Awarię u matki opanowałam ale o tym już wspominałam. Nasz nowy nabytek, czyli ogrodowe jaccuzi dojechało we wtorek. Swoją drogą przyszła mi do głowy nowa polska nazwa na to ustrojstwo "bąblowiec kąpielowy" , coś jak "wdupowrzynki" na określenie stringów. Na razie jeszcze nie uruchomiliśmy, bo potrzeba trochę przygotowań. Ale nic straconego, lato dopiero się zaczęło , zdążymy.
Decyzja zapadła. Jedziemy na samą wystawę, już temat ogarnęłam , zmieniłam rezerwację, a synowa na te kilka dni się zgodziła. Starszy wnusiu podjął się podlewania działki pod naszą nieobecność. Wnusia poszła do pierwszej w swoim życiu prawdziwej pracy, do cukierni. Oczywiście na wakacje. Na razie jej się to podoba.
A co do innych tematów , to mam mieszane uczucia. Sąd okręgowy przekazał sprawę do naszego sądu rejonowego - pisma z powiadomieniem nie dostałam. Za to dostałam inne; z żądaniem zapłaty kosztów sądowych w kwocie 219zł z groszami. Zapłaciłam, a tego samego wieczoru zjawił się u nas kurator z sądu na wywiad środowiskowy. Wypytywał o różne sprawy , moje i matki... Nie wiem co o tym myśleć... Wygląda na to, że coś się dzieje w mojej sprawie.
Zarzekam się co roku , że nie będę już robić zapraw a i tak jak się tylko coś na drzewkach czy krzaczkach pojawi to od razu się za to zabieram , bo jak tu zmarnować tyle dobra! A tym razem padło na czereśnie. Obrodziły niemożliwie i są pyszne , słodkie i mocno wygrzane na słońcu. Trochę ucierpiały w te dwa upalne dni. Prawie się gotowały na drzewie z gorąca. No! czyli znów mam zajęć więcej niż włosów na głowie...
P.S. Dla Luci: czytam , ale znów mnie ten Twój portal skreślił z listy i nie pozwala komentować. I nie mam sposobu żeby to ominąć. Już kilka razy próbowałam ustawiać nowe hasło i nic z tego. Może za którymś razem mi się uda???







