babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

niedziela, 5 kwietnia 2026

5.04.2026 Świąteczny stół

 a my jak zwykle w komplecie. Z wyjątkiem mojej matki , ale to zaczyna już być standard. Nie sposób ją przekonać. Nie i nie. Pojechałam zaraz po śniadaniu , dziewczyny zajęły się kawą i słodkim. Było jak zwykle gwarno i wesoło. A popołudnie spędziliśmy na działce, zwłaszcza, że pogoda sprzyjała. Nie robiliśmy nic na działce , ot po prostu posiedzieliśmy i pospacerowaliśmy alejkami. I jeszcze kilka świątecznych fotek. 

Moje tegoroczne kurki- mazurki. Tak naprawdę takie kruche ciasteczka, ale wszyscy takie właśnie lubią więc niech im będzie 

                                                       

I jeszcze stół  w różnych odsłonach      






Miłego dalszego świętowania ! 


sobota, 4 kwietnia 2026

4.04.2026 Jak ze starej kartki ...

Życzenia oczywiście . Dziś właśnie tak napiszę :

Zdrowych , pogodnych Świąt Wielkanocnych , wesołego Dyngusu i bogatego Zająca oraz smacznego jajka . Tak mi kiedyś pisali wujkowie na czarno-białych kartkach z owieczką i baziami. Niedawno taka właśnie wpadła mi w ręce i dlatego takie właśnie postanowiłam złożyć Wam życzenia. Nie mam wprawdzie takiego czarno-białego obrazka ale w zamian zając - gigant, który zagościł w moim mieście. 

Dobrych Świąt Kochani! 





piątek, 3 kwietnia 2026

3.04.2026 Czyli tak:

- mięsko upieczone

- pasztet też

- mini - mazurki upieczone - dekorowanie jutro

-druga warstwa galaretki gotowa - jutro trzecia

-baranki z masła podrasowane 

- dekoracje skończone

- serwetki uszykowane

-koszyk prawie gotowy - układanie i ozdabianie gryczpanem jutro

-zastawa uszykowana - reszta na bieżąco 

-ciasto na chleb maślankowy zarobione - jutro ciąg dalszy i pieczenie + jeszcze jeden na krupczatce

pozostało:

-ostatnie zakupy: szczypior, pieczywo dla matki i tulipany na stół

-pomalowanie jaj 

-upieczenie chlebków

- przygotowanie stołu

-ozdobienie mini-mazurków 

-przygotowanie gniazdek zającowych dla wnucząt

No a reszta to drobiazgi. Pokrojenie warzyw na sałatkę , pasta tuńczykowa i sosy - w sumie mały Pikuś. 

A tak poza tym to przyszła w końcu opinia biegłych ze wskazaniem na ubezwłasnowolnienie matki całkowite. To jeszcze nie orzeczenie sądu ale zawsze coś. I druga dobra wiadomość to nasi przyjaciele z Poznania zostaną znów dziadkami. Radosnych przygotowań Kochani! 

czwartek, 2 kwietnia 2026

2.04.2026 Jakoś mi nie pilno

 do tych Świąt. Nie spieszę się z robotą. Dziś upiekłam przygotowany wczoraj pasztet i mięso. Uzupełniliśmy zakupy o napoje i przygotowałam sobie pierwszą , czerwoną warstwę galaretki. No i dylemat mam , bo nie wiem w czym przygotować całość. Myślałam o średniej tortownicy ( mam w 3 rozmiarach ale w średniej zwykle piekę chleb na maślance. Może ta większa też się nada, najwyżej warstwy będą cieńsze. Na jutro planuję mini-mazurki i przygotowanie koszyka, kolejną warstwę galaretki i podrasowanie baranków z masła. Dołożę im oczy z ziela i uszy z gryczpanu i ładnie ułożę na paterach. Może jeszcze przygotuję sobie  śniadaniową zastawę. Reszta czyli malowanie jajek i przygotowanie stołu w sobotę. I pewnie pokroję różności przeznaczone na dodatki ,żeby mieć więcej czasu w niedzielny poranek. Jest plan? Jest. 

