babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

niedziela, 17 stycznia 2021

17.01.2021 Prawdziwa zima

 aż trudno w to uwierzyć . A dzień taki  jak pamiętam z dzieciństwa u babci ; ośnieżone drzewa, mróz siarczysty i słońce . Cudnie . W pobliskich resztkach lasu ( to co zostało po nawałnicy w 17-tym roku) było aż gęsto od amatorów zabaw na śniegu. Młodzież się wybrała i przysłała nam filmiki. My tylko dziś wieczorny spacerek zaliczyliśmy . Zimno , ale w sumie przyjemnie. 

Tak poza tym niedziela jak to niedziela , w zwolnionym tempie. Czytamy , oglądamy ulubione programy ,gadamy i tak w kółko. Kończę "Odrodzone Królestwo" pani Cherezińskiej. Ostatni tom równie fascynujący jak poprzednie , a dzieje się w nim jeszcze więcej. 

Przejrzałam też nowy numer "Mojego Mieszkania" . Wciąż to pisemko kupuję , choć w sumie nie mam na to żadnego uzasadnienia poza tym ,że lubię ciekawe aranżacje domowe. Zaciekawił mnie jednak tym razem, nowy trend w dekoracjach i stylu życia. Nazywa się yomo , a polega na "czerpaniu radości z bycia offline". Hasło to "odłóż smartfona i zacznij żyć własnym życiem". Mnie tam namawiać do tego nie trzeba - od dawna praktykuję , ale fajnie brzmi i niektórym bardzo by się przydało. Jeśli zaś chodzi o urządzenie wnętrza w tym duchu to ma być przytulnie . Salon nie ma być urządzony dla gości , tylko dla własnej wygody . Miękkie poduchy , puszyste pledy , świece, zapachy , proste meble z naturalnego drewna i takież tkaniny, to co lubimy i co nam odpowiada... Wszystko , co sprawi, że nasz dom będzie tak przytulny i wygodny jak tylko się da. Ma służyć nam i nam się podobać. Proste i łatwe do zrealizowania . 

sobota, 16 stycznia 2021

16.01.2021 Opowieści na sobotni wieczór - kamienie żyją - topaz

Młodszy brat korundów ; twardość 8 w skali Mohsa , chemicznie fluorokrzemian , niezwykłej urody kryształ o wielu barwach i magicznych właściwościach , w napierśniku kapłanów żydowskich  wśród imion Boga na najwyższej pozycji ,  według legendy  wyklęty przez Św . Wojciecha jako pogański obiekt czci. Znany i ceniony od zarania dziejów , przypisywany planecie Merkury , symbol intelektu , logiki i twórczości :  topaz !  Występuje min. W Brazylii, Sri Lance , Indiach, Niemczech, Czechach oraz w Polsce w Górach Izerskich. Topaz zawdzięcza swoje wybarwienia domieszkom związków chemicznych , tu nie ma żadnych rewelacji- tak wybarwiają się prawie wszystkie kamienie. Bywają różowe, błękitne ,  czerwonawe i bezbarwne . Najpiękniejsze i najcenniejsze są jednak te złoto-żółte jak promień słońca, nazywane topazami dymnymi. Łagodnie podgrzane nabierają pomarańczowo- czerwonej barwy.  Ciekawostką jest to, że na skutek obróbki nie tracą swoich właściwości , a przeciwnie, zyskują nowe . Przez dawnych Słowian kamień był czczony na równi z drzewami i przynależał do „tego który włada piorunami i słońce przesuwa po niebie” . Na kamieniach ryto tajemne znaki i tej utajonej w nich boskiej sile oddawano hołd.

Żółta barwa kamienia symbolizuje mądrość człowieka , jego intelekt i dojrzałość psychiczną , innymi słowy stopień duchowego rozwoju.  Ezoterycznie kamień pomaga w koncentracji , ożywia umysł , pomaga rozwikłać zawiłe problemy , słowom dodaje lekkości , wzmacnia dar przekonywania . Zapewnia życzliwość przełożonych , pozwala przewidywać reakcje innych . Sygnet z topazem powinien być talizmanem adwokatów , kaznodziejów , mówców a także literatów i dziennikarzy ; wszystkich , którzy słowem żywym lub pisanym oddziałują na innych. Kamień też udziela wyjątkowego daru wyczuwania fałszywych przyjaźni .

