babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

poniedziałek, 22 czerwca 2026

22.06.2026 Jak nie urok to...

awaria rury od kanalizacji. U mojej matki. Jak bym mało miała na głowie. Już od rana szło pod górkę. Niby nic , ale około 9.00 zadzwoniła D, że jej nie będzie , bo zaraza w przedszkolu, zawiozła małą a po dwóch  godzinach pani zadzwoniła , że ma odebrać dziecko , bo ją też dopadła jelitówka i parę innych dzieciaków. Nie zdążyła załatwić zastępstwa. Ok, rozumiem i tak jeździłam około południa dodatkowo żeby dać tabletkę przeciwbólową i zrobić coś do jedzenia czy picia to co mi za różnica. Robotę miałam jak zawsze , ale coś mnie naszło żeby rachunki popłacić od rana, zwykle robię to na koniec dnia. No i dobrze zrobiłam jak się okazało. Pojechałam o 13-tej z minutami. Podałam tabletki , odgrzałam zupę , posprzątałam po śniadaniu i chciałam przetrzeć podłogę, bo mi spadła torebka od herbaty i poszłam po mop. Wchodzę a w łazience pełno wody. Już myślałam, że mamuśka znów coś odwinęła, wytarłam, wylałam wodę z wiadra do sedesu , spuściłam i poszłam wytrzeć w kuchni. Wracam znów pełno wody. Powtórka, wytarłam i znów to samo. za chwilę pełno wody. Rozejrzałam się po łazience , nigdzie nie kapie. No to pojechałam do biura i dzwonię do hydraulika. Nasz na urlopie. Miałam drugi numer, który kiedyś dał mi syn , ten dla odmiany na robocie poza miastem a w ogóle to ma terminy za 3 tygodnie. No i tu mi łapy opadły, bo co tu robić. Zrobiło się groźnie, bo albo sąsiadów zaleje , albo mamuśka znów się na tej mokrej podłodze wyłoży. Zadzwoniłam jednak do spółdzielni mieszkaniowej, w przekonaniu , że mnie oleją jak poprzednim razem kiedy do nich dzwoniłam w sprawie awarii. Ale nie, administrator przyjechał po 15 minutach , ja tymczasem wróciłam z biura do matki , gość od razu się zorientował co się stało i zadzwonił po ichniego hydraulika. Dojechał po około godzinie. Okazało się, że pękła rura odpływowa od sedesu. i woda zamiast do kanalizacji leci na łazienkę. Facet poleciał po odpowiednią rurę i naprawił w ciągu 15 minut. A na koniec umówiłam się z nim, że wymieni armaturę. Szybko , bo już w środę jeśli zdążę kupić. Zdążyliśmy a jakże. Zaraz po obiedzie pojechaliśmy na zakupy. Jutro mu zadzwonię, że wszystko jest. Nogi mi weszły w cztery litery. Istne urwanie krawatki. Jutro zresztą nie lepiej, bo musze matkę do lekarza na kontrolę tej ręki zaciągnąć. To dopiero będzie wyzwanie. A jak by tego było mało w domu czekały na mnie ogórki do zakiszenia i parę innych tematów do ogarnięcia. 

Podobno już dziś lato...

niedziela, 21 czerwca 2026

21.06.2026 Nowości w PDzO

 Rzecz najważniejsza; na nowej bramce , nowa tabliczka z numerem - sąsiedzi przychodzą podziwiać , nikt takiej nie ma  i pasuje do reszty detali 


Róże okrywowe naprawdę okrywają - całą grządkę i nawet na ścieżkę się wciskają, muszę organizować kolejny ptasi płotek żeby je opanować 


Na patio zawisły takie stylowe lampki na stylowych wieszakach z kutego żelaza, trochę nie z tej epoki - w sumie są trzy i robią robotę 



Przy fontannie nowe-stare dekoracje. Pudło ma już swoje lata, niedawno je odnowiłam a wczoraj wstawiłam do niego doniczki z kolorowymi kwiatami


