babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

wtorek, 30 grudnia 2014

30.12.2014 To był rok

dobry . Nawet bardzo dobry ; jak żaden dotąd , wypełniony ciężką pracą ale i przyjemnościami. Los  nie szczędził nam w mijającym roku swojej przychylności . W rodzinie nie działo się nic złego , w firmie niemal podwoiliśmy obroty , rok zamykamy z pokaźną sumką na kontach i zleceniami na następne kilka miesięcy , udało się w końcu zacząć budowę nowej siedziby i choć wciąż jeszcze jesteśmy na etapie formalności , to przecież jest to część procesu budowy . Do plusów muszę zaliczyć też własny sukces; 16 kg mniej ! To wszystko cieszy i daje motywację do dalszych wysiłków. I po raz chyba pierwszy od wielu lat nie martwię się o rachunki i wypłaty dla naszych ludzi ,  a to daje poczucie bezpieczeństwa . 
Czas mijał szybko , dni wypełniała  praca  i wszystkie te mniejsze i większe sprawy , którymi żyjemy na co dzień. Ledwie zdążyliśmy poświętować Sylwestra a już trzeba było się szykować do Wilelkiejnocy , potem kolejnych świąt , minęło lato i jesień i nim ktokolwiek zdążył przysłowiowo się obejrzeć a już nadszedł 1 listopada a po nim przygotowania do kolejnych świąt.. Rok okazał się tez przychylny dla Kraju , spadło bezrobocie , gospodarka przyduszona ubiegłorocznym kryzysem ruszyła z miejsca , wzrósł wskaźnik PKB , niestety to wszystko w cieniu wojny, która toczy się zbyt blisko , tuż za naszą wschodnią granicą i w którą zupełnie niepotrzebnie mieszają się nasi politycy . Jak zwykle nie uniknęliśmy konfliktów pomiędzy politykami , skandali afer i absurdów , ale taki już chyba nasz miejscowy  koloryt , bo od lat nic się nie zmienia . Nie warto zwracać na to uwagi i robić swoje .
Dla naszego miasta rok był szczególnie udany ; VW zaczął budować tu fabrykę , za nim przyszli inni , miasto nabrało nowego wiatru w żagle i z nową energią ruszyło do przodu . Jakość życia mieszkańców bez wątpienia zyskała i jeszcze zyska . Nie możemy nie być z tego dumni. 
Jutro wzorem lat ubiegłych około południa zjedziemy się wszyscy razem z rodzinami ,zamkniemy biuro , zapomnimy na chwilę o wszystkich sprawach i zleceniach ,po to by symboliczną lampką szampana wznieść toast za minione i za przyszłą pomyślność , a potem pojedziemy hucznie i wesoło świętować nadejście Nowego. 
A ja jak zwykle niczego nie postanawiam , sprawami codziennymi zajmować się będę najlepiej jak umiem , a w innych daję Fortunie wolną rękę . Nie przymuszana do niczego uśmiecha się do nas miło i sypie z rogu obfitości więc niech tak będzie i tym razem . Jeszcze tylko dobre czary odprawię , starym zwyczajem zapalę cztery świece , białą dla zdrowia , czerwoną  na dobre małżeństwa nasze i naszych dzieci , zieloną dla przyciągnięcia pieniędzy i srebrną dla ogólnej pomyślności  i wypowiem te same co zwykle życzenia: "Quod bonus felix faustum fortunatumque sit" - niech ten rok będzie ku dobru , szczęściu i pomyślności , czego życzę sobie i Wszystkim , którzy do mojej szafunierki zaglądają . Wspaniałego Roku 2015 i udanej zabawy w jutrzejszy wieczór ! Do zobaczenia za rok.  

poniedziałek, 29 grudnia 2014

29.12.2014 Finiszujemy

Inwenturę nadal mam głównie w planach. Wciąż jeszcze siedzę w ofertach i zakupach . Jutro znów dzień będzie zwariowany i pracowity. 
Po pracy zrobiłam kilka zakupów z myślą o Sylwestrze . Fig  świeżych nie dostałam więc muszę koncepcję sałatki zmodyfikować . Kupiłam melon . Też wyjdzie, choć inna. 
Będzie zupa grzybowa w bulionówce , naleśniki z farszem mięsnym i serowym , sałatka z roszponki, melona i serka pleśniowego i falafele , a jako dodatek do nich sos na bazie jogurtu, może zrobię jakiś kolorowy deser jeśli zdążę. Na przekąski  małe kanapeczki z pastami i jakąś dekoracją w postaci ogórka, pomidora , winogron itd  oraz marynowane grzybki , warzywa , pieczarki  i jakaś patera z wędlinami i serem ( jedna z koleżanek jest wegetarianką , muszę ją też czymś nakarmić). A poza tym do przegryzania postawię bakalie, orzeszki w czekoladzie, jakieś cukierki. Mam też jeszcze trochę pierników . Słodkie na imprezach u nas nie idzie więc specjalnie piec nie będę. Oczywiście napoje , dla kierowców bezalkoholowy poncz , dla reszty mnóstwo dobrego wina i oczywiście o północy szampan.. Cieszę się na gości . 
Za oknem zima na całego .  

niedziela, 28 grudnia 2014

28.12.2014 Jutro do pracy

...rodacy !Koniec tego dobrego. Ostatnie trzy dni roku zapowiadają się intensywne i bardzo pracowite. Sorry taki klimat . Trzeba pracować skoro jest robota . No to sobie popracujemy. Ja przy inwenturze, chłopaki przy zleceniach z przed świąt.  31 w południe jednak zamierzamy działalność tegoroczną zakończyć , szampanem uhonorować minione i za pomyślność przyszłą toast wychylić ( no, powiedzmy ; skromną lampkę , bo wszyscy kierowcy - po co ryzykować utratę prawka ). 
Dziś sobie wypoczywaliśmy ze słowem pisanym w rękach. Ja z opowiadaniami , mężuś z zaległymi czasopismami i Via Sat History w tle. Popołudnie i wieczór u teściów młodszego.   Wesoło było. 
A poza tym zima . Minus siedem na termometrach . Ale co to jest minus siedem ; przyjemny mrozik. Równie dobrze może przywalić i minus trzydzieści w naszej strefie klimatycznej.  
Upiekłam (usmażyłam ) falafele .Wyszły pyszne .
Falafel idealny -  przepis z "Jadłonomii" 
300g ciecierzycy , moczonej półtora dnia 
1 mała cebulka
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka soli ( na te ilość cieciorki powinno być ciut więcej, wyszły mało słone) 
2 łyżki posiekanej pietruszki
2 łyżki posiekanej świeżej kolendry
po pół łyżeczki zmielonego: kardamonu, kuminu, chili, ziaren kolendry, cynamonu 
pół łyżeczki sody 
Ciecierzycę zalać wodą ( dużo) , moczyć  półtorej doby ( z puszki i gotowana odpada ) , zmielić w maszynce ( niezbędna męska ręka , ciężko się mieli ;  blendera się nie poleca , można sobie załatwić sprzęt) ,razem z cebulą i czosnkiem , wystarczy raz . Dodać przyprawy i zielone , dobrze wymieszać . Na patelni rozgrzać olej rzepakowy albo z pestek winogron . Łyżką nabierać ciasto , lepić dłońmi małe kotleciki , wkładać na gorący tłuszcz; powinno go być na 2-3cm na patelni . Smażyć na złocisto z obu stron , jakieś pięć minut każdą porcję . Wyjąć na talerz wyłożony papierem , odsączyć nadmiar tłuszczu . A potem można się objadać . Pychotka . 

sobota, 27 grudnia 2014

27.12.2014 Święta za nami

święta przed nami ... Było radośnie, głośno i tłoczno. Prezenty ucieszyły .Jedzonko udało się nadzwyczajnie,  Każdy nawet na drogę wałówkę dostał , bo z ilością coś mi nie poszło. To znaczy nie całkiem ze swojej winy. Kupiłam 9 sztuk sandaczyków nie zbyt dużych , takich nie cały kilogram . Leżały w zamrażarce przygotowane, dzień przed Wigilią rozmroziłam i zamarynowałam w ziołach , a do tego młodzież mnie uszczęśliwiła szczupakami , też przynieśli rozmrożone szczupaki, jednego młodszy synalek , jednego pracuś w prezencie mi podarował. Pracuś jest jakaś społeczna straż rybacka i zapalony moczykij , postanowił się wykazać przed szefową , no i wyszło jak wyszło; góra ryb. Smażyłam to wszystko i klęłam jak nie przymierzając pijany furman , bo nie lubię smażyć ryb i tego bałaganu w kuchni co się przy tej czynności robi tym bardziej. Ale rodzinka uszczęśliwiona . Niech im będzie. Po Wigilii Gwiazdor się pokazał , prezenty co to je wcześniej pod choinkę wrzucił porozdawał ( robił za Gwiazdora chrześniak mężusia , z tatusiów w rodzinie najmłodszy i wiekiem i stażem , to go wrobili), dzieciaki zadowolone , ale już coś podejrzany im się wydał - jak sobie poszedł , to dyskutowali zawzięcie,że chyba w zeszłym roku wyglądał inaczej i ten w szkole i przedszkolu też inaczej - chyba ktoś się za niego przebiera .Chyba już długo w Gwiazdory już nie powierzą .  W pierwsze święto odwiedziliśmy teściową , w drugie na kawie mieliśmy teściów młodszego. Jutro jedziemy do nich na kawę . Dziś dzień odpoczynku. Przynajmniej tak się zapowiadał ale poniosło nas do Poznania , do Pestki. Skończyło się na połażeniu i oglądaniu. Nic ciekawego ani potrzebnego nam nie znaleźliśmy. Za to obejrzałam sobie pralki  ( to tak w kontekście remontu łazienek) . W drodze powrotnej wstąpiliśmy do ETC w Swarzędzu . Tam nam poszło lepiej. Mężuś kupił sobie buty , a ja szukałam płaszcza , ale niestety , nic co by mi odpowiadało nie trafiłam . Poszukam na miejscu jeśli znajdę czas .  Zrobiliśmy też kilka zakupów spożywczych , tak dla uzupełnienie zapasów . A poza tym , rano odwiedziłam kosmetyczkę . rzęsy mi pomalowała i teraz widać ,że je mam . Czytam książkę , którą dostałam od młodzieży "Maladie i Inne Opowiadania" pana Sapkowskiego . Nie śpieszę się, delektuję każdym akapitem . Wyobraźnia autora zadziwiającymi ścieżkami podąża ... Mam jeszcze jedną książkę , którą sobie kupiłam niedawno na poczcie,ale zaczęłam czytanie od prezentu . Tamtą poczytam w następny weekend .  
Zima drogowców nie zaskoczyła , jak tylko temperatura spadła poniżej zera wyjechały solarki , na długo przed świtem . A dziś prawdziwa zima  ; poprószyło śniegiem , minus osiem na termometrze. Czyli wszystko jak się należy. 

wtorek, 23 grudnia 2014

24.12.2014 Dobrych Świąt






Dobrych Świąt życzę Wszystkim , którzy tu zaglądają . Niech mijają po woli , w spokoju i radości z bliskimi, niech przyniosą nadzieję i optymizm , niech będą pełne miłości i ciepła, niezapomniane . 



