babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

czwartek, 31 grudnia 2020

31.12.2020 Sylwester domowy, narodowy !

 



Jakże inny od innych !  Nie zmienia to faktu, że wszyscy czekamy na NOWE . Czekamy i mamy nadzieję …  Zamknięci w swoich domach , bez hucznych zabaw ,tłumów ludzi wokół nas,  głośnej muzyki i fajerwerków spędźmy go jak najmilej. To dobry czas na podsumowania, na wyciszenie , spojrzenie w głąb siebie, może przewartościowanie swoich priorytetów, może na jakąś długo odkładaną, ważną rozmowę z bliskimi… Bądźmy blisko.

Na nadchodzący rok 2021 życzę Wam moi drodzy uchylający drzwiczki do mojej szafunierki normalności.  Takiej codziennej i zwykłej ; spacerów bez maseczek na twarzy , wyjazdu dokądkolwiek sobie zamarzycie bez obaw o własne zdrowie , zakupów bez zachowywania dystansu i moczenia rąk w środkach dezynfekcyjnych, dzieci idących co rano do szkół , wyprawy do kina czy na jakiś fajny koncert , spotkań z rodziną i przyjaciółmi bez maseczek i bez dystansu i dużo , dużo miłości , bo to ona daje nam motywację do działania, pozwala nie stracić nadziei i snuć marzenia i plany na przyszłość.  Do zobaczenia ( hmmmm, napisania w tym przypadku ) , no tak ; za rok!

środa, 30 grudnia 2020

30.12.2020 To był rok

 zarazy .  Zarazy wszelkiej , nie tylko tej o nazwie sars-cov-2 . Już pod koniec roku 2019 napływały wiadomości z Chin o tajemniczym wirusie, ale jakby z daleka i nas Europejczyków nie dotyczyły. Ot jedna z wielu informacji ze świata… W miarę spokojnie mijał styczeń , na świecie nie za wiele się działo , jedynie z Chin płynęły wciąż wieści o nowych zakażeniach . Europa i my tu w Polsce żyliśmy wciąż jeszcze poza jego zasięgiem. Aż na początku lutego odnotowano pierwszy przypadek w Europie , a zaraz potem ruszyła lawina . Zachód i południe Europy pogrążyło się w chaosie , z dnia na dzień wirusa wykrywano coraz bliżej nas , a groźne słowo „pandemia” dotąd znane mi z nauki w szkole medycznej przed 40 laty nagle zaczęło istnieć w przestrzeni publicznej . I stało się ; w lutym WHO ogłosiło pandemię , czyli epidemię o zasięgu światowym a już na początku marca wprowadzono i u nas wszelkie związane z tym ograniczenia . Wirus i pandemia to jedno ,ale u nas przy buńczucznej propagandzie i szumnych obietnicach wsparcia rząd sprawy zawalił. Trwała kampania wyborcza i tu wybuchła kolejna zaraza ; nienawiści , nagonki na wszelką inność , ksenofobii i fanatyzmu religijno-narodowego.  Tymczasem gospodarka zaczęła się staczać w dół po równi pochyłej , bo szumne obietnice okazały się być niemal bez pokrycia . Ludzie zaczęli tracić prace , a przedsiębiorcy dorobek życia . Na początku maja rząd ogłosił zwycięstwo w walce z wirusem ( jakież to dla nich  typowe ; ta retoryka walki) i poluzował restrykcje a rodacy hojnie z tego skorzystali – przyznaję ,że i my organizując sobie krótki wypad na Kaszuby . Mimo nagonki i rozsiewanej nienawiści nie wielką przewagą wybory wygrał MNU , tym samym obejmując urząd na drugą kadencję . Na tym jednak nie koniec . Zachód Europy lekko się już uporał z wirusem i także poluzowano restrykcje choć nie wszędzie. Jesienią , z chwilą powrotu dzieci do szkół temat powrócił jednak ze zdwojoną siłą . Propaganda sukcesu ,nagonka na inność, ksenofobia i fanatyzm znów przybrały na sile . Kilka razy „wygrywaliśmy „ już z wirusem , ale tenże podstępnie atakował znów i znów powtarzała się ta sama propaganda bo tak na prawdę nie było ani przez moment lepiej. Stało się jasne , że rząd nad niczym nie panuje , a jedna afera goni drugą . W świetle wszystkich tych zawirowań kolejne bezsensownie wydane pieniądze podatników nie wielkie robiły wrażenie; niby- szpital na narodowym , 70 milionów wyrzucone w błoto , na niby-wybory korespondencyjne , których nie było, wadliwe maseczki dostarczone Antonowem za ciężkie pieniądze, respiratory kupione od handlarza bronią , których do dziś nikt nie widział ,spalone w czasie zamieszek 11 listopada mieszkanie artysty plastyka , sprzedaż koncernów prasowych Orlenowi , w końcu zadyma wokół wetowania budżetu Unii … Pod koniec października  przygotowano szatański plan odebrania praw kobietom , licząc na zakaz organizowania się i ich strach przed wirusem . Polityczny trybunał konstytucyjny ogłosił, że usuwanie ciąży z powodów embriopatologicznych ( oni nazywają to eugenicznymi, ale to nie jest zgodne z wiedzą medyczną , a jedynie wymyślone na użytek niedouczonego elektoratu, bo każdy , kto ma choćby znikomą podstawową wiedzę ogólną potrafi odróżnić eugenikę od wady rozwojowej) jest nielegalne . I tu się plan nie powiódł. Mimo ograniczeń kobiety wyszły na ulice. I to nie tylko w największych miastach , ale i w tych najmniejszych , gdzie żyje 2-3 tysiące ludzi, a jedyne zgromadzenia w roku to procesja na Boże Ciało , względnie dożynki gminne. Do rangi symbolu urosło  osiem gwiazdek , zapisanych w odpowiedniej sekwencji i słowo-klucz powszechnie używane nawet przez młodzież i dzieci oraz osoby w wieku mojej matki a znaczy właściwie wszystko zależnie od kontekstu .„Wypierdalać”  - stało się hasłem i przesłaniem, napęczniało emocjami i całą frustracją jaka nagromadziła się przez lata nieudolnych rządów i wszelkiego zła  , które popłynęło w stronę tych co po drugiej stronie , dołączyła do tego frustracja spowodowana ograniczeniami związanymi z zarazą i złość oraz niezgoda na próbę odebrania kobietom ich praw. I wylało się , wykrzykiwane , skandowane, wypisywane na murach i kartonowych transparentach; kobiety nie odpuściły do dziś – w mniejszym lub większym stopniu sprzeciw trwa i się tli. Do kobiet dołączyli ich faceci i inne nacje społeczne ; przedsiębiorcy, hotelarze , transport , nawet tak zwani kibole stanęli za swoimi kobietami . A one w swojej determinacji  pokazały, że nie ma już żadnych świętości , żadnego tabu , żadnego autorytetu .  Na ulicy pojawiły się bojówki policyjne , antyterroryści i cywile z pałkami teleskopowymi . Takiej sytuacji i takiej ilości policji nie widziałam od czasu stanu wojennego. ..

Świat stanął w miejscu , a gdy znów ruszy nie będzie już taki sam .

 Dla nas ten rok był ciężki. O ile jeszcze w styczniu zapowiadało się zwyczajnie i nawet sympatycznie zaczęło od koncertu jubileuszowego Gregorians , o tyle już kolejne miesiące były tylko gorsze . Udało się jednak załapać na krótki wyjazd na Kaszuby , w przerwie między atakami wirusa i w kolejnej pod koniec lipca na równie krótki wypad do Pragi . W maju , w środku największych ograniczeń pożegnaliśmy teściową [‘], bez stypy , zamaskowani , z dystansem …

