babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

piątek, 21 sierpnia 2026

21.08.2026 Nie jest źle,

 kasa wpłynęła o czasie , co nam oszczędziło sporo nerwów , bo bywa  z tym różnie. Chłopakom od razu się humor poprawił, mnie też. Dzień pracy więc udany. Z innych spraw to w końcu zabrałam się za przerób jabłek. Pokroiłam i przesmażam całkiem spory garnek. Trochę do szarlotki a trochę zrobię z przyprawami jako dodatek do mięs. Zamierzam też jeszcze trochę ususzyć. I to by było na tyle.jeśli chodzi o jabłka. reszty będzie trzeba odżałować. Pytanie czy damy radę jutro, bo zapowiadają deszcze , burze i potężny wiatr. W każdym razie plany mamy działkowe. Co z tego wyjdzie to się okaże. W domu też mamy co robić. 

Walczę z komputerem . Moja przeglądarka wylogowała mnie z mojego własnego bloga i skasowała mi wszystkie adresy do zaprzyjaźnionych... Nie mam pomysłu jak te adresy odzyskać, ale może dam sobie z tym radę. Jak zapytam synalka , nawiedzonego informatyka to mnie opieprzy , że nie wiem jak a powinnam. Tyle, że on ledwie popatrzy na komputer a tej już wie co ma robić, a na mój widok to najwyżej sam się wyłączy. Pokombinuję jeszcze z tym odzyskiwaniem... Miłego weekendu ! 

czwartek, 20 sierpnia 2026

20.08.2026 Jabłkowa klęska urodzaju

 Dawno takiej nie było. W ubiegłym roku jabłek było bardzo malutko, obrodziła - nie wiadomo dlaczego - tylko jedna gałąź. A w tym roku ilości hurtowe. Ani to zjeść ani przerobić. Co się da to rozdaję ale i tak jest ich mnóstwo. Nadmiary wyrzucamy po trochu pod dzikie jabłonki, które rosną w chaszczach wzdłuż rampy kolejowej. Wiem, wiem , nie powinniśmy. Ale jabłka i tak tam leżą i to tylko jabłka, rozłożą się w przeciwieństwie do innych śmieci, które też tam zalegają jak np. stare fotele, jakieś wiadra i nawet sedes i kto wie co jeszcze. To jednak nie nasza sprawka. Bardzo pilnujemy, żeby żadnych śmieci nigdzie nie zostawić. Kto to wyrzuca ? Nie wiadomo i przyznam się, że nie specjalnie mnie to interesuje. Pojechaliśmy dzisiaj po pracy i znów leżało pełno w trawniku. A za chwilę zaczną się gruszki, jeszcze jakiś tydzień do 10 dni. Też ich pełno. 

Jutro wielki dzień we firmie, powinna wpłynąć kasa za ostatnio skończony kontrakt. Konkretna co mnie cieszy. I nie tylko mnie. 

środa, 19 sierpnia 2026

19.08.2026 Odpuściłam sobie

 dzisiaj zajmowanie robotą. Oczywiście nie tę w pracy , bo się nie da. Tę domową. A co tam , nie muszę bez przerwy czymś się zajmować. Rozłożyłam się na kanapie z czytnikiem. Robota nie zając , nie ucieknie... W pracy zwyczajnie, sierpień wraca do normy. Konkretnie to klienci wracają z urlopu i od razu się dzieje. Urwałam się dziś na chwilę około 14.00 żeby porozmawiać z zastępczynią pani D, opiekunki matki. D poszła na urlop. A zastępczyni bardzo się ucieszyła, że się z nią skontaktowałam i powiedziałam czego oczekuję. Pokazałam przy okazji co gdzie znajdzie w razie potrzeby i gdzie jest spis leków, gdyby była potrzeba wezwać pogotowie. Nie bardzo rozumiem co w tym takiego niezwykłego, skoro ma przychodzić przez 2 tygodnie na zastępstwo to jej się należały takie informacje z mojej strony ale może inni nie informują a oczekują i stąd jej reakcja? 

Plany kupna robota myjącego okna nabierają kształtu. Małżonek jest za, spodobał mu się ten pomysł jak tylko o tym wspomniałam. No to będzie, jeszcze kilka dni i zamawiam. 

Za oknami tak trochę przedjesiennie. Lato chyba wróciło do naszej polskiej wersji. Przesiadywanie w jacuzzi chyba już nam nie wyjdzie za długie ale póki będzie można, będziemy korzystać. A jesień  zapowiadają długą ciepłą i słoneczną.  W sumie to już mi do niej tęskno. Lubię tę porę roku. Wracam do mojego czytnika. A czytam właśnie książkę Rosamunde Pilcher o jesiennym tytule "Wrzesień". 

