babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

poniedziałek, 7 września 2026

7.09.2026 Jak się nie ma w głowie ...

 właśnie sobie przypomniałam ,że miałam jeszcze coś załatwić, żeby nie latać rano przed pracą. No i wyleciało mi z głowy. Trudno się mówi, jutro zaczynam dzień od latania po mieście. Trochę zamieszania narobił nam klient, musieliśmy gnać do Poznania odebrać towar, bo na rano potrzebny. Końca tej roboty nie ma. Jazd z moją mamuśką też nie. Ostatnio wyjada wszystko z lodówki i co tylko znajdzie się w jej zasięgu. Nie powinna, bo przy tym przesiadywaniu na kanapie tyje z dnia na dzień. Nie da się jednak jej tego wytłumaczyć, bo nie pamięta co się mówi parę sekund wcześniej i chyba nie wiele rozumie z tego co się mówi. Zaczęłam chować do górnych szafek jedzenie , które nie wymaga lodówki a szykuję tylko porcję na kolejne posiłki. Wczoraj dobrała się do obiadu, który zostawiłam rano w lodówce; gulasz z kaszą. Przyniosłam na plastikowej tacce zawinięte folia spożywczą. Folię rozerwała od góry a potem całą tackę postawiła na palniku od kuchenki. Chyba chciała sobie odgrzać, albo coś. Postawiła i na szczęście nie włączyła kuchenki. Pewnie zapomniała, że zostawiła, albo nie wiedziała jak ją włączyć. Maszynka ma termostat, jak zapomni się wyłączyć to sama się rozłączy ale plastik jak by się zaczął topić... Dopiero byłby bałagan i smród. Podniosła mi ciśnienie, mogło się to źle skończyć. A dziś zrobiłam jej śniadanie , trzy kanapki z serem i pomidorem , pokrojone jabłko i jogurt pitny. Do obiadu powinno wystarczyć. Zostały w skrzynce 3 małe kromki chleba, resztę schowałam do górnej szafki. Około 13.00 dzwoni, że nie ma chleba. Powiedziałam jej, że nie ma , bo wyjadła wszystko i że za godzinę przyjdzie D, to jej odgrzeje zupę pieczarkową. No to mi powiedziała, że przecież to jedzenie nie może leżeć. Jak przyszłam wieczorem i zrobiłam jej kolację , to się dosłownie na nie rzuciła i już nic jej nie interesowało oprócz jedzenia. Nie mam pojęcia co z tym zrobić. Nie chodzi o to , żeby ją głodzić czy odmawiać jedzenia , ale objadać się bez opamiętania nie powinna. Chyba muszę jej ograniczyć węglowodany, bo to ma największy wpływ. 

Tak poza tym to zamówiłam sobie kilka drobiazgów do kuchni i dla siebie stanik. I dziś już dojechały naklejki na słoiki (wymyśliłam ,że muszę opisywać , bo potem nie pamiętam gdzie co jest) i stanik. Dojadą jeszcze ściereczki kuchenne z motywem dyni i zazdrostki do kuchni. A skoro mowa o drobiazgach , to moja starsza synowa ma dekorację zrobioną z grających grzybków. O tym ,że lubi ten motyw wiem od dawna i na przestrzeni lat miała różne, szklane, ceramiczne, świecące , robione na szydełku przeze mnie , ale te są niesamowite; metalowe, w różnych kolorach jesieni i ruchome kapelusze, Jak taki kapelusz potrącić to wydaje dźwięk, Pozamiatała mnie l co tam moje dekoracje ceramiczne i z czarnego metalu. Taki grajacy grzyb to dopiero coś... 

