wykonany a nawet "wykonany+", bo i zrobione dekoracje i zazdrostki na swoim miejscu i obrus i działkę zaliczyliśmy. I tu pierwszy + bo oprócz spisanych liczników i podlewania szklarenki posadziłąm też czosnek. Akurat moja znajoma straganiarka miała na sprzedaż taki przeznaczony do sadzenia. No to kupiłam jedną główkę, podzieliłam na ząbki i zasadziłam. Kolejny plus to sprzątanie w domu. Miałam sobie odpuścić umycie szafy w przedpokoju ale małżonek się za to zabrał. Ja ogarnęłam łazienki i zmieniłam pościel. Przepierki jak zwykle w tak zwanym międzyczasie. Z wszystkich domowych zajęć najmniej lubię zmianę pościeli, mimo, że nauczono mnie w szkole medycznej robić to ergonomicznie czyli możliwie najmniejszym wysiłkiem i bez narażania na szwank swojego kręgosłupa, ta czynność i tak doprowadza mnie do szewskiej pasji. Ale czasem trzeba. Czynność jakich wiele. Podrasowałam też dekoracje w domu. Rano oczywiście zaliczyłam wizytę u matki, też zmieniłam jej pościel i zabrałam pranie. Tym zajmę się jutro i w poniedziałek. Trudno, chcę czy nie muszę ogarnąć i ją. Fochy dzisiaj strzelała, bo jej się ta pościel nie podoba, bo za dużo tabletek, bo ma się ubrać itd. Nie przeskoczę... Jutro mamy w planach odwiedzić cmentarze , ale co z tego wyjdzie to się okaże , bo się rozpadało i niby ma padać również jutro. Dziś w nocy zmiana czasu - dzień nam się wydłuży, co w sumie nie jest złe. Ja zresztą nie mam problemu z przestawianiem się na czas letni lub zimowy. Czasem nie mogę się czasowo odnaleźć przez parę godzin ale to wszystko. A w mieście przybywa dekoracji. Zrobiłam kilka fotek, postaram się jutro pokazać to i owo.
Szafunierka babusi Marychy
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
sobota, 28 marca 2026
piątek, 27 marca 2026
27.03.2026 Idę na skróty,
to co się da kupuję gotowe. Małżonek mówi , że to nie skróty a postęp. Bo po co sobie robić robotę z barankami z masła , skoro w spożywczym można kupić gotowe z tego samego masła , które kupuję co tydzień, z tej samej miejscowej mleczarni. Po co piec przez całe popołudnie bakę , która nie koniecznie musi się idealnie udać (zwłaszcza mnie, ale to przemilczałam), kiedy w cukierni naszego klienta można kupić gotową , niczym nie różniącą się a nawet lepszą od domowej. No to kupiłam... I parę innych rzeczy z listy ostatnich i niezbędnych. Zostało mi pieczywo , owoce i tulipany. I na tym bym zakończyła świąteczne gromadzenie. Dekoracje prawie gotowe, jutro powieszę zazdrostki w kuchni i rozłożę świąteczny obrus, w niedzielę odwiedzimy cmentarze, w poniedziałek zrobię sobie wolne od spraw świątecznych a od wtorku zacznę szykować smakołyki. Takie jak zwykle: fałszywy zając, pasztet, na sam koniec upiekę chleb i przygotuję galaretkę z kilku warstw, zamiast ciasta. W piątek upiekę mini-mazurki a w sobotę przygotuję stół. A potem to już możemy świętować.
Jutro jeszcze krótka wyprawa na działkę, żeby ten licznik spisali, ale to nawet dobrze się składa, bo podleję szklarnię przy okazji. Mam nadzieję , że roślinkom nie zaszkodzą przymrozki - a zapowiadają. Świąteczne odliczanie czas zaczynać.
