babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

wtorek, 6 października 2026

6.10.2026 Co ci ludzie mają w głowach...

 ledwie dziś otworzyłam wiadomości a tu miejski news: facet lat 59 zgłosił na policję awanturę domową, że niby żona się awanturowała i jest agresywna. Okazało się jak już patrol przyjechał, że go objechała, bo kazała mu wynieść śmieci i posprzątać a on nie chciał i wtedy wstawiła mu kosz na śmieci do jego pokoju i nie chciała zabrać. I to był powód do interwencji. Dawno się tak nie uśmiałam, chyba od czasu afery z dwoma biznesmenami i robieniem lodów. I takich dziwnych zdarzeń było dziś parę. Jadę do matki, parkuję pod blokiem i co widzę ? Od kilku dni trwają tam prace ziemne i wymieniają chodniki na kostkę brukową. Starą nawierzchnię zdjęli i dziś kładli nowe krawężniki. Po obu stronach bloku były wysypane dwie pryzmy ziemi do podsypek. Gość miała zacząć od strony klatki gdzie mieszka moja matka ale facet latał z łopatą na drugi koniec bloku i z powrotem żeby podsypać. Majster wrzasnął na niego, że ma brać ziemię z rej drugiej pryzmy ale popatrzył na niego jakby ten spadł z choinki i dalej latał w tę i z powrotem... I na koniec nasi uczniowie z technikum. Znów mamy na praktykach, od dwóch dni na razie. Jeden pojechał z moim małżonkiem do pomocy przy spawaniu światłowodów , drugi ze starszym synem układać instalację i zestawiać most radiowy. Opinia obu ; nie nadają się do roboty fizycznej. A już łopaty żaden w ręku nie miał jak żyje. Nawet łopatką w piaskownicy nie kopał...  O tempra ! O mores! można zawołać. 

Tak poza tym dzień jak zwykle. Bez rewelacji. I wciąż piękna pogoda. Przydało by się trochę deszczu.

poniedziałek, 5 października 2026

5.10.2026 Zawsze coś

 Tym razem rozchorowała się D, matki opiekunka. Dzwoniła dziś wieczorem do mnie, żeby poinformować, że na jutro nie zdąży załatwić zastępstwa. Dam radę. Gorzej, że byłyśmy umówione, że zastąpi mnie  przez całą najbliższą niedzielę, bo my mamy wyjazd na sprezentowany koncert. Pytanie czy wyzdrowieje do tego czasu... Mam już wszystko przygotowane, hotel, bilety na pociąg... Nie chciałabym z tego rezygnować. No i prezent to prezent. Nie ładnie byłoby nie skorzystać. 

Czas pędzi, właśnie uświadomiłam sobie, że za niecały miesiąc Święto Zmarłych a za dwa i trochę Gwiazdka. Przygotowania czas zaczynać, przynajmniej do Święta Zmarłych. Na jutrzejsze popołudnie planujemy pojechać na cmentarz zrobić porządek u mojego ojca. Od czegoś trzeba zacząć. 

niedziela, 4 października 2026

4.10.2026 Ta jesienna niedziela ...

 trawersując tytuł niegdyś popularnej piosenki. Długa się okazała ta moja niedziela a już na pewno przedpołudnie. Pozbierałam się dość wcześnie, bo dziesięć po siódmej. Miałam plan , że sobie posiedzę w spokoju, wypiję jakąś kawę , przygotuję się do wyjazdu do matki, bo zamierzałam jej zmienić pościel i zabrać rzeczy do prania a tu plan się posypał jak tylko weszłam do kuchni. Z lodówki pociekła woda. Domyśliłam się, że przepełnił się pojemnik na skropliny. Znaczy zatkał się odpływ. Powycierałam, zabezpieczyłam i pora była ruszać z domu. U matki trochę mi zeszło, wiadomo zmiana pościeli chwil zajmuje a przy fochach mojej matki to razy dwa. Potem jeszcze kazałam jej się przebrać, zrobiłam śniadanie , no potrwało. Po powrocie obudziłam małżonka, działka najwyraźniej go zmęczyła, bo niby był obudzony jak wychodziłam , ale zasnął. No i zabraliśmy się od razu za opanowanie tej klęski żywiołowej. Też zeszło, mimo, że kiedyś już nam się coś takiego zdarzyło i wiedzieliśmy co robić. Na szczęście remontując kuchnie przemyśleliśmy każdy szczegół i lodówka stoi na wózku. Wyciągnięcie jej z zabudowy nie stanowi problemu . A jak już wyciągnęliśmy i odetkaliśmy odpływy i zebrałam resztę wody to od razu ją umyliśmy i odkurzyliśmy wnękę. Znowu zeszło. Rozkład jazdy na dziś tym samym poszedł w... chatkę z piernika. Na szczęście obiad miałam gotowy, tylko do odgrzania. Ponieważ została mi niecała godzina do kolejnej wizyty u matki zabrałam się do prasowania. Ograniczyłam się do koszul małżonka. Reszta została i może ogarnę to jutro ale to się okaże. Mamuśka oczywiście musiała narozrabiać. Mimo solidnego śniadania dobrała się do tego co było w lodówce. Powyjadała wszystko. Zrobiła przy tym taki bałagan w kuchni, że znów musiałam sprzątać. No cóż... Po naszym obiedzie odpuściłam całą resztę. Po prostu przeleżałam na kanapie aż do piątej. Nawet czytać mi się nie chciało. 

