babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

sobota, 11 kwietnia 2026

11.04.2026 Dzień działkowy

 Z założenia i zgodnie z planem. Swój osobisty plan działkowy prawie wykonałam, założyłam nową grządkę, trochę podrasowałam istniejące i uporządkowałam to czego nie zdążyłam wcześniej. Małżonek puścił wodę do budynku. Odkręcili już przed świętami ale my jeszcze nie puszczaliśmy do obiegu w obawie przed przymrozkami. ale teraz już chyba można. Niby jeszcze mają być mroźne noce , ale na naszym terenie akurat nie. Nie zdążyłam wysadzić ze tunelu kampanuli. Posiałam w ubiegłym roku wczesną jesienią , wyrosła ale całą zimę wyglądała na zabiedzoną. Jak poprzednim razem byliśmy na działce już wyglądała lepiej , a do dziś nawet podrosła. Posadzę następnym razem. Poza tym poprawiliśmy ścieżkę a właściwie to obrzeże ścieżki , bo po tym jak przesadziłam rosnącą na środku ścieżki porzeczkę została niedoróbka. Małżonek zdjął też plandekę z ogrodowego stołu. Trochę tej pracy było , nie powiem, że nie. Ale było przyjemnie , słońce grzało, ptaszki śpiewały, drzewka i krzaczki zaczynają się zielenić ,czego chcieć więcej ? Czy jutro się wybierzemy ? Jeszcze nie wiem. Mam parę tematów w domu, zdecyduję jutro. A jak dobrze pójdzie , to za tydzień jemy placek z rabarbarem.

piątek, 10 kwietnia 2026

10.04.2026 Codzienność wraca na swoje tory

 i dobrze. Mam owszem dodatkowe obowiązki ale jak już poustawiałam wszystko po swojemu to działa bezawaryjnie jak na razie. W pracy spokojnie jak na nasze możliwości. Matka na razie nic wielkiego  nie zmalowała. Siedzi obolała i jedynie jak jej zmieniam opatrunki i podaję leki to marudzi, że co ja jej robię, to jej zaszkodzi, za dużo tabletek'; za długi bandaż itd. Nadal daję jej środek nasenny, tak na wszelki wypadek. Wyzwaniem będzie zaciągnięcie jej na zdejmowanie szwów. Dziś zrobiłam jej kilka zakupów, luźne spódnico-spodnie i miękkie tekstylne półbuty, rozciągliwe bo puchną jej stopy i nie mogła ostatnio włożyć zwykłych butów. Ciekawe co na to powie. Tak poza tym to dziś sporo zakupów w  ogóle zrobiliśmy, bo trzeba było uzupełnić chemię i parę drobiazgów do ogrodu i kawę do domu i biura i uzupełnić zapasy, bo w końcu dokończyliśmy zapasy ze świąt. Kaszel mnie trzyma niestety, choć nie czuję się jakoś bardzo źle. Działki nie zamierzam odpuszczać, no chyba, że się rozpada, ale właśnie pokazują w tv pogodę na jutro i nie popada. 

