babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

piątek, 24 kwietnia 2026

24.04.2026 Werbenę posadzę

 jutro w ogródku. Kupiłam dziś całe pudło z napisem werbena różowa , ale kwiatki , jeszcze nieliczne ma czerwone. Jasnoczerwone , dla jasności, bo jest też  ciemnoczerwona i ma jeszcze kilka innych kolorów. Posadziłam w ubiegłym roku i pięknie rosła więc i w tym zakładam ,że też tak będzie. Bo niestety w naszych warunkach klimatycznych trzeba ją traktować jak roślinkę jednoroczną. Zima jednak mi trochę szkód narobiła. Kilka krzaczków nie odżyło, a już powinno wypuszczać. Szkoda. Jak znam siebie to sobie nie odmówię i na pewno znów coś przytargam jutro z zieleniaka. A wybieram się , po pierwsze sadzonki więc pewnie i na jakieś kwiaty się skuszę. 

Małżonek zrobił mi niespodziankę i kupił zawieszkę z pietersytu. Przyjechała dziś wprost do biura.I to nie byle jaką zawieszkę, bo w kolorach jesieni. Nie wiedziałam, że  pietersyt występuje w takim wybarwieniu. O tym ,że jest zielonkawo-szary i czarny z kolorowymi wrostkami wiedziałam , ale żółto-bordowo-miodowy ??? Ale jest efektowny. Bardzo mi się podoba. 

Tak poza tym to dalej czytam i zamiennie wróciłam do szydełka. Zupełnie wyleciało mi z głowy , że mam zaczętą chustę. I wczoraj weszła mi w ręce, przy okazji przekładania rzeczy na  półkach w szafie. 

czwartek, 23 kwietnia 2026

23.04.2026 Przynajmniej jeden problem z głowy

 Kolano matki. Sprawdzone, szwy zdjęte, dla pewności nałożony jeszcze taki specjalny plaster i to wszystko. I nawet grzeczna była , ubrała się i nie protestowała, że ma jechac. Rano dostała kwiatki i dwa pączki ( placka z agrestem nie było więc dostała pączki, bo te dwa ciasta lubi) oraz dużą paczkę kawy  z okazji urodzin więc nie szalała. Nie wiem tylko czy jeszcze pamięta, że to 89 urodziny. 

Tak poza tym dzień minął wyjątkowo spokojnie i bez żadnych zawirowań. I to mi pasuje. A wieczór zamierzam spędzić z czytnikiem. 

