babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

czwartek, 31 grudnia 2015

31.12.2015 Ostatni dzień tego roku



No to podsumujmy :
-Wypisałam 1136 faktur
-Przygotowałam 405 ofert ( nie licząc takich szybkich , bezpośrednich odpowiedzi na meile)
-Wykonałam 4368 połączeń telefonicznych - w obie strony tylko z telefonu biurkowego , z komórki     brak danych
-wysłałam 244 przesyłki dhlem i niezliczoną ilość pocztowych
-nabiegałam się po urzędach , bankach , budowach i zusie
- wykonałam niezliczone ilości innych czynności związanych z pracą
-ogarniałam przy tym obowiązki domowe i babciowe
Napracowałam się ? ... Napracowałam ...
Czas poświętować .  A świętujemy sami . Winko i szampan już się w lodówce chłodzi , kolacyjka podszykowana , wyszukanych kreacji sylwestrowych nie przewidujemy .

Na nadchodzący Rok 2016 życzę wszystkim tu zaglądającym spełnienia marzeń , nawet tych najbardziej nieprawdopodobnych i odjechanych  , energii i zapału do zabawy zwanej życiem, optymizmu i nadziei ! I oczywiście niezapomnianej nocy sylwestrowej w strumieniach szampana i blasku fajerwerków!
A w prezencie mój ulubiony utwór w wykonaniu Vanessy Mae




 

Do poczytania za rok!

p.s. fotka z fajerwerkami pochodzi z cyberprzestrzeni - autor nie znany 



środa, 30 grudnia 2015

30.12.2015 To był rok

szalony . Tak właśnie ; szalony pod każdym względem , nie tylko w wymiarze  tym naszym małym rodzinnym i firmowym ale i w tym wielkim ; krajowym i światowym .
Czas pędził z prędkością światła a świat pogrążał się w szaleństwie ; konflikty zbrojne - zbyt bliskie naszych granic , ataki terrorystyczne , jakaś zadziwiająca liczba wypadków od zwykłych drogowych , obłąkańczych strzelanin w szkołach , pożarów i utonięć ,wypadków w kopalniach  , kataklizmów , klęsk żywiołowych , załamań w gospodarkach   po exodus uchodźców . Świat niczego nie załatwił , żaden z tych problemów nie został rozwiązany a każdy z nich będzie rósł , co nie wróży dobrze na lata następne .
Szaleństwo dotknęło i nas ; społeczeństwo chciało zmian i w podwójnych wyborach powierzyło nasz Kraj oszołomom z pod znaku teorii spiskowych , ziejących rządzą zemsty za wszelkie krzywdy przeszłe, teraźniejsze , przyszłe i urojone i rządnym władzy . I mamy już pierwsze efekty ; ludzie wyszli na ulice a w perspektywie dyktatura ( obym w złą godzinę nie chlapnęła). Nie uniknęliśmy też kolejnej klęski żywiołowej . Tym razem Kraj dotknęła fala niespotykanych upałów a co za tym idzie susza . Wyschły nawet rzeki, które zwykle wylewały , stan wód osiągał rekordowo niskie poziomy a uprawy wypalały bezlitośnie promienie słońca.
Nam ten rok minął w tempie równie szalonym , śmignął po prostu . Do wzmożonej ilości zadań doszły jeszcze tematy budowy . Tempo robót nas samych zaskoczyło .  Koparka wjechała na działkę po raz pierwszy 22 czerwca a już 22 grudnia zostały wykonane ostatnie prace w pierwszym etapie. 
Pracy było tyle, że zabrakło go na urlop czy choćby wypad nad jezioro w  letnie weekendy . Jesień przyniosła nam radosne ,rodzinne wydarzenie ; narodziny kolejnego wnuczka . Poza tym było komfortowo ; nikt nie chorował , nie było kłopotów z klientami ani braków w kasie .  Jedyny smutny akcent ; samobójcza śmierć kuzynki , absolutnie nie pojęta i nie do zaakceptowania – świeć Panie Boże nad jej duszą .

Wzorem lat ubiegłych niczego nie postanawiam i nie snuję wielkich planów . Sprawy codzienne będę załatwiać jak zwykle, najlepiej jak umiem , a we wszystkich innych daję Fortunie wolną rękę  - nie od dzisiaj wiem ,że nie przymuszona  do niczego postanowieniami i planami okazuje nam większą łaskawość i uśmiecha się przyjaźnie . 
Tradycyjnie już przywołam duchy ognia , zapalę dla nich jutro cztery świece ; białą na zdrowie , czerwoną na miłość i dobre małżeństwa nasze i naszych dzieci , zieloną na przyciągnięcie pieniędzy i srebrną dla ogólnej pomyślności i wypowiem tę samą od lat formułkę " Quod bonum felix faustum , fortunatuque sit" co w wolnym tłumaczeniu znaczy "niech ten rok będzie ku dobru , szczęściu i pomyślności " . Czego szczerze życzę wszystkim , którzy tu do mnie zaglądają . 

wtorek, 29 grudnia 2015

29.12.2015 Jeszcze trochę świątecznego klimatu

na fotkach , ale to za chwilę. Póki co robię porządki poświąteczne a przedsylwestrowe . Sylwestra chyba spędzimy sami ale ostatecznie to się rozstrzygnie jutro. Na wszelki wypadek lodówkę zaopatrzyłam tak, że kolację na więcej osób też bez problemu przygotuję . 
Inwenturę podciągnęłam na jakieś 70% . Ubrudziłam się przy tym jak nie boskie stworzenie , bo musiałam do każdego kartonu zajrzeć , a materiały instalacyjne do sterylnych nie należą i nic dziwnego , bo to wszystko do wykorzystania na etapie budowy . Jak dobrze pójdzie to jutro skończę. Poza tym wciąż jeszcze sprzedaję towar , załatwiam zamówienia i dostawy. 
I to by było na tyle ; zwyczajny dzień . Ochładza się . 

A teraz obiecane  fotki w świątecznym klimacie 
Prezenty w klimacie babcinym - papier w jabłuszka i szyszki , pamięta początek lat 90-tych - całkiem niedawno znalazłam w moich przepaścistych szafach zapomniany, spory wałek . W klimat wpisał się idealnie  


Drewniane zawieszki decoupagowe - coraz lepiej mi to wychodzi - robią w tym roku za staropolską podłaźniczkę 


W sypialni skromnie , jeden bukiet zimowy na komodzie , jako dodatek pudełko z zimowym widoczkiem    ( zrobiłam je niedawno i na razie nie wiem co z nim zrobić ) 


Tradycyjne miejsce na kuchennym stole w kolorze srebrno - białym z dodatkami w postaci renifekrków 


Świecznik zdobią kartki otrzymane od rodzinki i przyjaciół oraz drewniane zawieszki


Stół wigilijny , tym razem w barwach srebra i zieleni , jeszcze w trakcie przygotowań 

A na koniec pochwalę się prezentem od Gwiazdora : torebką z wzorem , który przywodzi na myśl malarstwo holenderskich mistrzów . W rzeczywistości torebka ma intensywne ,żywe barwy , światło sztuczne psuje trochę efekt 


poniedziałek, 28 grudnia 2015

28.12.2015 Ostatnie dni roku

ostatnie zadania do wykonania w ilości przerastającej nasze możliwości , a w każdym razie moje , bo chłopaki realizują zaczęte inwestycje a ja przyjmuję zamówienia , zamawiam towar , załatwiam różne sprawy papierkowo - logistyczne , prostuję sprawy pokręcone i nadganiam odłożone na potem. Najwyraźniej rok skończy się tak jak zaczął ; pracowicie i z dobrym wynikiem i to mnie cieszy najbardziej. 
Niepolitycznie nie chce mi się nawet pisać ; rzeczywistość przerasta nawet najbardziej absurdalną fabułę political fiction.  Prostą drogą zmierzamy w stronę dyktatury .  A wczoraj niespodziewanie dotarł do mnie mechanizm i motywacja tych co głosowali na zamordyzm i teorie spiskowe. Młody , doskonale wykształcony człowiek przyznał się ,że głosował na pis ze względów etycznych , bo są przeciw aborcji i in vitro a on też jest przeciwny . Ja rozumiem ,że jest wierzący , ma jakiś system wartości , ale do licha , w imię swojej etyki, nie zważając na to co leży w interesie Kraju  przyłożył ręki do rządów oszołomstwa i teorii spiskowych . Nie pojęte ! Nie ważna gospodarka , nie ważna nasza pozycja na forum międzynarodowym , nie ważny interes Państwa , nie ważne prawo ani ustrój , liczy się własny pogląd na in vitro i aborcję a na pytanie dlaczego w imię swoich poglądów odmawia innym prawa wyboru i chce narzucać swój światopogląd odpowiedzieć składnie nie umiał. Postawa godna moherowego beretu . Nie chcę być złośliwa i nikogo obrażać , nie o to mi chodzi . Kiedyś taką hipokryzję i małostkowość nazywano dulszczyzną - choć może nie do końca w takim ogólnospołecznym kontekście .
 A mój małżonek , słucha wiadomości i co chwilę wybucha śmiechem słuchając pokrętnych uzasadnień pisowskich klakierów i niby polityków mocno już nie wyspanych z powodu nocnych obrad. ( tu wskazane byłyby egzorcyzmy - jak pisałam niedawno). 
W ogródku moich znajomych kwitną róże i uwaga : nagietki ! Jakieś pogodowo - przyrodnicze  kuriozum ! 