niedziela, 6 września 2026

6.09.2026 Świętowanie

 tym razem przenieśliśmy do restauracji. I to był dobry pomysł. Mają świetną kuchnię , powiedziałabym, że nawet wykwintną opartą o dania regionalne i nawet zwykłą pyrę z gzikiem podają tak, że wygląda jak dzieło sztuki kulinarnej. Każdy zamawiał co mu pasowało z karty. My sobie zamówiliśmy kaczkę z pyzami i modrą kapustą , też nasze regionalne i też dostaliśmy podaną bardzo elegancko. Rano z kolei zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie cukiernia. Ta, w której w wakacje pracowała moja wnusia, a której właścicielem jest nasz klient. Niedziela , 9.10 weszłam kupić jakiś mały torcik i zdębiałam. Gorący chleb w co najmniej 3 rodzajach, bułki , gotowe kanapki na śniadanie, samych tortów 8 różnych rodzajów, innych wypieków cała kilkumetrowa gablota i nawet gotowe podpieczone pizze pełne dodatków , tylko włożyć do piekarnika na parę minut i gotowe, też w trzech rodzajach. Po obiedzie  panie kelnerki przyniosły nam torcik, który im zostawiłam, bo akurat ciast restauracja nie serwuje a jedynie desery, zapaliły świeczki i fajerwerka i podzieliły na porcje. Dostaliśmy listy gratulacyjne od naszej młodzieży, pergolę do ogródka , która przyjechała wczoraj na działkę i bilety na koncert muzyki filmowej przy świecach , połączony z kolacją. Fajna sprawa . Tyle tylko, że do Warszawy musimy się udać co mi trochę system komplikuje ze względu na matkę , ale temat do ogarnięcia. Resztę popołudnia spędziłam na kanapie z czytnikiem. Nie wskazane po takim solidnym obiedzie i deserze ale stwierdziłam ,że zrobię sobie luz. 

O tym co odwinęła moja mamuśka napiszę jutro. Nie chcę sobie psuć dnia i wieczoru. Podniosła mi ciśnienie ... Dobrego tygodnia !

sobota, 5 września 2026

5.09.2026 Ten dzień

 taki zwyczajny , ale dla nas ważny. Dziś nasza 45 rocznica ślubu. Kawał czasu - kawał życia za nami . Dobrego życia, choć przecież nie usłanego różami. Świętujemy jutro z naszymi dziećmi i wnukami. A dziś dla podkreślenia święta kupiłam duży bukiet astrów. Mam kilka na działce ale dopiero zaczynają rozkwitać. Ten bukiet włożyłam do wazonu , który dostaliśmy w prezencie ślubnym od przyjaciół. Żadne inne kwiaty nie wyglądają w tym wazonie tak pięknie jak astry. Dzień spędziliśmy na działce, Zrobiliśmy mniej niż można było , ale niestety parę razy padał ulewny deszcz. Pracowaliśmy więc w przerwach pomiędzy jedną ulewą a drugą. Przywieźliśmy kosz jabłek - już ostatki i drugi gruszek a do tego winogrono od sąsiadki, siatkę pomidorów i całą wykopaną marchew, pełną łubiankę po truskawkach.  I znów mam co robić. Dobrej niedzieli. 

piątek, 4 września 2026

4.09.2026 Prawie załatwiłam

sprawy urzędowe. Prawie jak wiadomo robi różnicę. Została mi enea i operator komórkowy. Nie wiem czy eneę ruszać , bo i tak opłaty idą z konta matki i to się nie zmieni czy będzie umowa na nią czy na mnie, bo ona korzysta. Co innego komórka. W grudniu wygasa jej umowa więc najdalej za miesiąc zaczną wydzwaniać i wciskać kit, a matka nie mając pojęcia o czym mowa coś głupiego przyklepie. Najwięcej czasu zmarnowałam w banku, polskim , państwowym a jakże. Dziadostwo i tyle. Na szczęście  trafiłam na młodą dziewczynę, która przedstawiła mi wszystkie możliwości rozwiązania tej sprawy i konsekwencje z tego wynikające. Jak się pytałam jakieś dwa tygodnie przed rozprawą na stanowisku informacyjnym to taka starsza i stażem i wiekiem nawet połowy nie wyłożyła, Ok. wybrałam opcję korzystną dla mnie i najprostszą. Pozostałe instytucje obskoczyłam szybko. W zusie z 15 minut , w skarbowym i meldunkowym w ogóle błyskawicznie , bo wystarczył pesel i już było wiadomo, że sąd poinformował i nie trzeba niczego załatwiać. W ops-ie nie było koordynatorki ale kobiety wzięły kopie i odnotowały, że należy to zgłosić. Też nie zajęło to więcej niż spisanie mojego numeru telefonu i nazwisk mojego i matki. A pani z zusu kazała mi złożyć wniosek o świadczenie wspierające i była bardzo zdziwiona, że jeszcze tego nie zrobiłam. Mam już papiery i przeczytałam ankietę. Wychodzi, że mam szanse na otrzymanie. Stało się, trochę mi to ułatwi zajmowanie się sprawami matki i o to miedzy innymi chodziło. 