A z innych spraw to taki kwiatek ; jak zrobić ukrytą nagonkę na przedsiębiorców?  Rozmowa w RMF-ie. Terlikowski zaprosił ministra finansów Domańskiego. Rozmowa o podwyższeniu progów podatkowych. I pada zdanie z ust dziennikarza czy minister jest skłonny poprzeć podniesienie progów , bo od czterech lat nie było zmiany a nie może być tak, że pielęgniarka, urzędnik, nauczyciel itp nie może płacić 30 % podatku a przedsiębiorca na podatku liniowym tylko kilka procent. I o tych kilku procentach wspomniał parę razy. Ile to jest faktycznie tych rzekomych kilka to już nie umiał sprecyzować. Podejrzewam ,że nawet nie sprawdził. O ile nie dziwię się ministrowi finansów, że nie wyjaśnił (choć uczciwie byłoby to zrobić), bo w końcu pilnuje państwowej kasy i ma interes w tym żeby jak najwięcej wpływało do budżetu o tyle dziennikarz mnie wkurzył. Prawda jest taka, że podatek liniowy to jest 19% bez żadnych ulg i zwolnień, powtórzę : żadnych ulg i zwolnień typu remonty, internet , leki itp. Do tego dochodzi składka zdrowotna 4,9% , której nie odlicza się nawet od podstawy opodatkowania a nalicza się od dochodu w danym miesiącu, również od dochodu za np. sprzedane auto albo maszynę a nie tylko od dochodu wypracowanego  czyli de facto każdy przedsiębiorca na podatku liniowym płaci 23,9% podatku. Gdzie te KILKA procent panie dziennikarzu katolicki? Ktoś , kto nie prowadzi firmy i nie zna tego podatku może sobie faktycznie myśleć, że dzieje mu się krzywda, bo co innego można myśleć po takiej sugestii z ust bądź co bądź dziennikarza uchodzącego za w miarę rzetelnego. Tak powstają mity i na ich bazie nagonka, po to żeby ludzie mieli wroga. 

czwartek, 9 kwietnia 2026

9.04.2026 Spokojniej,

 przynajmniej dziś i dzięki temu zrobiłam to co miało zostać zrobione wczoraj. Z likwidacją dekoracji poczekam przynajmniej do niedzieli, a jak mi się nie będzie chciało przerabiać to i dłużej. Matka na razie jest grzeczna. Podejrzewam ,że wszystko ją boli po tym obiciu się chociaż twierdzi, że nie. Zgodnie z zaleceniami ze sor-u zmieniam jej opatrunki i przemywam octaniseptem rany. Jednak ma szwy na nosie i to aż trzy, dopiero na to opatrunek. Kolejne trzy szwy założyli jej na kolanie. Na rękę zrobiłam jej okłady z altacetu i podaję jej przeciwbólowe tabletki. Szczerze mówiąc wygląda niczym Frankenstein z tą potłuczoną i poszytą twarzą. Przynajmniej nie szaleje. Obawiam się tylko, że po tym bezruchu spowodowanym potłuczeniami już mi się wcale nie będzie chciał ruszać, tylko się położy. I bez tego trudno ją było zmusić żeby chociaż do kuchni po wodę do tabletek poszła. Będę się martwić w swoim czasie, na razie muszę zająć się tym co tu i teraz. Wieczorem dałam jej dodatkowo tabletkę na sen tak jak wczoraj. Będę spokojniejsza wiedząc, że śpi a nie lata po mieszkaniu. 

 Tak poza tym chłodno ale pięknie. Drzewa zakwitają, byliny na trawnikach w drugiej fazie czyli żonkili - wcześniej zakwitły krokusy, a następne będą tulipany. Martwię się tylko o moje roślinki na działce, bo jednak zdarzają się nocne przymrozki. Wszystkie posadzone róże okrywowe te dwuletnie i te z minionej jesieni mają już listki, dwie z trzech szlachetnych odmian  Black Prince i Suvenir też, trzecia Tuscany  wciąż śpi, ale może potrzebuje więcej czasu? Może jednak ogródek sobie poradzi, choć przydał by się deszcz. Kupiłam majowy numer Country z bzem w roli głównej. 

środa, 8 kwietnia 2026

8.04.2026 Krew się lała,

 nie, nie trup nie padał na szczęście , ale obraz godzien horroru. Nic nie zapowiadało tej jazdy i już myślałam , że wszystko zagra i po obiedzie zabiorę się za poświąteczne doprowadzenie domu do stanu używalności i jakąś małą przepierkę a tu o 14.12 telefon od D. opiekunki mojej matki. Weszła do mieszkania a tam pełno krwi, wszędzie, w przedpokoju, kuchni, łazience , w pokoju , na szafkach , podłodze . No masakra na całego a matka siedzi na kanapie , przykłada sobie ręcznik do nosa i rolkę papieru toaletowego do kolana, cała roztrzęsiona. D. sprawdziła co jej jest, zatamowała krew i za telefon do mnie. No i opowiada, że matka się przewróciła, ma roztrzaskane kolano i rozcięty nos a wszędzie jest pełno krwi i chyba wezwie karetkę i jeszcze, że matka próbowała do mnie dzwonić ale nie odbieram. No to ja od razu mówię, że już jadę , tylko jakieś środki opatrunkowe zorganizuję. Kilka domów, po drodze do matki , dalej mam aptekę więc wpadłam , kupiłam wodę utlenioną, dwa opakowania gazy i plastry i poleciałam. Akurat syn też wychodził z biura jak odebrałam telefon, zamknęliśmy i już poleciałam. D. zdążyła zmyć podłogę i zetrzeć krew ze szafek. Co faktycznie się stało , się nie dowiedziała. Matka twierdziła, że nie wie; wyszła z łazienki i się przewróciła.  Jak tylko przyjechałam, obejrzałam rany i mi włos na głowie się zjeżył. Na nosie skóra rozcięta na jakieś 2cm prawie do kości, na kolanie otarcie ale takie ,że kość wyłaziła, wielkości mniej- więcej dwuzłotówki. Wyglądało, jak by tym kolanem przejechała po betonie.  "Na moje trzeba to szyć". D stwierdziła, że też tak myśli i od razu chwyciła za telefon i zadzwoniła na 112. Po może 15 minutach przyjechali ratownicy, obejrzeli i stwierdzili, że matkę zabierają, bo uraz twarzoczaszki, nie wiadomo czy coś poważniejszego się nie stało i rany głębokie. Matka w panice, ona do szpitala nie pojedzie, ona się nie ubierze i nie ma kluczy , no wymyślała niestworzone rzeczy. Ratowniczka jakoś ją uspokoiła, że tylko ją do lekarza zabierają, zrobią opatrunki a ja w tym czasie jakoś ją ubrałam w to co pod ręką w tym dwie różne skarpety. Przyniosłam wyprane pranie tuż przed świętami , w tym i sparowane skarpetki i za cholerę żadnych nie było do pary, nie mam pojęcia co ona z tym zrobiła. Na szybko sprawdziłam jeszcze telefon czy faktycznie dzwoniła do mnie , ale nie dzwoniła, wybierała jakieś przypadkowe numery nie wiadomo dokąd a mój numer ma pod przyciskiem sos. Ratownicy kazali mi przyjechać za godzinę na sor. Pojechałam jeszcze do biura , zwinęłam komputer a potem do pepco kupić jej jakieś spodnie dresowe, bo nie kazali rajstop zakładać , a te co jej włożyłam na jazdę spodziewałam się, że potną ( i miałam rację) a potem pojechałam na sor. Pani z recepcji powiedziała, że jest na sali zabiegowej i za jakieś pół godziny powinno być po sprawie. No to poszłam do piekarni obok , po jakąś bułkę , bo zgłodniałam i na drugą stronę ulicy do apteki po coś przeciwbólowego, bo pomyślałam, że po tym szyciu będzie obolała i wróciłam na sor. Ale byłoby za pięknie, gdyby było wszystko zgodnie z planem. Czekałam może z 20 minut , patrzę a mamuśkę wiozą na wózku na tomografię. Wrócili po jakiś 20 minutach. I pewnie czekali na opis. W sumie dopiero o 17.15 ją wypuścili. Lekarz mnie poprosił do gabinetu, wyjaśnił co i jak i dopiero mogłam wyjść. Kolano jej zaszyli, nos ma poklejony jakimś takim specjalnym opatrunkiem i niestety złamany w kilku miejscach , na szczęście bez przemieszczeń kości. Do wieczora spuchł i zsiniał a na koniec jeszcze okazało się, że ma ogromnego krwiaka na dłoni. Lekarzowi nie pokazała. Obejrzałam , porusza palcami i dłonią więc nie połamała, ale też jej puchnie. Muszę jutro jakieś okłady zrobić. Na noc dałam jej tabletkę przeciwbólową i ziołową na spanie. Nie chcę, żeby w nocy wstawała , a ma ten zwyczaj, że kręci się po mieszkaniu jak ją co napadnie, bo może znowu się przewrócić. Niech lepiej śpi. Rano zajrzę i ogarnę co trzeba. Wykończyło mnie to wszystko. A najlepsze , że D zaliczyła dziś takie akcje aż trzy z wzywaniem karetki , w tym dwie z rozlewem krwi. Ratownik jak ją u mnie zobaczył to się zaczął śmiać i powiedział, "ty D już lepiej dzisiaj jedź do domu , bo za chwilę znowu się spotkamy u kolejnego twojego podopiecznego". Dziewczyna była zestresowana solidnie, aż mi jej żal było, bo niby zachowywała się profesjonalnie ale widziałam ,że ręce jej się trzęsły jak dzwoniła. I to by było na tyle... Z nudów na pewno nie umrę... 

wtorek, 7 kwietnia 2026

7.04.2026 Chyba mnie coś bierze

 nie szczególnie się dziś czuję i kaszlę cały dzień. Opcje są dwie, albo się przeziębiłam , albo z przepracowania. Dobre 10 lat nic mnie nie dopadało, może i tym razem przejdzie bokiem. 

Dzwoniłam dziś do agencji w sprawie weekendowej opieki. Nie ma problemu, że na godziny  i nawet stawki mają w miarę , jak na prywatne usługi i jeszcze w weekend. Zakres i terminy do ustalenia. Umówiłam się na rozmowę o szczegółach i podpisaniu umowy na drugą połowę maja. Tak zasugerowała pani recepcjonistka. Wcześniej nie ma potrzeby skoro chodzi o weekend czerwcowy. Mój weekend i wyjazd na Agatowe Lato nabiera rumieńców. 

Odebrałam też opinię sądowych biegłych w sprawie ubezwłasnowolnienia. Nie zaskoczyła mnie. Ze wskazaniem na ubezwłasnowolnienie całkowite. I jak tylko wyślemy pisma że nie kwestionujemy opinii sąd zapowiada zamknięcie sprawy w ciągu 14 dni. Czyli na dobrej drodze. Rozwiąże mi to parę spraw. Jutro idę do adwokatki , żeby napisała co trzeba. 

Tak poza tym dojadamy świąteczne jedzonko. 

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

6.04.2026 I w zasadzie po świętach

 Zostały ostatnie godziny. A ja dziś cały dzień wyleguję się na kanapie. Ruszyłam się tylko do matki i po to, żeby jedzenie podać. Głupio tak zalegać na kanapie cały dzień i się obijać, bez sensu i czas marnować, ale było mi to potrzebne. Czułam się zmęczona. Przydałoby się więcej ale się nie da więc dobry i tej jeden dzień. No bo kiedy jak nie w święta. Przeczytałam kolejną książkę , za chwilę zacznę kolejny tom i tyle świętowania. Przywracanie porządku rzeczy zacznę jutro. Wczoraj wieczorem i w nocy trochę popadało a dziś szaleńczy wiatr wszystko osuszył i wywiał. Liczyłam na więcej, bo ogródek zamienia się w pustynię a to dopiero początek wiosny. Dobrego tygodnia !

niedziela, 5 kwietnia 2026

5.04.2026 Świąteczny stół

 a my jak zwykle w komplecie. Z wyjątkiem mojej matki , ale to zaczyna już być standard. Nie sposób ją przekonać. Nie i nie. Pojechałam zaraz po śniadaniu , dziewczyny zajęły się kawą i słodkim. Było jak zwykle gwarno i wesoło. A popołudnie spędziliśmy na działce, zwłaszcza, że pogoda sprzyjała. Nie robiliśmy nic na działce , ot po prostu posiedzieliśmy i pospacerowaliśmy alejkami. I jeszcze kilka świątecznych fotek. 

Moje tegoroczne kurki- mazurki. Tak naprawdę takie kruche ciasteczka, ale wszyscy takie właśnie lubią więc niech im będzie 

                                                       

I jeszcze stół  w różnych odsłonach      






Miłego dalszego świętowania !