babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

poniedziałek, 27 kwietnia 2026

26.04.2026 Poniedziałek jakich wiele

 czyli znów o niczym , bo w kółko o pracy to aż nudne. Nie wiele się działo. Humor mi księgowa nieco poprawiła, bo nie mam w tym roku dopłaty do podatku dochodowego za ubiegły rok. Ba! nawet zawrotną kwotę do zwrotu! Zawrotną inaczej , żeby nie było , całe 15 złotych polskich. No co tam, dobre i 15 złotych, na jedną doniczkę albo 3 sadzonki pomidorów wystarczy. Wyśmiewam się oczywiście. 

Załatwiłam dziś to i owo z domowych tematów, nie moich tylko matki. Obgadałam z hydraulikiem wymianę sedesu i umywalki u matki. Termin ustalimy po majówce, bo na razie ma inne sprawy do dokończenia. mam mu zdjęcia zrobić, żeby miał mniej-więcej pojęcie co go czeka. Zdjęcia mam, bo zrobiłam jej już wcześniej. Chciałam ,żeby przyszedł obejrzeć , ale skoro zdjęcia mu wystarczą... Niech mu będzie. Załatwiłam też recepty na matki leki i zabrałam pranie. 

I stanęło na tym ,że w najbliższej kolejności robimy na działce płot. Jutro dzwonimy do majstra , tego samego co robił nam patio. 

niedziela, 26 kwietnia 2026

26.04.2026 Rosną

 wszystkie roślinki , które wczoraj przywieźliśmy. Przetrwały i dobrze się mają. Oby nie dopadły ich jakieś przymrozki. Placek z rabarbarem, który upiekłam przed południem zjedliśmy prawie cały. Jak zwykle upiekłam drożdżowy , bo z innymi ciastami u mnie słabo. Zwykle pierwszy placek z rabarbarem piekłam w majówkę, ale w tym roku jakoś wcześniej niż zwykle wyrósł ( u sąsiadów jeszcze nie ma) i to wyrósł dosłownie las rabarbaru. Ciekawe co jest przyczyną? Nadrabia zaległości z czasu jak był przywalony materiałami budowlanymi i myślałam, że już nic z niego nie będzie ??? Jest go tyle, ze chyba jakiejś konfitury rabarbarowej narobię na zapas.  Mimo wszystko coś tam rośnie , chociaż zimno. Właśnie odkryłam malutkie pędy jeżówek i szałwi muszkatołowej. 

Tak poza tym dzień trochę zwariowany i jak zwykle w pędzie. Przed południem wpadła wnusia z synem oddać dziadkowi kaszkiet,, który pożyczyła na szkolne przedstawienie i pochwalić się wynikami w strzelaniu. Noooo robią wrażenie. dziś ostatnia seria ligowa i przerwa do jesieni. A za tydzień strzelanie majówkowe. Zresztą gubię się już w tych kolejnych zawodach ale cieszę się z postępów i kibicuję. Sama przecież kiedyś strzelałam z nie złym skutkiem. Wyciągnęli mnie z wanny. Chciałam sobie trochę sprawić trochę relaksu a tu nic z tego. Musiałam się pośpieszyć. Oczywiście jeszcze wizyta u matki, wieczorem po działce kolejna i domowe zajęcia ... No zwariowany ten dzień i już. 

I na koniec muszę odnotować z obowiązku kronikarskiego. Jurek Owsiak ma godnego następcę . Jakiś youtuber dotąd znany tylko swoim wielbicielom, rozkręcił na niebywałą skalę zbiórkę dla dzieci chorych na raka. Na żywo, przez internet , w trakcie dziewięciodniowej akcji , która ma się dziś zakończyć zebrał prawie tyle ile WOŚP. Przed chwilą tvn pokazywał licznik akcji , który przekraczał grubo ponad 220 milionów. A zaczęło się od piosenki, którą nagrała z jakimś raperem 11 letnia dziewczynka chora na raka. Coś nieprawdopodobnego ! Możemy być z siebie dumni , jako społeczeństwo.   

