babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

czwartek, 20 sierpnia 2026

20.08.2026 Jabłkowa klęska urodzaju

 Dawno takiej nie było. W ubiegłym roku jabłek było bardzo malutko, obrodziła - nie wiadomo dlaczego - tylko jedna gałąź. A w tym roku ilości hurtowe. Ani to zjeść ani przerobić. Co się da to rozdaję ale i tak jest ich mnóstwo. Nadmiary wyrzucamy po trochu pod dzikie jabłonki, które rosną w chaszczach wzdłuż rampy kolejowej. Wiem, wiem , nie powinniśmy. Ale jabłka i tak tam leżą i to tylko jabłka, rozłożą się w przeciwieństwie do innych śmieci, które też tam zalegają jak np. stare fotele, jakieś wiadra i nawet sedes i kto wie co jeszcze. To jednak nie nasza sprawka. Bardzo pilnujemy, żeby żadnych śmieci nigdzie nie zostawić. Kto to wyrzuca ? Nie wiadomo i przyznam się, że nie specjalnie mnie to interesuje. Pojechaliśmy dzisiaj po pracy i znów leżało pełno w trawniku. A za chwilę zaczną się gruszki, jeszcze jakiś tydzień do 10 dni. Też ich pełno. 

Jutro wielki dzień we firmie, powinna wpłynąć kasa za ostatnio skończony kontrakt. Konkretna co mnie cieszy. I nie tylko mnie. 

środa, 19 sierpnia 2026

19.08.2026 Odpuściłam sobie

 dzisiaj zajmowanie robotą. Oczywiście nie tę w pracy , bo się nie da. Tę domową. A co tam , nie muszę bez przerwy czymś się zajmować. Rozłożyłam się na kanapie z czytnikiem. Robota nie zając , nie ucieknie... W pracy zwyczajnie, sierpień wraca do normy. Konkretnie to klienci wracają z urlopu i od razu się dzieje. Urwałam się dziś na chwilę około 14.00 żeby porozmawiać z zastępczynią pani D, opiekunki matki. D poszła na urlop. A zastępczyni bardzo się ucieszyła, że się z nią skontaktowałam i powiedziałam czego oczekuję. Pokazałam przy okazji co gdzie znajdzie w razie potrzeby i gdzie jest spis leków, gdyby była potrzeba wezwać pogotowie. Nie bardzo rozumiem co w tym takiego niezwykłego, skoro ma przychodzić przez 2 tygodnie na zastępstwo to jej się należały takie informacje z mojej strony ale może inni nie informują a oczekują i stąd jej reakcja? 

Plany kupna robota myjącego okna nabierają kształtu. Małżonek jest za, spodobał mu się ten pomysł jak tylko o tym wspomniałam. No to będzie, jeszcze kilka dni i zamawiam. 

Za oknami tak trochę przedjesiennie. Lato chyba wróciło do naszej polskiej wersji. Przesiadywanie w jacuzzi chyba już nam nie wyjdzie za długie ale póki będzie można, będziemy korzystać. A jesień  zapowiadają długą ciepłą i słoneczną.  W sumie to już mi do niej tęskno. Lubię tę porę roku. Wracam do mojego czytnika. A czytam właśnie książkę Rosamunde Pilcher o jesiennym tytule "Wrzesień". 

A na działce kwitną mi też takie dalie , trochę z wyglądu jak nie- dalie ale mają piękny koralowy kolor


I to coś , co nie wiem jak się nazywa. Posadziłam w skalniaku w ubiegłym roku i kwitło aż do mrozu, ale zimy jednak nie przetrzymało. Posadziłam w tym roku znów i znów kwitnie , przekwita i zakwita , już po raz czwarty w tym roku.




wtorek, 18 sierpnia 2026

18.08.2026 I znów słoiki w akcji

 Nie , ja jednak nie potrafię się oderwać od tej roboty. Nic nie może się zmarnować. Najgorzej, że nie ma kto tego zjeść, tyle tego naprodukowałam a my sami nie damy rady. Ale od przybytku głowa nie boli. Dziś zrobiłam ogórki po szwedzku czyli coś takiego jak mają w ikei do hot-dogów albo w marketach pod nazwą "sałatka szwedzka". Smaczne to jest i jak nie ma innego warzywka to otwieramy słoik i dodatek do obiadu gotowy. Półki się zapełniają. Wczoraj jabłka w całości dziś ogórki. Jutro przesmażę jakieś jabłka. Wyrosło mi trochę aronii, ptaszyska nie zdążyły skonsumować więc może pomieszam. Nie ma tego dużo, bo krzaczek jeszcze nie wyrośnięty ale ze dwa słoiczki będą. Pogoda dziś szalała; deszcz , słońce, rano mgliście, trochę wiało i nieco się ochłodziło. Na działkę nie pojechaliśmy z dwóch powodów. Pogody i ogórków do przerobienia. 

Za sprawą mojej kuzynki pomyślałam o ułatwieniu sobie pracy w domu. Ona już to ma i sobie chwali. Wiem ,że to kolejny gadżet ale może okazać się przydatny; robot myjący okna. Na razie czytam o nich , jak działają, czym się różnią poszczególne modele i takie tam. I jak tak czytam to nabieram przekonania, bo jak pomyślę , że tych okien mam sztuk 7 takich 1,5x1,5 metra i do tego 3 u matki 1,5x1,7 to mi ten robot coraz bardziej się podoba. A myją metr kwadratowy w pięć minut czyli w przypadku moich 15 minut na okno z dwóch stron, to zaczyna wyglądać przekonująco. Niecałe dwie godziny na całą siódemkę. Mnie to zajmuje co najmniej 6 godzin. A poza tym myją też płytki i kabiny prysznicowe, lustra itp. Za tydzień wypłata w firmie więc sobie sprawię, a co mi tam... 


poniedziałek, 17 sierpnia 2026

17.08.2026 Ku jesieni

 spoglądam , trochę za sprawą pogody , bo dziś po południu zaczęło padać. Nie jakoś ulewnie ale pada. A trochę dlatego, że lato wkroczyło w moją ulubioną fazę. Lubię tę drugą część sierpnia, gdy zieleń traci już swoją intensywność i zakwitają jesienne kwiaty. A tu i teraz jak zwykle mnie dopada. Dziś zaniosłam do sądu zaświadczenia o niekaralności i lekarskie. Żeby oddać dwie kartki papieru musiałam przejść bramkę i panią z ochrony. Prześwietlono mi też torebkę jak bym tam przemycała nie wiem co. Napisałam oświadczenie, że zostawiam taki to a taki papier, zostawiłam i wyszłam. W sumie może z 3 minuty to trwało a tyle sprawdzania. Zamierzałam po drodze wstąpić do restauracji zarezerwować stolik na nasz uroczysty obiad , na który zapraszamy młodzież z okazji 45 rocznicy ślubu ale zapomniałam, że czynne dopiero od 12.00. Muszę wybrać się tam jutro. Niby jeszcze trochę czasu ale to dość popularny lokal i żeby zjeść tam zwykły niedzielny obiad trzeba rezerwować więc wolę wcześniej. 

Jak wspomniałam zaczęło padać , odpadła nam więc robota na działce. I tak trzeba było podjechać wyłączyć suszarkę. Jabłuszka się ususzyły, będzie co podjadać. Na jutro zaplanowałam zagospodarowanie plonów. Mam jeszcze trochę ogórków więc zrobię po "szwedzku" i może jednak przesmażę trochę jabłek, na szarlotkę i do mięsa na pikantnie. Patisony pewnie zjemy. Na razie nie mam na nie pomysłu ale mogą trochę poleżeć. 

