babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

niedziela, 4 października 2026

4.10.2026 Ta jesienna niedziela ...

 trawersując tytuł niegdyś popularnej piosenki. Długa się okazała ta moja niedziela a już na pewno przedpołudnie. Pozbierałam się dość wcześnie, bo dziesięć po siódmej. Miałam plan , że sobie posiedzę w spokoju, wypiję jakąś kawę , przygotuję się do wyjazdu do matki, bo zamierzałam jej zmienić pościel i zabrać rzeczy do prania a tu plan się posypał jak tylko weszłam do kuchni. Z lodówki pociekła woda. Domyśliłam się, że przepełnił się pojemnik na skropliny. Znaczy zatkał się odpływ. Powycierałam, zabezpieczyłam i pora była ruszać z domu. U matki trochę mi zeszło, wiadomo zmiana pościeli chwil zajmuje a przy fochach mojej matki to razy dwa. Potem jeszcze kazałam jej się przebrać, zrobiłam śniadanie , no potrwało. Po powrocie obudziłam małżonka, działka najwyraźniej go zmęczyła, bo niby był obudzony jak wychodziłam , ale zasnął. No i zabraliśmy się od razu za opanowanie tej klęski żywiołowej. Też zeszło, mimo, że kiedyś już nam się coś takiego zdarzyło i wiedzieliśmy co robić. Na szczęście remontując kuchnie przemyśleliśmy każdy szczegół i lodówka stoi na wózku. Wyciągnięcie jej z zabudowy nie stanowi problemu . A jak już wyciągnęliśmy i odetkaliśmy odpływy i zebrałam resztę wody to od razu ją umyliśmy i odkurzyliśmy wnękę. Znowu zeszło. Rozkład jazdy na dziś tym samym poszedł w... chatkę z piernika. Na szczęście obiad miałam gotowy, tylko do odgrzania. Ponieważ została mi niecała godzina do kolejnej wizyty u matki zabrałam się do prasowania. Ograniczyłam się do koszul małżonka. Reszta została i może ogarnę to jutro ale to się okaże. Mamuśka oczywiście musiała narozrabiać. Mimo solidnego śniadania dobrała się do tego co było w lodówce. Powyjadała wszystko. Zrobiła przy tym taki bałagan w kuchni, że znów musiałam sprzątać. No cóż... Po naszym obiedzie odpuściłam całą resztę. Po prostu przeleżałam na kanapie aż do piątej. Nawet czytać mi się nie chciało. 

Tak poza tym, mam dylemat. Nie wiem czy dobrze robię. Tłumaczę sobie, że ktoś powinien skoro matka sama o tym nie pomyślała a teraz nie pomyśli z racji demencji a ja jestem osobą praktyczną i zorganizowaną , lubię mieć wszystko przygotowane na różne okoliczności. Robiąc , a raczej usiłując zrobić jako taki porządek u matki , przejrzałam jej garderobę. Doszłam do wniosku, że muszę o to zadbać w kontekście jej wieku (dobiega lat 90-ciu) i prawdopodobieństwa odejścia. To co ma albo jest  za małe, bo ograniczając się tylko do siedzenia w jednym miejscu i jedzenia niestety mocno przytyła. A to co może by pasowało ma tak znoszone, że właściwie do wyrzucenia. Jeśli ja nie zabrałam do prania czy nie ponaprawiałam to sama tego nie  zrobiła. Gdyby co, nie miałabym jej w czym pochować. Owszem , kupiłam jej wcześniej kilka ciuszków, ale raczej takich codziennych, które zresztą nieustająco piorę , bo ciągle czymś je poplami. I doszłam do wniosku, że muszę coś z tym zrobić. Zamówiłam dla niej kilka bardziej eleganckich rzeczy; suknię , buty, żakietowy sweter, bieliznę i rajstopy mam w zapasie na wszelki wypadek, bo jak potrzebne np. żeby zabrać ją do lekarza to nigdy znaleźć nie mogłam. No i gryzie mnie to czy powinnam myśleć o tym już teraz... 

