babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

sobota, 31 stycznia 2026

31.01.2026 Gospodarzyłam

 sobie cały dzień. Od rana zaliczyłam zakup pieczywa i wizytę u matki, w drodze powrotnej aptekę i biuro. Skoro byłam w pobliżu to podrzuciłam wczorajsze zakupy do biura; kawę i środki czystości w obawie , że wszystko zamarznie jak dłużej poleży w aucie. A po powrocie zabrałam się za domowe zajęcia. Małżonek odsypiał i mimo, że próbowałam go budzić dwa razy, nawet pozycji nie zmienił. Wstał dopiero po 10.00. Musiał być zmęczony po tych dwóch wariackich tygodniach. Zwykle wstaje razem ze mną. A ja zaczęłam od przepierki, potem zmieniłam firanki w kuchni. Te w gwiazdki pójdą do szafy a na oknach zawisły całkiem nowe. Potem poduszki na kanapie , przy okazji zrobiłam nowe dekoracje na niby -kominku. Jutro pokażę na fotkach. Posprzątałam resztę kartonów z dekoracjami i zrobiłam porządek na pawlaczu nad wejściem. Przy okazji przerzedziłam znów trochę. Przygotowałam też sobie wszystko na jutrzejszy obiad czyli farsz do pierogów i ciasto. Jutro tylko rozwałkuję i polepię. Na deser zrobiłam piankę z galaretką według starego przepisu z czasów PRL-u. Tyle tylko, że cukru nie dodałam a tylko cukier waniliowy. I jak już tak siedziałam w tej kuchni to zarobiłam chlebek dyniowy. Zostało mi trochę musu z dyni , stało to w lodówce i zawadzało więc wykorzystałam. Chlebek robiłam na oko ale wyszedł pyszny. Chyba powtórzę. Trochę zarobiona byłam dzisiaj , ale w sumie dobrze mi to zrobiło. Przy takich zajęciach za bardzo nie trzeba myśleć. Mózg odpoczywa, sama przyjemność. 

A jak by ktoś nie miał pomysłu na niedzielny deser to podaję przepis na piankę z zamierzchłej epoki. 

3 galaretki w różnych kolorach 

0,5 l mleka 3,2% 

w oryginalnym przepisie szklanka cukru - ale ja nie dodaję 

1 cukier waniliowy ( w zupełności wystarczy - i tak jest słodkie) 

2 białka. 

2 łyżeczki żelatyny

Galaretki przygotować w/g przepisu ale z nieco mniejszej ilości wody, najlepiej wcześniej 

Żelatynę rozpuścić w 1/4szklanki mleka 

Mleko zagotować z cukrem waniliowym , dodać żelatynę, rozmieszać odstawić do ostygnięcia. Jak już mleko z żelatyną jest półpłynne , ubić białka na pianę a galaretkę pokroić w dużą kostkę. Wlać zastygające z żelatyną mleko do ubitych białek, dobrze wymieszać, ale delikatnie, żeby piana nie osiadła , dołożyć pokrojoną w kostkę galaretkę , wymieszać , wlać wszystko do tortownicy ( średniej wielkości), wstawić do lodówki do zestalenia. Przed podaniem przełożyć na paterę. Ja to robię w ten sposób, że odpinam bok tortownicy , zdejmuję , na wierzch kładę talerz do ciasta i odwracam dnem do góry a potem zdejmuję dno. Mam idealnie równą, kolorową powierzchnię.

