jutro na ogrodach. Jutro mamy wielkie święto czyli 60-lecie naszych ogrodów. Powstały 1 967 roku jako ogródki pracowników zakładu produkującego pustaki i powstało ich całkiem dużo , bo aż 183. I tyle ich mamy. A w samym mieście takich ogrodowych społeczności jest aż trzynaście zlokalizowanych w różnych rejonach miasta. Nasze działki są spore, bo ponad 400m2. Inni nie mają takich luksusów, bo około 200metrowe, a te ostatnie, które niedawno burmistrz wyznaczył , w ogóle są mikroskopijne , bo około 100m. Na przestrzeni dziejów zmieniali się właściciele a ściślej dzierżawcy a stare pokolenia odeszły albo odchodzą a działki przejmują młodsi. W tak zwanym międzyczasie upadł zakład do którego ogródki należały po czym przeszły na własność miasta a swój ponowny rozkwit zawdzięczają paradoksalnie pandemii. Dzisiaj mnóstwo się tam dzieje, część zmieniła się na czysto rekreacyjne , część - jak nasza, jest rekreacyjno-użytkowa a część nadal uprawia warzywa i owoce. Przez te kilka lat poznaliśmy się nawzajem, witamy się z radością , zagadujemy do siebie , czasem spotykamy na placu przy świetlicy żeby wspólnie poświętować, czasem sobie pomagamy , tak zwyczajnie, po sąsiedzku. A ostatnio usłyszałam od pewnego starszego pana z działki 23 , który co wieczór robi sobie dłuższy spacer alejkami, że jak nas nie ma razem na tym progu ( mamy zwyczaj wieczorem siadać na schodku przed domkiem i popijać sobie herbatę) to coś tu na tych działkach nie pasuje. Czyż to nie jest miłe ? Zatem jutro impreza, na pewno potrwa długo jak to nasze działkowe imprezki. Zaplanowałam upieczenie na tę okazję mojego drożdżowego placka z jabłkami a małżonek zaopatrzył się w "procenty". Sam jest niepijący, czasem sobie jakiegoś drinka albo winko wypije ale czemu nie poczęstować.
Tak poza tym zwykły , niczym szczególnym nie wyróżniający się piątek. Załatwiłam papiery potrzebne mi do sądu, nawet szybko poszło. Myślałam ,że będzie gorzej. W końcu nieco chłodniej, wróciło przyjemne polskie lato.