babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

czwartek, 21 maja 2026

21.05.2021 Popycham

 ten domowo-firmowy kołowrót do przodu. Papierzyska dosłownie mnie przywalają. A miało być ich mniej. Z domowych tematów to wyczyściłam czapkę małżonka z tweedu. Niby nic takiego ale było wyzwanie żeby nie   zniszczyć. Mogłam zanieść do czyszczenia , ale to małe więc się obawiam, że ktoś zgubi jak te marynarki. Na szczęście po tygodniu się odnalazły, nasza i jeszcze jednej klientki. A drugiej takiej czapki  nie byłoby łatwo znaleźć, bo już są modne inne fasony. Dałam radę, zobaczymy jak wyszło gdy przeschnie. Resztę spraw odłożyłam. Za to usiadłam z czytnikiem. Nie jest to to samo co książka ale już się cieszę na wyjazd, będzie co czytać. Wyjazd na Kaszuby dziś potwierdziłam , pogadałam chwilę z właścicielem ośrodka i temat przyklepany. Jeszcze dogadam szczegóły opieki z D ale to po powrocie z Czech. 

środa, 20 maja 2026

20.05.2026 Piekarnik

 nooo, taki mini ale z wszystkimi funkcjami z termoobiegiem włącznie, kupiliśmy dziś w aldiku. Na działkę  oczywiście . Muszę wymyślić  gdzie go postawię, bo niby wiem , ale pytanie czy się w tym miejscu zmieści. Jeśli nie to będę myśleć. Nie planowaliśmy tego zakupu teraz ale przecenili o ponad połowę. Kosztował tylko 140zł, to wzięliśmy. Mogę placek z rabararem albo pizzę piec na bieżąco i na miejscu. Jakiś mały chlebek też się da zrobić. Uwaga : chwalę się ; zjedliśmy pierwsze truskawki prosto z krzaczka ! Wprawdzie wyszło po trzy na głowę ale już są. Trochę ciepełka i będziemy jeść w większych ilościach, bo mimo zimna zaowocowały i to konkretnie. Teraz tylko muszą nabrać koloru i się wygrzać w słoneczku. Ale były pyszne! Ta wata o nazwie truskawki z marketów nie ma do nich startu.

wtorek, 19 maja 2026

19.05.2026 Domowe drobiazgi

 i nie tylko, bo i firmowe i wyjazdowe. Załatwiam po kolei i bez pospiechu. Ale to tylko dziś , może jutro i w jakieś pojedyncze dni. Zwykle u nas wszystko na wariackich papierach. Zrobiło się cieplej więc będzie piękny weekend na działce. No i chyba na podwieczorek działkowy zaproszę rodzinkę, bo 26 wypada w tygodniu a następnego dnia wyjeżdżamy do Czech. Z domowych spraw zrobiłam nie wielkie pranie działkowych ciuchów, w firmie ogarnęłam faktury a na wyjazd umówiłam się ze znajomymi na wspólny transport. Matce wbijam ten wyjazd do głowy już trzeci dzień ale nie dociera. Kompletnie nie pamięta, że już o tym mówiłam. 

Przyszły zamówione sadzonki zimujących chryzantem. Nie wiem dlaczego ale nazywają je chryzantemami a to po prostu dąbki. Pod taką nazwą je znałam , gdy ogródek uprawiał mój ojciec i kwitły do końca listopada. Miałam w planach georginie, ale u mnie się nie trzymają i zjadają je ślimaki. Może z dąbkami mi pójdzie lepiej? Wybrałam czerwone, pomarańczowe i złote. Długo na nie czekałam. W zasadzie w ogrodzie mam już w tym roku wszystko co zaplanowałam. Teraz tylko czekać aż się zacznie rozrastać. 

poniedziałek, 18 maja 2026

18.05.2026 Sama nie wiem

 czy się cieszyć tym deszczem czy może jednak nie. Bo deszcz to jedno, potrzebny jak nigdy , bo sucho ale niestety zimno. Ogrodnicy i Zośka minęli a cieplej się nie robi. Mnie tam nie przeszkadza, upałów nie lubię ale roślinek mi szkoda. Ale co tam, odgórnie zarządzone i nie mam na to wpływu. Mam nadzieję, że do czasu wyjazdu do Czech zrobi się jednak cieplej, bo spływ kajakowy przy jedenastu stopniach na plusie to mało przyjemne zajęcie. Wiem coś o tym , bo nie byłby pierwszy taki. Kiedyś nawet wywrotkę do jeziora  zaliczyłam przy tej temperaturze. Nie było fajnie...

Urząd skarbowy zwrócił mi kasę z podatku od emerytury, całe 303zł. Ze 2-3 ładne kamienie do kolekkcji na giełdzie w Lwówku  za za to będą, może nawet więcej. Odłożyłam kaskę do przegródki na wyjazd. Trochę się stresuje tymi wyjazdami. Niby tylko po kilka dni, żadne długie urlopy ale nie wiem jak to logistycznie wyjdzie. Matka ma swoje lata i swoje zagrywy, zdarzyć się może wszystko. Synowa sobie da radę a pani D opiekunka jest fachowcem więc powinno wszystko zagrać. A mnie wyjazd potrzebny, dla własnego zdrowia. 