Sierpień przyniósł kolejny problem , mężuś z zawałem serca wylądował na oddziale hemodynamiki, potem na kolejnym zabiegu i rehabilitacji. Szczęście w nieszczęściu, że znów pomiędzy kolejnymi atakami wirusa . Poza tym niefarty się kumulowały ; psuły się auta , rozpadały narzędzia , roboty wlokły w nieskończoność, negocjacje jeszcze dłużej  , klienci zalegali z kasą , na koniec jeszcze wystawił nas stolarz ( przerosło go zadanie ) a firma , która miała nam zainstalować drzwi zawaliła sprawę , a dokładnie to zawalił producent i temat jest do dziś nie zakończony. Na koniec jeszcze odwołano koncert ,a spodziewam się , że i kolejny zostanie lada chwila odwołany . Dla chłopaków rok był korzystny pod jednym względem , pospłacali kredyty mieszkaniowe , a młodszy kupił działkę i niedługo ruszy z budową domu.  Święta minęły w rodzinnym gronie , choć w cieniu pandemii , bo wciąż trzyma się mocno a rząd ogłosił kolejne restrykcje , w tym godzinę policyjną na noc sylwestrową. I nie wiadomo kiedy to się skończy . Rok zamykamy mimo pandemii , ograniczeń i niskobudżetowych inwestycji nie najgorszym wynikiem – nasza branża miała co robić , przynajmniej w dziale IT z powodu pracy zdalnej i konieczności wdrożenia tych wszystkich zmian. Pozostaje nie tracić nadziei , na lepszy czas i na zmiany . Jak zwykle niczego nie planuję i nie postanawiam , bo cóż można postanawiać kiedy przed nami tylko chaos i nie wiadome ?  Daję Losowi , Fortunie czy innym Siłom Wyższym ( jakkolwiek je zwać ) wolną rękę , niech same decydują czy i jak obdarzyć nas swoją hojnością. Nie przymuszane do niczego zwykle okazują większą łaskawość.  Jak co roku , spotkamy się jutro na podsumowanie roku i tradycyjny łyk szampana wypity za przeszłe i przyszłe, jak co roku przywołam duchy ognia i zapalę dla nich świece ; białą na zdrowie , czerwoną na miłość i dobre małżeństwa nasze i naszych dzieci , zieloną dla przyciągnięcia bogactwa i srebrną na ogólną pomyślność . I wypowiem jak co roku magiczną formułkę; Quod bonum felix faustum fortunatumque sit . ( w wolnym tłumaczeniu – niech ten rok będzie ku dobru , szczęściu i pomyślności). I może jakąś miotłę na rozstajne drogi wynieść by się przydało, żeby wraz z nią wymieść kłopoty .




wtorek, 29 grudnia 2020

29.12.2020 Ostatnie godziny

 starego roku . Nie był dobry . W każdym razie nie znam nikogo , kto by go chwalił. Idzie nowe , a nowe zwykle przynosi coś dobrego. Ja przynajmniej mam takie odczucia już od lat -zmiany są pozytywne. Może więc 2021 będzie lepszy i ciekawszy niż mijający.  

W pracy mamy mnóstwo zajęć . Budżetówce rzucono na koniec jakieś ochłapki więc wydają tę kasę trochę bez ładu i składu . Na serwer albo trzy laptopy od razu nikt sobie jednak nie pozwala jak to bywało kilka lat temu . Co najwyżej na drobny sprzęt w rodzaju bezprzewodowych klawiatur , nowego monitora , albo słabej klasy komputera . Nie zmienia to faktu , że jest tego dużo . Dziś wypisałam około 20 faktur i tyle samo zamówień . Sprzęt dostarczymy po nowym roku , bo prędzej nie dotrze . Na razie meilami faktury krążą . 

Dostałam nowe zadanie babciowe ; zrobić sweterek dla ukochanej pandy najmłodszego wnusia . I uszyć poduszeczkę , bo zrobił mu łóżeczko z pudełka po butach .  No nie mogę nie zrobić. To zresztą robota na góra dwie godziny. 

Poza tym spokojnie . Stolarz skrócił nam półke na buty , a komodę pod sprzęt grający zacznie robić po 10 stycznia . Ten przynajmniej nie wymiękł na widok naszego projektu. 


poniedziałek, 28 grudnia 2020

28.12.2020 Pewne słówko

 Całkiem niedawno przeczytałam taką oto wypowiedź autorstwa , a tak : Kaczyńskiego  prezesa wszystkich prezesów „  one zmierzały pod mój dom i te bardzo brzydkie słowa było słychać nieustannie, bywało że pod moim adresem, ale też tak, można rzec, ogólnie .Te demonstracje są straszliwą szkodą dla Polski, złamały pewne reguły kulturowe i gdyby spojrzeć na to, czego by chcieli wrogowie Polski, to właśnie tego rodzaju degradacji „ . No i ubawiłam się tym nie źle , ale jak to ja ; zaczęłam się nad tym zastanawiać i tak mi się powiązało z pewną sytuacją , o której kilka lat temu  pisałam w związku ze zleceniem z Opus Dei.  Chodzi mi o takie sformułowania  archaicznie brzmiące „tylko te niemoralne treści” ( tu zresztą wyrwane z kontekstu , ale nie o treść mi chodzi a o tę archaiczność) . Podobnie archaicznie brzmi ten cytat z prezesa wszystkich prezesów.  Mało, że archaicznie , to go jeszcze ośmiesza i to na różnych płaszczyznach . Z jednej strony postawił się tym w roli zdziecinniałego staruszka zdezorientowanego wydarzeniami i niczego nierozumiejącego , z drugiej zachował jak ta dziewica , która pierwszy raz gołego chłopa zobaczyła z klejnotem na baczność „och jakie to okropne „ , a w końcu jeszcze jaśnie uszy prezesa urażone zostały „ brzydkimi słowami „ – och jakie to straszne ; brzydkie słowa padały . Śmiech na sali! A prawda jest taka, że jest tchórz ( nie chcę napisać dosadniej , ale aż się prosi)  i po prostu przestraszył się wkurzonych , przeklinających bab.  I tyle ( a wystarczyło ich nie wkurzać , o czym wie każdy normalny facet).  Śmieszność tej sytuacji nie zmienia faktu, że pękł pewien mit kulturowy , dokonała się zmiana cywilizacyjna , tyle, że dokonała się jakieś 20 lat temu a może jeszcze wcześniej , a ta ekipa ( niestety , spora część opozycji również ) tego jakoś nie zauważyła i żyje wciąż w przekonaniu, że kobiety nie umieją przeklinać , noszą  grzecznie spódniczki i są na każde skinienie facetów , a poza tym nie mają nic do powiedzenia w swoich własnych sprawach i byle stary dziad może decydować i ustawiać im życie według swojego widzi mi się .  A tu niespodziewajka ; klną równie niewybrednie jak faceci , na co dzień chodzą w spodniach , bo tak jest praktycznie i jak trzeba to wychodzą na ulicę i są w tym bardziej wytrwałe ,konsekwentne i bezkompromisowe od facetów. Umieją się o swoje upomnieć – co jest pewnym eufemizmem językowym - umieją walczyć  o swoje żeby było ściślej i mało tego pokazały, że nie ma świętości . Nijak nie mogę załapać o co chodzi z tymi „wrogami Polski”, bo póki co żaden u naszych bram się nie czai , ale przyjmijmy  ,że to taka fobia prezesa wszystkich prezesów, że wszędzie wrogów widzi   - tchórzostwo na mózg się rzuciło najwyraźniej ,a może nie tyle tchórzostwo co wygenerowane zło, a generuje je nieustannie , ale to inna bajka .  Prawda jest taka, że już kiedy byłam w szkole dziewczyny klęły na równi z chłopakami ,  prawda, że w domu przy rodzicach czy dziadkach nie wypadało - takie czasy były , co innego w swoim gronie , a kiedy poszłam do pracy nikogo już nie dziwiło ,że padają słowa mało parlamentarne w różnych sytuacjach, a pracowałam z niemal samymi kobietami , dokładnie to 11 bab i 2 facetów.  Dziś „grube” słownictwo stało się  powszechne  i wszędobylskie. Posługują się nim młodzi i starzy nawet tacy w wieku mojej matki 80+  a i w szkole podstawowej też można usłyszeć. Można też przeczytać w książkach i usłyszeć ze sceny czy w filmie, o internetowych forach nie wspominając.  To jest język młodych i język ulicy . I nie ma się co o to oburzać . W tym kontekście wypowiedź pwp wypada anachronicznie i jedynie śmieszy.  Gorzej, że ten stereotyp grzecznej dziewczynki  się w mózgach zakodował niektórym ludziom i tkwią pod tym względem mentalnie o dwie epoki do tyłu .A tymczasem zaczyna się trzecia dekada XXI wieku , świat poszedł do przodu . To co jest w innych krajach standardem , dla tej cofniętej w czasie części populacji jest zmianą kulturową nie do ogarnięcia . Różnica pokoleniowa nie do pokonania . I nawet nie chodzi o to, żeby ją pokonywać , ale to co zawsze powtarzam ; akceptować zmiany , nawet jeśli nie do końca się nam podobają i nie do końca je rozumiemy, godzić się na postęp . Mentalnie okazało się to jednak murem nie do przeskoczenia  dla żyjącej zaszłościami  historycznymi nacji. No i mamy to co mamy ; antyszczepionkowców, płaskoziemców , różne onr-y wierzące w spiski żydowskie albo Bila Gatesa rozsyłającego wirusy w celu wyniszczenia ludzkości , ufoludki i zamach smoleński . No i wszelkie inne teorie spiskowe. Nie wiadomo: już strasznie czy wciąż jeszcze śmiesznie.   A i padło jeszcze słowo „degradacja „ . Gdzie tu degradacja?  Najwyraźniej dla pwp - postęp oznacza degradację idąc za jego tokiem rozumowania . Jeśli tak, to powinien zając się głaskaniem kota i żałowaniem za grzechy , a nie polityką , do której kompletnie się nie nadaje i nigdy nie nadawał .

niedziela, 27 grudnia 2020

27.12.2020 Koniec tego dobrego

 Przynajmniej plus taki, że trochę pospałam. I właściwie nic szczególnego poza wypraniem niezbędnych rzeczy , nie robiłam . Czytam Focus Historia , tak od deski do deski , bo na tematy, którymi interesuję się od IV klasy podstawówki , obejrzeliśmy nasz ulubiony film , "Królestwo Niebieskie " znaczy i jak zwykle wyłapaliśmy kolejne ciekawostki . A teraz popijamy pyszne winko na dobry koniec świętowania . 

