babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

piątek, 12 czerwca 2026

12.06.2026 Tydzień śmignął

 z prędkością światła. Nie powiem ,że mnie to  nie cieszy. Dwa dni wolne , dwa dni na działce. No nie całkiem , bo w niedzielę musimy odwiedzić cmentarze, 9 i 10 przypadały imieniny teściowej szwagierki, jutro imieniny dziadka małżonka a w niedzielę urodziny mojego ojca. Trzeba im znicze zapalić ... Ale po kolei. Dziś za wiele roboty w biurze nie było, jakimś cudem wyrobiłam się w trzy dni po tej wyjazdowej przerwie więc się urwaliśmy po zakupy ogrodowe. Konkretnie to preparat na mszyce, bo mi na bób zaczęły włazić, a jak na bób to za chwilę się wszędzie rozpanoszą. Trzeba coś zaradzić. No a jak już wpadliśmy do "mrówy", to i na kwiatki. Do działu z roślinami znaczy. I oczywiście pusto nie wyszliśmy. Naszym łupem padły dwie doniczki nachyłka barwierskiego i coś do skalniaka. Potem jeszcze po drodze zahaczyliśmy o brico, bo małżonek jakiś zaworek potrzebował i znów na kwiatki. Tym razem wyszliśmy z jeżówką w pięknym ogniowym kolorze i serduszką. Moja , którą posadziłam z kłącza chyba zmarzła, bo nie widzę rosnącej. A tu się trafił większy krzaczek już kwitnący.  Będzie jutro co robić. Jest jeszcze parę roślinek, które mamy w planach i na pewno po nie wrócimy. Pod koniec dnia wpadła do biura nasza wnusia , żeby opowiedzieć o egzaminach. Zdawali na poligonie , w centrum szkoleń w Poznaniu. Za zadanie miała rzut granatem do celu, ratowanie rannego na polu wali i składanie słynnego karabinu Grot. Luuuudzieee! Dziewczyny w wojsku !!! Aż mnie korci żeby "za moich czasów" - zawołać. Cała jej wojskowa klasa zdała. Wnusia bezbłędnie. A w najbliższym czasie wybiera się z klasą na wycieczkę a zaraz po ze swoją ekipą miłośników fantazy na Pyrkon. Babcia z dziadkiem nagrodzili oczywiście dobry wynik, bo jak inaczej. A starszy wnusiu kończy klasę ósmą i dziś właśnie mają zabawę z tej okazji... 

Po obiedzie jak co piątek wybraliśmy się na zakupy cotygodniowe. Za dużo dziś tego nie było, ale uzupełnić trzeba. 

czwartek, 11 czerwca 2026

11.06.2026 Cieszy mnie to,

że pada. Natura nadrabia miesiące suszy. Cieszę się , bo wreszcie wszystko podrośnie. Chwasty też , niestety. Chociaż nie, to nie są chwasty , to jest roślinność spontaniczna. Czego to ludzie nie wymyślą... 

Dzień jak każdy , bez rewelacji. Zaplanowaliśmy w końcu urlopy. Tym razem my pierwsi , bo już od 6 lipca. Na lipiec bierzemy też do pracy  jednego z naszych praktykantów. Zapytał czy mógłby popracować w wakacje. Czemu nie, zwłaszcza , że na praktykach się sprawdził. I znów trochę zaszalałam, zamówiłam wieszaki do lamp , które mają oświetlić patio. Lampy już mam. I może dokupię jakieś byliny na zieleniaku. Moja koncepcja "płonącego" ogrodu chyba się nie sprawdzi. Nie wszystkie kwiaty, które zaplanowałam dobrze się czują na gliniastym podłożu. A na razie to mam nadprodukcję koperku. Rośnie wszędzie nawet w trawniku. 

Wnusia zdała dziś egzaminy wojskowe czyli tak jakby zawodowe. Za rok przystąpi do matury. 