niedziela, 27 grudnia 2015

27.12.2015 Jeszcze jeden świąteczny dzień

minął i jutro znów dzień jak co dzień czyli praca. Pewnie będzie co robić jak zwykle  a do tego inwentura . Nie lubię tego liczenia każdej śrubki . Zajmuje mnóstwo czasu i tak naprawdę nikomu to nie potrzebne , ale co zrobić skoro jest taki przepis. 
Przydałoby się zrobić sobie wolne do nowego roku , ale o tym możemy pomarzyć ; na taką przerwę mogą sobie pozwolić firmy produkcyjne i urzędnicy . Tacy jak my, pracujący w usługach nigdy. 
Popołudnie spędziliśmy u teściowej i Szwagroskiej. Dobre wiadomości ; Szwagroska po raz drugi zostanie babcią , ale dopiero latem .  
Sylwestra chyba spędzimy sami . Jakoś z nikim na razie zgadać się nie sposób . Znajomi nic nie planują ale nie wiedzą czy chcą . No cóż dobre i to , zwłaszcza ,że pierwszego zwali się nam rodzinka na moje urodziny. A że takie bardziej okrągłe , to jakimś tortem muszę "błysnąć" więc znów mam co robić . 

sobota, 26 grudnia 2015

26.12.2015 I prawie po Świętach

Minęły szybciej niż by się chciało. Było gwarnie, wesoło , głośno i smacznie . Znalazł się też czas na pośpiewanie kolęd , W roli Gwiazdora wystąpił nasz pracuś . Trochę chudy jak na Świętego ale przynajmniej amerykańskiego, przerośniętego krasnoludka nie przypominał . Dzieci jeszcze nie wpadły na pomysł,że to ktoś przebrany i dobrze , niech wierzą w Gwiazdora  jak najdłużej . Mały wnusio uśmiecha się już prześlicznie ( wczoraj skończył 2 miesiące) a w Wigilię i wczoraj ze stoickim spokojem znosił cały ten rozgardiasz.  Napracowałam się przy przygotowaniach , ale co mi tam ... To wokół nas skupia się od pewnego czasu życie rodzinne więc póki mam siły będę to robić. 
Dziś spokojniejszy dzień , choć możliwe ,ze odwiedzą nas teściowie młodszego . Póki co cieszymy się spokojniejszym popołudniem i kawką zaparzoną w nowym ekspresie . Młodzież kupiła nam na prezent . 
Znalazłam w necie piękną sukienkę dla wnusi , specjalnie na świąteczny koncert . Przyszła dzień przed Wigilią . Okazała się zachwycająca, jeszcze ładniejsza niż na zdjęciu  a mała wygląda w niej prześlicznie . Denerwuję się z powodu tego koncertu , choć wiem ,że wnusia da sobie radę . 
Jutro idziemy na kawę do teściowej i Szwagroskiej . 
Z innych spraw , to dziś w nocy przewróciła się choinka . Maluchy ściągały z niej wczoraj pierniczki i cukierkowe sopelki , pewnie się przesunęła  w stojaku . Miałam dodatkowe zajęcie ; sprzątanie igliwia i potłuczonych ozdób, ale ozdoby po to są ,żeby się tłukły . Za rok kupimy nowe . 

środa, 23 grudnia 2015

23.12.2015 WESOŁYCH ŚWIĄT !

Już dziś , bo jutro z pewnością już czasu mieć nie będę ( dziś też zresztą jego nadmiarem nie grzeszę) wieczerza dla 12 ludzi to nie takie hop, pracy czeka mnie jeszcze nie mało . 

Życzę Wam , którzy tu do mojej szafunierki zaglądacie radosnych , ciepłych Świąt z bliskimi , niech wraz z zapachem choinki i wigilijnych potraw snuje się miłość , niech w blasku choinkowych świec odbija się nadzieja na lepsze jutro , niech Gwiazdor podrzuci wymarzone prezenty, niech te Święta przyniosą dobro i energię na kolejny rok , niech będą niezapomniane




Do zobaczenia po Świętach !

wtorek, 22 grudnia 2015

22.12.2015 Makowiec i inne przygody

Zamiast piec ( co zresztą nie źle mi wychodziło ) a co za tym idzie dodatkowe godziny w kuchni zaliczać kupiłam w renomowanej , zabytkowej cukierni . Zabytkowej , bo pracuje od  1876 roku i wciąż używa starych receptur a wypieki nie mają sobie równych . Odstałam jakieś 25 minut , ale dostałam . Nie szalałam , kupiłam jedną sztukę około 2 kg . I tak na słodkie wielu chętnych nie ma więc wystarczy . Ja tam w cukierni nie poszalałam , ale kobieta kupiła takich strucli sztuk 6 . Odebrała elegancko zapakowane w karton z firmowym nadrukiem i pergamin i zamiast wziąć w ręce od spodu złapała karton od góry za krawędzie , no i karton nie wytrzymał ; urwał się z dwóch stron i wszystkie te makowce razem z kartonem poleciały na posadzkę . Każdy z osobna był owinięty jeszcze papierem więc się nie rozsypały ale połamały się totalnie . Ekspedientka pomogła jej to pozbierać , ale jeść to pewnie będą łyżką z pucharków.  W sumie wyglądało to zabawnie , ale żal mi było kobiety. 
Ostatnie dni pracy przed świętami , ale nie odpuszcza nam ani na chwilę . Wciąż jeszcze robię zamówienia i piszę kolejne faktury . Próbowałam zająć się inwenturą i skończyło się tak,że przeliczyłam zawartość jednego regału. 
A poza tym popycham domowe tematy. Wyprasowałam co mi zalegało w szafie od niedzieli i przesmażyłam sobie mak do makiełek. Z tym co zostanie upiekę rogaliki z makiem . Przygotowałam też sobie wszystko co potrzebne do jutrzejszego gotowania potraw wigilijnych . Właściwie do Świąt jestem przygotowana ( albo i nie , to się okaże jutro o czym zapomniałam) , smakołyki czekają na wrzucenie do garnka , choinka ubrana , mieszkanie udekorowane , prezenty zapakowane leżą pod choinką , goście , czyli moja matka , teściowa i Szwagroska zaproszeni , mężusiowa , wizytowa koszula odprasowana . Można świętować . Póki co , jeszcze dzień pracy. Mężuś  prezesuje , objeżdża naszych najważniejszych klientów z życzeniami świątecznymi , a ja jak wyżej . 
Zimy ani śladu ( chyba nawet ona uciekła z naszego pięknego Kraju ) , wciąż chodzę bez kapelusza i w półbutach , a szal zakładam dla ozdoby. 
A jeśli chodzi o sprawy nie polityczne , to moda na tandetne broszki w stylu pani szefowej Rządu się robi. Pełno tego w sklepach ze świecidłami. Tak a propos: dziś założyła broszkę w kształcie kotów , chyba po to żeby się przylizać prezesowi . Tak mi się skojarzyła amerykańska polityk Madeleine Albright , też lubiła broszki i umiała je dobrać.  Jeśli nasza Premier chce ją naśladować to powinna się lepiej postarać , albo udać się do stylistki. 

poniedziałek, 21 grudnia 2015

21 a właściwie to już 22 .12.2015 Uuuuufffffff !!!

Mogę powiedzieć ,że od 20 minut mam chwilę spokoju . Babciowanie i pakowanie prezentów potrafi zmęczyć , a ja dzień miałam długi . Próbę odwołano więc miałyśmy więcej czasu na zabawy i pieczenie ciasteczek. Więcej szczegółów później , na jeden dzień wystarczy obowiązków i pracy . Przygotowania do świąt prawie na ukończeniu . Jutro zaczynam pichcić .

niedziela, 20 grudnia 2015

20.12.2015 Kocham ten układ :

baba w kuchni , chłop w garażu . Każdy na swoim miejscu i nikt nikomu w drogę nie wchodzi . Mężuś pojechał skontrolować podwykonawców , potem majstrów od ogrzewania ( od soboty mamy ciepło na budowie , brama jeździ od czwartku , tym samym ten etap budowy zamknięty definitywnie), a na koniec do garażu robić porządki . Ja tymczasem włączyłam sobie gotycki rock i ruszyłam sprzątania jak tylko z zakupów wróciłam . Dobrze mi poszło , z przerwą na obiad skończyłam około 18.00. Upiekłam też ciasteczka na choinkę i kilka ciasteczkowych choinek dla ozdobienia chatki z piernika . 
Napracowałam się wczoraj i trochę dziś . Wczoraj solidnie , dziś tak trochę , bo już tylko robię rzeczy przyjemne i nie wymagające wielkiego wysiłku. Nie zdążyłam zrobić zdjęć , mam zaledwie kilka i jedną ciekawostkę ( Luciu , dla Ciebie w szczególności)  ) . 
Mogę stwierdzić ,że świąteczne sprzątanie mam z głowy . No powiedzmy, gdybym się bardzo uparła to byłoby jeszcze co robić - przewrót w szafach na ten przykład, ale po szafach nikt buszował mi nie będzie więc odpuszczam . Ubrałam też choinkę i ozdobiłam elementy chatki z piernika . Nie specjalnie mi to wyszło , ale należało zrobić lukier po swojemu a nie według przepisu z opakowania na chatce . Efekt końcowy chatkę jednak przypomina . Jutro mam pod opieką wnusię i duże obowiązki z tym związane ; odprowadzenie i odebranie ze szkoły , próbę przed koncertem i upieczenie ciasteczek na szkolną Wigilię. Nie wiem jak z tym wszystkim zdążymy ... 
A dziś już tylko wykończyłam chatkę z piernika , uszykowałam zawartość koszyczków świątecznych dla mam ( tym razem na Wigilii będzie nas więcej; oprócz zwykłego składu jeszcze teściowa i Szwagroska) i uszyłam koronkowe mitenki dla mojej wnusi. Podobają jej się moje , ale na tak małe łapki koronkowych nie znalazłam nawet w całym internecie więc uszyłam z szerokiej, elastycznej koronki , tym samym wywiązałam się z obietnicy. Prezenty pakuję jutro jak już wnusia pojedzie do domu. 
A teraz kilka fotek ; zacznę od ciekawostki , wystawy w sklepie ze skandynawskimi ciuchami : na pierwszej fotce żakiet był cały z różowych , niebieskich i czarnych cekinów , ale słabo wyszedł, bo światło padało tak ,że w wystawie bardziej widać mnie z aparatem i budynek poczty , na drugim już jest inny , ale fotka bardziej udana a najważniejszy jest dół : żywe gałązki tui i świerku .


