babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiązkowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiązkowo. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 stycznia 2026

14.01.2026 Z każdego słowa pisanego można wyciągnąć jakąś naukę - sagi ułańskiej tom III

Dziś już krótko: 

Trzeci tom „W pamięci ułana” to już pokolenia najmłodsze, na miarę XXIw. Pamięć owszem , ale żeby „zobaczyć jak to mogło być „ Sentymenty już nie koniecznie, choć na sam koniec i tak znów te mity i sentymenty wracają. Najmłodsze pokolenie bohaterów sagi żyje już zupełnie inaczej. Jest mocno osadzone w teraźniejszości , kocha nowinki techniczne w postaci smartfonów i cyfrowych aparatów, kocha sieć, żyje dniem dzisiejszym i gdyby nie rodzice o starych sentymentach już by nie pamiętało. Dla nich historia rodzinna owszem istnieje ale żyją tu i teraz i wydawałoby się, że to już dobrze rokuje na przyszłość.  Rodzice po staremu podtrzymują ten mit. Najmłodsi są jednak dość odporni na te sentymenty ale mimo wszystko nasiąkają nimi choć ta trucizna straciła już dużo ze swojej mocy.  Ciekawy jest motyw chłopaka , który działa w grupie rekonstrukcyjnej. Jego rodzina nie ma nic wspólnego z historią pułku ułanów ani ziemiaństwem , on po prostu jest ciekawy jak to mogło być, jak biegło życie w minionym wieku, w pierwszych jego dekadach , bez wielu dzisiejszych  zdobyczy technicznych, asfaltowych dróg , kiedy pisało się listy na papierze i robiło czarno-białe zdjęcia. Historię poznaje dopiero w miarę wrastania w zajęcia grupy rekonstrukcyjnej i po poznaniu potomkini ułanów. Paradoksalnie historia znów robi fikołka, bo po pokazach ułańskich w okolicy dworku, odrestaurowanego i zamienionego w restaurację i ośrodek rekreacyjny wraca sentyment przywołany przez dwoje starszych ludzi komentarzem „ułan i dziewczyna” . Taki powrót do przeszłości, tym bardziej, że na ścianach odremontowanego dworku zawisły zdjęcia dawnych właścicieli.  Mit okazał się wciąż żywy.

Mam mieszane uczucia co do tych książek. Znam historię tych ziem , bo w okolicy spędziłam dzieciństwo, znam historię swojego regionu będącego pod zaborem Prus z wszystkim co się z tym wiązało, pamiętam opowieści babci te sprzed wojny , wojenne i te po. Opis losów bohaterów powieści nie odbiega od tego co spotkało wielu z tamtych terenów w tym i moją rodzinę.  Może i w tej książce  chodziło o ułańskie tradycje i o to „przed wojną to było lepiej”, jakiś dawny romantyzm , ale jak się zastanowić nad tym dłużej to książka okazuje się być na swój sposób pouczająca a  wnioski nie są takie jednoznaczne ,ugłaskane i wzruszające. Ta pierwsza, sentymentalna warstwa na etapie czytania  mnie denerwowała, o wiele ciekawsze okazało się to co pod nią. Czy mogę polecić ? Tak , tym co lubią romanse ale i tym co z każdej książki umieją wyciągnąć jakąś naukę, może właśnie im nawet bardziej.


czwartek, 18 grudnia 2025

18.12.2025 Jutro

 jedziemy po choinkę. Do szkółki. W ubiegłym roku kupiliśmy , wytrzymała do Gromnicznej to w tym roku powtórka. A dziś zrobiłam sobie małe wolne, bo przecież przygotowanie świątecznych drobiazgów dla przyjaciółki to żadna robota. Może jeszcze się pobawię i ugotuję tę masę na blok marcepanowy? A jak nie to jutro albo w sobotę. W zasadzie na święta jestem gotowa. Jedzonko zacznę od zrobienia ciasta na pierogi i makaronu. Resztę zacznę gotować we wtorek. Choinkę będziemy ubierać w sobotę, pakować prezenty też. Piernikowa wioska gotowa i na swoim miejscu. 

Moja matka załapała się dziś na prezenty - doroczna akcja "piernikowe serca". Wszyscy podopieczni ops-u dostają świąteczne paczki z piernikami w roli głównej. Będzie miała zapas słodkiego do Wielkanocy. Trochę lepiej funkcjonuje ostatnio . Chyba leki zaczęły działać i to babsko ją nie nachodzi to jest spokojniejsza. 

Nie wytrzymałam , po kilka stron późnym wieczorem ale nowe książki pani Cherezińskiej przeczytałam jeszcze przed świętami. Dziś dokończyłam - doczytałam przypisy i posłowie. Książka jak większość tej autorki traktuje o początkach Państwa Polskiego ale zahacza o wątki słowiańskie i fantazy i jak każda ma oparcie w dostępnych źródłach historycznych. Wciąż jestem pełna podziwu jak jej się udaje do tych źródeł docierać, bo nie tylko w naszych archiwach szuka , ale i niemieckich, włoskich, ukraińskich i wielu innych. Ksiązka traktuje o życiu i działalności jednego z naszych pierwszych królów Bolesława Śmiałego, znanego ze sprawy z biskupem krakowskim - uznanym za świętego, męczennika za wiarę uśmierconego rzekomo przez władcę za obronę wiary a de facto zdrajcy , knującego przeciw władzy legalnego króla. Faktycznie jednak mądrego i dalekowzrocznego ale nie docenionego przez współczesnych i historię władcę, wodza i dyplomatę.  I niespodzianka; w książce jest wiele niuansów opisujących naszą aktualną sytuację polityczną. Aż biją po oczach analogie. Przeczytajcie , bo warto ! 

A na świąteczne godziny czeka w kolejce do czytania Antoni Fischer - komisarz z Poznania uwikłany w wojenną zawieruchę a może skombinuję sobie coś jeszcze ?  