piątek, 30 stycznia 2026

30.01.2026 Styczeń z głowy

a dopiero co szykowaliśmy się do świąt. Zleciało. A ja dziś miałam mnóstwo pracy. Nie dość swojej to jeszcze młodzież co chwilę coś mi podrzucała niecierpiącego zwłoki. Wyrobiłam się jednak i przez najbliższe dwa dni nie zamierzam o firmie nawet myśleć. Pod wieczór pojechaliśmy na zakupy jak co piątek. Tym razem trochę więcej , bo zapasy mi się pokończyły. Jutro będę miała trochę pracy ale takiej domowej. Musze sobie obiad na niedzielę podszykować i choć jedną szafkę przerzedzić. Przyszła kolejna paczka z chińskiego allegro. Tym razem drobiazgi do domu. Pokażę na fotkach w swoim czasie. Mam jeszcze do zrealizowania dwie. Kilka drobiazgów dla siebie , w tym wieczne pióro. Moje niestety życie zakończyło jakiś czas temu i jakoś nie zmobilizowałam się żeby kupić. Jak mi internety podrzuciły różne takie , to skorzystałam i sobie zamówiłam. Bo lubię pisać piórem i pomyślałam ,że wrócę do tego, nawet jeśli będzie to tylko świstek z zakupami. W drugiej przesyłce wszystko do ogródka. Hmmm , jeszcze nie połowa zimy a ja już żyję ogródkiem. Wracam do zabawy z moim czytnikiem, na razie układam sobie bibliotekę i czytam. Coraz bardziej podoba mi się to urządzenie , chociaż jeszcze do konca go nie rozpracowałam.  

czwartek, 29 stycznia 2026

29.01.2026 Będzie o niczym,

bo o czymś być musi, choćby dla porządku. A specjalnie nie mam ani weny ani nić ciekawego do opisywania. O polityce nawet myśleć nie mam ochoty, w pracy i w domu nic nowego, mamuśka poza tym, że regularnie chowa po kątach tabletki nic nowego nie wywinęła ( aż dziwne, ale pewnie leki zadziałały) , to nie bardzo mam tematy. Czytam a jakże, już po nowemu , na czytniku. No , chyba tylko tyle, że przyszła paczka z ptasim płotkiem na działkę. W końcu. Tym razem z parodniowym opóźnieniem , ale za to mam przy najbliższych zakupach 20zł rabatu. A zakupy planuję, świąteczne i parę drobiazgów dla siebie i do ogródka. Jakiś mysz-masz w przestrzeni, wymieszane wszystko razem. Byłam dziś w mieście, bo miałam sprawę na poczcie i banku. Przy okazji trochę się rozglądałam po wystawach , tak w przelocie i już sama nie wiem co my właściwie za porę roku mamy; po jednej stronie jeszcze choinka i świąteczne lampki, po drugiej już zające i pisanki , kawałek dalej różowe kokardki i czerwone serduszka, a na poczcie jeszcze babcie i dziadkowie. Takie  4 w 1. No nie wiem ... Halooween i słomkowych kapeluszy tylko do kompletu brakowało. 

Tak poza tym na niedzielę planuję rodzinne pierogi. Młodzież się przymawiała więc zamiast kawy i kolacji z okazji imienin poczęstuję ich pierogami na obiad.  


środa, 28 stycznia 2026

28.01.2026 Nadchodzi czas.

 którego nie lubię. Pomiędzy zimą a wiosną. W tym roku mimo wszystko znośniejszy, bo świat ośnieżony (no, u nas tak z umiarem, ale jednak trochę tej bieli jest)  a przez to taki trochę bardziej odświętny. Nic się nie dzieje, dni jedne do drugich podobne jak dwie krople wody. Takie nijakie przeczekiwanie. No nie lubię i już. Jakoś sobie trzeba tenże czas nijaki umilić. Póki co, parzę pyszne zimowe herbatki i testuję mój nowy nabytek czyli czytnik. W sobotę planuję zrobić nowe dekoracje w domu takie pomiędzy. Już nie zimowe ale jeszcze nie wiosenne. 

I to by było tyle na dziś. 

wtorek, 27 stycznia 2026

27.01.2025 Trochę na skróty

Kończy nam się piasek z solą do posypywania biurowego podwórka, wybraliśmy się kupić i klapa. Nigdzie ani worka . Oblecieliśmy wszystkie okoliczne markety , budowlankę i ogrodnicze. Wszędzie wszystko wyprzedane. Wychodzi na to, że jeszcze będziemy musieli do le roy się udać . Może będzie. 

Starsza synowa obchodzi dziś imieniny. Wybraliśmy się z życzeniami oczywiście i dużym bukietem tulipanów. Zrobiła pyszną pizzę na kolację. Pośmialiśmy się z ich przygód z sąsiadami. Mają w bloku nie złą ekipę. 

Tak poza tym zaczęłam sobie ściągać ebooki z pendriva, który dostałam od Luci. Trochę mi to zajmie. 

A za oknem śnieżnie , aż trudno w to uwierzyć. Lód puścił, dziś już dało się normalnie przemieszczać. 

poniedziałek, 26 stycznia 2026

26.01.2026 Lodowisko

 w całym mieście. Co tu dużo pisać. Już dawno nie było czegoś takiego. Pamiętam z początku lat 90-tych , miałam wtedy kiosk (na tym skwerku , gdzie dziś sa najlepsze miejskie dekoracje) a stamtąd widok na wiadukt. Wtedy widziałam jak olbrzymie tiry staczają się w dół tyłem, bo nawet silniki , które wprawiają w ruch 36 ton nie dały rady popchnąć ich w górę . To był poprzedni rzut takiej gołoledzi jaki pamiętam. Owszem zdarzało się ale nie w takim stopniu. A propos ; przypomniał mi się kawał , który krążył pod koniec lat 70-tych  o pewnym milicjancie z naszego miasta; odebrał meldunek "głoleć na E8" , rozebrał się i poleciał. Miałam okazję go poznać i śmiem twierdzić, że to nie koniecznie musiał być kawał. Rozpoznałam jego osobę w jednym z tomów Ćwirleja. Autor musiał czegoś się o nim dowiedzieć. Dziś dawna E8 to krajowa dziewięćdziesiątka dwójka. To taka moja wstawka trochę w stylu czarnego humoru.

 No bo cieszyć się nie ma z czego tak ogólnie. Nie chce mi się o tym pisać. Chociaż nie, muszę choć wspomnieć, bo w rodzinie miałam wojskowych. Jeden z wujków służył w misji pokojowej z ramienia ONZ w Laosie i Wietnamie w randze pułkownika, młodszy brat ojca służył w wojskach łączności , przy obsłudze lotniska w randze podoficera i pewnie dalej by służył, gdyby nie poważna choroba, kochał wojsko i do końca się tym interesował a taki burek zza wody obszczeka Polskich Żołnierzy, że niby siedzieli za linią , trzymali się z dala . Zrobił z nich tchórzy i dekowników. A ten nasz pożal się Boże zwierzchnik sił zbrojnych za nimi się nie ujął, słowem się nie odezwał, nie upomniał o ich honor, nawet nie przypomniał, że 45 z nich straciło życie, nie za nasz kraj ale za USA. Po co im taki zwierzchnik? Wstyd i hańba. 

Tak poza tym chłopaki namierzyli drugie auto i podpisali wstępną umowę na leasing.  A moja mamuśka znów amoku dostaje. Nosi ją jak diabła po święconej wodzie. Opiekunka z trudem jej wybiła z głowy pójście na cmentarz , nawet do mnie zadzwoniła, po wsparcie. Tylko tego by brakowało żeby po tym lodowisku łaziła.  A rano dla odmiany przyłapałam ją stojącą na krześle ( drabinkę schowałam), bo ona musi sobie żaluzje poprawić. Ręce mi opadają czasami. Sprawdziłam o co chodzi z tymi żaluzjami. Są do wymiany , pozrywała naciągi więc nic dziwnego, że nie działają. Kupię jej nowe i chłopaki założą przy czasie. Nawkładałam za to włażenie na stołki, bo przecież może spaść i się połamać , ale co z tego "gadam głupoty " przecież. Wariactwo ...

niedziela, 25 stycznia 2026

25.01.2026 Do końca świat i o jeden dzień dłużej

 gra orkiestra Jurka Owsiaka na rzecz dzieci . A ja jestem dumna z mojego starszego wnuczka , bo gra razem z orkiestrą. W ubiegłym roku został po raz pierwszy wolontariuszem i "wsiąknął". Ledwie skończył się finał ubiegłoroczny już myślał o następnym i przystąpił do tegorocznego również. Wsparliśmy go drobniakami wrzucanymi cały rok do pudełka i konkretną wrzutką do puszki dodatkowo. W tym roku niestety nie zdążyliśmy nic przygotować na aukcję ale kasa to też wsparcie. I niech sobie złośliwe gęby gadają o WOŚP co chcą. Akcja jest piękna , porywająca i niesie nadzieję wbrew całemu oszalałemu światu.  Siema !