A na działce kwitną mi też takie dalie , trochę z wyglądu jak nie- dalie ale mają piękny koralowy kolor


I to coś , co nie wiem jak się nazywa. Posadziłam w skalniaku w ubiegłym roku i kwitło aż do mrozu, ale zimy jednak nie przetrzymało. Posadziłam w tym roku znów i znów kwitnie , przekwita i zakwita , już po raz czwarty w tym roku.




wtorek, 18 sierpnia 2026

18.08.2026 I znów słoiki w akcji

 Nie , ja jednak nie potrafię się oderwać od tej roboty. Nic nie może się zmarnować. Najgorzej, że nie ma kto tego zjeść, tyle tego naprodukowałam a my sami nie damy rady. Ale od przybytku głowa nie boli. Dziś zrobiłam ogórki po szwedzku czyli coś takiego jak mają w ikei do hot-dogów albo w marketach pod nazwą "sałatka szwedzka". Smaczne to jest i jak nie ma innego warzywka to otwieramy słoik i dodatek do obiadu gotowy. Półki się zapełniają. Wczoraj jabłka w całości dziś ogórki. Jutro przesmażę jakieś jabłka. Wyrosło mi trochę aronii, ptaszyska nie zdążyły skonsumować więc może pomieszam. Nie ma tego dużo, bo krzaczek jeszcze nie wyrośnięty ale ze dwa słoiczki będą. Pogoda dziś szalała; deszcz , słońce, rano mgliście, trochę wiało i nieco się ochłodziło. Na działkę nie pojechaliśmy z dwóch powodów. Pogody i ogórków do przerobienia. 

Za sprawą mojej kuzynki pomyślałam o ułatwieniu sobie pracy w domu. Ona już to ma i sobie chwali. Wiem ,że to kolejny gadżet ale może okazać się przydatny; robot myjący okna. Na razie czytam o nich , jak działają, czym się różnią poszczególne modele i takie tam. I jak tak czytam to nabieram przekonania, bo jak pomyślę , że tych okien mam sztuk 7 takich 1,5x1,5 metra i do tego 3 u matki 1,5x1,7 to mi ten robot coraz bardziej się podoba. A myją metr kwadratowy w pięć minut czyli w przypadku moich 15 minut na okno z dwóch stron, to zaczyna wyglądać przekonująco. Niecałe dwie godziny na całą siódemkę. Mnie to zajmuje co najmniej 6 godzin. A poza tym myją też płytki i kabiny prysznicowe, lustra itp. Za tydzień wypłata w firmie więc sobie sprawię, a co mi tam... 


poniedziałek, 17 sierpnia 2026

17.08.2026 Ku jesieni

 spoglądam , trochę za sprawą pogody , bo dziś po południu zaczęło padać. Nie jakoś ulewnie ale pada. A trochę dlatego, że lato wkroczyło w moją ulubioną fazę. Lubię tę drugą część sierpnia, gdy zieleń traci już swoją intensywność i zakwitają jesienne kwiaty. A tu i teraz jak zwykle mnie dopada. Dziś zaniosłam do sądu zaświadczenia o niekaralności i lekarskie. Żeby oddać dwie kartki papieru musiałam przejść bramkę i panią z ochrony. Prześwietlono mi też torebkę jak bym tam przemycała nie wiem co. Napisałam oświadczenie, że zostawiam taki to a taki papier, zostawiłam i wyszłam. W sumie może z 3 minuty to trwało a tyle sprawdzania. Zamierzałam po drodze wstąpić do restauracji zarezerwować stolik na nasz uroczysty obiad , na który zapraszamy młodzież z okazji 45 rocznicy ślubu ale zapomniałam, że czynne dopiero od 12.00. Muszę wybrać się tam jutro. Niby jeszcze trochę czasu ale to dość popularny lokal i żeby zjeść tam zwykły niedzielny obiad trzeba rezerwować więc wolę wcześniej. 

Jak wspomniałam zaczęło padać , odpadła nam więc robota na działce. I tak trzeba było podjechać wyłączyć suszarkę. Jabłuszka się ususzyły, będzie co podjadać. Na jutro zaplanowałam zagospodarowanie plonów. Mam jeszcze trochę ogórków więc zrobię po "szwedzku" i może jednak przesmażę trochę jabłek, na szarlotkę i do mięsa na pikantnie. Patisony pewnie zjemy. Na razie nie mam na nie pomysłu ale mogą trochę poleżeć. 

I jeszcze zmienię wystrój bloga na mój ulubiony, przedjesienny. 