I jeszcze zmienię wystrój bloga na mój ulubiony, przedjesienny. 

niedziela, 16 sierpnia 2026

16.08.2026 I po

 długim-krótkim weekendzie. Tym razem tak wyszło. Zwykle w ten weekend mamy jakiś dodatkowy dzień, ale dobre i to. Pojechaliśmy na działkę już w piątek zaraz po pracy. Zapomniałam zabrać ładowarek do czytnika i telefonu ale nie były potrzebne. Piątkowe popołudnie zaliczyliśmy w jacuzzi, potem przyjechała moja kuzynka z mężem i siedzieliśmy prawie po 23.00 popijając drinki i gadając, gadając , gadając... A pogoda sprzyjała , wieczór ciepły i pachnący. Sama przyjemność. Następny dzień był już od rana upalny. Po powrocie od matki i śniadaniu urządziłam małe żniwa. Zebrałam cebulę, patisony, marchewkę i buraczki (kilka sztuk, w tym roku nie obrodziły, pewnie było im zbyt zimno) i na tym się skończyło, bo zrobiło się straszliwie gorąco. Resztę dnia spędziliśmy więc wypoczywając, trochę na leżakach pod gruszką, trochę w jacuzzi. A że to święto Matki Boskiej Zielnej, a wywodzące się tradycji słowiańskiej - święta miodu i chleba, to sobie wzorem naszych przodków złożyłam zielny bukiet. Z różnych czarownych ziół. Został na działce , może go nawet zasuszę i zostawię do przyszłego roku. Znalazły się w nim zioła wielkiej mocy : bylica co odpędza złe duchy, mięta, krwawnik, wrotycz i nawłoć co leczą i chronią, kwiatostany czosnku , nagietki i nawet gałązka czarnego bzu - przyjaciela ludzi, który bierze na siebie wszelkie ich boleści i jeszcze kwiatostan bazylii. Trochę nie nasze to ziele , ale skoro ma gdzieś daleko we Włoszech swojego świętego i pięknie pachnie to czemu nie? A prócz tego kilka innych ziółek , których nie pamiętam jak się nazywają i czemu służą ale są dekoracyjne. A dziś pogoda radykalnie się zmieniła. Zrobiło się chłodniej, co mnie ucieszyło. Od wczesnego rana zabrałam się do pracy. Posadziłam kolejne kwiaty, przesadziłam ogromny pomarańczowo kwitnący krwawnik i liliowce a po wycieczce do matki i śniadaniu małżonek wszedł na drabinę i pozrywał jabłka, a ja zerwałam resztę ogórków i fasolki. Powkładałam tez do słoików malutkie jabłuszka. Robię taki kompot z jabłuszek w całości, Pięknie to wygląda i pysznie smakuje. Niestety musiałam takie słoiki zabrać do domu, bo cukru używamy w ilościach śladowych i na działce niestety nie miałam. Jakieś pół szklanki. Za mało na lukier do zalania jabłuszek. Małżonek pościnał jeszcze przerośnięte trawy na łączce. Zdążyłam też pociąć jabłuszka do suszenia. Mam suszarkę więc załadowałam i będą się suszyć do jutra na niskiej temperaturze, Na wigilijny kompot jak znalazł. Do podjadania zamiast słodkości też.  A potem zaczął padać deszcz. A skoro tak, to załadowaliśmy wszelkie działkowe dobro auta i wróciliśmy do domu. Zalałam lukrem jabłka i zrobiłam zaległą przepierkę. A teraz siedzę sobie z laptopem i nie zamierzam już nic więcej robić. Dobrego tygodnia. 

I jeszcze kolejne moje kwiatki: rutbekia , kosmos siarkowy i  nachyłek 





czwartek, 13 sierpnia 2026

13.08.2026 Tak jakby

 dzień mi się wydłużył, a to za sprawą zdarzeń nieprzewidzianych, czyli spotkania w sklepie rodzinki i nieplanowanego pobytu na działce. Praca jak praca , ale po obiedzie stwierdziliśmy, że pojedziemy na zakupy dziś , a jutro meldujemy się na działce i zostajemy tam do niedzielnego wieczoru. No i pojechaliśmy po aprowizację. Przy okazji zrobiłam zakupy dla matki na cały tydzień. Jutro tylko dokupię pieczywo i dokończę w pss-ach nasze zakupy. Nabiału i pieczywa nigdy nie kupuję w innych sklepach, bo tam mają nabiał z naszej miejscowej mleczarni i pieczywo ze swojej piekarni. Zero dodatków- 100% składników naturalnych. No i trzeba swoich popierać. Robiąc obiad jednocześnie zblendowałam przesmażone pomidory i rozlałam do słoików a po powrocie z zakupów zagotowałam słoiki. Po niedzieli znów przystąpię  do pakowania w słoiki albo do zamrażarki, bo planuję w weekend małe żniwa na działce urządzić. Mam do wykopania cebulę, buraczki( tym razem malutko) i marchew, której w tym roku pogoda się przysłużyła i sporo jej wyrosło i muszę oberwać cukinię i patisony. Zupełnie nie wiem co z nimi zrobię, ale skoro wyrosły to zagospodaruję. 

Na zakupach spotkaliśmy moją kuzynkę z mężem. Pogadaliśmy trochę i zaprosiliśmy ich na naszą działkę, na kawę i posiedzenie w jacuzzi. Kiedy kończyliśmy już zakup zadzwoniła wnusia z pytaniem czy mogą wpaść na działkę , bo by potrzebowała słonecznik a ja mam. Kazałam przyjechać a my pojechaliśmy prosto ze sklepu. Już na nas czekali z synem. Byli na rowerowej przejażdżce. Kazałam wnusi wybrać sobie słonecznik jaki chce, kilka wyrosło. A wnusia wybiera się na urodziny koleżanki i postanowiła jej dołożyć  słonecznik do prezentu, bo koleżanka lubi. Pogadaliśmy chwilę i pojechali. My również. 

Zapowiada się gorący weekend, a ja już się cieszę na działkowe dni. Jakoś ten jutrzejszy dzień pracy przetrzymam. W tym układzie kiwam łapką i do napisania w niedzielę wieczorem . A to moje jeżówki .




środa, 12 sierpnia 2026

12.08.2026 Zaćmienie

 słońca . Trzeba ten fakt odnotować skoro to rzadkie zjawisko. Chociaż jak popatrzeć na prawą stronę sceny politycznej , to raczej zaćmienie umysłów. Ale mniejsza o tę bandę. Poprzednie zaćmienie słońca miało miejsce w 1999 i wtedy powstał pewien przepiękny utwór , napisany specjalnie na tę okazję. Prezentowałam go już tutaj ale dziś powtórzę, dla podkreślenia ważności wydarzenia. Niestety nie mogę odszukać wersji teledysku z 99. Ten poniżej jest późniejszy , bo z 2005. 

Tak poza tym w pracy nadal nudnawo w związku z sezonem ogórkowym, nawet sobie pozwalam na czytanie ebooków, bo wiadomości omijam konsekwentnie. Co najwyżej po tytułach przelecę. Za to w kocu zaczęła kasa spływać, bo ostatnie trzy tygodnie wszyscy jakieś zastoje generowali. Wiemy , wiemy - "księgowa/szef/dyrektor finansowy itp. na uropie" . Stary trik żeby sobie nie swoją kasą poobracać, ale zaczyna się poprawiać. 

