wyjrzeć przez okno i popatrzeć na termometr. Przepowiednie słabo się ostatnio sprawdzają . 
Świętujemy więc sobie od rana ; najpierw przedpołudniowa kawa latte i rogale , potem świąteczny obiadek , a potem imieninowy podwieczorek i kolacja u młodszej młodzieży . Imieniny obchodził dziś najmłodszy wnuczek, jutro wypadają imieniny jego taty więc takie podwójne święto. 
Jutro idziemy na obiad do starszej młodzieży i od razu na urodziny wnusi , które wypadają w poniedziałek , ale oczywiście to dzień pracy i szkoły więc raczej świętowaniu nie sprzyjają . 
     A tak poza tym stwierdziłam , że czerwona suknia powinna się znaleźć w szafie każdej kobiety . Ubrałam dziś mój niedawny nabytek i co ? Zauważył ją nawet mój starszy synalek , który normalnie nie zwraca uwagi na to , co kto ma na sobie ...
No i wiem , obiecałam się pochwalić autografami profesorów , ale jakoś nie wyrobiłam z obróbką zdjęć . 
   Mamy nowe muzyczne odkrycie ; wirtuoz gitary klasycznej Igor Prasnyakov .  Fantastycznie gra najróżniejsze kawałki - od Lambady i motywu z Piratów z Karaibów po muzykę dawną . 

piątek, 10 listopada 2017

10.11.2017 Nazbierało się znów spraw babusinych kilka

W pracy jak w pracy . Raczej zwyczajnie , a dziś specjalnie wiele się nie działo , bo to piątek przed weekendem świątecznym i wszyscy już o świętowaniu a nie o pracy myśleli. Wczorajsze prezenty w postaci rogali świętomarcińskich zostały pożarte co do okruszka. 
Zerwałam się na chwilę przed końcem pracy i poszłam na małe zakupy do osiedlowego sklepiku. Kupiłam to co potrzeba ale na rogale z białym makiem już się nie załapałam , ostatnie dwa kupiła młodzież przede mną . No trudno się mówi , będą z ciemnym . Te z białym mieliśmy z prezentu . Bo prawdziwy rogal świętomarciński musi być wypełniony białym makiem . 
Na wieczorze autorskim profesorów Bralczyka i Markowskiego byłam sama . Mężusiowi niestety nie udało się odwołać wizyty u klienta . Było warto . Pokazali wielką klasę i profesjonalizm , gdy chodzi o znajomość języka polskiego i pokazali jak świetnie można się bawić słowami i ich znaczeniem . Przy okazji dowiedziałam się paru ciekawostek językowych , na przykład takiej , że słowo "żółć" jest 100% polskim słowem , z prostej przyczyny : składa się w całości z polskich znaków . Na co dzień do głowy by mi to nie przyszło , choć przecież posługuję się tymże słowem . Mówili też o tym jak słowa ewoluują i nabierają nowych znaczeń . Wejście było dość niemrawe , ale już po 10 minutach cała sala słuchała ich z niekłamaną przyjemnością . Na koniec wręczyli nagrody laureatom 15 -tego dyktanda wrzesińskiego . Zgarnęłam kartkę z tekstem tegorocznego dyktanda; naprawdę trudny tekst.  Po spotkaniu można było kupić książkę  "Trzy po 33" autorstwa obu profesorów oraz nieobecnego na spotkaniu profesora Miodka . Kupiłam a jakże i nawet mam podpis z imienną dedykacją . Pochwalę się fotką przy czasie.  Oczywiście połowa gości na sali to znajomi. 
A jutro poświętujemy na imieninach u młodszego synalka i najmłodszego wnusia . Na świąteczny obiad zrobię po wielkopolsku; kaczkę z pyzami i modrą kapustę . Właściwie powinna być gęsina zgodnie z tradycją ale w tym roku w sklepach tylko gęsi w całości sprzedawali , a całej gęsi to my nie zjemy . Kupiłam porcje kaczki , taką na jeden obiad. Przyprawię ,obsmażę , podleję czerwonym winem , dodam kilka kawałków jabłka i gruszki i ze dwie suszone śliwki ( niestety nie ma już świeżych) i będę dusić aż mięsko będzie się rozpływać w ustach . Pychota ! Dawno już tego dania nie robiłam.
Kupiłam wnusi śliczną torebeczkę w kształcie kociej głowy. Mała będzie zachwycona .  

czwartek, 9 listopada 2017

9.11.2017 Spraw babusinych parę w czwartkowy wieczór

     To się dziś obłowiłam ! Poniosło mnie na rano na targ. Po prostu pojechałam okrężną drogą , a że było wcześnie to i miejsce do zaparkowania się znalazło. No i trafiłam ; sandacze wprost z jeziora i kurczaczka na rosół . Tym sposobem zapewniłam sobie zajęcie na popołudnie czyli oprawianie sandaczy , co samo w sobie jest zajęciem wrednym . Ale mam to z głowy , rybki oprawione i pocięte na dzwonka mrożą się w zamrażalniku .Za to łuski będe z wszelkich kątów do wiosny wymiatać , bo to drobne , wszędzie włazi i się przykleja . Jak by dokładnie nie sprzątać , to i tak przy kolejnym znów się jakieś łuski znajdą.  Na Wigilię jednak rybki będą jak znalazł . Kurczaka też na razie zamroziłam , bo w tym tygodniu to nas młodzież zaprasza na obiadki więc rodzinny rosołek za tydzień. 
     Rośnie siła tradycji ; w ubiegłym roku rogale świętomarcińskie dostaliśmy od jednego z naszych poznańskich kontrahentów , w tym roku już od dwóch . Trzeba będzie tę tradycję rozwinąć i też zacząć wysyłać z życzeniami radosnego świętowania. 
    Klient na stare biuro nie zadzwonił . Może mu coś wypadło, albo zapomniał i odezwie się jutro... Dobrze by było , a jak nie to też się jakiś inny klient trafi prędzej czy później. 
   Od soboty zaczynam produkować świąteczne dekoracje .
    