Tak poza tym , popołudnie spędziliśmy jak w prawie każdy piątek na zakupach. Nie za dużo, ale i tak trochę czasu nam to zajęło, bo w kilku sklepach. Leki małżonka , spożywcze na cały tydzień dla nas i dla matki, środki czystości, bo niektóre się kończą a na koniec pogrzewacze- świeczki w actionie. I jak zwykle z samymi świeczkami nie wyszliśmy. Kupiłam pudełko dekoracji jesiennych , dyfuzor zapachowy dla matki i myjki do naczyń a małżonek zapalniczkę i pendrivy o dużej pojemności. Jak zwykle w tym sklepie pomieszanie z poplątaniem. W markecie mieli ładne i tanie wrzosy i patyczaki więc też kupiłam. Do domu. Ustawiłam od razu w jesiennej osłonce i już ozdobiły parapet. Jutro plany działkowe , w niedzielę imprezowe. 

czwartek, 3 września 2026

3.09.2026 Nie chce mi się

 dziś nic robić, mam jakiś spadek formy. A musiałam się sprężać, bo sypnęło mi się na głowę różnych dziwactw i odkręcania. Straciłam kilka godzin ale dałam radę. Pytanie na ile szybko wywiąże się druga strona ale tym się będę martwić później , w poniedziałek znaczy. W tak zwanym międzyczasie musieliśmy pojechać na działkę , bo odbierali szamba więc trzeba było otworzyć bramkę. Niby nic ale przez to, że nitka w stronę wyjazdu z miasta na remontowanym wiadukcie jest jeszcze nieczynna musieliśmy jechać okrężną drogą koło naszego domu a tam korki na całą długość ulicy jak zwykle odkąd jest remont na wiadukcie więc zeszła nam prawie godzina z czego odbiór nieczystości niecałe 10 minut. Tym sposobem robotę skończyłam tuż przed 16.00. Jutro mnie czeka rundka po urzędach więc musiałam nadrobić sprawy w pracy. Dobrze, że w perspektywie dwa dni wolne. Wracam do mojego czytnika, domowe zajęcia nie zające , nie uciekną. 

środa, 2 września 2026

2.09.2026 Z deszczu pod rynnę

się wpakowałam... Z tym ubezwłasnowolnieniem. Wyjścia co prawda nie miałam ale w nagrodę mam nowe tematy na głowie z tym związane. Dziś definitywny koniec sprawy. Dostałam orzeczenie sądu, że jestem opiekunem prawnym ubezwłasnowolnionej. No i na dzień dobry czeka mnie rundka po urzędach i instytucjach :bank, urząd skarbowy, zus, ops, lekarz rodzinny, operator komórkowy, szpital, enea i wydział meldunkowy w gminie na dokładkę. Ominęła mnie spółdzielnia mieszkaniowa, bo mieszkanie jest moje i tv z kablówki, bo umowa jest na mnie. Co jeszcze??? Dobre pytanie. A co 6 miesięcy sprawozdanie ze sprawowania opieki dla sądu. Cóż robić ? Jeszcze jedo zadanie do wykonania...  

Jest i dobra wiadomość, po trzech tygodniach są wyniki starszej synowej. Nie ma nowotworu.Szybkie usunięcie guzka ją uratowało. Bardzo się o nią baliśmy. 

I jeszcze taka, też dobra, że nasi Przyjaciele z Poznania po raz drugi zostali dziadkami. Kawał chłopa im w rodzinie przybyło. Maluch ważący prawie 4 kg. Mama i dzidziuś zdrowi a cała rodzinka przeszczęśliwa. My, przyszywani dziadkowie też, cieszymy się z nimi.  

p.s. własnie popełniłam 4777 wpis. 

wtorek, 1 września 2026

1.09.2026 Wrzesień = jesień

 i tak prawie to wyglądało dzisiaj. W kalendarzu wciąż lato aletemperatura w okolicy 22 stopni i na zmianę deszcz i słońce. Tak już trochę jesiennie się zrobiło zwłaszcza, że i zieleń już zmienia odcień na oliwkowy. Jak dla mnie może być. A skoro mowa o odcieniach oliwki to planuję zakup kurtki w tym kolorze. Podobno dobrze mi w oliwkowym. Z tematów jesiennych to kompletuję już dekoracje. Pokażę w swoim czasie, gdy znajdą już swoje miejsce na komodach i półkach.