Po południu dokończyłam prasowania i zorganizowałam ekspedycję do piwnicy z dużym koszykiem wypełnionych słoikami ogórków i dżemów. I szczerze mówiąc stwierdziłam, że robię niepotrzebnie, bo mam cały regał wypchany po brzegi przetworami jeszcze z poprzedniego roku. Nic nie poradzę jednak na to, że uwielbiam robić przetwory. Pod wieczór pojechaliśmy na działkę. Zerwałam trochę fasolki, a małżonek posprzątał opadłe jabłka, trochę podlaliśmy i czas był jechać z tabletką do matki. Znów wyjadła cały chleb. Rano przyniosłam połówkę , zrobiłam śniadanie , może D dołożyła jej z kromkę lub dwie jako dodatek do zupy , ale i tak powinno wystarczyć na kolację. Objada się ostatnio bez opamiętania. Myślę , że chyba zapomina, że jadła. Ale kto ją tam wie... 

I na koniec obiecany utwór na okoliczność zaćmienia słońca : Sleeping Sun i zespół Nightwisch z Tarją na wokalu. Ci rycerze to członkowie zespołu. 





wtorek, 11 sierpnia 2026

11.08.2026 Troszkę chłodniej

i dobrze. Moczyć się w bąbelkach dziś się nie dało , bo zawiewał chłodny wiatr, ale nic straconego a za to coś nie coś w domu zrobiłam . Po pracy oczywiście. W pracy dość nudno. Lipcowa aura wylegiwaniu się na plaży nie sprzyjała więc się przeniosło na sierpień i dopiero teraz mamy prawdziwy sezon ogórkowy. Długo nie potrwa. W domu zabrałam się za prasowanie, prawie skończyłam , prawie. Dokończę jutro. Chłodniej, bo chłodniej ale przy żelazku temperatura rośnie. Dokończę jutro. Zrobiłam też matce pranie. Jak jej się to udaje? co założę świeżą pościel, na drugi dzień ma całą w plamach. To samo z ciuchami i nocnymi koszulami. I na koniec zabrałam się za przetwory. Tak, tak , przetwory. Zarzekam się co roku jak żaba deszczu, że nie będę a jak tylko coś urośnie to pakuję do słoików. Dziś pokroiłam pomidory i przesmażyłam. Jutro jeszcze posmażę, potem zmiksuję i wleję do słoików. Będzie na zupy i sosy. Zbiory ogórków działkowych marne ale  i tak mam zakiszonych 10 słoików plus to co kupiłam . I na tym koniec, dla nas dwojga wystarczy. 

Kupiłam sobie oliwkowy żakiet i nowe dżinsy. Nic szczególnego, taka stonowana klasyka. Oczywiście z przeceny. Opłaciło się. 

A takie mam kwiatki 




poniedziałek, 10 sierpnia 2026

10.08.2026 Zenek M v.2.0

Martyniuk 2.0 - ten Zenek z tytułu, a o co w tym chodzi to za chwilę wyjaśnię. Jak wspominałam w piątkowym wpisie obchodziliśmy na ogródkach 60-lecie powstania naszych działek. Oczywiście daty pomyliłam jak zwykle i napisałam, że powstały w 1967 i wyszło, że liczyć nie umiem. Poprawiłam wczoraj jak się zorientowałam, że jest błąd. Sobotnia impreza zaczęła się o 13.00 na placyku obok świetlicy gdzie swoją siedzibę ma zarząd. Na tę okoliczność całą zimę i wiosnę nasi Gospodarze remontowali obiekt i w końcu wygląda jak należy a nie jak relikt PRL-u, choć do luksusu mu trochę brakuje. A inne ogródki mają nam za złe, te nasze starania i innowacje jak się okazuje. Co tu dużo mówić; Polacy tak mają, sam się nie weźmie i nie zrobi ale innym ma za złe. Mniejsza o to. Impreza zaczęła się o 13.00 od oficjalnego otwarcia. Sztandaru związkowego nikt nie wprowadzał i hymnu działkowców nie odśpiewywał. Nowa Prezeska nie wymaga. Co innego Powiatowy (od zmiany "dowództwa" jego nikt na naszych działkach już nie słucha") a wcześniej Stary Prezes śp. Zielono- żółty sztandar powiewał na siedzibie zarządu do spółki z girlandami z zielono-żółtych baloników. Za to były puchary i dyplomy dla najstarszych działkowców oraz zasadzenie jubileuszowego drzewka. My dotarliśmy około 15.00 więc nas to Oficjalne ominęło i dobrze. Szczerze mówiąc to tak mi było dobrze na naszym kawałku trawnika, że  wcale nie miałam ochoty pójść na tę imprezę. Rano upiekłam dwa placki z jabłkami. Mam nablatowy piekarnik więc mieści się tam tylko malutka blaszka, to musiałam ciasto podzielić na dwie części. Placek się udał i szybko „poszedł”. A od mniej-więcej 15.00 zaczęła się impreza właściwa czyli ognisko, z pieczeniem kiełbasek, grochówka i pyry z gzikiem, garnek smalcu zez skrzyczkami i wielkie kromy wiejskiego chleba, kiszone ogórki do zagryzienia  i wszystko inne,  co na szwedzkim stole postawili uczestnicy. Wzięłam sobie kilka zakąsek na patyczku, kawał wiejskiego chleba ze smalcem i miseczkę grochówki i najadłam się tym na całe popołudnie. Już nawet pyry z gzikiem nie miałam gdzie zmieścić, choć uwielbiam. Małżonek podobnie. No a później poszło w ruch szkło i procenty, panowie myli te gary, że hej. My tam nie pijący a do tego jeszcze musiałam jechać wieczorem do matki więc nie skorzystałam. Małżonek z umiarem. Reszta sobie nie żałowała. Gospodarz wystawił wieżę i włączył muzykę chodnikową a jakżeby inaczej i towarzystwo ruszyło w tany. A potem nawinął się taki nasz domorosły „Zenek Martyniuk” czyli działkowiec z młodszej generacji i został wrobiony w występy. Taki Zenek M v.2.0. Nawet nie wiedziałam, że takowego mamy na działkach. No i tu się właśnie narodził tytuł mojego wpisu, bo śpiewał piosenki Martyniuka. Nie tylko zresztą, bo i imprezę poprowadził dalej jak wodzirej. Bawiło się wszystko co się mogło poruszać od 0 do 100. Mam parę filmików ale niestety , nie mogę opublikować, bo musiałabym każdego z osobna o zgodę pytać – wszystko przez to rodo. Zapewniam jednak, że jest na co popatrzeć. Wieża Gospodarza ma też funkcję karaoke. No i paru chętnych się znalazło. Pośpiewali a jakże. Bez sławnego w PRL-u „Niech żyją nam prezesi” się nie obeszło – moje pokolenie wie o czym piszę, żadna porządna impreza w minionej epoce nie mogła się bez tej piosenki uchować. Ale tak po prawdzie to się naszej Prezesce ta piosenka po prostu należała, takiego porządku i organizacji za starych prezesów nie było. Coś o tym wiem , bo działka należy do naszej rodziny od 1991. Wiodącym tematem przy naszym stole okazało się jacuzzi, bo my mamy „na widoku” ale  nie my jedni. Ma również kolega numer 39,  prawie naprzeciw nas tyle, że schowane za tujami i co tydzień imprezy urządzają w jacuzzi. Niektóre to nawet z użyciem płynu do naczyń. Chciałabym to zobaczyć… A sprawa była prosta; procenty do główki poszły za szybko razem z pomysłami. Dwóch siedziało w bąbelkach a trzeci robił im pianę… z płynu do naczyń. Zwinęliśmy się około 23.00 a świętowanie  trwało dalej. Do czwartej rano… Około 14.00 w niedzielę zaczęła się powtórka, bo została kiełbasa więc znów zapłonęło ognisko, kolega numer 69 dowoził drewno , które mu zalegało od czasu sprzed budowy domku. Co się tam w związku z tym działo, tego już nie wiemy, bo ten dzień przeznaczyliśmy na wylegiwanie się w jacuzzi i na leżakach. Co jeszcze mogę dodać. Podoba mi się, że na tych ogródkowych imprezach bawią się wszyscy, trzy może nawet cztery pokolenia. Nie lubię muzyki disco polo i na dłuższą metę bym z nią nie wytrzymała. Nie mam jednak nic przeciw, gdy grana jest na zabawach, Sylwestrze, weselu czy innych. Ludzie się przy niej bawią i o to chodzi. A do tego ludyczno- odpustowego, działkowego jubileuszu po prostu pasowała idealnie. No i jeszcze to, że niż demograficzny mojemu miastu nie zagraża; na około setkę ludzi, jakieś 30 to dzieciaki od niemowlaka do nastolatków a i kilka przyszłych mam też się kręciło. 