środa, 8 listopada 2017

8.11.2017 Oby

oby się gość nie rozmyślił ! Prawie sprzedałam nasze stare biuro. Za cenę , którą zakładaliśmy . Umówiliśmy się na 17.00, dziesięć minut później byliśmy dogadani. Jutro o 14.00 ma dzwonić z ostateczną decyzją . Ucieszyłabym się , bo magazynek dałoby się dobudować jeszcze w tym roku i urządzić salkę szkoleniową też co za tym idzie , bo na razie robi za magazyn. 
Roboty jak nie było to nie było i się wszyscy wkurzali , za to teraz w jednym tygodniu zwaliło się aż pięć i to dużych. Nie wiem jak to ogarniemy , bo wszyscy chcą już . No cóż , był czas się przyzwyczaić . 
A poza tym to przyjechała moja zamówiona książka . Już nie mogę się doczekać , żeby się do niej dobrać. Impreza z okazji gali sportu póki co odwołana , a właściwie to przeniesiona na 6 stycznia. Za mało chętnych. Może i lepiej . 
Dostaliśmy dziś od szefowej biblioteki zaproszenie na wieczór autorski profesora Bralczyka . W najbliższy piątek. Wybierzemy się oczywiście . 



wtorek, 7 listopada 2017

7.11.2017 Boli mnie noga

i nie tylko , nadgarstek prawej ręki też , choć w lewą uderzyłam się mocniej . A to wszystko przez to, że wyrżnęłam się jak długa na prostej drodze . Sama nie wiem jak . Po prostu przekręciłam jakoś stopę idąc po nowiutkim , prostym chodniku w butach na płaskim obcasie najwyżej 3 cm . Obiłam sobie dłonie i prawe kolano . I to solidnie , aż mi lekko spuchło. Prawy nadgarstek mam słabszy , po tym pęknięciu sprzed kilkunastu lat więc boli . Ból w lewej ręce minął mi po dwóch godzinach . SKS jak nic . 
Przyszły moje zazdrostki w reniferki . Są śliczne . I właściwie gotowe do użycia . Wystarczy przyciąć do szerokości okien , bo przyszło w jednym kawałku. Od dawna chodziły mi po głowie takie świąteczne firaneczki. Cieszę się bardzo. No i wyszło jak zwykle ; już myślę o świętach ...
Z innych spraw to nic szczególnego ; ogarnęłam zalegające w szafie pranie , czyli żelazko mam na najbliższe 2 tygodnie z głowy i teraz się relaksuję ; znaczy się byczę po prostu , ale relasowanie się lepiej brzmi. 

poniedziałek, 6 listopada 2017

6.11.2017 Sprawy babusine

Pracowe jak zwykle , nawet mnie dziś trochę wkurzało , bo szybko się wyrobiłam i poza tym nie wiele się działo oprócz tego . Ogródek wygląda ładnie choć liści znów do niego naleciało , ale taka to już pora roku ; jak sama nazwa mówi : listopad .A jak listopad to liście z drzewa lecieć muszą .
   Zamówiłam wczoraj w necie parę rzeczy i teraz czekam na paczki. Prezent dla młodszego synalka na imieniny czyli wodę Chrom Azzaro - jego ulubioną , dla siebie książkę pani Cherezińskiej "Płomienna Korona" ( trzeci tom ) ; będzie co czytać , bo to opasłe tomisko - sporo ponad tysiąc stron. Odwyk od szydełka i drutów zapewniony na dobry tydzień , albo lepiej. No i jak to ja , narwana baba: firanki z reniferkami . A co , tanie były 2,39 zł za metr to sobie zamówiłam . Właściwie to nie są firanki ale zazdrostki do kuchni .  A śwęta dopiero za prawie dwa miesiące .  Teraz to już bedę dekoracje świąteczne produkować ,żeby zdążyć na 6 grudnia , kiedy to zwykle sezon zimowy w domu otwieram . Narwana jestem .   
      Wyszedł już nowy numer "Mojego Mieszkania", świąteczny . Choinkami też rządzą mody . Trendy są dwa : klasyka czyli biały, czerwony, zielony, złoty i srebrny i drugi , który określiłabym jako udziwniony , czyli choinki ze skrzynek , kawałków drewna lub metalu, stylizowane na te sztuczne z PRL i tym podobne . Ja tam za takim udziwnieniem nie przepadam ale pooglądać lubię, czasem udaje się coś podpatrzyć i się zainspirować do wymyślenia czegoś własnego.
      Drzwi do szafy po liftingu wyglądają bardzo porządnie . 
     Dziś wypada dzień urodzin mojej Babci . Miałaby równo 120 lat , bo urodziła się jeszcze w XIX w . Wiadomo,że nikt tak długo nie żyje , a moja Babcia odeszła prawie 40 lat temu w wieku lat 83 ale wciąż jest dla mnie ważna i w różnych sprawach odwołuję się do jej nauk i doświadczenia , zastanawiam się jak by podeszła do takiej czy innej sprawy i wierzę ,że kiedyś się z Nią spotkam.