wycieczka udana, ale relacja po weekendzie , bo jutro uciekamy na nasze rodos w celu dalszego relaksowania się i może moczenia w bąbelkach jeśli będzie ciepło. Miłego weekendu !
Szafunierka babusi Marychy
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
piątek, 28 sierpnia 2026
czwartek, 27 sierpnia 2026
27.08.2026 Dzień za krótki
zdecydowanie. Mnóstwo tematów mniejszych i większych mi się nazbierało. Miałam dziś co robić i w firmie i w domu. A najważniejsze, że przyjechał robot myjący okna. Nie jest to małe urządzenie i dość ciężkie. Testowałyśmy z synową od razu na biurowej witrynie. Daje radę i zużywa przy tym śladowe ilości wody. Co prawda nie do końca domył ślady po muchach , ale to pewnie dlatego, że użyłyśmy samej wody. Zalecają płyn do mycia niepieniący. Poszukam. Trochę hałasuje ale nie więcej niż np. okap. To nawet lepiej , bo wiadomo, że pracuje. Witrynę o powierzchni 2,50 x 3,5 obleciał w 15minut. Zobaczę jak się spisze na moich oknach. Inne sprawy idą swoją drogą. Sprawę w sądzie mam z głowy , gratisową hostę podarowałam sąsiadom, którzy założyli "społeczny " skalniak na rogu ulicy i pracowicie go pielęgnują i upiększają. Jak bym się uparła to by się miejsce w moim ogródku znalazło, ale obawiam się najazdu ślimaków. I tak już z nimi problem a czytałam, że hosta to ślimaczy przysmak.
Tymczasem się żegnam do soboty. Jutro robimy sobie mały wypad do Torunia. Wrócimy późno więc nie wiem czy zdążę zajrzeć tutaj na blog. Potrzeba mi chwili oddechu po tych wszystkich jazdach. Rano tylko wpadnę do matki podać leki i zrobić śniadanie , w porze obiadowej przychodzi opiekunka , a wieczorem wpadnie do niej moja młodsza synowa.
😎🖐🖐🖐
środa, 26 sierpnia 2026
26.08.2026 Na adrenalinie
dzisiejszy dzień. Od rana miałam stres , bo sprawa sądowa. Fakt, szybko poszło i pomyślnie dla mnie. Teraz wyrok się uprawomocnia. A potem będę jakieś raporty pisać do sądu co pół roku , że niby właściwie sprawuję tę opiekę. No dobra , przeżyłam to i to przeżyję. Z tych nerwów zostawiłam rano na stole matki tabletki. Musiałam po nie pojechać żeby choć te co jej podaje opiekunka dostała. Po drodze z sądu zaliczyłam jeszcze wizytę u mojej konsultantki z avonu i restaurację i jeszcze zieleniak i kolejną jazdę , tym razem do dostawcy odebrać sprzęt. Na zieleniaku kupiłam wrzosy do donic na stojących na trawnikach przy biurze . Hmm, teraz już nie trawnikach tylko wysypanych kamieniem "dywanikach". ładnie to wygląda z tymi wrzosami. Dostałam w gratisie do wrzosów hostę. Nie specjalnie je lubię w przeciwieństwie do ślimaków ale jak dają za darmo, to jakieś miejsce w ogródku jej znajdę. To nie pierwszy taki roślinny prezent, który dostałam od tej ogrodniczki. Często u niej kupuję więc pewnie dlatego. A w firmie też nie zła zadyma. Towar nas przysypuje, kolejne zlecenia też.
W domu oczywiście znów od roboty nie uciekłam chociaż zarzekałam się , że dziś nic nie robię. Zaprawy same się nie zagotują, Obrałam też i zagotowałam buraczki , jutro zetrę i powkładam w słoiki. No i matki pranie ogarnęłam. Mam nadzieję , że jutro dzień będzie spokojniejszy. A na piątek planujemy krótki wyjazd, do Torunia, pokręcić się po starówce, tak po prostu , dla przyjemności.