niedziela, 9 sierpnia 2026

9.08.2026 Późno już trochę

więc relację z imprezy zamieszczę jutro, bo wymaga trochę pracy, żeby wszystko , co i jak opisać. Nagrałam nawet parę filmików , niestety rodo mi zabrania publikacji. Będzie trzeba wziąć na wiarę. A działo się ...

Wczoraj minęła dokładnie połowa lata. Lubię ten czas gdy zieleń traci już na intensywności a natura pozwala czerpać ze swoich zasobów. Dobrego tygodnia ! 

piątek, 7 sierpnia 2026

7,08,2026 Będzie się działo

 jutro na ogrodach. Jutro mamy wielkie święto czyli 60-lecie naszych ogrodów. Powstały 1 966 roku jako ogródki pracowników zakładu produkującego pustaki i powstało ich całkiem dużo , bo aż 183. I tyle ich mamy. A w samym mieście takich ogrodowych społeczności jest aż trzynaście zlokalizowanych w różnych rejonach miasta. Nasze działki są spore, bo ponad 400m2. Inni nie mają takich luksusów, bo około 200metrowe, a te ostatnie, które niedawno burmistrz wyznaczył , w ogóle są mikroskopijne , bo około 100m. Na przestrzeni dziejów zmieniali się właściciele a ściślej dzierżawcy a stare pokolenia odeszły albo odchodzą a działki przejmują młodsi. W tak zwanym międzyczasie upadł zakład do którego ogródki należały po czym przeszły na własność miasta a swój ponowny rozkwit zawdzięczają paradoksalnie pandemii. Dzisiaj mnóstwo się tam dzieje, część zmieniła się na czysto rekreacyjne , część - jak nasza, jest rekreacyjno-użytkowa a część nadal uprawia warzywa i owoce. Przez te kilka lat poznaliśmy się nawzajem, witamy się z radością , zagadujemy do siebie , czasem spotykamy na placu przy świetlicy żeby wspólnie poświętować, czasem sobie pomagamy , tak zwyczajnie, po sąsiedzku. A ostatnio usłyszałam od pewnego starszego pana z działki 23 , który co wieczór robi sobie dłuższy spacer alejkami, że jak nas nie ma razem na tym progu ( mamy zwyczaj wieczorem siadać na schodku przed domkiem i popijać sobie herbatę) to coś tu na tych działkach nie pasuje. Czyż to nie jest miłe ? Zatem jutro impreza, na pewno potrwa długo jak to nasze działkowe imprezki. Zaplanowałam upieczenie na tę okazję mojego drożdżowego placka z jabłkami a małżonek zaopatrzył się w "procenty". Sam jest niepijący, czasem sobie jakiegoś drinka albo winko wypije ale czemu nie poczęstować. 

Tak poza tym zwykły , niczym szczególnym nie wyróżniający się piątek. Załatwiłam papiery potrzebne mi do sądu, nawet szybko poszło. Myślałam ,że będzie gorzej. W końcu nieco chłodniej, wróciło przyjemne polskie lato. 

czwartek, 6 sierpnia 2026

6.08.2026 Nareszcie koniec

 kontraktu. cztery dni przed terminem. Jutro odbiór prac i faktura. Jedno z głowy. Dzień się jutro szykuje napięty. Muszę pozałatwiać wszystkie zaświadczenia do sądu i ten odbiór. Będzie trochę biegania. Dziś kolejny upalny dzień a przez to bardzo męczący. Po pracy pojechaliśmy na działkę oczywiście. Dobrze mieć takie miejsce gdzie można się odciąć od tego co tu i teraz. Tak poza tym kupiłam nowy numer Country - znowu... Rośnie mi kupka czasopism ale trudno. Lubię je i znajduję dużo porad wnętrzarskich i ogrodowych. Szczególnie te ogrodowe sobie cenię. 

Posiedziałoby się jeszcze na kanapie z laptopem albo czytnikiem ale nie mam tak dobrze. Muszę jeszcze coś - nie coś zrobić w domu. Miłego wieczoru !

środa, 5 sierpnia 2026

5.08,2026 Wykończyło mnie

 to gorąco i duchota. Tak czy inaczej sprawy codzienne mi nie odpuszczają. Odpisała mi na e-mail pani Adwoktaka ; te karty karne muszę załatwiać osobiście w sądzie okręgowym - czyli wyprawa do Poznania. W sprawie zaświadczenia lekarskiego dzwoniłam do zaprzyjaźnionego medyka rodzinnego. Wystawi, umówiliśmy się na piątek. Zastrajkowała mi klimka w samochodzie. Akurat w ten upał. Mechanik wrócił z urlopu i od razu zamówił części. Jutro mi naprawi. I tak to się kręci , nie koniecznie po mojej myśli. Popołudnie spędziliśmy jak zwykle w tych gorących dniach na działce. Dobrą godzinę posiedzieliśmy w jacuzzi i to jest ten sposób na upały. Jutro czeka  nas ciężki dzień. 

wtorek, 4 sierpnia 2026

4.08.2026 Ach to lato...

 byłoby całkiem przyjemne gdyby ten upał tak nie dowalał. Jacuzzi się sprawdza na szczęście. Z wiekiem upał coraz bardziej mi dokucza. Wiem, że nie każdy podziela moje zamiłowanie do chłodu ale trudno. ja tak mam i tyle. I myślę już o jesieni. Pooglądałam sobie dziś w actionie jesienne drobiazgi i nawet jedną ceramiczną dyńke nabyłam. I na tym poprzestanę póki co, bo dekoracji różnych ci u nas dostatek. Zdrowy rozsądek mówi nie. Tak poza tym , to byliśmy znów na działce, posadziłam kupione wczoraj kwiaty i trawę, posiedzieliśmy w wodzie z bąbelkami i zakisiłam kolejne dwa szkiełka ogórków - słoiki znaczy a po powrocie ugotowałam garnek kompotu z jabłek z glubkami od sąsiada. Ma przy samym naszym płocie i sporo pospadało na naszą stronę , to pozbierałam troszkę na kompot i może na nalewkę. A jabłek mam swoich zatrzepanie. Letnie dni płyną sobie leniwie i tak być powinno. 

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

3.08.2026 Lato, lato, lato czeka

 razem z latem czeka rzeka , razem z rzeką czeka las , a tam ciągle nie ma nas... i tak dalej. Pamiętacie tę piosenkę ? Tak mi się skojarzyła , bo dziś mimo dnia pracy dzień był letni. Zaraz po pracy pojechaliśmy na działkę, na działce zjedliśmy obiad a potem szybciutko do jacuzzi. To był świetny zakup. A jaka przyjemność! W ten sakramencki upał nic fajniejszego dla ochłody. Tak poza tym zostało nam około 100zł na karcie podarunkowej leroy a za miesiąc kończy się ważność więc się trochę urwaliśmy z pracy i pojechaliśmy. No i porażka , jak zazwyczaj można było kupić mnóstwo ciekawych roślin , tak tym razem wszystko zabiedzone i w niewielkim wyborze. Pewnie słońce swoje zrobiło. Ale poszukaliśmy jedną trawę z biało-zielonymi liśćmi i dwie doniczki dzielżanu. Po co zostawiać te parę złotych. Trudno, znajdziemy coś przy innych okazjach. Na razie wstawiłam do pojemników z wodą , posadzę jutro. 

Tak poza tym jutro kończymy jeden z trzech największych kontraktów. W środę odbiór i faktura. A ekipa na urlop. 

niedziela, 2 sierpnia 2026

2.08.2026 Luksus nicnierobienia

 Tak mogę podsumować weekend. Bo mimo imprezowania przy grillu, zajmowania się różnymi drobiazgami i sprzątania po imprezowego mało miałam zajęć. W sobotę od rana posadziłam przysłane mi przez szkółkę kwiaty, upiekłam placek drożdżowy- w sumie dwie sztuki, jeden z owocami , drugi z kruszonką. Piekarnik mam taki mini, stojący na blacie ale daje radę. Małżonek przygotował grill , dodatkowe foteliki i siedziska i podgrzał wodę w jacuzzi i byłoby wszystko świetnie ale zaczęło padać i to solidnie. Na szczęście krótko to trwało ale ogródek tonął w wodzie deszczowej. Towarzystwo ściągnęło na działki z półgodzinnym spóźnieniem od nich niezależnym i poszło. Tym razem jakoś mocno z jedzeniem nie przesadziliśmy. Może tylko z ilością pyzów. Ale nie ma tego złego, zjedliśmy dziś na obiad. Odgrzałam na parze , z braku odpowiedniego sitka wstawianego do garnka użyłam po staremu gazy, znaczy kluchy na łachu gotowałam mówiąc po naszymu. Na grillowe przysmaki załapała się też moja matka. Zabrałam jej pieczoną na grillu kaszankę. Jak zawsze u nas było wesoło. Posiedzieliśmy do 19.30. Można było dłużej ale wieczór zrobił się zimny i znów zaczynało kropić. Niestety w jacuzzi nie dało się posiedzieć. Dziś nadrobiliśmy. Miałam dziś parę zajęć, bo porządek po imprezie zaprowadziłam i zakisiłam kolejne dwa słoiki działkowych ogórków i odgrzałam obiad. Za to reszta czasu to już luz kompletny. Prawie godzinę siedzieliśmy w bąbelkach, a potem wygrzewaliśmy się w słońcu leżąc na leżakach. I to jest ten luksus: żadnego :muszę", żadnego pośpiechu, spokój i zielono dookoła... 

Szkoda, ze tak szybko minęło i od jutra znów zderzenie z rzeczywistością.

piątek, 31 lipca 2026

31.07.2026 Co za dużo to nie zdrowo

 Stanowczo za dużo sypie mi się na łeb, czy tego chce czy nie. Matka znów dostała jakiegoś amoku, cyrk odwaliła, że głowa boli a jak już nic jej się nie udało ze mną zwojować to urządziła strajk. Nie zjadła nawet śniadania ani obiadu. Nie zaszkodzi jej. I o dziwo się ubrała, tyle, że w zimowe ciuchy.  Niech sobie strajkuje. Nie chce mi się całej hecy opisywać. Wieczorem siedziała naburmuszona i ledwo mi coś odburknęła. Do jutra zapomni. 

A jutro znów pewnie zniknę z blogowych radarów bo imprezujemy. Poczwórne imieniny. Pytanie czy się uda , bo zapowiadają deszcz i burze. Ostatecznie mamy domek a poza tym tak obmyśliłyśmy z synowymi, że możemy przenieść imprezę na niedzielę. My i tak nocujemy na działce. Miłego weekendu ! 

czwartek, 30 lipca 2026

30.07.2026 Chciałam to mam

 Tak po prawdzie to musiałam wystąpić o ubezwłasnowolnienie matki. Wystąpiłam o częściowe , ale sąd orzekł , że to za mało. No i wczoraj przyszło awizo. Odebrałam dziś i się zdziwiłam , choć nazwanie tego zdziwieniem to jednak eufemizm. Sąd orzekł ubezwłasnowolnienie całkowite a mnie z urzędu założył sprawę o ustanowienie prawnego opiekuna dla matki. Mam dostarczyć jakieś zaświadczenia lekarskie, ze niby nie mam przeciwwskazań zdrowotnych do sprawowania opieki i jakieś karty karne. Pierwsze słyszę o takim czymś . Doczytałam ,że to chodzi o zaświadczenie o niekaralności. A do tego stawić się na rozprawie, ale dopiero pod koniec sierpnia. I bądź tu mądry. A już myślałam ,że to koniec sprawy. Nichil novi sub sole, znów fikołek jak to u mnie. Był czas się przyzwyczaić... Przyznać się jednak muszę , że czasem mnie ten nieustający chaos męczy i marzy mi się spokój i monotonia... 

Tak poza tym odebrałam sadzonki rutbekii black beauty , zamówiłam dwie , dostałam trzy i kawałek kłącza liliowca. Tak to mogę robić zakupy. Na razie postawiłam je w cieniu w pojemnikach z wodą, a sadzić będę jutro, jeśli zdążę. Jeśli nie to w sobotę. 

środa, 29 lipca 2026

29.07.2026 Prawie

 "prawie" to małe skromne słówko robi pewną różnicę, jak nie od dziś wiadomo, ale na dzień dzisiejszy prawie się wyrobiłam z domową robotą. W domu zawsze jest co robić oczywiście i jakieś większe porządki muszę zarządzić , chociaż z tym poczekam do września jak już bardziej sprzyjające warunki ku siedzeniu w domu powstaną. Tak czy inaczej, to co zalegało od wyjazdu poskromiłam. Mogę spokojnie się szykować na rodzinną imprezę. Mimo zawirowań idziemy dalej i żyjemy jak zwykle. 

Jutro szkółka mi szykuje do odbioru nowe sadzonki. Niby tylko rutbekia ale nie taka oczywista ,bo odmiana black beauty. W końcu namierzyłam i zamówiłam od razu dwie. Uzupełnią grządkę z bylinami. 

Przyszło jakieś pismo z sądu . Odebrałam awizo po powrocie z pracy. Muszę więc jutro wyruszyć z misją na pocztę. Może w końcu coś się rozstrzygnie w moich sprawach... 

wtorek, 28 lipca 2026

28.07.2026 Zawsze coś...

 ale o tym może za parę dni jak ochłonę, bo na razie to mnie z nóg zwaliło. Wszystkich nas. Można tylko mieć nadzieję, że jednak będzie dobrze. Ale zostawiam to na razie. 