sobota, 3 października 2026

3.10.2026 Mglisty poranek i kasztany ...

 i jeszcze powietrze pachnące wiatrem i dymem z ogniska... W mieście się tego nie czuje niestety , ale od czego wyobraźnia... Na pewno ten zapach gdzieś tam się snuł. Mglisty poranek był jednak realny i co tu dużo gadać : piękny ! Bo ja mgłę kocham. To jedna z tych moich fascynacji, których nie umiem wyjaśnić. Po prostu tak mam. O tym mglistym poranku wybrałam się na zakupy do piekarni a potem do matki z porannymi tabletkami i zrobić jej śniadanie. Miasto jeszcze spało, kręcili się  po nim tylko nieliczni mieszkańcy a mgły po woli się podnosiły. Obok parkingu nazbierałam trochę kasztanów. Nie wiele w tym roku, bo dekoracje zdążyłam zrobić wcześniej , a tymi co zebrałam tylko te dekoracje uzupełniłam. Bo przecież jesień bez kasztanów się nie liczy. Ot taki drobny romantyczny wątek, wąteczek właściwie , w sam raz na sobotę. 

A potem już było jak zwykle. Oczywiście wybraliśmy się na działkę. Wciąż kwitną na niej rutbekie i kosmosy i po raz drugi róże okrywowe. Zabraliśmy się dziś za kolejne grządki i truskawki. te ostatnie zostały dokładnie obcięte z pędów i przebarwionych liści, dosadziłam kilka nowych sadzonek. Małżonek zajmował się truskawkami a ja pieliłam kolejne dwie grządki. Na koniec przykryliśmy je włókniną żeby nie rosło zielsko, a wcześniej jeszcze przesypaliśmy nawozem. Została grządka ziołowa i jedna. na której mam posianą rzodkiewkę i gdzie wypuścił koperek. Pora na grządki kwiatowe ale to już następnym razem. 

piątek, 2 października 2026

2.10.2026 Jeszcze dużo muszę się nauczyć,

 ale najważniejsze w moim nowym telefonie już mam. Aparat jest inny i te nowe aktualizacje zupełnie zmieniły obsługę wszystkiego co w nim jest. Niestety nie skopiował mojego dzwonka. I nie mam na razie pomysłu jak go wgrać. Będzie mi tego upiora z opery brakowało. Zobaczymy jak mi pójdzie obsługa. Na razie zrobiłam dziś kilka fotek nowej , jesiennej instalacji z mojego ulubionego skwerku i znów nie mam pomysłu jak to zgrać do komputera. Pewnie znów przyjdzie mi coś instalować . 

Tak poza tym jakaś czarna seria u nas, wczoraj stłuczka tuż obok naszej biurowej bramy, wieczorem wypadek we wsi gdzie mieszka nasza młodsza młodzież a dziś na uliczce z której skręcam do bloku matki samochód potrącił rowerzystkę. Ludzie kompletnie nie uważają na to co robią na drogach. 

Jutro dzień działkowy. Już się cieszę. 

czwartek, 1 października 2026

1.10.2026 Pokarało mnie ,

 za łakomstwo. Dobrałam się do orzeszków, których jem bardzo mało i rzadko, no to mam; złamany ząb. Umówiłam się już z dentystką , niestety dopiero na środę , bo ma już wszystkie terminy zaklepane. Muszę uważać, bo to dolna dwójka więc nawet skórki od chleba ciężko ugryźć. Diabli nadali, bo dodatkowy wydatek. A w październiku zawsze mam kumulację, bo i ubezpieczenie mieszkania i rachunek za prąd i rozliczenie mediów za działkę plus opłata jesienna i to co standardowe co miesiąc. A dziś jeszcze skończył mi się gaz więc jeszcze jeden , choć akurat butla to mały wydatek.  A obiecałam jeszcze, że dołożę się do prawa jazdy wnuczki...

Tak poza tym nadrabiałam dziś wczorajszą nieobecność w firmie. Rozliczyłam co zostało. Wyszło mi w sumie 17 faktur. Ładnych kilka godzin roboty. A jeszcze więcej przed nami , bo to ostatnia prosta przed końcem roku , najlepsze 3 miesiące. Zaczynają się żniwa. 

Synowie pochwalili mój wczorajszy zakup a synowa poszukała mi porządne etui i zamówiła. Jeszcze nie miałam czasu go uruchomić i przerzucić danych ze starego. Może w weekend? 

Pogoda przepiękna, prawdziwa złota jesień. 

