babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

czwartek, 19 marca 2026

19.03.2026 Nie da się ukryć ! jestem prawdziwą fanką

Jak się już domyślacie będzie koncertowo. Działo się oj działo ! Wtorkowy wieczór spędziliśmy na warszawskim Torwarze na kolejnym koncercie , a dokładniej to takim koncercie 3w1 , bo oprócz naszej wyczekiwanej Epica udział wziął zespół Amaranthe z Elize Reed i Charlotte Wessels , dawna solistka zespołu Delain. Torwar jak Torwar , za wiele się nie zmienił od ostatniego , trochę go tylko podrasowali a niewygodne krzesła, wąskie i koślawe zostawili i wyremontowali toalety, co i tak należy im się za to duży plus, bo były w stanie opłakanym. Hotel zarezerwowałam ten co zwykle , nie zbyt wysokich lotów Ibis Budget. Na jedną noc akurat ; ciepło, czysto, śniadanie w cenie i największa zaleta : jakieś 500m od Torwaru. Nie ja jedna , bo jak się okazało to zjechali się tam niemal wszyscy miłośnicy gotyckiego rocka i jak zwykle na tych imprezach od razu wszyscy byli „swoi”. Atmosfera zabawy i oczekiwania już od wejścia do hotelu. Mieliśmy do 18.30 trochę czasu wiec sobie krótki spacer zrobiliśmy przed koncertem i ucięliśmy kilka pogaduch z bywalcami. A potem był czas się szykować na wydarzenie. Tym razem wybrałam stylizację mocniej w stronę metalu. Czarne spodnie bojówki ( niestety nie dałam rady doczepić do nich łańcuszka, bo mi się popsuło zapięcie a nie było czym naprawić), czarną bluzkę z sznurówkami na całej długości rękawów i biżuterię z granatów i kwarcu dymnego. Szeroką bransoletę, najnowszy mój nabytek, jeszcze jej  nie pokazałam -ale nadrobię, wiktoriański naszyjnik też z granatami i pierścień z dużym, czarnym kwarcem. Małżonek włożył czarne dżinsy, śliwkową koszulę bez krawatu i czarną marynarkę. Czyli wszystko zgodnie z kanonem. Bywalcy przyszli na koncert też odpowiednio wystylizowani. Królowała jak zawsze czerń, motywy gotyckie typu czaszki, krzyże, czarne koronki , łańcuchy i inne oraz koszulki ulubionych zespołów różnej maści. Namierzyłam Epica, Nightwisch , Arteon, Amaranth a nawet Metallica i naszego osławionego Behemota           (tego od Nergala). Odszukaliśmy miejsca i znów okazało się , że trafiłam idealnie z biletami, bo na wprost sceny. Sala tym razem nie była wypełniona po brzegi. Trudno powiedzieć co na to wpłynęło, może fakt, że to środek tygodnia, może ceny biletów albo jeszcze coś innego. Pełno było tylko na płycie , gdzie były miejsca stojące, w naszym sektorze B , sektor A był wypełniony tak w połowie a reszta rozrzucona po pozostałych. Tak na oko , ze 2 i pół tysiąca ludzi. Koncert zaczął się o czasie występem Charlotte Wesseles i jej zespołu Obssesion , mocnym typowo metalowym brzmieniem i właściwie bardzo klasycznym. Charlotte dwukrotnie użyła swoich możliwości głosowych operowej sopranistki. W zespole Delain , gdzie zaczynała karierę śpiewała właśnie ćwiczonym sopranem. W swoim solowym projekcie mniej korzysta z tej możliwości. Wspiera ją wokalem jeden z basistów. W sumie dali bardzo energetyczny a przy tym melodyjny koncert połączony z efektami świetlnymi z wykorzystaniem laserów, jak zresztą i pozostałe zespoły ale dopiero Epica dała w tym względzie czadu naprawdę. Ten pierwszy support nie był długi, tylko osiem utworów. Filmik , który wrzuciłam , nie jest jakiś szczególny ale spójrzcie na tę postać na płycie! Co tam się dzieje! Ten młody fan wykonujący w rytm muzyki te przedziwne ekspresyjne ruchy ! On tak przez cały koncert! Obserwowałam go trochę i musze przyznać, że dawał radę , nawet składnie. Przećwiczył chyba , bo sekwencje jego ruchu się powtarzały co jakiś czas. 