Tak poza tym to u nas nadal wariackie tempo. Pracusie zadowolone, bo tegoroczne zającowe było całkiem konkretne więc zając na bogato. 

Za oknem piękna pogoda ,słoneczna i ciepła. Martwi mnie tylko, że nie pada. 

środa, 1 kwietnia 2026

1.04.2026 Rewolucję zrobiłyśmy

 u mojej matki. To znaczy D jej opiekunka i ja. Do tej roboty trzeba się urodzić. Ja nie mam takiej - nie wiem jak to nazwać - empatii, predyspozycji... Coś w tym rodzaju. Dla D nie ma rzeczy niemożliwych. Do zakresu obowiązków dołożyłam jej odgrzewanie obiadów. I tak je codziennie zanoszę, ale ostatnio zauważyłam, że zjada na zimno, albo otworzy pojemnik i zapomina, zostawi na stole. Poprosiłam więc żeby opiekunka zadbała o ten posiłek. Kupiłam nawet nowe talerze, garnek i patelnię, bo te matki strasznie zapuszczone. Żadne moje mycie nie pomaga, na drugi dzień jest to samo. Zrobiłyśmy więc razem porządki w kuchni i miejsce na nowe naczynia , przy okazji wyleciały znów jakieś przeterminowane w 97 paczki z czymś bliżej nie zidentyfikowanym i parę gratów. Umówiłyśmy się , że co dziennie wynosimy po 1-2 następne graty. Zobaczymy jak to się dalej potoczy. Matka krzyczała co chwilę , co my jej tam robimy ale się nie ruszyła, siedziała na kanapie w pokoju. 

Tak poza tym wystartował ksef  (tfu - syf nie ksef) , u nas zadziałał , ale nasze chłopaki , informatycy nie mogli się od telefonów oderwać. Żeby ich wszystkich cholera pokręciła razem z tym ksefem. Ten co to wymyślił powinien na latarni zawisnąć. 

Zaliczyłam dziś wycieczkę do miasta, potrzebowałam parę drobiazgów z pasmanterii. I przechadzka deptakiem mnie zaskoczyła. Na środku stanął gigantyczny , wiklinowy zając. Nawet mu fotkę zrobiłam. Pokażę przy czasie. 

A ze spraw świątecznych to przygotowałam już sobie fałszywego zająca i pasztet. W tym roku z żurawiną. Zwykle robiłam z pistacjami ale jakoś ostatnio te pistacje atakują z wszystkich stron i nie miałam przekonania do nich. Jutro upiekę i może już zacznę koszyk przygotowywać. Ciasta nie piekę , dopiero w piątek mini- mazurki. No i jeszcze zrobię pierwszą warstwę galaretki. To lubią wszyscy więc taki kolorowy deserek będzie w sam raz. Zostanie przygotowanie zastawy i upieczenie chlebków .No i pisanki ale to drobiazg. Jakoś tej roboty świątecznej w tym roku nie za wiele. Miałam tez dziś niespodziankę. Nasza przybiurowa sąsiadka przyniosła nam dziś deputat; trzy wiaderka pysznego sera na sernik i pudełko serka śmietankowego. Niby w podziękowaniu za to, że odbieram im przesyłki. No fakt odebrałam kilka razy , bo w dzień są w pracy a kurier zwykle przyjeżdża około południa, ale to przecież nic szczególnego i tak siedze w biurze.  Sąsiadka pracuje w mleczarni i w związku z tym przysługuje jej deputat wyrobów. DEPUTAT ! Jak za minionej epoki ! I chyba wcale nie mały , bo 3 wiaderka po pół kilograma i półkilogramowy pojemnik serka śmietankowego to już 2kg. A przecież dla siebie też zostawiła. Nie powiem , ucieszyła mnie tym prezentem. Ser na sernik dostanie synowa do wypieków a serek śmietankowy zostawiłam dla nas. Nie ma to jak dobre układy z sąsiadami. 

wtorek, 31 marca 2026

31.03.2026 Słowo na

Wielki Tydzień.  Kiedyś wydarzenie istotne w wymiarze duchowym. Pewnie i dziś dla wielu ten wymiar ma wartość, jednak jak obserwuję swoje  uniwersum, swój mikroświat nabieram co do tego wątpliwości. Ot , intensywny przedświąteczny tydzień, z górą zakupów, bieganiem wokół porządków i gotowania, z dekoracjami zalewającymi wszelkie możliwe przestrzenie i wszędzie wciskającą się komercją. Nie powiem, że jestem od tego wolna, bynajmniej. I mnie  dopada ta „wielkanocna magia”. Tak chyba na zasadzie efektu stada. Stado biegnie w prawo to ja też,  stado w lewo to ja też. Jak już wiele razy wspominałam z wiekiem coraz mniej mi po drodze z instytucją kościoła. Formalnie się z niego nie wypisałam, ale praktyki zarzuciłam już bardzo wiele lat temu, w tym i celebrowanie Wielkiego Tygodnia. Dziś ta celebra sprowadza się czysto do tradycji. Jak by nie było, tradycji zawłaszczonej przez szerzące się na naszych słowiańskich ziemiach Chrześcijaństwo z jego agresywną i ekspansywną odmianą czyli katolicyzmem. Nie, nie mam nic przeciw wierze w Boga jako takiej. Nie należy jednak mylić wiary z religią, bo to dwie zupełnie inne sprawy. Religia to oprawa, rytuał, celebra , wiara , to wiara – bezwarunkowe przekonanie o istnieniu bóstwa.   Ludziom od zawsze potrzebna była wiara w siły wyższe , jakkolwiek by ich nie nazwać. Gdzieś , kiedyś obiło mi się o uszy zdanie, że ludzie są starsi niż najstarsi bogowie. Nasi słowiańscy przodkowie wierzyli w bóstwa przyrody, celebrowali tak zwane koło roku. Cykl odrodzenia, zapładniania, życia, obfitości aż do umierania by znów się odrodzić.  Jakieś echa tej wiary naszych przodków , gdzieś tam w nas pobrzmiewają, choćby w zamiłowaniu do przyrody, świętowaniu, szacunku dla zmarłych czy właśnie kultywowaniu wielu zwyczajów. Od ładnych paru lat odkąd zainteresowałam się kulturą słowiańską ta wiara naszych przodków niezwykle mocno do mnie przemawia. Zawsze lubiłam żywioły , dziką przyrodę i porywały mnie stare zwyczaje. Nie, nie , nie będę jeździła na wykopaliska do Grzybowa , gdzie mamy posąg Światowida odprawiać jakieś dawne rytuały. Nie koniecznie do wiary potrzeba mi rytuału. Nic z tych rzeczy. Po prostu: wyciągam wnioski z wiedzy jaką już posiadłam. Nauki kościoła opierają się na cierpieniach i interesownej pokucie oraz potencjalnej nagrodzie gdzieś ,kiedyś – w bliżej nieokreślonej przestrzeni nazywanej niebem - na zasadzie „dostąpisz nieba  jeśli … będziesz robił dobre uczynki , będziesz biedny, będziesz cierpiał, będziesz się umartwiał, płacił na kościół i tak dalej. Coś za coś. A przecież nawet jeśli trzymać się zapisów Biblii zbawić nas może tylko łaska boska a nie nasze uczynki takie czy inne lub ich brak. Istotą Wielkiego Tygodnia i postu jako takiego , w tym wypadku 40-to dniowego jest umartwianie się. W relacji do czasu trwania świąt, raptem 2 dni, wyjątkowo długie. Kiedyś przybierało dość kuriozalne formy. Dziś już może nie tak radykalne i dziwaczne ale wciąż wymagane. I o ile  można sobie w ramach pracy nad sobą narzucić jaką zadumę czy refleksję na ten czas, o tyle już wymóg spowiedzi i pokuty należy do tych kuriozów. W świetle wszelkich nieprawości kościoła jakich się dopuszczał przez wieki i do dziś dopuszcza oczekiwanie od ludzi wierzących ukorzenia się i wyznawania swoich win jest co najmniej nie na miejscu. Może w tym konfesjonale siedzi ktoś , kto ma znacznie więcej na sumieniu niż ja zwykły , skromny mieszkaniec tego padołu? W imię czego mamy mu mówić o swoich winach? Kto im dał prawo decydować o tym czy będziesz zbawiony czy też nie? Czyżby uznawali się za równych Bogu, a może nawet samym Bogiem?  Kiedy sobie to uświadomiłam, przestałam praktykować. Tu i teraz  Wielki Tydzień sprowadziłam do tradycji. Dom ozdabiam palmą – w naszym klimacie i miejscu baziami, w Wielki Piątek szykuję postne posiłki, choć wcale nie jakieś niesmaczne, zmuszające do wysiłku żeby je zjeść, maluję pisanki – zwyczaj prasłowiański , stary jak nasza historia; nasi przodkowie malowali jaja na czerwono, bo jajo to symbol życia a czerwień symbolizuje witalność i życiową energię.  W sobotę idę z koszykiem pobłogosławić świąteczne jedzenie i tu ściśle trzymam się tradycji : tylko jajko , mięso, chleb i sól. Żadnych udziwnień pod postacią cukrowych figurek czy słodyczy albo egzotycznych owoców. Jedyne odstępstwo to ciasto, zwykła babeczka jako symbol dostatku. Kiedyś , dawno temu gdy mieszkałam jeszcze z babcią brałyśmy udział w obrzędach Triduum Paschalnego. Mało co z tego pamiętam ,najbardziej długą drogę do kościoła i z powrotem i ziąb w kościele ale czy to wszystko, śpiewy , obrzędy, kadzidła miało jakieś znaczenie duchowe? Chyba byłam na to jeszcze zbyt mała i nie wiele co z tego pojmowałam. No i miałam tę wiarę z góry narzuconą przez moją rodzinę. Fakt, że nie dano mi wyboru dotarł do mnie gdzieś pod koniec liceum gdy zaczęłam już całkowicie samodzielnie myśleć i mieć swoje wnioski. Zwykle się nad tym wszystkim nie zastanawiam jakoś wnikliwie. Tak na co dzień staram się żyć tak, żeby nikomu nie robić krzywdy i trzymać się swoich zasad.  Tylko tyle … a może aż tyle ? 