Jutro powrót do pracy i ostatnie sprawy do załatwiania w tym roku. I jeśli się uda to może 4 i 5 wolny . Teoretycznie możemy, bo mamy do odrobienia 1 listopada i 26 grudnia , które wypadły w niedzielę i sobotę , a są ustawowe. Ale to zależy od naszych klientów. 

sobota, 26 grudnia 2020

26.12.2020 I już prawie po

 świętach. Dobrze, że jutro nied ziela i nie trzeba jeszcze iść dśo pracy . W nocy sypnęło śniegiem ,ale do rana już nic się nie uchowało. 

Tak poza tym nic szczególnego ; LB po prostu. Trochę czytamy , trochę ogladaliśmy historyczne programy, obowiązkowy spacerek oczywiście  a czas sobie po woli biegnie. 

piątek, 25 grudnia 2020

25.12.2020 Pierwszy dzień

 świętowania tak jak by za nami. Wigilia też . Było głośno , wesoło i radośnie , choć oczywiście moja matka musiała coś głupiego pod adresem starszej synowej chlapnąć. Gdyby nie to, że była Wigilia wywaliłabym ją za to z domu po prostu. Poza tym było jednak w porządku. Jedzonko poszło prawie wszystko , jeszcze na wynoś wzięli , a resztę dokończyliśmy na obiad i kolację . I dobrze, bo nie lubię odgrzewanego. Gwiazdor zostawił mnóstwo prezentów , a maja nowa aranżacja stołu wrażenie zrobiła nawet na chłopakach ( zwykle takich rzeczy nie zauważają ). 

A dziś przespałam całe popołudnie i gdybym się nie zmobilizowała do pozbierania i pójścia na spacer z małżonkiem , mogłabym spać dalej . Przynajmniej mogę powiedzieć ,że odpoczywam . Do czasopism i książek nawet nie zajrzałam , a obiecałam sobie, że będę czytać i słuchać muzy. Może jutro i w niedzielę?

No i musze rozpracować nowy telefon, który dostałam od mężusia .Może w końcu zdjęcia będą lepsze, bo ma dobry aparat fotograficzny . I mnóstwo innych gadżetów, których w sumie nie potrzebuję , ale teraz nie ma komórki bez gadżetów więc pozostaje ogarnąć . 

Miłego, dalszego  świętowania !


środa, 23 grudnia 2020

23.12.2020 Wesołych Świąt

 tak właśnie : wesołych , na pohybel zarazie i ogólnemu bałaganowi i nieudolnym rządom.  Jutro nie będę już miała czasu tu zajrzeć więc dziś życzę wszystkim , którzy odwiedzają moją szafunierkę zdrowia  i nadziei - bo dziś, wszystkim nam tego właśnie  najbardziej potrzeba i tego byśmy przetrwali i mogli pożyć w końcu w normalnych czasach , bo te ciekawe ... cóż też mogą się znudzić . Świętujcie więc z nadzieją na lepsze jutro ! 

 obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy 


wtorek, 22 grudnia 2020

22.12.2020 Dodatkowe kilka godzin

 odpoczynku czyni cuda. Pozbierałam się szybciej niż się spodziewałam . Widocznie to tylko zmęczenie ,a nie jakaś poważniejsza infekcja.  Dziś jeszcze trochę odpoczywam , żeby już całkiem dojść do formy.

Pracowo nadal intensywie . Wciąż jeszcze spływają jakieś zamówienia i jest co robić . Ale już tylko jutro i to na pół gwizdka, bo część firm ma już wolne. Ja zamierzam się zmyć z godzinę wcześniej i zająć się gotowaniem świątecznego jedzonka . Dam radę , bo czemu by nie. Jak już do garnków wrzucę to się samo gotuje , tyle, że raz po raz trzeba zamieszać . Póki co szykuję zastawę i dekoracje stołu. Pokażę na fotkach w swoim czasie.  Na jutro zostawiam gotowanie i wyprasowanie świątecznego obrusu i wyjściowej koszuli małżonka , takiej garnituru i do spinek . A ja chyba na Wigilię założę sukienkę , którą kupiłam z myślą o koncertach , no bo co z nią zrobić skoro jeden już odwołany , a drugi pewnie na dniach odwołają. Jakoś nie mam dziś weny do pisania , zajmują mnie sprawy domowe i obmyślanie szczegółów . Do jutra więc. 

 

poniedziałek, 21 grudnia 2020

21.12.2020 No i leżę

 Rozłożyłam się dopiero dziś . Nawet jakoś specjalnie źle się nie czuję , ale męczył mnie kaszel przez cały dzień i trochę trzęsło zimno. Przespałam całe popołudnie i jest dobrze. Nawet do medyka zadzwoniłam na wszelki wypadek , kazał wziąć jakieś piguły , wypoczywać i czekać do jutra .Jak będzie gorzej to mi zapisze jakieś mocniejsze leki . Chyba nie będzie  potrzeby , bo poczułam się lepiej po spaniu. Jak prześpię noc , a zamierzam położyć się wcześniej i dalej wypoczywać to do rana stanę na nogi. Może po prostu dopadło mnie przepracowanie?  Tak czy inaczej jutro muszę być na nogach , bo świąteczne jedzonko czas gotować. No i to by było dziś na tyle. 

niedziela, 20 grudnia 2020

20.12.2020 No to trochę świątecznego

 

Zacznę od ostatniej robótki czyli smoka - nie wiem czy na pewno jest to smok, ale wnusia twierdzi, że smok więc niech mu będzie

Coś bez czego nie mogą się odbyć święta ; piernikowa chatka ,ciasteczkowe choinki , Mikołaj na reniferze i aniołki 



I choinka , zaraz po ubraniu 



I za dnia z górą prezentów pod . Tradycyjnie misiek i autko retro robią za dekorację 




Zamiast staropolskiej podłaźniczki - pamiątkowe bombki malowane od środka z manufaktur niemieckich i szklana z ciętym wzorem bramy Prochowej przywieziona z Pragi 




Kuchenne okno zdobi to co "pod ręką "

Na blacie szafki-spiżarki skromnie i też to co "pod rękom"

Na kuchennym stole troche zmodyfikowana dekoracja z ubiegłego roku 


Na tle zielonej ściany w saloniku najlepiej prezentuje się czerń i złoto 



A tu inspiracja  dekoracją z czasopisma robótkowego, które podarowała mi Lucia - koszyk stoi przy wejściu na szafce do butów 


A tu zdjęcie oryginału z czasopisma 


Nad pierniczkami rozwodzić się nie będe ; pierniczki jakie są każdy widzi - zapewniam ,że pachną i smakują wspaniale - większość z nich zdobiły dzieci 






Tradycyjny kącik dekoracyjny konsekwentnie w  czerni i złocie z akcencikiem czerwieni 



Na niby kominku dziadek do orzechów z anielskim chórkiem , a dół przy niby ognisku ( w zielonym pudełku) zajęły skrzaty i leśne zwierzątka 



I na koniec jeszcze jedna choinka - ta zdobi nasze biuro 


sobota, 19 grudnia 2020

19.12.2020 I jak to u mnie

 wszystko do góry nogami. Synowa z synem jechali do Poznania na 9 .00 rano. Udało im się umówić na wizytę do pani profesor od transplantologii - dziwna nieco pora , ale taką im wyznaczono- trochę z nienacka  . Dobrze się stało, bo profesorka trochę inaczej do sprawy podeszła niż reszta świata medycznego. Zrobiła jakieś dodatkowe badania i kazała we wtorek przyjechać jeszcze raz na omówienie i po wytyczne. Zobaczymy...