Tak się złożyło, że wczoraj żegnaliśmy naszego znajomego. Człowieka znanego w mieście i bardzo lubianego. Miał 57 lat. Nawet nie wiedział, że jest chory a gdy pewnego dnia zasłabł na ulicy i zrobiono badania , nie było już czego ratować. Ja mówię , że dobrze, uniknął długiej walki z nowotworem , uporczywego leczenia i cierpień z tym związanych. Jasne, że był to szok dla wszystkich, nawet dla nas ale dla niego z pewnością lepiej. Znaliśmy się ze sponsorowania drużyny siatkówki a ja do szkoły podstawowej chodziłam z jego siostrą. Parę lat temu współpracowaliśmy w związku z tym sponsoringiem, bo Zmarły był działaczem sportowym i miejskim. Siatkówka i ta drużyna to było jego życie. Żegnała go chyba połowa miasta , w tym cały miejski biznes. Ludzi było tyle co na Święto Zmarłych. Czekając na ceremonię przyglądałam się trochę ludziom. Nie ma już zwyczaju noszenia żałoby. W czerń ludzie ubierają się tylko idąc na cmentarz pożegnać zmarłych. Tak było  i tym razem. Prawie wszyscy w ciemnych strojach bez zbytniej ekstrawagancji ale nie wszyscy. I tak się zastanawiam czy w szkole oprócz innych ważnych rzeczy nie powinno się uczyć savoir vivre czy tylko dobrego smaku , cokolwiek to znaczy. Nie wiem kim te osoby były, choć z widzenia znam. Przynieśli wielki bukiet czerwonych róż więc pewnie jakaś rodzina albo bliscy przyjaciele. Ona ubrana w czarną asymetryczną spódnicę z koronką sięgającą z jednej strony od połowy uda z drugiej do kostek , do tego czarna , satynowa wiatrówka z jakimiś krzyczącymi , złotymi paskami z logo producenta i szpilki też ze złotymi sprzączkami. Wszystko uzupełniła niezliczoną ilością łańcuszków i wisiorków. A na ramieniu miała wielką torbę, w której trzymała psa. Takiego modnego i drogiego , który z wyglądu kojarzy mi się z pomponem do bambosza i co chwilę coś tam przy nim robiła. Jej facet wprawdzie miał zwykłą, granatową koszulę z kołnierzykiem lekko przyciasną , to spodnie , które wyglądały jak poplamione farbą. Cały ten anturaż bardziej by pasował na festiwalu Castle Party, ale na pogrzebie robił kuriozalne wrażenie... Choć jedno i drugie mieści się w klimacie. Ja chyba nie rozumiem już tych czasów, pies na cmentarzu! Tylko brakowało takiego co by papierosa zapalił. Trochę nie na temat ale nie mogłam się tym curiosum nie podzielić...

Miałam wczoraj i dziś dużo pracy. I w domu i w biurze. W domu wiadomo, leżało wszystko i czekało lepszych czasów , bo działka ma pierwszeństwo, no to teraz nadrabiam prasowanie i sprzątanie w kuchennych szafkach. A biurze jak zwykle, papiery i jeszcze raz papiery. Biurowe podwórko odnowione i uporządkowane. Został jeszcze kawałek trawnika , ale zamierzam z niego wykopać wiosenne kwiaty i przenieść na swoją działkę więc jeszcze z tydzień do dwóch. 

Dziś nasza młodsza młodzież świętuje rocznicę ślubu , już 19-tą. 

Tak poza tym , otwarli już jedną nitkę na remontowanym wiadukcie. Wreszcie rozładuje się trochę ruch i znikną korki. Od dwóch lat te objazdy to prawdziwa plaga , zwłaszcza na naszej ulicy.