A w prezencie : moja ulubiona kolęda 

poniedziałek, 22 grudnia 2014

22.12.2014 Najkrótszy dzień w roku

Boja wiem ?  Działo się w nim dużo , jak przez ostatnich kilka tygodni . Większość tematów ogarnęłam . Zostało mi kilka drobniejszych faktur do wystawienia i znów kolejne oferty do napisania . Patrzeć już na to nie mogę . No i oczywiście rachunki do płacenia , ale czy to jutro zrealizuję nie wiem , wszystko zależy czy klienci się wywiążą przed świętami. Jeśli nie to trudno , przez pięć dni przerwa w życiorysie zawodowym. , a u niektórych jeszcze dłużej.. Zaraz po świętach inwentura . W sobotę nawet nie zaczęłam , przyjechał klient i czas zleciał na omawianiu paru nowych tematów. 
W domu już spokojniej . Zakupy świąteczne zakończyłam - tak myślę ,że nic więcej mi nie będzie potrzebne. W Wigilię tylko po świeży chleb polecę i na cmentarz do ojca i wnuczka.  Po pracy i szybkim obiedzie zabrałam się za garnki. Przesmażyłam mak do makiełek i podgotowałam kapustę. I właściwie to wszystko. Wysiadł prąd w połowie miasta . Zapewne z powodu porywistego wiatru. Włączyli jakieś pół godziny temu. Wieczór mijał więc przy świecach. Dobrze,że mam gaz i przynajmniej herbatę mogłam zaparzyć. 
A tak poza tym , "świat szykuje się do świąt" - słychać wszędzie w około. Czyli do czego ? Bo tak sobie myślę ,że w tych wszystkich dekoracjach ,świecidłach ,zakupach , w tym bieganiu wśród aniołków i amerykańskich krasnoludków podających się za świętych Mikołajów , w tej kasie wydawanej na prezenty ten najważniejszy element świąt - Boże Narodzenie- gdzieś ludziom umyka. . Takie wrażenie dziś odniosłam , będąc w sklepie z elektroniką . Potrzebowaliśmy jeden drobiazg dla klienta , który nie dotarł na czas od dostawcy , musiałam kupić na miejscu w sklepie. Ludzie  kupowali , gry , konsole, tablety , telefony itd. A każdy dodawał "na prezent" .  No zgoda , stary to zwyczaj obdarowywania się upominkami z okazji świąt , ale czy tylko o to w tym chodzi . Zwyczaj z roku na rok przeobraża się w jakąś orgię. W mediach wszystko "na prezent" , od słodyczy , po samochody i pożyczki , w marketach wszystko " na prezenty" , w każdym osiedlowym sklepiku to samo.  jeszcze trochę i sensem tych świąt staną się prezenty...  Może się to nie podobać mnie i paru innym , ale w tę , a nie inną stronę świat zmierza i w mniejszym lub większym stopniu każdy z nas się temu poddaje , nie chcąc zostać w tyle. na tym polega siła postępu i ewolucji . Tylko szkoda starych zwyczajów i wierzeń.. Dawniej gwiazdor mieszkał w niebie i przyjeżdżał saniami - nie koniecznie zaprzężonymi w konia , a pomagał mu rozdawać prezenty anioł , dziś Św. Mikołaj o wyglądzie krasnoludka z coca coli  mieszka w Laponii a jeździ saniami zaprzężonymi w renifery z czerwonymi nosami ( co u nas się kojarzy , z  pijaństwem , no , ewentualnie latarniami  )  a pomagają mu jakieś stwory ze spiczastymi uszami nazywane elfami . Żeby choć skrzaty - byłoby swojsko , elfy należą do kultury celtyckiej , nie słowiańskiej. Takie czasy , takie obyczaje . 

niedziela, 21 grudnia 2014

21.12.2014 Było ...

pięknie, klimatycznie , cudownie po prostu.  Na koncercie oczywiście .  Ale po kolei. Pojechaliśmy wcześnie , bo przyjaciele zaprosili nas na obiad.. Ucieszyli się na drobne prezenty , które zabraliśmy , butelka wina w mikołajowym "ubranku" i mojej roboty ciasteczkowe choinki i pierniczki, no i oczywiście pudełko na herbatę z marynistycznym motywem , którego nie miałam okazji wcześniej im dać . Są chyba ostatnimi znanymi nam osobami ,które potrafią ucieszyć się i docenić takie "samodzierżki ". Potem razem pojechaliśmy na koncert , który odbywał się na targach w Sali Ziemi. Piękna , nowoczesna , dobrze nagłośniona klimatyzowana sala widowiskowa . Warto było pojechać , choćby po to, żeby ją zobaczyć. Oglądaliśmy ją pod kątem zawodowym , bo ma parę ciekawych rozwiązań technicznych .   Kolega W jest wielkim fanem i znawcą zespołu Gregorian , zostawił nas w holu i pobiegł na stoisko kupować płyty i gadżety. Przy okazji dla nas kupił DVD z poprzednim koncertem jaki się odbył w ubiegłym roku.w Polsce. Koncert zaczął się punktualnie , w zupełnej ciemności, stopniowo zapalały się pojedyncze światła wydobywając cienie postaci , jednocześnie rósł i potężniał akord podany na keybordzie do złudzenia przypominający kościelne organy . A potem juz zaczął się występ. Spokojne utwory przywodzące na myśl padający śnieg , płonący ogień , zimowy mrok ,klasztorne krużganki i wirydarze. Panowie wystąpili dziś w czarnych , połyskujących kostiumach imitujących mnisie habity. Nastrój pogłębiał płynny , powolny ruch jakim przemieszczali się po scenie i założone w szerokie rękawy habitów ręce . I oczywiście śpiewane chorały. Wszystkie znane kawałki min Cohena, Erica Claptona , piosenki bożonarodzeniowe i nawet Ave Maria. Wspierała ich swoim pięknym sopranem Amelia Brightman ( tak, tak , młodsza siostra Sary) , której barwa głosu brzmi niemal identycznie jak siostry . Własnym oczom i uszom nie dowierzałam, kiedy zwiewna  , ubrana w białą krynolinę Amelia stanęła za perkusją . Grała na dwóch wielkich bębnach. perkusję uzupłniały jakieś dzwonki , talerze i coś w rodzaju marakasów . Pewnie się te części perkusji jakoś nazywają , ale nie wiem jak. Bębny pod delikatną ręką Amelii dosłownie huczały , dodatkowo podkreślając niektóre partie chórowe.  "Alleluja " Cohena wypadło wprost niesamowicie , a rytm wybijany coraz mocniej na bębnach sprawiał wrażenie grzmotu albo wezwania na wojnę ; pod koniec sala aż huczała ( po nowoczesnym budynku nie spodziewałam się tak doskonałej akustyki ).  To wszystko w pięknej świetlnej oprawie i snujących się nad sceną oparach sztucznej mgły.  Zapalały się na zmianę kolorowe żarówki wydobywając różne kształty, lasery a nawet prawdziwe pochodnie. Było na co popatrzeć i czego posłuchać . Publiczność nie chciała ich wypuścić. Na drugi bis zaśpiewali trzy utwory a capella , stojąc wśród widowni . Zabrzmiało niby śpiew mnichów w gotyckiej katedrze. W sumie bisowali czterokrotnie. 
Długo będziemy pod wrażeniem . Koncert naprawdę był  piękny. Nie żałuję ,że kupiłam te bilety. No i fajnie było odreagować szaleńczą pracę . A z przyjaciółmi spotykamy się w Sylwestra. u nas.    

sobota, 20 grudnia 2014

20 .12.2014 Bez jemioły roczek goły

Nie może być ! Dlatego kupiłam ładną , sporą gałąź i do tego dość pokaźny pęczek , który podzieliłam ; połowa stoi w biurze , druga wisi na świeczniku nad telewizorem . Gałąź zawisła jak zwykle nad kanapą w salonie. Kilka gałązek dołożyłam do kuchennego bukietu . A  poza tym , choinka stoi udekorowana , pod choinką leżą prezenty zapakowane w srebrno- szary papier i przewiązane czerwonymi wstążeczkami . Pod choinką tradycyjnie znalazły też miejsce prezenty firmowe , z wyjątkiem jednego , który został prawie pożarty od razu po rozpakowaniu , a teraz dojadamy nędzne resztki - to znaczy dojadają chłopaki , ja z umiarem . Nie chcę zmarnować efektów kuracji odchudzającej. Na Wigilię czekają tez razem z innymi prezenty dla dzieci naszego pracownika ;  Zrobiłam też prawie wszystkie dekoracje . Zostało mi dokończyć aniołkowy las , z ciasteczkowych choinek i woskowych aniołków. W całym domu pachnie lasem , bo choinka jest oczywiście żywa. 
Właściwie to przygotowania zakończyłam . Zapasy mam , tylko wrzucać do garnka i gotować. Makowiec kupiłam w cukierni Szwarc . Już dziś, bo ich wypieki cieszą się wielkim wzięciem i w związku z tym ostatnie dwa dni przed świętami  realizują tylko wcześniejsze zamówienia . Cukiernia istnieje nieprzerwanie od 1876 roku, a ciasto piecze według starych receptur . Żadnych sproszkowanych jaj ,sztucznych barwników i innych poprawiaczy. 
Fryzjera zaliczyłam , porządek na głowie mam, a przed chwilą odświeżyłam kolor szamponem . Umówiłam się też z kosmetyczką na pomalowanie henną rzęs. A myślałam ,że nikt już tego nie robi . Nawet  szukać nie musiałam , robi to wspólniczka mojej fryzjerki . 
Jutro luzik. Znajomi zaprosili nas na obiad i pogaduchy a na 18.00 razem jedziemy na koncert Gregorianów . Miło się zapowiada niedziela.   

piątek, 19 grudnia 2014

19.12.2014 Piątkowy wieczór

wcale nie grudniowy . Temperatury na dużym plusie i deszcz . Nie lubię takiej pogody. W pracy załatwiamy ostatnie tematy . To niestety nie oznacza wolnego między świętami..Jutro postanowiłam zacząć inwenturę . No powiedzmy , przynajmniej się do tego przygotuję, bo czy zmobilizuję się do pracy nie wiem . Dziś mi nie szło . Miałam taki spadek formy,że pod koniec dnia robotę omijałam . W domu też za wiele nie zrobiłam , tym razem z założenia . Po pracy pojechałam jeszcze raz na zakupy ,do marketu , w którym jest zwykle lepszy towar i większy wybór. I dobrze zrobiłam , bo dostałam sery, których wczoraj w tesco nie było.A tak poza tym półki nieco przerzedzone, Zostały mi owoce , trochę bakalii ,kiszona kapusta  i choinka . AAAAA !!! I jemioła oczywiście - całkiem o tym zapomniałam.. No i z tego powodu muszę pojechać rano na zieleniak. Tam zawsze są najładniejsze i najświeższe . Mężuś jedzie od rana do klienta , a ja muszę sama powalczyć z tematami w domu. Do biura dotrę nieco później . Umówiłam się do fryzjerki. Przydałoby się pomalować henną rzęsy ; z wiekiem jakoś mi wyblakły , tylko czy ktoś jeszcze takie staroświeckie zabiegi kosmetyczne wykonuje ?  
Z innych spraw domowych , na jutro zostawiłam sobie ostatnie poprawki porządkowe , zmianę pościeli i dokończenie dekoracji .I oczywiście ubranie choinki i pakowanie prezentów.  I tak ma być . Czas zwolnić , sprawy zawodowe odstawić na bok  i zatopić się w atmosferze świąt ( choć brak śniegu odbiera im sporo uroku) , a od poniedziałku szykowanie wigilijnych przysmaków . Na stół trafią jak zwykle te same co roku potrawy : 
zupa grzybowa z makaronem własnej roboty 
smażony sandacz 
kapusta z grzybami
fasolka 
pierogi z nadzieniem kapuściano - grzybowym
makiełki 
chleb , 
grzybki w occie   
kompot z suszu na deser 
a do powigilijnej kawy 
bakalie , pierniczki , makowiec i orzechowiec , który piecze synowa ( pyszne ciasto , wszyscy je uwielbiają) i owoce . A dla podkreślenia uroczystości dobre wina . Do wieczerzy białe, do słodkiego czerwone . 
Lubię sobie planować przyjęcia , to wigilijne szczególnie . 

czwartek, 18 grudnia 2014

18.12.2014 Byle do Świąt

a te już coraz bliżej , co widać gołym okiem . Na ulicach niekończące się sznury samochodów, w sklepach nieprzeliczone tłumy ludzi z obłędem w oczach ładujące do koszy co leci.  Robiłam dziś zakupy w celu skomponowania paczek świątecznych dla pracusiów. Kupiłam nie wiele ale z "górnej półki" . Przy okazji i z doskoku swoje domowe zakupy ; dziś mrożone wiśnie bez pestek , mleko do kawy , limetki i ser mozarella. Miałam zamiar kupić riccotę albo mescarpone i wędzony twaróg ale nie było. Przyjdzie mi koncepcję sylwestrowej kolacji nieco zmodyfikować.. Może zresztą dostanę w sobotę w innym sklepie.
Nie wiem co się dzieje , ale kraj ogarnęła jakaś psychoza pracy . Zlecenia się mnożą , wszystkim się śpieszy i nawet kurierzy marzą o wolnym i powtarzają " byle świąt". 
Nowych firanek do salonu już pewnie uszyć nie zdążę , może wyprodukuję jakąś prowizorkę .
Płaszcz z żalem odesłałam , na targu nie byłam więc póki co muszę się zadowolić tym co mam w szafie. Na zakupy się nie wybiorę z braku czasu.  
Pierniczki są gotowe , lukier wysechł , a pierniczki pochowałam do blaszanych pudełek i teraz czekają Wigilii i kruszeją , a moja wnusia już chce piec następne . Wyglądają całkiem ładnie - jak te z dzieciństwa moich synów. Będą zadowoleni.