W związku z tym wyjazdem umówiliśmy się , że przywiozą mi po drodze wnuczkę tuż przed ósmą , żebym jak zwykle na zakupy mogła pojechać . Wnusia poprzedniego dnia stwierdziła, że pojedzie na te zakupy ze mną . No i oczywiście piecuchy zaspały . Przyjechali prawie dwadzieścia minut spóźnieni , a na spotkanie ledwo zdążyli. Od razu ruszyłyśmy z wnusią na zieleniak , potem do peessów po najlepsze bułki świata i niezbędne zakupy i na pocztę , bo miałam do wysłania parę listów. Na zieleniaku oprócz zakupów wybrałyśmy choinkę . Oczywiście u gościa , od którego kupuję co roku . Zaniósł nam do auta , pomógł załadować , złożyliśmy sobie życzenia jak co roku .Tym razem się z nim nie targowałam , dał tak niską cenę za choinkę ,że głupio mi było prosić o zniżkę . A targuję się z nim od zawsze i zawsze 10 zł mi odpuszcza. To już chyba do tradycji przeszło. Oczywiście już na wstępie miałam tyły czasowe , ale zakupów mało ( o części zapomniałam oczywiście ) , a na poczcie miałam fart i nikogo nie było ( cud jakiś chyba przedświąteczny) więc wróciłyśmy do domu o 9.30 czyli w normie. Wnusia wymyśliła, że wkręcamy dziadka i choinka zostaje w aucie a jemu powiemy ,że ma jechać kupić . Oczywiście zaczęła jak tylko wpadła do domu . O tym ,że choinka jest w aucie powiedziałyśmy mu dopiero jak się po nią wybierał.  Oczywiście kupilśmy znów za dużą , a właściwie to za szeroką , ale jest śliczna ; gęsta i bardzo świeża , pachnie w całym domu. Zjedliśmy śniadanie , wnusia najpier pomogła mi porozkładać pierniczki do pudeł a potem z dziadkiem zajęli się jakimiś grami , a ja ogarniałam popierniczkowy bałagan . Kleiło sie wszystko , nawet kran w łazience. W tzw. międzyczasie wrzuciłam pranie i ugotowałam na obiad grochówkę. Rodzinka przyjechała po wnusię , tuż przed 12.00. No i oczywiście na grochówę się załapali , bo wnusia nawet słyszeć nie chciała o powrocie do domu. Ubiera z babcią choinkę i kropka . No i ubrałyśmy . Jest ! Tym razem w kolorach czarnych i czerwonych z dodatkiem złota . Wyszła lepiej niż się spodziewałam .  Długo "gryzł" mnie ten czarny kolor ,ale jak już się zdecydowałam wyszło pięknie . Reszta dekoracji będzie w podobnych barwach. No i stół też oczywiście czerwono-czarny z dodatkami złota . Potem jeszcze wpadła Szwagroska , podrzuciła prezenty dla dzieciaków od swojego syna i synowej . Przy okazji wręczyłam jej nasze dla dla jej wnuków i poleciała. Siedziała na skraju fotela z maską na twarzy . Strasznie panikuje z powodu covida. Na wyjazd do wnuków namówił ją jej facet . Jadą razem nawet .  Na koniec jak już choinka stała, rodzinka wróciła na swoje śmieci , pojechaliśmy z małżonkiem do lidla po zapomniane zakupy . Pakowanie prezentów na dziś odpuściłam . Za dużo się działo . Ostatecznie pranie mogę wyprasować i po świętach, zwłaszcza, że nic z tych rzeczy potrzebna mi nie będzie , a zajmę się tym rano . No i dokończeniem chatki z piernika , bo i to tradycyjnie musi być. 

Tyle zamiast sobotnich opowiastek , jutro ciąg dalszy relacji z frontu świątecznego.

piątek, 18 grudnia 2020

18.12.2020 Pierniki gotowe

 Relacja jutro , bo dziś już padam . A lekko nie będzie ; jutro ubieramy choinkę i pakujemy prezenty. 

czwartek, 17 grudnia 2020

17.12.2020 I jak tu się cieszyć

 świątecznym nastrojem . Kolejne ograniczenia ; od 28 .12 do 17.01 ,  w tym godzina policyjna w Sylwestra i Nowy Rok. Tego nawet w stanie wojennym nie było . Wręcz odwrotnie ; na Sylwestra 1981 godzina milicyjna została zawieszona - choć mało kto świętował wtedy poza swoim domem. I znów zamykają się sklepy i galerie. Nowy rok zapowiada się źle. 
Ale co mi tam . Jutro rodzinne pieczenie pierniczków , w sobotę dekorowanie choinki i pakowanie prezentów, a potem już tylko smakołyki, kolędy i czekanie na pierwszą gwiazdkę . Dalej jak do świąt nie wybiegam . Sylwester we dwoje ... Czemu nie , zresztą . 
Na razie urwanie krawatki w firmie . Kończymy ostatnie zlecenia , zostało jeszcze jedno, które niemożliwie się przeciąga , właściwie od ogłoszenia pandemii w marcu ; znów kogoś nie ma , nie można wejść , bo coś tam itd. Może się uda przed końcem roku , albo zaraz po ... 
Jakiś dzień przecenionego krawata był chyba dzisiaj, bo we wszystkich sklepach ( byłam w trzech) z modą męską były w tej samej cenie i wszędzie w promocji. Oczywiście zamiast jednego , który miał być dodatkiem do prezentu mężusia  kupiłam dwa  w tym samym sklepie. No dobra, nie mogłam się zdecydować , który wybrać. Dołożę oba. 
Gdyby mnie jutro tu nie było , to znaczy, że utonęłam w lurze , albo przysypały mnie cukrowe perełki.  

środa, 16 grudnia 2020

16.12.2020 Jakoś dziwnie

 w tym roku. Nastrój mało świąteczny , żadnych spotkań, życzenia co najwyżej przez telefon , upominki dla klientów przez kuriera lub pocztę . Ludzi na ulicach mało , choć teraz w ostatnie dni trochę się ruch zwiększył , ale to nie to co zwykle. Kolejni znajomi z dodatnimi testami siedzą w domu na kwarantannie... I ta niepewność jutra ... Nie podoba mi się to. Nie tak powinny sie toczyć przygotowania do świąt. 

W pracy wariactwo , jak to przed końcem roku . Siedzimy obie w papierzyskach aż  pod grzywki i końca nie widać. 

Tak poza tym staram się wypoczywać i wykurować . I chyba mi się udaje . Czuje się dobrze , kaszel mi nie odpuścił , ale właściwie to bardziej pokasłuję co parę godzin niż kaszlę . Do piątku minie.  Z wczoraj upieczonych gwiazdek zmontowałam choinki , a kilka ozdobiłam lukrem, głównie po to ,żeby swój pomysł wypróbować. Mam zgrabny dozownik z buteleczki po azjatyckim czy też meksykańskim sosie. Wymyśliłam ,że się nada do lukru . Nadaje się , choć trzeba się trochę postarać , bo lukier gęsty a  otworek w buteleczce maleńki. Jutro szykuję wszystko do piątkowej działalności piernikowej. 

Chciałam wrzucić fajną zimową piosenkę z klimatycznym teledyskiem , ale nie daje się pobrać, a szkoda. 

wtorek, 15 grudnia 2020

15.12.2020 Pachnie

 przyprawą korzenną mojej - nie , dziś już naszej ; mojej i wnusi produkcji. Bo dziś przygotowywałyśmy przyprawę razem i ciasteczkami cynamonowymi z książki po mojej babci , z roku 1918 . Wszyscy je podskubują , ale służą głownie do dekoracji. Robię z nich choinki i rozkładam jako elementy dekoracji. W niby- kominku płonie niby - ogień a na komodzie oświetlony kolorowymi lampeczkami stojak do kamieni . Zaczyna się robić świątecznie w domu.  W sobotę naprodukowałam górę makaronu , wysuszyłam i teraz czeka w papierowej torbie na swój dzień czyli Wigilię . Tak jak bym coś na święta już robiła... 

Z biura zabrałam wszystkie prezenty i przywiozłam do domu , w sobotę będę pakować ale przedtem pierniczki , a te planujemy piec w piątek. Będzie się działo.

Skończyłam smoka . Wnusia szczęśliwa , od razu nazwała go "Goździk" , żeby się ze świętami kojarzył. Pokażę stwora na fotce , bo zdążyłam zrobić tym razem. 

Tak poza tym dni takie same. Wieczorami spacerujemy i teraz , kiedy ciemność zapada wcześnie osiedle domków jednorodzinnych przez które przechodzimy rozświetlają świąteczne iluminacje a w oknach widać już ubrane choinki i to często po kilka w jednym domu , jakby ludzie chcieli sobie zrekompensować ilością świecideł ten szaro-bury rok.    

poniedziałek, 14 grudnia 2020

14.12.2020 Zapracowani

 dzisiaj wszyscy . Ja się zakopałam w faktury, synowa zaczęła inwenturę ,a męski personel wiadomo - technicznie w tak zwanym międzyczasie załatwialiśmy sprawy bieżące i odkręcaliśmy parę spraw tyleż głupawych , co upierdliwych i kompletnie niezrozumiałych . No , było co robić dzisiaj mówiąc krótko i oględnie. 