poniedziałek, 8 kwietnia 2024

8.04.2024 Obiecałam , to się wywiązuję i przepraszam że z opóźnieniem

 Trochę czasu minęło odkąd skończyłam czytać dzieła wybrane przeze mnie  z szerokiej oferty książek pana Andrzeja Pilipiuka , ale z braku czasu nie zdążyłam napisać co o nich myślę. A myślę pozytywnie . Odpowiada mi i styl narracji i rodzaj humoru i nieco mroczny klimat . Z drugiej strony tak zwana ściana wschodnia to zupełnie odległy mi klimat i mentalność . Owszem ma swój urok , ale taki dość egzotyczny jak dla mnie. W tej scenerii wschodniej prowincji , gdzieś na Podlasiu dzieje się akcja większości książek . Wybrałam na początek trzy . Opowiadania pt. „Wampir z MO”, „Upiór w Ruderze” (jakie zarąbiste nawiązanie do słynnego musikalu ) i pierwszy tom przygód najbardziej wyrazistego bohatera książek Pilipiuka czyli Jakuba Wędrowycza pt. „Kroniki Jakuba Wędrowycza” . Z tych trzech najzabawniejszy i najbardziej zaskakujący okazał się upiór straszący w ruderze . A dokładniej to upiorzyce i to aż trzy. Sprawa zaczyna się od głupiego wybryku nastolatek, które postanowiły się pobawić armatą dziadka ; a miało to miejsce za czasów napoleońskich. Skończyło się katastrofą i dla nastoletnich ziemianek, ich służącej , bywalców karczmy i połowy miasteczka . Pośmiertnie anioł Epitafiusz nałożył im karę ; pilnowanie popadającej w ruinę siedziby rodu. No i pilnują i bronią tejże siedziby  przez kilka epok z całkiem dobrym skutkiem . Nie dali im rady okoliczni mieszkańcy , nie dały rady oddzialy esesmanów, NKWD , kierownik PGR-u z misją ani plener artystów- malarzy aż w końcu do pałacu postanowili wprowadzić się najeźdźcy z kosmosu. No i na tym poprzestanę , szczegółów zdradzać nie będę , tylko zachęcam do przeczytania . Gwarantuję dobrą rozrywkę , z całkiem pokaźną dawkę czarnego humoru . „Wampir z MO” jest zbiorem krótkich opowiadań z życia mieszkańców warszawskiej Pragi z początku lat 90-tych . Mieszkańców z tego i nie z tego świata. Oprócz tych zwykłych , wychowanych w PRL-u i próbujących się jakoś odnaleźć w nowej , kapitalistycznej rzeczywistości udział biorą jeszcze praskie wampiry  Marek Ślusarz, Igor Spawacz i Gosia – świeżo zwampirzona nastolatka oraz  Zenek Trak przerobiony na zombi przez bezpiekę . Do tej kompanii należy też pewien wampir- arystokrata i Dziadek Powstaniec . Cała ta ekipa zalicza kolejne starcia z systemem , MO , bezpieką i cygańską mafią . Historie bywają zaskakujące i pełne zwrotów akcji , a nad nimi  krąży duch pogromcy wszelkich duchów, wiedźm , wampirów i innego stworzenia nie z tego świata czyli Jakuba Wędrowycza .  W tym wydaniu tylko jako widmo, miejska legenda , opowieści którymi straszy się nawzajem światek nie z tego wymiaru. Z tej serii są jeszcze dwa tomy „Wampir z M3” i „Wampir z KC” po które zamierzam sięgnąć niebawem . Ubawiłam się przy tych opowiadaniach niemożliwie. I tu doszliśmy do sagi o Jakubie Wędrowyczu. Opowiastki z jego życia dopiero zaczęłam poznawać z pierwszego tomu czyli „Kronik” a jest ich nie mało. Dokładnie nie policzyłam , ale chyba 12 tomów  albo coś koło tego. Jakub jest wiejskim menelem , żywi się tym co uda mu się złapać ; nie ważne co to takiego- łabędź , pies , czy kura albo królik , pije produkowany przez siebie bimber i co mu tam wpadnie w rękę a zajmuje się zwalczaniem upiorów, wampirów , utopców  i co tam się nawinie . Ma swoją renomę,  najlepszego egzorcysty w kraju i nieustannie popada w konflikty z prawem . Z drugiej strony jest uosobieniem naszych , polskich przywar ; nieuctwa , wiary w zabobony , zadufania , pijaństwa megalomanii , kombinatorstwa i co tam komu jeszcze się skojarzy może mu przypisać. Książka równie zabawna co wcześniej opisane , również z dozą czarnego humoru. Jeśli ktoś lubi taki niestandardowy i zaskakujący klimat to polecam . Ja się dobrze bawiłam czytając.

poniedziałek, 19 lutego 2024

19.02.2024 Dziś o książce

 Całkiem niedawno przeczytałam wywiad z autorami , panem Arturem Nowakiem i Ireneuszem Ziemińskim i już ten wywiad zachęcił mnie do czytania, bo lubię  tematykę teologiczną i punkt widzenia autorów jaki zasygnalizowali w wywiadzie mnie zaciekawił. Zastanawiałam się jednak czy chcę to czytać, bo po poprzedniej publikacji czyli „Babilonie”( pisałam o tym w swoim czasie) miałam przesyt. Jednak kilka dni później trafiłam na informację, że pod wydawnictwem trwają protesty, różańce i inne krucjaty przeciw tej książce . No i to zdecydowało. Kupiłam . Książka nosi tytuł „Chrześcijaństwo amoralna religia” . Brzmi kontrowersyjnie , ale tak naprawdę kontrowersyjny jest tylko tytuł. Treść jest niczym więcej niż teologiczną dysputą dwóch biblistów . Zawiera drobiazgową analizę nauk biblijnych zawartych w Starym i Nowym Testamencie. Obala pewne mity i utarte przyzwyczajenia w myśleniu o postrzeganiu nauk biblijnych i ich wymowie i tłumaczy wiele sytuacji z dziejów chrześcijaństwa i ekspansji tej religii. Są rozdziały o miłości bliźniego , polityce w kościele, posłuszeństwie , postrzeganiu roli kobiet i osób o odmiennych orientacjach seksualnych i nawet o mowie nienawiści. Nie jest to książka dla każdego , potrzeba trochę wyrobienia czytelniczego, bo tekst jest stricte naukowy. Nie da się tego czytać jako książkę „do poduszki”. Wymaga zastanowienia się niemal nad każdym akapitem . Autorzy często odwołują się do wydarzeń historycznych albo w formie przykładów na konkretne działania w kontekście nauk kościelnych albo cytując fragmenty Biblii na poparcie swoich tez. Książkę powinien przeczytać każdy wierzący , katolik w szczególności, choćby tylko po to, żeby przybliżyć sobie i wyjaśnić pewne aspekty funkcjonowania kościoła instytucjonalnego i zrozumieć mechanizmy i prawa jakie nim rządzą i jak to się ma do wiary jako takiej. I jeszcze najważniejsze; książka N I E  jest żadnym atakiem na wiarę , wartości, tożsamość narodową czy kościół. Polecam jeśli ktoś ma ochotę poćwiczyć mocniej swoje szare komórki ( trochę z przymrużeniem oka ) i nie obawia się , że runie mu obraz świata.

poniedziałek, 15 maja 2023

15.05.2023 Deszczowy poniedziałek

 nie powiem ,że mnie to nie cieszy . Będzie mi wszystko rosło, zwłaszcza, że już zaczęła się susza w naszym rejonie. Dziś jednak padało i to rzęsiście . Dzień leniwy i ospały , nawet telefony odebrałam może z 3 lub 4 na krzyż . 

Kilka dni temu skończyłam czytać cykl o Leśnym Ustroniu pani Krawczyk. Jak wszystkie tej autorki, które czytałam słodkie i odrealnione - świat , którego nie ma i być nie może. Ideał . Ten cykl jednak różni się nieco od innych . Mnóstwo w nim informacji przyrodniczych o ziołach , drzewach i zwierzętach  i odniesień do ludowych wierzeń , świata duchów i "trzeciego wymiaru". Świat natury , w którym wszystko ma swoje miejsce i czas , a człowiek jest w nim tylko malutkim , ale niezbędnym trybikiem. I właściwie to w tych książkach jest do przyjęcia i mogłoby zaistnieć samo w sobie bez tej ociekającej lukrem fabuły. Tak czy inaczej, dobrze się to czyta . W sam raz na wiosenne wieczory , dla odreagowania i przewietrzenia mózgu. Nie do końca w moim stylu , ale tło mi się podobało. Jeśli kto lubi to warto po to sięgnąć dla rozrywki. 