czwartek, 26 marca 2026
26.03.2026 Popycham
sprawy do przodu , u siebie i u matki. Właśnie kupiłam jej nowe firanki i w sobotę będę je zakładać. Do domu właściwie mam wszystko, uzupełniam jeszcze ostatnie dekoracje, takie drobiazgi. Z listy niezbędnych i ostatnich dokupiłam gryczpan ( bukszpan - dla niezorientowanych) sos chrzanowo-musztardowy i chrzan - mam nadzieję, że będzie w wykopem a nie taki dla niemowlaków bez smaku. Ciekawe dlaczego się takie trafiają , chrzan to chrzan , powinien być ostry. I jeszcze bukiet sztucznych żonkili na cmentarz dla ojca. Znicze mam, Wybieramy się tam w niedzielę, czas posprzątać po zimie. Świeżą porcję rzeżuchy zasiałam już wczoraj. Poprzednią zjedliśmy do kanapek. Po obiedzie pojechaliśmy na działkę zawieźć baniaki z wodą do podlewania. Zakwitły fiołki a krzaczki mają już listki. Oby tylko zapowiadane przymrozki ich nie zniszczyły. A w szklarence wschodzi koperek i sałata. Mają już z centymetr wysokości. Podlałam i tyle, wracaliśmy. Wybieramy się tam w sobotę. Jeśli pogoda dopisze to coś dosieję. A w dino sprzedają drzewka mimozy - tak , tej samej , o której Lucia pisze, że to włoski kwiat na Dzień Kobiet. Dotąd widziałam je na obrazkach . Na żywo są po prostu przepiękne, ale u nas chyba nie przetrwają w gruncie, bo zbyt zimny klimat.
A poza tym cyberataki trwają , dziś padli ich ofiarami kolejni trzej nasi klienci. Mamy w związku z tym mnóstwo dodatkowej roboty. Starszy synalek uruchomił mi w końcu sławetny Ksef- syf znaczy. Bo to cholerstwo do użytku się nie nadaje. Te reklamy jak to łatwo, lekko i przyjemnie to o kant dupy roztrzaskać. Stek bzdur. Roboty z tym trzy razy tyle co z normalnymi fakturami i na dodatek wszystkie tak samo wyglądają. Żeby odszukać jakąś trzeba dokładnie czytać wszystkie po kolei. Teraz to chwila, wystarczyło pamiętać jak wygląda logo klienta a jeśli ma się stałą bazę to się zapamiętuje. Ale co mam zrobić . Musze i to cholerstwo opanować. Dobrze, że młody znalazł chwilę i mi to zrobił, bo już myślałam ,że może nie zdążyć.
środa, 25 marca 2026
25.03.2026 Krok do przodu
malutki , ale zrobiłam w kierunku świąt. Kupiłam kilka rzeczy z listy niezbędnych i na koniec. Dwa sklepy mniej w piątek. Mieliśmy w planie wskoczyć na działkę , ale się rozpadało. Własnym oczom nie wierzyłam, bo u nas od ponad miesiąca nawet kropelka nie spadła. Właściwie odkąd stopniał śnieg. W sumie to nic takiego, w sobotę i tak musimy pojechać, bo jest sczytywanie liczników. To tak z odmowych spraw. Jakoś ciężko mi się zmobilizować do jakiejś konkretnej pracy ale przecież zdążę. Już i tak sobie poustawiałam sprawy, żeby w niedzielę skupić się na świątecznych zajęciach a nie na prasowaniu na ten przykład.
Tak poza tym , ta wojna nazywana hybrydową dopadła i nas. Od trzech dni trwają cyberataki na telefonię internetową. Przekonują się o tym nasi klienci, głównie przychodnie. Na razie nie odnotowaliśmy żadnych ataków na banki i instytucje. Producent urządzeń nieustająco poprawia zabezpieczenia, ale i tak te ataki trwają. Były próby i wcześnie , ale nigdy na taką skalę.