Tak poza tym łamie nas w kościach, zaczęło się od starszego synalka , w piątek , wczoraj ja zaczęłam pokasływać , wieczorem młodszy zaczął narzekać na drapanie w gardle i katar . Zakładamy , że to tylko zwykłe zimowe przeziębienia . Smaku i węchu nikt nie stracił więc chyba nic strasznego się nie dzieje . 

Zmawialiśmy się  wnusią na przygotowanie przyprawy do pierniczków , ale do skutku nie doszło . Na razie odłożyłam do jutra. Pieczenie pierniczków w piątek więc zdążymy . 

niedziela, 13 grudnia 2020

13.12.2020 Jeszcze jedno zderzenie z systemem

 Tym razem nasz sąsiad z klatki ; zaczepił nas dzisiaj gdy wracaliśmy ze spaceru i wyraźnie skrępowany zapytał czy mamy kogoś komu przekazujemy 1% . Mamy . No bo chodzi o jego wnuczka . Zbierają kasę na rehabilitację. Maluszek na oko ma koło roku - nie widzieliśmy go nigdy wcześniej , jakoś się nie złożyło , rzadko przyjeżdżają do rodziców . Jeden turnus rehabilitacyjny kosztuje 7 tysięcy , a państwo nie refunduje tego schorzenia ( a tak trąbią o pomocy niepełnosprawnym) . W sumie nie zdążyłam zapytać , co dziecku dolega , ale to nie takie ważne . Poprosiłam żeby dał nam numer krs powiedziałam ,że pomyślimy . Mężuś potwierdził. I tak się złożyło, że jak już wchodziliśmy do klatki syn sąsiada z żoną i maluszkiem wychodzili . Wystarczyło, że na małego spojrzałam . Słodziak jak wszystkie maleństwa , ale niepełnosprawności nie sposób nie zauważyć. Nie będzie im lekko . No i teraz myślimy  jak pomóc , bo od lat wspomagamy 1% ośrodek hipoterapii , trudno odmówić tak nagle , a z drugiej - wnuczek sąsiada więc też trudno odmówić. Jakoś pomożemy na pewno... 

A tak poza tym ... Słabo ; 39 lat minęło od pamiętnej niedzieli i po tylu latach znów na ulicach kordony policji...  Znów protestujące od tygodni tłumy...  Nie tego chciały i walczyły pokolenia naszych rodziców i dziadków,  nie na taki stan pracowało ciężko, kosztem wielu wyrzeczeń nasze pokolenie, nie w takiej rzeczywistości wychowywały się pokolenia urodzone w wolnej Polsce...  W sumie bardzo to smutne. 

Z innych spraw to taki zwykły weekend grudniowy . Trochę porządków, trochę zakupów, trochę świętowania ( jutro nasz młodszy syn obchodzi 38 urodziny ), trochę składania  świątecznych dekoracji , wieczorne spacerki . Zwykły grudniowy weekend.  


sobota, 12 grudnia 2020

12.12.2020 Opowieści na sobotni wieczór - kamienie żyją - niby nic takiego ...

 

Fluoryt – jeszcze jedna nasza kolekcjonerska miłość . Nie ma tak imponującej historii i zdolności jak inne kamienie a jednak ma to coś. Jet to szeroko rozpowszechniony minerał z gromady halogenków. Nazwa pochodzi od łac. fluere = płynąć, z powodu zdolności tego minerału do obniżania temperatur topnienia szeregu innych minerałów. Od jego nazwy pochodzi nazwa pierwiastka chemicznego – fluoru oraz zjawiska fluorescencji ( ten mały fragment o pochodzeniu zaczerpnęłam z Wikipedii). Twardość nie wielka , ledwie 4 w skali Mohsa a więc łatwo rozbić i równie łatwo szlifować. chemicznie fluorek wapnia . Występuje dość powszechnie w wielu miejscach na świecie , również w Polsce na Dolnym Śląsku. Jego właściwości fizyczne i chemiczne opisano już w 1526 roku .  Do dziś jest wykorzystywany w przemyśle metarulgicznym , w przyrządach optycznych i nawigacyjnych oraz do produkcji soczewek .  Niby nic szczególnego , ale …  Charakterystyczną i za razem bardzo atrakcyjną cechą fluorytu jest jego różnorodność . Ma niebywałe bogactwo barw ; od oliwkowego poprzez zielony, fiolet , niebieski , różowy po niemal czarny .  Najpiękniejsze są okazy pochodzące z Rosji : zielono – fioletowe. Kolor zależy od domieszek innych związków chemicznych i miejsca występowania

Ezoterycznie i leczniczo uchodzi za kamień geniuszy .Ma zdolność energetyzowania wody .  Wykazuje zdolności oczyszczania organizmu i poprawia przemianę materii , pomaga wypoczywać , oczyszcza umysł , odpręża , pobudza koncentrację i rozjaśnia umysł , ułatwiając przyswajanie drobnych informacji . Wspomaga intuicję , pomaga leczyć układ kostny . Bywa wykorzystywany w leczeniu nawet nowotworów . Ogólnie rzecz biorąc ma pozytywny wpływ na ludzi i jest neutralny , nie ma powiązań z innymi kamieniami , raczej harmonizuje ze wszystkimi . Nadaje się też do wyrobu efektownej  biżuterii , choć ze względu na swoją kruchość głownie jako naszyjniki lub zawieszki .

I wierzcie mi , mimo swojej powszechności i na pierwszy rzut oka niepozornego wyglądu jest naprawdę wart uwagi kolekcjonera . Mamy ich całkiem sporą kolekcję i podobnie jak agaty , z każdej wyprawy przywozimy kolejne .

W kolekcji brak nam tylko różowego .Bardzo rzadkiego , występującego tylko w Pakistanie i niebotycznie drogiego.   O nieudanej próbie zakupu różowego fluorytu pisałam w ubiegłym roku w relacji z wyprawy na "Agatowe Lato" . Poza tym mamy z Rosji, Polski, Chin, Meksyku , Hiszpanii i Malawi . 

Ten oliwkowy pochodzi z Hiszpanii ,pięknie wybarwiony w paski  z Rosji , ten ciemnofioletowy z Chin, zielony z Polski 




Ten pochodzi z Meksyku - na zdjęciu słabo wyszedł kolor , faktycznie jest ciemnoturkusowy 

I jeszcze jeden z Rosji 


A ten niewielki kawałeczek połyskujący na błękitno i granatowo to niebieski fluoryt z Malawi - równie rzadki jak różowy , choć nieco tańszy .
W swojej szkatułce mam naszyjnik z fluorytów , wygrzebany wiele lat temu na stoisku z chińskimi podróbkami turkusu i innych kamyszków( tak, tak, w Chinach podrabia się nawet kamienie ) . Mam też przecudnie wybarwioną w idealnie poprzeczne paski zawieszkę - te jednak pokażę przy innej okazji , bo część naszej kolekcji to po prostu biżuteria . Najczęściej dlatego ,że poszukiwany przez nas okaz jest nie do zdobycia w innej postaci . Fluoryt mój mąż upodobał sobie jako talizman. Nosi go wraz z cytrynem w kieszeni i nigdy się z nimi nie rozstaje. 

A teraz pozwólcie, że zrobię krótką przerwę w opowieściach na sobotnie wieczory , nie żeby brakowało mi tematu , ale sami wiecie ; święta się zbliżają , roboty mnóstwo więc za bardzo na pisanie czasu nie ma. Wrócę do tematu zaraz po Nowym Roku.  


piątek, 11 grudnia 2020

11.12.2020 To już drugi

 z naszych klientów . Jeden przez tę kurewską dobrą zmianę prowadzenie firmy przypłacił podwójnym udarem- aktualnie jest w ciężkim stanie w szpitalu , a dziś drugi popełnił samobójstwo . Ta wiadomość dotarła do nas dziś późnym popołudniem . Obaj właściciele restauracji. Pierwszy ma ośrodek sportowo - rekreacyjny połączony z hotelem i restauracją , drugi sieć restauracji . Obaj w modernizację i rozwój zainwestowali potężne pieniądze , dla obu wykonywaliśmy wiele usług z naszej branży przez wiele lat . Obaj płacili ogromne podatki państwu , a kiedy przyszła pandemia nagle ich biznesy to państwo wyautowało zostawiając ich bez żadnej pomocy i  nie ich jednych . Te otrąbione na 4 strony świata "tarcze "osłonowe dla biznesu , to jest jedna wielka ściema ; wiem coś o tym , bo się też staraliśmy , a jako firma mikro dostaliśmy tylko ze starostwa bezzwrotne 5 tysięcy , co w naszym przypadku nie pokryło nawet zusu za jeden miesiąc . Nam jednak pandemia nie zaszkodziła, nie musieliśmy z dnia na dzień zamykać firmy , choć nie jest też za wesoło , przetrwamy. Tak źle jak tej zakłamanej zgrai pisowskiej nie życzyłam jeszcze nikomu . I mniejsza o to, że jesteśmy w trakcie zlecenia i mamy u Zmarłego dziś Klienta nierozliczoną do końca inwestycję i pewnie już nie odzyskamy tej kasy , jakoś przeżyjemy tę stratę . Stratą jest życie człowieka , zaangażowanego w sprawy miasta , drużyny siatkarskiej , miejskie wydarzenia, zwyczajnego , sympatycznego, pracowitego  gościa . Oby ta zaraza zmiotła ich wprost na śmietnik historii albo do piekła.  

czwartek, 10 grudnia 2020

10.12.2020 Co by tu dzisiaj ...

 Ano, zaczęło się od bezrobocia. Program ofertowo - kosztorysowy wymagał natychmiastowej aktualizacji, a na dodatek to win się aktualizował od wczoraj i się takie muły z komputerów porobiły, że pracować się nie dało. Zagoniłam więc synalka - nawiedzonego informatyka do prostowania . No i zrobił , ale trwało to strasznie długo . Prawie 4 godziny .  Mieliło się w laptopach a mieliło. Żeby jednak całkiem czasu nie zmarnować zajęłyśmy się sprawami świątecznymi. Przygotowałyśmy upominki dla klientów. Jutro powiążemy wstążeczki do paczek ( dziś nie miałyśmy przygotowanych ) i gotowe . 