niedziela, 16 sierpnia 2026

16.08.2026 I po

 długim-krótkim weekendzie. Tym razem tak wyszło. Zwykle w ten weekend mamy jakiś dodatkowy dzień, ale dobre i to. Pojechaliśmy na działkę już w piątek zaraz po pracy. Zapomniałam zabrać ładowarek do czytnika i telefonu ale nie były potrzebne. Piątkowe popołudnie zaliczyliśmy w jacuzzi, potem przyjechała moja kuzynka z mężem i siedzieliśmy prawie po 23.00 popijając drinki i gadając, gadając , gadając... A pogoda sprzyjała , wieczór ciepły i pachnący. Sama przyjemność. Następny dzień był już od rana upalny. Po powrocie od matki i śniadaniu urządziłam małe żniwa. Zebrałam cebulę, patisony, marchewkę i buraczki (kilka sztuk, w tym roku nie obrodziły, pewnie było im zbyt zimno) i na tym się skończyło, bo zrobiło się straszliwie gorąco. Resztę dnia spędziliśmy więc wypoczywając, trochę na leżakach pod gruszką, trochę w jacuzzi. A że to święto Matki Boskiej Zielnej, a wywodzące się tradycji słowiańskiej - święta miodu i chleba, to sobie wzorem naszych przodków złożyłam zielny bukiet. Z różnych czarownych ziół. Został na działce , może go nawet zasuszę i zostawię do przyszłego roku. Znalazły się w nim zioła wielkiej mocy : bylica co odpędza złe duchy, mięta, krwawnik, wrotycz i nawłoć co leczą i chronią, kwiatostany czosnku , nagietki i nawet gałązka czarnego bzu - przyjaciela ludzi, który bierze na siebie wszelkie ich boleści i jeszcze kwiatostan bazylii. Trochę nie nasze to ziele , ale skoro ma gdzieś daleko we Włoszech swojego świętego i pięknie pachnie to czemu nie? A prócz tego kilka innych ziółek , których nie pamiętam jak się nazywają i czemu służą ale są dekoracyjne. A dziś pogoda radykalnie się zmieniła. Zrobiło się chłodniej, co mnie ucieszyło. Od wczesnego rana zabrałam się do pracy. Posadziłam kolejne kwiaty, przesadziłam ogromny pomarańczowo kwitnący krwawnik i liliowce a po wycieczce do matki i śniadaniu małżonek wszedł na drabinę i pozrywał jabłka, a ja zerwałam resztę ogórków i fasolki. Powkładałam tez do słoików malutkie jabłuszka. Robię taki kompot z jabłuszek w całości, Pięknie to wygląda i pysznie smakuje. Niestety musiałam takie słoiki zabrać do domu, bo cukru używamy w ilościach śladowych i na działce niestety nie miałam. Jakieś pół szklanki. Za mało na lukier do zalania jabłuszek. Małżonek pościnał jeszcze przerośnięte trawy na łączce. Zdążyłam też pociąć jabłuszka do suszenia. Mam suszarkę więc załadowałam i będą się suszyć do jutra na niskiej temperaturze, Na wigilijny kompot jak znalazł. Do podjadania zamiast słodkości też.  A potem zaczął padać deszcz. A skoro tak, to załadowaliśmy wszelkie działkowe dobro auta i wróciliśmy do domu. Zalałam lukrem jabłka i zrobiłam zaległą przepierkę. A teraz siedzę sobie z laptopem i nie zamierzam już nic więcej robić. Dobrego tygodnia. 

I jeszcze kolejne moje kwiatki: rutbekia , kosmos siarkowy i  nachyłek 





czwartek, 13 sierpnia 2026

13.08.2026 Tak jakby

 dzień mi się wydłużył, a to za sprawą zdarzeń nieprzewidzianych, czyli spotkania w sklepie rodzinki i nieplanowanego pobytu na działce. Praca jak praca , ale po obiedzie stwierdziliśmy, że pojedziemy na zakupy dziś , a jutro meldujemy się na działce i zostajemy tam do niedzielnego wieczoru. No i pojechaliśmy po aprowizację. Przy okazji zrobiłam zakupy dla matki na cały tydzień. Jutro tylko dokupię pieczywo i dokończę w pss-ach nasze zakupy. Nabiału i pieczywa nigdy nie kupuję w innych sklepach, bo tam mają nabiał z naszej miejscowej mleczarni i pieczywo ze swojej piekarni. Zero dodatków- 100% składników naturalnych. No i trzeba swoich popierać. Robiąc obiad jednocześnie zblendowałam przesmażone pomidory i rozlałam do słoików a po powrocie z zakupów zagotowałam słoiki. Po niedzieli znów przystąpię  do pakowania w słoiki albo do zamrażarki, bo planuję w weekend małe żniwa na działce urządzić. Mam do wykopania cebulę, buraczki( tym razem malutko) i marchew, której w tym roku pogoda się przysłużyła i sporo jej wyrosło i muszę oberwać cukinię i patisony. Zupełnie nie wiem co z nimi zrobię, ale skoro wyrosły to zagospodaruję. 

Na zakupach spotkaliśmy moją kuzynkę z mężem. Pogadaliśmy trochę i zaprosiliśmy ich na naszą działkę, na kawę i posiedzenie w jacuzzi. Kiedy kończyliśmy już zakup zadzwoniła wnusia z pytaniem czy mogą wpaść na działkę , bo by potrzebowała słonecznik a ja mam. Kazałam przyjechać a my pojechaliśmy prosto ze sklepu. Już na nas czekali z synem. Byli na rowerowej przejażdżce. Kazałam wnusi wybrać sobie słonecznik jaki chce, kilka wyrosło. A wnusia wybiera się na urodziny koleżanki i postanowiła jej dołożyć  słonecznik do prezentu, bo koleżanka lubi. Pogadaliśmy chwilę i pojechali. My również. 

Zapowiada się gorący weekend, a ja już się cieszę na działkowe dni. Jakoś ten jutrzejszy dzień pracy przetrzymam. W tym układzie kiwam łapką i do napisania w niedzielę wieczorem . A to moje jeżówki .