środa, 22 kwietnia 2026

22.04.2026 Z dużym opóźnieniem, ale to i tak lepiej niż wcale

 Tę książkę miałam opisać i polecić  już dawno , bo też czytałam ją już w styczniu. Mam na myśli „Rok zarazy” autorstwa Lidii Chowaniec. Trochę mi zeszło , bo już ją przeczytałam zaraz po odebraniu z empiku, ale ze mną tak jest; wiecznie gonię czas. Muszę zrobić powtórkę i przeczytać jeszcze raz, ale o tym później. Z pewnych źródeł, których na razie nie zdradzę wiem, że Autorka miała pewne trudności z wydaniem. Nie dziwię się jednak, że nie chcieli  jej wydać. W tej miałkości i zalewie głupawych albo przesłodzonych czytadeł, z marnym zasobem słownictwa i równie marnym stylem, ta książka jest po prostu zbyt dobra. I to pod wieloma względami moim zdaniem: tematu, języka, sposobu narracji, ciekawego tła społeczno-obyczajowego. Po prostu , dla przynajmniej trochę bardziej wymagających czytelników. Nie jestem pewna czy o to  chodziło Autorce dlatego chcę poczytać jeszcze raz, ale dopatrzyłam się tam takiej rozprawy z duchami przeszłości. To wcale nie jest łatwe, a coś o tym wiem z własnych doświadczeń , a już na pewno nie łatwe do opisania. W  książce całkiem dobrze to wyszło, udało  się temat ująć ciekawie , bez ckliwego słownictwa i rozczulania się. I ten wątek daje też do myślenia a to wartość dodana. Jest też zderzenie miasta z wsią , mentalne zderzenie oczywiście. To kolejny temat dający do myślenia. Jak się widzimy nawzajem, jakimi wartościami się kierujemy, jak rozmawiamy lub nie, czym się kierujemy podejmując decyzję i jak to widzi druga strona… Obyczajowa fabuła książki w sumie jest dość prosta, kobieta z dużego miasta, żona, matka, pracująca pani domu, nagle zapada na poważną chorobę, po której szuka samotnego odpoczynku i rehabilitacji w domku odziedziczonym po swoich ciotkach , gdzieś , w małej , górskiej wiosce, gdzie życie toczy się według świąt i pór roku a sąsiedzi widzą i wiedzą wszystko. W tle początek pandemii, w którą nie wszyscy wierzą albo nie wiedzą co to takiego i zwyczajnie ignorują. Najciekawsze jednak w tej książce jest tło. To co dzieje się pod fabułą a o czym już wyżej po części wspomniałam. I barwny pakiet  postaci drugoplanowych, trochę dziwacznych, trochę oryginałów, a trochę karykaturalnych na miarę tu i teraz z wszystkimi przywarami ludzi żyjących ze smartfonem w ręku. Podobały mi się też regionalizmy. Lubię takie klimaty w książkach. Większych problemów z gwarą góralską nie miałam czytając, może dlatego, że kiedyś mnie to bardzo pasjonowało i chociaż nie umiem mówić znam kilka gwar całkiem nie źle. Zapomniane dawno hobby ale się przydało. Dla niezorientowanych, przydał by się może jakiś mini-słowniczek gwary na końcu ale to w sumie drobiazg i bez wpływu na treść i całą koncepcję jako taką. Jest też wątek wielkopolski  bez którego – „małe miasteczko w okolicach Poznania” -  nie byłoby to samo. Przynajmniej dla mnie Wielkopolanki od wielu pokoleń.  Wiem skąd pochodzi ten wątek i do czego nawiązuje. Ogólnie rzecz biorąc podobało mi się w tej książce właściwie wszystko.  I tu na koniec muszę się przyznać i pochwalić, osobiście znam Autorkę.  Jeśli lubicie powieści obyczajowe to przeczytajcie, nie będziecie żałować.

wtorek, 21 kwietnia 2026

21.04.2026 Ogarnęłam ...

 to kurewstwo czyli ksef . Pomógł AI , ale się udało. Pracuję na tym programie chyba z 35 lat i znam go dokładnie. Wiedziałam , że muszą być sposoby, żeby to wszystko obejść i ustawić na właściwych torach. W życiu bym jednak nie wpadła na to, że sprawa jest tak prozaiczna. Prozaiczna ale zaważyła. Na tych czterech fakturach popełniłam ten sam błąd. W sumie to dotąd żaden błąd nie był. Wpisałam ilość produktów a nie dopisałam jednostki miary , 3 marnych literek "szt" , no i zostały odrzucone. A na to jak usunąć fakturę z bufora ksef w celu poprawienia jej  nie wpadł by nawet mój synalek informatyk. Ale już wiem co i jak. Ale imienia AI nie dostanie, na imię trzeba zasłużyć, jak się chce nazywać to musi się lepiej postarać. Tak poza tym ogarnęłam też awarię hasła w banku. Czyli lepiej mi poszło niż wczoraj. 

Po wczorajszym deszczu zrobiło się zielono i pięknie. Na działce nie byliśmy, z braku czasu ale na pewno to i owo podrosło a trawa odzyskała świeżość. Już się cieszę na sobotę. Kupiłam sobie etui do czytnika z obrazkiem nawiązującym do moich książkowych poszewek - jak ze starej biblioteki. Wygodny, ze wspornikiem i opaską na dłoń, można postawić na stole , albo zaczepić na dłoni a nie trzymać. 

