Trafił nam się duży kontrakt. U naszego stałego klienta. Temat już się trochę zdążył rozwinąć , leją właśnie fundamenty czyli do naszego wejścia jeszcze dość długo ale projekt musi być. No i dziś trzeba było te wyliczanki i rysunki skończyć bo na poniedziałek rano ma być. Zapowiadało się na bardzo długie siedzenie w biurze , bo jak mus to mus. Tymczasem zadzwonił inwestor, że nie musimy się spieszyć. Zmiana planów , szef ekipy się rozchorował i spotkanie w celach omawiania przełożył na wtorek. Mamy cały poniedziałek na dopracowanie szczegółów. Moja synowa siedziała nad tym cały tydzień, ja swoją część zrobiłam szybciej ale mam więcej wprawy i moja część dotyczyła łączności więc się uwinęłam. Jej przypadły trzy , właściwie powtarzalne a chłopaki robili elektrykę dedykowaną do wszystkich części i rysunki. Zrobiliśmy, projekt mamy gotowy ale trzeba sprawdzić i dopracować drobiazgi, no i to mieliśmy robić po południu. A tymczasem trafi nam się taki farcik w postaci dodatkowego dnia. Mamy więc o pół dnia dłuższy weekend. W sumie to się z tego ucieszyłam, bo to piątek , jest co nie co do zrobienia w domu i zakupy cotygodniowe. A sobota zapowiada się intensywnie, bo musimy wpaść na działkę zabezpieczyć krzaczki przed mrozem i jeśli się uda to coś więcej a potem impreza u starszego syna z okazji 45 -tych urodzin. No i pomiędzy wizyty u matki. Inne tematy niestety musimy odłożyć na potem.
Miłego odpoczynku!
OdpowiedzUsuń