Leczniczo pomaga w nerwobólach i bólu głowy ( należy położyć na czole i przywiązać lnianą opaską ) .

Jego odmiany błękitne i różowe uchodzą za symbole siły witalnej i młodości . W zasadzie jednak wszystkie odmiany topazu pozytywnie oddziałują na ludzi , ponieważ zawiera się w nich cała mądrość nieba i ziemi i ukochanie prawdy . Jest też ucieleśnieniem promienia światła , wszystkiego co radosne i spełnione.

Jest jeszcze jedna odmiana ; powstaje na skutek obróbki z topazu błękitnego , mianowicie  topaz mistyczny . Niezwykle piękny , opalizujący pomiędzy różem a zielenią , tajemniczy w swoim pięknie . Niesie z sobą zupełnie nowe niezwykłe możliwości ; gdy zbliża się burza kamień się elektryzuje i w tym czasie obdarza swojego właściciela zdolnością jasnowidzenia . Działa jak tarcza ochronna ; gdy ktoś nam źle życzy kamień odwraca złą energię i kierują ją w prześladowcę .  Swojemu właścicielowi pomaga rozwiązywać najtrudniejsze sprawy .

Mamy kilka okazów w naszej kolekcji . W różnych postaciach ; oczka do pierścionka , płytki ładnie obrazującej wybarwienia i biżuterii. W orientalnym naszyjniku są to niewielkie, błękitne kamienie szlifowane w kształt gruszki , w kompletach biżuterii topazy mistyczne , jako niezwykłej urody ozdoby i wreszcie mój prawdziwy przyjaciel ; amulet , talizman z którym prawie się nie rozstaję . Oczywiście czasem odkładam go na trochę i noszę inną biżuterię , ale potem witam jak kogoś bliskiego, przytulam do policzka i znów noszę przez wiele dni. I możecie się śmiać , zdarza mi się nawet gadać do niego. Nie zawiódł mnie nigdy . Mam go zawsze przy sobie, gdy czekają mnie trudne sprawy do załatwienia i gdy wiem ,że będzie trzeba podjąć decyzje . Nie sprawdziłam nigdy czy faktycznie się elektryzuje przed burzą, jakoś się nie złożyło. Czy sprowadza jasnowidzenie ? Tego też nie wiem . Mam ten dar ( a może raczej przekleństwo)  w postaci jak to nazywam „moje coś mi mówi” , które ujawnia się w najbardziej nieprawdopodobnych momentach i sytuacjach , a na które nie mam żadnego wpływu – nie mogę go wywołać gdy potrzebuję, bo chciałabym czegoś się dowiedzieć  na ten przykład. Nie zaobserwowałam nigdy czy to działa i w jaki sposób, gdy miałam przy sobie mój talizman w kształcie słońca z topazem mistycznym jako tarczą słoneczną . Wiem jedno ; chroni mnie i pomaga .

To największy z naszych topazów ; ładnie na nim widać barwy ; te oprawione pokaże przy innym wpisie 


I jeszcze jedno zdjęcie znalezione w sieci , słabe ale pokazuje bogactwo barw



piątek, 15 stycznia 2021

15.01.2021 Ucieszyłam się

 moje miasto znalazło się na pierwszym miejscu w Wielkopolsce w konkursie na najpiękniej oświetlone miasto. Teraz startujemy do konkursu ogólnopolskiego.  Ale nie tylko dobre wieści z miasta ; po raz pierwszy od wielu lat mamy ujemny przyrost naturalny . Dobre 20 lat z okładem byliśmy na plusie. Najwyraźniej zaraza daje się we znaki.

Zostaliśmy wrobieni ; maluchy koniecznie chcą na górkę , ale tylko z babcią i dziadkiem . Umówiliśmy się na jutro. Póki co pogoda sprzyja ; śnieg i mróz mają się dobrze ,można iść pohasać. Nam też dobrze zrobi trochę świeżego powietrza. 

Koniec świątecznego nastroju. Choinka się sypie , czas ją rozebrać i jutro zamierzamy się tym zająć . Szkoda , była śliczna . I tak wytrzymała bardzo długo , bo prawie miesiąc . Resztę dekoracji jeszcze na trochę zostawię, skasuję dopiero przed swoimi imieninami na Gromniczną . 

