babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

czwartek, 27 lipca 2017

27.07.2017 Jeszcze spraw babusinych kilka jak co dzień

Znów padało . Już nie tak intensywnie jak przedwczoraj ale jednak. Jak na miejsce w którym mieszkam to i tak bardzo dużo. W pracy dzień na luzie. Jakiegoś wielkiego pośpiechu i presji nie było. Jutro zapowiada się podobnie . Intensywniej będzie od poniedziałku. Zrobiłam chłopakom wypłatę i premię wakacyjną i właściwie to tyle jeśli chodzi o pracę. Pomidor zerwany a następne już żółkną . Jeszcze nie zjedzony , ale do jutra nic mu nie będzie. 
Popchnęłam do przodu pracę nad opakowaniem do prezentu . Nałożyłam preparaty do transferu i nakleiłam zdjęcie oraz ornamenty w kształcie bukietów róż. Już widzę ,że wiele więcej nie potrzeba . Trochę białych cieniowań i bordiura z bawełnianej koronki i wystarczy . Już teraz wygląda to wszystko bardzo ładnie. Pokażę efekt końcowy . 
Zamówiłam sobie sukienkę z cienkiego czerwonego dżerseju . Tak po prostu , bo mi się spodobała. 

środa, 26 lipca 2017

26.07.2017 Sprawy babusine

Znalazłoby się ich nie mało , do zrobienia w domu najwięcej.Lipiec mi uciekł i właściwie nic konkretnego nie zrobiłam. A plany miałam spore; szczególnie te porządkowe. Póki co jednak to się tylko do przybiurowego skalniaka . I wygląda na to , że w sobotę znów muszę wskoczyć do ogródka , bo deszcz spowodował ,że strasznie dużo zielska wyrosło. 
Koło naszego biura , tuż za płotem kopią pod gazociąg . A jak my chcieliśmy gaz sieciowy to nam odmówili . No to teraz my nie chcemy . Przynajmniej na razie. 
Praca nad opakowaniem do prezentu postępuje. Dziś przeszlifowałam i nałożyłam drugą warstwę farby , jaśniejszą niż poprzednia . Jutro będę ozdabiać ; naniosę zdjęcie młodych i ornamenty. Nie śpieszę się . Ma być ładnie i elegancko. Jeszcze do końca nie mam wizji jak wykończę ale nie chcę przesadzić . 

wtorek, 25 lipca 2017

25.07.2017 Deszczowo

Cały dzień pada . Od wielu lat nie było u nas takiego deszczu . Aż się moje skalniakowe kwiatki się pozamykały. Z innych ogródkowych wieści : pierwszy pomidor nadaje się do zerwania. Jutro zostanie uroczyście zjedzony na śniadanie . 
Młodszy synalek z synową mają domek na działce. Kilka dni temu kupili tak zwany domek holenderski i dziś im przywieziono go na działkę . Ciekawa jestem jak to wygląda . Widziałam je , ale nigdy nie miałam okazji obejrzeć od środka . 
Od piątku zaczynamy w firmie sezon urlopowy i jednocześnie ruszają duże zlecenia. 
Kontynuuję pracę nad opakowaniem do weselnego prezentu . Wczoraj przeszlifowałam skrzyneczkę na wino , dziś nałożyłam pierwszą warstwę farby. Teraz schnie. Jutro znów lekko zeszlifuję i nałożę drugą , a potem, po wyschnięciu naniosę zdjęcie młodych i inne ornamenty. Tym razem robię pudełko w tonacji szarej. 
Mężuś w pracy a ja mam problem z uruchomieniem pralki. Pewnie jak po każdej przerwie w dostawie prądy wyłączył się programator , tego jednak nie umiem włączyć . Męska ręka niezbędna.


poniedziałek, 24 lipca 2017

24.07.2017 Inwazja

I to nie jedna ; 
wczoraj, bo na imieninach znalazło się 10 osób dorosłych i aż pięcioro dzieci od 11miesięcy do 7i pół lat. działo się ... Harmider był nie mały. Metoda podziału obowiązków się sprawdziła i chociaż potem miałam aż dwie zmiany naczyń w zmywarce to jednak było roboty stanowczo mniej. 
Dziś ; prawdziwa inwazja mocy ! W wykonaniu społeczeństwa . Tak dali do wiwatu MNU swoimi protestami ,że ustąpił . Zawetował dwie niekonstytucyjne ustawy . Jedna jaskółka jak mówią wiosny nie czyni , ale dobrze,że chociaż raz zachował się przyzwoicie. Myślę ,że powody były też i inne , naciski protestujących to tylko jeden z kilku powodów , naciski ze świata i Europy i osobista uraza . I jak znam życie to chyba przeważyło . Ale dobre i to. Zobaczymy jak się sprawy potoczą dalej. 
I jeszcze jedna , uciążliwa . Inwazja niewielkich muszek . Obsiadły wszystko grubą warstwą i wciskały się wszędzie przy najmniejszym uchyleniu drzwi lub okien. Nie mam pojęcia skąd to się wzięło . Pod blokiem , na drugim końcu miasta już ich nie było . Tylko w otoczeniu biura . Dziwne to. 
A poza tym , to burze narobiły szkód. Nie groźnych ale angażujących czasowo . Zaczęłam majstrować opakowanie do prezentu weselnego. 

