babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

wtorek, 20 października 2026

20.10.2026 Drobiazgi ale cieszą

Taka pogoda na przykład. Dziś ta bardziej późnojesienna z szarymi chmurami i ciemnym porankiem. Ale na drzewach i krzakach wciąż jeszcze złoto-czerwone i pomarańczowe listki w dużych ilościach a na klombach kwitną fioletowe , pomarańczowe i bordowe kwiaty. Te wszystkie kolory w kontraście z szarością nieba ! Jaki efekt ! Prawdziwe dzieło sztuki stworzone przez naturę. Staram się cieszyć takimi widokami. 

Dzień miałam pracowity. Wystawiłam 29 faktur co mi ładnych parę godzin zajęło, porobiłam przelewy przypadające na dziś i dzień pracy zleciał. Pracownik już po operacji , wraca do życia. Napisał sms do syna z tą informacją. Zaliczy jednak jakieś dłuższe zwolnienie. Jest to pewien kłopot, teraz przed końcem roku ale może nie będzie tak źle. 

Przyszły moje zamówione róże. Teraz muszę je posadzić w ogrodzie. Tym razem dobrze je zabezpieczę na zimowe miesiące. Nie pozwolę im zmarznąć. A tymczasem sezon krzaczkowy dobiega końca. Już dostaliśmy informację o dacie sczytywania liczników wody a to sygnał, że niedługo bramy zostaną zamknięte na stałe. Już się boję ile za te letnie przyjemności przyjdzie nam zapłacić. Sporo wody zużyliśmy , bo i podlewanie i jaccuzi , no i prąd do tego. Ale co tam , chciało się nam luksusu , no to go mieliśmy. Na cos kasę trzeba wydać, żeby mieć motywację do zarabiania następnej. 

poniedziałek, 19 października 2026

19.10.2026 Zbliżam się do końca

 porządków w kuchni u matki. Zostały mi dwie szuflady i taboret ze schowkiem oraz plastikowa półka za drzwiami. Nie byłoby w tym nic szczególnego ale dzień po dniu wynoszę stare, zniszczone graty od 4 miesięcy. Odkryłam przy tym wczoraj, że moje koleżanki z parteru robią to samo tyle, że mają wygodniej, bo ich matka trafiła do szpitala. A ja muszę kombinować. Po woli zaczęłam uważać to za sukces. D wysprzątała dziś kuchnię w zakresie większym niż zastrzegłam w zakresie obowiązków, ale zauważyłam, że stresuje się tym ,że za wiele nie może z powodu matki uporu. 

Tak poza tym nasz pracownik trafił do szpitala z atakiem woreczka żółciowego. I od razu "pod nóż". Pewnie nie prędko wróci do pracy. 

niedziela, 18 października 2026

18.10.2026 Odpoczynek nie odpoczynek

 w każdym razie niedziela, dzień teoretycznie wolny od pracy. Niestety nie dla takich jak ja , co bez zajęcia żyć nie mogą , albo życie im zajęcia samo podrzuca. Ja sobie roboty nie wymyślam , ja ją po prostu mam. Wiadomo, że wizyty u matki zaliczyć muszę. A inne zajęcia ? Pewnie bym nie musiała prasować , gotować obiadu i bigosu ( a co, naszło mnie, to wstawiłam od razu więcej, "na zaś") i organizowania ekspedycji do piwnicy z koszykiem zapraw. W zamian przyniosłam kompoty i kiszone ogórki. Zmontowałam też bukiety do wazonów na cmentarz. Dla mojego ojca i pradziadków małżonka. Żeby nie "wyfrunęły" z wazonu z wiatrem osadziłam w pojemniku z gipsem budowlanym , wsunę do wazonu i gotowe. Jest z tym trochę bałaganu, ale sposób mam wypróbowany. Po obiedzie odpuściłam. Rozsiadłam się na kanapie z czytnikiem i na tym koniec. Stwierdziłam ,że muszę choć trochę odpocząć zanim znów wciągnie mnie praca. A tydzień zapowiada się w pędzie. Spokojnego tygodnia ! 