Zdecydowanie jaśniej, dzień się wydłużył i to mi pasuje. Jeszcze z tydzień - półtora i będziemy wstawać w dzień a nie po ciemku- czego bardzo nie lubię.

czwartek, 14 stycznia 2021

14.01.2021 Towar deficytowy

 i to wysoce deficytowy . Jeszcze trochę i spod lady zaczną sprzedawać.  Chodzi o sanki. Trzeci dzień szukaliśmy , a dziadziuś tak się przejął brakiem, że aż do Juli , do Poznania pojechaliśmy . Tam były. Poszłam od razu poszukać , małżonek przy narzędziach się zatrzymał na chwilę, jak dotarłam drapnęłam od razu z półki 2 sztuki , a zanim mężuś do mnie dołączył zniknęły wszystkie w mniejszym rozmiarze, z tych większych zostały sztuk trzy . Stanęło na tym, że wzięliśmy jedne mniejsze, jedne większe. Przy okazji kupiliśmy jeszcze nową szypę do odgarniania śniegu , bo nasza się połamała. Kiedy i jak ??? Dobre pytanie, rano odśnieżałam przed drzwiami biura i odstawiłam w stanie używalności. Były w różnych kolorach , nawet chciałam różową wziąć , ale czerwona była solidniejsza, wykończona metalem.  Tak czy inaczej , śnieg spadł ,mróz zapowiedzieli , sanki są , dzieciaczki trochę zimy użyją. 

środa, 13 stycznia 2021

13.01.2021 Taki sobie dzień

 jeszcze jeden z wielu.  Nic specjalnego się nie działo w pracy , towar dopiero zaczyna docierać , odpychamy kolejne tematy i nawet chwile znalazłyśmy z synową żeby się do miasta urwać . Ale po kolei. Trochę śniegu spadło , moje auto zastałam rano przysypane , odśnieżyłam , oskrobałam szyby , wsiadłam i ... nie odjechałam . Padł akumulator. I to padł na dobre. Wolno mu ; pracował 7 lat . Mam już nowy . Auto jeździ , nawet po obiedzie do matki zdążyłam się wypuścić i jak zwykle wkurzyć . Lodówka i zamrażalnik nie domknięte , porozmrażały jej się porcje mięsa i ryby , ciekło wszystko i śmierdziało . Oczywiście zrobiłam z tym porządek ale na jak długo ? I oczywiście awantura, że przecież jej tu się nic nie psuje i co ja robię . No i w ogóle ; afera jak bym jej co najmniej chatę chciała spalić. Przykazałam na koniec iść się zapisać na szczepienia , od razu w piątek jak będą zaczynać . O dziwo nie protestowała i nawet sama się wybiera, ale nie wiedziała od kiedy można się szczepić . No to jej wyjaśniłam , ale i tak w piątek zadzwonię żeby przypomnieć. 

Tak poza tym szukaliśmy dziś sanek , takich z plastiku . Chłopaki mają saneczki drewniane , ale trochę małe i we dwóch już się nie mieszczą , chcieliśmy im kupić dodatkowe i nic z tego . Galeria i wszelkie pepca i kiki pozamykane , w marketach typu brico i mrówa nie ma , bo wykupili. Niby miała być dostawa po południu, pojechaliśmy z małżonkiem, ale dostawa nie dojechała. Ledwie parę płatków śniegu spadło , a już sanki wykupili , sól techniczną do posypywania dróg też zresztą . Ostatnich pięć worków trafiliśmy w jednym markecie . Kupiliśmy dwa . Na kilka dni do posypywania biurowego podwórka wystarczy . 