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

20.04.2026 To nie był dobry poniedziałek

Ledwo weszłam do biura, jeszcze nie zdążyłam otworzyć żaluzji a to strzał. Walnęły się dwa auta , suv volvo z minimorisem czyli duży z małym. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo na krzyżówce tuż za naszym biurem często się coś dzieje , wyjrzałam żeby sprawdzić czy nie trzeba w czymś pomóc , ale wszyscy wysiedli z aut więc uznałam ,że stłuczka jakich wiele. A tu za chwilę zrobiła się zadyma. Przyjechały trzy bojowe wozy strażackie , trzy radiowozy , w tym jeden cywilny ale koguty wystawił i dwie karetki. Akcja trwała prawie dwie godziny. Nie wiem do końca co się stało, że taka "obsługa" ale zauważyłam , że volvo to hybryda a mini miał butle gazową więc pewnie dlatego. Ale to nie był koniec i mnie bezpośrednio nie dotyczył. Na mnie zawzięły się wszelkie urządzenia. Najpierw bankomaty. Oba do , których podjechałam ,żeby kasę na paliwo chłopakom zabezpieczyć nieczynne. Za trochę wyszło, że nie działają płatności kartą. Kurierowi musiałam z własnej kasy za przesyłkę zapłacić. Dobrze, że tylko sto parę złotych , bo nie miałam większej gotówki przy sobie. Oczywiście jak już zacznie wszystko działać to sobie potrącę z firmowej kasy ale wyłożyć musiałam. Jak by tego było mało zabrałam się za faktury cykliczne, powiązane z umowami długoterminowymi. Mam ich na 20 aż 22 sztuki. I jak dotąd wszystko mi działało w tym popapranym ksefie a dziś osiemnaście mi wysłał a pozostałych czterech za żadną cholerę się nie dało. Księgowa mi doradziła, żeby odczekać parę godzin i spróbować później, bo może mamy w programie limit wysyłek, ale też się nie dało. Kombinowałam , próbowałam i nic z tego. Posprawdzałam dane i czy w systemie jako podatnik vat figuruje i ni cholery. W jednym przypadku był zły nip, poprawiłam i też nic z tego. Poległam. A pracuję na tym programie 35 lat i znam go na wylot. Nawet ten ksef w tym programie ogarnęłam za pierwszym podejściem. Nie wiem jak to ugryźć, chyba jutro zadzwonię do producenta po support. A na 30 czekają mnie kolejne takie faktury. I jeszcze przestało mi działać hasło do jednego z banków. Jutro czeka mnie wycieczka do miasta w celu odnowienia , bo można tylko w oddziale. No nie szło mi dzisiaj i tyle... 

niedziela, 19 kwietnia 2026

19.04.2026 Trochę ogródkowych nowości


Nowy sezon na krzaczki rozpoczęty więc parę nowości wprowadziłam - lampioy - nie lampiony ( bo wcale nimi być nie muszą w postaci gotyckich okien. W tym miejscu tak na razie. Znajdę im inne miejsce docelowe  , bo trochę znikają na tle płotu 




Mini latarnia ( świeci , bo solarna) -udekorowała opaskę przy pokrywie od szamba, przyciąga uwagę , skutecznie maskując tę pokrywę , brzydką ale nieuiknioną. Na razie z jednym kwiatkiem ale dołożę .

Tu się bez fachowca nie obeszło, ale efekt jest , a jak dołożymy zielone osłonki na siatki to będzie bardzo przytulny kącik, w którym docelowo planujemy postawić ogrodowe jacusi


W skalniaczku przy starej altance kolejna nowość ozdobna - rodzinka jeżyków . Ciekawa jestem kiedy małżonek je zauważy, bo na razie chyba nie dostrzegł, W tej dużej doniczce rósł eukaliptus, niestety chyba mu zima zaszkodziła. Obcięłam , może odżyje ale małe szanse