Tak poza tym kolejny wieczór z książką. 

niedziela, 17 maja 2026

17.05.2026 Zawsze coś...

Niedziela zapowiadała się słoneczna i ciepła ale tylko zapowiadała. Mnie- więcej w porze obiadowej zaczęło się chmurzyć. Od rana trochę ogarniałam domowe tematy i wizytę u matki. Małżonek odsypiał, potem pooglądaliśmy trochę kanały popularno- naukowe a po obiedzie i kawie wybraliśmy się na działkę. Od wczoraj nic się specjalnie nie zmienilo poza tym, że znów sucho.Po deszczu sprzed dwóch dni i wczorajszym podlewaniu śladu już nie było. Zaczęliśmy od zamocowania przyciętej wczoraj półki w starej altanie, wyrwałam też trochę chwastów ze skalniaka i mini-grządki pod oknem  a potem zachmurzyło się jeszcze bardziej i ochłodziło. I to całkiem mocno, bo gdy już się zwinęlismy , samochodowy termometr pokazał tylko 11 stopni. Zanim zaczęło padać przemalowaliśmy jeszcze stojak pod fontannę , bo wyszedł brązowy i zwyczajnie nie pasował do reszty.Tak to jest jak się kupuje farby różnych producentów. Niby "palisander", ale z jednej firmy był czarny a z drugiej brązowy. Palisander palisandrowi nie równy jednym słowem. Ledwie skończyliśmy a już zaczęło padać. W tym układzie sprzątnęliśmy i wróciliśmy do domu. Zaraz jadę do matki z wieczornymi lekami a potem wieczór z książką, bo to najlepsze na deszczowy klimat. Nie zaszaleliśmy z działkową robotą ale zawsze coś,  o jedną półkę i jedno malowanie do przodu. 

sobota, 16 maja 2026

16.05.2026 "Super Mario"

- pamiętacie film ? Nam się dziś przypomniał , bo przyszło nam stoczyć wojnę z zapchanymi rurami w kuchni. Plany były inne , działkowe od rana do kolacji a tymczasem nasza kuchnia zastrajkowała.  W zmywarce pełno wody , ze zlewu nie schodzi , ledwo- ledwo w łazience... Co było robić, wyciągnęliśmy zmywarkę z zabudowy, poodkręcaliśmy węże i rury, poczyściliśmy zawory i nic . Dalej woda stoi. Spuściliśmy z układu myjącego w zmywarce i znów nic. Małżonek stwierdził, że najwyraźniej to nie problem zmywarki a rur. Jak na złość guma do przepychania zmurszała i pękła, długie lata była nieużywana więc stała gdzieś w kącie zapomniana. Małżonek wpadł na pomysł, że zamiast gnać na drugi koniec miasta do marketu mam podjechać na działkę i przywieźć działkowy przepychacz. Sam majstrował dalej przy tych rurach. Zanim pojechałam wsypałam jeszcze do odpływu trochę kreta. Po 15 minutach byłam z powrotem. Małżonek uzbrojony w to przydatne urządzenie ruszył do boju ( i tu to skojarzenie z filmowym Mario) , zabulgotało, zagulgotało i za chwilę było po sprawie. Woda zeszła. Dla pewności wrzuciłam jeszcze program samoczyszczący w zmywarce a potem posprzątaliśmy , wstawiliśmy na swoje miejsca , zmyłam podłogę w kuchni i  poranek z głowy. Skończyliśmy w porze obiadowej. Na działke udaliśmy się  w tym układzie po obiedzie. A roboty trochę było, bo rano kupiłam sadzonki pomidorów, papryki, bazylii i arbuzów oraz jedną doniczkę lawendy w celu uzupełnienia, bo jedna mi zmarzła. Dałam radę, posadziłam wszystko, jeszcze ogórki wysiałam, a małżonek robił porządki w starej altanie i docinał dodatkową półkę. Na działce zjedliśmy kolację zabraną z domu. Urwałam trochę rabarbaru, sałaty i rzodkiewek i to tyle działkowania na dziś. Ogródek wygląda wręcz wzorcowo. Teraz tylko upiększać drobiazgami i czekać aż wyrośnie. Wczorajszy deszcz się przydała. Zaczęły wschodzić różne roślinki na grządkach kwiatowych i trawnik już nie wygląda na wypalony. Zazielenił się pięknie. Dobrej niedzieli ! 

piątek, 15 maja 2026

15.05.2026 Aż trudno uwierzyć

 ale padało całą minioną noc i dziś mniej- więcej do południa. Taki drobny kapuśniaczek. Zielono się od razu w mieście zrobiło, że aż miło. Na działke nie zaglądaliśmy , bo trzeba było zakupy na następny tydzień zrobić, ale jutro nadrobimy. Gdyby jeszcze troszkę cieplej się zrobiło, bo te 12 na plusie to jednak trochę nie na tę porę roku. Na jutro zaplanowałam sadzenie pomidorów i papryki oraz sianie ogórków. Czy coś więcej , to się okaże. Liczę , że już przymrozków nie będzie po dzisiejszej zimnej Zośce. 

Od wczoraj strajkuje mój lapek. Dziś go trochę do pionu postawiłam , ale ma jeszcze jakieś zadyszki. Może do jutra mu przejdzie. Wczoraj i dziś w sumie bez rewelacji. Jak zwykle siedziałyśmy w papierzyskach a chłopaki latali po klientach. Nic niezwykłego. Po obiedzie wybraliśmy się na cotygodniowe zakupy. W sumie nic specjalnego , tylko spożywcze i dla matki. A teraz wracam do czytania. Trzeba trochę odsapnąć.