poniedziałek, 30 marca 2026

30.03.2026 Dziś wolne

od spraw świątecznych. Nie robię nic, przynajmniej po południu, bo w pracy jak to w pracy; rachunki i telefony i milion spraw na głowie. Od jutra zaczynam świąteczne przygotowania od zagotowania mięsa i wątróbki na pasztet. W środę zmielę i przygotuję a potem upiekę. I od razu za jednym użyciem piekarnika fałszywy zając. Menu świąteczne jak co roku. Tu akurat nie eksperymentuję. Rodzinka lubi tradycyjnie. A skoro tak to będzie jak zawsze ; jajka, zimne mięsa , galart i dodatki w postaci sałatek i sosów . No i biała kiełbasa ale raczej w ilości symbolicznej. Jakoś nie jesteśmy miłośnikami kiełbas. Do tego domowy chlebek, babka od naszego klienta, sernik synowej i moje mini-mazurki. W zasadzie wszystko już mam, nawet wyprasowane serwetki do koszyczka i na stół, Z koszykiem oczywiście pójdę. Jak tradycja to tradycja.  

W mieście przybyło dekoracji. Są w tym roku bardzo udane i wesołe. Nie wiem czy będę miała dość czasu , ale chętnie bym sobie zrobiła wycieczkę po mieście, żeby je uwiecznić na zdjęciach. A póki co, wracam do czytania.