babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

piątek, 2 stycznia 2026

2.01.2026 Jeszcze się cieszę wolnym

 od biura, bo nie od obowiązków jako takich. Ostatnie dni roku były naprawdę szalone. Bo czy to nie jest szaleństwo kupowanie auta dla firmy w ostatnim dniu roku , w dodatku przez telefon i na dodatek auta , którego się nie widziało? Jest szaleństwo. Cud, że w ogóle się to udało. Auto odbieramy już 9 stycznia. Mieliśmy piękne plany sylwestrowe, spotkanie z przyjaciółmi , kolacja , szampan o północy... I koniec końców się to udało , ale... No zgadujcie ? A tak moja mamuśka w akcji.   31 spotkaliśmy się w firmie, nawet wcześnie, na toaście i kawie . Złożyliśmy sobie życzenia i tym razem już o 13 z minutami zamykaliśmy. Zdążyłam się ucieszyć, że mam sporo czasu na przygotowania , a tymczasem ledwo weszliśmy do domu i zaczęłam szykować coś do jedzenia ; telefon. Zadzwoniła do mnie babka z banku matki, że mama przyszła po emeryturę , nie ma dowodu , opowiada, że nie ma za co kupić jedzenia, nie ma chleba ani nic a jak się okazało , że bez dowodu jej nie wypłacą to się zaczęła awanturować. Wyjaśniłam , że ma demencję, że to nie prawda, że ma co jeść , rano zaniosłam jej zakupy na dwa dni, w tym obiady do odgrzania a zakupy robię codziennie i że dowód jest u mnie , ze względu na tę kobietę co ją okradała albo wyłudzała od niej kasę. Kobiety w banku ją znają , bo raz , że bank 200m od matki domu a dwa to ma tam konto odkąd bank istnieje w tym miejscu. Od razu załapała o co chodzi i zapytała co ma powiedzieć. No to jej uzgodnioną z babeczkami z ops-u i dzielnicowym historyjkę zapodałam i zaproponowałam ,że przyjadę. Stwierdziła, że spróbuje ją uspokoić i jak by był większy problem to do mnie jeszcze raz zadzwoni. Nie zadzwoniła, a ja spojrzałam na zegarek, właśnie dochodziła 14.00 więc stwierdziłam ,że zaraz będzie kolejna afera , bo na 14.00 przychodzi opiekunka i jak zobaczy, że matki nie ma , a nie daj Boże jeszcze mieszkanie otwarte to się zdenerwuje. Zadzwoniłam, akurat podjechała pod blok. Powiedziałam co i jak, stwierdziła, że zaraz sprawdzi czy otwarte a potem wyjdzie po nią w stronę banku. Drzwi jednak były zamknięte ( a kilka dni temu szukałam matki klucza i nie znalazłam , czyli musiała go jednak gdzieś mieć), D zeszła na dół a mamuśka już dochodziła do bloku. Tak zasuwała , a normalnie to "nie ma siły wstać, chodzić, dosyć się nachodziła" itd. Pogadałam jeszcze chwilkę z opiekunką , stwierdziła, że mam się nie przejmować , uspokoi matkę , historyjkę o dowodzie jej powtórzy, życzyłyśmy sobie do siego roku i tyle. Za jakieś 10 minut dzwoni opiekunka. Bo mama chce ze mną rozmawiać, a nie wie jaki mam numer ( ma wpisany w telefonie), dała jej telefon i matka mi opowiada, że nie ma dowodu, pewnie zgubiła , że jej nie chcieli dać  emerytury i tak dalej. Mówię, jej ,że ma się nie przejmować , dowód jej odbiorę po świętach z policji, bo zgubiła i ktoś oddał , a dzielnicowy kazał mi przyjechać po nowym roku, bo dziś i jutro tylko patrole jeźdżą. To co ja mam robić? Mówię , że nic, pogadaj z panią D , zrób jej kawę z okazji nowego roku , albo idźcie na spacer . Zaczęła się dziko śmiać, stwierdziła, że dobrze już się nie denerwuje ( a kto ją tam wie?) i niby wszystko dobrze. Zabrałam się za robotę , a po jakich 20 minutach znów dzwoni opiekunka, potwornie zdenerwowana aż nie mogła mówić. Spytała, czy ja mogę ją już teraz zwolnić od mamy, bo właśnie dostała telefon od szefa jej męża , że odwiózł go do szpitala ,bo jakiś wypadek i musiałaby pojechać. Oczywiście kazałam jej jechać natychmiast i się nie przejmować. Dziś już wiem, że zemdlał , szef go zawiózł a przyczyną było pęknięcie wyrostka. Dzień wcześniej skarżył się co prawda na bóle brzucha ale zwalili to na nadmiar świątecznego jedzenia a tymczasem problem był dużo poważniejszy. I tym sposobem z robotą byłam już godzinę do tyłu. Wyrobiłam się jednak , choć nie do końca tak jak chciałam ale ta improwizacja i tak mi się nie źle udała. Przyjaciółkę chyba w kompleksy wbiłam niechcący, stwierdziła, że ona takich wyszukanych dekoracji jak moje i dopracowanych w każdym detalu robić nie umie ( nie prawda , umie, choć ma całkiem inny styl niż ja, ale w to nie wierzy) i w sumie kolacja sylwestrowa nam się udała. Po północy wyszliśmy odpalić fajerwerka, jak już wystrzelił, małżonek posprzątał, sprawdził, czy wszystko wystrzeliło i wyniósł do kosza na śmieci, I wiecie co , wszyscy co tam odpalali z okolicznych domków i bloków zarobili to samo. Po raz pierwszy na ulicy nie zostały żadne resztki po petardach i flarach. A potem zrobiliśmy sobie spacer wzdłóż ulicy , dopiliśmy resztę spumante i około 2.00 nasi przyjaciele się pożegnali. 

Rano oczywiście musiałam się wygrzebać z ciepłego łóżeczka i pojechać do matki. Nic już z wczoraj nie pamiętała a ja nie wspomniałam ani słowem o całej akcji. A potem spałam prawie cały dzień zamiast świętować swoje hmmm 62 -gie po raz czwarty urodziny, faktycznie 65-te . Tego mi jednak było potrzeba. 

Kochani , jeszcze raz najlepsze życzenia noworoczne ! 

P.S. Zapomniałam ; tak wyglądał mój stół w wersji sylwestrowej 



1 komentarz:

  1. Podziwiam hart ducha! Trzeba mieć nerwy ze stali. I Ty je masz!

    OdpowiedzUsuń