Tak poza tym, mam dylemat. Nie wiem czy dobrze robię. Tłumaczę sobie, że ktoś powinien skoro matka sama o tym nie pomyślała a teraz nie pomyśli z racji demencji a ja jestem osobą praktyczną i zorganizowaną , lubię mieć wszystko przygotowane na różne okoliczności. Robiąc , a raczej usiłując zrobić jako taki porządek u matki , przejrzałam jej garderobę. Doszłam do wniosku, że muszę o to zadbać w kontekście jej wieku (dobiega lat 90-ciu) i prawdopodobieństwa odejścia. To co ma albo jest  za małe, bo ograniczając się tylko do siedzenia w jednym miejscu i jedzenia niestety mocno przytyła. A to co może by pasowało ma tak znoszone, że właściwie do wyrzucenia. Jeśli ja nie zabrałam do prania czy nie ponaprawiałam to sama tego nie  zrobiła. Gdyby co, nie miałabym jej w czym pochować. Owszem , kupiłam jej wcześniej kilka ciuszków, ale raczej takich codziennych, które zresztą nieustająco piorę , bo ciągle czymś je poplami. I doszłam do wniosku, że muszę coś z tym zrobić. Zamówiłam dla niej kilka bardziej eleganckich rzeczy; suknię , buty, żakietowy sweter, bieliznę i rajstopy mam w zapasie na wszelki wypadek, bo jak potrzebne np. żeby zabrać ją do lekarza to nigdy znaleźć nie mogłam. No i gryzie mnie to czy powinnam myśleć o tym już teraz... 

sobota, 3 października 2026

3.10.2026 Mglisty poranek i kasztany ...

 i jeszcze powietrze pachnące wiatrem i dymem z ogniska... W mieście się tego nie czuje niestety , ale od czego wyobraźnia... Na pewno ten zapach gdzieś tam się snuł. Mglisty poranek był jednak realny i co tu dużo gadać : piękny ! Bo ja mgłę kocham. To jedna z tych moich fascynacji, których nie umiem wyjaśnić. Po prostu tak mam. O tym mglistym poranku wybrałam się na zakupy do piekarni a potem do matki z porannymi tabletkami i zrobić jej śniadanie. Miasto jeszcze spało, kręcili się  po nim tylko nieliczni mieszkańcy a mgły po woli się podnosiły. Obok parkingu nazbierałam trochę kasztanów. Nie wiele w tym roku, bo dekoracje zdążyłam zrobić wcześniej , a tymi co zebrałam tylko te dekoracje uzupełniłam. Bo przecież jesień bez kasztanów się nie liczy. Ot taki drobny romantyczny wątek, wąteczek właściwie , w sam raz na sobotę. 

A potem już było jak zwykle. Oczywiście wybraliśmy się na działkę. Wciąż kwitną na niej rutbekie i kosmosy i po raz drugi róże okrywowe. Zabraliśmy się dziś za kolejne grządki i truskawki. te ostatnie zostały dokładnie obcięte z pędów i przebarwionych liści, dosadziłam kilka nowych sadzonek. Małżonek zajmował się truskawkami a ja pieliłam kolejne dwie grządki. Na koniec przykryliśmy je włókniną żeby nie rosło zielsko, a wcześniej jeszcze przesypaliśmy nawozem. Została grządka ziołowa i jedna. na której mam posianą rzodkiewkę i gdzie wypuścił koperek. Pora na grządki kwiatowe ale to już następnym razem. 

piątek, 2 października 2026

2.10.2026 Jeszcze dużo muszę się nauczyć,

 ale najważniejsze w moim nowym telefonie już mam. Aparat jest inny i te nowe aktualizacje zupełnie zmieniły obsługę wszystkiego co w nim jest. Niestety nie skopiował mojego dzwonka. I nie mam na razie pomysłu jak go wgrać. Będzie mi tego upiora z opery brakowało. Zobaczymy jak mi pójdzie obsługa. Na razie zrobiłam dziś kilka fotek nowej , jesiennej instalacji z mojego ulubionego skwerku i znów nie mam pomysłu jak to zgrać do komputera. Pewnie znów przyjdzie mi coś instalować . 