Tak poza tym dzień jak każdy. Sezon ogórkowy w pełni, tylko z ogórkami kiepsko. Za to zerwałam już cukinię i pierwsze dwa pomidory. Coś tam z tej naszej działki będzie. Jabłka obrodziły jak szalone i już są dojrzałe. Pyszne ! Nie to co te sklepowe. Arbuzy urosły od niedzieli do mniej - więcej piłki do palanta.  

poniedziałek, 27 lipca 2026

27.07.2026 Zakotłowało się

u nas w firmie. Jeden z trzech dużych kontraktów na finiszu , to i ciśnienie wszystkim idzie w górę. Nasz dostawca niestety sprawy nam nie ułatwia i po raz drugi przełożył termin dostawy kilku urządzeń. Wszystkie inne zainstalowane, sprawdzone , pracują a użytkownicy douczeni w obsłudze. W sumie jeszcze 1-2 dni pracy. I byłby koniec przed terminem ale chyba tak pięknie nie będzie. 

Inne sprawy takie jak zwykle. Ogarniam domowe sprawy , które odłożyłam na czas pobytu na działce. Zakisiłam ogórki , nie dużo, dwa większe słoiki i dwa mniejsze. Razem z tym co zrobiłam już wcześniej i tymi z działki będzie już 9 słoików. Jeszcze ze trzy i na zimę dla nas dwojga wystarczy. No i sprawy matki też ogarniam jak mogę ale tam o ile nie wybuchnie jakaś awantura to sprawę mam prostą, pranie, jedzenie, zakupy, porządek w kuchni, zmiana pościeli co dwa tygodnie. Proste i powtarzalne. D. mi pomaga i jakoś to idzie. Sprawy sądowe nadal nie rozstrzygnięte, choć po tej wizycie kuratora miałam nadzieję, że w końcu się rozwiążą. 

Zapowiadają powrót upałów. Ciepło owszem , w końcu jest lato, ale upał to jak dla mnie za dużo. 

niedziela, 26 lipca 2026

26.07.2026 All inclusive na RODOS

 Tytuł miał być dziś bardziej poetycki, szekspirowski nawet , bo "sen nocy letniej" ale zadzwonił nasz dobry kolega z Podlasia i na informację, że siedzimy na działce i zaraz pakujemy się do jaccuzi, skomentowabł to krótko "no Grecja" , stąd to RODOS w tytule ( rodzinny ogródek działkowy ogrodzony siatką jakby ktoś miał wątpliwości) a "inclusive" , no bo działka z jaccuzi.  Swoją drogą jeszcze niedawno nie pomyślałam ,że będę coś takiego posiadać na własność. Zawsze mi sie to kojarzyło z luksusowym hotelem. Faktem jest, że taki weekend na ogródku to lepsze niż wczasy w kurorcie. Spokój , żadnego tłoku, żadnego obijania się o przechodniów w ilości hurtowej, głośnej muzyki chodnikowej, zapachu spalonego tłuszczu po frytkach i jeszcze paru uciążliwości właściwych kurortom. No i nie trzeba jechać daleko. W naszym przypadku to nawet nie 2km, a mamy wszystkie wygody i świeże powietrze na dokładkę. A jak się dobrze w tym naszym PDzO śpi! Mimo, że mamy tam tylko rozkładaną kanapę a nie łóżko. Zaraz za ogrodem , w chaszczach przy rampie kolejowej żyją sobie dwie sarenki, a gęsta zieleń skutecznie odcina od miejskiego gwaru. Do tego w naszej alejce mamy normalne towarzystwo, które nie ma pretensji o jakieś głupoty i na co dzień są dla siebie mili i pomocni. Spędziliśmy na działce całą sobotę i niedzielę, nawet nie specjalnie się czymś zajmując. Takie trochę tu a trochę tam. Oczywiście nie było innej opcji, musiałam pojechać do matki ale wracałam do ogródka a nie do mieszkania. Posiedzieliśmy w jacuzzi, trochę wypieliłam, małżonek skosił trawnik, pozbieraliśmy jabłka, które pospadały , oberwałam fasolę i ogórki - wreszcie trochę podrosły i nawet dwa słoiki zakisiłam, tam , na miejscu. A dziś to już kompletny luzik, czytaliśmy, popijaliśmy kawę, przesiadywaliśmy w bąbelkach... I wypróbowałam piekarnik , placek z jabłkami się udał. Szkoda, że jutro znów do pracy. A !!! zapomniałabym ! Mam dwa arbuzy. Na razie wielkości piłeczek pingpongowych. Chyba za zimno i przez to takie niewydarzone, ale może jeszcze podrosną do połowy września jeszcze trochę czasu mamy a podobno właśnie wtedy osiągają dojrzałość. A już myślałam ,że nic z nich nie będzie. Dobrego tygodnia ! 

piątek, 24 lipca 2026

24.07.2026 Ociepliło się

 i to mnie cieszy. Bo jutro i po jutrze dni działkowe. Już nie mogę się doczekać. Nie mam na razie nic do posadzenia , ale i tak będzie co robić. A jak nie będzie to po prostu będziemy się cieszyć pobytem na świeżym powietrzu, posiedzimy w jacuzi, będziemy popijać kawę i może jakieś winko, po prostu odpoczywać... Dobrze mi to zrobi, bo mamuśka znów szaleje. Dziś się awanturowała o to, że zmieniam pościel i zabieram pranie. Przestałam na to reagować. Robię swoje czy jej to pasuje czy nie. Inne sprawy jak zwykle. Nie ma o czym pisać , bo ile można o sezonie ogórkowym? Popołudnie spędziliśmy na zakupach cotygodniowych. Tym razem pojechaliśmy do innych sklepów niż zwykle. Oferta w sumie się nie wiele różni ale dla odmiany, bo czemu nie? Jutro mój małżonek i starszy wnuczek mają imieniny , po jutrze młodsza synowa a za tydzień wnuczka. Świętujemy rodzinnie przy grillu 1 sierpnia ale prezent małżonkowi wręczę jutro. Jeszcze jeden powód do relaksu na działce. 

czwartek, 23 lipca 2026

23.07.2026 Obiecałam sobie,

 że nie będę się zajmować polityką i konsekwentnie się staram. Staram , bo z dotrzymaniem obietnicy różnie. Nie da się odciąć całkiem , choćby się chciało. Nie żyję przecież na bezludnej wyspie, chcę czy nie chcę i tak świat mnie dopada. Od kilku dni jednak , obserwując to pisowskie mordobicie dobrze się bawię. Ich koniec bliski i to w końcu jakiś uśmiech fortuny. Na razie taki półgębkiem ale jednak. Gorzej, że rosną w siłę konfiarzo-brauniarze  i to już nie jest optymistyczne w żadnym razie. Tych należy się bać. Pocieszam się, że do wyborów jeszcze rok i trochę i może choć trochę się ludzie opamiętają... Swoją drogą doborowe towarzystwo po prawej stronie nam się szykuje na te wybory: stary dziad z demencją, kłamczuch z certfikatami na kłamstwo , faszysta z gaśnicą i pajac a hulajnodze w duecie z ulizanym gogusiem bez własnego zdania. No i to stadko zahukanych kur domowych , sejmowych znaczy na dokładkę (nie wiem czy te wszystkie baby naprawdę są takie głupie, czy tylko na potrzeby występów w tv się na takie kreują). O bezobjawowych geniuszach intelektu nawet nie wspomnę. 

