babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

poniedziałek, 13 kwietnia 2026

13.04.2026 Idzie na lepsze

 mnie osobiście. Katar jeszcze mi dokucza ale czuję się dużo lepiej. Dobrze mi robi leżenie na kanapie. Chyba po prostu się przepracowałam i organizm się zbuntował. A wypoczynek stawia mnie na nogi. Jeszcze ze dwa dni się powyleguję. Nie , jeden , bo w środę wyjeżdżamy na prezentację. Nawet się z tego cieszę , bo to zawsze jakaś odskocznia, chociaż na parę godzin. 

Mamuśka fochy wali jak rozkapryszony trzylatek, bo jej opatrunki zmieniam i ją szczypie, boli, zaszkodzi jej środek antyseptyczny i inne niestworzone rzeczy. Już się boję czy nie odwinie jakiegoś numeru w piątek jak na zdejmowanie szwów będzie trzeba pojechać. Swoją drogą jak na jej wiek to zadziwiająco szybko jej się wszystko goi. Trochę jej kolano jeszcze przesącza ale to zaledwie kilka kropel w ciągu dnia i nie ropieje. 

Tak poza tym , dali radę! Nasze bratanki ci od szabli i od szklanki oczywiście. Wywalili Orbana i to taką większością, że mogą zrobić co tylko zechcą. Jak widać poszli po rozum do głowy. Oby i nam się to udało w przyszłym roku i też wywalimy tę całą pożal się Boże prawicę a de facto stado baranów razem z kaczystanem i brauniarzo-konfiarzami. Tym ostatnim zresztą mocno łyso się zrobiło po tej porażce ich idola. Niby nie nasze małpy i nie nasz cyrk, ale cholernie się ucieszyłam...

niedziela, 12 kwietnia 2026

12.04.2026 A to mnie dopadło

 przeziębienie. Dawno się tak beznadziejnie jak dziś nie czułam. Kaszle, kicham i bolało mnie wszystko z włosami na głowie włącznie. Leżałam prawie cały dzień i się kurowałam dostępnymi środkami czyli polopiryną i syropem oraz tradycyjnie herbatą z miodem. Po tym dniu leżenia już mi trochę lepiej, przynajmniej  już mnie nie bolą mięśnie i kości. Może się do jutra pozbieram , choć wiadomo jak to jest, katar leczony trwa 7 dni, nie leczony tydzień więc się jeszcze pomęczę.

sobota, 11 kwietnia 2026

11.04.2026 Dzień działkowy

 Z założenia i zgodnie z planem. Swój osobisty plan działkowy prawie wykonałam, założyłam nową grządkę, trochę podrasowałam istniejące i uporządkowałam to czego nie zdążyłam wcześniej. Małżonek puścił wodę do budynku. Odkręcili już przed świętami ale my jeszcze nie puszczaliśmy do obiegu w obawie przed przymrozkami. ale teraz już chyba można. Niby jeszcze mają być mroźne noce , ale na naszym terenie akurat nie. Nie zdążyłam wysadzić ze tunelu kampanuli. Posiałam w ubiegłym roku wczesną jesienią , wyrosła ale całą zimę wyglądała na zabiedzoną. Jak poprzednim razem byliśmy na działce już wyglądała lepiej , a do dziś nawet podrosła. Posadzę następnym razem. Poza tym poprawiliśmy ścieżkę a właściwie to obrzeże ścieżki , bo po tym jak przesadziłam rosnącą na środku ścieżki porzeczkę została niedoróbka. Małżonek zdjął też plandekę z ogrodowego stołu. Trochę tej pracy było , nie powiem, że nie. Ale było przyjemnie , słońce grzało, ptaszki śpiewały, drzewka i krzaczki zaczynają się zielenić ,czego chcieć więcej ? Czy jutro się wybierzemy ? Jeszcze nie wiem. Mam parę tematów w domu, zdecyduję jutro. A jak dobrze pójdzie , to za tydzień jemy placek z rabarbarem.