sobota, 22 lipca 2017

22.07.2017 Nie będę dziś dużo pisać

zwyczajnie mi się nie chce . W wielkim skrócie to by było tak: 
-do imieninowej imprezy jestem przygotowana , jutro tylko na bieżąco przygotuję deserki 
-po drodze zdążyłam popilnować wnusiów 
-dokończyłam segregatorek dla wnusi 
- nie mam pomysłu na aranżację stołu, ale to akurat nie problem , coś zaimprowizuję 
- zanosi się na burzę 
I to na dziś tyle , niech żyje słodkie lenistwo !

piątek, 21 lipca 2017

21.07.2017 Burza

szalała dzisiejszej nocy . Dawno takiej nie było . Poczyniła szkody , tak ,że od wczesnego rana mieliśmy co robić . Znaczy nadprogramowa kasa w perspektywie. Burza nie wiele zmieniła , dzień był niesamowicie duszny i gorący . W pracy upał mi nie straszny i tu ukłon dla techniki. Klimka się sprawdza. Zaczerwienił się pierwszy pomidor w moim ogródku. W poniedziałek będzie się nadawał do jedzenia . 
Po pracy pojechaliśmy do Aschaum poszukać prezentu dla wnucząt . W niedzielę świętujemy poczwórne imieniny ; dziadka , wnuczka , młodszej synowej i wnuczki.  Dla męzusia mam koszulkę i krawat ; właściwie dostał już wcześniej ,może jeszcze mu coś dorzucę . Dla synowej kupiliśmy piękną ,wielką , pachnącą świeczkę - różę , a dla wnucząt tradycyjnie - zabawki. Imprezkę robimy u nas . Wolałabym na działce , ale teściowa nie wejdzie , boi się chodzić po miękkim gruncie . Podzieliłyśmy się robotą ; starsza synowa robi sałatki , młodsza piecze ciasto , a ja robię deserki ,zapewniam napoje i oprawę stołu. Na kolację wspólnie zamawiamy  pizzę . Jutro muszę chatkę ogarnąć i wszystko sobie przygotować . W tym układzie na ogródek już nie pojadę . 
I jak widać własne podwórko znów górą. Wielkie sprawy tego świata przegrywają z szarą rzeczywistością . Może i lepiej , przynajmniej człowiek się nie denerwuje.

czwartek, 20 lipca 2017

20.07.2017 Po co mnie mój ojciec uczył patriotyzmu ?

Ano  wyszło na to ,że po to ,żebym teraz się wstydziła. Dziś czarny dzień dla naszego Kraju.  Wróciliśmy do PRL-u i to tej jego gorszej gomułkowskiej wersji. Na MNU nie ma co liczyć , jego "występ" był tylko pozorny , dla zamydlenia oczu .  Dziś milczy i ustaw nie zawetuje. Przy nim każdy z jego poprzedników jawi się jako wybitny mąż stanu. Ten przejdzie do historii jako długopis prezesa . Nawet z szefem RE rozmawiać nie chciał to i veta nie ma się co spodziewać . Jak na razie ludzie wciąż stoją pod sejmem i wciąż ich więcej i więcej nie tylko w Warszawie ale i w kilkudziesięciu miastach . Takie tłumy na ulicach pamiętam z lat 80-tych , ale wtedy napędem była nadzieja na lepsze życie w wolnej Polsce i dorównanie reszcie Europy , dziś napędem jest sprzeciw wobec zawłaszczania Kraju i niszczeniu jego fundamentów, tego o co nasze pokolenie i pokolenie naszych rodziców walczyło. Po raz kolejny ideał sięgnął bruku i po raz kolejny mogę powiedzieć jak mój ojciec po ogłoszeniu stanu wojennego  ( tak, tak , wiem , nie pierwszy raz to piszę ) ; pracowałam dla tego Kraju 30 lat po ,żeby dostać w pysk. 

P.s. aktualne jak od wielu lat nie było:
"Mury"
On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sil, śpiewał, że blisko już świt
Świec tysiące palili mu, znad głów unosił się dym
Śpiewał, że czas, by runął mur, oni śpiewali wraz z nim

Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i dusz
Śpiewali wiec, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał
I ciążył łańcuch, zwlekał świt, on wciąż śpiewał i grał

Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas
I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast
Zwalali pomniki i rwali bruk - Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam, ten nasz najgorszy wróg! A śpiewak także był sam

Patrzył na równy tłumów marsz
Milczał wsłuchany w kroków huk
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg...

Patrzy na równy tłumów marsz
Milczy wsłuchany w kroków huk
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg...