Jak się już domyślacie będzie koncertowo. Działo się oj działo ! Wtorkowy wieczór spędziliśmy na
warszawskim Torwarze na kolejnym koncercie , a dokładniej to takim koncercie
3w1 , bo oprócz naszej wyczekiwanej Epica udział wziął zespół Amaranthe z Elize
Reed i Charlotte Wessels , dawna solistka zespołu Delain. Torwar jak Torwar ,
za wiele się nie zmienił od ostatniego , trochę go tylko podrasowali a
niewygodne krzesła, wąskie i koślawe zostawili i wyremontowali toalety, co i
tak należy im się za to duży plus, bo były w stanie opłakanym. Hotel
zarezerwowałam ten co zwykle , nie zbyt wysokich lotów Ibis Budget. Na jedną
noc akurat ; ciepło, czysto, śniadanie w cenie i największa zaleta : jakieś
500m od Torwaru. Nie ja jedna , bo jak się okazało to zjechali się tam niemal
wszyscy miłośnicy gotyckiego rocka i jak zwykle na tych imprezach od razu
wszyscy byli „swoi”. Atmosfera zabawy i oczekiwania już od wejścia do hotelu.
Mieliśmy do 18.30 trochę czasu wiec sobie krótki spacer zrobiliśmy przed koncertem
i ucięliśmy kilka pogaduch z bywalcami. A potem był czas się szykować na
wydarzenie. Tym razem wybrałam stylizację mocniej w stronę metalu. Czarne
spodnie bojówki ( niestety nie dałam rady doczepić do nich łańcuszka, bo mi się
popsuło zapięcie a nie było czym naprawić), czarną bluzkę z sznurówkami na
całej długości rękawów i biżuterię z granatów i kwarcu dymnego. Szeroką
bransoletę, najnowszy mój nabytek, jeszcze jej
nie pokazałam -ale nadrobię, wiktoriański naszyjnik też z granatami i
pierścień z dużym, czarnym kwarcem. Małżonek włożył czarne dżinsy, śliwkową
koszulę bez krawatu i czarną marynarkę. Czyli wszystko zgodnie z kanonem. Bywalcy
przyszli na koncert też odpowiednio wystylizowani. Królowała jak zawsze czerń,
motywy gotyckie typu czaszki, krzyże, czarne koronki , łańcuchy i inne oraz
koszulki ulubionych zespołów różnej maści. Namierzyłam Epica, Nightwisch ,
Arteon, Amaranth a nawet Metallica i naszego osławionego Behemota (tego od Nergala). Odszukaliśmy
miejsca i znów okazało się , że trafiłam idealnie z biletami, bo na wprost
sceny. Sala tym razem nie była wypełniona po brzegi. Trudno powiedzieć co na to
wpłynęło, może fakt, że to środek tygodnia, może ceny biletów albo jeszcze coś
innego. Pełno było tylko na płycie , gdzie były miejsca stojące, w naszym
sektorze B , sektor A był wypełniony tak w połowie a reszta rozrzucona po
pozostałych. Tak na oko , ze 2 i pół tysiąca ludzi. Koncert zaczął się o czasie
występem Charlotte Wesseles i jej zespołu Obssesion , mocnym typowo metalowym
brzmieniem i właściwie bardzo klasycznym. Charlotte dwukrotnie użyła swoich
możliwości głosowych operowej sopranistki. W zespole Delain , gdzie zaczynała
karierę śpiewała właśnie ćwiczonym sopranem. W swoim solowym projekcie mniej
korzysta z tej możliwości. Wspiera ją wokalem jeden z basistów. W sumie dali
bardzo energetyczny a przy tym melodyjny koncert połączony z efektami
świetlnymi z wykorzystaniem laserów, jak zresztą i pozostałe zespoły ale dopiero
Epica dała w tym względzie czadu naprawdę. Ten pierwszy support nie był długi,
tylko osiem utworów. Filmik , który wrzuciłam , nie jest jakiś szczególny ale spójrzcie na tę postać na płycie! Co tam się dzieje! Ten młody fan wykonujący w rytm muzyki te przedziwne ekspresyjne ruchy ! On tak przez cały koncert! Obserwowałam go trochę i musze przyznać, że dawał radę , nawet składnie. Przećwiczył chyba , bo sekwencje jego ruchu się powtarzały co jakiś czas.
Potem nastąpiła krótka przerwa techniczna na zmianę
dekoracji, bo do występu szykował się zespół Amaranth. W błyskawicznym tempie
powstała dekoracja rodem z obcej planety. Amaranth gra taki trochę metal
przyszłości , nawiązujący do fantastyki naukowej, literatury w stylu Lema czy
też filmów science fiction z akcją w
kosmosie. Cała oprawa występu była utrzymana w tej konwencji, łącznie z pokazem
laserów i strojami ekipy nawiązującymi do serialu Star Trec. Czarne skóry,
długie proste płaszcze , skórzane peleryny itp. Muzyka mimo ostrych riffów i
potężnego podkładu perkusyjnego wzmocnionych jak na utwory traktujące o
przyszłości w kosmosie przystało, dźwiękami elektronicznych sentyzatorów okazała się bardzo melodyjna. Wokalistka
Elize Reed nie ma takich możliwości głosowych jak jej koleżanki z zespołów
gotyckich ,nie śpiewa w konwencjach operowych , ale głos ma mocny i dobrze
potrafi go wykorzystywać. Momentami siłą głosu
przebijała instrumenty. Wspomagają ją w występach dwa męskie głosy jej
kolegów w tym jeden ochrypłym , ciężkim growlem. Osobiście lubię ten efekt w
utworach. Dodaje utworom mroku i tworzy klimat. Metal trochę z innej bajki ale
spodobał mi się . Chyba częściej ich posłucham , bo jak dotąd to skupiałam się
na klasycznym gotyckim rocku a inne w tym w/w Amaranth tak przy okazji.
Po tym kosmicznym metalu w wykonaniu Amarnth nastąpiła znów przerwa , tym
razem półgodzinna , znów na zmianę dekoracji i przygotowanie kolejnej części. W
przerwie zeszliśmy do hallu na
najniższym poziomie, gdzie było stoisko dla fanów. Zwykle tego nie robię , ale
tym razem sobie nie odmówiłam kupiłam koszulkę Epica a małżonek DVD z
fragmentami najlepszych płyt i teledyskami zespołu. Ale przecież jestem ich
fanką więc jakiś gadżet mi się należał ( małżonek ma koszulkę Within
Temptation) , a co! jestem prawdziwą fanką ? Jestem! Publiczność wróciła na swoje miejsca , przygasły światła i nagle
wśród potężnego grzmotu i laserowych promieni pojawiła się zjawiskowa Simone
Simons. Zespół promował swoją nową płytę
„Aspiral” ale w repertuarze znalazły się też ze 3 starsze kawałki. Może nie te
najstarsze ale z dwóch poprzednich płyt. Nie zagłębiałam się tym razem zbyt mocno w treść
tej płyty i przesłania z nich idące. Po prostu skupiłam się na słuchaniu i
podziwianiu umiejętności wokalnych , muzycznej perfekcji i efektów świetlnych. Występ podobnie jak i dwa poprzedzające nawiązywał do fantastyki naukowej . Zdradzały
to efekty dodatkowe w postaci laserów , gry świateł, grzmotów, efektów
wyładowań atmosferycznych i spadających gwiazd oraz sceniczne kostiumy. Simone
dała pokaz swoich umiejętności wokalnych. Śpiewa pięknym klasycznym mezzosopranem
i w przeciwieństwie do większości wokalistek wykorzystuje to zawsze. W zespole
grają jeszcze dwaj basiści , z tego jeden śpiewający – a tak, grawlem ,
perkusista i klawiszowiec . Ten ostatni na tym wtorkowym koncercie grał na
jakimś dziwnym , bo wygiętym półkoliście keyboardzie i podobno nawet zszedł z
nim pomiędzy publiczność i grał tam pomiędzy ludźmi na płycie. Przyznam się, że
nie zauważyłam tego , ale też nie przyglądałam się specjalnie temu co działo
się na płycie. Skupiłam się na muzyce , śpiewie i pokazie laserów. Zatopiłam
się w tym ogromie dźwięku i
mocy i tylko tyle. Jeden z kawałków Simone wykonała wspólnie z Elize z Amaranth. Koncert był piękny. Jak zwykle mogłabym słuchać i słuchać.
Wiem ,ta muzyka nie jest dla każdego , trzeba ją pokochać i czuć jej moc. Nie
wszystkich taki styl zachwyca. Ja to wszystko wiem , ale na stare lata się w
tym zakochałam po prostu. Już całkiem dawno, bo odkąd poznałam ten gatunek minęło
już dobrych 15 lat albo więcej i jak dotąd wciąż mnie to porywa i wciąż
odkrywam w tej muzyce coś nowego. I paradoksalnie w młodości nie lubiłam
ciężkich brzmień. Ta fascynacja przyszła z latami. Co tu dużo pisać , wyszliśmy
nieco ogłuszeni ale zachwyceni i tak, zrelaksowani. Coś w tym jest, że ta
muzyka pozwala pozbyć się stresu. Podobno były nawet jakieś badania naukowe pod
tym kątem prowadzone. Jedyny mankament , to znów dźwiękowcy , którzy uznali, że
im głośniej tym lepiej i momentami słychać było przesterowania, co przy ciężkich
brzmieniach nie jest zbyt przyjemne dla ucha i niewygodne siedzenia, ale to
standard na Torwarze. Ja miałam jeszcze dodatkowe efekty dźwiękowe, bo obok
mnie siedziały jakieś dwie małolaty i darły się i piszczały po każdej piosence.
Przyznać jednak im muszę, że znały słowa piosenek na pamięć i podśpiewywały
razem z zespołem. Jedna z nich nawet całkiem dobrym sopranem. Wyszłam bardziej ogłuszona
tym ich wrzaskiem niż muzyką. To tyle na dziś . Jutro napiszę jeszcze parę słów
o moich obserwacjach hotelowo- warszawskich i może jeszcze jakiś filmik dołożę.
.