Tak poza tym jakaś czarna seria u nas, wczoraj stłuczka tuż obok naszej biurowej bramy, wieczorem wypadek we wsi gdzie mieszka nasza młodsza młodzież a dziś na uliczce z której skręcam do bloku matki samochód potrącił rowerzystkę. Ludzie kompletnie nie uważają na to co robią na drogach. 

Jutro dzień działkowy. Już się cieszę. 

czwartek, 1 października 2026

1.10.2026 Pokarało mnie ,

 za łakomstwo. Dobrałam się do orzeszków, których jem bardzo mało i rzadko, no to mam; złamany ząb. Umówiłam się już z dentystką , niestety dopiero na środę , bo ma już wszystkie terminy zaklepane. Muszę uważać, bo to dolna dwójka więc nawet skórki od chleba ciężko ugryźć. Diabli nadali, bo dodatkowy wydatek. A w październiku zawsze mam kumulację, bo i ubezpieczenie mieszkania i rachunek za prąd i rozliczenie mediów za działkę plus opłata jesienna i to co standardowe co miesiąc. A dziś jeszcze skończył mi się gaz więc jeszcze jeden , choć akurat butla to mały wydatek.  A obiecałam jeszcze, że dołożę się do prawa jazdy wnuczki...

Tak poza tym nadrabiałam dziś wczorajszą nieobecność w firmie. Rozliczyłam co zostało. Wyszło mi w sumie 17 faktur. Ładnych kilka godzin roboty. A jeszcze więcej przed nami , bo to ostatnia prosta przed końcem roku , najlepsze 3 miesiące. Zaczynają się żniwa. 

Synowie pochwalili mój wczorajszy zakup a synowa poszukała mi porządne etui i zamówiła. Jeszcze nie miałam czasu go uruchomić i przerzucić danych ze starego. Może w weekend? 

Pogoda przepiękna, prawdziwa złota jesień. 

środa, 30 września 2026

30.09.2026 Parę spraw z głowy

 Nabiegałam się dzisiaj nie mało, ale pozałatwiałam , papiery w ops podpisałam , ustaliłam przy okazji z koordynatorką nowy pakiet obowiązków opiekuńczych. Nic szczególnego , bo i tak za wiele D nie zrobi ale choć drobne prace, pomoc w utrzymaniu higieny, spacer - niemal niewykonalne, odgrzanie obiadu itp. Po drodze , bo to kilka kroków od ops-u oddałam marynarkę małżonka do czyszczenia , pojechałam potem do kolejnej instytucji żeby złożyć wniosek o świadczenie wspierające i tu jak to w naszych instytucjach "to nie my, to oni" , pojechałam do kolejnej , owszem obejrzeli papiery, sprawdzili czy wszystko jest (nie było, musiałam uzupełnić) a potem pańcia mi powiedziała, że oni nie i mam to sama wysłać do wojewódzkiego oddziału. No to uzupełniłam papiery , zapakowałam w kopertę i pojechałam wysłać. Po południu umówiłam się z prawniczką. Obgadałyśmy te sprawozdania do sądu i pojechałam do domu. Po drodze w przerwach pomiędzy krążeniem po mieście wystawiłam faktury, które przypadają na koniec miesiąca i zrobiłam kilka zamówień. Po obiedzie ucięłam sobie pogaduchy z kuzynką a potem pojechaliśmy z małżonkiem kupić dla mnie nowy telefon. Planowałam to już jakiś czas, bo mój stał się niewydolny i siadła całkowicie bateria. Nie używam na co dzień żadnych wifi czy innych bluetooth-ów ani aplikacji a rozładowuje się w ciągu dnia. Nie tak łatwo wybrać. Starszy syn poradził nam określone parametry a mój małżonek jak to on , musiał dobrać coś "na górkę". No i mam , nową motorolę, ośmiordzeniową z pamięcią 512GB czyli już tyle co dobrej jakości laptop do prac biurowych. Niech mu będzie. Może będzie ładnie nagrywał koncerty , bo na starym słabo to wychodziło. Ma jednak swoje zalety: czcionkę można powiększyć chyba do 14 punktów i jest o co najmniej jedną trzecią cieńszy i lżejszy niż ten co miałam. No i baterie ma większą. Teraz muszę go ogarnąć i nauczyć się go używać. To będzie duży wyczyn...