wtorek, 25 sierpnia 2026
25.08.2026 Nowe, lepsze
przybiurowe podwórko mamy. A tak dokładnie to odnowione i uporządkowane. Wpadła ekipa, ta sama co nam płot na działce stawiała i robiła patio i w ciągu kilku godzin zrobili to co im poleciliśmy. Wyrwali uschnięte jałowce , przesadzili dwie choinki, które trochę zawadzały przy otwieraniu jeżdżącej bramy a dziś wpadli z kamyszkami i włókniną i wyłożyli na nowo dookoła drzewek i na drugim trawniku dookoła kamiennych donic. Pięknie wygląda. Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdy jako dekoracja nie znalazły się polne kamienie. Te zostały ułożone pomiędzy donicami. Został jeszcze jeden trawnik ale z tym zrobię porządek jesienią , bo mam tam mnóstwo roślin, które trzeba wykopać i poprzesadzać. Wybrałyśmy z synową kamyszki o nazwie "czerwony gryz". Na razie jest szary ale to podobno z powodu kruszenia w maszynach. Po pierwszym deszczu ma się zrobić czerwonawy. Tak zapewniał gość w hurtowni. Zobaczymy , choć taki szarawo-różowy też ładnie wygląda. Jutro chyba skoczę na zieleniak po wrzosy , które ustawię w donicach. Na koniec jeszcze poprzycinali krzaki i zabrali stare palety na których dostarczają nam czasem towar a, które składowaliśmy za garażem z braku lepszego pomysłu na to co z nimi zrobić. Porządek musi być, no i został zrobiony.
Jutro mam sprawę w sądzie , mam nadzieję, że na tym się skończy i nic już mnie nie zaskoczy a na papier nie będę znów czekać miesiącami. Potrzymajcie za mnie kciuki proszę.
poniedziałek, 24 sierpnia 2026
24.08.2026 Dumni dziadkowie to my.
I mamy powody. Miało być o czymś innym ale mój starszy wnusiu zachował się w sobotę tak, że muszę się pochwalić. O tym ,że mamy rozgarnięte i poukładane wnuczęta wiemy nie od dzisiaj, ale sytuacja była nie typowa i niebezpieczna a wnuk zachował się po prostu jak przystało na faceta. W sąsiedniej wsi były dożynki i młodzież wybrała się na nie całą paczką . I jak to dorastająca młodzież poza kontrolą rodziców , próbowali „dorosłości” w postaci piwa czy też jakiegoś drinka. Nasz wnuk jeżdżący mini-carem jako odpowiedzialny kierowca sobie nie pozwala. I jak tak siedzieli w jakimś ogródku koleżankę pokąsały osy, pięć użądleń. Zaczęła krzyczeć z bólu i wstrząsu anafilaktycznego w postaci ataku paniki. Dziewczyna zaczęła też błyskawicznie puchnąć. A cale towarzystwo panikowało razem z nią i darło się jak opętane. I tu zadziałał mój wnuczek. Pierwsze co zrobił to zadzwonił na 112. Rzeczowo wyjaśnił co się stało i poprosił o interwencję. Ratownicy nie zbagatelizowali sprawy i kazali czekać na karetkę. Potem wnuk chciał zadzwonić do rodziców dziewczyny ale tu podniosły się protesty. Nie , bo dostaną „opieprz” za próbowanie napojów wyskokowych. Nie i nie. A tymczasem nadjechała karetka, ratownicy się zajęli dziewczyną i stwierdzili, że ją zabierają do szpitala. Młody nie dyskutował dalej z kumplami tylko nie wiele myśląc zadzwonił do swojej mamy z pytaniem co ma robić dalej, bo nie ma numeru do rodziców dziewczyny a ją właśnie zabiera karetka. Synowa miała numer , zadzwoniła, bo panie się dobrze znają ze wspólnych akcji charytatywnych i powiadomiła mamę dziewczyny a potem zabrała ją i zawiozła do szpitala, bo akurat rodzice dziewczyny mieli auto w naprawie. Na sorze dziewczynie podali leki , spędziła kilka godzin na obserwacji i wróciła do domu. W niedzielę około 16.00 do domu mojego wnuczka przyszła cała rodzina. Ojciec Niemiec trochę słabo jeszcze mówi po polsku ale dziękował jak umiał, wdzięczny za ratunek córki. Przynieśli czekoladowo-migdałową tartę dla rodziców, jeszcze ciepłą i flakon drogich perfum dla naszego wnuczka w podziękowaniu za pomoc. Wprawili tym w nie małe zdumienie naszych , bo wprawdzie rodzice pochwalili naszego wnuka za „zimną krew” ale wszyscy , jego samego nie wyłączając uważali, że to nic niezwykłego takie udzielenie pomocy. I jak tu nie być dumnym z wnuka?
niedziela, 23 sierpnia 2026
23.08.2026 Ile można ?
Ile można zrobić w jeden dzień? Dobre pytanie ... Można i to dużo jak się okazuje. Byle dobrze się zorganizować. A ja jestem w tym dobra. Nie tylko, że ogarnęłam matkę, swoje tematy domowe, upiekłam bułeczki drożdżowe , posiedziałam w wannie , to i na czytanie czasu mi wystarczyło i na działce podziałaliśmy. Małżonek skosił trawę , a ja pocięłam następną porcję jabłek do suszenia a potem zabrałam się za przycinanie przekwitłych roślin i likwidowanie tego co już niepotrzebne, jak pozostałości po ogórkach , zerwałam też resztę fasolki. Na koniec wyczyściliśmy jacuzzi takim specjalnym odkurzaczem. Wbrew pozorom, mimo, że przykrywamy to jednak osady się na dnie znajdują. Może jeszcze zrobi się na tyle ciepło żeby w nim posiedzieć. Na działce zjedliśmy sobie podwieczorek w postaci bułeczek i herbaty. Dziś dość chłodno a wieczorem jeszcze się ochłodziło. Miałam kurtkę dżinsową ale jak zawiał wiatr to jednak chłód poczułam. Trudno się jednak dziwić , jesień już wygląda zza rogu. Zakwitł morcinek a to nieomylny znak. Na razie pojedynczy kwiatek ale jednak. Weekend minął nam pracowicie jak widać i jak zwykle za szybko. Tymczasem czeka mnie w przyszłym tygodniu sprawa sądowa. Stresuję się , co tu ukrywać.
sobota, 22 sierpnia 2026
22.08.2025 Domowa sobota , no może nie tak całkiem ...
Pogoda zaszalała nawet u nas , lało całą noc , nad ranem zerwał się wiatr a poranek okazał się chłodny. Po raz pierwszy od wielu tygodni włożyłam dżinsową kurtkę wychodząc. Musiało solidnie lać , bo wszędzie były kałuże, w niektórych miejscach nawet duże. W tym układzie stwierdziliśmy, że odłożymy pobyt na działce na po obiedzie. Po obiedzie jednak się nie dało. Wciąż na zmianę się przejaśniało i popadywało. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło jak mówi przysłowie. Od rana, po wizycie u matki i śniadaniu zabraliśmy się za porządki. Ja sprzątałam kuchnię, małżonek sypialnię, pracownię i salon. W trakcie wrzuciłam jeszcze do pralki trzy ładunki prania i rozwiesiłam. Starłam też cukinię na placki i zostawiłam żeby odciekła z wody. Ze sprzątaniem uwinęliśmy się szybko i zanim zrobiłam obiad u nas pojechałam do matki. Odgrzałam jej pierogi z truskawkami i zawiozłam kompot z jabłek. Trochę zmieniłam technikę smażenia placków z cukinii i tym razem wyszły całkiem chrupiące. Zwykle mi wychodziły takie miękkie. No i chyba ser dodany do ciasta też pomógł. Najedliśmy się po uszy. Z sosem jogurtowo-ziołowym wyszło pyszne danie. Po obiedzie znów padało. Małżonek stwierdził, że skoro nie da się pojechać na działkę to może jak się przejaśni zajrzymy na cmentarze, bo dawno nie byliśmy. Około 17.00 się przejaśniło więc pojechaliśmy z pudłem baterii do elektronicznych zniczy. Niektóre wciąż świeciły , część powymienialiśmy i zrobiliśmy porządek. Niestety do mojego ojca trzeba będzie pojechać z randapem, bo dookoła grobu rozrosło się zielsko. Byłoby jednak za miło. Na spacer po cmentarzu wybrała się matki przyjaciółka z pracy. Nie trawiłam tej baby od wczesnego dzieciństwa. Akurat ją musiałam spotkać. Oczywiście mnie zagadała. Ale co mi tam, wiekowa jest, nie będę z nią kotów drzeć jak dawniej. Prosto z cmentarzy pojechaliśmy do matki, podałam jej wieczorną tabletkę , zrobiłam kolację i tyle. Stwierdziliśmy, że jednak podjedziemy na tę działkę zebrać jabłka z trawnika i zobaczymy co tam się dzieje. Naspadało nam jabłek mnóstwo, wyrosły kolejne cukinie , w tym jedna ogromna, urwałam też trochę kwiatów do bukietu. Było już za późno żeby coś większego robić , ale spady wygrabiliśmy i popakowaliśmy do wiader. Może jutro wywieziemy. Jeśli oczywiście nie zacznie lać. Zdążyłam nawet trochę poczytać. Przydała się taka sobota bez działki. Porządek zrobiony, czyste obrusy na stołach, podłoga umyta i bukiet kwiatów w wazonie. Jeszcze tylko jakieś bułeczki z jabłkami na podwieczorek niedzielny upiekę ale to już jutro.