    Efekty mojej działalności piernikowo - ciasteczkowej na                                                  załączonym obrazku 


Udekorowane choinki



Ciasteczka na szkolną Wigilię 



Góra pierniczków  


A tak poza tym , świat na psy schodzi ;jak nie mord to afera , jak nie afera to pyskówka w sejmie albo katastrofa w Smoleńsku . Nie wiadomo śmiać się czy załamywać ręce  i wyrywać włosy z głowy  z rozpaczy .


środa, 17 grudnia 2014

17.12.2014 Dom pachnący pierniczkami

Od razu jakoś odświętniej wśród takich zapachów . Pierniczki gotowe , upieczone, udekorowane . Kolorowe kulki pewnie jeszcze długo będę z  wymiatać z różnych zakamarków. Wnusia z takim zapałem dekorowała wypieki ,że co chwile coś lądowało na podłodze . Pozamiatałyśmy , ale na pewno się coś znajdzie. Oprócz pierniczków upiekłyśmy jeszcze ciasteczka cynamonowe na szkolną Wigilię . Zrobiłyśmy je w kształcie wielkich ( ok 12 cm wysokości) serduszek , po jednym dla każdego dziecka i pani oczywiście. Teraz bolą mnie plecy i zmęczona jestem niemożliwie , ale warto było , radość w oczach wnusi bezcenna . Szkoda, że wnuczek nie mógł być z nami. 
Płaszczyk przyszedł . Cudny , z dobrego materiału , doskonale uszyty ale niestety , choć rozmiar wzięłam największy z oferowanych , okazał się za mały . Trochę zbyt wąskie rękawy , no i biust mam dość pokaźny. Nawet gdybym przesunęła guziki , na biuście się nie zapnę . Płakać mi się chce, że muszę odesłać . 
Może uda mi się wyrwać jutro na targ. Ostatnio był całkiem nie zły wybór , może coś znajdę . Nie zamierzam szaleć , do pracy i wycierania w samochodzie nie muszę mieć czegoś wyjątkowego, wystarczy ,że będzie praktyczny i wygodny.  Ostatnie zakupy robię chaotycznie i z doskoku - co mi się przypomni; dziś puder - cukier i herbata . 
W pracy zlecenia wciąż przychodzą . A ja chciałam w poniedziałek inwenturę zaczynać . Nie wiem czy zdążę z tym pomiędzy świętami a nowym rokiem . 
Przyszły kartki świąteczne i jedna już urodzinowa dla mnie ( choć mam jeszcze kilka dni ) . Moja Przyjaciółka z Kaszub pamiętała o mnie .Razem z kartką przyszedł prezent , fantastyczny , koronkowy dzwoneczek . Przecudna robota . Zrobiony jest chyba metodą frywolitek z bardzo cieniuteńkich niteczek. Coś pięknego! Wzruszyłam się. Fusillo dziękuję ! Znajdę dla niego jakieś honorowe miejsce i wszystkim będę się chwalić ,że to od Ciebie .
Pogoda wcale nie grudniowa . 

wtorek, 16 grudnia 2014

16.12.2014 Sprawy babusine , codzienne

Nie mogę się wyspać .budzę się jak zwykle o 4.25 a po chwili zasypiam znowu i zdarza mi się obudzić tak jak dziś , o wpół do ósmej. Najwyraźniej organizm się domaga odpoczynku . Jeszcze parę dni . W pracy nadal szaleństwo i nadal nie sposób zrobić wszystkiego w jeden dzień. Pracę kończyłam w domu . 
Urwałam się na małe zakupy w czasie pracy . W sumie potrzebowałam papier do drukarki , zamiast do hurtowni papierniczej pojechałam do tesco. Śmierdziało karpiami i kłębiły się tłumy klientów. Wrzuciłam co potrzebne do koszyka i wiałam z tamtą czym prędzej.. Po drodze wpadłam jeszcze do lidla po kawę do biura ( w tesco zapomniałam) , dołożyłam słoiczek suszonych pomidorów i dwie cytryny i też uciekałam z tych samych powodów co od konkurencji ( w lidlu przynajmniej nie śmierdziało). Ludzie ładują takie ilosci towaru do koszyków jakby się miało na jakąś wojnę . Przecież wszystkiego wszędzie pełno i ile w końcu można zjeść w jeden czy nawet dwa czterodniowe weekendy ? Też zapasy zrobiłam ale nie wiele większe niż  zwykle robię na niedzielę i nadchodzący tydzień. Niepojęte. 
W domu byłam znów po 17.00. Mężuś zjadł i pojechał do następnego klienta. Szybko mu poszło , wrócił po trzech godzinach . Myślałam ,że posiedzi przynajmniej do 24.00 a ja wypiłam herbatę i dobrałam się do żelazka . Zajęło mi to trochę czasu ale wyprasowałam wszystko . 
Z rodzinnego pieczenia pierniczków odpadła młodsza młodzież . Wnusiu się rozchorował.Jakaś infekcja górnych dróg oddechowych , kaszel, katar itd. Pani doktor kazała nie wychodzić rzez kilka dni z domu i łykać syropki. Szkoda, tak się cieszył na te pierniczki .  
Dostałam wiadomość ze sklepu. internetowego; zamówiony płaszcz dotrze do mnie jutro. Ciekawe czy zakup okaże się udany . Firma gwarantuje 10 dni na zwrot . Jakby co mogę skorzystać i odesłać , w najgorszym razie będę stratna o koszty przesyłek. 
Na święta kupiłam sobie książkę - na poczcie , pt. "Żona Inkwizytora" . Akcja w XV w. Nie doczytałam całej notki na obwolucie , ale tło historyczne więc spodziewam się ciekawej lektury.  

poniedziałek, 15 grudnia 2014

15.12.2014 Przedświątecznie

Szaleństwo trwa : w pracy .Powiedziałabym ,że nawet rośnie . Znów mam kilka nowych zleceń . Myślę jednak ,ze to już jedne z ostatnich w tym roku. Centrale firm zachodnich pracują tylko do piątku , wszyscy rok chcą zamykać jeszcze przed 20 grudnia. 
Ze świątecznego podwórka: choinki cynamonowe udekorowane . Na środę zmówiłyśmy się z synowymi na pieczenie pierniczków. Pierniczki piekę od dawna , zawsze tydzień przed Wigilią . Piekła je moja babcia i pewnie prababcia i ich babcie. Przepis na ciasto zaginął w mrokach dziejów więc mam swój z Kuchni Polskiej , wystanej w kolejce za czasów stanu wojennego ( wszystko ma swój wymiar ) . Przetrwał skład przyprawy - niepowtarzalny , przekazywany przez kolejne pokolenia córkom , a w przypadku ich braku wnuczkom. W swoim czasie przekaże go mojej wnusi. Tradycję pieczenia pierniczków przywołałam , kiedy moi synowie byli mali i święta były dla nich czymś wyjątkowym . I tak zostało , a teraz gdy w  tej czynności uczestniczą moje wnuki tym bardziej ma sens . Już przygotowałam przyprawę , po staremu , w mosiężnym zabytkowym moździerzu , jak należy ; mielone , kupowane w sklepach przyprawy nie mają takiego aromatu jak utłuczone na świeżo. Do pracy założymy fartuszki , rozłożę książkę kucharską na blacie , przygotuję wszystkie składniki, maluchy powrzucają je kolejno do miski , a potem wszyscy będą ciasto wygniatać i wycinać różne kształty. W tym roku mam niespodziankę dla dzieci - kilka nowych foremek , bałwanka, reniferka, konika na biegunach , ludzika . Książki kucharskiej nie potrzebuję ,  przepis znam na pamięć ale książka należy do świątecznego rytuału , podkreśla wagę tego zajęcia i świąteczny nastrój. Dekoracje na pierniczkach w tym roku mają być "takie jak kiedyś, z orzechów , rodzynek , migdałów i lukru barwionego na brązowo z pomocą kakao " zażądali tego stanowczo moi dorośli synowie . No to będą ... Wychodzi na to,że piękne kolorowe posypki w kształcie gwiazdek i perełek  nie przypadły im do gustu. W sobotę ostatnie zakupy , w tym choinka . Uniknęłam biegania z obłędem w oczach pomiędzy regałami i dobrze.Strasznie mnie ostatnio drażnią wszelkie sklepy . Tak do końca ich nie uniknę niestety . Najbardziej cieszy mnie zakup choinki , ustawianie, ubieranie  i wieczorne pakowanie prezentów . Uwielbiam to zajęcie. Mam już srebrno - szary papier i czerwono - białe i czerwone wstążki i mnóstwo zawieszek szydełkowych ,których narobiłam w ubiegłym roku a potem o nich zapomniałam . Prezenty w tym roku nie duże i mniej niż zwykle , bo stanęło w końcu na tym ,że prezenty robimy dzieciom i między sobą żona - mąż , a dla reszty tylko po drobiazgu , żeby dzieciom nie psuć wizerunku Gwiazdora - póki jeszcze w niego wierzą .
Jutro bliskie spotkanie z deską do prasowania - konkretne ; adamaszkowy obrus na duży wigilijny stół , kilka mniejszych i wyjściowe koszule małżonka . Świąteczne krzątanie  po woli dobiega końca i to jest drugie dobrze , bo za lataniem na miotle i machaniem szmatami specjalnie nie przepadam . Ani to ciekawe , ani kreatywne, ale ktoś musi .  Obmyśliłam już menu na spotkanie sylwestrowe , albo po sylwestrowe , bo na razie nie wiem do końca jakie plany sylwestrowo - weekendowe mają przyjaciele. Dowiemy się w niedzielę.
Sam prezes naszego klubu siatkarskiego przyjechał dziś do nas z życzeniami świątecznymi i prezentem od drużyny. Idą chłopaki jak burza w tym sezonie . Weszli w ubiegłym roku do pierwszej ligi a dziś już są na pozycji wice- lidera .   
W niedzielę koncert Gregorianów . Już nie mogę się doczekać. 

niedziela, 14 grudnia 2014

14.12.2014 Dziś parę fotek

Nie miałam czasu się tym zająć i pokazać światu co udało mi się zdziałać przez ostatnie dni i tygodnie . Dziś też tylko fragmenty . 
Po kolei więc .
Te kartki zrobiła moja wnusia na akcję Robótka . Ja tylko dowiązałam wstążeczki i pomogłam napisać życzenia . Ładne jak na pięciolatkę . Zdradzę patent : bałwanek jest zrobiony z płatków kosmetycznych do demakijażu. 