Potem nastąpiła krótka przerwa techniczna na zmianę dekoracji, bo do występu szykował się zespół Amaranth. W błyskawicznym tempie powstała dekoracja rodem z obcej planety. Amaranth gra taki trochę metal przyszłości , nawiązujący do fantastyki naukowej, literatury w stylu Lema czy też filmów science fiction  z akcją w kosmosie. Cała oprawa występu była utrzymana w tej konwencji, łącznie z pokazem laserów i strojami ekipy nawiązującymi do serialu Star Trec. Czarne skóry, długie proste płaszcze , skórzane peleryny itp. Muzyka mimo ostrych riffów i potężnego podkładu perkusyjnego wzmocnionych jak na utwory traktujące o przyszłości w kosmosie przystało, dźwiękami elektronicznych sentyzatorów  okazała się bardzo melodyjna. Wokalistka Elize Reed nie ma takich możliwości głosowych jak jej koleżanki z zespołów gotyckich ,nie śpiewa w konwencjach operowych , ale głos ma mocny i dobrze potrafi go wykorzystywać. Momentami siłą głosu  przebijała instrumenty. Wspomagają ją w występach dwa męskie głosy jej kolegów w tym jeden ochrypłym , ciężkim growlem. Osobiście lubię ten efekt w utworach. Dodaje utworom mroku i tworzy klimat. Metal trochę z innej bajki ale spodobał mi się . Chyba częściej ich posłucham , bo jak dotąd to skupiałam się na klasycznym gotyckim rocku a inne w tym w/w Amaranth tak przy okazji.  