Kilka moich dekoracji świątecznych 
Jedna z dwóch kuchennych 


Stałe miejsce ; tym razem w wersji zimowej

Babcina choinka zgodnie życzeniem dzieci z orzeszkami , szyszkami , szydełkowymi i słomianymi zabawkami , są też pierniczki , cukierki i sopelki - lizaczki 


Na niby - kominku 

I mało efektowna piernikowa chatka ( robiłam już lepsze , nie ma jak to własna koncepcja) 

Tym razem za dekorację robią też kamienie ,podświetlone lampkami na baterię 

I przy wejściu na szafce do butów - " skrzynka na granaty "nabrała znów nowego życia w połączeniu z latarenką i zimowym bukietem

Brakuje reszty dekoracji z kuchni i sypialni oraz zawieszek , które niedawno wyprodukowałam.

I jeszcze miejskie obrazki , trochę pozbawione uroku z powodu braku śniegu ;jedna z  naszych miejskich choinek  

Niedawno pojechałam do klienta i tuż za jego budową , w środku miasta odkryłam taki urokliwy zakątek 


I na koniec maskotka - prezent , o którym niedawno wspominałam 












piątek, 18 grudnia 2015

18.12.2015 Pierniczki

upieczone , polukrowane , jutro popakujemy w blaszane puszki i poczekają do Świąt. Właściwie to powinny być pieczone w środę , ale czasu na to nie było . Tym razem prawie wszystko robiły maluchy. Wyszło trochę krzywo , na nie których za dużo ozdób i lukru ale tym bardziej są udane. A dzieci miały frajdę , a przecież o to chodzi ,żeby pamiętały  świąteczną atmosferę. Najmłodszy wnusiu też ma w pieczeniu swój udział , z pomocą mamy , babci i cioci odcisnął w piernikowym cieście swoją małą piąstkę i w ten sposób ma swojego pierniczka .
Jutro definitywnie muszę zabrać się do prac domowych . Zacznę zaraz po powrocie z porannych zakupów . Wiele tego nie będzie , bo kupiłam wszystko już wcześniej . Najważniejsza jednak będzie choinka. Jak zwykle u nas żywa.  
Pomalowałam sobie włosy . Młodsza synowa pomogła mi nałożyć farbę . Wyszło jak się spodziewałam; bardzo ciemne bordo. 



czwartek, 17 grudnia 2015

17.12.2015 Będzie trochę chaotycznie i ogólnie , ale to na początek

Obiecuję się poprawić i pisać bardziej składnie .
Nie politycznie miało być  na wesoło ale nie będzie , bo atmosfera się zagęszcza i robi się  groźnie. Atmosfera w Kraju kojarzy mi się z latami 30 –tymi XX wieku za Odrą . Dzieją się rzeczy dziwne i oburzające a ludzie szybko wyszli na ulicę . Nie minął miesiąc od zaprzysiężenia nowej ekipy rządzącej. Można rzec : mamy co chcieli zwolennicy oszołomstwa i teorii spiskowych . Ciekawe kiedy przejrzą na oczy , przynajmniej niektórzy. Nie minął miesiąc a nowa ekipa już zdążyła pokazać swoją arogancję , rządzę władzy, brak kompetencji i chęć odwetu. A MNU , który się tak deklarował Prezydentem wszystkich Polaków , okazał się Prezydentem swoich kumpli i kolesi. Najpierw ułaskawił przestępcę , zanim sąd wydał wyrok , nie przyjął ślubowania od 3 legalnie wybranych sędziów TK i podpisuje wszystkie pomysły rządu jak leci a teraz jeszcze wygłasza z okazji różnych rocznic i miesięcznic manifesty podżegające do szowinizmu  . Jak kukiełka robi to co mu każe wódz. Nie on jeden zresztą . Dokładnie tak samo zachowuje się szefowa rządu a klakierzy przyklaskują i w bezczelny sposób, publicznie w mediach próbują usprawiedliwiać wszystkie pokrętne i niezgodne z prawem posunięcia swoich kumpli z ekipy.
No i nie wiadomo : już strasznie czy jeszcze  śmiesznie .
Jedyna rozsądna ekipa w sejmie to Nowoczesna. Rząd jaki jest każdy widzi . Szkoda ,że nie wszyscy widzą jednakowo jaskrawo . Poprzednia ekipa musiała odejść , nie mieli już nic do zaoferowania . To zresztą naturalny proces w całym cywilizowanym świecie ,że się partie wymieniają . Jesteśmy jednak narodem nieobliczalnym i jak się okazało pazernym ; większość zagłosowała na enigmatyczną obietnicę 500  złotych na dziecko i przywrócenie niższego wieku emerytalnego , nie myśląc o tym , co się za tym kryje i ,że to patykiem na wodzie pisane obietnice ( teraz rząd będzie robić wszystko , nie licząc się z tym ,że szykują nam krach finansów państwa po to ,żeby spełnieniem tej obietnicy zamydlić oczy i ukryć za tym inne swoje działania zmierzające do zrealizowania ich chorych dyktatorskich wizji ale o tym w innym kawałku) . Mamy więc z jednej strony obietnice dość pokrętnie wyjaśniane , zamach na trójpodział władzy , nocne narady , modły i egzorcyzmy , czczenie rocznic i warty honorowe przed pałacem prezydenckim , jakieś miesięcznice i wiece , 20 –letnich doradców ministra obrony , odgrażanie się sąsiadom bronią atomową  , zapowiedzi rozliczania rzekomych zdrajców narodu ,próby cenzurowania przedstawień , pyskówki w sejmie , nocne wyprawy do domu prezesunia  , judzenie i dyskredytowanie już nie tylko opozycji ale i obywateli , a to wszystko ubrane w patriotyczno - religijne  frazesy i fanatyzm .Z drugiej Komitet Obrony Demokracji , marsze i obywatelskie ruchy , apele intelektualistów i  znawców prawa , riposty i protesty opozycji i kłótnie w mediach .To wszystko byłoby nawet śmieszne , gdyby nie fakt ,że stało się groźne . Tak , groźne – nie pomyliłam się . Wystarczy posłuchać uważnie i przyjrzeć się migawkom w tv.  Szara eminencja prezes partii rządzącej , który utożsamia się chyba z Piłsudskim czy wręcz królem- Słońce ( zza pleców szefowej rządu i MNU; za nic sam nie odpowiada) , otacza się przestępcami i obłąkanymi , w każdym wystąpieniu  sugeruje jakieś układy , wrogie siły , jak zwykle bliżej nieokreślone , odmawia ludziom myślącym inaczej niż on polskości , sugeruje zdradę narodu i dzieli Polaków na gorszych ( tych co przeciw nam ) i lepszych - katolików i patriotów ( tych co z nami ) , urządza marsze z pochodniami i zapowiada odwet . I znajduje posłuch i poparcie. Wystarczy przyjrzeć się popierającym swego prezesa :średnia wieku 60+ , tępe twarze bez śladu inteligencji , naznaczone fanatyzmem , obłęd w oczach i Krzyże w ręce ( było ? było , w średniowieczu  ! brak tylko słynnego „ Bóg tak chce” – Urbana VIII, jeszcze te kilka słów  i krucjata po wrak tupolewa może ruszać ) . Na transparentach równie fanatyczne hasła często z błędami ortograficznymi , na ustach równie fanatyczne okrzyki , ataki na dziennikarzy tylko za to że wykonują swoją pracę i już nie zalew ale tsunami tyleż nienawistnych co głupich i bezsensownych wpisów w necie pod adresem opozycji i wszystkich którzy nie są po tej , jedynie słusznej prezesowskiej stronie .Efekty zbiorowego prania mózgów ; jak to możliwe w XXI wieku , w środku Europy ?  Kiedy to obserwuję , przypomina mi się scena z filmu „Kabaret” z Lizą Minelli . Scena kiedy mały , uroczy  chłopczyk ubrany w brunatną koszulę , w kawiarnianym ogródku śpiewa pięknym , ćwiczonym głosem ludową piosenkę i ta niewinna piosenka wznieca w słuchaczach falę nienawiści i fanatyzmu aż na koniec tłum wznosi niby patriotyczne ale pełne nienawiści okrzyki. Ci , co oglądali film „Kabaret” wiedzą o czym piszę .
Opozycja i obywatele na razie reagują spokojnie , jakiś komitet obrony demokracji , jakiś list otwarty, jakieś zgromadzenie czy marsz , podskoki i nie zawsze poważne hasła , typu „oddaj kota „ koszulki z napisem „Polak gorszego sortu „  i oczywiście bardziej poważne dyskusje w sejmie i głosowania przeciw, wypowiedzi ekspertów w mediach - zwykłe działania jakie ma do dyspozycji opozycja w każdym normalnym kraju . Na razie . Oczywiście nie obywa się i bez uszczypliwości i złośliwości pod adresem ekipy rządzącej i wybielania siebie i swoich błędów  i nawet kłótni na własnym podwórku . Wszystko to jednak w granicach jeszcze do zaakceptowania , choć głupawo wypada w wykonaniu zdetronizowanej ekipy. Racjonalnie zachowuje się jedynie Nowoczesna i nieco mniej PSL z nowym , młodym szefem i  jak wspomniałam to Nowoczesna   ma szansę wybić się na jakąś konstruktywną siłę polityczną – jeśli nie uwikłają się w jakąś aferę . Ale to znów temat na osobny kawałek .   
Jedynie słuszną doktrynę , cenzurę i zamordyzm już mieliśmy , skończyło się stanem wojennym . Fanatyczny patriotyzm już w swojej historii  przerabiał cały świat w latach 30-tych XX wieku . Jak się to skończyło wiadomo ; drugą wojną światową.
Ten kawałek pisałam wczoraj i nie obserwowałam co się działo nocą  ale dziś jest znów gorzej i ten kawałek znów traci na aktualności  .  A teraz  zakończę ; akcentem absurdalnym i śmiesznym ale wpisującym się w tę atmosferę  ; może potrzebne są jakieś egzorcyzmy nad tą dominująca frakcją sejmową ? Przecież to w mrokach nocy czai się wszelkie zło , krążą różne widma i upiory i rośnie moc czartowska ! A to nie kto inny tylko nowa władza wprowadziła nocne obrady a ciemność służy złu .  