Niżej już mój wkład w akcję Robótka , jeszcze przed ukończeniem - brakuje trzech sztuk

\
I  miejskie widoki - wciąż ten sam park za moim biurem w grudniowej szacie 

A tu  poranny widok z mojego domowego okna - zapowiadał się ładny grudniowy dzień 



Te szklane ptaszki - świeczniki wyhaczyłam wczoraj na zieleniaku - urzekły mnie po prostu 



I pierwsze świąteczne dekoracje - z szyszką w roli głównej - miniaturową choinkę w doniczce i stroik z kokardkami zrobiłam sama - wystarczyła farba w sprayu i klej termiczny + parę szyszek , resztki wstążek i kilka koralików 



Przy wejściu pachnący anyżem gwiaździstym i cynamonem koszyk z szyszkami 



Przy okazji : drugie życie skrzynki na granaty - zmieściły się w niej wszystkie torby - szmaciaki 


 Szyszkowe zawieszki - słabo je widać , zrobię poprawkę przy okazji ( też moja robota) 


Świąteczne skrzaty rozgościły się na kuchennej szafce 


Cynamonowe gwiazdki z przepisu po mojej babci 

Dziś z gwiazdek powstały choinki - jutro jak już dobrze wyschnie lukier  , który ma je skleić 
zostaną udekorowane 


A poza tym , niedzielny wypoczynek i urodzinowa kawa - nasz młodszy syn obchodzi dziś 32 urodziny .  

sobota, 13 grudnia 2014

13.12.2014 Porządki świąteczne

niniejszym uważam za zakończone . Nie zaszkodziłoby wprawdzie  jeszcze szafy przetrząsnąć i poukładać w nich wszystko ładnie i równo , ale odpuszczam. Po szafach nikt mi buszować nie będzie , a ja za dużo czasu nie mam i roboty w biurze pod grzywkę . Jak na jednego ludka wystarczy . Sobota właściwie taka jak zwykle: rano zakupy , tym razem trochę większe , bo zapasy z myślą o dwóch weekendach poczyniłam , potem biuro ,po powrocie obiad ( pod tytułem " sprzątamy w magazynach " - innymi słowy coś z niczego; zapiekanka z resztek makaronów ,kiełbasy i pieczarek wyszła pyszna), a potem już tylko świątezcne porządki. Wypucowałam dziś tak " na świątecznie " kuchnię , umyłam okna, szafki , podłogi , lodówkę i okap, wyprałam firanki, wyniosłam do piwnicy parę zbędnych rzeczy . Nawet nie źle mi poszło. O 19.00 już było po robocie.  W następną sobotę tylko odświeżę, założę nowe firanki i czyste obrusy  i będzie wszystko jak należy. Dekoracje mam już prawie gotowe, choinkę ubierzemy w sobotni wieczór przed Wigilią . Możemy świętować . Nie robiłam żadnych specjalnych zakupów świątecznych a mam już właściwie wszystko , z wyjątkiem rzeczy ,które muszę kupić świeże. Z powodu braku czasu na jakieś specjalne buszowanie w regałach przy każdych cotygodniowych zakupach wrzucałam coś tam świątecznego . Uniknęłam tym samym przedświątecznego obłędu. A panuje jak przed każdymi świętami i wolnymi weekendami. W drodze z pracy wstąpiłam do Biedronki po wodę ; po sklepie przewalały się hordy ludzi. 
W biurze też sprawy popchnęłam do przodu.Zaadresowałam większość kartek świątecznych, przygotowałam na poniedziałek przesyłki i nawet zdążyłam się urwać na chwilę do fryzjerki. Niestety już miała klientki więc się z nią umówiłam na obcięcie w przyszłą sobotę . Na farbę umówię się później, jak to wariatkowo się skończy. Póki co kolor odświeżę szamponem . Ważne ,że będzie na głowie porządek.
I nie byłabym sobą gdybym tylko na porządkach poprzestała. Po kolacji upiekłam cynamonowe gwiazdki mojej babci . Jutro zrobię z nich choinki.
 

piątek, 12 grudnia 2014

12.12.2014 Nie chce mi się nawet myśleć

Dzień z tych porąbanych na maxa i do kalendarza nie pasujących. Od rana zadyma taka, że łeb puchnie .  Jak zwykle w ostatnim czasie nie wyrobiłam się z wszystkim . Przyjdzie mi jutro nadrabiać . No i kartki muszę poadresować. Na szczęście ogarnęłam też większość prezentów . Resztę mogę pakować na bieżąco. Dotarła też dostawa win, przyszło kilka kolejnych przesyłek z towarem , przyjechał klient , firma zaliczyła drugą wpadkę z wysyłką do nas ( na ich niekorzyść zresztą , ale musieli się z faktem pogodzić ) , zaprzyjaźniony dostawca uhonorował nas prezentem świątecznym i w ogóle ... Niemal nie umiem już sprecyzować co jeszcze się działo tyle tego było. 
W domu spokojniej . Musiałam wyjść w normalnej godzinie , bo młodzież podrzucała nam wnuczka i kuzyn się zapowiedział na herbatę . Przyjechał około 17.00 , po chacie  zapach rozgrzanego  tłuszczu się roznosił bo naleśniki smażyłam, ale to nam nie przeszkadzało. Chwile później przyjechała młodzież z wnusiem a potem wrócił dziadek . Po obiedzie dziadek z wnuczkiem bawili się w warsztat samochodowy a ja zabrałam się za obowiązki babciowe czyli szycie stroju pastuszka na Jasełka. Trochę pracy miałam , bo futrzak strasznie kłaczący się okazał więc musiałam obszyć brzegi . Szybko mi poszło , bo nieskomplikowany fason sobie wymyśliłam . Został jeszcze spory kawałek futerka więc wycięłam 4 kliny zakończone stożkowo , pozszywałam i wyszła całkiem fajna futrzana czapa. Mały fantastycznie w tym wygląda .  Kłaczki będę jeszcze z tydzień zbierać po domu , wszędzie ich pełno choć pozamiatałam , jak po liniejącym psie. Przyszedł list od wuja; wraca do formy po operacji i morale mu poszło w górę , znów zajął się księgami rodzinnymi , a to dobry znak. W niedzielę mu odpiszę. 
Zrobione wczoraj dekorację powiesiłam na ramie świecznika. ładnie wyglądają . Może zdążę jutro zrobić jakieś fotki. 
Na dziś mam dosyć . Będę się wylegiwać na kanapie .   

czwartek, 11 grudnia 2014

11.12.2014 Sprawy babusine

Dzień miałam w locie. Do miasta i z powrotem obróciłam chyba z pięć razy w różnych sprawach. Odebrałam pisma z gminy w sprawie budowy ( to już drugie w dwóch egzemplarzach za potwierdzeniem odbioru po 6,50 każdy). Było coś o dokumentach do wglądu i jakimś postępowaniu. Mężuś musiał do klienta to j a pognałam do gminy . Przedstawili mi do wglądu gotową decyzję uwzględniającą nasze odwołanie. Mamy to co chcieliśmy nawiasem mówiąc . Pytam czy mogę od razu odebrać tę decyzję a pańcia mi na to,że nie , że za trzy dni zostanie do nas wysłane pocztą !!! Nie ogarniam. Po jaką cholerę , skoro tam poszłam i dlaczego akurat za 3 dni????  Nie dowiedziałam się. 
Upominki wreszcie skompletowałam i po woli je pakuję . Zaliczyliśmy jeszcze delegację od dostawcy kamer  i jak zwykle mnóstwo mniejszych i większych tematów. Wystawiłam kolejne faktury . Czekamy teraz na kasę . Nie koniec roboty jednak . Mamy wciąż nowe zlecenia i terminy na połowę lutego. Na koniec jeszcze wstąpiłam do księgowej . W podatkach znów zmiany . Musimy sobie kasę fiskalną kupić . Dotąd nie mieliśmy, bo wszystko idzie na faktury. Sprzedaż bezrachunkową mieliśmy tylko sporadycznie .  Księgowa , choć cały rok pracuje dla firm , a tylko przez 4 miesiące miewa paru staruszków z ulicy z pit-em do rozliczenia i teżl musi kupić. To dopiero jest paranoja !  Wymyślili też coś co się nazywa " odwrócone obciążenie" . Nas będzie dotyczyć przy sprzedaży laptopów. Pierwszy raz w życiu nie zajarzyłam , co do mnie księgowa gada. W każdym razie nie obejdzie się bez dłuższej narady z nią , żeby te wszystkie poronione pomysły ogarnąć . 
Do domu zlądowałam mocno po 17.00. Po obiedzie zabrałam się do ręcznych robótek. Kleiłam dekoracje świąteczne . Szyszki , wstążeczki itp. Jutro porozwieszam . 
Zaryzykowałam , kupiłam ten płaszcz w netowym sklepie. Najwyżej odeślę . 

środa, 10 grudnia 2014

10.12.2014 Nie nadążam za własnymi myślami

pomyliłam oferty, wysłałam nie tą , którą powinnam  . No koniec świata! Dawno mi się coś takiego nie zdarzyło . Mam nadzieję,ze chłopaki tego nie wyłapią , bo się nasłucham . Od rana do późnego popołudnia miałam znów co robić. Dotarła przesyłka, prezent na Mikołaja dla wnusi ! Wywiązali się ,że głowa boli . Żeby było śmieszniej przesyłka poszła In Postem . Awizo było przedwczoraj w skrzynce . Nie miałam jak odebrać wczoraj ,więc dziś rano pojechałam na drugi koniec miasta do siedziby i co się okazuje ? Przesyłkę mam do odbioru na rynku , ni mniej ni więcej tylko w kiosku Ruchu ! Co za poroniony pomysł, żeby przesyłki polecone za potwierdzeniem odbioru zostawiać w jakiś kioskach czy sklepikach ? Odebrałam . I tak musiałam w drodze powrotnej przejechać przez rynek ( no nie musiałam , ale tamtędy mi było najkrócej) . Kawy i herbaty nie odebrałam . Sklepik dziś nieczynny . Nie mogła kobieta wczoraj mi o tym powiedzieć ? Czasem łapy opadają na bezmyślność . Jutro mam nadzieję załatwię sprawę od rana , bo na pierwszą muszę mieć gotowe przynajmniej kilka upominków.Na szczęście resztę zdążyliśmy dziś kupić. Jutro zacznę pakowanie i wysyłanie. 
Przyszedł prezent gwiazdkowy dla mężusia. Zamówiłam w Dauglasie jego ulubioną wodę i żeby się załapać na  darmową przesyłkę plyn do kąpieli.. Paczka dziś przyszła , kurierem po dwóch dniach . Oprócz zamówienia znalazłam jeszcze trzy próbki , katalog i bon rabatowy na 30zł oraz bony rabatowe do sklepu z obuwiem . Nie skorzystam z tych akurat , bo to buty z bardzo wysokiej półki . 
Zadzwonił mój kuzyn. Nie widzieliśmy się od siedmiu lat. Będzie w piątek przejazdem w naszym mieście , umówiliśmy się , że wpadnie na herbatkę . Bardzo się cieszę. Wiele fajnych przygód razem zaliczyliśmy w dzieciństwie , jak na przykład wdrapanie się na czubek komina piekarni jego dziadka.. Oberwało nam się, ale co sobie panoramę Żnina obejrzeliśmy z góry to nasze.   
A poza tym śniegiem sypnęło z wieczora , co prawda takim mokrym i lepiącym ale od razu odświętniej się zrobiło dookoła i miejskie  dekoracje nabrały nowego kolorytu..