Tak poza tym to właśnie doczytałam na stronie Nightwischa ; odchodzi ze względów zdrowotnych Marco; niesamowicie zdolny gitarzysta , na dodatek śpiewający pięknym , ćwiczonym barytonem. Bez niego i Jukki za perkusją to już nie ten sam zespół , co nie zmienia faktu, że czekamy z niecierpliwością na ich koncert w Gliwicach, choć w zmienionym składzie. Mam nadzieję , że się odbędzie - do końca maja jeszcze trochę . Za to coraz bardziej staje pod znakiem zapytania koncert Dire Strais , do 8 lutego już bardzo mało czasu . 

wtorek, 12 stycznia 2021

12.01.2020 Sypnęło...

 Jednak zimę zobaczyliśmy w tym roku.  Dobrze, bo jak zima , to musi być śnieg i zimno , nawet jeśli nam to trochę życie utrudnia. Niedawno zgadałam się ze starszym synalkiem o zimie stulecia w 79 , a zaczęło się od tego ,że zapytał dlaczego jeden sklep w mieście nazywano Węgierką , skoro sie faktycznie tak nie nazywał ( był w muzeum na zleceniu i akurat porządkowano na ten temat jakieś dokumenty) . Nooo, tego to nikt nie wie . Tak się mówiło i już . No i zaczęłam opowiadać jak to "Węgierkę" zasypało do wysokości witryny i co się działo jak się zima stulecia zaczynała .I potem jeszcze inne przygody .  Nie dowierzał. Kilka porządnych zim pamięta , ale takiej to jednak nie. No i chyba już takich nie będzie . Słynna "bestia ze wschodu" ledwie nam ogonem z daleka pomachała. A konkretnie to jeszcze macha , bo wciąż sypie , a temperatura od 0 do -0,5 więc długo nie pomacha. Ale jest zimowo i świat jakby ładniejszy. Jutro pewnie będę długo  odśnieżać auto zanim do pracy wyruszę. W wieczornym spacerku nam to jednak nie przeszkodziło, choć trasę trochę skróciliśmy ,żeby nie przemoknąć. 

Tak poza tym to trochę zwolniliśmy obroty we firmie głównie dlatego, że dostawcy jeszcze mają braki w magazynach i na towar czekamy . Kończymy rok  ubiegły i jakieś drobniejsze tematy ogarniamy. Na przyszły tydzień zaplanowałyśmy z synową sprzątanie biurek i szaf. Wczoraj był międzynarodowy dzień sprzątania biurek , ale nie świętowałyśmy ; planujemy nadrobić w przyszły tydzień.  I właściwie to wszystko. Do domowych prac na razie się nie zabieram , odkładam na sobotę . 


