dziś nic robić, mam jakiś spadek formy. A musiałam się sprężać, bo sypnęło mi się na głowę różnych dziwactw i odkręcania. Straciłam kilka godzin ale dałam radę. Pytanie na ile szybko wywiąże się druga strona ale tym się będę martwić później , w poniedziałek znaczy. W tak zwanym międzyczasie musieliśmy pojechać na działkę , bo odbierali szamba więc trzeba było otworzyć bramkę. Niby nic ale przez to, że nitka w stronę wyjazdu z miasta na remontowanym wiadukcie jest jeszcze nieczynna musieliśmy jechać okrężną drogą koło naszego domu a tam korki na całą długość ulicy jak zwykle odkąd jest remont na wiadukcie więc zeszła nam prawie godzina z czego odbiór nieczystości niecałe 10 minut. Tym sposobem robotę skończyłam tuż przed 16.00. Jutro mnie czeka rundka po urzędach więc musiałam nadrobić sprawy w pracy. Dobrze, że w perspektywie dwa dni wolne. Wracam do mojego czytnika, domowe zajęcia nie zające , nie uciekną.
Szafunierka babusi Marychy
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
czwartek, 3 września 2026
środa, 2 września 2026
2.09.2026 Z deszczu pod rynnę
się wpakowałam... Z tym ubezwłasnowolnieniem. Wyjścia co prawda nie miałam ale w nagrodę mam nowe tematy na głowie z tym związane. Dziś definitywny koniec sprawy. Dostałam orzeczenie sądu, że jestem opiekunem prawnym ubezwłasnowolnionej. No i na dzień dobry czeka mnie rundka po urzędach i instytucjach :bank, urząd skarbowy, zus, ops, lekarz rodzinny, operator komórkowy, szpital, enea i wydział meldunkowy w gminie na dokładkę. Ominęła mnie spółdzielnia mieszkaniowa, bo mieszkanie jest moje i tv z kablówki, bo umowa jest na mnie. Co jeszcze??? Dobre pytanie. A co 6 miesięcy sprawozdanie ze sprawowania opieki dla sądu. Cóż robić ? Jeszcze jedo zadanie do wykonania...
Jest i dobra wiadomość, po trzech tygodniach są wyniki starszej synowej. Nie ma nowotworu.Szybkie usunięcie guzka ją uratowało. Bardzo się o nią baliśmy.
I jeszcze taka, też dobra, że nasi Przyjaciele z Poznania po raz drugi zostali dziadkami. Kawał chłopa im w rodzinie przybyło. Maluch ważący prawie 4 kg. Mama i dzidziuś zdrowi a cała rodzinka przeszczęśliwa. My, przyszywani dziadkowie też, cieszymy się z nimi.
p.s. własnie popełniłam 4777 wpis.
wtorek, 1 września 2026
1.09.2026 Wrzesień = jesień
i tak prawie to wyglądało dzisiaj. W kalendarzu wciąż lato aletemperatura w okolicy 22 stopni i na zmianę deszcz i słońce. Tak już trochę jesiennie się zrobiło zwłaszcza, że i zieleń już zmienia odcień na oliwkowy. Jak dla mnie może być. A skoro mowa o odcieniach oliwki to planuję zakup kurtki w tym kolorze. Podobno dobrze mi w oliwkowym. Z tematów jesiennych to kompletuję już dekoracje. Pokażę w swoim czasie, gdy znajdą już swoje miejsce na komodach i półkach.