wtorek, 9 grudnia 2014

9.12.2014 Pod górkę

mam pod górkę jak już dawno nie miałam. Z robotą biurową ledwo nadążam  , a domowe tematy leżą . Urwałam się dziś na chwilę z biura , zdążyłam zamówić kawę i herbatę do upominków, odstawiłam zamówiony towar do muzeum , kupiłam kawałek sztucznego futerka na kożuszek dla pastuszka i właściwie już musiałam gnać z powrotem do biura . Po odbiór przesyłki do in postu już nie zdążyłam - to niestety na drugim końcu miasta .  Towaru na upominki znów nie było kiedy kupić.  Tym razem na przeszkodzie stanęły obowiązki babciowe . Musiałam wnusię zabrać, bo synową dopadło jakieś wredne , ropne zapalenie spojówek. Umówiła się do lekarza okulisty  a syn dziś do późna w pracy. Co było robić , zabraliśmy wnusie do nas . Dobre dwie godziny zeszły zanim synowa przyszła po małą . Odwiozłam je potem do domu. Po zakupy już niestety nie pojechaliśmy. 
    W mieście kolorowo i pięknie . Jak zawsze podział i rywalizacja pomiędzy ratuszem i  starostwem . Tym razem wielki plus dla starostwa . Dekoracje w kolorach biało - niebieskich prześliczne i starannie zrobione. Biało - żółte robione przez miasto też ładne , ale nie takie jak powiatowe. Poza tym skwerki udekorowane na zielono, czerwono i niebiesko - konary drzew oplecione niezliczoną ilością drobnych lampek. Wygląda to niesamowicie i tylowo. Stoi już szopka choć jeszcze nie kompletna . Zwykle uruchamiają ją na tydzień przed świętami.  I jak co roku na rynku jeździ dziecięca ciuchcia. Będzie tak jeździć do nowego roku. Nie wiem , nie widziałam, na mikołajkowym odpaleniu choinki nie byłam ,ale podobno było ciekawie. Święty zamiast saniami przyjechał VW Crafterem - no nic dziwnego, raz że śniegu nie ma ani płatka , a VW fabrykę stawia to i czym miał przyjechać jeśli nie  jedynie słusznym pojazdem . A sam szef VW na Mikołaja miejscowej policji prezent zrobił przekazując nowiutkie auto. Hmmm, miasto rośnie w siłę . To mi się podoba , bo i nasza fortuna prędzej czy później urosnąć może . Jeśli nie przy samym VW  to przy tym co wokół tego .
 Jutro od rana spróbuję nadrobić niektóre tematy , choćby ten odbiór przesyłki. Zrobiłam kilka różnych fotek ale póki co zalegają w moim telefonie , nie mam kiedy obrobić i wrzucić do szafunierki. 
P.S. Licznik pokazuje 50 044 wejścia na mój blog , a przecież się nie reklamuje i nie ogłaszam , nawet nie zauważyłam , kiedy śmignęło te 50 tysięcy. Dziękuję wszystkim , co tu zaglądają , miło mi Was gościć w mojej szafunierce. 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

8.12.2014 Zadyma

w pracy ... I tyle w temacie zawodowym . 
Z innych spraw ... właściwie nie ma innych spraw poza pracą w tej chwili a jak są to czekają na jakąś wolną chwilkę . Na ten przykład strój pastuszka dla wnusia. Mały bierze udział w Jasełkach i musi się przebrać za pastuszka .  No i fajnie , zrobienie stroju zajmie mi chwileczkę , ale muszę się do miasta wyrwać ,żeby jakiś kawałek sztucznego futerka albo jakiś lumpexowy futrzany płaszczyk zorganizować żeby zrobić kożuszek . Kapelusik i koszulę mam , spodnie synowa jakieś wyszykowała. Na takie urwanie się do miasta brak mi czasu. Lecę na pocztę i z powrotem , zanim zdążę gdzieś na chwilę wstąpić już rozdzwania się telefon i koniec moich planów. I tak cały dzień . Świąteczne przygotowania wciąż w trakcie . Mam jeszcze sporo zakupów do zrobienia, kuchnię do wysprzątania , dekoracje świąteczne do dokończenia, ciasteczka i pierniczki do pieczenia i jeszcze mnóstwo innych spraw do załatwienia . Nie wiem jak i kiedy dam radę .   
W kwestii zakupu nowego płaszcza na zimę , też nie poczyniłam postępów . Znalazłam ładny fason i nie zbyt gruby , ale jednak z ociepleniem w środku w internetowym sklepie . Może się skuszę , choć mam opory , bo z rozmiarem mogę nie trafić. Bonprix mam rozpracowany , ale taki przypadkowy ? Niby jest dokładny opis z wymiarami wzdłóż i w szerz ale nigdy nic nie wiadomo. Póki co kupiłam sobie spódnicę na bonprixie. Długi, średnio gruby , praktyczny szaraczek , taki jak lubię . Oczywiście z kieszeniami , bo kieszenie jak wiadomo są u mnie niezbędne . Na razie jeszcze jej nie założyłam ( przyszła w sobotę) ,bo zaspałam - głupio nie ? A potem z pośpiechu wskoczyłam w dyżurny zestaw ratunkowy ; dżinsy i sweter- tunikę. Ale nie to jest ważne , ważne ,że spódnica dwa numery mniejsza !  
  

niedziela, 7 grudnia 2014

7.12.2014 Niedzielnie

rodzinnie , ale w sumie spokojnie. Młodsza młodzież była u nas na obiedzie. Do Warszawki się nie wybrali ze starszymi, bo synowa do pracy wczoraj musiała. Zaprosiłam na wołowinkę z mandarynkami . Mężuś pojechał też po teściową , bo Szwagroska zabrała się z młodzieżą w odwiedziny do wnuczki więc nam się zjazd rodzinny zrobił.  Obiadek smakował , deserek w postaci ciasteczek - anyżków i kruchych z cukrem też. Popołudnie upłynęło więc na leniwych pogawędkach i zabawach z wnuczkiem. Wieczór zapowiada się spokojny. Mężuś jakieś potajemne  konszachty z Gwiazdorem nawiązuje ( siedzi na aukcjach i galerii jubilerskiej) - podejrzałam mu przez ramię , a ja jeszcze nie wiem co będę robić . Na razie buszuje sobie po cyberprzestrzeni i zaprzyjaźnionych blogach. Nie specjalnie mam ochotę coś robić . Może zanurkuję w biblioteczce i znajdę sobie jakąś książkę, a może po prostu się poobijam... W końcu jest niedziela , a przed nami bardzo intensywny tydzień pracy. 

sobota, 6 grudnia 2014

6.12.2014 Mikołajkowo

Odświętny dziś nastrój w mieście i jakieś takie podekscytowanie w lepkim od mgły powietrzu się dziś czuło. Ludzi kręciło się po mieście mnóstwo , przygrywali uliczni grajkowie , jeden na rynku, drugi na deptaku , wśród przechodniów snuli się różnokolorowi Mikołaje ( kolor zależnie od tego , który bank na Mikołaja chce sprzedać pożyczkę ), co kawałek przed sklepem jakiś inny Mikołaj rozdawał słodycze dzieciakom - komercją aż kipiało, ale w sumie jakoś tak odświętnie było.   Ranek zaczął się ospale . Dosłownie. Niby wstałam parę minut po 7.00 ale pozbieranie się zajęło mi więcej czasu niż zwykle. Na zieleniaku pustki. Jak na przedświąteczną porę to co najmniej dziwne. Kupiłam owoce i pieczarki , kilka drobnych gadżecików dekoracyjnych i pojechałam do miasta po resztę zakupów. W mieście ruch już od rana panował większy niż zazwyczaj. A potem było jak zwykle ; biuro , w biurze zaległości z wczoraj i porządki . Urwałam się też na chwilę ( długą , z powodu braku miejsc do parkowania) po kolejne zakupy - przemysłowe. Nie tylko zresztą . Odwiedziłam Sklep z Herbatą. Takich co wpadli na ten sam pomysł co ja , żeby prezenty w tym sklepiku robić okazało się być więcej. Kupiłam po 100 g kawy  herbaty . Próba generalna przed zakupami i pakowaniem upominków wypadła pomyślnie. Całkiem sporo mieści się w tych pudełkach , choć na pierwszy rzut oka na takie nie wyglądają . Oprawiłam też w punkcie ksero wyniki pomiarów dla klienta - jak zwykle po robocie chłopaków wypadły bezbłędnie . Tu miałam fart , bo jak tylko weszłam do biura zjawił się klient , dla którego były przeznaczone, odebrał sprzęt , a przy okazji wręczyłam mu rozliczenie roboty, fakturę i protokół . Nawet nie pisnął na temat kwoty a robotę pochwalił. Mało który klient się  na to zdobywa - zwykle marudzą . Po drodze kupiłam też opłatki czyli ,że świętować możemy. Potem jak już klient poszedł  mogłam spokojnie robić porządki .Miniaturową choinkę ustawiłam na półce pomiędzy sprzętami. Wygląda całkiem ładnie. Mężuś przyjechał do biura z wielką kulką ferrero rosche niby,że na Mikołaja prezent . Wygląda to pięknie.Na razie posłuży za dekorację , szkoda mi rozpakowywać . Ja mu rano zostawiłam pudełeczko jego ulubionej galaretki . Popołudnie zeszło mi na sprzątaniu łazienek . Przetrzepałam wszystkie kąty , szafki i szufladki. powyrzucałam co zbędne , wyszorowałam ściany , podłogi i armaturę , nawet pralkę umyłam specjalnym preparatem. Żrące paskudztwo jakieś , w rękawicach trzeba używać , czego nie znoszę. I oświadczam tu i teraz : to ostatnie moje wielkie porządki przed remontem . Od teraz tylko tyle ile trzeba , z sukcesywnym redukowaniem rzeczy zbędnych . Nie śpieszyłam się . Zeszło mi na tym całe popołudnie. Po skończeniu sprzątania zaczęłam się bawić - pisze bawić , bo zabrałam się za dekoracje zimowe . Dopiero zabrałam . Na razie powstały trzy, ale będzie ich więcej . Póki co w przygotowaniu.  Spryskałam srebrny sprayem szyszki i modrzewiowe gałązki. ,które trafią do wazonów. Na razie farba schnie . Dokończę jutro. 

piątek, 5 grudnia 2014

5/6.12.2014 Spraw babusinych się nazbierało

Wczoraj dopadła nas awaria internetu  tego domowego . Chyba pierwszy raz odkąd go mamy . Ja tam się nie zmartwiłam , ale dziś  od rana miałam dwa razy więcej korespondencji niż zwykle. Z tego co najmniej połowa takiej , na którą musiałam odpisać . Ale nie jest źle ; przyszły nowe zlecenia i zamówienia . jak my to ogarniemy do końca roku???? W ogóle od komputera nie odchodzę ostatnio . 
Z domowych tematów , to wczorajsze popołudnie zeszło mi na szyciu firanek do sypialni. niby nic takiego , z jednej strony uszycie tunelu, z drugiej podszycie koronką , ale ze dwie godziny mi na tym zeszły. Powieszę na święta . Teraz muszę uszyć jeszcze jedne - do saloniku . Wciąż nie mam pomysłu jak miałyby wyglądać. I tak jestem z siebie zadowolona . Kawałek roboty odepchnęłam . Dziś za to oprócz pracy biurowej , z drobnym przerywnikiem -odebraniem wnusia z przedszkola i odstawieniem go do drugiej babci ( dziadek wozi "szlachetne paczki " na zlecenie ) cały dzień zawalony różnymi sprawami . Po wyjściu z biura o 17.00 ,pojechaliśmy coś zjeść , potem do sklepu. Trochę przymusowo . Nie dotarły zamówione na Mikołaja perfumy dla mojej wnusi . Musieliśmy szybko wymyślić coś w zamian. Miał być dziewczyński prezent . Miałam już wcześniej przygotowaną prawdziwą damską torebkę , tyle ,że miniaturową , taką z zamykanymi na zamki kieszonkami w środku i przegródkami na okulary czy inne drobiazgi i błyszczyk Hello Kitty o smaku i zapachu czekolady , miały być do tego perfumy Hello Kitty , no i nie wyszło, nie wiadomo kto zawalił , poczta czy sprzedawca netowy. Zamiast tego do torebki trafił diadem z kolorowymi szkiełkami . Będzie świetnym uzupełnieniem stroju księżniczki albo wróżki na najbliższe baliki , bo mała jest teraz na etapie wróżek i księżniczek. Wnusiu dostał kasetę z bajkami "Sąsiedzi " i w komplecie figurki Mata i Pata . Piszczał z radości. Mikołaj chodził dziś wieczorem , bo jutro młodzież jedzie gremialnie do stolicy w odwiedziny do rodzinki i pooglądać świąteczne iluminacje ( jakby u nas ich nie było ) . Przynajmniej taki z tego pożytek,że na pewno nie będę pilnować dzieci i będę miała czas spokojnie posprzątać łazienki , a może i zrobię coś więcej. Do domu trafiliśmy około 22.00 . Cały dzień na nogach. 
Jutro muszę urwać się z biura na jakąś godzinę , na zakupy , w tym kawę i herbatę ze Sklepu z Herbatą . Próba generalna przed zakupem towaru do upominków. Pakujemy sami. Udało mi się dostać nie złe kartoniki w świąteczne motywy , zawartość kupimy hurtowo i popakujemy. Jutro przymiarka co się do tego zmieści. 
I pora zmieniać dekoracje z jesiennych na zimowe w domu  i biurową choinkę stawiać . Nie ma na nią miejsca w tym roku więc ta co zwykle i firmowe bombki przezimują w piwnicy. Na oknie ( bo gdzie indziej nie ma miejsca)  postawię tylko namiastkę - miniaturkę choinki. Trudno , odbiję sobie jak już wybudujemy nową siedzibę . 