środa, 16 grudnia 2015

16.12.2015 Jak by tu ...

zacząć . Wszystko do góry nogami , o tak . To właściwe określenie . Tyle się działo ,że wyszłam z biura przed 18-stą . Oczywiście domowe sprawy w odstawkę poszły , bo zaczynać robotę około 19.00 to raczej głupi pomysł. Ograniczyłam się więc do przygotowania mojej tajemnej przyprawy do pierniczków. W piątek zjeżdża się rodzinka na wspólne wypieki . Robota nas pogania , a w perspektywie mam jeszcze inwenturę . W mieście korki nie z tej ziemi . Podwiezieni chłopakom na robotę materiału i powrót do biura zajął mi 55 minut . W normalnych warunkach jadę tam 8 minut i drugie tyle z powrotem. Tak samo zawalone są wszystkie parkingi. Ludziska z obłędem w oku robią zakupy świąteczne. 
Moje jutrzejsze plany odwiedzenia targu wzięły w łeb. Nie wyrobiłam dziś z zaniesieniem przesyłek na pocztę , muszę to zrobić jutro i to od rana . A trochę tego mam tym razem . 
Poza tym załapujemy się na kolejne upominki . Kolega z hurtowni w której się zaopatrujemy w materiały instalacyjne  przywiózł nam winko i zarąbistego bałwanka - maskotkę . W dodatku szydełkowego. Jego żona robi im te maskotki. Ma nawet wyhaftowane na nodze logo firmy. Przy okazji zrobię mu jakąś fotkę .  
Moje świąteczne sprzątanie pokoju chyba ograniczy się tym razem do umycia okien ( to już było ) i zwykłego pozamiatania kątów i wytarcia kurzu . Sprawy firmowe skutecznie uniemożliwiają mi w tym roku inną działalność. A mam jeszcze chatkę z piernika do zrobienia , kupiłam gotową do poskładania . 

wtorek, 15 grudnia 2015

15.12.2015 Pomieszanie z poplataniem

dzisiaj. I właściwie to wszystko w temacie. Nic nie szło jak powinno , ale to w końcu nic nie zwykłego pod koniec roku. Tak poza tym szmal do utylizacji poszedł , znaczy podatek ,dla niepoznaki zwany składką na zus. Wyszło tak ,że w domu niczego konkretnego już nie zrobiłam.
Poza tym załapaliśmy się na świąteczne upominki , od jednego z naszych klientów i od naszej drużyny siatkarskiej . Miło.  Ja po woli też ogarniam sprawy upominków , część już nawet przygotowałam do wysyłki , część będzie trzeba porozwozić ,  ale to działka mężusia, w końcu jest szefem . Dziś podłączali nam butle z gazem , jutro skończą . I na tym koniec budowy na ten rok. 
A poza tym dostałam dziś najładniejszą kartkę świąteczną w życiu , od mojej przyjaciółki z Kaszub. Dziękuję pięknie Fusillko ! 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

14.12.2015 Dużo spraw, dużo zajęć

na dziś i jeszcze więcej na dni następne.  Po woli ogarniam tematy biurowe i wyprowadzam na prostą,  choć nie takie to łatwe . 
Po pracy musiałam zaliczyć jeszcze biuro rachunkowe i podrzucić resztę faktur za miniony miesiąc . Opłaciło się , bo obok jest sklep PSS i o tej porze przywożą świeże pieczywo . Załapałam się na najpyszniejsze bułeczki na świecie. 
Popołudnie znów pełne zajęć ; ale po woli ogarniam sprawy świąteczne . Dziś zrobiłam orzeszki w miodzie - to na prezenty dla babć . Uformowałam wykrochmalone wczoraj szydełkowe aniołki i śnieżynki Zagotowałam lekko kapustę kiszoną , tak trochę ,żeby słoiki się zamknęły . Nie będę musiała biegać po zakupy przed Wigilią a na koniec wysprzątałam drugą łazienkę . Postęp jest . Jutro wypadałoby się zabrać za salonik . Innych pomniejszych zajęć też mnie czeka nie mało więc jeszcze nie wiem od czego zacznę. Na koniec pojechaliśmy złożyć życzenia urodzinowe synalkowi. Starszy wnusio oczywiście od razu dziadka zaanektował i słuchali sobie muzyki i dzwonków z telefonu dziadka. Mały nie spał, leżał sobie w takim bujanym leżaczku i roglądał się dookoła i uwaga : uśmiechał się ! Robi to od wczoraj . Szybko jak na takie maleństwo . 
W drodze powrotnej przejechaliśmy się po mieście ,żeby popatrzeć na dekoracje i zajrzeliśmy na budowę . Brama gotowa. Zostało już tylko dowieźć butle z gazem i podłączyć co pieca . I koniec pierwszego etapu. Jesteśmy dalej niż zakładaliśmy . Na razie w robotach przerwa , mury muszą obeschnąć . 
Zaczęłam kilka dni temu nie polityczny kawałek , ale musiałam odpuścić , bo sytuacja zmienia się szybko i w dziwne strony zdąża więc się początek lekko zdezaktualizował . Muszę zacząć od nowa. Gdybym miała skomentować to co się dzieje posługując się tytułami filmów to byłyby trzy :
"Popierajcie Swojego Szeryfa " ( tak zwany spagetti western - na wesoło znaczy - z przed lat dobrych 40 ) ," Dyktator " ( wiadomo o czym piszę , Charlie Chaplin w roli tytułowej ) i " Świat się Śmieje " -
( radziecka komedia z przed lat dobrych 40 a może i więcej) . 

niedziela, 13 grudnia 2015

12/13.12.2015 Sobotnio - niedzielne sprawy babusine

Sobota pracowita , ale wykorzystana co do minuty.Rano zanim wyruszyłam na zakupy pozdejmowałam z okien firanki i zamoczyłam . Zakupy poszły mi dość szybko , bo raczej wszystko miałam , a do świąt zamierzam wykorzystać zapasy . Sprawy biurowe podciągnęłam, przeliczyłam też dokładnie koszty budowy , te dotychczas poniesione. Klient po sprzęt się nie zjawił . Dzwoniłam do niego 2 razy , ale nie odebrał . Nie ,to trudno , zwinęłam się kilka minut po 12.00. Obiad był raczej symboliczny bo i tak wybieraliśmy się na "wyżerkę" , od razu ruszyłam więc do prac domowych . Mężuś wyemigrował do garażu robić porządki , a ja włączyłam nową płytę Bleckmore's Night i do dzieła. Umyłam wszystkie 7 okien, wysprzątałam sypialnię i wc . Trochę mi to zajęło więc  na przygotowanie do imprezy została tylko godzina , akurat tyle ile potrzeba na spakowanie prezentów i "ogarnięcie się " . 
Uroczystość piękna . Chrzest był na Mszy Św. w wiejskim kościółku. Kościół skromny choć bardzo ładny i pięknie położony wysoko na wzgórzu. Byłam w nim po raz pierwszy ( starszy wnusiu był ochrzczony w naszym mieście). Wymarzliśmy strasznie , bo Msza jak to na wsi ; długa i do tego jeszcze ceremonia i dodatkowe modlitwy . Jestem odporna na zimno ale od podłogi strasznie ciągnęło . Rozgrzałam się dopiero w samochodzie w połowie drogi do restauracji przy rozkręconym na maxa ogrzewaniu. Wnusiu był bardzo grzeczny , a tak po prawdzie to nie interesowała go ceremonia , spal jak zabity i nawet wylana na główkę woda nie zrobiła na nim wrażenia . 
Na sali większość czasu  też przespał.  Wyglądał niesamowicie w  "bodziaczku" z muchą i białym garniturku w prążki . Jedzenie w restauracji też było smaczne z wyjątkiem sosu pieczarkowego , chyba poszli na skróty i dosypali jakiegoś sztucznego - z paczki. 
W czasie naszej nieobecności wyłączyli prąd w mieszkaniu - chyba z powodu wiatru . Kiedy wróciliśmy już był , ale rozprogramowały się wszystkie urządzenia : piec i urządzenie włączające o określonych godzinach bojler i pralkę . Piec zaprogramowałam , o wyłączniku już nie pamiętaliśmy i zdziwiłam się dziś rano ,że nie rusza pralka a powinna  i brakuje ciepłej wody . To jednak małe zmartwienie , szybkie do opanowania. Dziś dokończyłam wczorajszą robotę , to znaczy wyprasowałam i poupinałam firanki . Dokończyłam kolejne pudełko  - tym samym robótki na czas przygotowań do świąt zostają odłożone i ukrochmaliłam aniołki i śnieżynki. Zawisną na choince. Na koniec wypisałam kilka kartek świątecznych . Tych prywatnych . Firmowe kazałam wydrukować, ale tych jest zawsze bardzo dużo , pisanie ręczne się nie sprawdzało, zajmowało zbyt wiele czasu .  
Jutro nasz młodszy synalek kończy 33 lata . 

