A co widziałam i co przeżyłam opiszę w najbliższych dniach i jeszcze fotki pokażę ! Dziś ogarniam się powyjazdowo , no i jak to u mnie od razu dopadła mnie szara rzeczywistość !
Szafunierka babusi Marychy
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
niedziela, 12 lipca 2026
środa, 8 lipca 2026
8.07.2026 Do... napisania !
Gotowi do podróży. Wyruszamy jutro około 10.00. Mam nadzieję, że nic się nie wydarzy i przynajmniej parę dni odsapnę. Zorganizowałam wszystko najlepiej jak się dało. Walizkę spakowałam, mężuś plecak przydasiami na wszelkie okoliczności, auto zatankowane i możemy ruszać.
Z codziennych spraw przytarłam swoje auto - niedawno odremontowane, opiszę przy innej okazji. A do małżonka dotarła w końcu paczka (po przepychankach z urzędem celnym i górą papierzysk) z zamówionym zegarkiem. Ma już nie złą kolekcję , ale ten jest wyjątkowy ; tarcza z prawdziwego kamienia, pięknego tygrysiego oka - pod naszą kolekcję.
Do zobaczenia-napisania za kilka dni ! 🖐🖐🖐😎
wtorek, 7 lipca 2026
7.07.2026 Lekko pod wpływem ...
pogody ? A może za podszeptem internetów? W każdym razie lato jeszcze się na dobre nie rozkręciło, a ja już nastrój jesienny złapałam. Pracę skończyłam dziś dość szybko , bo już około 13.30 więc sobie zaczęłam po różnych forach buszować i z tego buszowania zaczęłam obmyślać dekoracje na jesień. Nawet kilka drobiazgów sobie do ulubionych zapisałam , żeby nie zgubić. A na razie zmobilizowałam się i lekko zmodyfikowałam wystawkę na niby-kominku. Szklane kwiaty i kogutki zastąpiły zamorskie dziwa czyli ośmiornice, koniki morskie i jakieś egzotyczne ptaszory. Niech się kojarzą z dalekimi podróżami...
A póki co, szykujemy się do wyjazdu. To już po jutrze. Sprawdziłam kilka miejsc do pozwiedzania w piątek bliskich naszej kwaterze i tylko tak na pół dnia, bo potem już wyjazd do Lwówka , sobotę w całości przeznaczamy na wystawę a w niedzielę powrót niestety. Nie ma jednak tego złego , bo będzie na nas czekać nasz PDzO i pewnie kolejne już warzywne żniwa.
Wieje i to potężnie i trochę mży. Pogoda jesienna jak by na to nie spojrzeć, choć oczywiściej znacznie cieplej.
poniedziałek, 6 lipca 2026
6.07.2026 Jakoś tak...
dziwnie pogodowo. Najpierw szok temperaturowy a teraz mżawka i wiatr jak w listopadzie. Mnie tam nie robi , pogody prawie nie zauważam , ale nie wiem co na podróż szykować. Chyba znów na wszelkie okoliczności, czego nie lubię, bo ja na podróż zabieram rzeczy praktyczne i do wykorzystania na różne sposoby. A przy takich szaleństwach pogodowych trzeba brać walizkę ciuchów zamiast po jednym na każdy dzień plus jeden rezerwowy. Będę się martwić w środę , co do tej walizki wrzucać. A na razie to czekam na małżonka. Pojechał na awarię, starszy wnusiu zabrał się z dziadkiem w roli pomocnika i dotąd ich nie ma. Po ciemku wiele nie zdziałają więc przypuszczam ,że niedługo wrócą. Miałam plan przewrócenia szafy ale w końcu dałam sobie spokój. Zdążę a dziś zrobiłam sobie dzień lenia i całe popołudnie wylegiwałam się na kanapie z czytnikiem w ręce . I zaraz będę kontynuować.
Tak poza tym kontynuuję porządki w szafach matki i wciąż wynoszę kolejne stare graty a one wciąż tam są , jakby się rozmnażały. Możecie mi wierzyć: zbieractwo to straszna rzecz. Zbieractwo - nie mylić z kolekcjonerstwem. Z ciekawostek, to znalazłam mój stary szybkowar z lat osiemdziesiątych, który mi się uszkodził po kilkunastu latach użytkowania i dałam go ojcu żeby spróbował naprawić zamknięcie. Ojciec naprawić nie zdążył, bo zmarł w 98, a ja o tym sprzęcie zapomniałam , no i tak sobie pokutował u matki w szafie prawie 30 lat -nie wiadomo po jaki kij...Ciekawe co jeszcze mi się tam objawi?
niedziela, 5 lipca 2026
5.07.2026 Placek na młodziach zez angrystym
z wiyrzchu posypany cukrym upiekłam. Tak , zwykły drożdżowy placek z agrestem a nie żadne eleganckie ciasto jak Lucia. Tak na szybko przy obiedzie, z agrestem z naszej działki, który wczoraj małżonek oberwał. Był jeszcze kompot agrestowy do obiadu a resztę przesmażę na konfiturę agrestową. Taki drożdżowy lubimy najbardziej. Zabrałam na działkę a potem zabrałam jeszcze kawałek dla matki. Pochłonęła cały zanim zdążyłam jej zrobić kolację. Ale niech tam, wiem ,że placek z agrestem to zawsze było jej ulubione ciasto więc nie będę jej żałować.
Inauguracja jaccuzi nam nie wyszła. Wiało i padało na zmianę. Niby tylko chwilami pokropiło ale w zagłębieniach pokrywy od jaccuzi stała woda. Trudno, może jutro... Nie umiem nic nie robić na działce. Obiecałam sobie , że dziś jadę posiedzieć i nic z tego , ledwie wpadłam już zabrałam się za wysadzenie turków. Miałam jeszcze kilka w szklarence, Jakiś czas temu wysiałam resztke , którą miałam w torebce i już myślałam ,że nic z tego nie będzie, tymczasem wyrosły. No to wysadziłam na grządki. Niech na jesień robią ogródek.
A od jutro przygotowania do wyjazdu. Mam nadzieję, że nie będzie wielkiego upału i da się pozwiedzać wystawę i nie tylko, choć krótko.
sobota, 4 lipca 2026
4.07.2026 Jutro inauguracja
bąblowca kąpielowego czyli jaccuzi. Stoi w miejscu docelowym , gotów do użycia, nawet woda podgrzana do 30 stopni. Trochę zajęło to rozkładanie, najdłużej trwało rozgrzewanie wody. Małżonek rozkładał z pomocą starszego wnuczka a ja zajęłam się grządkami. Robota szła jak z płatka. Nie ma to jak sprzyjająca pogoda. A dziś sprzyjała. Nie było za ciepło. Wiało co prawda solidnie , ale to akurat nie przeszkadzało. Zebrałam bób i od razu wyłuskałam, małżonek oberwała agrest zanim przyjechał wnuczek, a ja pieliłam. Zostały mi trzy grządki. Nawet specjalnie się nie zmęczyłam ale moje moje plecy odmówiły współpracy. Na koniec posadziłam kupione wczoraj kwiaty i kilka kupionych wcześniej żurawek. A resztę opiszę innym razem, muszę dać odpocząć plecom. Niech jeszcze posłużą. Miłej niedzieli !
piątek, 3 lipca 2026
3.07.2026 Znów mam problem
z odpowiednim nazwaniem stanu rzeczy. No , może to mało precyzyjne określenie. Tak bardziej konkretnie to z uporządkowaniem i opisaniem rzeczywistości. Stanowczo za dużo się dzieje. Bobrze przynajmniej, że upał odpuścił i wróciło przyjemne , polskie lato. Zamykam najpilniejsze sprawy w firmie, żeby nie zostało na czas naszego wyjazdu. Nie będzie tak źle chyba. Matka już dziś sama sobie śniadanie zrobiła. Jak to ona , byle było ale jej to wystarczało i moje podawanie odpowiednio przygotowane i porządnie ułożone niczego nie zmieniło i nie zmieni. Tak w ogóle to zaczynam samą siebie podziwiać. Udało mi się powyrzucać stare , zniszczone graty i przeróżne śmieci z dwóch stojących i dwóch wiszących szafek i matka się nie zorientowała. Czego tam nagromadziła to się nie da opisać... Popołudnie spędziliśmy na zakupach, głównie spożywczych. Dla nas nie wielkich , bo wyjazd , dla matki na cały tydzień , żeby synowa nie musiała się tym zajmować. Odwiedziliśmy też market budowlano- ogrodowy żeby kupić preparaty do uzdatniania wody w jaccuzi a wyszliśmy z preparatami i czterema doniczkami kwiatów. Będzie jutro co robić, bo jutro wielki dzień ; rozkładamy i odpalamy jaccuzi.