środa, 15 marca 2023

15.03.2023 Słowo pisane

 Zaopatrzyłam się w książki i czasopismo . I wsiąknęłam z głową i uszami na całe popołudnie. Zaczęło się od tego , że żegnamy w piątek odchodzącego na emeryturę jednego z naszych kontrahentów. Żegnamy zdalnie , ale , że to dawny przyjaciel mojego ojca i oprócz zawodowych łączą nas i towarzyskie kontakty postanowiliśmy zrobić mu małą niespodziankę i wysłać drobny upominek. Wymyśliłam ,że będzie to książka. Telefon do zaprzyjaźnionego wydawnictwa, - nic ciekawego nie mieli, telefon do biblioteki i trafiony. Wciąż dostępne jest wydawnictwo pt. "200 lat Powiatu Wrzesińskiego" . Poleciałam do biblioteki kupić  to coś pomiędzy encyklopedią, przewodnikiem turystycznym a rocznikiem statystycznym. Bardzo ładne wydanie uzupełnione zdjęciami z różnych epok. Napiszę dedykację  podpiszemy się wszyscy i wyślę jutro kurierem ,żeby dotarło akurat na czas imprezy.  Oczywiście nie byłabym sobą , gdybym nie wyhaczyła czegoś dla siebie. Jako lokalna patriotka zbieram różne wydawnictwa związane z miastem ( tę o powiecie też sobie sprawię , ale mam inne wydatki chwilowo więc za trochę , bo cena jest jak na książkę konkretna) , mianowicie legendy, podania i inne opowieści o mieście i okolicy. No i jak tylko przyszłam do domu to przystąpiłam do czytania. Czasopismo na razie leży i czeka . Przejrzałam je tylko. Moje ulubione  "Moje Mieszkanie"  prawdopodobnie życie zakończyło więc sporadycznie kupuję "Country", ale tylko wybrane numery. Jak dotąd mam trzy sztuki , czwartą dziś dokupiłam. Jest mnóstwo fajnych przepisów wielkanocnych i dekoracji. No i mnóstwo rustykalnych wnętrz oraz dział ogródkowy . Temu musze się przyjrzeć bliżej , bo już kiedyś o tej metodzie uprawy warzyw czytałam. Taka metoda naturalna oparta o kalendarz księżycowy i wpływie jednych roślin  na drugie. Aha, zapomniałam wyjaśnić ; nasze muzeum i biblioteka prowadzą sprzedaż książek i czasopism związanych z miastem . 

Posadzona wczoraj roślinka wygląda dobrze, a w moim przybiurowym ogródku pojawiają się kolejne kwiatki ; mini-żonkile i jakieś niebieskie dzwoneczki. 

czwartek, 2 marca 2023

2.03.2023 Jeszcze jeden zwyczajny dzień

 Nic szczególnego , szara codzienność . Ogarnęłyśmy z synowa faktury za luty. jeszcze tylko jutro je opiszę i w poniedziałek mogę zawieść do księgowych. Cieszę się , że ten tydzień dobiega końca , bo łatwy nie był. Zakładam ,ze odpoczniemy albo i trochę ruchu na świeżym powietrzu zaliczymy. Czekają na obcięcie jeszcze dwa drzewa na działce i góra drewna do pocięcia na krótko.  Trochę nam się zakręciły plany na wyjazd na  Kaszuby - mimo rezerwacji robionej już w połowie stycznia nadal nie mamy potwierdzenia odpowiedniej ilości miejsc. Czekamy na decyzje z ośrodka . Chyba będę następnym razem robić rezerwacje już w listopadzie albo grudniu, żeby mieć pewność. Zakręciłam się już jednak temacie i mamy plan B . W Drzewiczu , czyli znane i sprawdzone okolice. Niestety drożej, ale jakoś przeżyjemy gdyby nie wyszło z Psią Górą . 

A tak poza tym to skończyłam już jakiś czas temu czytać książki , te w słowiańskim klimacie . Jakoś się nie złożyło żeby coś o tym napisać więc robię to dziś .  Słowiańskie fantazy  mówiąc w wielkim skrócie. Tym razem typowa powieść , umiejscowiona w świecie wymyślonym i nazwanym przez autorkę , jednak z mocnym odniesieniem do ziem i mitologii  słowiańskich . Fabuła jak fabuła ; jest wszystko , walki o władze, czary , intrygi , zawłaszczanie starych zwyczajów, wojna i miłość. Świat bajkowy miesza się z tym realnym, bóstwa i różne stwory nie z tego świata oraz zwykli  ludzie  przenikają swoje światy, poddają próbom , nienawidzą się i kochają . Obce księstwo najeżdża inne , siłą szerząc nową wiarę      ( coś jak w legendarnych początkach) z jednej strony - Baba Jaga i jej chatka z drugiej.  Wojna z mieczem w ręku z jednej strony i czary rzucane z pomocą różdżki w drzewa świętej gruszy z drugiej. Można lubić lub nie taki klimat , ale urok tych książek tkwi w czymś innym. Zaskakująco dużo w nich odniesień do współczesności ; feminizmu, ekologii , narzucania swoich jedynie słusznych poglądów i wiary , nawet odmienności seksualnych. Bohaterkami są właściwie kobiety i dziewczyny , silne, z głową na karku, wykształcone , przedsiębiorcze i ambitne . Męski świat jest nieco w tle , trochę nieudolny i mocno  zachowawczy . To kobiety podejmują wyzwania i próby i wygrywają . To kobiety dbają o tradycje, pamiętają o zwyczajach przodków i przewodzą . Istnieje nawet miejsce , gdzie stworzyły swój świat , który rządzi się ustalonymi przez nie same prawami. Świat do którego mężczyźni mają wprawdzie wstęp , ale nie mają w nim nic do powiedzenia . I co ciekawe , szanują to miejsce. Tom II kończy się w chwil , gdy wszystkie stare rody jednoczą się pod wodzą tytułowej Kukułki , przez innych nazywanej Wroną ( lub odwrotnie ) żeby wyruszyć w obronie starych bóstw i zajętych przez najeźdźców rodowych grodów. Jak się dalej potoczą losy Kukułki i jakie moce ujawnią dowiemy się z następnych tomów . Na pewno po nie sięgnę. Czyta się dobrze , bo autorka posłużyła się językiem współczesnym i bardzo prostym . Uniknęła też mało atrakcyjnych dłużyzn, choć opisów w książkach nie brakuje. Polecam : Magdalena Wolff cykl ‘Moc Korzeni „ – tom I „Kukułka i Wrona” oraz tom II –„Szata z Piór” .


piątek, 4 lutego 2022

4.02.2022 No i jest

 piątek . Dzień jak dzień , bez rewelacji i jakoś nie szczególnie zapracowany . Nasz najmłodszy wnusiu zgubił pierwszy ząb. I ucieszył się z tego bardzo, bo to znaczy , że już jest duży , chodzi do zerówki i zaraz zacznie prawdziwą szkołę . Stanowczo za szybko rosną nam te dzieciaczki. 

Pod wieczór pojechaliśmy z mężusiem na zakupy . Takie cotygodniowe . Przy okazji kupiłam też dla matki. Jutro tylko pieczywo i owoce i będę miała z głowy. Plany jak pisałam wczoraj działkowe , ale to nie zajmie wiele czasu więc i na czytanie się znajdzie. A mam całą sagę pt. "Czarownica" , za Chiny nie wiem , która część jest początkiem a która to kolejne tomy . Z opisu nie wynikało , podobno można czytać każdy tom jako osobny. Zobaczymy. 

