Niby drobiazg, na zastępstwo za panią D przyszła inna dziewczyna, bo D miała jakąś sprawę rodzinną i wzięła dzień urlopu. Wiedziałam o tym, ale o zastępstwie już nie. I zeszłyśmy się pod blokiem około 13.00 jak pojechałam dać matce tabletkę i sprzątnąć w kuchni , bo narozrabiała. No i pani mnie zagadała , co ma dziś zrobić. Poprosiłam żeby podała matce tę tabletkę i ją zagadała , a ja posprzątam w kuchni, bo zwykle mam z tym problem z powodu awanturnictwa matki. Tak ją dziewczyna zagadała i zajęła, nawet zadzwoniła jej do koleżanki żeby sobie pogadały, że mamuśka nawet się nie zorientowała, że coś robię, a ja ruszyłam do sprzątania. Nie jakoś konkretnie ale umyłam naczynia, zlewozmywak, lodówkę i podłogę, powycierałam szafki i pozbierałam poupychane wszędzie opakowania , a potem jeszcze sprzątnęłam w łazience. Pogadałam potem jeszcze z opiekunką, bo dziewczyna była ciekawa mojej pracy i mogłybyśmy długo gadać nie tylko o pracy. Wyszłyśmy też razem rozmawiając. Stwierdziła, że faktycznie kontakt z matką ciężki ale przynajmniej nie leży, jak wszyscy jej podopieczni. Nie leży ale dziś się nawet nie ubrała, chociaż muszę przyznać, że się ruszyła i nawet umyła te garnki, które zostawiłam rano w zlewie. Coś sobie chyba odgrzewała , wlała jakąś zupę do garnka, coś do tego wrzuciła , czego nie udało mi się zidentyfikować i zostało na maszynce elektrycznej , którą zresztą wyłączyła z gniazdka. Musiało stać już ze trzy dni, bo się popsuło, chociaż wcześniej zaglądałam do garnków i nic nie było- może gdzieś miała schowane i dopiero dzisiaj wystawiła ? tego się nie dowiem. A jak stało to wiadomo jaki efekt, jeszcze dzień i cały blok by o tym wiedział. Rano wylałam, przepłukałam garnek i zostawiłam w zlewie z myślą, ze zrobię swoją robotę i przyjadę sprzątnąć. Umyła, musiałam poprawić ale przynajmniej się zabrała. Dobrze się złożyło z tą babeczką, bo trochę więcej ogarnęłam przy okazji niż zamierzałam. Kupiłam jej też nowe firanki do pokojów i zmienię ale muszę zabrać drabinkę, bo tę jej wyniosłam do piwnicy. Pewnie znów będzie awantura ale trudno. Co tu dużo mówić, takie bezpośrednie wsparcie i rozmowa, choćby parę słów jak z koordynatorką w piątek i dziś z tą sympatyczną dziewczyną poprawia nastrój i stawia do pionu. Na co dzień o tym nie myślę ale takie codzienne , monotonne wykonywanie czynności i kontakt z osobą, z którą tego kontaktu właściwie nie ma dołuje. Dociera to do mnie dopiero w takich momentach jak dziś.
A z innych spraw ... nic takiego , w pracy jak zwykle a domowo nie specjalnie się udzielam. Miałam pozmieniać zazdrostki w kuchni i powynosić puste słoiki do piwnicy ale ostatecznie wyprałam tylko matki swetry i przesmażyłam żurawinę, którą miałam zamrożoną. Będzie na świeżo jako dodatek do wielkanocnych wędlin. Zdążę... Poza tym zrobiłam sobie listę ostatnich zakupów , tych na bieżąco i wyszło mi , że niczego nie zapomniałam, a to co zostało to już naprawdę tylko to co niezbędne. Nie ma to jak logistyka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz