i nic nie zapowiada , że ten tydzień będzie spokojniejszy. przyszło dziś pismo z sądu z formularzem , na którym mam spis inwentarza sporządzić z majątku matki z uwzględnieniem długów. Co prawda mam na to miesiąc , bo do 15 października ale zaczęłam od zadłużenia. Ściągnęłam raport z biku. I własnym oczom nie wierzyłam. Długi ma nie wielkie , jakieś niedokończone dwa kredyty, reszta spłacona ale od 2001 roku miała ich osiem i to na ogromne pieniądze. Na co to poszło ??? To dopiero zagadka! Niczego nie kupiła, nie była na żadnych zagranicznych wycieczkach , nie zrobiła żadnego remontu, nawet wymiany armatury w łazience czy choćby kranu... Mam swoją teorię na te temat. Brała dla koleżanek a one albo spłacały albo nie i wtedy ścigał ją komornik. W głowie mi się to nie mieści... Tak poza tym załatwiłam mnóstwo drobnych spraw. Mało ważnych poza dwoma ale koniecznych i zajmujących czas. Ociepliło się i to mocno ale z zapowiedzi wynika , że tylko do jutra a potem wraca klimat jesienny. I dobrze, może w tym roku pochodzę w przejściowych ciuszkach, bo ostatnie kilka lat z letnich wskakiwałam od razu w zimowe i odwrotnie. Do robiłam kilka jesiennych dekoracji w mieszkaniu , jeszcze tylko dokończę i drobne poprawki wprowadzę i uruchomię światełka. Niestety zabrakło mi baterii do różnych lampek. I założę jesienne zazdrostki w kuchni ale to za tydzień jak już okna umyję. Znaczy robot umyje. W czwartek wybieramy się z synową na targ. Nie byłam odkąd wyprowadziliśmy się ze starego biura. Ciekawe czy w tej biurowej zadymce nam się to uda, bo planować to sobie można...
Szafunierka babusi Marychy
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
wtorek, 15 września 2026
poniedziałek, 14 września 2026
14.09.2026 Dużo tego wszystkiego
Codzienność zawłaszcza wszystko, najbardziej czas. W firmie tempo coraz bardziej szalone. Niby dobrze, bo to zawsze ma bezpośrednie przełożenie na stan konta ale chciałoby się czasem zwolnić. Z innych spraw to synowie kupili auta. Nie dla siebie , bo i tak jeżdżą firmowymi ale dla młodzieży. Starszy dla naszej wnuczki a młodszy dla starszego wnuka. Wcześniej sprzedali to, którym wnuk jeździł. Było stare i wciąż się psuło. Wnuczka zaraz po powrocie z poligonu zaczyna kurs na prawo jazdy a starszy wnuk będzie dojeżdżał do szkoły i na praktyki a za półtora roku jak zrobi normalne prawko to dostanie normalne auto a na mini cara przesiądzie się młodszy wnuk. Nie nadążam za tym wszystkim ale to ich wybór. Ani słowem się nie pochwalili planami, dopiero dziś , kiedy już wszystko pozałatwiali a auta stanęły na podwórkach. Jak wspomniałam wnuczka pojechała dziś ze swoją wojskową klasą na poligon do Biedruska. Zaczyna mnie jej wybór martwić. Kariera wojskowa to całkiem dobry wybór na życiową drogę ale w warunkach pokoju. Kiedy robi się niespokojnie i wróg niemal u bram już nie koniecznie. Przynajmniej z perspektywy osób bliskich jak ja na przykład. A czasy niepewne już dziś a przyszłość tym bardziej.,, Obym w złą godzinę nie napisała tej refleksji...
Mam górę suszonych jabłek i gruszek. Chyba na tym poprzestanę z zapasami. I dowiedziałam się w końcu jaką mam w ogrodzie odmianę jabłek. Przyznam , że byłam mocno zaskoczona. Jest to odmiana harłamowskie, a ten konkretny gatunek to cynamonówka. Odmiana pochodząca z północy Rosji , bardzo żywotna i odporna, a owoce mają posmak cynamonu. Kiedyś bardzo popularna w całej Europie środkowej i północnej, dziś spotykana bardzo rzadko i tylko w starych sadach. Ja sadu nie mam ale jabłoń rośnie od początku gdy powstały ogródki czyli 60 lat. I dokładnie jak w opisie , jabłka są małe lub średnie, żólto-czerwone , z cienką skórką, słodko- kwaskowe z lekkim posmakiem cynamonu. Nie miałam pojęcia , że istnieją takie odmiany. Nazwa "harłamowskie" gdzieś mi się o uszy odbiła , ale o cynamonówce nie słyszałam.
niedziela, 13 września 2026
13.09.2026 Pochmurna niedziela
ma swoje zalety. Można trochę popracować w domu. No to sobie popracowałam. Po powrocie od matki zabrałam się za prasowanie a potem dekoracje. Mamuśka , a jakże by inaczej- focha strzeliła, bo zmieniłam pościel i kazałam się przebrać w czyste ciuchy. No , kiedyś trzeba tę pościel zmienić więc machnęłam ręką na jej marudzenie. W domu się nie spieszyłam , zjadłam śniadanie , wypiłam kawę i dopiero zabrałam się do pracy. Prasowanie poszło mi szybko. Potem zmieniłam poszewki na poduszkach na jesienne, odkurzyłam półki z kamieniami i niby - kominek, Na niby kominku ułożyłam pierwszą jesienną , wymieniłam świece w świecznikach na takie w kolorach jesieni i nawet chwilę poczytałam. Przygotowałam sobie knedle ze śliwkami i pojechałam z tabletkami i obiadem do matki. Po naszym obiedzie obejrzeliśmy program o architekturze katedry w Akwizgranie i jej historii i pojechaliśmy na działkę. niby nic szczególnego, ale wypielone grządki obsypaliśmy nawozem jesiennym i przykryliśmy włókniną żeby nie rosło zielsko. Pocięłam też i ułożyłam na suszarce nową porcję gruszek. Te z wczoraj ładnie się wysuszyły i smakują jak bardzo słodkie cukierki. Będzie pyszny wigilijny kompot i świetna przekąska przy okazji. A potem zaczął padać deszcz więc wypiliśmy sobie popołudniową herbatkę siedząc na progu i podziwiając ogród w deszczu. Przed siódmą, jak już zaczął zapadać zmierzch pojechaliśmy do matki a potem do domu. I na koniec najlepsze. Mam klucz do wiaty śmietnikowej. Sąsiad wyjął mi ze skrzynki na listy z pomocą drutu. Zauważył, że matka nie wyciąga korespondencji więc skrzynka jest pełna i musi klucz leżeć na wierzchu. Odchylił klapkę przez którą wrzuca się listy , wsunął drut i wyciągnął kopertę z kluczem i jakieś dwie ulotki reklamowe przy okazji. Na pocztę jednak i tak musze pójść po zapasowy kluczyk, bo kiedyś tę korespondencję będzie trzeba wyciągnąć i sprawdzić co tam w ogóle jest. A teraz pora zabrać się za mitenki. Kłębek włóczki w barwach jesieni moje ulubione druty czekają. Dobrego tygodnia !
sobota, 12 września 2026
12.09.2026 Czemu tak szybko mija
weekend ale i sezon na krzaczki? Jeszcze trochę i trzeba będzie zakończyć prace na działce, przygotować ją do zimy a weekendy spędzać w domu. I marzyć o nowym początku. Nasi słowiańscy przodkowie wiedzieli co czynią tworząc sobie koło roku. Cykl narodzin , obfitości i zasypiania a potem znów od początku. Było i jest na co czekać. To jest ten moment, kiedy już widać, że przyroda szykuje się do snu. Kiedyś napisałam o tym przewrotnie, że ogródkom kleją się oczka. Dziś było wyjątkowo pięknie. Myślałam ,że będziemy marznąć, bo poranek było mocno chłodny , nawet w kurtce dżinsowej nie było mi za ciepło ale zanim pojechaliśmy na działkę zrobiło się bardzo ciepło. Już nie upalnie, ale ciepło. Dotarliśmy później niz zwykle, bo wyskoczyliśmy jeszcze do brico po jakieś drobiazgi do opryskiwacza. Coś tam pękło przy naszym i przeciekał. Małżonek poszperał po półkach i znalazł jakieś tajemnicze rurki i zaworki, do tego jeszcze kupił taką nakładkę na końcówkę, dzięki której preparat z opryskiwacza leci tam gdzie powinien , a nie na boki. Pomajstrował coś przy tych rurkach i opryskiwacz działa jak nowy. Ja w tym czasie poobcinałam przekwitłe kwiaty, wypieliłam dwie grządki i już musiałam lecieć do matki. Zeszło mi dość długo, bo od wczoraj mam problem. Spółdzielnia postawiła wiatę nad śmietnikami , taką z siatki , zadaszoną , z drzwiami zamykanymi na klucz. Pierwsze dwa dni było otwarte ale wczoraj już nie. Okazało się , że klucze powrzucali do skrzynek pocztowych. Tego dowiedziałam się dzisiaj od mojej koleżanki z sąsiedniego bloku. Problem w tym ,że matka zgubiła kluczyk, Kazałam jej szukać , ale to się okazało niewykonalne. Nie mogła pojąc po co ja jej każę szukać klucza jak ona nigdzie nie wychodzi. I za Chiny ludowe nie mogłam jej wytłumaczyć, że nie szukam klucza od domu tylko od skrzynki na listy. Machnęłam w końcu na to ręką. Albo znajdę przypadkiem albo musze inaczej to ogarnąć. Opcje są trzy albo pożyczę od sąsiada i dorobię, albo pójdę na pocztę, poproszę o zapasowy , albo się na chama włamię do skrzynki, no ewentualnie mogę jeszcze koczować pod blokiem czekając na listową i poprosić żeby mi otworzyła tę skrytkę. A potem wróciłam na działkę, zjedliśmy obiad na świeżym powietrzu, pod jabłonką. Było tak ładnie , słoneczko grzało, wiatru nie było więc sobie uruchomiliśmy jacuzzi. Świetny relaks i dobrze mi robi na bolące plecy. Po wyjściu z bąbelków już nam się nie za bardzo chciało coś robić. Przez resztę popołudnia siedzieliśmy na leżakach z herbatką i koszykiem jabłek i gruszek do podgryzania. Pocięłam gruszki i załadowałam do suszarki. Jutro wstawię drugą porcję. będzie na wigilijny kompot i do podjadania zamiast słodyczy. Na jutro zapowiadają deszcz w naszej okolicy ale kto tam wie. Na razie na to się nie zapowiada. A na przywołanie jesiennych klimatów zaplanowałam na jutrzejszy obiad knedle ze śliwkami. I może ciasto z gruszkami upiekę ... Dobrej niedzieli !
piątek, 11 września 2026
11.09.2026 Mam dziś dosyć
dobrze, że jutro weekend. Po woli staję się mistrzynią szybkiego załatwiania rzeczy niemożliwych. Bo wiecie , do tej pory rzeczy niemożliwe załatwiałam od ręki , na cuda trzeba było trzy dni poczekać , a od jakiegoś czasu rzeczy niemożliwe załatwiam w 30 sekund a cuda od ręki. W sumie to już nawet dnia opisać nie umiem , tyle się wydarzyło. Przy okazji wieczornych zakupów kupiłam dla matki kurtkę. Ocieplaną, bo ze swojej wyrosła w szerz. Pewnie jej nie założy , bo nie chce nigdzie wychodzić , ale jak bym musiała ją zabrać do lekarza to musze w zimie w coś ubrać. Były jeszcze bardzo ładne swetry ale te w jej rozmiarze bordowe a jak ją znam to w tym kolorze nie będzie się jej podobał. Tak ma , tylko granatowy , ewentualnie z jakimś kolorowym dodatkiem i beżowy. Ale co mi tam. Trafi się w takim kolorze to kupię.