piątek, 10 kwietnia 2026

10.04.2026 Codzienność wraca na swoje tory

 i dobrze. Mam owszem dodatkowe obowiązki ale jak już poustawiałam wszystko po swojemu to działa bezawaryjnie jak na razie. W pracy spokojnie jak na nasze możliwości. Matka na razie nic wielkiego  nie zmalowała. Siedzi obolała i jedynie jak jej zmieniam opatrunki i podaję leki to marudzi, że co ja jej robię, to jej zaszkodzi, za dużo tabletek'; za długi bandaż itd. Nadal daję jej środek nasenny, tak na wszelki wypadek. Wyzwaniem będzie zaciągnięcie jej na zdejmowanie szwów. Dziś zrobiłam jej kilka zakupów, luźne spódnico-spodnie i miękkie tekstylne półbuty, rozciągliwe bo puchną jej stopy i nie mogła ostatnio włożyć zwykłych butów. Ciekawe co na to powie. Tak poza tym to dziś sporo zakupów w  ogóle zrobiliśmy, bo trzeba było uzupełnić chemię i parę drobiazgów do ogrodu i kawę do domu i biura i uzupełnić zapasy, bo w końcu dokończyliśmy zapasy ze świąt. Kaszel mnie trzyma niestety, choć nie czuję się jakoś bardzo źle. Działki nie zamierzam odpuszczać, no chyba, że się rozpada, ale właśnie pokazują w tv pogodę na jutro i nie popada. 

A z innych spraw to taki kwiatek ; jak zrobić ukrytą nagonkę na przedsiębiorców?  Rozmowa w RMF-ie. Terlikowski zaprosił ministra finansów Domańskiego. Rozmowa o podwyższeniu progów podatkowych. I pada zdanie z ust dziennikarza czy minister jest skłonny poprzeć podniesienie progów , bo od czterech lat nie było zmiany a nie może być tak, że pielęgniarka, urzędnik, nauczyciel itp nie może płacić 30 % podatku a przedsiębiorca na podatku liniowym tylko kilka procent. I o tych kilku procentach wspomniał parę razy. Ile to jest faktycznie tych rzekomych kilka to już nie umiał sprecyzować. Podejrzewam ,że nawet nie sprawdził. O ile nie dziwię się ministrowi finansów, że nie wyjaśnił (choć uczciwie byłoby to zrobić), bo w końcu pilnuje państwowej kasy i ma interes w tym żeby jak najwięcej wpływało do budżetu o tyle dziennikarz mnie wkurzył. Prawda jest taka, że podatek liniowy to jest 19% bez żadnych ulg i zwolnień, powtórzę : żadnych ulg i zwolnień typu remonty, internet , leki itp. Do tego dochodzi składka zdrowotna 4,9% , której nie odlicza się nawet od podstawy opodatkowania a nalicza się od dochodu w danym miesiącu, również od dochodu za np. sprzedane auto albo maszynę a nie tylko od dochodu wypracowanego  czyli de facto każdy przedsiębiorca na podatku liniowym płaci 23,9% podatku. Gdzie te KILKA procent panie dziennikarzu katolicki? Ktoś , kto nie prowadzi firmy i nie zna tego podatku może sobie faktycznie myśleć, że dzieje mu się krzywda, bo co innego można myśleć po takiej sugestii z ust bądź co bądź dziennikarza uchodzącego za w miarę rzetelnego. Tak powstają mity i na ich bazie nagonka, po to żeby ludzie mieli wroga. 

czwartek, 9 kwietnia 2026

9.04.2026 Spokojniej,

 przynajmniej dziś i dzięki temu zrobiłam to co miało zostać zrobione wczoraj. Z likwidacją dekoracji poczekam przynajmniej do niedzieli, a jak mi się nie będzie chciało przerabiać to i dłużej. Matka na razie jest grzeczna. Podejrzewam ,że wszystko ją boli po tym obiciu się chociaż twierdzi, że nie. Zgodnie z zaleceniami ze sor-u zmieniam jej opatrunki i przemywam octaniseptem rany. Jednak ma szwy na nosie i to aż trzy, dopiero na to opatrunek. Kolejne trzy szwy założyli jej na kolanie. Na rękę zrobiłam jej okłady z altacetu i podaję jej przeciwbólowe tabletki. Szczerze mówiąc wygląda niczym Frankenstein z tą potłuczoną i poszytą twarzą. Przynajmniej nie szaleje. Obawiam się tylko, że po tym bezruchu spowodowanym potłuczeniami już mi się wcale nie będzie chciał ruszać, tylko się położy. I bez tego trudno ją było zmusić żeby chociaż do kuchni po wodę do tabletek poszła. Będę się martwić w swoim czasie, na razie muszę zająć się tym co tu i teraz. Wieczorem dałam jej dodatkowo tabletkę na sen tak jak wczoraj. Będę spokojniejsza wiedząc, że śpi a nie lata po mieszkaniu. 