Ta latarnia stanie na tarasie 


I jeszcze jeden ptasi płotek. Na razie słabo się prezentuje na tle tej pustej grządki ale jak wszystko co tam posiałam i zasadziłam wyrośnie ... Na razie tylko tulipany szykują się do rozkwitubbb


 

sobota, 18 kwietnia 2026

18.04.2026 Działka dzwoni - muszę iść

 No to chodzimy , a dokładniej to jeździmy autem , bo zawsze obładowani. I tym razem inaczej nie było. Bo to i obiad do odgrzania i ozdoby ogrodowe i kosz z sadzonkami , bo oczywiście sobie nie odpuściłam będąc na zieleniaku i kupiłam to i owo. Za tydzień będą kolejne. I niezbędne drobiazgi do napraw i inne przydające się na działce klamorki. Dzień był wyjątkowo sprzyjający i kto żyw udzielał się przy krzaczkach. Susza koszmarna, popiół nie ziemia ogrodowa. Podlaliśmy wszystko jak trzeba, posadziłam roślinki , przesadziłam kilka innych, podsypałam im nawozów, ustawiłam nowe ozdoby, w skalniaku rodzinkę jeżyków, a na opasce z kamyszków pod płotem sąsiada dwie latarenki w kształcie gotyckich okien. Do środka włożyłam elektryczne wkłady do zniczy i nałożyłam odwrócony słoik na tę pseudo świeczkę, żeby w razie ewentualnych opadów woda na elektronikę się nie lała. Ładnie to wygląda. Małżonek dokończył przeróbkę ścieżki, przesunął kawałek opaski przy PDzO , bo nie zgrywała się z nowym patio a dokładniej ogrodzeniem od patio. Jak sobie chwilę przy stole posiedzieliśmy w tym nowym kąciku to mi się zaczęło tam podobać. Pozakładał też kilka nowych odcinków kroplownika. Po namyśle chyba jeszcze pociągniemy na grządkę z kwiatami, bo tam to już prawdziwa pustynia. Uruchomiliśmy też mniejszą fontannę. Jeśli faktycznie jutro popada i u nas to jest szansa, że wszystko zacznie wschodzić . Jest naprawdę pięknie. Za chwilę rozkwitną wszystkie tulipany, czereśnia już w pełnym rozkwicie, dawno nie miała tylu pięknych i wielkich kwiatów. Różowo zakwitła też nasza mini-brzoskwinka o wdzięcznej nazwie Ufo i zazieleniają się trawniki. W porze obiadowej odwiedziła nas wnusia z koleżankami i kolegą ich pięć on jeden. Obejrzeliśmy działkę, wszystkie nowości oraz figurki kotów Eustachów ( bo każdy koty to Eustachy, a towarzystwo mojej wnuczki to Eustachy-Gang), pogadaliśmy i towarzystwo wróciło na działkę koleżanki. Podobno jakiś filmik kręcą, horror skrzyżowany z kryminałem albo jakoś tak i będą nocować. Nawet im tytuł tego filmiku  zaproponowałam "działkowa masakra dziabką i grabkami" i podobno został przyjęty?????  Na działce spędziliśmy dziś całe 10 godzin. Na koniec solidnie podlaliśmy , urwałam szczypiorki siedmioletni i czosnkowy i rabarbar na niedzielny kompot. Jakiś dziwny jest w tym roku , bo łodygi ma krótkie ale grube , dobre 2cm średnicy ? Kolejna ciekawostka. A jak już wychodziliśmy po tych 10 godzinach nawkładał nam sąsiad, że za wcześnie. Dzień się jeszcze nie skończył a my się zwijamy - krzakowiec jeden ... 

Tak poza tym to zawiozłam dziś matce balkonik. I dobrze zrobiłam jak się okazuje. Bardzo jej to urządzenie  przypadło do gustu. Nauczyła się go zamykać jak nie korzysta , ustawiła przy kanapie i się na nim opiera i jak twierdzi wreszcie się nie przewraca. Wychodzi, że trafiłam, ciekawe tylko na jak długo.