że nie będę się zajmować polityką i konsekwentnie się staram. Staram , bo z dotrzymaniem obietnicy różnie. Nie da się odciąć całkiem , choćby się chciało. Nie żyję przecież na bezludnej wyspie, chcę czy nie chcę i tak świat mnie dopada. Od kilku dni jednak , obserwując to pisowskie mordobicie dobrze się bawię. Ich koniec bliski i to w końcu jakiś uśmiech fortuny. Na razie taki półgębkiem ale jednak. Gorzej, że rosną w siłę konfiarzo-brauniarze i to już nie jest optymistyczne w żadnym razie. Tych należy się bać. Pocieszam się, że do wyborów jeszcze rok i trochę i może choć trochę się ludzie opamiętają... Swoją drogą doborowe towarzystwo po prawej stronie nam się szykuje na te wybory: stary dziad z demencją, kłamczuch z certfikatami na kłamstwo , faszysta z gaśnicą i pajac a hulajnodze w duecie z ulizanym gogusiem bez własnego zdania. No i to stadko zahukanych kur domowych , sejmowych znaczy na dokładkę (nie wiem czy te wszystkie baby naprawdę są takie głupie, czy tylko na potrzeby występów w tv się na takie kreują). O bezobjawowych geniuszach intelektu nawet nie wspomnę.
A tak poza tym dzień jak każdy. Weny starczyło mi na zorganizowanie ekspedycji do piwnicy. Zaniosłam zaprawy i zabrałam torbę dużych słoików, bo synowej się skończyły a ja mam nadwyżki. Za oknem chłodno i z przelotnym deszczem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz