Sobota , jedenastego powitała nas słoneczną pogodą choć nieco chłodniejszą. Idealnie na cały dzień chodzenia. Po śniadaniu pojechaliśmy od razu do Lwówka. Za wielu zwiedzających nie było więc i tym razem zaparkowaliśmy blisko rynku. Przybyło trochę stoisk. Bez pospiechu więc krążyliśmy wśród wystawców, znów witając się ze stałymi bywalcami. Tak sobie krążąc trafiliśmy do staoiska szlifierza. Zwykle było ich kilku ale tym razem tylko jeden. Miał w kartonach poukładane tzw. jaja i za opłatą ciął je na pół. Wybraliśmy trzy. Jeden agat z Argentyny i dwa z Maroka. Po przecięciu pokazały całe swoje piękno. Na razie nie wymyśliłam gdzie będzie ich miejsce ale na pewno jakieś widoczne. Na kolejny stoiskach kupiliśmy jeszcze kilka innych agatów z różnych stron świata w tym i nasze polskie, które niczym nie ustępują tym egzotycznym a często są piękniejsze. Po kolejnej rundce wokół stoisk wypatrzyliśmy jeszcze kilka ciekawych artefaktów. Już poprzedniego dnia rzucił mi się w oczy labradoryt - spektrolit ale nie taki zwyczajny czerwonawo- brunatno - żółtawy ale fioletowy. Unikatowy a babeczka miała tylko trzy takie egzemplarze i to były jedyne na całej wystawie. Jeden z nich uświetni naszą kolekcję. Znaleźliśmy też kawałek mokaitu , ale mały i nie tak atrakcyjny jak ten , który wybarwieniem przypomina zachód słońca nad jeziorem i bawole oko. Kwarc w kolorze czerwonym. Przypomnę, że to rodzony brat tygrysiego oka i sokolego oka tylko z innymi domieszkami. Bryłka nie jest jakaś okazała , ale też nie było nic innego , a bawolego oka jeszcze nie mieliśmy. I na koniec prawdziwy unikat. Jaspis krajobrazowy , oprawiony jak obrazek czy też rzeźba przedstawiająca skraj lasu, łan zboża a nad nim burzowe chmury. I nie jest to nic sztucznego. Natura sama tworzy takie widoki zaklinając je w kamień. Nasz jest nie wielki , jakieś 12 na 8cm. Mieliśmy prawdziwy dylemat ,który z nich wybrać, a miał ich wystawca siedem sztuk. U innego dostawcy były dwa, ale dużo większych rozmiarów , tak mniej - więcej wielkość pomiędzy pocztówką a zeszytem A5 i ze dwa cm grubości. Pewna starsza pani tak się nim zachwyciła, nawet nie próbowała obniżać ceny. Po prostu wyjęła te 790zł, które zażyczył sobie sprzedający. I tyle białych kruków. Spotkaliśmy jeszcze kolekcjonerkę - pasjonatkę od krórbej kupiliśmy ogromną oszlifowaną płytkę agatu z naszych Płuczek. Ta stanie w biurze. Na koniec jeszcze, chyba już tradycyjnie wzbogaciłam się o kolejny naszyjnik, uwaga ! z czarnych, nieoszlifowanych opali. Zawsze mi się marzyły czarne opale. Na pierwszy rzut oka wygląda dość niepozornie, ale wystarczy , że padną na niego promienie światła i wtedy dopiero widać efekt. Udało nam się też kupić kilka stojaczków do eksponowania kamieni, kilka drobiazgów do naprawy naszyjników i dwa oksydowane łańcuszki do zawieszek. Co więcej mogę powiedzieć; wystawa się skomercjalizowała. Jeśli ktoś się nastawił na kupno taniej biżuterii jaką można dostać w każdym sklepie jubilerskim to pewnie wyszedł zadowolony. Było tego dużo i w powtarzalnych wzorach. Nic szczególnego. Ciekawą ofertę jak zwykle mieli Hindusi, choć u nich też królowały agaty. Mieli też kamienie jubilerskie wszelkich rodzajów , przepięknie szlifowane, od malutkich jak łebki od szpilek po ogromne kilkudziesięcio karatowe. Z ciekawostek , jaskrawo pomarańczowy opal ognisty. Znaliśmy ten kamień od dawna , ale pierwszy raz widziałam go w wersji jubilerskiej, oszlifowany w fasetki i bardzo wysokiej czystości. U Hindusów lubię to, że każdy taki kamień , nawet wielkiej wartości można wziąć do ręki i oglądać go jak długo się chce. Nie niecierpliwią się i nie marudzą, żeby uważać albo coś w tym rodzaju. Zabrakło na wystawie tych prawdziwych poszukiwaczy, którzy jeżdżą w odległe kraje szukać okazów i wielu kolekcjonerów, którzy bywali dawniej na wystawie. Zostało zaledwie kilku i nie było też szlifierzy oprócz tego jednego, u którego cięliśmy agaty z Argentyny i Maroka. Na koniec jeszcze kupiliśmy pamiątki dla wnucząt, zrobione ręcznie przez kolekcjonerkę miniaturowe kopalnie kamieni. Na kamiennych płytkach znalazły się skały, miniaturowy górnik z mosiądzu, miniaturowy wagonik wypełniony kamieniami, stojący na miniaturowych torach i górka urobku w postaci kolorowych drobinek kamiennych w różnych kolorach. Cudeńko. I nie z Chin. Chcieliśmy zwiedzić wystawę agatów i obejrzeć kolekcje wystawiane przez zbieraczy ale była ogromna kolejka do wejścia. Zamiast poszliśmy na stoisko naukowe, gdzie kilkoro studentów i jedna pani profesor z wrocławskiej geologii opowiadali o właściwościach, poszukiwaniach i wykorzystaniu kamieni. Było ciekawie. Odnieśliśmy do auta nasze zdobycze kamienne i wróciliśmy na stoiska towarzyszące. Na spożywczych kupiłam wodę różaną, kilka przypraw i turecką herbatę oraz prozaiczne wędzone boczek i słoninę. Zdegustowaliśmy też wino z konopii. Wino jak wino, ale ten co sprzedawał ... Hmmm - w klimacie Boba Marleya . No dobra, nie chce napisać wprost... A potem poszliśmy na stoiska ogrodowe. Już wcześnie wypatrzyliśmy kilka ciekawych kwiatków do ogrodu. Plan był żeby kupić dwie doniczki krwiście czerwonej pysznogłówki. Ale tym razem nie było. Owszem we wszystkich odcieniach różu i nawet ciemnym fiolecie ale czerwonej nie było. Za to były inne , jeżówki, słonecznice, rudbekie i krwawniki. I jeszcze mnóstwo innych , ale wybraliśmy w kolorach ognia. Szansa, że jak się rozrosną to jednak mój ogród purpury i ognia powstanie. Resztę popołudnia spędziliśmy w Bolesławcu, na kawie i lodach a później na kolacji. W niedzielę nic już się nie wydarzyło. Spakowaliśmy nasz turystyczny dobytek i wyruszyliśmy w drogę powrotną. W domu byliśmy około 16.00. I oczywiście pojechaliśmy na działkę posadzić kwiatki. Trzymają się. Prezentacja kamieni i innych zdobyczy w następnym wpisie.
Było pięknie i pięknie to odpowiedziałaś. A teraz czekam na ciąg dalszy i fotki 😘😘😃
OdpowiedzUsuńBądą i fotki , może po jakimś codziennym przerywniku , bo jeszcze nie zdążyłam obrobić.😍
UsuńNo to czekamy.
OdpowiedzUsuń😀
UsuńImponujesz wiedza o kamieniach. no i oczywiscie o roslinkach takze. Mam wrazenie, ze masz solidne studia w obu dziedzinach. Czekam na fotki i pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńEmma
Nie mam studiów żadnych , tylko szkołę policealną Ale to dawne dzieje. Kamienie zbieramy ponad 30 lat więc i wiedzy nabywam siłą rzeczy a w ogrodnictwie dopiero zaczynam się uczyć , najczęściej metodą prób i błędów. Miło mi, że mnie doceniasz 😎,
Usuń