Na razie skończyłam " Damy Władysława Jagiełły". Jak to u Kamila Janickiego ; czyta się jak najlepszy kryminał , choć to popularno - naukowe klimaty. Książka jak wszystkie z serii "Dam" traktuje o życiorysach kobiet , które miały wpływ na nasze dzieje ; silnych , wykształconych, z głową na karku i ambicjami , choć na pierwszy rzut oka na takie nie wyglądają . I już wiem, skąd w nas polskich babach tyle sił , woli walki i umiejętności przetrwania czy też instynktów samozachowawczych . Nie może być inaczej skoro miałyśmy takie przodkinie . Jeśli lubicie książki historyczne to polecam . 

środa, 12 stycznia 2022

12.11.2022 Nie mam weny do pisania

 To wszystko co dzieje się dookoła nie nastraja dobrze i działa raczej przygnębiająco . Zima na mnie nie działa, żeby wszystko było jasne, choć oczywiście ma czasem swoje uciążliwości jak zamarznięte szyby w aucie i konieczność wkładania na siebie grubych i ciężkich ciuchów , Dzień się nieco wydłużył i to jest pozytywne , bo wstawanie o ciemku i wychodzenie z pracy po ciemku to jest to czego nie znoszę. 

Skończyłam czytać "Chąśbę" . Książka jest świetna . Jeszcze takiej w rękach nie miałam.  Rzecz dzieje się w bezimiennym, słowiańskim królestwie , w innym czasie ; w świecie gdzie żyją ludzie, przeróżne  istoty z innego świata i bogowie, w trakcie dwóch dni poprzedzających wiosenne przesilenie . Książka składa się z gawęd , anegdot i drogowskazów. Można ją czytać na różne sposoby . Ja czytałam jak prowadziły drogowskazy . Jak to w praktyce wyglądało nie zdradzę , żeby ewentualnym chętnym nie psuć zabawy. Z każdą stroną akcja nabiera tempa i wciąga czytającego w wir zdarzeń. To lubię . Dzieją się rzeczy magiczne , przeplatają światy ;  duchy , istoty z baśni i bogowie przenikają do świata ludzi a ludzie docierają do siedzib istot nie z tego świata . Wszystko się miesza i wiruje jak płatki śniegu w wyjątkowo ciężką zimę. Książka kończy się i nie kończy jednocześnie . Mimo wszystko przesilenie nadchodzi i słowiańskie koło roku znów zaczyna się kręcić. Jeśli lubicie fantazy , koniecznie przeczytajcie a ja kontynuuję kolejną pozycję czyli " Damy Władysława Jagiełły".

piątek, 22 października 2021

22.20.2021 Eeeee taaam ...

 Ja się tak nie bawię . Znów przełożyli koncert Nightwischa . Na razie jeszcze nie wiadomo na kiedy poza tym ,że to będzie 2022.  Podejrzewałam , że tak może się stać , bo zaraza nie odpuszcza , ale fajnie było na coś czekać.  Jedna perspektywa mniej. 

Póki co mamy w perspektywie szóste urodziny najmłodszego wnusia. Tort i świeczki w poniedziałek.  Mamy już dla niego prezent w postaci rolek . 

Skończyłam książkę "Fabryka Lalek" Fabuła taka sobie ; trudy codzienności ubogich dziewcząt , chęć wyrwania się z kieratu, marzenia o karierze malarki , jakiś romans, jakieś porwanie i ucieczka , nic szczególnego . Znacznie ciekawsze jest tło historyczno-obyczajowe . Akcja toczy się w  II dekadzie wiktoriańskiej Anglii . Oprócz głównej bohaterki napotkamy mnóstwo drugoplanowych postaci uwikłanych we wszelkie dziwactwa i osobliwości tej epoki.  Ruch w sztuce nazywany Bractwem Prerafaelitów - przyznaję, że choć obiła mi się o uszy ta nazwa , nie wiem o nim nic więcej ( ale się dowiem - nie byłabym sobą , gdybym nie szukała) ,  kolekcjonerzy wszelkich osobliwości w tym preparowanych zwierząt i kości oraz biżuterii z owadów i wypchanych ptaków do kapeluszy, powszechnie używane opium , wielka wystawa osiągnięć techniki ale też druga strona ; dzielnice biedoty, dzieci wykorzystywane do pracy , burdele i podejrzane tawerny . To wszystko opisane stylem nawiązującym do epoki , choć bez egzaltacji , którą można zauważyć w książkach Jane Austen , charakterystycznej dla XIX wiecznej prozy. Jeśli ktoś lubi wiek XIX to mogę polecić . Z początku miałam mieszane uczucia , co do jej treści, ale barwne tło historyczne , pełne autentycznych detali wynagradza prostą fabułę. 

niedziela, 26 września 2021

26.09.2021 Obiadek

 zjedzony , nawet za dużo na jutro nie zostało. Ledwie trochę kapusty i buraczków , które przyniosła synowa ze swoich ubiegłorocznych zapasów.  Zdziwiłam się , bo nawet na dyniową zupke żadne się nie wykrzywiało. Zjedli i chwalili . Nawet wnukom zasmakowała, choć nigdy wcześniej dyniowej nie jedli. Placek zdążyłam upiec i dzisiaj wyszedł mi imponująco . Wyrósł na dobre 10cm. I jak dobrze smakuje z gruszką . 

Tak poza tym spokojnie. Zaliczyliśmy wieczorny spacerek i oglądamy historyczne programy na via sat history . Dziś wyjątkowo ciekawe. 

Skończyłam wczoraj czytać "Konklawe" . Książka ciekawa , z lekko sensacyjnym wątkiem , a opisuje wybór papieża . Drobiazgowo ; dzień po dniu , każdy rytuał z tym związany . I na pierwszy rzut oka nie dzieje się nic więcej . Jednak wśród wysoko postawionych hierarchów toczy się ostra gra, żeby nie powiedzieć wojna . Posuwają się do różnych niecnych działań , a wszystko po to by wyeliminować przeciwnika i zasiąść na tronie piotrowym . Konklawe toczy się pod okiem armii ochroniarzy , gwardzistów szwajcarskich i tajnych agentów . Wszystko z powodu przecieków o możliwym ataku terrorystycznym , który i tak ma miejsce i de facto przyspiesza wybór. Kolejne gierki eliminują najmocniejszych pretendentów , a ostatecznie wybór pada , na kandydata , którego do dnia  wyborów nikt nie znał , a mianowany na kardynała został tuż przed śmiercią urzędującego papieża.  Dlaczego akurat wybór pada na niego i jak się to skończy nie napiszę ; kto ciekawy niech czyta . Zapewniam ,że zakończenie jest zaskakujące , w pewnym sensie nawet obrazoburcze - przynajmniej dla niektórych może takie się okazać . Książka jest dobrze napisana , lekkim i zrozumiałym językiem; fajna lektura na jesienne wieczory.  

piątek, 10 września 2021

10.09.2021 A czas sobie leci

 i do jesieni coraz bliżej i to już gołym okiem widać ; czerwienieje dzikie wino i wiązy , a wierzby pod naszymi oknami wyraźnie żółkną . Gdzie jest tak pięknie o tej porze roku jak u nas? Dziś w miarę spokojnie i nawet parę spraw udało mi się załatwić mimo nie zbyt sprzyjających okoliczności i wnuczka na służbie. Starszy z mamą i swoją klasą pojechał na pokomunijną wycieczkę do Lichenia, którą w czerwcu z racji jeszcze obowiązujących obostrzeń covidowych odwołano. Młodszego  , syn przywióxł do biura . Dzieciątko było bardzo grzeczne . Prawie go nie słyszeliśmy, choć zwykle wszędzie go pełno. 