 Po tym kosmicznym metalu w wykonaniu Amarnth nastąpiła znów przerwa , tym razem półgodzinna , znów na zmianę dekoracji i przygotowanie kolejnej części. W przerwie  zeszliśmy do hallu na najniższym poziomie, gdzie było stoisko dla fanów. Zwykle tego nie robię , ale tym razem sobie nie odmówiłam kupiłam koszulkę Epica a małżonek DVD z fragmentami najlepszych płyt i teledyskami zespołu. Ale przecież jestem ich fanką więc jakiś gadżet mi się należał ( małżonek ma koszulkę Within Temptation) , a co! jestem prawdziwą fanką ? Jestem! Publiczność wróciła na swoje miejsca , przygasły światła i nagle wśród potężnego grzmotu i laserowych promieni pojawiła się zjawiskowa Simone Simons.  Zespół promował swoją nową płytę „Aspiral” ale w repertuarze znalazły się też ze 3 starsze kawałki. Może nie te najstarsze ale z dwóch poprzednich płyt. Nie zagłębiałam się tym razem zbyt mocno w treść tej płyty i przesłania z nich idące. Po prostu skupiłam się na słuchaniu i podziwianiu umiejętności wokalnych , muzycznej perfekcji i efektów świetlnych.  Występ  podobnie jak i dwa poprzedzające  nawiązywał do fantastyki naukowej . Zdradzały to efekty dodatkowe w postaci laserów , gry świateł, grzmotów, efektów wyładowań atmosferycznych i spadających gwiazd oraz sceniczne kostiumy. Simone dała pokaz swoich umiejętności wokalnych. Śpiewa pięknym klasycznym mezzosopranem i w przeciwieństwie do większości wokalistek wykorzystuje to zawsze. W zespole grają jeszcze dwaj basiści , z tego jeden śpiewający – a tak, grawlem , perkusista i klawiszowiec . Ten ostatni na tym wtorkowym koncercie grał na jakimś dziwnym , bo wygiętym półkoliście keyboardzie i podobno nawet zszedł z nim pomiędzy publiczność i grał tam pomiędzy ludźmi na płycie. Przyznam się, że nie zauważyłam tego , ale też nie przyglądałam się specjalnie temu co działo się na płycie. Skupiłam się na muzyce , śpiewie i pokazie laserów. Zatopiłam się w tym ogromie dźwięku i mocy i tylko tyle. Jeden z kawałków Simone wykonała wspólnie z Elize z Amaranth. Koncert był piękny. Jak zwykle mogłabym słuchać i słuchać. Wiem ,ta muzyka nie jest dla każdego , trzeba ją pokochać i czuć jej moc. Nie wszystkich taki styl zachwyca. Ja to wszystko wiem , ale na stare lata się w tym zakochałam po prostu. Już całkiem dawno, bo odkąd poznałam ten gatunek minęło już dobrych 15 lat albo więcej i jak dotąd wciąż mnie to porywa i wciąż odkrywam w tej muzyce coś nowego. I paradoksalnie w młodości nie lubiłam ciężkich brzmień. Ta fascynacja przyszła z latami. Co tu dużo pisać , wyszliśmy nieco ogłuszeni ale zachwyceni i tak, zrelaksowani. Coś w tym jest, że ta muzyka pozwala pozbyć się stresu. Podobno były nawet jakieś badania naukowe pod tym kątem prowadzone. Jedyny mankament , to znów dźwiękowcy , którzy uznali, że im głośniej tym lepiej i momentami słychać było przesterowania, co przy ciężkich brzmieniach nie jest zbyt przyjemne dla ucha i niewygodne siedzenia, ale to standard na Torwarze. Ja miałam jeszcze dodatkowe efekty dźwiękowe, bo obok mnie siedziały jakieś dwie małolaty i darły się i piszczały po każdej piosence. Przyznać jednak im muszę, że znały słowa piosenek na pamięć i podśpiewywały razem z zespołem. Jedna z nich nawet całkiem dobrym sopranem. Wyszłam bardziej ogłuszona tym ich wrzaskiem niż muzyką. To tyle na dziś . Jutro napiszę jeszcze parę słów o moich obserwacjach hotelowo- warszawskich  i może jeszcze jakiś filmik dołożę. 

.





środa, 18 marca 2026

18.03.2026 Wróciliśmy

 zadowoleni i odprężeni , ale relacja z koncertu za dzień - dwa. Najpierw muszę sobie przygotować filmiki i poukładać wrażenia. Działo się ! Pora wracać do szarej rzeczywistości. Dzięki temu wyjazdowi tydzień mi się skraca. Nie powiem , cieszy mnie to, bo w sobotę jak zwykle ogródek. A tymczasem dziś po przyjeździe zauważyłam zmiany w biurowym ogródku. Kwitną już wszystkie irysy !A wczoraj było ich kilka. Zrobiło się niebiesko i od razu weselej. Pora też ruszać z świątecznymi pracami. 

poniedziałek, 16 marca 2026

16.03.2026 Tak, to już jutro !

 Koncert Epica z supportami w wykonaniu Charlotte Wesseles i Amarnth. Niezorientowanym w gotycko-rokowych klimatach te nazwy i nazwisko wykonawczyni pewnie nic nie mówią, ale zapewniam ,że wszystko to wysoka półka, a już Epica szczególnie i właśnie na Epica najbardziej czekamy. Będzie się działo. Wszystko już przygotowane, stylizacje , torba podróżna , bo nocujemy w Warszawie oczywiście. Z młodszą synową obgadałam dostawę tabletek i zakupy dla babci, ogarnęłam sprawy firmowe na jutro i środę i możemy spokojnie jechać trochę się zabawić. Tak zamierzam się odciąć od wszystkiego i dobrze się bawić. Jutro więc nie będzie zapisków ale obiecuję solidną relację po powrocie.  