sobota, 17 października 2026

17.10.2026 Złoty , jesienny dzień

 dosłownie. Słońce i złociste liście na drzewach sprawiły , że wszystko nabrało złotej poświaty. Pięknie było szczególnie na działce. Popracowaliśmy sobie trochę . Działka wciąż kwitnie. Morcinki, kosmosy , rutbekie i turki zawłaszczyły grządki. Dziś zwinęliśmy parasol ogrodowy , grill i ogródkowe figurki skrzatów i kotów oraz latarenki. Małżonek skosił trawnik a ja poobcinałam wszystkie przekwitnięte badyle. Na koniec pocięliśmy suche gałęzie, które leżały przy płocie a ja posadziłam wykopane wcześniej czosnki ozdobne. Rosły gdzie popadło. Nie mam pojęcia skąd się wzięły, po prostu wyrosły więc im znalazłam miejsce przy płocie i przesadziłam. I tyle na dziś, bo zrobiło się późno a w domu czekał obiad w postaci zupy grzybowej. No i nie ma się co czarować, wcześnie zapada zmrok. Dziś w ogóle miałam pracowity dzień, bo i zwykłe ogarnięcie chatki i zakupy i wizyta u matki i w końcu działka. Nasi działkowi sąsiedzi stawili się  dziś licznie, żeby wykorzystać pogodę i coś jeszcze zrobić nim uniemożliwi to pogoda. Z działki przyniosłam bukiet morcinków i rozchodników. 

A tak poza tym wczoraj dostałam decyzję z ops-u . W końcu przyznali matce opiekunkę bezterminowo. Przynajmniej jedno z głowy.  

piątek, 16 października 2026

16.10.2026 Obca mi jest cywilizacja turańska - uwaga : wpis długi

  Nie chcę w takiej żyć i nie chcę też by żyły w niej moje dzieci , wnuki i kolejne pokolenia po nich. Zdecydowanie wolę cywilizację łacińską, która jaką by nie była w gruncie rzeczy działa prosto : wszyscy przestrzegają reguł, a gdy trzeba te reguły zmienić to też robi się to zgodnie z regułami. W wielkim uproszczeniu rzecz ujmując oczywiście.   Termin „cywilizacja turańska” co prawda nie został oficjalnie uznany przez środowiska naukowe , ale jego założenia doskonale określają warunki w jakie próbuje nas zepchnąć szeroko pojęta prawica a raczej to co mieni się nią być.  Założenia tejże za intrernetowym AI :

„Cywilizacja turańska to koncepcja historyczno-socjologiczna stworzona przez polskiego historyka Feliksa Konecznego, określająca model życia zbiorowego ukształtowany w starożytności na terenach Wielkiego Stepu w Azji. Współcześni naukowcy w większości krytykują to ujęcie i nie uznają go za klasyfikację naukową

A to jej cechy :

·         Organizacja wojskowa i obozowa: Społeczeństwo funkcjonowało jak wielki obóz wojskowy; ludność łączyła się w ordy, które rozpadały się wraz ze śmiercią wodza.

·         Kult wodza: Władca (często postrzegany jako "półbóg" lub pan życia i śmierci) stał ponad prawem, a jego kaprysy zastępowały kodeksy.

·         Brak struktur społecznych: Nie wytworzyła trwałych więzi wyższych niż rodowe ani klasycznego pojęcia społeczeństwa czy obywatela.

·         Stosunek do pracy i nauki: Występowała tu pogarda dla pracy fizycznej, brak dbałości o rozwój nauki oraz ignorowanie kategorii czasu i chronologii.

·         Zasięg geograficzny: Koneczny zaliczał do niej ludy koczownicze (Hunów, Mongołów, Tatarów, Turków osmańskich) oraz – co wzbudza największe kontrowersje – Rosjan i Kozaków jako cywilizację turańsko-słowiańską.

·         W ujęciu Konecznego cała aktywność polityczna w ramach tej cywilizacji miała charakter wojskowy, władców nie obowiązywała moralność, a cywilizacja ta nie rozwinęła żadnej z nauk.

Naukowcy krytykują tę ideę za to, że pomija fudamentalną rolę chrześcijaństwa w odniesieniu do Rosjan , ma charakter publicystyczny i jest wykorzystywana dla celów politycznych i stygmatyzowania Europy Wschodniej i Rosji.”

 

Tyle internet w wielkim skrócie. A po co ten przydługawy wstęp? Ano … Nie wiem jak Wam ale mnie coś te założenia bardzo przypominają. A przedwczorajsza zadyma pod TK i to co od wyborów parlamentarnych w 23 wyrabia ta tak zwana prawica ten styl obrazuje niemal 1:1. Aż dziwne , że nikt jeszcze tego tak nie nazwał. Z prawej strony jest to próba, bezczelna próba  narzucenia nam cywilizacji turańskiej. No tak, ale ilu ludzi wie, że istniała taka koncepcja socjologiczna? Przyznaję, że ja też dowiedziałam się o tym całkiem niedawno. Niestety „założenia” i próby wdrożenia albo raczej narzucenia nam obserwuję od lat. Na długo przedtem nim poznałam ten termin i koncepcję. Bardzo łatwo daje się ten prąd socjologiczny przełożyć na nasza, krajową , współczesną nam sytuację.