A tak poza tym skończyłam książkę . I nadal nie wiem co o tym myśleć . Dużo jest opowieści , o różnych toksycznych relacjach matka- córka i każdy przypadek inny i z czego innego wynika . Zaczęłam się zastanawiać pod jaki ja podpadam. Po namyśle doszłam do wniosku  , że mój jest jeszcze inny , ale za cholerę nie wiem z czego może wynikać . Tu z  kolei wiem , dlaczego nie wiem . Zwyczajnie ; nikt ze mną nawet nie próbował rozmawiać o rodzinie więc po prostu nie mam nawet szczątkowych informacji .- oprócz babci ze strony ojca, która mnie wychowywała ale to jeszcze inny układ - do niedawna nie wiedziałam nawet jak miała na imię prababcia ze strony matki .  Dowiedziałam się nie dawno od kuzynki. Nie mam z tego powodu traum ani innych odchyłek , ale żeby do tego dojść potrzebowałam ponad 40-tu lat . Ciekawe co by na to powiedziała autorka książki - pani psycholog? A tak serio , nie specjalnie mi to teraz potrzebne . Jest jak jest, daję radę. 

Na jutro plany domowo-działkowe .

poniedziałek, 26 kwietnia 2021

26.04.2021 Książki

 na weekend ,zamówiłam.  Sztuk dwie , ale już nie w pakiecie , chociaż i tak załapałam się na przecenę. No to co sobie będę żałować, wzięłam dwie .  "Słowiańska Wiedźma" - o patentach na czarowanie u naszych  słowiańskich przodkiń i o tym , co z tego "czarowania" przetrwało do dziś . Właściwie to nie wiem czego się spodziewać , bo chyba nie powieści. A że lubię takie klimaty to poczytam . I drugą : "Pamiętnik Księgarza" - zapiski codzienne  antykwariusza ze Szkocji handlującego rzadkimi książkami . Recenzja Empiku zachęcająca . Klimat starych książek i pamiętników  też mi bliski więc może być ciekawie . Pożyjemy , przeczytamy . Oprócz książek zamówiłam też wino z płatków róż . Jakaś limitowana seria , specjalnie na majówkę , u naszego stałego dostawcy ( degustacje niestety odwołane , więc polegam na zdaniu naszej somelierki , a ona poleca) . Książki , wino i muza zapewnione , możemy majówkować , choć to jeszcze nie przesądzone, bo mamy zaproszenie od Przyjaciółki . W pośpiechu pracowym rzuciłam tylko hasło małżonkowi , ale nie zdążył mi odpowiedzieć . Jak wróci to zapytam , co o tym myśli. Ja jestem za a nawet przeciw . Książki nie zając , nie uciekną. 

    Tak poza tym , mamy terminy na szczepienia ; mężuś na 12 maja w Poznaniu ( bo jako zawałowiec może być szczepiony tylko "Pfajzerem") , ja na 24 maja w Pleszewie i mam dostać Astrę Zenekę. W sumie to mi wszystko jedno , ważne żebyśmy je dostali.  Szukałam też dzisiaj okulisty dla matki i tu kolejne zderzenie z systemem . Na nfz w bliżej nie określonym terminie pod koniec roku , prywatnie w jednej przychodni na październik , w drugiej na lipiec najwcześniej, choć konkretnego terminu nie podają na razie. Zapisałam u obu, prywatnie i na listę rezerwową , z założeniem ,że może się uda. No i co mam powiedzieć ... łapy opadają , w jej wieku z zaćmą zdąży całkiem oślepnąć nim się dostanie do lekarza .

    A i jeszcze jedno; całkiem o tym zapomniałam ; znów książki , te które przeczytałam i obiecałam napisać co o nich myślę .   Przeczytałam obie ; Karen Turanski „Obietnice Poranka” i Kate Breslin  "Bliżej Nieba". Obie   nie są jakieś szczególnie wymagające , raczej dla rozrywki i relaksu . Obie osadzone w realiach  wczesnego początku XXw , a więc w epoce kiedy moja babcia była małą dziewczynką i dorastającą panienką , a którą to epokę darzę sentymentem. Nie takim jak średniowiecze i wiek XIX ale jednak sentymentem.  „Obietnice Poranka” to świat , którego już nie ma, świat prawych ludzi wyznających wartości i  głęboko wierzących, spokojnej egzystencji w symbiozie z otaczającym światem i codziennego zmagania z rzeczywistością , nie zawsze łatwą  . Ten wątek wiary i zawierzenia Bogu ( bez wskazania obrządku) momentami aż drażni , według mnie za dużo tych odwołań i westchnień ale mimo wszystko czyta się dobrze. Jest w tej książce nie skażona niczym przyroda,  jest wątek kryminalny, stara rodzinna tajemnica , sąsiedzka solidarność , intrygi , zdarzenia losowe i delikatny wątek miłosny ; jednym słowem wszystko co składa się na ludzką egzystencję. Autorka zresztą nie źle oddaje klimat epoki , choć może trochę przesładza – ale co kto lubi . Książkę mogę polecić; łatwo się przy niej zrelaksować i odciąć na chwilę od codzienności .

     Druga pozycja  "Bliżej Nieba" choć nieco podobna w klimacie , jest jednak nieco mroczniejsza . Rzecz dzieje się w czasie I wojny światowej. Sam wątek jest podobny ; ludzie i ich sprawy codzienne . W tle jednak toczy się wojna a wydarzenia z nią związane w najróżniejszy sposób wpływają na bohaterów .  Jest to typowa powieść obliczona na relaks   ,ale zawiera jeden szczególny i mało znany wątek historyczny związany z I wojną ; ruch oporu. Działalność jaką ludność cywilna prowadziła , dostarczając informacji wywiadom . Jakie triki i pomysły wykorzystywała by zebrać i przekazać informacje. Warto do tej pozycji zajrzeć , choćby z tego względu. Oczywiście nie można tego potraktować jak źródło historyczne, nie mniej jednak opisane działania są prawdziwe.  Poznałam jakiś czas temu ten wątek ze źródeł typowo historycznych, choć przyznać muszę , że raczej szczątkowo . Podobnie jak pierwszą pozycję i tę czyta się dobrze. Jest dobrze napisana przystępnym językiem . Obie autorki nie stylizują tekstu na epokowy, co często się nie sprawdza ;  po prostu piszą o dawnych czasach po współczesnemu .

No i to by było tyle na dziś . Spokojnego wieczoru !

 

poniedziałek, 22 marca 2021

22.03.2021 Poniedziałkowo

 Nie zła dziś zadyma była w firmie . Wszystko przez platformy sprzedażowe nazwijmy to wiodących producentów oprogramowania . Porażka . W tych przypadkach potwierdza się przysłowie, ze lepsze jest wrogiem dobrego . Nie chce mi się opisywać , ale wciąż coś mieszają , teoretycznie ulepszają , a działa to coraz gorzej. Strasznie to wkurzające i pochłania czas. Zostawmy więc  sprawy biurowe. 