Tak się złożyło, że wczoraj żegnaliśmy naszego znajomego. Człowieka znanego w mieście i bardzo lubianego. Miał 57 lat. Nawet nie wiedział, że jest chory a gdy pewnego dnia zasłabł na ulicy i zrobiono badania , nie było już czego ratować. Ja mówię , że dobrze, uniknął długiej walki z nowotworem , uporczywego leczenia i cierpień z tym związanych. Jasne, że był to szok dla wszystkich, nawet dla nas ale dla niego z pewnością lepiej. Znaliśmy się ze sponsorowania drużyny siatkówki a ja do szkoły podstawowej chodziłam z jego siostrą. Parę lat temu współpracowaliśmy w związku z tym sponsoringiem, bo Zmarły był działaczem sportowym i miejskim. Siatkówka i ta drużyna to było jego życie. Żegnała go chyba połowa miasta , w tym cały miejski biznes. Ludzi było tyle co na Święto Zmarłych. Czekając na ceremonię przyglądałam się trochę ludziom. Nie ma już zwyczaju noszenia żałoby. W czerń ludzie ubierają się tylko idąc na cmentarz pożegnać zmarłych. Tak było i tym razem. Prawie wszyscy w ciemnych strojach bez zbytniej ekstrawagancji ale nie wszyscy. I tak się zastanawiam czy w szkole oprócz innych ważnych rzeczy nie powinno się uczyć savoir vivre czy tylko dobrego smaku , cokolwiek to znaczy. Nie wiem kim te osoby były, choć z widzenia znam. Przynieśli wielki bukiet czerwonych róż więc pewnie jakaś rodzina albo bliscy przyjaciele. Ona ubrana w czarną asymetryczną spódnicę z koronką sięgającą z jednej strony od połowy uda z drugiej do kostek , do tego czarna , satynowa wiatrówka z jakimiś krzyczącymi , złotymi paskami z logo producenta i szpilki też ze złotymi sprzączkami. Wszystko uzupełniła niezliczoną ilością łańcuszków i wisiorków. A na ramieniu miała wielką torbę, w której trzymała psa. Takiego modnego i drogiego , który z wyglądu kojarzy mi się z pomponem do bambosza i co chwilę coś tam przy nim robiła. Jej facet wprawdzie miał zwykłą, granatową koszulę z kołnierzykiem lekko przyciasną , to spodnie , które wyglądały jak poplamione farbą. Cały ten anturaż bardziej by pasował na festiwalu Castle Party, ale na pogrzebie robił kuriozalne wrażenie... Choć jedno i drugie mieści się w klimacie. Ja chyba nie rozumiem już tych czasów, pies na cmentarzu! Tylko brakowało takiego co by papierosa zapalił. Trochę nie na temat ale nie mogłam się tym curiosum nie podzielić...
Miałam wczoraj i dziś dużo pracy. I w domu i w biurze. W domu wiadomo, leżało wszystko i czekało lepszych czasów , bo działka ma pierwszeństwo, no to teraz nadrabiam prasowanie i sprzątanie w kuchennych szafkach. A biurze jak zwykle, papiery i jeszcze raz papiery. Biurowe podwórko odnowione i uporządkowane. Został jeszcze kawałek trawnika , ale zamierzam z niego wykopać wiosenne kwiaty i przenieść na swoją działkę więc jeszcze z tydzień do dwóch.
Dziś nasza młodsza młodzież świętuje rocznicę ślubu , już 19-tą.
Tak poza tym , otwarli już jedną nitkę na remontowanym wiadukcie. Wreszcie rozładuje się trochę ruch i znikną korki. Od dwóch lat te objazdy to prawdziwa plaga , zwłaszcza na naszej ulicy.
poniedziałek, 31 sierpnia 2026
31.08.2026 A w Toruniu...
jak to w Toruniu- klimatyczne uliczki, mnóstwo turystów i jeszcze więcej atrakcji dla wszystkich od 0 do 100 lat i więcej. Znamy ten Toruń od wielu lat i lubimy, toteż staramy się choć raz w roku zajrzeć na starówkę, w sklepiku firmowym Kopernika kupić górę toruńskich pierniczków, zatopić się w oparach historii i pobłądzić wśród stylowych kamieniczek, galerii , starych warsztatów i pracowni, wypić kawę w ogródku jakiejś kafejki i spróbować lodów piernikowych a potem pokręcić się po Bulwarze Filadelfijskim nad Wisłą. Tak było i w tym roku. Zaparkowaliśmy jak zwykle na przeciw bunkra numer 6 - to taki fragment starych murów z pomieszczeniami dawnej straży wodnej i miejskich strażników- a potem poszliśmy wzdłuż murów obronnych i bramą klasztorną weszliśmy na starówkę. Kilkanaście kroków i pierwsze , nasze tegoroczne odkrycie: pizzeria we włoskim klimacie. Wejście a obok brama na patio a w bramie : carabinieri -w poczciwej "zuśce" czyli zastawie ale najwyraźniej na chodzie o czym świadczy aktualna tablica rejestracyjna- zapewne pilnują porządku w pizzerii
Widzicie te lale , które siedzą na skraju półki po prawej i lewej stronie? Miałam takie , a dokładniej to tę po prawej stronie wciąż mam. Jest u mojej matki , mocno zniszczona. Kiedyś o nią zadbam - mam nadzieję.