Tak poza tym jak zwykle w poniedziałek, nic ekscytującego. Trochę się ochłodziło , ale wiosna już  się rozgościła. W biurowym ogródku odkryłam nowe kolejne kwitnące iryski a moje leszczynowe gałązki wypuściły. Dwa tygodnie temu , gdy obcinaliśmy gałęzie , odcięła też leszczynę i te z pozoru suche badylki wstawiłam do wazonu z wodą i postawiłam w kuchni na oknie. No i w sobotę zauważyłam ,że pączki spęczniały a dziś już są malutkie listeczki.

Do napisania w środę ! 

niedziela, 15 marca 2026

15.03.2026 Kanapowiec

 czyli ja. Odpuściłam sobie dziś wszystko poza tym co niezbędne i zaległam na kanapie z czytnikiem. A co, też mi się coś należy. Nigdzie nie piszą , że wciąż muszę mieć zajęcie. Nawet myślałam ,żeby się na wyjazd przygotować , ale zdążę jutro. W końcu to tylko jedna noc więc ciuchy na koncert i coś do spania, 10 minut roboty to góra. A do tego pogoda się zmieniła i dziś dla odmiany pochmurnie i z mżawką. Miłego wieczoru ! 

sobota, 14 marca 2026

14.03.2026 Na ogródkach w dzień marcowy...

 piękny, słoneczny i ciepły dzień - dodać muszę - krzakowcy w akcji. Zjechało się ich dzisiaj! I każdy coś kopał, grabił , siał , zamiatał, przycinał , majstrował, nawoził, przesadzał i co tam jeszcze można robić w ogródkach. My też . bo jakże inaczej. Pojechaliśmy zaraz po śniadaniu. Od rana zrobiłam resztę zakupów, pojechałam do matki a potem tylko śniadanie i już nas nie było. Jak podjeżdżaliśmy to nasz Gospodarz wyrównywał parking , sprzętem własnego pomysłu. Polak potrafi. Do swojego auta typu pick-up podczepił żelazną drabinę , na to położył kilka bloczków "emek", takich na fundamenty i płyt chodnikowych i ciągnął to w tę i z powrotem. Sprawdziło się , parking mamy równiutki i nawet trochę ubity. A my poszliśmy po taczkę, żeby kilka razy nie chodzić po przywiezione na działkę rzeczy i worki z ziemią a potem zabraliśmy się do pracy. Przygotowałam sobie dwie grządki do siania , małżonek pociął i poukładał gałęzie , które obcięliśmy 2 tygodnie temu, potem wysiałam rzodkiewkę i groszek, posadziłam cebulkę na szczypior ,podlałam zasiane niedawno skrzynki w tunelu i posegregowałam sobie nasiona na potem. Przy sianiu wysypała mi się cała rzodkiewka. Rozgarnęłam żeby nie leżała w jednym miejscu. Pewnie wykiełkuje ale będzie rosła bez ładu i składu, zamiast jak należy w rządku. A niech tam... Zrobiliśmy sobie przerwę na drugie śniadanie , które zabrałam z domu , bo na działce jeszcze nie odkręcili wody więc gotowanie na razie odpada. A potem małżonek poprawił węże od nawadniania kropelkowego, bo przez zimę trochę  ucierpiały mocowania a ja przesadziłam porzeczkę i rozchodnik. Porzeczka rosła na ścieżce , bo tak jakoś wypadło jak przerabialiśmy grządki na skrzynkowe i tak została ale nas to wkurzało , bo raz , że przeszkadzała, a dwa to głupio wyglądało. Skończyło się tak, że wykopałam rozchodnik i porzeczkę. Porzeczkę posadziłam w miejscu rozchodnika i teraz wszystkie krzaczki owocowe rosną w równym rządku a rozchodnik podzieliłam na trzy części i jedną posadziłam w innej części ogródka a dwie porozdawałam po sąsiadkach. Trzecia sąsiadka dostała nasiona, które jej uszykowałam na jesieni. Dopiero teraz , bo na działkach się nie pokazywała od września, nie wiem dlaczego, ale nie ważne. Ja się wywiązałam. Wiosnę już widać gołym okiem. Drzewa i krzewy mają pączki, cebulowe wypuszczają , zakwitły mi już dwa krokusiki i nawet róże mają już maciupkie listki. A w biurowym ogródku zakwitły mini - irysy. A na koniec jak już wychodziliśmy sąsiedzi nakrzyczeli na nas , że już wychodzimy a jeszcze jest jasno!  Miłego wieczoru ! 