Na jutro plany działkowe, ale co z nich wyjdzie, to się okaże. Ochłodziło się znów i już naprawdę czuć w powietrzu powiewy jesieni. W pracy na działce to nie przeszkodzi. Nie mam jej zresztą zbyt wiele. Tylko obetnę przekwitłe rośliny, wypielę ze dwie grządki i przykryjemy włókniną żeby nie rosły chwasty. Może jeszcze małżonek skosi trawę. Acha! jeszcze muszę naciąć gruszek do suszenia. A wieczorem zacznę robić sobie nowe mitenki na drutach, jak jesień to jesień , mitenek nigdy za dużo.
czwartek, 10 września 2026
10.09.2026 Coś by się chciało...
ale jak na razie słabe szanse na to, że się zrealizuje. Pracy mnóstwo a dni i tygodnie za krótkie. Ale co tam , trzeba robić swoje, odpychać kolejne zadania. Dziś załatwiłam ostatnią instytucję, zgłosiłam u operatora komórkowego, że jestem opiekunem prawnym. Prądu na razie nie ruszam. I tak kasa pójdzie jak dotąd z matki konta. Konsekwentnie wywalam kolejne graty i układam listę co muszę w mieszkaniu u matki wymienić na nowe.
W planach na najbliższy weekend mam suszenie gruszek. Dziś byliśmy na działce wyłączyć filtry w jacuzzi. Sezon na gruszki w pełni. Może tam coś i zaprawię, bo żal zmarnować ale z umiarem. Na pewno będę suszyć. Kupiliśmy kilka torebek cebulek irysów holenderskich, szafirków, narcyzów i tulipanów. Dokupię jeszcze tych ostatnich, bo im więcej takich wiosennych kwiatków tym lepiej. No i z biurowego trawnika wykopię. I zamówiłam róże. black prince , która mi zmarzła - przezornie mocniej ją w tym roku opatulę i błękitną rapsodię. Ambitnie jak na taką niedzielną ogrodniczkę jak ja, ale obie bardzo mi się podobają i postanowiłam kilka krzaczków szlachetnych odmian w ogródku mieć.
Obmyśliłam już jesienne dekoracje i niedługo zacznę je układać, tak, żeby były gotowe akurat na kalendarzowy początek.
środa, 9 września 2026
9.09.2026 Do jesieni coraz bliżej
i dziś nam o tym przypomniała pogoda. Od rana letni skwar, po południu wiatr , chmurki i w końcu deszcz. Może nie jakaś ulewa ale jednak posiąpiło. Nie zmartwiłam się , bo choć opadów było trochę więcej niż zwykle było tego lata, to jednak suszy nie zniwelowało. Ziemia jest wyschnięta na popiół. Grzybów też niema. Teść młodszego wczoraj się wybrał i przyniósł ledwie przykryte dno w wiaderku. Plany nam się poplątały w związku z tym , bo nastawialiśmy się na jeszcze jedną kąpiel w jacuzzi ale nic z tego. Nie ma tego złego , zrobiłam pranie , swoje , które odłożyłam w sobotę i matki a potem zorganizowaliśmy ekspedycję do piwnicy, z dwoma koszami słoików z przetworami. Zapasy mam w ilości jak na pułk wojska. Pewnie znów się część gruszek zmarnuje ale chyba już definitywnie wszelkie zaprawy sobie daruję.
Dziś dostałam emeryturę wzmocnioną czternastką. Małżonkowi czternastki nie dali , bo znacząco przekracza limit. I teraz tak myślę , na co tę swoją czternastkę przeznaczyć. Planujemy zrobić główną alejkę na działce ale koncepcja nam się nieco zmieniła, bo trzeba pergolę, którą nam młodzież sprezentowała uwzględnić i jak robić to wszystko razem więc chyba przełożymy na nowy sezon. Przydało by się trochę garderobę odświeżyć. Ja tam wielkich potrzeb nie mam , kurtkę już sobie zamówiłam , nad żakietem się zastanawiam bo też nie jest to konieczność , raczej moja zachcianka ale małżonkowi by się nowe buty na zimę i jakaś para portek przydała... Pomyślę.
Tak z innych spraw to wnusia jedzie ze swoją wojskową klasą na poligon, na cały tydzień. A starszy wnusiu znów nas pozytywnie zaskoczył. Każdy nowy rocznik w jego szkole jest uroczyście przyjmowany i witany przez dyrekcję szkoły i VW. Uczniowie dostają nominacje w postaci dyplomu i jakieś upominki. Tak było i w tym roku i na tę uroczystość nasz wnusiu jako jedyny poszedł ubrany w ciemny garnitur i białą koszulę. Nawet zdjęcie mu miejscowa gazeta zrobiła w chwili gdy odbiera nominację. A może dlatego, że jest o głowę wyższy niż jego koledzy. Bardzo wyrósł przez wakacje.