A w domku nowe półeczki i obrazki aniołkami 




I róża Suvenir - zdjęcie nie oddaje jej koloru , jak na krzaczek, który ma 40 cm i został posadzony na jesieni wyjątkowo obficie zakwitała



sobota, 20 czerwca 2026

20.06.2026 Dzień za krótki

 i niestety męczący z powodu upału. A mnie robota nie odpuszcza. Właściwie cały dzień było co robić. Skupiliśmy się jednak na pomniejszych zadaniach. Te cięższe dziś niewykonalne. Jedynie hortensję posadziłam do ziemi. Rosła w donicy. Jutro pokażę wszystko na  zdjęciach. Przymocowaliśmy nową tabliczkę z numerem działki, dwie półeczki w domku i na ścianie zawiesiliśmy aniołki z Kaszub. Trzeba było też pozbierać plony. Mamy więc koszyk truskawek i drugi czereśni, szczypior z cebulką, sałatę i groszek. I góry koperku, ale koperku nigdy za dużo. Na jutro mam podobne plany, przede wszystkim się nie przemęczać. 

piątek, 19 czerwca 2026

19.06.2026 Długi ten dzień

Miałam dziś mnóstwo spraw do załatwienia a po południu planowałam poprzekładać ciuchy , bo wciąz mam przejściowe, a przy tych upałach to przesada w takich chodzić. A tymczasem musiałam sobie zrobić wycieczkę krajoznawczą, bo małżonkowi zabrakło materiałów a dokładnie to zapomniał o jednym urządzeniu potrzebnym do wykonania zlecenia. Pojechałam , jakieś 20km od mojego miasta. W sumie to nie mam czego żałować, bo przynajmniej popatrzyłam sobie na przepiękny, stylizowany, leśny ogród. Naprawdę robi wrażenie. Drewniane rzeźby , ule w przeróżnych kolorach i formach, głazy i roślinność zasadzona tak, żeby wyglądała na samosiejki. To wszystko wśród liściastych i iglastych, wielkich drzew. Pięknie tam mają. A firma produkuje domki drewniane do ogrodów i akcesoria pszczelarskie. Sami zresztą są pszczelarzami. Może się małżonek jak zwykle załapie na jakiś słoik miodu. Po powrocie ruszyłam na zakupy. Dla nas ale i dla matki. D mi zameldowała braki w chemii domowej. Jutro zawiozę. A poza tym musiałam jeszcze wskoczyć do galerii kupić sobie mazidło do loków. Nie byłabym sobą gdybym nie poszperała po okolicznych sklepach przemysłowych. Zajrzałam do kika i pepko. Kupiłam dla matki nową ceratę na stół i skarpetki , bo swoje wszystkie ma pojedyncze , nie wiem jak to robi ale nawet jak uda mi się je poskładać to i tak jak potrzebne żadne do siebie nie pasują a dla nas poduszki na działkowe krzesełka i wyciskach do cytryny. Nabiegałam się w tym upale. Byłoby dobrze gdyby nie te 29 stopni. Teraz pada i to jest po prostu ideał. Gorąca noc i deszcz. Jutro ogródka nie poznam. Zielsko też skorzysta a jakże. Tak sobie planuję po cichu, że jednak ciężkich prac nie będziemy przy tym upale wykonywać. Pobawimy się drobiazgami siedząc w cieniu albo w domku. Ale kto to wie, co zdarzy się jutro. 

czwartek, 18 czerwca 2026

18.06.20026 Zaczęłam ogarniać

 i w miarę sensownie funkcjonować w nowej - niestety nie lepszej rzeczywistości, którą mi mamuśka zafundowała. Jak zwykle poukładałam , ustaliłam , trzymam się schematu, logistyka działa. W tym jestem dobra, Organizacja to zdecydowanie moja mocna strona. Bywa, że mnie coś zaskakuje i wywraca grafik ale szybko wracam na ustalony tor. Tak i tym razem. Sukcesywnie wynoszę matki "skarby" i robię porządki. Na razie w kuchni ; jakieś puszki po czymś, stare butelki , plastikowe pojemniki i inne dawno przez nią zapomniane klamoty. Tak poza tym w pracy jak zwykle. Popychamy te kontrakty i zaczyna to już coraz lepiej wyglądać. Może na jesień będzie koniec. Oczywiście jeśli znów nie zawalą czegoś budowlańcy. 

Zrobiło się bardzo ciepło ale przecież już za 6 dni lato. 

środa, 17 czerwca 2026

17.06.2026 Już środa

 a to znaczy, że weekend coraz bliżej a jak weekend to nasze "rodos". Zapowiadają 35 stopni na plusie - jak ja to przeżyję? Lato ma swoje prawa a jednym z nich jest upał, muszę sobie poradzić. A jak już mowa o lecie to zakwitły lipy.  Pachną upojnie ! Zapach lip to zapach mojego dzieciństwa. Dzień minął dość spokojnie. Matka nic nie odwinęła a to już duży plus. Gipsu też nie zdjęła i widzę, że to zasinienie na ręce też zaczyna zmieniać kolor na żółtawy a opuchlizna się zmniejsza. To dobry znak, znaczy, że się goi. Może nie będzie tak źle. Tylko nie wiem jak ją wyciągnę na kontrolę we wtorek jak zalecili na sorze. Rozmawiałam z moją przyjaciółką, co prawda nie zajmuje się tymi akurat sprawami ale i tak podpowiedziała mi istotną rzecz. Muszę sprawdzić jaki matka ma stopień niepełnosprawności. Jeśli chcę coś ugrać to powinna mieć "znaczny". jeśli ma inny to mam wystąpić z wnioskiem o podniesienie i uzasadnić pogorszeniem. Na razie i tak nie załatwię dopóki nie mam na piśmie ubezwłasnowolnienia z  sądu ale już \wiem od czego zaczynać.  

Po obiedzie pojechaliśmy na działkę. Przywieźliśmy koszyczek truskawek, sałatę i szczypior. Jest też groszek , ale jeszcze nie zrywałam. Inne roślinki podrosły i to sporo. Dwa dni deszczu i trochę więcej na plusie i od razu są efekty na grządkach. Zakwitła pierwsza z moich szlachetnych róż, suvenir. Ma piękny fioletowo - czerwony kolor wpadający w granatowy. Pozostałe dwie niestety nie dały rady. Jedna rośnie i wypuściła , ale nie zakwitła; może potrzebuje więcej czasu a trzecia zmarzła. Przycięłam ją radykalnie, może jeszcze odżyje ale małe szanse chyba. Nie mam doświadczenia z różami , muszę próbować. Na koniec starsza synowa wrobiła mnie w skracanie spodni. Jakoś poszło, chociaż materiał zdecydowanie nie na domową maszynę do szycia. Nie dość, że siepiący to jeszcze ciągliwy, ale dałam radę. 

wtorek, 16 czerwca 2026

16.06.2026 Taki sobie dzień

nic szczególnego. Matce jednak udało się wyplątać z temblaka i jeszcze sprytnie schowała go za krzesłem. Założyłam z powrotem , oczywiście się awanturowała i nie chciała zjeść śniadania - w ramach strajku pewnie. Pojechałam po raz drugi około 12.00 i dopiero ją namówiłam na jedzenie, chyba zapomniała że strajkuje, ale temblak miała i zjadła. Potem zajęłam się swoimi sprawami i nawet z przyjaciółką z LO pogadałam, ale inną , nie tą, której wczoraj szukałam. Zadzwoniła do mnie. W domu dokończyłam strój dla wnusi, jutro zabiorę go do pracy i dam synowi. Wnusia dziś wyjeżdża na wycieczkę więc sama nie zdąży odebrać. A wieczorem niespodzianka. Nie wiem co D jej zrobiła, ale matki nie poznałam. Grzecznie siedziała z gipsem i temblakiem na ręku, nie awanturowała się , ani nawet nie protestowała , że ma wziąć tabletki. Zrobiłam jej kolację i nawet poprosiła, żebym jej resztę zupy odgrzała a potem zagadywała mnie o działkę. Szok po prostu. Ciekawe na jak długo jej starczy. A ręka zadziwiająco szybko jej się goi. Dzień unieruchomienia i już jej zeszła opuchlizna, jeszcze nie do końca i ma siną tę rękę, ale różnica jest widoczna. Pogoda zaczęła się zmieniać, ociepliło się, przestało wiać i padać. Jak by na to nie spojrzeć za 8 dni kalendarzowe lato.