 Tak poza tym chłodno ale pięknie. Drzewa zakwitają, byliny na trawnikach w drugiej fazie czyli żonkili - wcześniej zakwitły krokusy, a następne będą tulipany. Martwię się tylko o moje roślinki na działce, bo jednak zdarzają się nocne przymrozki. Wszystkie posadzone róże okrywowe te dwuletnie i te z minionej jesieni mają już listki, dwie z trzech szlachetnych odmian  Black Prince i Suvenir też, trzecia Tuscany  wciąż śpi, ale może potrzebuje więcej czasu? Może jednak ogródek sobie poradzi, choć przydał by się deszcz. Kupiłam majowy numer Country z bzem w roli głównej. 

środa, 8 kwietnia 2026

8.04.2026 Krew się lała,

 nie, nie trup nie padał na szczęście , ale obraz godzien horroru. Nic nie zapowiadało tej jazdy i już myślałam , że wszystko zagra i po obiedzie zabiorę się za poświąteczne doprowadzenie domu do stanu używalności i jakąś małą przepierkę a tu o 14.12 telefon od D. opiekunki mojej matki. Weszła do mieszkania a tam pełno krwi, wszędzie, w przedpokoju, kuchni, łazience , w pokoju , na szafkach , podłodze . No masakra na całego a matka siedzi na kanapie , przykłada sobie ręcznik do nosa i rolkę papieru toaletowego do kolana, cała roztrzęsiona. D. sprawdziła co jej jest, zatamowała krew i za telefon do mnie. No i opowiada, że matka się przewróciła, ma roztrzaskane kolano i rozcięty nos a wszędzie jest pełno krwi i chyba wezwie karetkę i jeszcze, że matka próbowała do mnie dzwonić ale nie odbieram. No to ja od razu mówię, że już jadę , tylko jakieś środki opatrunkowe zorganizuję. Kilka domów, po drodze do matki , dalej mam aptekę więc wpadłam , kupiłam wodę utlenioną, dwa opakowania gazy i plastry i poleciałam. Akurat syn też wychodził z biura jak odebrałam telefon, zamknęliśmy i już poleciałam. D. zdążyła zmyć podłogę i zetrzeć krew ze szafek. Co faktycznie się stało , się nie dowiedziała. Matka twierdziła, że nie wie; wyszła z łazienki i się przewróciła.  Jak tylko przyjechałam, obejrzałam rany i mi włos na głowie się zjeżył. Na nosie skóra rozcięta na jakieś 2cm prawie do kości, na kolanie otarcie ale takie ,że kość wyłaziła, wielkości mniej- więcej dwuzłotówki. Wyglądało, jak by tym kolanem przejechała po betonie.  "Na moje trzeba to szyć". D stwierdziła, że też tak myśli i od razu chwyciła za telefon i zadzwoniła na 112. Po może 15 minutach przyjechali ratownicy, obejrzeli i stwierdzili, że matkę zabierają, bo uraz twarzoczaszki, nie wiadomo czy coś poważniejszego się nie stało i rany głębokie. Matka w panice, ona do szpitala nie pojedzie, ona się nie ubierze i nie ma kluczy , no wymyślała niestworzone rzeczy. Ratowniczka jakoś ją uspokoiła, że tylko ją do lekarza zabierają, zrobią opatrunki a ja w tym czasie jakoś ją ubrałam w to co pod ręką w tym dwie różne skarpety. Przyniosłam wyprane pranie tuż przed świętami , w tym i sparowane skarpetki i za cholerę żadnych nie było do pary, nie mam pojęcia co ona z tym zrobiła. Na szybko sprawdziłam jeszcze telefon czy faktycznie dzwoniła do mnie , ale nie dzwoniła, wybierała jakieś przypadkowe numery nie wiadomo dokąd a mój numer ma pod przyciskiem sos. Ratownicy kazali mi przyjechać za godzinę na sor. Pojechałam jeszcze do biura , zwinęłam komputer a potem do pepco kupić jej jakieś spodnie dresowe, bo nie kazali rajstop zakładać , a te co jej włożyłam na jazdę spodziewałam się, że potną ( i miałam rację) a potem pojechałam na sor. Pani z recepcji powiedziała, że jest na sali zabiegowej i za jakieś pół godziny powinno być po sprawie. No to poszłam do piekarni obok , po jakąś bułkę , bo zgłodniałam i na drugą stronę ulicy do apteki po coś przeciwbólowego, bo pomyślałam, że po tym szyciu będzie obolała i wróciłam na sor. Ale byłoby za pięknie, gdyby było wszystko zgodnie z planem. Czekałam może z 20 minut , patrzę a mamuśkę wiozą na wózku na tomografię. Wrócili po jakiś 20 minutach. I pewnie czekali na opis. W sumie dopiero o 17.15 ją wypuścili. Lekarz mnie poprosił do gabinetu, wyjaśnił co i jak i dopiero mogłam wyjść. Kolano jej zaszyli, nos ma poklejony jakimś takim specjalnym opatrunkiem i niestety złamany w kilku miejscach , na szczęście bez przemieszczeń kości. Do wieczora spuchł i zsiniał a na koniec jeszcze okazało się, że ma ogromnego krwiaka na dłoni. Lekarzowi nie pokazała. Obejrzałam , porusza palcami i dłonią więc nie połamała, ale też jej puchnie. Muszę jutro jakieś okłady zrobić. Na noc dałam jej tabletkę przeciwbólową i ziołową na spanie. Nie chcę, żeby w nocy wstawała , a ma ten zwyczaj, że kręci się po mieszkaniu jak ją co napadnie, bo może znowu się przewrócić. Niech lepiej śpi. Rano zajrzę i ogarnę co trzeba. Wykończyło mnie to wszystko. A najlepsze , że D zaliczyła dziś takie akcje aż trzy z wzywaniem karetki , w tym dwie z rozlewem krwi. Ratownik jak ją u mnie zobaczył to się zaczął śmiać i powiedział, "ty D już lepiej dzisiaj jedź do domu , bo za chwilę znowu się spotkamy u kolejnego twojego podopiecznego". Dziewczyna była zestresowana solidnie, aż mi jej żal było, bo niby zachowywała się profesjonalnie ale widziałam ,że ręce jej się trzęsły jak dzwoniła. I to by było na tyle... Z nudów na pewno nie umrę... 