piątek, 11 grudnia 2015

11.12.2015 Babciowanie

Po południu podrzuciła mi młodsza młodzież wnuczków. Starszy był bardzo grzeczny , bawił się autkami i gadaliśmy sobie o różnych wnuczkowych sprawach , a malutki trochę tęsknił za mamą i swoim łóżeczkiem. Skąd taki maluch wie ,że nie jest u siebie ?. Uspokoił się kiedy podłożyłam mu pod główkę jego pieluszkę tetrową i przykryłam kocykiem . Po godzinie zgłodniał , ale po solidnej porcji jedzonka humorek mu się poprawił i nawet drzemkę sobie uciął . W tzw. międzyczasie wrócił dziadek więc starszy zagarnął dziadka dla siebie . Bawili się w ulubioną zabawę wnusia czyli warsztat samochodowy . Na koniec jeszcze zdążyliśmy ze starszym wnusiem zrobić dwa reniferki z korków od wina i wykałaczek . całkiem  fajnie nam to  wyszło . Mam jeszcze kilka więc dorobię kilka do dekoracji. Z wnusiem umówiliśmy się za tydzień na pieczenie pierniczków. 
I jeszcze jedna babciowa uciecha . Wnusia była dziś z mamą na przesłuchaniu w szkole muzycznej . I szczęka mamie opadła , kiedy pan prowadzący po kilku testach stwierdził, że mała wystąpi w koncercie noworocznym jako solistka , a jak trochę podrośnie to chciałby ją widzieć w swoim chórze, bo ma  w tym kierunku zdolności , piękną i czystą  barwę głosu, bardzo dobry słuch i świetną jak na takie dziecko dykcję . Podpowiedział też kilka ćwiczeń rytmu i słuchu  i zalecił słuchanie z małą muzyki klasycznej . Bardzo się cieszę . Jeśli tylko będzie chciała pracować i ją to wciągnie , będziemy ją wspierać i opłacimy naukę w tym kierunku. I tak sobie po cichu myślę ,że trochę i mojej zasługi w tym względzie , bo włączałam wnusi muzykę klasyczną już jak miała 20 dni i po raz pierwszy została pod moją opieką na kilka godzin i śpiewałam jej piosenki ( choć szczególnych zdolności w tym kierunku nie mam).    
Jutro Chrzest Św. najmłodszego wnusia a przedtem bardzo pracowity dzień. Do pracy muszę niestety pojechać , klient przyjedzie po sprzęt i mam jeszcze trochę roboty, której nie zdążyłam zrobić dziś . No i domowe tematy trzeba podgonić . 

czwartek, 10 grudnia 2015

10.12.2015 Świąteczne zakupy

zaliczone . Wyciągnęłam małżonka i właściwie temat mamy z głowy . I ten firmowy i domowy . Zostało kilka prezentów . 
Wczoraj za długo nie posiedziałam , padłam ze zmęczenia trochę po 22.00. Spałam i spałam i rano wcale się wyspana nie poczułam mogłabym spać dalej. 
W pracy ruch i zamieszanie nie z tej ziemi. 
Tak poza tym to dorobiłam kilka dekoracji świątecznych ; wciąż jeszcze nie koniec ale popycham do przodu. Jutro pilnuję wnuczków - małego i dużego. Rodzice wybierają się do spowiedzi i na zakupy .
Damy radę .  
Zajrzałam na stronę filharmonii poznańskiej żeby sprawdzić czy jest jakiś noworoczny koncert i trafiłam na zdjęcia z balu , na którym byliśmy w 2013 roku i w dodatku na trzech fotkach się zobaczyliśmy ! A to niespodzianka ... 

środa, 9 grudnia 2015

9.12.2015 Kilka spraw babusinych jak co dzień

Szkolenie z głowy. Nie było łatwo , bo technologia najnowsza i mało jeszcze znana . Dobrze jednak ,że udało się wygospodarować na to  czas i się zapoznać . Chociaż czasu na to mało. Dobrze się złożyło , bo telefonów dziś za dużo nie było to i nadrabiania za dużo nie będzie. No i miło było spotkać starych znajomych . 
Po powrocie ze szkolenia , odpuściłam wszelką działalność. Mimo wszystko wysiłek umysłowy tak samo męczy jak fizyczny albo i bardziej. 
Od jutra niestety muszę się już mocno spinać ,żeby wszystko przygotować na święta , bo wciąż mam wszystko w proszku. 

wtorek, 8 grudnia 2015

8.12.2015 Sprawy babusine

Porządek na głowie zrobiony . Jak zwykle krótko a praktycznie . Pomalować nie zdążyłam , ale nic straconego . 
Jutro wyjazd na szkolenie . Nie szczególny pomysł - szkolenie w grudniu ale niech tam , przyjemny przerywnik . Mężuś jeszcze w pracy . 
Ja zdążyłam zrobić obiad , kupioną w sobotę kiszoną kapustę powkładałam do słoików , na razie stoi w lodówce , potrzymam z 2-3 dni i lekko zagotuję , na Wigilię nie będę musiała kupować . Szczypią mnie ręce od kapuścianego soku. Tak już mam . Świąteczną nalewkę przelałam do butelki i uzupełniłam syropem z cukru i wody. Wyszła pyszna , a nasączone alkoholem suszone owoce nadadzą się doskonale do maku. Orzechy i migdały nie nadają się do zjedzenia . Co zrobię z pomarańczami jeszcze nie wymyśliłam , może przesmażę skórki? 
Dokończyłam tez pudełko z zimowym widoczkiem , własnie schnie i popracowałam nad drugim . Dokończę w niedzielę albo w tygodniu. Muszę zlikwidowaś przed świętami tę pracownię plastyczną. 
Sprzątanie odpuszczam. Nie pojadę do biura w najbliższe 2 soboty , przeznaczę je na prace domowe i będzie po sprawie . 
Z innych spraw to moja wnusia dostała propozycję wzięcia udziału w koncercie kolęd. Koncert organizuje parafia Św. Jadwigi wspólnie z jednym z właścicieli szkół muzycznych , który prowadzi też chór przy parafii ( ambitny , mają w repertuarze nawet Oratorium Haendla) i przy kolegiacie w pobliskiej Środzie . I właśnie ta szkoła zaprosiła wnusię . Nie tylko ją , jeszcze kilkoro innych dzieci z różnych klas , ale ona jest najmłodsza. W czwartek tak zwane "przesłuchanie ". Nie wiadomo co z tego wyniknie , ale już sam fakt , że o niej pomyśleli wprawia mnie w dumę .   

poniedziałek, 7 grudnia 2015

7.12.2015 Spraw babusinych kilka i zaległe fotki

Dzień znów pracowity . Trochę wsparła mnie starsza synowa i dobrze, bo teraz pracy jest więcej niż zwykle. umówiłyśmy się ,że w grudniu będzie na parę godzin przychodzić .  Udało mi się na koniec dnia znaleźć czas na zapakowanie prezentów robótkowych . Jutro wyruszą w podróż do adresatów. 
Po pracy pojechaliśmy do lidla po chleb i zobaczyć czy się na pościel dla dzieci załapiemy . Niestety - rano był szturm jak to w poniedziałki i czwartki i się nie załapaliśmy.  Mężuś pojechał jeszcze po drodze do klienta , a ja przygotowałam obiad i poszłam do piwnicy. Wizyta w naszej piwnicy to cała wyprawa , ale o tym przy innej okazji. odszukałam część ozdób na choinkę w tym i świeczki choinkowe . I jakież było moje zdumienie , kiedy w pudełku , nałożony na świeczkę odnalazł  się mój stary srebrny pierścionek . Zginął kilka lat temu i zapomniałam ,że taki miałam a tu niespodzianka ; leżał sobie spokojnie w pudełku ze świeczkami ...
Udekorowałam zaraz świątecznie niby - kominek , na razie częściowo i ustawiłam dwa zimowe bukiety . Dekoracji będzie przybywać . Mężuś po obiedzie znów pojechał do kolejnego klienta a ja zabrałam się do prasowania . Sprzątanie na razie odłożyłam ( ha,ha , a tak sobie obiecywałam) . Włączyłam sobie muzykę , tym razem delikatne , z renesansowym rytmem piosenki zespołu Bleckmore's Night , moje niedawne odkrycie . Kilka tygodni temu kupiłam płytę , ale nie miałam czasu jej posłuchać . Podoba mi się , a po wysłuchaniu kilka razy , tym bardziej.
Na jutro umówiłam się z fryzjerką na obcięcie włosów , a wieczorem z synową . Nałoży mi farbę . Kupiłam sobie jakiś krem koloryzujący ale  samodzielne zastosowanie mnie przerosło. Synowa obiecała pomóc. 

No a teraz pochwalę się zaległymi fotkami . Nie zrobiłam jeszcze zawieszek świątecznych i 

dekoracji, ale obiecuję nadrobić . 

Na początek naleweczka świąteczna - już na etapie robienia się wygląda smakowicie 



Na  życzenie wnusi: braciszki Olafa z Krainy Lodu - w sumie jest ich sztuk 5. Udały mi się - jak by wycięte z filmu  




 A tu nasz niby kominek w budowie 



etap początkowy 


                   etap składania 




przygotowany do malowania 





                                          etap przyklejania gzymsu i dopasowania do krzywej ściany 





etap tuż  po przymocowaniu do ściany i dodaniu mu charakteru 


etap aktualny , po dołożeniu świątecznych dekoracji , to kolorowe co na nim stoi , to agaty , chalcedon zwany błękitną koroną i lapis lazuli 




I jest Robótka 2015 - efekt końcowy mojej wczorajszej działalności  


I na koniec ; nie mogłabym się nie pochwalić ciuszkami dla małych dżentelmenów ; fotki skopiowałam z bon prixu 

dla młodszego 


dla starszego  

No ...  To było tyle na dziś . 