  Parę dni temu skończyłam czytać książkę "Poniemieckie"  Karoliny Kuszyk . I przyznam się , że mam z tą książką kłopot. Czytało się bardzo dobrze ; mimo , że nie jest to powieść , ani nawet reportaż ale solidnie udokumentowana książka popularno-naukowa. Autorka , potomkini osadników powojennych zresztą ,dotarła do niezliczonej ilości dokumentów i źródeł : opowieści mieszkańców , pamiętników przesiedleńców , dokumentów milicyjnych   i sądowych, listów , zbiorów prywatnych , dawnych mieszkańców Ziem Odzyskanych od Dolnego Śląska po Warmie i Mazury ,nawet do funkcjonującego w Niemczech Związku Wypędzonych.  Treść poukładana i uporządkowana , jak książki na półkach , rozdział po rozdziale. Mnie jednak bardzo to co przeczytałam  zaskoczyło . Teoretycznie znałam tę historię , a w każdym razie wydawało mi się , że znam . Nawet byłam świadkiem rozmowy mojego  wujka , który ożenił się z repatriantką i zamieszkał na Ziemiach Odzyskanych z jego sąsiadem . Wujek , pragmatyczny i zorganizowany Wielkopolanin z dziada pradziada , zadbał o dom , remontował , porządkował , zagospodarowywał ogród i obejście . Sąsiad narzekał, że mu dach przecieka i musi podstawiać jakieś miski. Na pytanie wujka czemu tego dachu nie naprawi , odpowiedział , że to nie jego , Niemiec przyjdzie i zabierze, co tam Niemcu będzie dawał. Niemal identyczną sytuację opisała autorka książki. Mnie , Wielkopolance nie mieściło się w głowie takie myślenie , podobnie jak i mojemu wujkowi. I tu ze wstydem muszę przyznać , że na tym moja wiedza o Ziemiach Odzyskanych  się kończyła. Wiedziałam  oczywiście kogo i dlaczego tam przesiedlono, wiedziałam , że zdarzały się na tych ludzi napady ,kwitło szabrownictwo i przestępczość , że osadnicy dostawali gospodarstwa czy domy w zamian za utracone mienie , ale to wciąż jeszcze bardzo skromna , żeby nie powiedzieć ograniczona wiedza . Książka zupełnie przewróciła mój punkt widzenia . Pewne elementy atmosfery tej "poniemieckości" funkcjonowały i u nas w Wielkopolsce, na przykład dewastacja cmentarzy popruskich i poniemieckich - sama pamiętam z dzieciństwa zabawy i wyprawy  po fiołki na stary , pruski cmentarz. Znane oleodruki z Aniołem Stróżem i Świętą Rodziną wisiały w niemal każdym domu , we wsi , gdzie mieszkałam jako dziecko i jeszcze parę innych by się dało poszukać . Książka uświadomiła mi ich historię .  Prawdziwym jednak wyzwaniem dla osadników a później dla ich potomków okazało się zaaklimatyzowanie w nowej rzeczywistości . Dla mnie osobiście szok ; nie przypuszczałam , że można nie docenić , a nawet nie chcieć poprawy warunków życia , czy chociażby nie skorzystać z obcego mienia , skoro jest pod ręką a własne przepadło. Tamci osadnicy , szczególnie przybysze z kresów wręcz niszczyli to co dostali . Ta scena z filmu "Sami Swoi" kiedy rodzina wyrzuca z domu piec kuchenny tzw. angielkę a buduje przypiecek nie jest wcale wymysłem scenarzysty . Takie sytuacje miały tam miejsce . Nie wiedziałam też , że ludziom najpierw przydzielono jakiś dom czy gospodarstwo , a potem kazano zapłacić za to co się w nim znajdowało ; meble , narzędzia , urządzenia ; wszystko z wyjątkiem zastawy stołowej i ubrań . Często też byli okradani  z tego za co zapłacili, zdarzało się nawet, że przez przedstawicieli władz lokalnych . Sprawy o których kompletnie  się milczało , przez caly okres powojenny .  Trudno to wszystko opisać i streścić.  Historia zupełnie szerzej nie znana i niejednoznaczna , powikłana i zakręcona . Z trudem zaczyna  odnajdywać się w tym trzecie pokolenie osadników. Naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję , daje do myślenia , poza oczywiście względami czysto poznawczymi kawał wiedzy o mentalności , postrzeganiu świata i pokręconych losach ludzi . 

środa, 27 stycznia 2021

27.01.2021 Jeszcze jeden czarny dzień

 Piekło kobiet ( wyświechtane określenie z czasów Boya- Żeleńskiego) stało się faktem. Cofnęliśmy się znów o kilka wieków .  Dobrze, że kobiety nie odpuszczają . Wracając dziś ze spotkania mijaliśmy oflagowane znakami strajku kobiet auta zmierzające do Poznania . Jak się rozwinie sytuacja ? Nie wiem . Kobiety są wkurzone i zdeterminowane , na pewno nie jedno się jeszcze wydarzy , a w którą stronę pójdzie to zależy od determinacji prawicowych fundamentalistów ( inaczej już ich nazywać nie można) . Jaka ochrona życia ? A co z tym życiem , które już jest ? Kto je chroni ? Tylko w moim mieście jak zwykle na końcu roku miejscowy tygodnik publikuje numery KRS ludzi proszących o 1% i jest tego kilkadziesiąt , wystarczy odpalić jakikolwiek portal internetowy i od razu pokazują się prośby o wsparcie, na sfinansowanie  terapii, operacji, rehabilitacji itd. Nie ma dnia żeby nie dzwoniła  do mnie jakaś fundacja z prośbą o pomoc. A dzwonią tak do wszystkich firm , które znam , bo rozmawiam z ludźmi. Ba, ludzie na ulicy zbierają pieniądze na tak podstawowy cel jak zapewnienie dziecku czy też dorosłej osobie terapii, czy po prostu odrobinę znośniejszej egzystencji.  O ile jeszcze do niedawna główną emocją jaka mną targała była bezsilna złość , to dziś już tylko mi wstyd. Do jakiego dna dobiliśmy? 