A tak poza tym dzień jak każdy. Weny starczyło mi na zorganizowanie ekspedycji do piwnicy. Zaniosłam zaprawy i zabrałam torbę dużych słoików, bo synowej się skończyły a ja mam nadwyżki. Za oknem chłodno i z przelotnym deszczem. 

środa, 22 lipca 2026

22.07.2026 Dałam radę ,

 po prostu przeszłam samą siebie. Pisałam wczoraj o tej zaginionej umowie.  Akurat ! Umowa była, dokładnie w tym segregatorze , w którym powinna być. A najlepsze, że wczoraj ten segregator przeglądałam trzy razy. Synowa wzięła dziś do ręki żeby przejrzeć i znalazła od razu... Jak ja to zrobiłam ??? Sprawę ogarnęłyśmy w kilka minut. Do tej pory do siebie dojść nie mogę. Naprawdę czas mi na emeryturę. 

Tak poza tym kupiłam sobie nowy kamionkowy garnek do kiszenia ogórków. Miałam kiedyś większy i cięższy , nawet dwa z tego jeden mi małżonek zbił, ten większy. Czegoś szukał w piwnicy i zrzucił go niechcący z półki. Wybrałam nie zbyt duży z pokrywką. Taki na kilogram ogórków. Jak dla nas dwojga w zupełności wystarczy. Wciąż dopisuje mi wena a co za tym idzie odpycham kolejne domowe sprawy. Nic więcej się nie dzieje . Sezon ogórkowy w pełni - chociaż ogórki rosną w tym roku marnie.

wtorek, 21 lipca 2026

21.07.2021 Zapowiadał się

 całkiem spokojny , normalny dzień , ale jak to u nas , pod koniec dnia fikołek i wszystko do góry nogami. Zawsze musi się coś wkurzającego się wydarzyć. No i wydarzyło. Ubezpieczalnia nie odnotowała, że sprzedaliśmy auto i wypowiadamy umowę i zażyczyli sobie kolejnej raty za ubezpieczenie. Żeby to odkręcić to godziny minęły. Na dodatek umowę sprzedaży mamy w biurze rachunkowym z dokumentami firmowymi, a dziewczyny sobie skróciły z okazji wakacji dzień pracy. No i nie zastałam ich już w biurze. Musze dzwonić jutro od rana, żeby mi skan podesłały. Nie wiem dlaczego skopiowałam jedną umowę a drugiej nie. Jakoś mi to chyba uciekło w ilości zadań. A sprzedawaliśmy dwa auta i oba poszły na przestrzeni 4 dni. Trochę na własne życzenie to zamieszanie , ale kto mógł przewidzieć, że firma jedno zgłoszenie odnotuje a drugie nie? No cóż , nie po raz pierwszy takie akcje. 

Tak poza tym ogarniam kolejne domowe sprawy. Najwyraźniej dobrze mi zrobiło siedzenie w bąbelkach i na werwę do pracy wpłynęło. Wczoraj wyprasowałam połowę małżonka koszul, obskubałam czarną porzeczkę i przesmażyłam. Dzisiaj dokończyłam smażenia  i zapakowałam w słoiczki, obrałam porzeczkę czerwoną i pierwszy raz przesmażyłam w syropie. Bo konfitury smażę klasycznie, w syropie i na trzy razy. I jeszcze przepierkę działkowych ciuchów zdążyłam zrobić. No , sama siebie podziwiam... Pogoda wciąż szaleje a my mamy w planach poczwórne imieniny. Wypadają w sobotę , ale przełożyliśmy na 1 sierpnia. Siostra synowej świętują okrągłą rocznicę ślubu a wnuczka w soboty i niedziele pracuje w cukierni stąd zmiana terminu. Może w końcu uspokoi się z pogodą i rodzinny grill się odbędzie. Na razie kupiłam prezent małżonkowi. Dziś przyjechał więc takie święto domowo - działkowe zrobimy sobie sami a potem już wszyscy razem. 

poniedziałek, 20 lipca 2026

20.07.2026 Odrobina luksusu -

 działkowego luksusu czyli jaccuzi . To był dobry zakup. Relaks w takim jaccuzi jest fantastyczny. Zainaugurowaliśmy w sobotę. Niestety , wieczór zrobił się bardzo zimny więc wyjście z ciepłych bąbelków było porównywalne z wyjściem z sauny. Wygrzaliśmy się pod kołdrą , bo oczywiście nocowaliśmy na działce , jak zresztą większość krzakowców w naszej alejce. Co drugi ogródek to impreza. Niedziela niestety zawiodła i nie dało się powtórzyć moczenia w bąbelkach. Poranek był pogodny choć zimny ale potem zachmurzyło się zaczęło padać. Trudno , nadrobimy , jeszcze kawałek lata przed nami. Jak zwykle kawał roboty na działce zrobiliśmy. Wypieliliśmy grządki, poobcinała róże i to co przekwitło i było do obcięcia, przesadziłam kocimiętkę i już znów mam wizję tego co powinnam zrobić w następnej kolejności. W niedzielę zwinęliśmy się wcześnie, bo zaraz po obiedzie. Nie było sensu tam siedzieć skoro się rozpadało. 

Tak poza tym, sprawy toczą się jak zwykle. Od dziś mamy w firmie urlopy. Na razie dwóch pracowników. W sierpniu, po ich powrocie zaplanowali urlop nasi synowie i synowa. Sezon niby ogórkowy ale robota nas goni w tym roku. Dawno tak nie było. 

Nie byłabym sobą gdym odpuściła zaprawy. Bardziej robię je dla frajdy niż z potrzeby ale co roku do tego wracam. W tym roku też, mam już kilka słoików czereśni, dżem z agrestu z naszego ogrodu a dziś smażę konfiturę z czarnej porzeczki. Jutro pewnie zrobię jakiś sok z porzeczki czerwonej. I ogórki kiszone ale z tym musze poczekać. Jakaś plaga na nasze działki padła albo co ? Kwitną jak szalone, zawiązują się i dalej nic. Nie rosną. I to nie tylko u nas , wszyscy sąsiedzi mają to samo. Ale może jeszcze zaczną rosnąć i nadrobię.   A u synowej w przydomowym ogródku ogórków zatrzepanie i ma już zrobionych 40 słoików. 

niedziela, 19 lipca 2026

19.07.2026 Jeszcze tylko kilka fotek...

i Agatowe Lato definitywnie za nami. Udało mi się wczoraj zrobić zdjęcia naszym zdobyczom. Podziwiajcie, bo ich piękno jest tego warte. 

Opal gwieździsty , tym razem błękitny i jak na ceny opali całkiem spora bryłka (wymiar rzeczywisty) . Mamy już dwie maleńkie bryłki opali gwieździstych ale z połyskiem zielono-złotym. 