niedziela, 30 sierpnia 2026
30.08.2026 Na świeżym powietrzu
spędziliśmy trzy ostatnie dni. No może nie piątek, bo Toruń to jednak bardzo ruchliwe i dynamiczne miasto ale i tak cały na powietrzu. Nie za biurkiem ani nie w pomieszczeniu. Relację z Torunia wrzucę jutro lub po jutrze, jak przygotuję parę zdjęć. Nowość: muzeum zabawek. Rzecz bardziej dla dzieci , ale świetnie się bawiliśmy , a ile wspomnień! Odkryliśmy tam nasze zabawki z dzieciństwa. O szczegółach opowiem. Bardzo mi się ten wyjazd przydał. Wyłączyłam się do tego stopnia, że gdy syn zadzwonił o coś zapytać w związku z zamówieniami, nie wiedziałam o czym mówi. Dopiero jak się dłuższą chwilę zastanowiłam. Sobota i niedziela oczywiście na działce. Zaczęliśmy przygotowania do zimy. Zlikwidowałam resztki po fasolce i wyczyściłam grządkę oraz tę po ogórkach . I jeszcze po połówce z dwóch innych, ale tam mam jeszcze marchew i na drugiej resztę buraczków. Zebraliśmy też mnóstwo jabłek a za tydzień będą już gruszki -konferencje. Objadaliśmy się tymi jabłuszkami bez opamiętania. Jadłam je prosto z drzewa ze skórką i po kilka na raz i wcale mi nie zaszkodziły. Te sklepowe muszę obrać i mogę zjeść najwyżej jedno. Jeśli zjem od razu dwa to odchorowuję. Wykopałam tez wszystkie ozdobne czosnki. Zmienię im lokalizację. Rozrosły się niemożliwie, uzbierały się dwa koszyczki wielkości kartonu do butów cebulek. Za tydzień zajmę się kolejnymi grządkami. Małżonek wygrabił trawnik i ułożył płyty pod grilla i ognisko. Posiedzieliśmy też w jacuzzi. Dziś nawet dwa razy. Podtrzymuję to co napisałam wcześniej; jacuzzi to był nasz najlepszy zakup. Dobrze mi na działce. Pora już taka, że wcześniej zapada zmrok i wieczory chłodniejsze. Zrobiliśmy sobie spacer alejkami a potem włączyliśmy film z nośnika. ostatnią wersję "Morderstwa w Orient ekspresie". Temat znany i nawet trochę oklepany, choć nowa wersja filmy całkiem sympatyczna nie udało nam się obejrzeć w całości. Nie obeszło się oczywiście bez wycieczek do mojej matki ale z tym już nic nie zrobię. Musiałam sobie sprawy przeorganizować i podporządkować reżimom czasowym. Trudno, jakoś ogarniam. To tyle spraw weekendowych. Dobrego tygodnia!
piątek, 28 sierpnia 2026
28.08.2026 Wróciłam
wycieczka udana, ale relacja po weekendzie , bo jutro uciekamy na nasze rodos w celu dalszego relaksowania się i może moczenia w bąbelkach jeśli będzie ciepło. Miłego weekendu !
czwartek, 27 sierpnia 2026
27.08.2026 Dzień za krótki
zdecydowanie. Mnóstwo tematów mniejszych i większych mi się nazbierało. Miałam dziś co robić i w firmie i w domu. A najważniejsze, że przyjechał robot myjący okna. Nie jest to małe urządzenie i dość ciężkie. Testowałyśmy z synową od razu na biurowej witrynie. Daje radę i zużywa przy tym śladowe ilości wody. Co prawda nie do końca domył ślady po muchach , ale to pewnie dlatego, że użyłyśmy samej wody. Zalecają płyn do mycia niepieniący. Poszukam. Trochę hałasuje ale nie więcej niż np. okap. To nawet lepiej , bo wiadomo, że pracuje. Witrynę o powierzchni 2,50 x 3,5 obleciał w 15minut. Zobaczę jak się spisze na moich oknach. Inne sprawy idą swoją drogą. Sprawę w sądzie mam z głowy , gratisową hostę podarowałam sąsiadom, którzy założyli "społeczny " skalniak na rogu ulicy i pracowicie go pielęgnują i upiększają. Jak bym się uparła to by się miejsce w moim ogródku znalazło, ale obawiam się najazdu ślimaków. I tak już z nimi problem a czytałam, że hosta to ślimaczy przysmak.
Tymczasem się żegnam do soboty. Jutro robimy sobie mały wypad do Torunia. Wrócimy późno więc nie wiem czy zdążę zajrzeć tutaj na blog. Potrzeba mi chwili oddechu po tych wszystkich jazdach. Rano tylko wpadnę do matki podać leki i zrobić śniadanie , w porze obiadowej przychodzi opiekunka , a wieczorem wpadnie do niej moja młodsza synowa.
😎🖐🖐🖐














