z odpowiednim nazwaniem stanu rzeczy. No , może to mało precyzyjne określenie. Tak bardziej konkretnie to z uporządkowaniem i opisaniem rzeczywistości. Stanowczo za dużo się dzieje. Bobrze przynajmniej, że upał odpuścił i wróciło przyjemne , polskie lato. Zamykam najpilniejsze sprawy w firmie, żeby nie zostało na czas naszego wyjazdu. Nie będzie tak źle chyba. Matka już dziś sama sobie śniadanie zrobiła. Jak to ona , byle było ale jej to wystarczało i moje podawanie odpowiednio przygotowane i porządnie ułożone niczego nie zmieniło i nie zmieni. Tak w ogóle to zaczynam samą siebie podziwiać. Udało mi się powyrzucać stare , zniszczone graty i przeróżne śmieci z dwóch stojących i dwóch wiszących szafek i matka się nie zorientowała. Czego tam nagromadziła to się nie da opisać... Popołudnie spędziliśmy na zakupach, głównie spożywczych. Dla nas nie wielkich , bo wyjazd , dla matki na cały tydzień , żeby synowa nie musiała się tym zajmować. Odwiedziliśmy też market budowlano- ogrodowy żeby kupić preparaty do uzdatniania wody w jaccuzi a wyszliśmy z preparatami i czterema doniczkami kwiatów. Będzie jutro co robić, bo jutro wielki dzień ; rozkładamy i odpalamy jaccuzi.
Szafunierka babusi Marychy
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
piątek, 3 lipca 2026
czwartek, 2 lipca 2026
2.07.2026 Znów gorąco
ale na to nie mam wpływu. Staram się jakoś przetrwać. Dziś urwaliśmy się na chwilę do marketu budowlanego po styropian. Dosłownie kilka płyt , żeby podłożyć pod jaccuzi. Od razu zawieźliśmy na działkę. Czyli wszystko gotowe , w sobotę będziemy rozkładać i napełniać wodą i testować oczywiście. W pracy standard. Mamy tymczasowego pracownika, jednego z naszych uczniów. W sumie już pełnoletni ale jeszcze się uczy i chciał sobie dorobić w wakacje. Takich lubię, ludzi, którzy coś robią a nie tylko oczekują. Zjawił się też nasz ogrodnik. Trochę później niż się miesiąc temu i trochę umawialiśmy ale rozumiem. Trudno pracować w pełnym słońcu przy blisko 40 stopniach. Za to dziś uwinął się w trzy godziny. Wypielił wszystkie trawniki i powyrywał wszystko co wrosło w kostkę brukową na parkingu. Jest czyściutko i porządnie na firmowym placu a o to chodziło.
Matka daje radę , wraca do formy. Dziś rano jak weszłam już miała zrobioną kawę i kwiaty były podlane a bandaże i łupek oczywiście z ręki zdjęty. Odpuściłam, już ten łupek, ściągnęłam jej rękę bandażem elastycznym. Ma go na ręce czy nie, co to zmieni, skoro jak tylko spuszczę ją z oka od razu go zdejmie. Kwiaty oczywiście tak skutecznie podlała, że woda ściekała na podłogę. Robię u niej porządki w szafach kuchennych, póki nie chce jej się za mną latać po domu i wynoszę jakieś stare , poniszczone graty, codziennie coś. Może i same szafki po jednej wymienię na nowe, bo są jak to w starych kuchniach pojedynczo jedna obok drugiej.
W kwestii zaprawiania czereśni zrobiłam eksperyment, czyli owoce po azjatycku (podobno) a dokładnie polega to na tym, że zamiast cukru używa się soli w ilości pół łyżeczki od kawy na kilogram owoców. I wiecie co ! Sprawdza się; sól wydobywa smak owoców i pięknie trzyma kolor. Pierwszy raz zrobiłam dwa tygodnie temu truskawki, a teraz powtórzyłam z czereśniami. A podobno się też dobrze przechowują ale o tym przekonam się później.
Tak poza tym dalej walczę z portalem , na którym pisze Lucia. Bez skutku, nie mogę komentować nawet anonimowo.
środa, 1 lipca 2026
1.07.2026 Nazbierało mi się różności
Awarię u matki opanowałam ale o tym już wspominałam. Nasz nowy nabytek, czyli ogrodowe jaccuzi dojechało we wtorek. Swoją drogą przyszła mi do głowy nowa polska nazwa na to ustrojstwo "bąblowiec kąpielowy" , coś jak "wdupowrzynki" na określenie stringów. Na razie jeszcze nie uruchomiliśmy, bo potrzeba trochę przygotowań. Ale nic straconego, lato dopiero się zaczęło , zdążymy.