Kilka kilometrów od  naszego biura w kierunku Gniezna zdarzył się wypadek . Zderzenie osobówki z tirem, dwie ofiary śmiertelne , tir w rowie , a jego kierowca ranny w szpitalu . Droga była zablokowana jeszcze jak wyjeżdżałam z biura po 16.00 a policja kierowała do objazdu .  

Po obiedzie uszyłam dwa obrusy i bieżnik . Obrusy dla nas, bieżnik dla synowej , bo mnie prosiła . Właściwie to zapytała czy nie mam jakiegoś kawałka czerwonego materiały na świąteczną serwetkę . A że mam całkiem spory ścinek od obrusa to obiecałam uszyć . Małżonek tymczasem pojechał wymienić butlę z gazem. I oczywiście zaliczyliśmy spacerek wieczorny , chociaż dziś nieco krótszy , bo jakoś późno się zrobiło przy tym szyciu. Jak to dobrze, że jutro koniec tygodnia , robotę świąteczną podciągnę przez weekend i może dokończę książkę . Dobrze się czyta , ale jest tak przesłodzona , że ciężko przez to przebrnąć . Więcej napiszę jak skończę . 

środa, 9 grudnia 2020

9.12.2020 Sprawy babusine

 Mieliśmy dziś w biurze prawdziwą szkołę. Wnuczek w salce , wnusia w gabinecie dziadka , każde ze swoim laptopem i słuchawkami zgłębiało tajniki wiedzy. Nie wiem czy się czegoś nauczą takim systemem, bo nie wszystkie dzieciaki są zdyscyplinowane i po prostu przeszkadzają ; jedzą , bawią jakimiś zabawkami , gadają , odchodzą od komputera .Wnuczek narzeka, że nie może się przez to skupić , do wnuczki po lekcjach dzwonią koleżanki, że czegoś nie zanotowały , nie pamiętają itp. Nasze są ambitne , zadania wykonują i wysyłają od razu , ale jest z tym różnie. Do synowych też często dzwonią też inni rodzice , z tym samym- czegoś dzieci nie zapamiętały , niedosłyszały itd.  Ogólnie to wsparcie mnie się nie podoba. Ja rozumiem pomoc , jak ktoś np. choruje, czy z jakiegoś innego powodu nie mógł wziąć udziału w zajęciach , ale jak są na lekcjach i nie uważają , to z jakiej racji ? To dzwonienie jest zresztą nagminne i wtedy gdy normalnie zajęcia się odbywały w szkole. Po zajęciach dzieciaki ubrały się i poszły na podwórko. Najpierw urządzili wyścigi dookoła budynku , a potem otworzyli sobie garaż i z kartonów po przesyłkach , wózka towarowego i taśmy klejącej zbudowali bolid formuły 1 . Nawet dokumentację techniczną wyprodukowali ; rozrysowali sobie na kartonikach jak to jest zbudowane. Mieli z tego nie złą frajdę , a my ubaw. Potem wnusiu z mamą pojechał do domu , a wnusia pooglądała sobie filmy animowane w necie ,a ja zajęłam się swoimi sprawami czyli pisaniem umów.  Około 15.00 po wnusię przyjechała rodzinka. Mała jednak nie chciała jechać do domu tylko na obiad do nas , bo zrobiłam zupę ziemniaczaną , którą uwielbia . No to pojechaliśmy wszyscy. Zupy starczyło , najedli się wszyscy . Wnusia zadowolona , że babcia ugotowała. I tyle, pojechali . Spotykamy się za 9 dni na rodzinnym pieczeniu pierniczków . A my zaliczyliśmy codzienną trasę spacerkiem , zimno nas nie odstraszyło. 


wtorek, 8 grudnia 2020

8.12.2020 Czekamy na wnusię

Nocuje dziś u nas , bo mama ; uwaga ! załapała się na wizytę do swojego transplantologa po raz pierwszy od lutego . Cały czas  kontrolowali jej stan przez telefon.  Absurdalne ? Nie w naszym kraju ; u nas to standard.  Zaraz mi się pytanie nasuwa "kto jest nienormalny w domu dla wariatów?" . 

Tak poza tym nic szczególnego; nudna codzienność i w pracy i w domu. Do świąt coraz bliżej a ludzie jakoś tak szybciej chcą je obchodzić . Osiedla udekorowane lampkami , choinki po ogródkach oświetlone i zza szyb coraz więcej drzewek mruga lampkami . Miło się robi mimo tej zarazy i chaosu w kraju. 

Na dziś tyle. Jutro obowiązki babciowe więc pewnie też za wiele z klawiaturą nie poszaleję.

poniedziałek, 7 grudnia 2020

7.12.2020 Sprawy babusine

 W biurze niespodzianka ; zastałam ubraną choinkę . Sztuczną , w białym kolorze , udekorowaną granatowymi bombkami . Wnusia zrobiła nam taki żarcik .Zostawiła kartkę, że mogę zdemontować , bo wie, że mam firmowe bombki i dziadek mówił, o żywej choince. No to mobilizacja ; pojechaliśmy na zieleniak kupić żywą . Z pomocą wnuczka udekorowaliśmy w kolorze naszego biura czyli na turkusowo. No i mamy już trochę świątecznego nastroju w biurze . Niefarty nadal nas prześladują ; starszy synalek stracił telefon. Utopił się w sedesie. Jak mu się to udało ???  Ciekawostka ... Po prawdzie to ja też kiedyś utopiłam , ale  mój nie ucierpiał , wysuszyłam i było po sprawie , a jego wysiadł. I znów niezaplanowany wydatek. Noooszszzzz... 

Domowo na  razie bez pośpiechu, kontynuujemy wieczorne spacerki i dobrze nam to robi. Co prawda wiało dziś niemożliwie , ale i tak zaliczyliśmy zwykłą trasę. 

Tak poza tym zamówiłam sobie cd z muzyką świąteczną ; nowości Blackmore;s Night i Tarji Turunen. Słuchałam dema  i bardzo mi sie spodobało. 

niedziela, 6 grudnia 2020

6.12.2020 Św. Mikołaja

 dzisiaj, a to nieomylny znak ,że przygotowania do świąt czas zacząć . Ja zaczęłam już w połowie listopada , ale to ze względów praktycznych . Kiedy byłam małą dziewczynką i mieszkałam u babci na wsi , właśnie 6 grudnia przyjeżdżał organista z walizką pełną opłatków , które sprzedawał za "co łaska". Od tego dnia ruszały przygotowania do świąt . Ja co prawda opłatki kupuję w sklepiku z dewocjonaliami , a w tym roku udało mi się je pognieść niemal na pył zanim do domu przyniosłam więc kupiłam druga porcję po prostu w markecie ( nie którzy powiedzą , że profanacja ) ale przygotowania i tak ruszą . W mieście zapłonęły świąteczne iluminacje , choć bez tradycyjnego festynu, gwiazdora rozdającego słodycze dzieciom  i wspólnego śpiewania kolęd . jest ich za to więcej niż w ubiegłym roku i pojawiły się nowe  . Wybierzemy się na spacer obejrzeć, to zrobię jakieś fajne fotki i pokażę. 

Rodzinka przyjechała na obiad , dzieci zażyczyły sobie chruścików na deser , to babcia usmażyła . Chruściki zostały słownie trzy , obiad zniknął co do najmniejszego ziarenka ryżu więc chyba im smakowało. 