   

niedziela, 6 grudnia 2015

6.12.2015 Kawał dobrej Robótki

Naskrobałam się wczoraj wieczorem o sobocie , naprodukowałam i co , ano internet współpracy odmówił . Od wczoraj wpis stracił trochę na aktualności więc  pominę , chociaż mam go skopiowanego . W skrócie wspomnę tylko ,że poszaleliśmy trochę z zapasem winka ( pyszne były , wybraliśmy same nowości ), załapaliśmy się na prezent za długoletnią współpracę ; butelkę wina oczywiście . Pokręciliśmy się po galeriach i Ikei , a przed południem , w biurze odwiedzili nas znajomi . Koleżanka wręczyła nam własnej roboty nalewkę aroniową . Tym sposobem możemy sezon świąteczny uznać za oficjalnie zainaugurowany .
A dziś mikołajkowo . Odwiedziliśmy nasze wnuczęta , obdarowaliśmy drobiazgami . Po drodze wpadliśmy po wodę do Biedronki i oczywiście bez świątecznych gadżecików się nie obeszło. Tym razem mężusiowi się spodobała świąteczna latarenka - idealnie pasuje do naszego niby kominka , maskotka renifera i lampki w kształcie gwiazdek na baterie , na biurową choinkę. Mężuś jednak kocha święta . Przed południem , pobawiłam się trochę robótkami decoupagowymi , prawie skończyłam jedno z pudełek , aktualnie schnie . Drugie zrobię w następną niedzielę i zmieniłam dekoracje na zimowe, na razie tylko część , będzie ich więcej. 
No a po powrocie z mikołajkowania  dokończyłam Robótkę . Kartki wypisane , prezenty zapakowane,  jrtro zabiorę je do biura , załaduję w jakiś większy karton i pojadą do adresatów. Pakowanie prezentów  choć czasochłonne, to jednak wielka frajda a już na taką akcję szczególnie . 
Czeka mnie pracowity tydzień , oprócz spraw zawodowych muszę wysprzątać mieszkanie . Tak myślę sobie ,że co dziennie jedno pomieszczenie zaliczę . 
Dekoracji świątecznych nie zdążyliśmy dziś  zobaczyć , zabrakło czasu , ale nic straconego. 

piątek, 4 grudnia 2015

4.12.2015 Takie tam i rzecz o moim mieście ciąg dalszy

Z takich tam , skończyłam dziś zawieszki świąteczne . Ładnie wyszły , niebawem pokażę . Przyszły dziś zamówione dla wnusiów ciuszki . Są zarąbiste aż mój mężuś zwrócił na nie uwagę . 
Dzień pracy niczym nie różnił się od innych w ostatnim czasie. Znaczy roboty pod grzywkę . 
Jutro zapowiada nam się przyjemny dzień , popołudnie właściwie ; degustacja win i świąteczna łazęga po galeriach  handlowych. W niedzielę Mikołajki w mieście . Zapowiada się huczna impreza , korowód postaci z bajek , śpiewanie kolęd , odpalenie świątecznych dekoracji i fajerwerki. Może być wesoło. 
Prezenty na Robótkę mam gotowe - w niedzielę przed południem tylko spakuję i po niedzieli pojadą do adresatów. 
I to by było na tyle i wracam do opowieści o moim mieście .


Kolejny upadek dało się dostrzec w mieście na przełomie wieków , w czasie pierwszego kryzysu.  Padły niemal wszystkie zakłady państwowe, a miasto wyprzedało ich majątek i zasoby . Świeciły pustkami sklepy , a ulic nikt nie remontował, mało się budowało. Odczuli to wszyscy mieszkańcy i wszystkie firmy, prywatne również . Ten kryzys nie trwał długo. Obrotni mieszkańcy albo zaczynali od nowa i pootwierali swoje firmy i sklepiki a kto nie chciał , nie miał kasy lub się obawiał własnej działalności zatrudnił się w pobliskim Antoninku w fabryce VW, która już wtedy uruchomiła tam produkcję aut i nikt nie przejmował się tym, że idzie do pracy do Niemca.  Jeszcze na początku lat 90 -tych potencjał miasta dostrzegli inwestorzy zagraniczni ; Belgowie, Holendrzy , Hiszpanie, Francuzi , wynegocjowali sobie dogodne warunki i zaczęli budować tu swoje fabryki , dali pracę wielu ludziom z okolicy i skorzystał na tym miejscowy drobny biznes. My także , czego nie mogę nie docenić , nie tylko z powodów finansowych ale przede wszystkim zdobytego doświadczenia i prestiżu , bo wtedy praca dla zagranicznego inwestora to była pewna swoista nobilitacja . Miasto oczywiście zyskało , bo zagraniczni inwestorzy nie tylko dali pracę ale do dziś dbają też o miasto jako takie, sponsorując imprezy , dokładają się do miejskich inwestycji i fundują granty dla szkół.  Oczywiście miejscowym przedsiębiorstwom podnieśli poprzeczkę i standardy . I znów nasz przedsiębiorczy i obrotny narodek doskonale sobie poradził i przystosował się do sytuacji . Po kolejnych pięciu latach w mieście nie było już ani jednej firmy państwowej oprócz szkół i urzędów. Jako jeden z pierwszych w Polsce nasz starosta kupił dla  szpitala , który także stał się spółką z udziałem powiatu - tomograf i sprytnie nie przekazał go na majątek zadłużonej wtedy placówki w obawie przed zajęciem komorniczym a tylko oddal w użytkowanie. Wkrótce i szpital stał się rentowny , zyski zaczęły przynosić też spółki medyczne wtedy pod nadzorem regionalnych kas chorych a jakość usług się poprawiła. Dzisiaj w mieście mamy medyczne zagłębie . Nie ma chyba osiedla , na którym nie stałaby jakaś klinika czy kilka gabinetów lekarskich . Co do kompetencji lekarzy można dyskutować – jak chyba wszędzie – ale nie można powiedzieć ,że nie ma wyboru i ,ze ktoś  nie mógł znaleźć  pomocy medycznej.
Dziś miasto jest jednym wielkim placem budowy . Z dnia na dzień zwiększa swoją dynamikę i nabiera rozpędu . Rosną nowe domy , nowe firmy , nowe sklepy i galerie . I nikt nie przejmuje się konkurencją marketów . Ludzie przywykli tu robić swoje i czerpać z tego zadowolenie i oczywiście zyski . Praca jest tu wartością  samą w sobie . Nie pamiętam długiego weekendu , czy ustawowo wolnych dni lub świąt , żeby praca ustawała . Ludzie pracują w soboty i do późnych godzin wieczornych. Wiele sklepów otwartych jest w niedziele i święta . Faktyczna przerwa następuje tylko w Wigilię i pierwszy dzień Świąt oraz w wielkanocną niedzielę . Z doświadczenia wiem ,że jak kogoś zapytać czy pracuje w weekend zwykle mówi ,że nie , ale potem okazuje się ,że jednak firma czynna . Ta przypadłość zresztą i nas dotyczy. Jak wspomniałam wyżej miasto kwitnie; mamy wyremontowane wszystkie ulice i osiedla , odrestaurowane zabytkowe kamieniczki, kościoły i muzeum, zadbaną zieleń , nowe parkingi , doskonale wyposażone szkoły , nowy szpital , kilka obiektów sportowych . To efekt dobrego zarządzania przez władze miejskie i powiatowe i fakt, że oprócz szkół i urzędów nie ma u nas ani jednej firmy państwowej  a wśród prywatnych przedsiębiorców wielu ma po kilka firm. Ba, według ostatnich informacji z miejscowego urzędu skarbowego mamy w mieście 27 milionerów . To się przekłada na jakość życia .Znacząco zmalało bezrobocie , ludzi stać na przyjemności , potrafią się do siebie uśmiechać , spotykać na miejskich imprezach , uprawiać sport, wspierać akcje charytatywne i tak jak my miejscową drużynę piłki siatkowej i lokalne festyny ; zwyczajnie cieszyć się wynikami swojej pracy . Zniknęły miejsca , które kiedyś uchodziły za podejrzane , biedne i generujące patologie. Jeśli zdarzają się jakieś incydenty kryminalne , to są to przeważnie  gościnne występy . Miasto jest bezpieczne , oświetlone przez całą noc a w sezonie bożonarodzeniowym wspaniale udekorowane . Ja oczywiście nie jestem bezkrytyczna , wiem i widzę ile jeszcze jest do zrobienia i z pewnością zostanie zrobione w bliższej i dalszej przyszłości, bo wszystkim na tym zależy i rozumieją ,że wszystkie działania są w interesie mieszkańców. Nawet o dziwo wiedzą o tym urzędnicy i respektują . 
I na koniec paradoks: tak bardzo broniące swojej tożsamości miasto , dziś robi biznes z Niemcami ! Wiele firm kooperuje z kontrahentami z Niemiec , krok po kroku zdobywając sobie w Niemczech uznanie , prestiż i wypracowując markę . A część po prostu pracuje u Niemca !  Najczęściej w fabryce VW w pobliskim Antoniku a niebawem i u nas na miejscu – nowa fabryka ma ruszyć w listopadzie przyszłego roku.
Kiedy  oglądam  wiadomości w tv i widzę przeróżne absurdy w funkcjonowaniu czy to samorządów czy urzędników , słyszę narzekania na marną jakość życia zastanawiam się czy przypadkiem nie żyję w jakimś świecie równoległym. I zastanawiam się dlaczego u nas można ?


czwartek, 3 grudnia 2015

3.12.2015 Już dawno miałam zamieścić ten kawałek , ale jakoś mi schodziło

Rzecz będzie o moim mieście , które nieustająco wprawia mnie w podziw , a ponieważ kawałek jest długi podzielę , go na dwie części. 
Tak poza tym prawie ogarnęłam świąteczne zakupy . Zostało mi już nie wiele . W pracy nic nowego . W polityce ... szkoda gadać , niedługo skrobnę coś i o tym 
A teraz jak obiecałam o moim mieście . 