Decyzja zapadła. Jedziemy na samą wystawę, już temat ogarnęłam , zmieniłam rezerwację, a synowa na te kilka dni się zgodziła. Starszy wnusiu podjął się podlewania działki pod naszą nieobecność. Wnusia poszła do pierwszej w swoim życiu prawdziwej pracy, do cukierni. Oczywiście na wakacje. Na razie jej się to podoba.
A co do innych tematów , to mam mieszane uczucia. Sąd okręgowy przekazał sprawę do naszego sądu rejonowego - pisma z powiadomieniem nie dostałam. Za to dostałam inne; z żądaniem zapłaty kosztów sądowych w kwocie 219zł z groszami. Zapłaciłam, a tego samego wieczoru zjawił się u nas kurator z sądu na wywiad środowiskowy. Wypytywał o różne sprawy , moje i matki... Nie wiem co o tym myśleć... Wygląda na to, że coś się dzieje w mojej sprawie.
Zarzekam się co roku , że nie będę już robić zapraw a i tak jak się tylko coś na drzewkach czy krzaczkach pojawi to od razu się za to zabieram , bo jak tu zmarnować tyle dobra! A tym razem padło na czereśnie. Obrodziły niemożliwie i są pyszne , słodkie i mocno wygrzane na słońcu. Trochę ucierpiały w te dwa upalne dni. Prawie się gotowały na drzewie z gorąca. No! czyli znów mam zajęć więcej niż włosów na głowie...
P.S. Dla Luci: czytam , ale znów mnie ten Twój portal skreślił z listy i nie pozwala komentować. I nie mam sposobu żeby to ominąć. Już kilka razy próbowałam ustawiać nowe hasło i nic z tego. Może za którymś razem mi się uda???
wtorek, 30 czerwca 2026
30.06.2026 Nie ma końca
mój wariacki tryb życia. Postaram się ( o ile znów mnie coś nie zaskoczy) opisać jutro wszystkie ciekawostki i zawirowania. Dziś mam dwie michy czereśni do przerobienia. Trochę mi to zajmie. Miłego wieczoru!
poniedziałek, 29 czerwca 2026
29.06.2026 Ogród po zmierzchu
Patrzcie i podziwiajcie : ogród po zmierzchu żyje zupełnie innym życiem niż za dnia i nabiera tajemniczości. Po woli fragmentami pogrąża się mroku a potem zapalają się kolejno punktowo światła
niedziela, 28 czerwca 2026
28.06.2026 Marzenia emerytki
- własny ogródek - odhaczone
- dużo czasu na ogródkowanie - nieodhaczone
-mały domek na działce - odhaczony
-winko na tarasie o północy - odhaczone
-basen lub jaccuzi - odhaczy się we wtorek ( przesyłka nie dojechała na czas)
-lato na działce z książką i muzyką - jeszcze nieodhaczone
I mogłabym tak jeszcze długo. Weekend spędziliśmy na działce właściwie nic nie robiąc, bo upał uniewmożliwił skutecznie. Dziś około 14.00 termometr w moim aucie , a dokładniej pod nim pokazał 45 stopni w cieniu. Ile to było odczuwalnie ? Nie wiem i nawet nie sprawdziłam. Po raz pierwszy w życiu tyle czasu zmarnowałam na nic nierobienie. Jutro pokażę kilka fotek pod tytułem "ogród po zmierzchu". Dobrego tygodnia !
piątek, 26 czerwca 2026
26.06.2026 Upalny piątek
Tak około 12.00 miałam dość pracy i w ogóle wszelkiego wysiłku . Tego mózgowego też. Ale co miałam robić , swoje obowiązki i tak musiałam wykonać. I strasznie mi się chciało spać. Ziewałam i ziewałam. Ale nie było źle , co miałam zrobić zrobiłam. Po obiedzie ze dwie godziny byczyłam się na kanapie z czytnikiem w ręce a potem znów obowiązki czyli zakupy i wizyta u matki. Już ma fochy na zmiany w łazience. Ujechać nie sposób. Zakupów dziś miałam sporo , bo i takie na działkę i chemia do domu i dla matki spożywka i parę drobiazgów niezbędnych w domu. Przytargaliśmy trzy torby i koszyk. Torby nie duże , ale jednak. A na koniec jeszcze kupiliśmy sobie nakrycia głowy czyli kapelusze. Małżonek szary, ja w szare, granatowe , czarne i białe paski. Niestety w tym fasonie pasował na mnie tylko tej jeden. Jutro kolejny upalny dzień ale na działce . A gdyby mnie tu jutro nie było to znaczy, że nocujemy w PDzO. Miłego weekendu !