poniedziałek, 11 stycznia 2021

11.01.2021 Kiedyś się dało- dziś się nie da

 Z zawodu jestem higienistką szkolną .Miałam pod opieką szkoły wiejskie i częściowo pracowałam w przychodni dziecięcej . Taki mi dano przydział obowiązków . Dawno odeszłam od  tej profesji , będzie ze 30 lat . W szczepieniu dzieci byłam specjalistką ; oprócz szkoły skończyłam kilka kursów doskonalących i nawet stare pielęgniarki musiały uznać, że jestem w tym dobra , a rodzice bardzo chcieli żebym ja robiła szczepienia , bo dzieci się nie bały i nie płakały. Chwalę się bezczelnie , ale dawno to było więc jak możecie się domyślać nie o moje niegdysiejsze  zasługi tu idzie.  Tak słucham o tych szczepieniach; ile to zaszczepili , ile nie zaszczepili i dlaczego i durnych tłumaczeń ministrów różnego gatunku, o tym co można lub nie można w tej kwestii i śmiech mnie ogarnia . A już wczorajsza informacja , że w niedzielę w całej Polsce zaszczepiono 1200 osób mnie dosłownie powaliła.  Nie mówię tu o szczepieniach wyjazdowych, które kiedyś były dopuszczalne , a zniesiono je pod koniec lat 80-tych – przynajmniej w moim rejonie , tylko o zwyczajnym szczepieniu w punkcie szczepień stacjonarnym. Otóż ,gdy byłam sama , w ciągu 6 godzin zwykle zaszczepiałam 80 do 90 dzieci . Dwie godziny zostawiałam sobie na przygotowania ,  wpisy do kart a  potem posprzątanie . Pracę zorganizowałam sobie trochę wbrew zaleceniom pań z sanepidu i karty zdrowia rozdawałam rodzicom na poczekalni, potem wchodzili do lekarza na badanie , potem do mnie na szczepienie . Karty odbierałam od rodziców i rozkładałam na 2 kupki – na jedną zakwalifikowane do szczepień , na drugą odroczone . Wpisywałam po zakończeniu , na koniec dnia . Sanepid wymagał ,żeby wpisywać po każdym zaszczepieniu , ale to było kłopotliwe , bo wstrzymywało kolejkę i wymagało dodatkowego mycia rąk po każdym zapisie . Nie pomyliłam się w tym ciągu logistycznym ani razu . Na koniec dnia po wpisaniu zaszczepionych , ustalałam z lekarzem nowy termin szczepień odroczonym i pisałam wezwania na nowy termin.  Kiedy zasiadałyśmy do szczepień we dwie z koleżanką z drugiego rejonu ilość zaszczepionych podwajałyśmy , czasem nawet było trochę więcej niż x 2 . Logistycznie do ogarnięcia .  A teraz na przykładzie mojego miasta : 30 tysięcy ludzi podzielić na 80 przy założeniu, że szczepi jedna osoba to wychodzi 375 dni . Aktualnie działa u nas 5 punktów szczepień – nie wiem czy szczepi jedna osoba czy więcej , ale zostańmy przy założeniu ,że jedna . Na zaszczepienie mojego miasta- co do jednego mieszkańca - w tym układzie potrzeba by 75 dni według starych standardów z epoki , która odeszła do historii ; drugie tyle oczywiście, żeby powtórzyć dawki . A sądzę , że w większych miastach jest tych punktów szczepień dużo więcej. No , ale dziś się nie da . Dziś 1200 osób w całym kraju w jeden dzień  i straszna afera od tygodnia, komisje i śledztwa, bo zaszczepiono kogoś poza kolejnością . Pewnie , wyszło dość nie zręcznie, bo akurat wybór padł na osoby znane – tego nie kwestionuję , ale lepiej , że zaszczepiono spoza listy niż miałyby się szczepionki zmarnować. Inna sprawa, że było tyle czasu na przygotowania, że można było stworzyć listy rezerwowe , albo po prostu jechać według peseli od najstarszych lub alfabetycznie według kartotek szpitalnych czy tych z przychodni , jak już zaistniała sytuacja ,że trzeba wezwać kogoś poza kolejnością . Organizacja i logistyka zawiodły w tym przypadku na całej linii, zwłaszcza, że dostawy szczepionek są zapewnione i do kraju co  2-3 dni dociera kolejna partia. A co robi agencja rezerw materiałowych , bo to oni rozsyłają je dalej ? No a jakże ; wymyśliła sobie jakieś skomplikowane procedury zamówień , papiery , załączniki i cholera wie co jeszcze, zamiast odebrać jedno zamówienie i je realizować – abstarchując od faktycznych ilości ; w miejscowości XXX jest 10tysięcy ludzi do wyszczepienia to wysyłamy w partiach co np. 3 dni szczepionki do ustalonej ilości 10tysięcy , punkt szczepień każdą partię kwituje i tyle. Wszystko to dałoby się zorganizować , ale narodowa nieudolność i narodowy brak logiki póki co górą , a góra wyższa niż najwyższy szczyt świata . Może zresztą się wymądrzam , jak wspomniałam odeszłam z zawodu jakieś 30 lat temu i dziś z racji tego co robię myślę , jak szef , nie jak pracownik a rzeczywistość  wymaga czego innego . Tego nie wiem .   Nie daje mi też spokoju jeszcze jedna rzecz , ale może nie mam racji , bo jednak od czasu kiedy odeszłam od zawodu minęło wiele lat więc świat i medycyna mocno poszły do przodu. Za moich czasów (głupio zabrzmiało , wiem ) jak było powiedziane, że z fiolki ma być podane 5 dawek to miało być 5 , a nie 6 jak kombinują nasi , nie ważne ,że np. ilość płynu konieczna do rozpuszczenia była większa o  np. pół mililitra  i ilościowo wystarczyłoby na podanie jeszcze jednej. Tego robić nie było wolno, to było traktowane jak błąd w sztuce. Czy można sobie w przypadku szczepionek kombinować i podawać z jednej porcji 6 dawek zamiast pięciu , bo coś tam zostało ? Nie wydaje mi się … Dobra, przynudzam dzisiaj , ale tak mnie naszło, po tych wszystkich „rewelacjach „ narodowo-szczepionkowo – politycznych.