Co obserwujemy ? 

W kwestii organizacji – żadnej spójnej strategii na przyszłość, w myśl zasady po nas choćby potop, żadnej wizji kraju za 5,10,15 i więcej lat . Dziś my a potem… nic. Nie ważne co się stanie z krajem , z ludźmi , jak potoczą się losy naszych dzieci i wnuków. I tu niestety grzechy na sumieniu mają wszystkie ekipy rządzące w mniejszym lub większym stopniu.

Kult wodza – kojarzycie ? „A Kaczyński powiedział” – na tym opierała i wciąż jeszcze opiera działalność prawej strony. Co wymyślił to jego ekipa i akolici traktowali jak świętość objawioną. Stąd niszczenie wszelkich struktur państwa i narzucanie swojej krótkowzrocznej wizji. Dziś mocno osłabła, ale to i tak mieści się w koncepcji , bo tę rolę próbują przejąć młodsi. Wódz słaby więc już znaleźli się tacy co chcą zająć jego miejsce i szarpią każde w swoją stronę. Konfiarzo- brauniarze , ten twór byłego premiera ( swoją drogą jak ludzie mogli zawierzyć kłamcy , nie pojmuję a przecież ma swoich zwolenników) i nawet niepoliczony prezydent, któremu nagle się wydało , że jest królem świata. A „władców” nie obowiązuje moralność czy choćby zwykła przyzwoitość albo choćby podstawy kultury osobistej. Nie stawiają sobie żadnych granic ani nie przestrzegają żadnych reguł , nawet tych co sami wymyślili.

Brak struktur społecznych – na razie jakieś mamy , ale co strona demokratyczna jakieś wdroży , zaprowadzi jakiś ład, naprawi – strona prawa kontestuje, rozwala w taki czy inny sposób, sądownictwo, samorząd, edukacja , system podatkowy. Nie ważne co. Ważne, żeby był chaos w kraju , obywatele skłóceni (dlatego tak się boją wszelkich organizacji poza rządowych – tam gdzie ludzie umieją się zjednoczyć w okół jakiejś choćby lokalnej sprawy robi się dla nich niebezpiecznie ) a oni mogli czerpać z tego zyski. Praca i nauka ? A po co. Pieniądze państwowe uważają za swoje i wydają według własnego widzimisię a „ciemnemu ludowi” ( wybaczcie – cytuję ) rzucają ochłapy w postaci socjalu promując różnej maści nieudaczników i obiboków. A jak jest w kwestii edukacji każdy widzi. Mieliśmy ministrów , którzy usiłowali utrzymać uczniów w ciemnocie i zacofaniu, a każda próba wprowadzenia do szkól choćby odrobiny nowoczesnej wiedzy wywoływała u nich furię i skrajną histerię , którą karmili swoich akolitów. Dziś nie jest lepiej tyle, że minister z otwartą głową i przynajmniej próbuje . Nie będę się nad tym rozwodzić. No i manipulowanie historią: faktami , datami , podsycanie i tworzenie mitów zamiast trzymania się faktów  i źródeł. Nie raz już o tym pisałam . Wreszcie nasze położenie geograficzne . Środek Europy. Gdzieś pomiędzy cywilizacją łacińską a tą, nie uznawaną naukowo turańską. Kraj z ponad tysiącletnią historią ale bez konkretnej osobowości , podatny na wpływy z obu stron z przewagą wschodniej niestety ,a ponad stulecie nieistniejący na mapach.  Potem sklecony na powrót z trzech różnych kultur. Paradoksalnie dużo w kierunku scalenia nas jako społeczeństwo zrobił PRL. Dał ludziom wykształcenie , wymieszał społeczeństwo wprowadzając nakazy pracy ,  a szerzej dając tę pracę wyciągnął społeczeństwo ze skrajnej nędzy. Na modłę turańską jeśli mam uczciwie sprawę postawić . Niestety różnice wciąż są, wystarczy pojeździć trochę po kraju i spojrzeć na mapę jak rozkładają się głosy w wyborach. W kontekście obecnej geopolityki , wojny za naszą wschodnią granicą i wiszącego na włosku konfliktu na skalę światową nie chciałabym znaleźć się w społeczności pozbawionej zasad , gdzie liczy się tylko wódz. Do wyborów parlamentarnych jeszcze trochę , wciąż żywię nadzieję , że jednak pójdziemy w stronę cywilizacji łacińskiej.

czwartek, 15 października 2026

15.10.2026 To był strzał między oczy

 niemal dosłownie. Wiadomość zwaliła mnie z nóg. Nie tylko mnie zresztą. Tym razem wyprzedziła mnie w biurze synowa. Dojechała przede mną. Zwykle przyjeżdżamy w tym samym czasie, ale dziś utknęłam w korku i dotarłam kilka minut po ósmej. Ledwie weszłam a ona mi się pyta czy już wiem , że M.Sz. nie żyje? Dosłownie mnie zatkało, trzy razy zapytałam czy na pewno o niego chodzi. Potwierdziła a ja spytałam co się stało. No i tu był ten strzał: powiesił się. Do tej pory nie umiem w to uwierzyć. M.Sz. był kolegą z bloku i z podstawówki naszych chłopaków. Rówieśnik naszego młodszego syna. Wesoły, pełen życia chłopak. Nie jedną przygodę podwórkową i szkolną razem zaliczyli. Raz nawet wybroniłam go i syna  przed policją , która chciała chłopakom wmówić przewinienie. Zanim się ożenił i znalazł stałą pracę dorabiał czasem u nas a ostatnio pracował jako operator koparki. Latem spotkaliśmy go u naszej młodzieży na grillu bo wciąż się przyjaźnili a nawet więcej , bo jego żona jest chrzestną naszego najmłodszego wnuczka. Nie wiemy co się stało i dlaczego zdecydował się na taki krok. 

środa, 14 października 2026

14.10.2026 Przygód kilka ...

 Nie, nie żadnego wróbla Ćwirka jak w wierszyku dla dzieci ale moich własnych. Dzień wczorajszy minął w miarę spokojnie i bez efektów specjalnych. I byłoby pięknie ale około 19.00 musiałam pojechać do matki jak co dzień. No i klapa, przekręciłam kluczyk w stacyjce , zapaliły się kontrolki, po kilku sekundach zgasły a auto samo z siebie zaczęło trąbić jak szalone. Po chwili się wyłączyło, przekręciłam znów kluczyk i klapa na całego, ani miauknął. Poprosiłam o pomoc małżonka, przyniósł zapasowy kluczyk , bo może bateria w kluczyku się wyczerpała ale zapasowy też nie zadziałał. W tym układzie pojechaliśmy do matki autem małżonka a po powrocie zaczęliśmy znów majstrować przy aucie. Wyszło, że akumulator a skoro tak to "pożyczyłam" prądu od auta małżonka i pojechaliśmy pod nasze biuro, bo tam w garażu mamy prostowniki. Małżonek podłączył i zostawiliśmy na noc. Rano zabrałam się z młodszą synową, która i tak jadąc do firmy musi przejechać naszą ulicą. Ale auto to nie był koniec moich przygód. Wywaliłam się jak długa w domu. Nie wiem jak to zrobiłam, chciałam wstać i sięgnąć po krople, żeby małżonkowi oczy zakroplić i chyba zaczepiłam o przedłużacz, chyba, bo pewna nie jestem. No i walnęłam na podłogę zawadzając obojczykiem i biustem o ławę. Stłukłam sobie obojczyk i mam siniaka na biuście. Obojczyk mnie pobolewa jak zrobię jakiś szybki ruch. I nie wiem dlaczego cały dzień dzisiaj spać mi się chce. Chodzę i ziewam , w pracy ziewałam i nawet dodatkowe dwie kawy nie pomogły. A dziś po obiedzie wybraliśmy się do marketu budowlanego poszukać odpowiedniej taśmy do podklejenia listew ściennych. Nasz zapas się skończył a młodzież układa instalacje w miejscu gdzie nie mogą wiercić. Nie ma rady trzeba kleić. Nie byłabym sobą gdybym nie poszperała w różnych innych sprzętach. Przy okazji wywołałam "aferę", rozbawiłam klientów. Wcale nie zamierzałam , jakoś samo wyszło. W markecie oferta bożonarodzeniowa a jakże. Małżonkowi spodobały się jakieś lampki,. Wziął do ręki pudełko i mi podstawił do obejrzenia. A ja na to: "bez przesady, może później, jeszcze Wszystkich Świętych nie było". Tyle, że powiedziałam za głośno. No i skończyło się tak, że wszyscy co stali w pobliżu słyszeli i wybuchnęli śmiechem i zaczęli sobie robić z tego żarty. Taśmy nie było więc musieliśmy pojechać do drugiego marketu. Tam się zaopatrzyliśmy i przy okazji w kilka innych drobiazgów. 

W kraju zadyma w trybunale. Nie chce mi się o tym gadać...