Kto trochę mnie poznał, wie ,że jestem lokalną patriotką , fanką Wielkopolski i zagorzałą wielbicielką swojego miasta . Puchnę z dumy , gdy ktoś stąd osiąga jakiś sukces albo gdy o mieście dobrze się mówi . A powody do dumy mamy , my mieszkańcy i wiem ,że  zdecydowana większość nas mieszkańców też to wie i docenia . Oczywiście są i tacy , co narzekają , ale tak jest wszędzie i w każdej skali . Nie , nie , nie jestem bezkrytyczna , widzę i wszelkie braki i wady i niedoróbki , wciąż mamy nad czym pracować ale żeby nie dostrzec i nie docenić osiągnięć i zalet trzeba naprawdę złej woli.
    Historycznie miasto liczy sobie lat 759. Pierwsza wzmianka pochodzi z 1256 roku , a prawa miejskie nadano miastu w 1312 . Ładny kawałek historii ( w przyszłym roku jubileusz). Naszym wielkim atutem zawsze było położenie .; niedaleko głównych grodów państwa Piastów : Gniezna , Poznania, Giecza, Lednicy, Grzybowa , tuż obok szlaku bursztynowego , niemal w środku kraju . Nie ma też co ukrywać , Wielkopolska miała szczęście do władców – rządzili mądrze i sprawiedliwie i dbali o rozwój gospodarczy , choć i oni nie uniknęli rozlewu krwi braterskiej jak wszystkie gałęzie rodu . Być może coś tam , na przestrzeni dziejów na mentalność i rozwój mieszkańców wpływało , że efekty są widoczne i dzisiaj. Miasto nigdy się nie wybiło na pierwszoplanowe i nie znaczyło więcej niż zwykle znaczą miasteczka prowincjonalne . Jeśli z czegoś słynęło to z dobrych rzemieślników . W czasach najbardziej znaczących  dla naszej państwowości , pod zaborem pruskim działało jak wszystkie tutaj w okolicy;  powstawały banki spółdzielcze , kółka rolnicze,szkoły zawodowe , biblioteki dedykowane rozwojowi zawodowemu ( bo innych nie wolno było tworzyć – te jednak były tylko przykrywką , za tym kryła się walka o polskość)  bogaci ziemianie dostrzegli szanse  dla swoich ludzi w opłacaniu funduszu emerytalnego i budowie mieszkań w tzw. czworakach.. Fundusz wymyślono w Niemczech za Bismarcka i w takiej samej formie funkcjonuje do dziś , ale to u nas zaczęto go traktować jak element walki. Po prostu ludzie , którzy mieli jakieś środki do życia i jakiś dach nad głową nie zostawali wysiedlani i skazani na poniewierkę. Nam Wielkopolanom zarzuca się bierność i brak fantazji w przeciwstawianiu się najeźdźcy. Nie prawda . To powstanie Wielkopolskie jako jedyne zostało wygrane przy stosunkowo niewielkich startach  a walka trwała . W Wielkopolsce walczyć znaczyło tyle co ciężko pracować i nie dać się wykupić czy też w inny sposób wyrugować z majątku. Walczyć znaczyło nawet kształcić się w niemieckich uczelniach , do czego jako obywatele niemieccy mieli Wielkopolanie prawo a potem tę wiedzę wykorzystać z pożytkiem dla  Kraju ( którego  tylko na mapie nie było) , klasyczny przykład Cegielski właściciel fabryki maszyn rolniczych . A już absolutnym fenomenem był właściciel pobliskiego Kórnika, któremu Prusacy odebrali obywatelstwo . Obszedł prawo niemieckie bardzo sprytnie. Wyjechał do Zakopanego, stamtąd przez 2 lata zarządzał  majątkiem w Wielkopolsce  ( a pamiętajmy, że nie było faxów, wielu samochodów ,internetu a telefonia ledwie raczkowała) a potem ożenił z się z Francuzką , wystarał o obywatelstwo francuskie i jako obywatel francuski wrócił na swoje włości. Prawo niemieckie nie zabraniało obywatelom Francji przebywać na ich terenach. .Mogłabym takich przykładów podawać mnóstwo ale miało być o moim mieście. W tamtym czasie ludzie po prostu ciężko pracowali ,żeby nie dać się wykupić .Rozwijało się miejscowe rzemiosło i handel . To w tamtym czasie powstała cukiernia , konkretnie w 1876 roku, która do dziś prosperuje i wygląda niemal tak samo jak wówczas. A wypieki !!! Zaręczam ,że Blikle , Sowa i Gruszecki razem wzięci wysiadają .  Bywały momenty trudne , jak choćby narzucony przez hekatystów system oświaty , który miał wykorzenić nawet język polski . Próba jak wiadomo skończyła się strajkiem szkolnym, który najpierw miał tylko zasięg lokalny , ale krótko potem rozprzestrzenił się na całą Wielkopolskę i nawet poza jej granice i ciągnął z przerwami do roku 1909. Zapłaciły za tę próbę oporu dzieci szkolne , bite i katowane przez pruskich „pedagogów” , zapłacili ich rodzice , więzieniem , grzywnami i nawet utratą majątku. Nie wiele lat potem wielu mieszkańców wzięło udział w Powstaniu Wielkopolskim i choć wtedy zostało ono wygrane w , kilka miesięcy po tym jak reszta Kraju cieszyła się już niepodległością , to wiele lat później w czasie II wojny światowej zapłacili Powstańcy Wielkopolscy i dorosłe już Dzieci Wrzesińskie cenę jeszcze wyższą . Przetrwali tylko ci, którzy znaleźli się poza Wielkopolską i jakimś cudem Niemcom nie udało się ich zidentyfikować . Wymordowali nie tylko uczestników ale cale ich rodziny od dzieci po sędziwych starców . Mało kto zna ten fragment naszej historii i prawie w ogóle się go pomija w podręcznikach.. Po wojnie moje miasto nadal nie zyskało większego znaczenia  ale i wtedy za PRL- dobrze prosperowało. Jakoś zawsze mieliśmy nie złe zaopatrzenie a włodarze miasta mieli na względzie jego dobro. Remontowali je , budowali nowe osiedla i szkoły . Jeden szczególnie się wsławił ; uznał ,że miastu potrzebne jest jezioro i proszę , powstał zalew na naszej małej rzeczce , z kąpieliskiem , bazą turystyczną , i wypożyczalnią sprzętu wodnego . A wszyscy go wyśmiewali. Mieszkańcy jednak  dziś go dobrze wspominają , a założonych wokół osiedli i w parkach na jego polecenie trawników do dziś nikt nie depcze. Kiedy powstawały osiedla a w około nowe trawniki kazał zaorać ziemię i zostawić na kilka tygodni. Tam gdzie ludzie wydeptali ścieżki kazał poprowadzić chodniki . Sprawdza się do dziś. Deweloperzy pomysł kontynuują , przynajmniej niektórzy , bo dziś miasto deweloperką stoi.
Jak i wszystkie inne mniejsze i większe miejscowości w kraju przeżyliśmy zapaść i totalne spustoszenie spowodowane stanem wojennym . To było widać ; jak wszędzie były braki, były kolejki , była walka o byt , było szaro , absurd gonił absurd , a ludzie bez uśmiechu na twarzy walczyli o przetrwanie . Ledwie jednak zaczęło się nieśmiało wspominać o zmianach i braniu spraw w swoje ręce , na „spalonej ziemi „ ożyła inicjatywa . Kto miał trochę pionierskiego ducha w sobie, nie przeraził się ryzyka i 1360% ( w 1991r) inflacji ,  brał sprawy w swoje ręce i ruszał budować kapitalizm.  Miasto zaczęło się rozwijać a pod Pewexami i na szaberplacach Berlina , Wiednia , Sztokholmu i wszelkich innych możliwych wyrastały fortuny nowobogackich . Wiele z nich nie przetrwało, ale równie wiele wyrosło i rozwinęło się jeszcze bardziej i nikt już nie pamięta jak kto zaczynał. Historia przyniosła nam zmiany ustrojowe a wraz z nimi zupełnie nową rzeczywistość ; plajty zakładów państwowych, prywatyzację , bezrobocie , gospodarkę rynkową z wszelkimi jej aspektami . Zadziwiająco szybko w tej nowej , nie znanej rzeczywistości odnaleźli się mieszkańcy naszego miasta , a kolejni włodarze zadbali o rozwój i wszelkie udogodnienia dla biznesu. 