wtorek, 7 kwietnia 2026

7.04.2026 Chyba mnie coś bierze

 nie szczególnie się dziś czuję i kaszlę cały dzień. Opcje są dwie, albo się przeziębiłam , albo z przepracowania. Dobre 10 lat nic mnie nie dopadało, może i tym razem przejdzie bokiem. 

Dzwoniłam dziś do agencji w sprawie weekendowej opieki. Nie ma problemu, że na godziny  i nawet stawki mają w miarę , jak na prywatne usługi i jeszcze w weekend. Zakres i terminy do ustalenia. Umówiłam się na rozmowę o szczegółach i podpisaniu umowy na drugą połowę maja. Tak zasugerowała pani recepcjonistka. Wcześniej nie ma potrzeby skoro chodzi o weekend czerwcowy. Mój weekend i wyjazd na Agatowe Lato nabiera rumieńców. 

Odebrałam też opinię sądowych biegłych w sprawie ubezwłasnowolnienia. Nie zaskoczyła mnie. Ze wskazaniem na ubezwłasnowolnienie całkowite. I jak tylko wyślemy pisma że nie kwestionujemy opinii sąd zapowiada zamknięcie sprawy w ciągu 14 dni. Czyli na dobrej drodze. Rozwiąże mi to parę spraw. Jutro idę do adwokatki , żeby napisała co trzeba. 

Tak poza tym dojadamy świąteczne jedzonko.