środa, 3 grudnia 2014

3.12..2014 Nic nowego

sprawy idą swoim torem . Dajemy radę . Wraca klient , który na poprzednią naszą ofertę się wykrzywił , co skończyło się dla niego sporą wpadką . Powiedziałam chłopakom ,że "przyjdą w łachę" i przyszli - nie przewidziałam tylko ,że aż tak szybko. 
Domowej roboty nie popycham dzisiaj. Odkładam . Zemści się to na mnie , ale nie mam ochoty. Cały dzień dziś siedziałam przy komputerze i liczyłam . Po drodze napisałam jeszcze kilka ofert , pozamawiałam sprzęt . Nie chce mi się i już . W piątek muszę urwać się do miasta na jakieś zakupy. Jeśli mi się uda , to pójdę jutro z rana na targ. Może będą orzechy włoskie. Na początku jesieni kupiłam trochę , pojadamy je po woli , na Gwiazdkę jednak ich zabraknie , a w sklepach i na straganach nie ma. Są tylko łuskane , a ja takich nie potrzebuję. Może na targu się trafią . A co więcej to się okaże. 
Dziś cieplej , na termometrze zero stopni. 

wtorek, 2 grudnia 2014

2.12.2014 Sprawy babusine

Robota znów się zagęściła, ale tematy popycham i odgarniam. Nie idzie mi najlepiej z upominkami - sprawa wciąż nie rozwiązana. Inne sprawy wyglądają lepiej. Jutro rozliczam następny wielki projekt - właściwie największy w tym roku, ale to jeszcze nie koniec roboty u nich.
Paczka pojechała i mam nadzieję ,że spełni swoją misję ; sprawi radość adresatom. 
Po południu miałam jak zwykle zaplanowane i jak zwykle wywróciło się wszystko do góry nogami . Za sprawą wnuczka , którego rodzice zostawili u nas a sami pojechali na zakupy. Mały bawił się pięknie autkami , oglądał bajki z dziadkiem , a potem malowaliśmy farbami. Rozłożyłam na podłodze ceratę a i tak wszystko w około, małego nie wyłączając  było pomalowane . Wodne farby więc małe zmartwienie , zmyłam .    Nie wiadomo dlaczego wszystkie dzieciaki preferują kolory czarno- brunatno-granatowe. Wszystkie malunki zrobił w tych kolorach , tak samo malowała wnusia nim się nauczyła lepiej posługiwać pędzlem. I jak to bywa z wnusiem , nie miał ochoty zbierać się do domu , kiedy po niego rodzice przyjechali. Tym samym moje plany popołudniowe poszły sobie w ... chatkę z piernika ale co tam. Zabawa z wnusiem ważniejsza a sprawy domowe nadrobię jutro.  
Zimno. Nie wiem czemu ale w tym roku marznę . Pierwszy raz w życiu chyba, odczuwam niskie temperatury. Może to sprawka mojej diety, a może zwyczajnie ; wiek z lekka już zaawansowany. Chyba jednak wydam kasę na nowy płaszczyk z jakimś ociepleniem w środku. Ten , który mam jest z flauszu ale na samej podszewce , ciepły , nosiłam go trzy ostatnie zimy , ale teraz schudłam więc mi już nie przylega i wieje przez to z każdej strony. Zakup wskazany i uzasadniony. Tylko kiedy? 
W mieście coraz bardziej świątecznie ; wystawy , nowe świetlne dekoracje - jeszcze nie świecą , ale widziałam jak je wieszali na drzewach i latarniach . 

poniedziałek, 1 grudnia 2014

1.12.2014 Ostatni miesiąc roku właśnie się zaczął

Dobre trzy tygodnie pracy przed nami . Firmy rok zamykają do 20 zazwyczaj. Potem dwa długie weekendy.  I dobrze . Odpoczynek wszystkim nam się należy. Oczywiście czeka mnie jeszcze  inwentura , ale zgadałam się z synową , przyjdzie pomóc. 
Temat akcji Robótka prawie zakończyłam . Jutro paczka wyruszy w podróż do adresatów. 
A co z  zabawkami ? Myślałam , myślałam i wymyśliłam ; mamy w okolicy dom samotnej matki . Może im się przydadzą ? Zadzwonię , popytam , albo po prostu im wyślemy lub zawieziemy , jeśli nikt na apel nie odpowie do piątku. 
Zamówiłam bilety na koncert zespołu Gregorians. Powiedzmy,że to premia dla nas . A co , szefostwu też się czasem coś należy . 
Od jakiegoś czasu prześladują mnie skarpety . Z ekranu tv prześladują . Co reklama świąteczna to się ktoś skarpet czepia nie wiedzieć czemu. I w dodatku czepia się tworząc w okół tematu pejoratywną otoczkę. Głupota totalna . A nie tak dawno jak się komuś dało , albo od kogoś dostało skarpety to jaka frajda była i radocha , bo nic w sklepach nie było. Dobrobyt psuje ludzi.   

niedziela, 30 listopada 2014

30.11/1.12 .2014 Akcja ROBÓTKA mnie przerosła

Rzuciłam hasło synowej, żeby jakąś ciekawą poduszeczkę skombinowała i grającą zabawkę po wnusi. Rozgadała dziewczyna "psiapsiółkom " ,że teściowa w akcję świąteczną się wdała i co z tego wynikło ? Ano: ogromny karton zabawek wszelakich . Ogromny to znaczy mniej - więcej 1,5 x 0,6 x 0,6m a może większy , pełniutki zabawek . Sama mam sporo różnych zabawek po dzieciakach i synowe jeszcze więcej . No i mamy zgryz ; co z tym począć . Tu się z apelem do czytających zwracam : gdybyście wiedziały/wiedzieli  o jakimś domu dziecka , żłobku , rodzinie wielodzietnej, przykościelnej ochronce , przedszkolu czy innej instytucji  w potrzebie , dajcie mi znać . Chętnie prezent w postaci kartonu zabawek ( albo kilku kartonów , bo nie wiem czy nadal nie będą nas nimi zarzucać)  zrobimy. 
A poza tym to prawie wszystko spakowałam i opisałam jak należy . Zabrakło mi opakowań więc trzy sztuki na jutro sobie zostawiłam , muszę z biura kartoniki i folię bąbelkową przynieść . Miałam frajdę przy tym pakowaniu . Mężuś tylko patrzył i się uśmiechał z aprobatą . 
    Po południu pojechaliśmy na degustację wina . Jak zwykle zaszaleliśmy . Wybraliśmy małe co- nie co dla nas i parę butelek na prezenty firmowe.Wina jak zwykle od lat doskonałe.  Po degustacji   wypuściliśmy się jeszcze do Aucham , młodzież na zakupy, my na pokręcenie się odebranie z reklamacji wiertarki. Zamiast wiertarki dostaliśmy kasę . Nie wiadomo gdzie zniknęła wiertarka - zaginiona w akcji najwyraźniej.
  Do miasta zawitała zima ; na termometrze -6 i porywisty , przenikliwy  wiatr.

sobota, 29 listopada 2014

29.11.2014 Długa ta sobota

oj długa... Cztery stopnie poniżej zera wymiotły dziś z zieleniaka prawie wszystkich straganiarzy. Zostali nieliczni twardziele. Zakupów wiele nie miałam i poniosło mnie tam raczej z przyzwyczajenia niż z potrzeby. Naprawdę nie wiele miałam w koszyku . Resztę zakupów zrobiłam w mieście . Po drodze minęłam na deptaku wielką ciężarówkę , która przywiozła choinkę . Ale jaką !!! Ogromny , rozłożysty błękitny świerk .Może uda mi się przy okazji sfotkować ale po 6 grudnia jak już będzie ozdobiony. Odwiozłam zakupy , zrobiłam mężusiowi śniadanie , bo też szykował się do klienta a potem pojechałam do biura. Po drodze wstąpiłam do Brico po śruby , żeby prezent dla majsterkowicza był kompletny i jak to ja . Market remontowy mnie wciągnął . Gdyby nie fakt, że umówiłam się na wpół do dziesiątej z naszym serwisantem posiedziałabym tam dłużej . Kupiłam więc te śruby i przy okazji kreta i  pudełko bąbek i dwie świąteczne zawieszki. Bąbki przecudne , na srebrno-grafitowym tle , ośnieżone chatki i drzewka. Przywodzą na myśl zimowy zmierzch .Oczywiście szklane. Oczywiście się spóźniłam, pan K już był pod biurem i nawet zadzwonił do mnie . Gość jest wyrozumiały , dostał naszą firmową bluzę , bo czasem dla nas pracuje więc ma wyglądać jak nasz . Tak go to uradowało ,że o moim drobnym spóźnieniu zapomniał.
Po obiedzie zabrałam się do świątecznego ogarniania saloniku . Firanki zdjęłam już rano i zamoczyłam więc zaczęłam od wrzucenia ich do pralki , a potem już poszło ; okna, odkurzanie, odstawianie kanapy i komód, obrazki, podłoga , lampy itd. Nawet w kwiatkach na oknie zrobiłam porządek, przy okazji zredukowałam ich ilość i trochę przemieściłam. Na koniec "odczarowałam" kolekcję kamieni . Wszystkie przemyłam pod bieżącą wodą . Z braku słońca poleżały chwilkę pod halogenową lampką na półce w łazience -co im energii nie doda niestety, ale są czyściutkie i lśniące. A w tak zwanym międzyczasie przepierki i rozwieszanie prania . W zasadzie skończyłam robotę  jak mi się goście zaczęli sypać . najpierw starsza młodzież, bo synowa potrzebowała wydrukować koronę śnieżynki . Klasa wnusi urządza przedstawienie świąteczne i nagrywa filmik na konkurs. Chłopaki mają być przebrani za Mikołajów , dziewczynki za śnieżynki. Oczywiście mała chciała się pobawić z nami więc zostali. Zrobiła 2 kartki świąteczne na akcję Robótka . Postarała się bardzo . Pisać jeszcze dobrze wszystkiego nie umie więc babcia poprowadziła rączkę , ale poza  tym wyszło ładnie. Za trochę przyjechała teściowa ze Szwagroską no i zrobiło się tłoczno w domu. I jak zwykle przy takich okazjach posiedzieliśmy . Z pakowaniem prezentów już nie wyrobiłam . Po ich wyjściu powkładałam do kartoników i torebek, kartki wypiszę i zapakuję w ładny papier jutro . Szycie firanek do sypialni musi  poczekać . Ostatecznie cel akcji szczytny więc mniejsza o nowe firanki. Przyznać muszę ,że mnie wciągnęło. 
Jutro , a właściwie już dziś degustacja wina . Będziemy się dobrze bawić i z pewnością wrócimy z zapasem . Po degustacji mamy zamiar wyskoczyć jeszcze do galerii na jakieś zakupy. My właściwie nie musimy, ale młodzież ma jakiś plany więc czemu nie.  

piątek, 28 listopada 2014

28.11.2014 Zimowy wiatr

hula dziś po mieście i mrozem po krzyżu ciągnie . Może być , najważniejsze ,że nie pada deszcz . Dziś nawet słońce poświeciło wyostrzając zimowe kolory. Tylko patrzeć a śniegiem sypnie.
Prezenty na robótkową akcję świąteczną już mam prawie zgromadzone. Resztę  podrzuci synowa w niedzielę . Teraz tylko pakowanie i wysyłka.  Na przyszłość lepiej się postaram , bo teraz czasu trochę mało. 
Mężuś jeszcze w pracy a ja kręcę się trochę po mieszkaniu , przekładam i porządkuję różne rzeczy , popijam herbatkę i właściwie nie przemęczam się . Większe roboty odłożyłam na jutro. Zgodnie z planem sprzątanie saloniku.Takie z odsuwaniem komód i kanapy. Potem łazienki i na końcu kuchnia. Nie ma pośpiechu . No , chyba ,że mój mężuś coś nowego wymyśli na popołudnie. 
Nadal nie załatwiony temat upominków firmowych - poległam na całej linii . Co znajdę jakąś ofertę , to albo zapasy wyczerpane, albo od 50 sztuk w górę. Aż tyle nie potrzebuję . Inne tematy w normie. 