wtorek, 24 marca 2026
24.03.2026 Czasem drobiazgi robią robotę
Niby drobiazg, na zastępstwo za panią D przyszła inna dziewczyna, bo D miała jakąś sprawę rodzinną i wzięła dzień urlopu. Wiedziałam o tym, ale o zastępstwie już nie. I zeszłyśmy się pod blokiem około 13.00 jak pojechałam dać matce tabletkę i sprzątnąć w kuchni , bo narozrabiała. No i pani mnie zagadała , co ma dziś zrobić. Poprosiłam żeby podała matce tę tabletkę i ją zagadała , a ja posprzątam w kuchni, bo zwykle mam z tym problem z powodu awanturnictwa matki. Tak ją dziewczyna zagadała i zajęła, nawet zadzwoniła jej do koleżanki żeby sobie pogadały, że mamuśka nawet się nie zorientowała, że coś robię, a ja ruszyłam do sprzątania. Nie jakoś konkretnie ale umyłam naczynia, zlewozmywak, lodówkę i podłogę, powycierałam szafki i pozbierałam poupychane wszędzie opakowania , a potem jeszcze sprzątnęłam w łazience. Pogadałam potem jeszcze z opiekunką, bo dziewczyna była ciekawa mojej pracy i mogłybyśmy długo gadać nie tylko o pracy. Wyszłyśmy też razem rozmawiając. Stwierdziła, że faktycznie kontakt z matką ciężki ale przynajmniej nie leży, jak wszyscy jej podopieczni. Nie leży ale dziś się nawet nie ubrała, chociaż muszę przyznać, że się ruszyła i nawet umyła te garnki, które zostawiłam rano w zlewie. Coś sobie chyba odgrzewała , wlała jakąś zupę do garnka, coś do tego wrzuciła , czego nie udało mi się zidentyfikować i zostało na maszynce elektrycznej , którą zresztą wyłączyła z gniazdka. Musiało stać już ze trzy dni, bo się popsuło, chociaż wcześniej zaglądałam do garnków i nic nie było- może gdzieś miała schowane i dopiero dzisiaj wystawiła ? tego się nie dowiem. A jak stało to wiadomo jaki efekt, jeszcze dzień i cały blok by o tym wiedział. Rano wylałam, przepłukałam garnek i zostawiłam w zlewie z myślą, ze zrobię swoją robotę i przyjadę sprzątnąć. Umyła, musiałam poprawić ale przynajmniej się zabrała. Dobrze się złożyło z tą babeczką, bo trochę więcej ogarnęłam przy okazji niż zamierzałam. Kupiłam jej też nowe firanki do pokojów i zmienię ale muszę zabrać drabinkę, bo tę jej wyniosłam do piwnicy. Pewnie znów będzie awantura ale trudno. Co tu dużo mówić, takie bezpośrednie wsparcie i rozmowa, choćby parę słów jak z koordynatorką w piątek i dziś z tą sympatyczną dziewczyną poprawia nastrój i stawia do pionu. Na co dzień o tym nie myślę ale takie codzienne , monotonne wykonywanie czynności i kontakt z osobą, z którą tego kontaktu właściwie nie ma dołuje. Dociera to do mnie dopiero w takich momentach jak dziś.
A z innych spraw ... nic takiego , w pracy jak zwykle a domowo nie specjalnie się udzielam. Miałam pozmieniać zazdrostki w kuchni i powynosić puste słoiki do piwnicy ale ostatecznie wyprałam tylko matki swetry i przesmażyłam żurawinę, którą miałam zamrożoną. Będzie na świeżo jako dodatek do wielkanocnych wędlin. Zdążę... Poza tym zrobiłam sobie listę ostatnich zakupów , tych na bieżąco i wyszło mi , że niczego nie zapomniałam, a to co zostało to już naprawdę tylko to co niezbędne. Nie ma to jak logistyka.
poniedziałek, 23 marca 2026
23.03.2026 A jednak coś knuje ...
to babsko , co nachodziło moją matkę. Przyłapałam ją dzisiaj jak robiła zdjęcia naszej firmy. Przechodziła drugą stroną ulicy jak ją zobaczyłam, podeszłam do witryny żeby sprawdzić gdzie pójdzie, czy dalej prosto , czy skręci i pójdzie na osiedle gdzie mieszka moja matka. A ona stanęła na rogu ulicy i robiła zdjęcia , albo może filmiki kręciła naszemu budynkowi. Akurat na tym rogu kamera na budynku jej nie łapie , ale jak to zobaczyłam, to jak tylko poszła przejrzałyśmy z synową nagrania z kamer. Okazało się, że nagrywała czy też robiła zdjęcia już na wysokości bloków , zanim dotarła do naszego budynku. Oczywiście od razu zgrałyśmy dane na pendrive, tak na wszelki wypadek. Kij wie, co takiej łazi po głowie... Będziemy uważać na to co się dzieje. Teren mamy pod kamerami i naszpikowany elektroniką więc się nie obawiam ,gorzej jeśli porysuje albo w inny sposób uszkodzi auta zaparkowane gdzieś poza firmą. Na razie nie ma się czym przejmować , ale nie spodobało mi się to.