środa, 10 czerwca 2026

10.06.2026 A to dobre...

 Trochę się dziś ubawiłam. Trochę , bo tak w ogóle to nie jest to takie zabawne. Powiedziałabym, że raczej normalne. No ale jak się do normalności dorobi filozofię , to już inna bajka. Miałam dziś kilka chwil wolnych w pracy to sobie poczytałam. Polityki i katastrof konsekwentnie unikam od jakiegoś czasu to skupiłam się na ciekawostkach. Jakiś portal (nie pamiętam jaki, aż tak się nie skupiałam na czytaniu wiadomości) podrzucił mi artykuł o działkowiczach. Słowo działka to kolejne u mnie słowo- klucz więc od razu zajrzałam. No i czytam, że działkowanie jest trendy a jeszcze kilka lat temu to był obciach , bo na działki chodzili tylko emeryci, a tymczasem ogródkami działkowymi zainteresowali się ludzie w wieku 30+ i 40+ , bo to tak dobrze wpływa na funkcjonowanie. I tu zaczyna się dorabianie ideologii. Bo: aktywność fizyczna, pobyt na świeżym powietrzu, zdrowa żywność, wypoczynek w najbliższej okolicy czyli niskobudżetowy i proekologiczne , bo nie latamy samolotami zatem nie zaśmiecamy naszej planety. I w końcu więzi sąsiedzkie , interakcje personalne w zaprzyjaźnionym, wąskim gronie czy jak zwał tak zwał. I całe to towarzystwo lat 30-40 z plusami zamiast latać co weekend do innego kraju- jak to jeszcze niedawno bywało, żeby sobie selfiki strzelić i mieć co na fc czy inne tiktoki wrzucić , jeździ na rodzinne ogródki działkowe ogrodzone siatką kilometr od domu i robi sobie selfiki z dziabką i grabkami w dłoni i pudłem sadzonek pomidorów w tle. A do tego chwali się tym, że tam taki spokój i tak wspaniale się wypoczywa i nabiera energii. No koniec świata! Coś w tym jednak jest, niektóre punkty potwierdzam z własnych doświadczeń ; ten o aktywności fizycznej i wypoczynku i zdrowych warzywach i o sąsiadach... Ale z tą ekologią to jednak przesadzili... Jeszcze brakuje, żeby ginące rzemiosła zaczęli przywracać i zajęli się cerowaniem skarpet i skręcaniem sznurków albo prostowaniem gwoździ... 

Tak poza tym dzień dość spokojny. Na koniec pojechaliśmy po kolejne truskawki. Podlewanie odpadło, bo zaczęło padać. A małżonek kupił mi bransoletkę z agatów z Botswany. Przepiękna !  Przy czasie zrobię fotkę i się pochwalę. 



wtorek, 9 czerwca 2026

9.06.2026 Było - minęło...

Przyznać się muszę, że denerwowałam się trochę przed tym wyjazdem. Z powodu matki. D, jej opiekunka wprawdzie jest profesjonalna, ale jednak miałam obawy. Głównie dlatego, że ostatnio matka się potłukła i to groźnie. D. wywiązała się wprost idealnie, dopilnowała wszystkiego jak trzeba i nawet zadzwoniła w trakcie pobytu, żeby mi o tym powiedzieć. Wyjazd tradycyjnie jak co roku dzień przed świętem, co daje nam tę przewagę, że nie było wielkiego tłoku na drogach i sprawniej się jedzie. A jechało nas dużo, bo dodatkowo koledzy i koleżanki naszej młodzieży. Z nami zabrał się kolega naszego starszego wnuczka i on sam. Z jego rodzicami jechały dwie dziewczyny z ich paczki. Z wnuczką i jej rodzicami zabrała się przyjaciółka wnuczki. Młodzieży już trochę nie po drodze tylko z dorosłymi. Najmłodszy z wnuków i tak miał koleżanki, bo na przyczepkę jechali sąsiedzi naszej młodzieży z dziećmi. Ci dojechali następnego dnia, tak jak i nasz pracownik z partnerką i jeszcze jedni na przyczepkę w ilości 5 sztuk. Wyjechaliśmy dość wcześnie i na miejscu byliśmy już około 16.00 z minutami. Młodzież podobnie. To popołudnie poświęciliśmy na rozpakowanie i odpoczynek. Pokręciliśmy się po miasteczku, poczytaliśmy, poszliśmy na kawę i przywitać się z  właścicielem ośrodka, takie tam… Piękny widok na jezioro z tarasu domku, który tradycyjnie już zamieszczałam w postaci fotki przy każdej relacji z wyjazdu, w tym roku zasłoniła nam – ni mniej - ni więcej, tylko stodoła wybudowana wprost na plaży. Ogromnych rozmiarów. Teoretycznie siedziba WOPR ale faktycznie są tam jakieś budy z gastronomią i prawdopodobnie będzie hotel. Potem dowiedzieliśmy się, że postawili ją nielegalnie, zainteresował się tym NIK i w ogóle jest to jakiś przekręt. Jak się skończy ?  Może się dowiemy za rok. Następnego dnia zapowiadali wiatr i było święto więc specjalnie niczego nie zaplanowaliśmy, dopiero na wieczór ognisko i spływ kajakowy na sobotę , bo piątek miał być deszczowy. Spałam nieprzyzwoicie długo w ten czwartek i gdyby nie dość krzywa kanapa pewnie powylegiwałabym się  jeszcze dłużej. Dzień nam minął na spacerowaniu, czytaniu i w końcu ognisku jak było w planach. Jak to już bywało na naszych ogniskach działo się dużo i nieprzewidywalnie. Tym razem też. Jak zwykle piekliśmy kiełbasę i ziemniaki. Koleżanka wnuczki zabrała na wyjazd gitarę więc i śpiewy były, nie koniecznie do rytmu i bez fałszywych nut, ale każdy się starał. Nawet spacerowicze podchodzili i dołączali na chwilę do nas żeby pośpiewać czy też posiedzieć chwilę przy ognisku. A im więcej czasu mijało tym zabawa się rozkręcała i towarzystwo ruszyło do tańca. Za chwilę okazało się, że mamy solidną widownię tuż za płotem. I pewnie zabawa ciągnęłaby się jeszcze długo ale zaczęło padać.


Impreza się rozkręca b

 Następnego dnia prognozy pogody się sprawdziły; lało. Może nie jakoś mocno ale dość długo i jednostajnie. Młodzież starsza i młodsza grała w planszówki a my wybraliśmy się do Chojnic, a potem do Charzykowych , niby do baru As na sandacza z zestawem surówek , bo tam są najlepsze i jak nie cierpię ryb, to akurat tam mi smakują. Małżonek lubi więc korzystamy. Niestety się nie najedliśmy , bo  nie tylko my wpadliśmy na ten pomysł. Bar zapchany głodomorami pod same drzwi, czas oczekiwania ponad godzinę. Skończyło się na zupach i grzankach z masłem i świeżym czosnkiem niedźwiedzim. W trakcie gdy się przemieszczaliśmy zadzwoniła koleżanka z zaprzyjaźnionej firmy , która też ma domek w pobliżu i umówiliśmy się z nią i jej mężem na kolejne spotkanie po sobotnim spływie. A potem pojechaliśmy już na umówione wcześniej  spotkanie z Fuscillą. Tradycyjnie spotykamy się co roku już od 22 lat! Fuscilko, dziękujemy ! Za spotkanie, pogaduchy przy winku, pyszny podwieczorek i śliczne kaszubskie aniołki oraz inne gadżety. Uzupełnią wystrój naszego działkowego PDzO. Wróciliśmy gdy zaczął zapadać zmierzch.

Te cudeńka podarowała nam Fuscillka , a te poniżej to moje zdobycze - wypatrzyłam w wiejskim sklepie spożywczo- przemysłowym 

Na W sobotę zaplanowaliśmy spływ kajakowy.  Trochę obawiałam się, że te żółtodzioby , które do nas dołączyły nie dadzą rady przez jeziora , zwłaszcza jak będzie wiało. Wybrali sobie trasę teoretycznie lżejszą , bo z biegiem Brdy  i jeziorami. Fakt rzeką łatwo, ale na jeziorach trzeba sobie wiosłami pomachać, szczególnie gdy są fale. Trasa Chocimą choć bardziej wymagająca ruchowo to jednak bezpieczniejsza. Ale skoro chcieli… Pogoda jednak nam dopisała, z przystani wyruszyliśmy niemal armadą, bo aż 12 kajaków i nawet po jeziorach płynęło się bez większego wysiłku.

Armada na szlaku 



Zahaczyliśmy oczywiście o jezioro Płęsno i zatoczkę gdzie młodzież i dzieciaki się zwykle taplają w wodzie. Czasem my też , ale jak na dziadków to było zbyt chłodno. 

Nad jeziorem Płęsno 


I punkt docelowy - most w Drzewiczu 

W Drzewiczu odebrała nas obsługa ośrodka. Po obiedzie starsza młodzież poszła na plażę  się wygrzewać w słońcu, młodsza poszła w miasteczko, dzieciaki jak zwykle ganiali się po ośrodku  a my pojechaliśmy na spotkanie. Trochę trudno do nich trafić, nawet nawigacja ma z tym problemy ale gdy już dotarliśmy ja wpadłam w zachwyt. Mają piękną leśną chatkę , na dużej leśnej działce , przepięknie urządzoną drewnem. Gadało nam się świetnie a czas sobie leciał aż zrobiło się ciemno. I pewnie gdyby nie fakt, że czekało nas pakowanie to pewnie jeszcze by potrwało. W niedzielę już się nic nie działo w ośrodku. Spakowaliśmy swoje rzeczy , zrobiliśmy porządek , bo zawsze robimy , pożegnaliśmy się z właścicielem ośrodka przy okazji rezerwując domki na przyszły rok i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Po drodze zahaczając o tor cartingowy i park rozrywki w Człuchowie. Młodzież oczywiście pojeździła „bolidami”. Wygrał nasz starszy wnusiu, druga była wnuczka, potem koleżanka wnuczki i nasz młodszy. Pozostali trochę gorsze osiągi ale część jeździła po raz pierwszy.  Wróciliśmy około 17.00 zaliczając po drodze obiad. Wieczorem jak zwykle pojechałam do matki. W ogóle nie skapowała, że mnie nie było mimo, że D jej o tym mówiła. Myślała, że byłam na działce… 

Byłam , a raczej byliśmy - po truskawki 



poniedziałek, 8 czerwca 2026

8.06.2026 No i dopadło mnie

 szaleństwo w pracy. Nie tylko to zresztą ale miałam dziś mnóstwo do zrobienia. Nawet bez chwili na kawę. Po obiedzie działka, wizyta u matki i zakupy. Lodówka po wyjeździe świeciła pustkami więc nie było wyjścia. I tym sposobem , moja relacja z wyjazdu musi poczekać na lepszy czas. Co się odwlecze to nie uciecze - jak mówi przysłowie. Nadrobię ! Moje nowe kaszubskie gadżety też pokażę i ogródkowe zbiory też. 

niedziela, 7 czerwca 2026

7.06.2026 Koniec tego dobrego

 wróciliśmy i od jutra szara rzeczywistość. Było super, nic się tym razem nie wydarzyło, czego byśmy sobie nie życzyli, matka też nic nie odwinęła i D spokojnie dała sobie z nią radę a na działce czekały dojrzałe truskawki. Napiszę o wszystkim obszerniej jutro. Dziś ogarniam się powyjazdowo. Miłego wieczoru! 

wtorek, 2 czerwca 2026

2.05.2026 No to jadę - znowu

 Tym razem na weekend. Spakowani, sprawy matki dograne i obgadane w szczegółach, działka podlana. Mam nadzieję, że nic się nie wydarzy. 

Ostatnie dwa dni miałam w biegu ale od jutra odpoczywamy.   Do zobaczenia ( napisania) w niedzielę ! 🖐🖐🖐😎