Lista spraw przedświątecznych :
zakupy świąteczne - spożywcze , dekoracyjne i całkiem nie planowane 
porządki świąteczne
wypisanie świątecznych kartek
pieczenie pierniczków i różnych ciasteczek 
dekoracje świąteczne z szyszką jako motywem przewodnim 
robótki decoupagowe - mam kilka pudełek z przeznaczeniem na wnusine skarby 
uszycie nowych firanek do sypialni i saloniku 
porządki na głowie ( wypadałoby się umówić najpierw, bo u fryzjerki zwykle tłoczno) 
inne .............. wpisać co strzeli do głowy   

czwartek, 27 listopada 2014

27.11.2014 Sandacze

już się mrożą . Trafiło mi się ; były już oprawione. Kupiłam 9 sztuk,świeżutkich ,  takich niedużych , do pokrojenia na 3-4 dzwonka. Po pracy wszystko obrobiłam , oskrobałam niedoróbki  ,  zapakowałam w torebki i do zamrażarki. A najważniejsze ,że zamiast trzech godzin , spędziłam w kuchni tylko godzinę licząc ze sprzątnięciem bałaganu. Dokupię jeszcze z dwa filety , bezpieczniej dla dzieciaków . Sandacz w zasadzie ości nie ma , ale zawsze może się jakiś odprysk trafić . Mogę świętować. Noooo, prawie . Kupiłam też susz owocowy , ale nie taki marketowy , tylko taki na starą modłę , suszony w piecu ogniowym . Owoce z takiego pieca mają więcej aromatu i taki charakterystyczny lekko dymny posmak. Kompot z takich owoców ma zupełnie inny smak.
Chyba muszę kupić sobie jakiś zimowy żakiet albo krótki płaszczyk . Ten , który mam sprzed dwóch lat zrobił mi się za szeroki. Niby nie tak dużo , ale nie przylega i dmucha mi zimnem z każdej strony. Długi płaszcz w ogóle za szeroki , ale mało go noszę więc na razie nie będę zmieniać . 
   Świąteczna atmosfera po woli opanowuje też miasto . Ronda obwieszone kaskadami z lampek , na miejskich latarniach pozawieszane gwiazdy, aniołki, gwiazdorki i inne , drzewa na skwerkach poowijane lampkami , wystawy zmieniają wystrój na zimowy ... Tych dekoracji będzie przybywać aż do świąt. Ostatnim elementem będzie ruchoma szopka na skwerku , koło muzeum . 
   Dziś ostatni dzień prac instalacyjnych w centrum logistycznym . Nareszcie . Od razu to wszystko rozliczamy . Zostanie nam jeszcze tylko wdrożenie , ale to poniekąd osobny temat. 
Zamówiłam dziś firmowe kartki świąteczne - jakimś cudem udało mi się znaleźć czas na to, pomiędzy kolejnymi ofertami, odpisywaniem na meile i telefonami. Myślę ,że jutro dostanę pierwsze projekty do wyboru. Mam na głowie wciąż zestawy upominkowe , temat nie załatwiony niestety . Skończy się pewnie zakupami w miejscowych marketach .    

środa, 26 listopada 2014

6.11.2014 Sprawy babusine

Idą wciąż nie źle . Te firmowe i te domowe .  Zajęć jak zwykle miałam mnóstwo , ale ... odgarniam . Na jutro zostały mi jeszcze cztery sprawy , które się odkładają od paru dni. To już naprawdę nie wiele jak na nasze możliwości. Biuro nadal zawalone sprzętem , choć część już wyjechała . Jutro przyjedzie kolejny serwer i znów będzie ciasno.  I tak co dziennie ... 
Po południu synowa przywiozła wnusia . Do pracy jechała na 15.00 więc maly w biurze był ze mną jakieś półtorej godziny. Od razu poszedł po wiertarkę i wiercił sobie dziury w palecie , której  nie zdążyliśmy wywieźć do garażu.. Nabałaganił strasznie, ale był tak zajęty,że nawet zdążyłam popracować  przez ten czas. A potem pojechaliśmy do domu . Po drodze poczęstował mnie komentarzem: " babciu ty masz porządne auto, nic nie puka , nie stuka " - jakby się na tym znał ... Auta to jego hobby. Ma już ogromną kolekcję i zna wszystkie marki i loga , nawet modele w poszczególnych markach , wie nawet jak działa silnik.  Bawił się z dziadkiem , a ja szyłam strój do przedszkola . Z okazji Andrzejek ich grupa ma się przebrać za duchy. Trochę z zaskoczenia zostałam wrobiona w babciowe zadanie , nie zdążyłam kupić żadnego materiału , ale wymyśliłam. Wzięłam białą zasłonkę , którą wieszam latem na oknie w kuchni , poskładałam , przeszyłam w jednym miejscu , w tunel wciągnęłam gumkę i zawiązałam na supeł, w tunel , w który wsuwam karnisz wciągnęłam wstążkę , zdrapowałam i przyczepiłam z dwóch stron na wysokości gumki . na koniec doszyłam jeszcze dwa oczka do przełożenia paluszków . W ten sposób powstała długa do ziemi opończa z ogromnym kapturem , jak z XIX wiecznych powieści grozy . Po włożeniu paluszków w "oczka " i podniesieniu rąk powstaje coś w rodzaju skrzydeł. Mały obłędnie w tym wygląda . Podpowiedziałam synowej żeby małego umalowała ciemnoszarymi cieniami do powiek . Będzie duch jak się patrzy. Ubranie się w tę niby- opończe też nie wymaga wysiłku, wystarczy przełożyć przez głowę. Udało mi się to przebranie. A najważniejsze ,że nie pocięłam zasłonki. Spruję szew , powyciągam gumki i wstążki i mam z powrotem zasłonkę. 
     Jutro mam w planach wyprawę na targ w poszukiwaniu  świeżych sandaczy.  Zarzekam się jak żaba deszczu , że nie będę więcej kupować i potem mordować się z oprawianiem , ale jak tylko do świąt bliżej to zaczynam ich szukać. Po prawdzie , to żadne filety mrożone nie mają startu. Niby to sandacz ( i też w zamrażarce do świąt leży ) i to sandacz , ale taki w dzwonkach jest o niebo lepszy . Nie mam pojęcia dlaczego. 
Dziś znów kupiłam kolejne serwetki - wzór żakardowy, do złudzenia przypominający dzianinę w norweskie wzory. Mogą się przydać , bo wzór wygląda tak wyraźnie,że może za schemat robić. A pojechałam do hurtowni w poszukiwaniu świątecznych kartoników do firmowych prezentów. Niestety dopiero odbierali świąteczny towar. Jutro lub w piątek muszę pojechać jeszcze raz żeby je obejrzeć i coś wybrać.  

wtorek, 25 listopada 2014

25.11.2014 Co by tuuuuu....

Właściwie to dzień dzisiejszy niczym nie różnił się od poprzedniego. Mnóstwo pracy , Biuro zawalone kartonami po sufit ( jutro coś nie coś  z tego opuści nasze lokum) - za kilka dni kończymy jeden z największych projektów w tym roku , przynajmniej część instalacyjną . 
Tak poza  tym to mam tydzień opieki nad wnusiami. Wczoraj i dziś miałam na służbie wnusię , jutro wnusia . Nie wiele mogę przy nich zrobić ale są kochane. 
No , i  to by było dziś na tyle... 

poniedziałek, 24 listopada 2014

24.11.2014 Dokładnie za miesiąc Wigilia

Kiedy ten rok zleciał ???  Tempo się zwiększa i zwiększa i zwiększa . Dzisiaj zamiast robić zaległe tematy i rozliczać klientów , ogarniałam kolejne zamówienia i oferty w ilościach nieprzeciętnych. Tak myślę ,ze może jutro, ale na jutro pewnie znów się zwalą następne.
Po południu miałam wnusię i na  jutrzejsze  też muszę ją zabrać , bo mama dziś była na spotkaniu rodzicow z dyrekcją szkoły a jutro idzie na klasową wywiadówkę . Tak, tak , takie maluchy z zerówki też mają wywiadówki w szkole.A tata , wiadomo pracuje. Godziny informatyczne mają nielimitowaną liczbę minut więc z powrotami bywa różnie.   Uczyłyśmy się kolędy "Wesoła Nowina" . Melodię mała załapała po drugiej zwrotce, słowa jeszcze jej się trochę mylą ale jutro dopracujemy. Tej kolędy nauczyła mnie moja babcia więc teraz ja uczę jej moją wnusię .
W niedzielę degustacja wina , pewnie się wybierzemy żeby zapasy uzupełnić.
Tak poza tym zaczęli remont naszego biurowego bloku.  
W mieście ekipy zaczęły dekorowanie miasta . Uroczyste odpalenie lampek szóstego grudnia. 

niedziela, 23 listopada 2014

23.11.2014 Niedzielne lenistwo

o właśnie ; lenistwo. Konsekwentnie od rana marnuję czas. Pospałam nieprzyzwoicie długo , bo aż do 9.10. Za długo siedziałam w wannie , nie śpiesznie zrobiłam obiad . Nawet sobie firanki do sypialni przycięłam ale zamiast po obiedzie zabrać się do szycia ucięłam sobie drzemkę ( to już w ogóle ewenement ostatnimi czasy, bo od dawna już nie sypiam w ciągu dnia ) , nawet robótki dziś nie tknęłam , ledwo czasopisma wnętrzarskie przejrzałam i chwilę po necie się pokręciłam . To do mnie zupełnie nie podobne , takie nieróbstwo. Ale może to dobrze? Najwyraźniej organizm się tego domaga. Mężuś w necie buszuje przez całe popołudnie . Zwiedza jakieś wiadomości i fora ekonomiczne. I tak samo przebiegnie pewnie reszta wieczoru. Jutro kolejny szaleńczy dzień pracy i uwaga : ostatnie trzy tygodnie realnej pracy . Zwykle 20 grudnia wszyscy zamykają rok a potem już myślą tylko o świętach i Sylwestrze. 