piątek, 13 marca 2026

13.03.2026 Datowanie, pisanie- czas sobie płynie ...

 

"13.03 2010 Na dobry początek

No dobra: do startu gotowi ,hoooooop !!! Stało się , staruję na blogu."  Taki był początek, pierwsze zdanie pierwszego wpisu na blogu. 

Tak, tak ! Dokładnie 13 marca 2010 roku ulokowałam się w tym miejscu i tak sobie siedzę i upycham w tej szafunierce kolejne dni. Te lepsze i te gorsze, wesołe i niewesołe , domowe, ogródkowe, muzyczne, książkowe, wyjazdowe, firmowe i mnóstwo, mnóstwo innych. Jak tysiące kropel , które w końcu zlewają się w jeden wielki ocean. Nazbierało się : 4624 wpisy, 13908 komentarzy i 932 918 odwiedzin...  Bardzo dziękuję wszystkim odwiedzającym , tym co czasem coś napiszą i tym co tylko czytają za to, że zaglądacie.😀
A dziś,16 lat później, 13 piątek nie zapisał się jakoś szczególnie. Zwykłe copiątkowe sprawy. No może tylko kolejne szaleństwo mojej matki. Podlewała kwiaty tak skutecznie, że zalała kuchnię. Rano miałam więc dodatkowe zajęcie. Musiałam ogarnąć domowy potop. Już się bałam, że jakaś awaria, dzwoniłam potem nawet do D , matki opiekunki, ale nic już się nie działo, poza tym, że wyjęła całe jedzenie z lodówki i leżało na szafkach. Z tym jednak D zrobiła porządek, obeszło się bez mojej interwencji. 
A jutro dzień na działce. Już nie mogę się doczekać. 
Kochani , jeszcze raz bardzo dziękuję za to, że zaglądacie do mojej szafunierki ! 

czwartek, 12 marca 2026

12.03.2026 Nosił wilk razy kilka

no i poniosło i wilka. Babsko co nachodziło moją matkę dostało jakiś wyrok. Zasuwa z miotłą i sprząta ulice pod nadzorem. Nie powiem ,że się nie ucieszyłam. Należało jej się . Widać , ktoś miał większego farta niż ja , albo lepszą sytuację prawną i jej załatwił. 😁

Właśnie nasz hmmm prezydent się popisał! Nie podpisze Safe i nakłamał do tego. Niech teraz idzie się tłumaczyć wojskowym. Na ich miejscu odwróciłabym się plecami zamiast salutować. Wstyd i hańba! Co tu więcej mówić... Chyba jak Zagłoba w Potopie, w scenie gdy Radziwiłł wznosił toast na cześć króla szwedzkiego...Tfu! 

Przyjechały moje zamówione nasionka i sadzonki. Ale będzie się działo w sobotę, bo część już się nadaje do siania od razu. Specjalnie takie zamówiłam i podobno wszystko łatwe w uprawie.  To akurat się okaże w praktyce. Tak, że od soboty sezon na krzaczki rusza pełną parą.

Do wiosny jeszcze chwilka , ale pączki na naszych przybiurowych drzewkach już są więc trochę wiosny i na bloga wprowadzam.