sobota, 11 lipca 2020

11.07.2020 Jak polubiłam wiedźmińską sagę



To było pod koniec lat 90-tych albo na samym początku 2-tysięcznych . W czasach kiedy istniały jeszcze wypożyczalnie kaset video . Właściciel tej,  z której zwykle korzystaliśmy, oprócz tego , że lubił filmy , był też pasjonatem czytania . A wiadomo , jak się dwóch ( w tym wypadku dwoje ) takich dobierze, to prędzej czy później zaczną sobie książki pożyczać .  Od słowa do słowa i pan M . namówił mnie na poczytanie opowiadań o Wiedźminie , pana Sapkowskiego.  O tym autorze i jego bohaterze zaczynało być „głośno” w recenzjach . Nie lubiłam gatunku fantazy i poza jakąś pozycją Assimowa, na którą trafiłam w latach 80-tych , aż do tamtej chwili nie zajrzałam i nawet w tym kierunku nie spojrzałam . Może  nie trafiłam na właściwy egzemplarz ? W każdym razie zniechęciłam się do tego gatunku. Dałam się jednak namówić , a pan M. razem z kolejnym filmem pożyczył mi pierwsze dwa tomy wiedźmińskiej sagi. Pierwsze dwa są w postaci opowiadań . Obie książki przeczytałam jednym tchem i przy okazji wymiany kaset poprosiłam o kolejne . I … tak zakochałam się w tym gatunku . Wtedy czytałam jak świetne książki przygodowe i nie wgłębiałam się w inne treści . Akcja , tło społeczno – obyczajowe , charakterystyczne postacie po części ze świata baśni, po części bardzo ludzkie , zamki , rycerze arturiańscy , magia i mityczne stworzenia. To wszystko barwne i wartkie sprawiło ,że odebrałam jako jedną z wielu książek o charakterze rozrywkowym i polubiłam . A potem były i inne , mniej lub bardziej wciągające. Może przyszedł dla mnie czas tych książek …Z biegiem lat o Wiedźminie zrobiło się głośno; najpierw za sprawą filmu , z Michałem Żebrowskim w roli głównej – fatalnie zrobionego zresztą , wręcz zmarnowany temat , a potem za sprawą gier komputerowych ; jak się okazało najlepszych na świecie . Niedawno sięgnęłam po wiedźmińską sagę po raz drugi i po raz drugi mnie zachwyciła . Oprócz przygód odnalazłam w nich wiele innych smaczków. Tam nic nie jest takie oczywiste . Dziś, po około 20 latach doszukałam się w tych książkach zupełnie nowych treści . Zadziwiające jak wiele w niej odniesień do tu i teraz, choć przecież powstały ponad 20 lat temu . W tych książkach mieszają się czasy i epoki , przenikają przestrzenie , ludzie współegzystują z elfami i krasnoludami , miesza się magia z współczesną wiedzą naukową o genetyce na przykład, eksperymentami na ludziach i iście średniowiecznymi walkami na miecze , po światach krążą poeci, błędni rycerze ,wiedźmini, śniączki i wiedzące , biegają jednoroźdżce , niziołki i driady , nawet wampir – abstynent , polują na ludzi potwory i smoki , ludzie i wiedźmini polują na potwory , toczą się krwawe wojny , upadają królestwa i nikt już nie wie kto jest naprawdę potworem . A tym wszystkim rządzi tajna kapituła czarodziejów .Układa niby klocki dzieje królestw i ludzkie losy . A świat po wojnach się feminizuje i obok wyrasta jeszcze potężniejsza kapituła czarodziejek. Coś Wam to przypomina ? Tajne organizacje ; spiskowe teorie o Masonach i Iluminatach - mnie tak się skojarzyło. Jest i o ekologii , o ginących gatunkach , jest i o ksenofobii , czystkach etnicznych i ginących światach. Aż trudno uwierzyć , ile tu treści jakby wprost wyjętych z aktualnych zdarzeń . Oczywiście wciąż wartko toczy się akcja; mieszają, przeplatają i nakładają wątki przygodowe.  Nic nie jest jednoznaczne , nic nie jest skończone ani zaczęte , nic nie jest oczywiste . „Coś się kończy , coś się zaczyna „ … To tytuł jednego z opowiadań . Mówi dokładnie to, co jest jej treścią . Książka zawiera mnóstwo ciekawych spostrzeżeń sformułowanych w krótkie puenty. Jedne zabawne inne niosące treści egzystencjalne . Z założenia jest  to gatunek mający dostarczyć rozrywki , ale w tym przypadku od samej rozrywki oferuje o wiele więcej . Przy okazji przytoczę parę fajnych cytatów , ale w osobny wpisie , bo trochę mi zajmie przepisanie. Nawet jeśli nie przepadacie za gatunkiem fantazy sięgnijcie po te książki , naprawdę warto , choćby tylko dla barwnego języka jakim są napisane . Z czystym sumieniem polecam wszystkim , którzy lubią czytać .

p.s. Wczoraj zaczęliśmy oglądać na netfixie serial  o Wiedźminie produkcji amerykańskiej . Ten jest zrobiony świetnie 

środa, 4 marca 2020

4.03.2020 Nie mnie oceniać książki Noblistki


Jak wspominałam dostałam,  dwa egzemplarze na imieniny . Kilka dni temu skończyłam je czytać . I nie mnie je oceniać, nie mam po temu żadnych kompetencji poza tym ,że lubię czytać  . Mogę tylko podzielić się swoimi odczuciami z czytania .  Z pewnością nie są to książki dla wszystkich . Jest w nich tyle wątków , miesza się tyle uczuć, emocji  , mitów , realiów , światów rzeczywistych z nierzeczywistymi , że chwilami trudno nadążyć za treścią .
Czytanie zaczęłam od „Prawiek i Inne Czasy” . Tytułowy Prawiek to nic innego jak wieś , zatopiona w lasach , u zbiegu dwóch nienazwanych rzek , gdzieś w pobliżu drogi kieleckiej . Prawiek mógłby właściwie być wszędzie . Wieś żyje swoim życiem , z dala od wielkich wydarzeń , rzucana jednak dziejowymi wichrami w różne strony. Książka opisuje kilka pokoleń mieszkańców Prawieku,  właściwie ich szarą codzienność. W te wątki wplata się przyroda , jakieś tajemnicze postacie z pogranicza realu i fikcji, ociera się to wszystko o jakieś przedziwne  mity i prymitywne wierzenia, przemawiają duchy i postacie ze świętych obrazów . I jest w tym wiele mroku . Z każdą stroną więcej i więcej – tak jak by wszystko po woli się wykruszało i rozsypywało w szary pył , który porywa wiatr i obraca w nicość .Taki wiodący motyw przemijania w tle . Trudna treść,  o której myśli się jeszcze długo po skończonej lekturze . Czyta się jednak świetnie i zadziwiająco łatwo. Pani Tokarczuk ( taka dygresja ; tytułowanie Pan/Pani pisarzy przyswoiłam sobie od mojego Profesora z LO – prawdziwego maniaka literatury) ma niesamowitą lekkość w posługiwaniu się słowem i doskonale potrafi nim bawić czytelnika . Nawet jeśli treść jest trudna , to słowa przesypują się lekko i delikatnie . Ma się wrażenie, że służą wyłącznie do zabawy .
I druga z książek „Podróż Ludzi Księgi” , ta sama lekkość słowa , a trzeba pamiętać , że jest to pierwsza powieść Autorki, fabuła osadzona we Francji Króla Słońce i przypadkowi bohaterowie nie pasujący do siebie . Wszyscy jednak mają jeden cel, choć z różnych pobudek w tę podróż ruszają  ; dotarcie do ukrytego w dzikich górach klasztoru , gdzie spoczywa tajemnicza Księga zawierająca cała wiedzę świata . Cel podróży nie zostaje osiągnięty , żaden z bohaterów nie dociera do Księgi. Paradoksalnie ma ją przez chwile w swoich rękach niepiśmienny chłopak , niemowa , który do wyprawy dołączył tylko dlatego ,że potrzebny był woźnica. Nie umie jednak jej docenić , ani nie ma możliwości poznania treści zawartych w Księdze . Odzyskuje jednak mowę , ale zostawia Księgę w miejscu gdzie ją znalazł i po prostu rusza w drogę powrotną.
Po drodze bohaterowie toczą ze sobą najróżniejsze filozoficzne dyskusje i rozważania,  poznają się wzajemnie , ale poznają też siebie samych . I kolejno tracą życie .  Książka dająca do myślenia tak samo jak i „Prawiek” Długo się ją pamięta . Właściwie każdy epizod z osobna pobudza do myślenia i kontynuowania rozważań we własnym zakresie. Czytało mi się bardzo dobrze , jak wspomniałam ta sama lekkość słowa , ale  treść wymaga skupienia i wysiłku myślowego, dlatego kilka dni mi to zajęło .  I takie małe spostrzeżenie na koniec; w tych książkach nie ma nic antypolskiego ani żadnych ataków na religię , kulturę czy jakieś wartości , co zarzucają Pani Tokarczuk nieprzychylni jej krytycy . Książki niosą uniwersalne , treści , zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną. I tak sobie myślę , że takie bezsensowne zarzuty mogą stawiać tylko tacy, których te książki przerosły.