sobota, 22 listopada 2014

22.11.2014 Świętej Cecylii

dzisiaj , patronki śpiewu kościelnego . Tak mi się zawsze ten 22 listopad kojarzy , bo nasza córka miała mieć na imię Cecylia. Zamiast córki doczekaliśmy dwóch synów , ale sentyment do imienia mi pozostał . Może dlatego moja wnusia ma zdolności muzyczne ? Śpiewałam w końcu w chórze kościelnym , może więc Święta miała wzgląd i to za Jej sprawą  ? 
Tak sobie dywaguję po nocy...
Sobota lekko zwariowana . Od rana jak to w sobotę : zakupy, biuro , obiad . W biurze luzik , odpuściłam większe roboty , posprzątałam tylko na tyle ile pozwoliły kartony z towarem , uporządkowałam trochę korespondencję meilową i właściwie to wszystko. Po całym tygodniu szaleństw nie bardzo miałam ochotę zasiadać do kolejnych papierów , choć przydałoby się , bo teraz będę musiała się sprężać w poniedziałek. 
Po pracy też jak zwykle , zaczęłam od włączenia pralki i wstawieniu zupy grzybowej , a potem zdjęłam firanki w sypialni i zamoczyłam. Po obiedzie jak było w planach zabrałam się za świąteczne sprzątanie sypialni. Poszło szybko i sprawnie. Nawet okna umyłam . i zdążyłam firanki wyprać .Te akurat są szyfonowe więc muszę je prać ręcznie . Mężuś coś tam poprawiał w oprogramowaniu u jednego klienta i wymyślił,żeby jechać do Auchom , odebrać wiertarkę z reklamacji i na jakieś zakupy. Pojechaliśmy . Wielkie to centrum , nachodziliśmy się niemożliwie , ale w sumie się opłaciło. Kupiliśmy wszystko co potrzebne na Święta . Nawet nowe lampki i kilka dekoracyjnych drobiazgów i szkło. Tu akurat zaszaleliśmy , bo mamy wszelkich skorup niemało , ale spodobało nam się . Jest w pięknym , ciemnoczerwonym kolorze . Do niczego nam pasować nie będzie - niestety , bo całą zastawę stołową i wystrój domu mamy w innych kolorach . Nie byłabym sobą jednak gdybym czegoś nie wykombinowała i nim wyszliśmy ze sklepu już miałam gotowe co najmniej trzy koncepcje zagospodarowania .Mamy dwa  rodzaje kielichów do win , pucharki do deserów i taką piętrową mini - paterę na jakieś orzeszki, bakalie czy cukierki.  Da się z tym coś zrobić . A oprócz tego kupiliśmy też zabawki dla dzieci naszego pracusia - co roku dajemy im jakieś prezenty na Gwiazdkę więc i w tym roku. Trochę słodkości w świątecznych opakowaniach i innych przysmaków . Zostały mi tylko zakupy spożywcze , takie bieżące . Zaopatrzyliśmy się też w  prezenty dla naszej młodzieży .  Po przedyskutowaniu sprawy z synowymi stanęło na tym ,że prezenty robimy dzieciom i sobie nawzajem (mąż,żona). Dla całej reszty będą wspólne słodkości i jakiś drobiazg dla mojej matki, bo jest zawsze u nas na Wigilii . Dzieci nam robią prezenty zrzutkowe - jeden wspólny od wszystkich , niby my im też , ale tym razem mamy dla każdego jednakowy zestaw . Mnie taki układ  pasuje.Temat świątecznych zakupów z głowy.  Sporo przed czasem , ale przynajmniej unikniemy latania z obłędem w oczach po marketach i kupowania tego co zostało.  Działo się dziś oj działo... Wiertarki nie odebraliśmy , po dwóch miesiącach jeszcze nie wróciła z naprawy. Na szczęście nie jest to jakiś profesjonalny sprzęt . Chłopaki używali jej do takich szybkich, małych robótek. Nie odczuli braku. Po powrocie znów miałam robotę , rozwieszanie prania , które się wyprało w czasie naszego wyjazdu.                            

piątek, 21 listopada 2014

21.11.2014 Sprawy babusine

Zmęczona dziś jestem . Z biura wyszliśmy przed 18.00 a zajęć było jeszcze więcej niż wczoraj i przez ostatnie dni. Jutro sobota ale zadań znów mam kilka , takich , z którymi dziś już nie dałam rady. Noooo, prawda, że były mniej ważne więc odłożyłam. na jutro też zapowiedziało mi się dwóch klientów więc musze w biurze być. 
Niefart -za późno zrobiliśmy zamówienie na zestawy świąteczne - upominkowe. Tych , które wybralismy już nie ma . Przysłali nam inne propozycje , ale już droższe i nie tak eleganckie.jak tamte. No i mam zgryz nie mały bo co w zamian. Nie bardzo mamy czas na kombinowanie z kupowaniem po hurtowniach i składaniem a te co oferują u nas markety nie bardzo mi się podobają , bo zwykle pakują jakiś produkt z logo marketu.. Mogłam zamówić wcześnie, zaraz jak przyszła oferta , ale nie chciałam kupować świątecznych upominków w październiku. 
Wszelką działalność domową na dziś zawiesiłam. Za dużo miałam roboty w biurze. Zrobiłam tylko najpotrzebniejsze zakupy i zasiadłam na kanapie z robótką w rękach. Idzie mi nie źle choć muszę jeszcze rozpracować jak utrzymać proste brzegi. Na razie wciąż jeszcze wychodzą mi trochę nierówne. Poza tym może być . 
Porządki świąteczne czas zacząć . I zacznę ; jutro od sypialni. Tam najmniej roboty i za dnia z niej nie korzystamy więc mogę wysprzątać wcześniej . Za tydzień salonik i łazienki , na końcu kuchnię . Swoją jaskinię niech sobie mężuś sam sprząta , ewentualnie mogę umyć klosz od lampy jak mi zdejmie. 
Mam też do uszycia nowe firanki . Zacznę od tych do sypialni. Nie powinno mi to zając dużo czasu - teoretycznie , z doświadczenia wiem ,że nie koniecznie . 
Fajną akcję świąteczną znalazła Gwiezdnanoc . Chętnie bym się przyłączyła jeśli znajdę czas żeby coś przygotować.  Deklarować się nie będę , jeśli dam radę to coś zrobię i wyślę tak po prostu. 

czwartek, 20 listopada 2014

20.11.2014 Wieczorna pora

w tv film o Robin Hoodzie , jakaś nowa stutysięcznaktóraś wersja . Rzucam sobie okiem , bo to jedna z moich ulubionych książek w dzieciństwie była , Czytałam wszystkie , które wpadły mi w ręce, obejrzałam też kilka różnych wersji filmowych . A w ogóle to nadal lubię filmy kostiumowe a mało tego ostatnio. 
Dzień podobny do poprzednich , wypełniony mniejszymi i większymi zajęciami..Kilka spraw odłożyłam na jutro , zabiorę się od rana zanim znów rozdzwonią się telefony. 
Dalej sobie dziubię na szydełku tunezyjskim . Może coś z tego wyjdzie . Technika jako taka bardzo mi się podoba. 
Zadzwoniłam dziś do przyjaciółki z Kaszub i cieszę się  ,że to zrobiłam. Brakowało mi chwili  takiej pogawędki. 
Przyszło pismo z gminy - odpowiedź na nasze odwołanie. Po miesiącu !!! Najlepsze jest jednak to co w nim było; w odpowiedzi na nasze pismo , czas wydania decyzji wydluża sie do 17 grudnia.. Znaczy się pisma przyszły dwa , osobno do mnie i do mężusia , oba za potwierdzeniem odbioru ( po 6,50zł za sztukę - w bogatej gminie mieszkamy) . Żeby poinformować nas o tym przesunięciu terminu potrzebowali miesiąc i drugi na wydanie nowej decyzji . Co te urzędasy mają takiego do roboty , że napisanie dwóch zdań potrzebują dwóch miesięcy ? 

środa, 19 listopada 2014

19.11.2014 Znów będę się chwalić

zdolnościami muzycznymi wnusi . Dziś znów brała udział w konkursie pod hasłem "tęczowa piosenka" organizowanym przez przedszkole muzyczne . Ładnie jej poszło mimo przeziębienia . Ze dwa razy "połknęła" sylaby , ale i tak wyszło dobrze, na tyle,że dostała wyróżnienie. Dyplom za uczestnictwo i torebkę upominków ; słodycze, kolorowanki i komplet instrumentów- nie instrumentów . Nie mam pojęcia jak się to coś nazywa . Dzwoneczki jak przy tamburynie tylko  przymocowane do bransoletek. Jak założy na nadgarstki i porusza rękami dzwonią w rytm poruszania . Była szczęśliwa . Cieszy ją sam udział w takich imprezach. Oczywiście poleciałam do Woku obejrzeć występ , choć czasowo nie bardzo  mi to odpowiadało. Jej wychowawczyni ze szkoły puchła z dumy. Cała klasa poszła jej kibicować . Aż nie wie co powiedzieć ...  
A z innych tematów to dzień miałam wypełniony niezliczoną ilością zadań. Aż mnie nosiło jak tylko coś mi przerywało. Na nogach jestem od 4.30 . Mężuś ze starszym synalkiem jechał dziś na szkolenie więc się zwlokłam razem z nim , a potem już nie dosypiałam . 4.30 to zresztą normalna godzina mojego budzenia się . Rzadko jednak wstaję o tej porze , odkąd dzieciaki wyrosły. 
W locie pomiędzy punktem ksero a pocztą i zakładem gdzie robią nadruki na ubraniach kupiłam sobie kapelusik na zimę . Ciemnoczerwony. Brakuje mi jakiegoś czarnego akcentu , ale może coś wykombinuję . To garderobę zimową  mam kompletną . 
Jutro planuję jakiś wyskok na targ rozejrzeć się za sandaczami na Wigilię ale nie wiem czy dam radę . Nie zrobiłam wszystkiego i muszę nadrabiać, przynajmniej dwa ważne  tematy.Tak, tak , na Wigilię , to już   za marne 5 tygodni. Przed samą Gwiazdką już raczej ich nie dostanę a bez sandacza Gwiazdka się nie liczy . 

wtorek, 18 listopada 2014

18.11.2014 Sprawy babusine

Dzisiejszego ranka moje biurowe osiedle powitało mnie scenerią godną dobrego horroru lub gotyckiej powieści; szare , nisko wiszące chmury, wiatr przetaczający zeschłe liście po ulicy , a na niemal bezlistnej brzozie samotna wrona , której krakanie rozlegało się donośnie i odbijało echem od sennego , opustoszałego o tej porze dnia blokowiska . Mój klimat !
Po biurze części ciała i zawody latały dzisiaj , takie wariatkowo się zrobiło. Z powodu zapomnianych łączników między innymi. Dosłali tyle,że około południa . No , ale w końcu wszystko wskoczyło w swoje tryby i pojechali do tego Nieświastowa  robić swoje . I proszę  nie pytać gdzie jest Nieświastów - gdzieś w  stronę zimna . Jeśli wziąć pod uwagę ,że po drodze mija się odkrywki , co samo w sobie obrazuje krajobraz księżycowy a miejsca nie ma na mapach i gps-ach … Tam nawet diabeł nie mówi dobranoc , bo jeszcze nie trafił. 
Kolejny pracowity dzień . Nie wyrobiłam się a na jutro mam już nowe zadania , co najmniej osiem - w teorii , w praktyce się okaże. Popołudnie zeszło nam na jeżdżeniu po okolicy i rozwożeniu kabli na różne roboty. Na koniec wstąpiliśmy do Brico obejrzeć świąteczne ozdoby . W gazetce była zapowiedź fajnych przestrzennych bombek. Wzorów z gazetki nie było ale wybraliśmy inny. Oczywiście nie odmówiłam soie kupna serwetek świątecznych ( mam już całą szufladę) i kilku dekoracyjnych drobiazgów. Zdzwoniłyśmy się z przyjaciółką.. I też zagoniona i zawalona robotą . Jest kosztorysantką w firmie projektowej ; robota podobna nieco do mojej .Chyba nie damy rady spotkać się w listopadzie . W grudniu też szanse nie wielkie pozostanie czekać do świątecznego weekendu albo do Sylwestra.  
A park za moim biurem od wczoraj wygląda tak :
P.S Pierwszą próbke na szydełku tunezyjskim mam gotową . Wygląda ciekawie więc zostawiam, wykorzystam  na poduszki .