sobota, 25 kwietnia 2026

25.04.2026 Trochę działkowo i trochę zakupowo

 a tak konkretniej to działkowo trochę a zakupowo duuuużo. Plany były inne , miało być na działce długo i dużo, ale jak rano pojechałam po pieczywo, na zieleniak i do matki to wróciłam przemarznięta, mimo pikowanej kurtki i apaszki na szyi. Było tylko 5 stopni na plusie i wszystko wskazywało na to, że zanosi się na deszcz. Zanim jednak wyjechaliśmy, bo wiadomo, w sobotę rano zawsze są jakieś domowe zajęcia zrobiło się słonecznie ale nie wiele cieplej, bo 10 na plusie. Pojechaliśmy jednak choć plan uległ zmianie. Posadziłam werbenę i kupione rano sadzonki kalarepy i sałaty lodowej, wyczyściłam kolejną grządkę z chwastów, małżonek drugą , podlaliśmy grządki i wracaliśmy zmarznięci do domu. Może nie byłoby tak zimno, gdyby nie wiatr. Po obiedzie i godzinnym relaksie z filiżanką kawy pojechaliśmy do leroy na ogródkowe zakupy, odkładane od nie wiadomo kiedy. Na działkach nie wolno palić gałęzi ani innych badyli ale jak się ma palenisko do tego przystosowane to wolno. Postanowiliśmy, że takie kupimy. Można było co prawda wybudować ale stwierdziliśmy, że szkoda roboty skoro mamy bon upominkowy a poza tym dobierzemy pasujące do reszty naszej architektury ogrodowej (szumne określenie na ptasie płotki) czyli czarny metal. Za wielkiego wyboru nie było, po namyśle wybraliśmy nieco mniejsze niż było w planach , za to głębsze i z bardzo grubej blachy. Głównie ta grubość nas przekonała. No i będzie łatwo przenieść i schować na zimę. Na tym się nie skończyło, bo kupiliśmy jeszcze farby do odnawiania stołu i krzesełek służących za kwietniki, nawóz do róż, bo mi się skończył, kapilary do kroplownika i górę roślin. Kwiatowych oczywiście. Nie tylko zresztą , bo jeszcze krzaczek rokitnika i jeżynę bezkolcową. Nasza nam zmarzła. Nie wiem czy odżyje, dam jej szansę , obetnę nisko przy ziemi i zobaczymy za rok ale obok posadzę drugą. Rokitnik zastąpi pigwowca. Niestety , coś im nie służy na naszej działce i już drugi zmarniał. To spróbuję z rokitnikiem. A poza tym mam mnóstwo kwiatów. Część do skalniaka, część do doniczek a część tak po prostu na grządki - turki na przykład. Niestety te co zasiałam w ogóle nie wykiełkowały. Nie wiem , czy z zimna, czy nasiona były jakieś stare, albo jeszcze coś innego.  Zabezpieczyliśmy to całe roślinne dobro i jutro po obiedzie pojedziemy posadzić.  Będzie co robić. Tak poza tym przywiozłam dziś z działki rabarbar , szczypior czosnkowy i taki zwykły- siedmiolatkę , pietruszkę ( odrosła mimo chłodu) i bukiet ciemnoczerwonych tulipanów. 

Miłej niedzieli!

piątek, 24 kwietnia 2026

24.04.2026 Werbenę posadzę

 jutro w ogródku. Kupiłam dziś całe pudło z napisem werbena różowa , ale kwiatki , jeszcze nieliczne ma czerwone. Jasnoczerwone , dla jasności, bo jest też  ciemnoczerwona i ma jeszcze kilka innych kolorów. Posadziłam w ubiegłym roku i pięknie rosła więc i w tym zakładam ,że też tak będzie. Bo niestety w naszych warunkach klimatycznych trzeba ją traktować jak roślinkę jednoroczną. Zima jednak mi trochę szkód narobiła. Kilka krzaczków nie odżyło, a już powinno wypuszczać. Szkoda. Jak znam siebie to sobie nie odmówię i na pewno znów coś przytargam jutro z zieleniaka. A wybieram się , po pierwsze sadzonki więc pewnie i na jakieś kwiaty się skuszę. 

Małżonek zrobił mi niespodziankę i kupił zawieszkę z pietersytu. Przyjechała dziś wprost do biura.I to nie byle jaką zawieszkę, bo w kolorach jesieni. Nie wiedziałam, że  pietersyt występuje w takim wybarwieniu. O tym ,że jest zielonkawo-szary i czarny z kolorowymi wrostkami wiedziałam , ale żółto-bordowo-miodowy ??? Ale jest efektowny. Bardzo mi się podoba. 

Tak poza tym to dalej czytam i zamiennie wróciłam do szydełka. Zupełnie wyleciało mi z głowy , że mam zaczętą chustę. I wczoraj weszła mi w ręce, przy okazji przekładania rzeczy na  półkach w szafie. 

czwartek, 23 kwietnia 2026

23.04.2026 Przynajmniej jeden problem z głowy

 Kolano matki. Sprawdzone, szwy zdjęte, dla pewności nałożony jeszcze taki specjalny plaster i to wszystko. I nawet grzeczna była , ubrała się i nie protestowała, że ma jechac. Rano dostała kwiatki i dwa pączki ( placka z agrestem nie było więc dostała pączki, bo te dwa ciasta lubi) oraz dużą paczkę kawy  z okazji urodzin więc nie szalała. Nie wiem tylko czy jeszcze pamięta, że to 89 urodziny. 

Tak poza tym dzień minął wyjątkowo spokojnie i bez żadnych zawirowań. I to mi pasuje. A wieczór zamierzam spędzić z czytnikiem. 