środa, 2 grudnia 2015

2.12.2015 Sprawy babusine

W pracy jak zwykle , tempo obłędne ale o tym pisałam i wiem , powtarzam się . To jednak część mojego dnia codziennego i wspomnieć wypada. 
Pospałam dziś sakramencko . Obudziłam się o 7.20 , co mi się zdarza wyjątkowo rzadko. Do pracy jednak zdążyłam , nie ma to jak dobra organizacja. Rano zerwałam się na chwilę na pocztę , po drodze zajrzałam do dwóch sklepów . Otworzyli nowy kawałek od poczty , z odzieżą dziecięcą . Piękne , bardzo stylowe ciuszki dla maluchów i absurdalnie drogie . 
Zaliczyłam małe zakupy w biedronce , takie trochę pod święta ; cukier , bakalie , takie tam . I właściwie to wszystko na dziś . No nie całkiem; jeszcze  umówiłam się do fryzjerki , bo czas porządek na głowie zrobić przed imprezą i zamoczyłam w wybielaczu wszystkie szydełkowe aniołki i śnieżynki .A i jeszcze umyłam zmywarkę. Czynności tak prozaiczne i nieistotne, że aż trudno je zauważyć . Tyle,że ja lubię takie mało znaczące zajęcia . Odreagowuję przy nich firmowe szaleństwa . Mogłabym tylko tym się zajmować . 
W Sejmie straszna zadyma o Trybunał Konstytucyjny . Dawno nie pisałam żadnego nie politycznego kawałka , ale tak po prawdzie , nie wiem jak miałabym to wszystko skomentować . Ciśnie się jedno słowo : dyktatura . I mam jakieś dziwne wrażenie , że już to przerabialiśmy .
Jutro wybieram się na targ , właściwie bez konkretnego celu , ale lubię się pokręcić po straganach.

wtorek, 1 grudnia 2015

1.12.2015 Ostatnia prosta

czyli ostatni miesiąc roku . Robota dosłownie nas zasypała. Jak zwykle znów się paru "obudziło" i chcą na trzy dni temu. Dobra , rzeczy niemożliwe załatwiamy od ręki , na cuda trzeba trzy dni poczekać , a jeszcze budżetówka kasy nie dostała w tym roku. Jak znam życie dostanie tydzień przed świętami i dopiero będzie jazda . Czyli coroczny standardzik. 
Kominek gotowy . Definitywnie i ostatecznie. Fotki zrobiłam , przy czasie obrobię i zaprezentuję . Udało mi się , aż podskakiwałam z radości. Mężuś od razu postawił na nim kilka agatów . Wyglądają pięknie i dodają mu charakteru.  
Z domowych spraw to skończyłam wczoraj braciszki Olafa z Krainy Lodu . W sumie jest ich pięć i odszukałam wszystkie szydełkowe ozdoby na choinkę . Wnuczątka zażyczyły sobie "babcinej" choinki, takiej "żeby były lizaczki i pierniczki i żeby można było je zdjąć i zjeść ". Była już kiedyś taka choinka ale byli bardzo mali , dziwne, że to pamiętają . No to będzie . 
Tak poza tym sprawy świąteczne leżą a muszę jeszcze paczki na Robótkę przygotować. Właściwie to już prawie wszystko mam, Zostało spakować w świąteczny papier , napisać  kartki i wysłać . Czas robić świąteczne zakupy i porządki . Te ostatnie chyba sobie daruję ,z braku czasu . Sprzątam na bieżąco więc jakoś specjalnego ciśnienia nie mam.  
W mieście stoją już choinki . Znów wszystkie żywe i dobrze, O wiele ładniej to wygląda niż jakiś stożkowaty ajzol z prętów zbrojeniowych udający choinkę jak w ubiegłym roku.  W niedzielę uroczyste odpalenie choinki i świątecznych dekoracji i festyn mikołajkowy dla dzieci . To już miejska tradycja i jedna z większych imprez w mieście.  
W najbliższą sobotę jedziemy na degustację win. na pewno jakiś konkretny zapasik zrobimy. 

poniedziałek, 30 listopada 2015

30.11.2015 Znów impreza w perspektywie

Chrzciny maluszka . Termin wyznaczony na sobotę 12 grudnia.  O 18.00 ceremonia w ich miejscowym wiejskim kościółku , kolacja w restauracji pod miastem. Kreację na tę okazję mam , choć nie wiem czy akurat czarny to najbardziej odpowiedni kolor , ale może włożę bardziej wieczorową w kolorze jeżynowym i skórkowe bolerko . 
Wnusia sama własnoręcznie napisała list do Gwiazdora . I to bez błędów , choć trochę krzywo ; no ale to drobiazg , dopiero zaczęła się uczyć i rączka jeszcze do pisania nie wprawiona ale już sam fakt , że to zrobiła się liczy . Puchnę z dumy babciowej. Kiedy to zdążyło wyrosnąć , przecież dopiero co woziliśmy ją w wózeczku a tu już samodzielnie pisze. 
Dzień minął na pisaniu papierków w pracy i domowych zajęciach po pracy. Byłam na małych zakupach w lidlu , ale i tak skończyło się na gadżetach świątecznych. Kupiłam dwa filcowe koszyczki , wykorzystam je do zapakowania kilku świątecznych przysmaków dla babć i zielone wstążki . W tym roku planuję dekoracje w kolorze zielono - biało - srebrnym . Co mi z tego wyjdzie to się okaże. 
Prace przy kominku dobiegają końca . Pomalowałam ostatnią warstwę . Jak wyschnie przykręcimy do ściany i będzie gotowe. 
   

niedziela, 29 listopada 2015

29.11.2015 Minął kolejny dzień

niby dzień przeznaczony na wypoczynek ale jednak wypełniony zajęciami. Rodzinny obiadek smakował . Zostały puste garnki i dobrze, bo nie lubię jak mi zostaje jedzenie. 
Od rana pobawiłam się trochę w moje decupagowe robótki. Ozdobiłam wszystkie przygotowane zawieszki . Oczywiście wszystko to trzeba jeszcze wykończyć , żeby nabrało świątecznego charakteru. Kiedy już młodzież pojechała zabraliśmy się z mężusiem do wykańczania kominka . Pomalowałam go trzema warstwami lakieru ( mężuś mówi ,że potrzeba jeszcze dwóch) a mężuś przygotował mocowanie . Jutro będzie gotowy. Pozostanie mi udekorować . Teraz już chyba tak na świątecznie. Kominek zdecydowanie przypadł do gustu dzieciom . Wnusiu jak tylko zobaczył , przybiegł do mnie do kuchni i bardzo poważnie stwierdził , "babciu, to coś co tam stoi w pokoju bardzo mi się podoba , jak to się nazywa ? "Kominek - mówię a mały na to ; aha , kominek , miałaś babciu fajny pomysł " . Wnusia już wcześniej go obejrzała z wszystkich stron i pochwaliła.   
Wieczór spędzamy na oglądaniu "Państwa w Państwie " . Program bardzo pouczający ale też i wkurzający.  
Od jutra znów szaleństwo w pracy . 

sobota, 28 listopada 2015

28.11.2015 Działo się dzisiaj

weekend z wnusią . Mała jest niezmordowana i ma fantazję . Znalazł się czas na wiele atrakcji .  Słuchałyśmy sobie Sary Bringhtman , obejrzeliśmy wspólnie z dziadkiem dwie pełnometrażowe bajki w 3D , upiekłyśmy ciasteczka korzenne , starczyło czasu na zabawę . Filmy w 3D wnusię zafascynowały ; śnieg padający w pokoju , wróżki wylatujące z ekranu , wjeżdżający do pokoju pociąg... To tylko efekty , ale miała niesamowitą frajdę . 
Poza tym udało mi się zrobić trzy szydełkowe stworki z Krainy Lodu . ładnie wyszły , przy czasie pokażę na zdjęciu. 
Do nastawionej w ubiegłym tygodniu nalewki nasypałam cukru i teraz będzie stała aż cukier sam się rozpuści czyli prawie  do Świąt. Stopniowo nabiera złocistego koloru i pachnie niesamowicie. 
Jutro rodzinny obiadek . Tym razem nie rosołek tylko wołowina z mandarynkami . Wymyśliłam to danie jakieś 25 lat temu i wszyscy za tym przepadają . A przepis wziął się stąd ,że czytałam jakieś czasopismo i wywiad z jakąś gwiazdą estrady i właśnie zapytana o swoje ulubione danie wymieniła wołowinę z mandarynkami podawaną z ryżem . Tak mi się to spodobało,że postanowiłam coś takiego ugotować, a że przepisu nie podali tylko trzy składniki to je urozmaiciłam i zrobiłam po swojemu. No i tak zostało jako rodzinny przysmak. Roboty z tym nie wiele , jak już wrzuci się wszytko do garnka to samo się robi. 

piątek, 27 listopada 2015

27.11.2015 Musze to zapisać , bo bardzo mi się podobało.

Moja wnusia wrobiła mnie w robienie szydełkowych braciszków Olafa z Krainy Lodu a sama grała w grę uczącą czytania na tablecie , gadała przy tym do mnie , kazała śpiewać kolędy ( podłapała od razu ze trzy ) a potem zaczęła wymyślać historyjki na temat listopada i grudnia . W jej wykonaniu brzmiało to tak:" grudzień już się zezłościł na listopad , bo chciałby żeby już padał śnieg , ale listopad pokręcił mu główką ; nie , nie , nie i powiedział ,że nie wolno bo musi jeszcze się zaopiekować kwiatami ,żeby na wiosnę wyrosły , bo kwiaty są piękne . A grudzień się kłócił ,że już czas na śnieg i elfy razem z gwiazdorem i św Mikołajem już pakują prezenty ale listopad na to kap, kap, kap , będzie padał deszcz a nie śnieg" . Fajne prawda ? Kiedy ją pochwaliłam ,że bardzo ładnie to powiedziała , uśmiechnęła się i spytała " naprawdę babciu ładnie powiedziałam ?" ale puchła z zadowolenia . 
Cudną mam wnusię ...
Zaszalałam znów dzisiaj i kupiłam dla niej sweterek - taki bardzo klasyczny, błękitny z przodem biało - granatowe rąby , z błyszczącymi guziczkami . Synowa się zburzyła jak zawsze, że za drogi. Kupiłam za pół ceny na wyprzedaży w 5 10 15 . Jeszcze dodatkowy rabat dostałam , bo mam kartę rabatową . Uwielbiam kupować ciuszki dzieciaczkom . Takich ładnych nie było jak moi byli mali ,a córeczki nie miałam więc tym bardziej teraz szaleję . 
W pracy jak zwykle , pęd i pośpiech . I coraz więcej towaru przychodzi . To wszystko trzeba w przyszły tydzień wypchnąć do klientów. Terminy spokojnie mogę umawiać już na drugą połowę stycznia przyszłego roku.
 Ze spraw świątecznych wymyśliłam prezenty dla dzieciaków i mężusia , no i dla siebie , ale jeszcze przemyślę czy na pewno chcę. Z prezentami dla młodzieży gorzej ale może na coś wpadnę