Nastawiłam wczoraj świąteczną nalewkę i pozmieniałam dekoracje. Jeszcze nie wszystkie , ale już zaczyna krążyć świąteczny nastrój po domu. W tym tygodniu planuję uszyć obrusy i wysprzątać w kuchni - nie jakoś gruntownie , bo sprzątam na bieżąco , ale szafki i okap wymagają umycia . Od gotowania i pary jednak brudzą się szybciej niż inne sprzęty. 

Niedzielny wieczór jak zwykle ; przy dzbanku pachnącej herbatki.  

sobota, 5 grudnia 2020

5.12.2020 Opowieści na sobotni wieczór - kamienie żyją - przyjaciele

 

Wielką miłością mojego męża są agaty. Nie ma wyjazdu , żeby jakiegoś nowego okazu nie przywiózł do domu .  Ja także je lubię a one odpłacają nam swoją sympatią ale o tym za chwilę . Występują w  niezliczonej ilości rodzajów i kolorów. Należą do grupy chalcedonów czyli tlenków krzemu. Są dość twarde; 6-6,5 w skali Mohsa ale mimo to łatwo je obrabiać a obróbka wydobywa ich piękno . Nieoszlifowane wyglądają jak zwykły kamień polny, na pierwszy rzut oka nie do rozróżnienia , dopiero po przecięciu odkrywają swoje tajemnice.   Chalcedon występuje sam w sobie jako kamień- np. chalcedon  naciekowy , albo najcenniejszy ,biało – błękitny nazywany niebieską koroną . Do grupy chalcedonów należy też onyks; o którym niedawno pisałam oraz sard i sardonyks.

Nazwa pochodzi od rzeki Achatos ( dziś Dirillo) z Sycylii , gdzie wydobywano go już w starożytności . We wspominanym już kilka razy przeze mnie rytualnym napierśniku kapłanów żydowskich symbolizuje jedno z 12 imion Boga i tłumaczy się „silny” .

Agat występuje w wielu miejscach na świece  min. w Brazylii, Urugwaju, Indiach, Rosji i Czechach oraz w dużych ilościach w Polsce , głównie na Dolnym Śląsku.  Występują w geodach i skałach osadowych a powstają w procesach zastygania lawy. Barwę zawdzięczają domieszkom o różnym składzie chemicznym . Nasze ,polskie spotykamy w kolorach ziemi ; brązach , beżach , szarościach . Brazylijskie są najbardziej kolorowe .  Dla ułatwienia sobie pracy podział skopiowałam z Wikipedii, choć nie całkiem oddaje to stan faktyczny i jest mało precyzyjne. Odmian jest całkiem sporo , zależnie od składu , koloru i struktury , dzielą się następująco :

  • agat forteczny – wstęgi agatu o poszarpanych krawędziach, przypominających bastiony dawnych fortec,
  • agat mszysty – ponieważ nie jest pasiasty, nazwa agat mu nie przysługuje. Struktura przypomina mech ( dopisek mój)
  • agat dendrytowy – bezbarwna lub białawo-szara, przeświecająca odmiana chalcedonu o "rysunkach" przypominających drzewa lub paprocie, zwanych dendrytami,
  • agat pejzażowy (krajobrazowy, obrazkowy) – agat dendrytowy, który ze względu na brązowe lub czerwonawe odcienie oraz wrośnięte dendryty tworzy coś w rodzaju pejzażu. Ponieważ nie jest pasiasty, nazwa agat nie jest usprawiedliwiona,
  • muszkowiec (agat muszkowy); a. dendrytowy, w którym dendryty tworzą niezwiązane ze sobą, kłębiaste zrosty, przypominające grupy siedzących much,
  • agat oczkowy – rysunek w kształcie pierścienia o punkcie centralnym przypominającym oko. Typ agatu kolistego,
  • agat ognisty – bardzo rzadka odmiana o budowie nerkowatej, nieprzezroczysty, zawierający limonit, chalcedon warstwowy o zbliżonej do opala grze barw (iryzacja), która powstaje wskutek ugięcia i załamania światła na wrostkach żelaza, występuje w Meksyku i USA – Arizona,
  • agat sagenitowy,
  • enhydros – migdał agatu lub jednobarwna buła chalcedonu, niekiedy wypełniona wodą, przeświecającą przez ścianki. Po wyjęciu ze skały macierzystej ciecz zwykle wkrótce wysycha,
  • karneol
  • onyks – kamień warstwowy, biało-czarny (cenna odmiana agatu). Jest to też nazwa jednobarwnego chalcedonu np. czarny onyks,
  • sard – agat o koncentrycznych strefach zewnętrznych i pakiecie równoległych wstęg,
  • sardonyks (sardonik) – kamień warstwowy biało-czerwony (odmiana agatu).
  • agat warstwowy (szczelinowy) – powstają w szczelinach różnych skał. Warstwowanie tej odmiany agatu dosyć często bywa rozwinięte symetrycznie względem płaszczyzny symetrii szczeliny

Agat był znany i ceniony już tysiące lat temu. Cechuje się nie tylko pięknym wyglądem, ale też wieloma właściwościami leczniczymi. Od wieków jest symbolem bogactwa oraz udanego życia. Leczy skórę oraz choroby oczu, koi i wzmaga siły obronne organizmu.

 Agat po grecku znaczy „dobry”. I taki właśnie jest ; przyjazny dla ludzi pod każdym względem. Już od wieków  wykonywano z niego między innymi sygnety i pieczęcie. Agat kochali między innymi starożytni Grecy i Rzymianie. W czasach barokowych kamień ten był wykorzystywany do produkcji różnego rodzaju ozdobnych pudełek, biżuterii oraz ołtarzy.  Wierzono też, że agat wskazuje idealne miejsca do połowu pereł.  Przypisywano mu rozliczne cudowne właściwości. Dzieci miał chronić przed złymi elfami , miał odstraszać jadowite gady i płazy , a starty do postaci proszku i podany do wypicia miał neutralizować trucizny po ukąszeniach . Zaleca się go nosić mówcom i adwokatom , bo wspomaga dar wymowy , wzmaga też waleczność i w walce przynosi zwycięstwo . Leczy łzawienie oczu i gorączkę . Agat o barwie różowej jest kamieniem miłości . Zapewniał szczęście rodzinne , a kobietom go noszącym przynosił radość i zdrowie. W starożytności chętnie łączono agat z onyksem , a spinano je kamieniem o nazwie „ kocie oko” o właściwościach magicznych i przynoszącym właścicielowi mądrość  i rozwagę . Kamień ten przypisany jest do znaku Panny , ale jest przyjazny właściwie dla wszystkich . Ale uwaga : czasem lubi sobie sam” wybrać” właściciela . W ezoterycznym świecie znane są przypadki , kiedy ktoś zachwycony pięknem agatów chciał je kupić – za wszelką cenę , wymuszając wręcz transakcję , wbrew radom sprzedającego i zamiast radości spadały na niego nieszczęścia.  Tu taka uwaga; jeśli wybieracie dla siebie kamień dajcie sobie na to dużo czasu . Przypatrujcie się , oglądajcie, dotykajcie, potrzymajcie chwilę w rękach , może poczujecie jakieś przyjazne mrowienie, może kamień zrobi się od razu ciepły ,   aż traficie na taki , który Was przyciągnie do siebie . Nie zawsze będzie piękny i efektowny albo cenny, często na pierwszy rzut oka będzie wyglądał niepozornie , ale taki któremu pozwolicie się wybrać będzie Wam służył i stanie się Waszym najlepszym przyjacielem . Doświadczyłam tego kilka razy . Mam też jeden naszyjnik , z labradorytu , (kamienia który bardzo lubię i uważam ,że jest jednym z piękniejszych)  , który mnie nie zaakceptował.  Gdy go zakładam czuję drapanie,  choć kamyszki są oszlifowane tak, że nie mają żadnych ostrych krawędzi .  Nie wiem dlaczego tak się dzieje , ale najwyraźniej nie jest dla mnie.

A wracając do agatów ; mamy ich nie małą kolekcję w różnych barwach i o różnym pochodzeniu. Były jednymi z pierwszych które zaczęliśmy zbierać . Najwięcej z nich w postaci kolorowych płytek lub brył. Kilka zdobi nasze biura , u mnie w kolorach niebiesko-szaro -turkusowych , u małżonka amarantowych.  Ostatnio kupiłam sobie zawieszkę w kolorze zielonym , a dwa przecudnej urody naszyjniki podarowała mi przyjaciółka . Jeden jest bardzo ciężki i raczej do wizytowych strojów , z polskich agatów w kolorach ziemi . Kiedy włożyłam go na szyję , kamień mimo swojego ciężaru natychmiast ułożył się tak ,że prawie go nie czułam , a kamienie zrobiły się cieple.  Drugi  żółto-zielony jest uosobieniem radości. Jak tylko go zakładam od razu wraca mi dobry humor . Latem noszę go bardzo często, bo pięknie wygląda do wydekoltowanych sukien.  W komplecie są do niego kolczyki , bardzo duże i ciężkie. Moje uszkodzone ucho nie wytrzymuje niestety ich ciężaru , ale znalazłam dla nich inne zadanie ; podpinam nimi firanki . Wygląda ładnie i wnosi spokój do pracowni.  W naszym domu agaty są wszędzie; na półkach , w słojach , w postaci naszyjników i w gablotce przy wejściu jako obraz, stoją jako część dekoracji na niby – kominku , czasem są dekoracją stołu na przyjęciach   i wiecie co ; odkąd je mamy nie wybuchają między nami żadne spory czy kłótnie , spokojnie rozwiązujemy wszelkie sprawy , a nasze rodzinne życie dobrze się układa więc coś w nich chyba jest . Na agatach najłatwiej zauważyć życie kamieni . Zmieniają się ich struktury i barwy, otwierają maleńkie geody , pojawiają się delikatne pęknięcia itp . Pokażę to na zdjęciach przy innej okazji.