środa, 22 kwietnia 2026

22.04.2026 Z dużym opóźnieniem, ale to i tak lepiej niż wcale

 Tę książkę miałam opisać i polecić  już dawno , bo też czytałam ją już w styczniu. Mam na myśli „Rok zarazy” autorstwa Lidii Chowaniec. Trochę mi zeszło , bo już ją przeczytałam zaraz po odebraniu z empiku, ale ze mną tak jest; wiecznie gonię czas. Muszę zrobić powtórkę i przeczytać jeszcze raz, ale o tym później. Z pewnych źródeł, których na razie nie zdradzę wiem, że Autorka miała pewne trudności z wydaniem. Nie dziwię się jednak, że nie chcieli  jej wydać. W tej miałkości i zalewie głupawych albo przesłodzonych czytadeł, z marnym zasobem słownictwa i równie marnym stylem, ta książka jest po prostu zbyt dobra. I to pod wieloma względami moim zdaniem: tematu, języka, sposobu narracji, ciekawego tła społeczno-obyczajowego. Po prostu , dla przynajmniej trochę bardziej wymagających czytelników. Nie jestem pewna czy o to  chodziło Autorce dlatego chcę poczytać jeszcze raz, ale dopatrzyłam się tam takiej rozprawy z duchami przeszłości. To wcale nie jest łatwe, a coś o tym wiem z własnych doświadczeń , a już na pewno nie łatwe do opisania. W  książce całkiem dobrze to wyszło, udało  się temat ująć ciekawie , bez ckliwego słownictwa i rozczulania się. I ten wątek daje też do myślenia a to wartość dodana. Jest też zderzenie miasta z wsią , mentalne zderzenie oczywiście. To kolejny temat dający do myślenia. Jak się widzimy nawzajem, jakimi wartościami się kierujemy, jak rozmawiamy lub nie, czym się kierujemy podejmując decyzję i jak to widzi druga strona… Obyczajowa fabuła książki w sumie jest dość prosta, kobieta z dużego miasta, żona, matka, pracująca pani domu, nagle zapada na poważną chorobę, po której szuka samotnego odpoczynku i rehabilitacji w domku odziedziczonym po swoich ciotkach , gdzieś , w małej , górskiej wiosce, gdzie życie toczy się według świąt i pór roku a sąsiedzi widzą i wiedzą wszystko. W tle początek pandemii, w którą nie wszyscy wierzą albo nie wiedzą co to takiego i zwyczajnie ignorują. Najciekawsze jednak w tej książce jest tło. To co dzieje się pod fabułą a o czym już wyżej po części wspomniałam. I barwny pakiet  postaci drugoplanowych, trochę dziwacznych, trochę oryginałów, a trochę karykaturalnych na miarę tu i teraz z wszystkimi przywarami ludzi żyjących ze smartfonem w ręku. Podobały mi się też regionalizmy. Lubię takie klimaty w książkach. Większych problemów z gwarą góralską nie miałam czytając, może dlatego, że kiedyś mnie to bardzo pasjonowało i chociaż nie umiem mówić znam kilka gwar całkiem nie źle. Zapomniane dawno hobby ale się przydało. Dla niezorientowanych, przydał by się może jakiś mini-słowniczek gwary na końcu ale to w sumie drobiazg i bez wpływu na treść i całą koncepcję jako taką. Jest też wątek wielkopolski  bez którego – „małe miasteczko w okolicach Poznania” -  nie byłoby to samo. Przynajmniej dla mnie Wielkopolanki od wielu pokoleń.  Wiem skąd pochodzi ten wątek i do czego nawiązuje. Ogólnie rzecz biorąc podobało mi się w tej książce właściwie wszystko.  I tu na koniec muszę się przyznać i pochwalić, osobiście znam Autorkę.  Jeśli lubicie powieści obyczajowe to przeczytajcie, nie będziecie żałować.

wtorek, 21 kwietnia 2026

21.04.2026 Ogarnęłam ...

 to kurewstwo czyli ksef . Pomógł AI , ale się udało. Pracuję na tym programie chyba z 35 lat i znam go dokładnie. Wiedziałam , że muszą być sposoby, żeby to wszystko obejść i ustawić na właściwych torach. W życiu bym jednak nie wpadła na to, że sprawa jest tak prozaiczna. Prozaiczna ale zaważyła. Na tych czterech fakturach popełniłam ten sam błąd. W sumie to dotąd żaden błąd nie był. Wpisałam ilość produktów a nie dopisałam jednostki miary , 3 marnych literek "szt" , no i zostały odrzucone. A na to jak usunąć fakturę z bufora ksef w celu poprawienia jej  nie wpadł by nawet mój synalek informatyk. Ale już wiem co i jak. Ale imienia AI nie dostanie, na imię trzeba zasłużyć, jak się chce nazywać to musi się lepiej postarać. Tak poza tym ogarnęłam też awarię hasła w banku. Czyli lepiej mi poszło niż wczoraj. 

Po wczorajszym deszczu zrobiło się zielono i pięknie. Na działce nie byliśmy, z braku czasu ale na pewno to i owo podrosło a trawa odzyskała świeżość. Już się cieszę na sobotę. Kupiłam sobie etui do czytnika z obrazkiem nawiązującym do moich książkowych poszewek - jak ze starej biblioteki. Wygodny, ze wspornikiem i opaską na dłoń, można postawić na stole , albo zaczepić na dłoni a nie trzymać.