niedziela, 5 stycznia 2020

5.01.20120 Przedostatni dzień laby

Niestety , koniec dobrych czasów ; po jutrze rzucamy się w wir pracy.   A dziś lenistwo na maksa .  Miałam coś nie coś zrobić z domowych tematów, ale w końcu machnęłam na to ręką . Wyprasuję jutro, w szafach też zdążę poukładać. Tym samym mam jeszcze jeden dzień wolnego.
Książkę  pod tytułem  "Tylko dla Dorosłych " przeczytałam . Jak pisałam wczoraj zapowiadała się ciekawie  , a jeszcze ciekawiej ją reklamowali. Zamówiłam sobie na urodziny tak a propos . No i oględnie mówiąc zapowiadała się .  Ogólnie porażka  i tematyczna i językowa.  Z grubsza rzecz ujmując koleżanki , koleżance robią prezent na urodziny , spa , kolacja i nauka tańca w stylu burleska  i na rurze. Koleżanka ma pecha , spada z tej rury , demoluje salę lekcyjną i traci przytomność a budzi się w roku 1881 . No i dotąd było ciekawie . Dalej też mogło być , ale reszta fabuły sprowadza się się do opisów seksu na różne sposoby pomiędzy bohaterką a jej  absztyfikantem młodszym o 12 lat . Po 30 stronach miałam wrażenie, że oglądam film porno . Nie żebym nie lubiła takich książek ( domyślam się, że miał to w założeniu być erotyk)  ale o seksie  też trzeba umieć pisać . A w tym przypadku autorce nie poszło.  Książka kończy się powrotem do czasów dzisiejszych po upadku z konia , samej bohaterki , bez wzdychulca i stwierdzeniem ,że go nie ma w tej epoce , a heroina się zakochała.  Generalnie stracony czas. Całość słabiutka , język mało wyszukany albo przesadzony na zmianę . Nie warto sobie tą książką głowy zawracać . No chyba, że ktoś lubi .  

piątek, 1 marca 2019

1.03.2019 Już

dwa miesiące roku za nami . Szybko . Od kilku dni wciąż w reklamach słychać o dniu kobiet . Święto z "epoki " , ale zapomnieć o nim nie sposób. Mam wrażenie, że trochę ostatnimi czasy sztucznie podtrzymywane w celu tym samym co i Walentynki; popchnięcia handlu . A jak dzień kobiet to i wiosna blisko. U mnie właściwie już jest ; zieleni się w ogródku przybiurowym i wiąz za biurowym płotem zaczyna pączki dostawać . Właśnie dziś to zauważyłam. 
Prezentacja się udała , a goście podziwiali wystrój firmy.  Dzień na pracę miałam , szło mi jak z płatka . Chyba zrobiłam więcej niż zakładałam . 
Dość pozytywnie ogólnie rzecz biorąc . 
Jutro zapowiada się intensywnie . Od rana przyjeżdża stolarz zmontować szafki łazienkowe - w końcu , ale wybaczam mu , bo jakościowo nic zarzucić mu nie można więc długie terminy jestem w stanie zaakceptować . Po południu wnusia przyjeżdża na nocleg . Tym razem będzie sama . Chłopaki jeszcze zakatarzone więc zostają w domu z drugim dziadkiem . A młodzież idzie się bawić . Nie mam jeszcze pomysłu co będziemy robić . Może zacznę wnusię uczyć robienia na igliczkach ? Ostatnio ją to ciekawiło.  Może pogramy w jakieś gry i pewnie bez bajek o smokach się nie obejdzie. No i muszę zwykłe co co sobotnie sprawy ogarnąć . 

     Skończyłam czytać III część sagi "Północna Droga" czyli "Pasję Według Einara" . Właściwie skończyłam już w ubiegłą niedzielę , ale oczywiście za bardzo czasu nie było , żeby coś napisać . Jak wspominałam jakiś czas temu książka jest mroczna . O ile pierwsze dwa tomy przypominały płynące opowieści i pamiętniki , o tyle ten  , też opowiadany przez głównego bohatera jest tylko ciągiem jego przemyśleń. Kłębią się i mieszają w głowie emocje i lęki ,myśli i modlitwy , a sam bohater niczym łódź bez sternika płynie z prądami jakie akurat go niosą . Nic w jego życiu nie dzieje się z jego wyboru , może tylko poza romansem z Halderd ( bohaterką II tomu) . W tle jak zawsze magia , krwawe pogańskie rytuały , mrok klasztornych krużganków , jakieś tajemnicze bractwa trzymające władzę nad światem i sterujące biegiem historii , skryte mordy na tle politycznym ,intrygi i miłosne uniesienia.  I bardzo zaskakujący koniec . Jak zwykle polecam wszystkim , nie tylko miłośnikom wczesnośredniowiecznych klimatów. 
A wczoraj zaczęłam "Życie w Średniowiecznym Zamku" ; drugą część inspiracji autora "Gry o Tron".

poniedziałek, 11 lutego 2019

11.02.2019 Sprawy babusine

Jak na poniedziałek to dzień dość spokojny . Myślałam ,że będzie gorzej . Oczywiście to co było w planach zostało zrobione , ale telefon się nie urywał i parę odkładanych tematów też ogarnęłam. 
W domu też raczej spokojnie . Robotę mam zrobioną , a za szycie dziś już sie nie zabierałam . Docięłam tylko brakujące fragmenty plecaczka . 
Skończyłam w niedzielę książkę . Tom II "Północnej Drogi" pod tytułem "Ja Jestem Halderd" . O ile tom pierwszy wydaje się śpiewny i delikatny , przywodzi na myśl opowieści przy ogniu , o tyle bohaterka drugiego pisze pamiętnik. Czyta się to jak konsekwentny i dokładny zapis kronikarza . Opowiada dzień po dniu swoje życie u boku , w gruncie rzeczy mało rozgarniętego  męża. Dobrego wojownika i gospodarza , ale skupionego na swoich przyjemnościach i sprawach . Ich relacje małżeńskie pogarszają się z roku na rok , z jednej wyprawy wikinskiej na kolejną .  Bohaterka podobnie jak Sigrun z pierwszego tomu ,  żyje od powrotu męża z wyprawy do kolejnego powrotu z kolejnej wyprawy , zarządza dworem i gospodarstwem i wychowuje 6 synów . I tu jest ciekawy wątek , bo trafia na miłość i ostatni z jej synów, dziecko ze nielegalnego związku  przychodzi na świat w dniu śmierci męża . Odtąd zmienia się życie bohaterki i z gospodyni podporządkowanej mężowi i żyjącej w zamkniętym kręgu domu stopniowo wyrasta na przywódcę i polityka a jej plany sięgają korony dla syna .Mimo ,że nie porzuca wiary swoich przodków , sponsoruje nawet budowe kościoła . Splot okoliczności i przeznaczenie decydują jednak inaczej , świat okazuje się inny , synowie jeden po drugim giną w wojnach ,a wydawałoby się , że oddani ludzie zawodzą , tym samym upadają wielkie plany. O swoim końcu też decyduje sama , tak jak o całym swoim życiu. W tle snują się przepowiednie wieszczki , czary , klątwy ,tajemnicze wywary , snują się sagi skaldów sławiące wojowników na zmianę z opowieściami o nowym Bogu . 
I już się nie mogę doczekać kiedy dopadnę do III tomu, którego bohaterem jest Einar - ukochany Halderd i ojciec jej ostatniego syna .