Poniżej kilka okazów z naszej kolekcji 








piątek, 4 grudnia 2020

4.12.2020 Cieszę się ,

 że znów jest piątek i chwila odpoczynku w perspektywie . No nie całkiem , bo Mikołaj w niedzielę  i rodzinka na obiad przyjeżdża , a to znaczy ,że będzie nie zły rejwach . Na dodatek wrabiają mnie w upieczenie chruścików. Zrobię im , a co mi tam . Obiad planuję taki, który właściwie sam się gotuje czyli wołowinę z mandarynkami. Dzisiaj jak zawsze mieliśmy sporo do roboty . Nikt z nas nie siedział bez zajęcia . Synowa szkoliła się on line z rodo w placówkach medycznych , ja zakopałam się w tematy księgowo - zamówieniowo- handlowe , a chłopaki jak zwykle w terenie. nawet małżonek choć wciąż rekonwalescent to na awarie pojechał , bo ktoś to też musiał zrobić . 

Pod wieczór spotkaliśmy się ze stolarzem , innym - znajomy synalków i tak w praktyce to robi stoiska wystawowe na różnego rodzaju targach .Chwilowo na przymusowym bezrobociu z powodu zarazy . Dorabia sobie robieniem mebli. Trochę "zbladł" , bo czegoś takiego jeszcze nie robił , ale nie powiedział nie . Na razie zabrał rysunki i ma przygotować wycenę . W tym roku to już się pewnie nie wyrobi , ale przynajmniej mam szansę , że w końcu to zostanie zrobione. 

Na jutro specjalnych planów nie mam. Ogarnę trochę chatkę , pozmieniam dekoracje i podszykuję sobie obiad na niedzielę . No i prezenty mikołajowe dla dzieci zapakuję . Drobiazgi - głównie słodycze i autka -miniaturki dla chłopaków, dla wnusi opaska do włosów , bo to tylko Mikołaj. Te prawdziwe prezenty, wymarzone , przyniesie Gwiazdor. 

Dziergam smoka; korpus wyszedł prawie jak na fotce , smocze nogi całkiem nie źle mi się udały , za to nie mam pomysłu jak sobie poradzić ze skrzydłami.

Po śniegu nie ma już śladu .

czwartek, 3 grudnia 2020

3.12.2020 Pada śnieżek , pada

pada sobie równo ... Od siedmiu lat nie widziałam normalnego śniegu , a dziś sypnęło i to tak całkiem porządnie. Z pięć centymetrów zgarnęłam z auta i trzeba było nawet podwórko biurowe odśnieżyć . Nastrój od razu milszy się zrobił. 

Mój młodszy syn z synową podpisali dziś akt notarialny i zostali właścicielami działki budowlanej. W przyszłym roku planują ruszyć z budową domu. Powodzenia w tym przedsięwzięciu dzieciaki ! Jak znam młodszego to sobie da radę . 

Tak poza tym zajrzałam w zapiski z ubiegłego roku i jeszcze dwa do tyłu - z tych samych dni . I jestem zaskoczona ; jak spokojnie się żyło i planowało święta tak niedawno!  Aż trudno w to uwierzyć .

Dziergam smoka . Tak, takie nowe babcine zadanie . Nie wiem co z tego wyjdzie , bo nie ma opisu , a zdjęcie nie jest najlepszej jakości , ale czego się nie robi dla wnusi.  

środa, 2 grudnia 2020

2.12.2020 Coraz bliżej święta ...

 No tak , już drugi dzień grudnia .Dzień się mocno skrócił i to jest to czego nie lubię w zimie wstawania po ciemku. Mroźno dzisiaj i jakoś wilgotno . Czyli tak zimowo . Jutro ma padać śnieg , ale śmiem w to wątpić. W moim mieście pada bardzo rzadko. Przyszły dziś zamówione prezenty dla młodzieży i mężusia, czyli mam wszystko .No prawie , a jak wiadomo prawie robi pewną różnicę . Nie spinam się i nie denerwuję , że z czymś nie zdążę. Czasy są jakie są - nie chcę napisać ,że ciężkie , bo bywały gorsze- i należy się dostosować zamiast załamywać ręce.  Tak mnie pozytywnie podkręcił znajomy , a właściwie były sąsiad w bloku. Przyszedł po jakiś drobiazg i ucięliśmy sobie chwilę pogawędki o tym i owym . Restaurację ma nieczynną z powodu kowida , ratuje się jak może dowozem , ale ogólnie słabo mu to idzie. Na szczęście ma jeszcze inne zajęcie i jakoś sobie radzi . I chociaż jest wściekły na sytuację uważa ,że sytuacja jest taka, że powinna dać pole do kreatywności , inspirować , żeby po czasie odbić w górę i pójść dalej z nowymi pomysłami.  Fajne podejście ...

Inny znajomy przyjechał dzisiaj do firmy z pakietem prezentowym piwa Fortuna. Dałam mu kiedyś kilka kawałków kabla . Takie ścinki , które i tak poszły by na złom . Koniecznie chciał mi za to płacić . Nie wiedziałam ile od niego za to wziąć , bo to odpad więc zażartowałam ,że ma chłopakom po piwie postawić . No i się chłop przejął i zamiast jednego postawił cały pakiet.  A najlepsze, że ja już całkiem o tym zapomniałam , a chłopaki oczy zrobili , bo co to za okazja. 

Odwiedziłam dziś matkę . Przechodzi samą siebie . Od wejścia awantura , bo telefon ma nieczynny . Jak to nie czynny pytam. Nie działa , jest całkiem głuchy , popsuty i w ogóle do d..y. Biorę do ręki , próbuję dzwonić , wyrzuca komunikat ,że tylko numery alarmowe. Wyłączam , włączam jeszcze raz - na ekranie "brak karty sim" . Mówię matce, że nie ma karty sim , Jakiej karty , ja nie mam żadnej karty , tu nic nie było. Tłumaczę jej, że chodzi o kartę sim , na której jest jej numer telefonu . Nie ona nie ma żadnej karty , telefon jest do niczego itd. No to rachunku nie zapłaciłaś mówię . No to wyleciała na mnie, że ona płaci , ma wszystko zapłacone , nawet rachunki sobie uszykowała , bo jutro idzie nowy kupić. Patrzę na rachunki- faktycznie zapłacone. Otwieram tył, zdejmuję baterie i faktycznie karty nie ma . Pytam się po co wyjęła te kartę . Ona niczego nie wyjmowała, ona nie umie , nie wie, że tam coś jest i ona w ogóle nie ma żadnej karty . Znów tłumaczę , że chodzi o taki plastik, który się wkłada do telefonu i na tym jest numer telefonu ( tak dla uproszczenia ) . Wyparła się ,w żywe oczy . Znowu pytam , co zrobiła z tą kartą i dlaczego ją wyjęła . Ona nie wyjęła , chyba jak poszła zapłacić , jej coś pogrzebali . "Grzebanie" w aparacie sprowadza się do sprawdzenia sms-a z kwotą do zapłaty. W końcu stwierdziłam ,że nie mam co dyskutować tylko trzeba jechać do galerii do punktu i poprosić o wydanie nowej karty . Ale na stole leżał stary aparat i coś mi mówiło ,że mam zajrzeć . Otworzyłam i co widzę ? Karta włożona do starego, popsutego aparatu. Po jaką cholerę ? Nie dowiedziałam się i matka nadal się upierała , że ona tego nie przekładała . Włożyłam z powrotem do nowego, uruchomiłam i akurat zadzwoniła matki psiapsiuła i się pochwaliła, że ma taki sam , bo widziała matki aparat i jej się spodobał, że taki prosty w obsłudze wiec może "autotytet" Stefki zadziała i w końcu telefon będzie ok. Nie wiem już czy się śmiać z tego , czy ręce załamywać ...

Tak poza tym , to paczka z pierniczkami wyruszyła w długą drogę do Włoch.  Mam nadzieję , że tym razem dotrze na czas.