logistyka. A to w związku z wyjazdem do Czech. Koniec miesiąca to i zobowiązania z tym związane. Trudno, najwyżej zrealizuję 3 dni wcześniej. Raczej się nikt nie pogniewa. Mam mieszane uczucia tak w ogóle, bo z matką coraz trudniej nawiązać kontakt. Może nawet nie tyle o kontakt chodzi , co o jakiś efekt. Dziś pani D zadzwoniła do mnie, żebym namówiła matkę na ubranie się i wyjście na spacer, bo ostatnio narzekała, że wciąż tylko w domu i już nie może wytrzymać i w ogóle. A jak D podchwyciła i chciała jej pomóc się ubrać i wyjść , to matka w drugą stronę: ona się źle czuje, nigdzie nie idzie itd. Dobra, zadzwonię ale nie gwarantuję , że się uda, bo od rana już były fochy , o szklankę wody do tabletek. Przyniesienie z kuchni przerasta jej możliwości przecież. No i miałam rację. Mało, ze nie dała się namówić, to jeszcze nawrzeszczała na mnie, że co ja chcę i w ogóle krzywdę jej robię. D też nic nie wskórała, bo "ona z taką młodą nie będzie nigdzie chodzić". Tyle, że D jest w wieku moich synów... No , to mam w takim układzie dylemat. Trudno przewidzieć co się może wydarzyć. Z drugiej strony jak się choć na krótko nie urwę, to kota i kukunamuniu na mózg dostanę. Na razie jeszcze nizcego nie spakowałam na wyjazd, bo prognozy pogody są co najmniej dziwne. Co sprawdzam to inne : raz upał, za chwilę ochłodzenie i tak w kółko. Jakie by nie były, atrakcji parę się szykuje. A następny tydzień Kaszuby i to mnie cieszy najbardziej.
Szafunierka babusi Marychy
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
poniedziałek, 25 maja 2026
niedziela, 24 maja 2026
24.05.2026 Grill rodzinny
A miała być tylko kawa, ciasto i lody . Młodzież jednak zarządziłą grilla , no i był. Jak zwykle dopadł nas deszcz. Co prawda po półgodzinie po deszczu już śladu prawie nie było więc grillowanie się odbyło. Na szybko, późnym wieczorem kupiliśmy paczkę pyzów, przed obiadem zrobiłam do nich masło czosnkowe , a resztę załatwiła młodzież. Nie możliwe , ale tym razem na działce nie pracowaliśmy! Chyba po raz pierwszy odkąd na nią jeździmy i się nią zajmujemy. Przyjemnie się siedziało, nie powiem ,że nie. Żółte krzesełko zagospodarowało się samo. Młodsza młodzież przyniosła mi piekną kompozycje w ceramicznej donicy złozoną z goździków, lawendy i czegoś zwisającego. Pasuje idealnie. Na hortensję od starszej młodzieży nie mam na razie pomysłu. Stanęła przy największej fontannie, na razie. Po powrocie z naszych podróży znajdę jej odpowiednie miejsce w ogrodzie i przesadzę. Parę dni w donicy powinna dać radę.
Tak poza tym , wnusia razem ze swoją szkolną drużyną strzelecką zajęli I miejsce w klasie karabinku sportowego a indywidualnie zajęła III miejsce w strzelaniu z pistoletu. I sama zrobiła cytrynowy sernik na zimno, który przyniosła na podwieczorek. A moi wnukowie - tu mnie zaskoczyli maksymalnie - obaj będą tańczyć poloneza, na rynku naszego miasta. Od niedawna powstał taki zwyczaj , że szkoły na koniec roku tańczą . Tym razem padło na ich szkołę. Nawet nie wiedziałam ,że jest w mieście i okolicy taki zwyczaj.
sobota, 23 maja 2026
23.05.2026 Nie będę pisać, pokażę
piątek, 22 maja 2026
22.05.2026 No nie da się i już
nie kupić kwiatów do posadzenia. Dziś kupiliśmy goździki brodate i jeden tak zwany chiński, za to w pięknym wiśniowym kolorze. Jeszcze takich nie widziałam. A plan był taki, że jutro nie sadzimy, a upiększmy nasz PDzO i ogródek. A jest co robić, bo przyszedł sztuczny żywopłot , który planujemy rozpiąć na osłonie tarasu. Mamy dwie półki do podwieszenia, wieszaki w starej altanie do narzędzi, ustawić fontanny i zalać wodą i jeszcze parę innych spraw. Ale to plany na jutro. Dziś w miarę spokojnie, poza tym ,że musiałam kilka razy do paczkomatu się udać, bo paczki z towarem przychodziły dziś w różnych porach. Po południu pojechaliśmy na zakupy i stąd te goździki. Oprzeć się nie sposób. Oprócz zwykłych zakupów cotygodniowych kupiliśmy też napoje, żeby były na niedzielny podwieczorek .Jak zwykle zrobiłam też zakupy dla matki na cały tydzień. I tak to minął kolejny piątek , na prozaicznych drobiazgach.
czwartek, 21 maja 2026
21.05.2021 Popycham
ten domowo-firmowy kołowrót do przodu. Papierzyska dosłownie mnie przywalają. A miało być ich mniej. Z domowych tematów to wyczyściłam czapkę małżonka z tweedu. Niby nic takiego ale było wyzwanie żeby nie zniszczyć. Mogłam zanieść do czyszczenia , ale to małe więc się obawiam, że ktoś zgubi jak te marynarki. Na szczęście po tygodniu się odnalazły, nasza i jeszcze jednej klientki. A drugiej takiej czapki nie byłoby łatwo znaleźć, bo już są modne inne fasony. Dałam radę, zobaczymy jak wyszło gdy przeschnie. Resztę spraw odłożyłam. Za to usiadłam z czytnikiem. Nie jest to to samo co książka ale już się cieszę na wyjazd, będzie co czytać. Wyjazd na Kaszuby dziś potwierdziłam , pogadałam chwilę z właścicielem ośrodka i temat przyklepany. Jeszcze dogadam szczegóły opieki z D ale to po powrocie z Czech.
środa, 20 maja 2026
20.05.2026 Piekarnik
nooo, taki mini ale z wszystkimi funkcjami z termoobiegiem włącznie, kupiliśmy dziś w aldiku. Na działkę oczywiście . Muszę wymyślić gdzie go postawię, bo niby wiem , ale pytanie czy się w tym miejscu zmieści. Jeśli nie to będę myśleć. Nie planowaliśmy tego zakupu teraz ale przecenili o ponad połowę. Kosztował tylko 140zł, to wzięliśmy. Mogę placek z rabararem albo pizzę piec na bieżąco i na miejscu. Jakiś mały chlebek też się da zrobić. Uwaga : chwalę się ; zjedliśmy pierwsze truskawki prosto z krzaczka ! Wprawdzie wyszło po trzy na głowę ale już są. Trochę ciepełka i będziemy jeść w większych ilościach, bo mimo zimna zaowocowały i to konkretnie. Teraz tylko muszą nabrać koloru i się wygrzać w słoneczku. Ale były pyszne! Ta wata o nazwie truskawki z marketów nie ma do nich startu.
wtorek, 19 maja 2026
19.05.2026 Domowe drobiazgi
i nie tylko, bo i firmowe i wyjazdowe. Załatwiam po kolei i bez pospiechu. Ale to tylko dziś , może jutro i w jakieś pojedyncze dni. Zwykle u nas wszystko na wariackich papierach. Zrobiło się cieplej więc będzie piękny weekend na działce. No i chyba na podwieczorek działkowy zaproszę rodzinkę, bo 26 wypada w tygodniu a następnego dnia wyjeżdżamy do Czech. Z domowych spraw zrobiłam nie wielkie pranie działkowych ciuchów, w firmie ogarnęłam faktury a na wyjazd umówiłam się ze znajomymi na wspólny transport. Matce wbijam ten wyjazd do głowy już trzeci dzień ale nie dociera. Kompletnie nie pamięta, że już o tym mówiłam.
Przyszły zamówione sadzonki zimujących chryzantem. Nie wiem dlaczego ale nazywają je chryzantemami a to po prostu dąbki. Pod taką nazwą je znałam , gdy ogródek uprawiał mój ojciec i kwitły do końca listopada. Miałam w planach georginie, ale u mnie się nie trzymają i zjadają je ślimaki. Może z dąbkami mi pójdzie lepiej? Wybrałam czerwone, pomarańczowe i złote. Długo na nie czekałam. W zasadzie w ogrodzie mam już w tym roku wszystko co zaplanowałam. Teraz tylko czekać aż się zacznie rozrastać.