Z innych spraw to szukałam dziś w sklepach foremek jednorazowych do pieczenia. Używam ich do pieczenia pasztetu i fałszywego zająca i nie było. W każdym razie nie było takich jak potrzebuję. I już od dłuższego czasu ich nie ma. Kupiłam awaryjnie inne. Mój wielkanocny kurnik się powiększa. Wiem , mam nie po kolei ale kupiłam foremki do ciastek w kształcie kur. W sumie to jest komplet : kura, kogut, kurczak i indyk. Moje mini-mazurki będą w tym roku w kształcie drobiu. Po jutrze do mnie dojadą. Tak sobie myślę, że jutro podziałam trochę świątecznie. Zmienię zazdrostki w kuchni i dokończę dekoracje. No, może poza tą na kuchennym stole, bo tam mam chwilowo dużo drobiazgów porozkładanych i aż trzy bukiety , jeden żonkili, gałązki leszczynowe z działki i bazie. Najpierw muszę coś skasować. A na oknie w ramach wiosny postawiłam macoszki , bratki znaczy , w pięknych bordowo- czarnych i żółto-brązowych kolorach.
niedziela, 22 marca 2026
22.03.2026 Z ostatnich trzech dni
Nazbierało mi się trochę różności. Piątek miałam zabiegany i to dość konkretnie. Wszystko przez to, że umówiłam się z koordynatorką opiekunek na wywiad i podpisanie papierów żeby przedłużyć matce opiekę. A potem oczywiście się zaczęło: zaświadczenie z zusu, jak już załatwiłam to rundka do ops-u żeby dostarczyć, Na szczęście do przedłużenia nie trzeba opinii lekarskich i pisać nowych wniosków, wystarczy decyzja o wysokości emerytury. Za to nie wiedziałam , że ops zmienił siedzibę. Znaczy wiedziałam , że otworzyli nowy obiekt i kilka sekcji się tam przenosiło, bo wykonywaliśmy dla nich zlecenie, ale nie wiedziałam ,że sekcja opieki domowej też się przeniosła. No i zrobiłam sobie wycieczkę na drugi koniec miasta. Zajęło mi to trochę czasu , ale przy okazji pani M- koordynatorka mnie poinformowała o nowych możliwościach. Mogę się starać o świadczenie wspierające - jakaś dodatkowa kasa , albo pokrycie kosztów opiekunek, które ponoszę aktualnie. I najlepsze z najlepszych: powstała spółdzielnia, która świadczy sługi całodobowo, w weekendy i mogę ich wynająć np. gdy chcę wyjechać na urlop. Owszem to jest też płatne , ale jest ta możliwość. I od razu postanowiłam ,że się po niedzieli udam do tej spółdzielni i zapytam o warunki, bo mam zamiar wyjechać na długi weekend w czerwcu. Potrzebne mi to, a pani M nawet mi to zalecała, twierdząc , że takie codzienne zajmowanie się osobą starszą jest trudne i należy co jakiś czas od tego odpocząć , dla własnego zdrowia. Trochę mi się więc problem sam rozwiązuje , ale czy się to uda, to się okaże. Tak poza tym to piątkowe sprawy jak co piątek. Popołudniowe zakupy dla nas i dla matki. Dla nas już mam wszystko na święta, jeszcze tylko to co na bieżąco. Bez biegania z obłędem w oczach na ostatnią chwilę.
Wczoraj zgodnie z planem wybraliśmy się na działkę. Małżonek dokończył przegląd i naprawę węży od nawadniania i wygrabił trawnik , a ja posiałam kolejne warzywa ; rzodkiewkę , buraki, marchew, sałatę i bób i zrobiłam sobie rozsadnik , na którym zasiałam kwiaty. Zobaczymy co z tego wyrośnie. Na koniec zrobiliśmy jeszcze trochę porządku. Przy tych robotach skręciłam nogę. Wychodziłam z domku, jakoś źle stąpnęłam na schodek, stopa mi zjechała pod jakimś dziwnym kątem ze schodka a ja poleciałam na trawnik. Nawet jakoś mocno mnie to nie bolało , dopiero kiedy wróciłam do domu i zdjęłam buty. Poratowałam się voltarenem i elastycznym bandażem i dziś jest już lepiej. Rano jeszcze bolało , ale teraz jest już całkiem dobrze. Oszczędzam jednak tę nogę i nie chodzę za dużo. A jak już muszę siedzieć , to zrobiłam kolejne dekoracje. Stroik do świecy na szydełku , ubrałam nowe, wiosenne poszewki na poduszki i przygotowałam sobie serwetki do koszyczka i na stół. Po obiedzie pomalowałam styropianowe jajka , żeby dokończyć dekorację niby-kominka. Znalazłam też czas na poczytanie. I tyle mojej działalności na dziś. Jeszcze muszę do matki z lekami podjechać , a potem to już tylko odpoczywam.
Ze spraw świątecznych wciąż bez pośpiechu. Zakupy mam, dekoracje po woli kończę rozstawiać, gotowaniem zajmę się w ostatnim tygodniu. Zresztą i tak dzielimy się z synowymi robotą więc za wiele jej nie mam.