Największy z naszych okazów około 30cm, kupiony od kolekcjonerki- pasjonatki , nasz z Płuczek. Ten udekoruje okno w naszym biurze  


Agaty z Maroka 


Mokait z Australii , niestety , takich okazji jak nasz poprzedni zakup na wystawie już nie ma. To jeden z nielicznych egzemplarzy mokaitu jakie w ogóle były na tej wystawie 


Awers i rewers , że tak się wyrażę 


I labradoryt - spektrolit , ale jak pisałam w unikatowym odcieniu fioletu 




Sodalit , kamień dobrych wyborów , tu w wersji naturalnej , mamy już kilka egzemplarzy w tym sporą oszlifowaną płytkę - na sodalicie wzorują się projektanci płytek łazienkowych  


Bawole oko, kwarc w odcieniu czerwonym , dołączy do swoich - tygrysiego oka i sokolego oka


Natura potrafi zaskakiwać: ametyst wymieszany z agatem a penie i porfiru można się doszukać - jak dla mnie dzieło sztuki 






Agaty , ametysty i geoda kwarcowa - wszystko nasze , krajowe , w wersji nieoszlifowanej - takie są najpiękniejsze 

Takie niepozorne co, które można wziąć za polny kamień , pochodzi a Argentyny 


Przecinamy i... niespodzianka ! Pięknie wybarwiony agat z malutką geoda w środku 




                                                  I jeszcze dwie niespodzianki z Maroka 





A teraz najlepsze : jaspis krajobrazowy z Dolomitów , nie będę komentować , przyjrzyjcie się proszę szczegółom 



I mój nabytek, na zdjęciu niepozorny , na pierwszy rzut oka też , ale zdjęcie nie oddaje jego urody i trzeba  patrzeć gdy pada na niego światło , wtedy cała uroda objawia się w pełnej odsłonie - tajemniczy 
czarny opal 

Próbowałam uchwycić pobłyski światła, ale kiepski ze mnie fotograf 



I na koniec artefakty z huty szkła


Skrzacik  i unikatowa na skalę światową ( jak na razie) rybka z mrozoodpornego szkła 


I kolejne kolekcjonerskie bombki - mamy ich mnóstwo ale to serduszko w kolorze tanzanitu mnie zachwyciło, a bombek nie można nie kupić , co z tego , że kolekcja liczy kilkaset egzemplarzy 








piątek, 17 lipca 2026

17.07.2026 Dziś przerywnik na tu i teraz

 a wszystko przez brak czasu i mój wariacki tryb funkcjonowania. A wyszliśmy dziś z pracy pół godziny wcześniej. Było tak duszno i gorąco a poza tym sezon ogórkowy więc w piątkowe popołudnia w firmie żywa dusza się nie pokazuje to nie było sensu siedzieć. Wydawałoby się, że można coś zdziałać w tym zaoszczędzonym czasie, ale nic z tego. I zostało jak wczoraj. Kamienie nabyte na wystawie leżą wszędzie i czekają na obfotkowanie ( może jutro zanim ruszymy na działkę), artefakty z huty szkła nawet nie rozpakowane i ogólny bałagan jeszcze powyjazdowy. I tak udało mi się coś nie coś wyprać i schować walizkę. Tydzień po powrocie z wyjazdu dosłownie śmignął. Nawet na działkę mieliśmy czas wskoczyć tylko raz. Czas pochłania nam praca a mnie dodatkowo opieka nad matką, a to jazda bez trzymanki. Ale to u nas standard.  Wczoraj pojechaliśmy na kawę i ciasteczko do cukierni, gdzie pracuje nasza wnuczka żeby jej sprawić przyjemność. Zatrudniła się na miesiąc. Bardzo się ucieszyła, że ją odwiedziliśmy. Uwijała się za ladą w różowej koszulce z logo cukierni. W jej wykonaniu różowa koszulka to duże chyba duże poświęcenie , bo nie lubi tego koloru od "maluszka". Trafiliśmy akurat na ruch, bo oprócz kawy i słodkości cukiernia oferuje też chleb i bułki własnego wypieku a rano kanapki na śniadanie. Akurat po południu było zapotrzebowanie na ciasto na wynos i chleb więc dziewczyny miały co robić. W trakcie naszej nieobecności działką zajmował się starszy wnuczek. Korzystając z okazji zrobił sobie grill z kolegami i nawet nocowali na działce, ale rozbili sobie namiot. Czemu nie? Posprzątali , nawet w domku pozamiatali i wynieśli śmieci. A w ogóle to wnusiu dostał się do swojej wymarzonej szkoły do VW, gdzie będzie się uczył w zawodzie mechanik maszyn precyzyjnych. Zaplanował sobie, że zrobi I i II stopień , a potem zdecyduje co dalej czy studia inżynierskie czy jak miał pierwszy pomysł kariera w policji i szkoła oficerska. Dobry plan moim zdaniem, ma czas, a gdyby coś nie poszło zgodnie z planem, to ma zapewnioną pracę w VW. Wcale nie łatwo się do tej szkoły dostać. W tym roku były tylko 22 miejsca a chętnych blisko 100. Cieszymy się !  Wybieraliśmy się dziś na koncert z cyklu "Piątki z jazzem i nie tylko" , bo dziś miał być Quin - trybut oczywiście a to jak dotąd najlepsze co nasz burmistrz w ramach miejskiej rozrywki wymyślił, ale do skutku nie doszło. Burza popsuła zabawę, bo to koncerty na świeżym powietrzu. A poszalała dzisiaj trochę i nawet spadło całkiem sporo deszczu.  No cóż, może z muzyką The Beatles za dwa tygodnie wyjdzie i na sam koniec wakacji z balladami bardów z naszej młodości...To tyle nowości powyjazdowych u mnie. Na jutro i niedzielę plany mamy działkowe z noclegiem więc jeśli mnie nie będzie tu jutro to dlatego, że działka rządzi. Miłego weekendu. 

czwartek, 16 lipca 2026

16.07.2026Obrazki - ciąg dalszy

 Dziś kilka fotek z samej wystawy i uzupełnienie wczorajszej prezentacji z huty szkła. Osobno pokażę nasze zdobycze , ale chyba dopiero jak zmienię telefon. Mój niestety dożywa swoich dni i żadne wspomaganie oraz interwencje moich technicznych chłopaków nie są w stanie postawić go do pionu , ale zobaczę co się da zrobić . A tymczasem widok na stoisko pełne geod kwarcowych 

Te duże zielono - białe tafle to pitersy .  Pamiętacie - kamień burzy ? Niedawno o nim pisałam. Tu znów w innej odsłonie kolorystycznej. Obok cała góra obsydianów i druzy ametystów 




Widok na to samo kolekcjonerskie stoisko z innej perspektywy 

Jeszcze jedno stoisko kolekcjonerskie. Te zielone to chryzoprazy a prócz tego różności , najwięcej agatów


A poniżej opal dendryczny. Przyznaję, że to dla mnie nowość. Nie wiedziałam nawet , że taki istnieje ale znów  się czegoś nowego nauczyłam 


I takie małe uzupełnienie z huty szkła. Te trzy ptaszory poniżej to początek nowej serii - jeszcze nie produkowanej- mającej upamiętnić artystów , ten pierwszy od lewej to Piccaso , ten z prawej to Freddie Mercury , środkowej artystki pracownik huty nie umiał zidentyfikować, to wiedział tylko Szef . Mnie się kojarzy z Fridą Kahlo ale nie wiem...


I jeszcze dwa łabądki z galerii małżonka


Cdn

środa, 15 lipca 2026

15.07.2026 Dziś obrazki

 Na razie pod hasłem "inne atrakcje" a jeśli zdążę to jutro będą obrazki z wystawy i nasze trofea. Jeśli nie zdążę to jakiś codzienny wpis o tym co tu i teraz. 

Bolesławicka Brama Przyjaźni. Jeśli zrobicie sobie zbliżenie to na jednej z płytek po prawej stronie jest taki właśnie napis. