Tę książkę miałam opisać i polecić już dawno , bo też czytałam ją już w
styczniu. Mam na myśli „Rok zarazy” autorstwa Lidii Chowaniec. Trochę mi zeszło
, bo już ją przeczytałam zaraz po odebraniu z empiku, ale ze mną tak jest;
wiecznie gonię czas. Muszę zrobić powtórkę i przeczytać jeszcze raz, ale o tym
później. Z pewnych źródeł, których na razie nie zdradzę wiem, że Autorka miała
pewne trudności z wydaniem. Nie dziwię się jednak, że nie chcieli jej wydać. W tej miałkości i zalewie głupawych
albo przesłodzonych czytadeł, z marnym zasobem słownictwa i równie marnym
stylem, ta książka jest po prostu zbyt dobra. I to pod wieloma względami moim
zdaniem: tematu, języka, sposobu narracji, ciekawego tła społeczno-obyczajowego.
Po prostu , dla przynajmniej trochę bardziej wymagających czytelników. Nie
jestem pewna czy o to chodziło Autorce
dlatego chcę poczytać jeszcze raz, ale dopatrzyłam się tam takiej rozprawy z
duchami przeszłości. To wcale nie jest łatwe, a coś o tym wiem z własnych
doświadczeń , a już na pewno nie łatwe do opisania. W książce całkiem dobrze to wyszło, udało się temat ująć ciekawie , bez ckliwego
słownictwa i rozczulania się. I ten wątek daje też do myślenia a to wartość
dodana. Jest też zderzenie miasta z wsią , mentalne zderzenie oczywiście. To
kolejny temat dający do myślenia. Jak się widzimy nawzajem, jakimi wartościami
się kierujemy, jak rozmawiamy lub nie, czym się kierujemy podejmując decyzję i
jak to widzi druga strona… Obyczajowa fabuła książki w sumie jest dość prosta,
kobieta z dużego miasta, żona, matka, pracująca pani domu, nagle zapada na
poważną chorobę, po której szuka samotnego odpoczynku i rehabilitacji w domku
odziedziczonym po swoich ciotkach , gdzieś , w małej , górskiej wiosce, gdzie
życie toczy się według świąt i pór roku a sąsiedzi widzą i wiedzą wszystko. W
tle początek pandemii, w którą nie wszyscy wierzą albo nie wiedzą co to takiego
i zwyczajnie ignorują. Najciekawsze jednak w tej książce jest tło. To co dzieje
się pod fabułą a o czym już wyżej po części wspomniałam. I barwny pakiet postaci drugoplanowych, trochę dziwacznych,
trochę oryginałów, a trochę karykaturalnych na miarę tu i teraz z wszystkimi
przywarami ludzi żyjących ze smartfonem w ręku. Podobały mi się też
regionalizmy. Lubię takie klimaty w książkach. Większych problemów z gwarą
góralską nie miałam czytając, może dlatego, że kiedyś mnie to bardzo
pasjonowało i chociaż nie umiem mówić znam kilka gwar całkiem nie źle.
Zapomniane dawno hobby ale się przydało. Dla niezorientowanych, przydał by się może
jakiś mini-słowniczek gwary na końcu ale to w sumie drobiazg i bez wpływu na
treść i całą koncepcję jako taką. Jest też wątek wielkopolski bez którego – „małe miasteczko w okolicach
Poznania” - nie byłoby to samo.
Przynajmniej dla mnie Wielkopolanki od wielu pokoleń. Wiem skąd pochodzi ten wątek i do czego
nawiązuje. Ogólnie rzecz biorąc podobało mi się w tej książce właściwie
wszystko. I tu na koniec muszę się
przyznać i pochwalić, osobiście znam Autorkę. Jeśli lubicie powieści obyczajowe to
przeczytajcie, nie będziecie żałować.