środa, 30 września 2026

30.09.2026 Parę spraw z głowy

 Nabiegałam się dzisiaj nie mało, ale pozałatwiałam , papiery w ops podpisałam , ustaliłam przy okazji z koordynatorką nowy pakiet obowiązków opiekuńczych. Nic szczególnego , bo i tak za wiele D nie zrobi ale choć drobne prace, pomoc w utrzymaniu higieny, spacer - niemal niewykonalne, odgrzanie obiadu itp. Po drodze , bo to kilka kroków od ops-u oddałam marynarkę małżonka do czyszczenia , pojechałam potem do kolejnej instytucji żeby złożyć wniosek o świadczenie wspierające i tu jak to w naszych instytucjach "to nie my, to oni" , pojechałam do kolejnej , owszem obejrzeli papiery, sprawdzili czy wszystko jest (nie było, musiałam uzupełnić) a potem pańcia mi powiedziała, że oni nie i mam to sama wysłać do wojewódzkiego oddziału. No to uzupełniłam papiery , zapakowałam w kopertę i pojechałam wysłać. Po południu umówiłam się z prawniczką. Obgadałyśmy te sprawozdania do sądu i pojechałam do domu. Po drodze w przerwach pomiędzy krążeniem po mieście wystawiłam faktury, które przypadają na koniec miesiąca i zrobiłam kilka zamówień. Po obiedzie ucięłam sobie pogaduchy z kuzynką a potem pojechaliśmy z małżonkiem kupić dla mnie nowy telefon. Planowałam to już jakiś czas, bo mój stał się niewydolny i siadła całkowicie bateria. Nie używam na co dzień żadnych wifi czy innych bluetooth-ów ani aplikacji a rozładowuje się w ciągu dnia. Nie tak łatwo wybrać. Starszy syn poradził nam określone parametry a mój małżonek jak to on , musiał dobrać coś "na górkę". No i mam , nową motorolę, ośmiordzeniową z pamięcią 512GB czyli już tyle co dobrej jakości laptop do prac biurowych. Niech mu będzie. Może będzie ładnie nagrywał koncerty , bo na starym słabo to wychodziło. Ma jednak swoje zalety: czcionkę można powiększyć chyba do 14 punktów i jest o co najmniej jedną trzecią cieńszy i lżejszy niż ten co miałam. No i baterie ma większą. Teraz muszę go ogarnąć i nauczyć się go używać. To będzie duży wyczyn... 

wtorek, 29 września 2026

29.09.2026 Dopadły mnie

 gówniane sprawy (z całym szacunkiem dla zmysłów Czytających), dosłownie. To co odwaliła dziś moja mamuśka mnie po prostu przerosło. Szczegółów oszczędzę. Posprzątałam , bo co miałam innego zrobić. Miałam dwulatkę, teraz mam niemowlaka pod opieką, je, śpi i trzeba pieluchy zmieniać... Gorzej jak z pieluchy cos wyleci na podłogę a "dziećko" w to wdepnie i po chacie rozniesie. 

Tak poza tym jutro mam dzień latania i załatwiania spraw w ops-ie, pcpr, z prawniczką i jeszcze parę po drodze. Nie przeskoczę jednak tego więc nie mam innego wyjścia jak i to zadanie wykonać... 

poniedziałek, 28 września 2026

28.09.2026 Lenia mam

 nic mi się nie chce ostatnio. Czasem mnie dopada jak dziś na ten przykład. Pogoda aż się prosi żeby pojechać na działkę , coś tam podziubać w ziemi , coś przyciąć , tamto posadzić i tak dalej. Niestety nie ma tak dobrze, trzeba popracować a inne obowiązki też nagle nie znikną. Na środę umówiłam się z prawniczką w sprawie tych sprawozdań do sądu. Tak poza tym znów powiększyłam stan spiżarni. Z ostatnich zbiorów miałam jeszcze cukinię, paprykę i sporo pomidorów, takich mniej okazałych więc pokroiłam to wszystko , paprykę i cukinię podsmażyłam z cebulką, pomidory podsmażyłam i zblendowłam  i zrobiłam sosy. Taką bazę do leczo , albo po prostu , sos do makaronu do szybkiego wykorzystania zimą. Po co ma się zmarnować a swoje zawsze lepsze niż sklepowe i bez kosztów. No nie, nie całkiem , nie ma nic za darmo. Moja praca, gaz zużyty do przygotowania i opakowanie szklane czyli słoik to też koszty ale z pewnością mniejsze niż z produkcji przemysłowej. To nie jest normalne, ta skłonność do chomikowania. Ale co tam, skoro mam z tego mnóstwo frajdy.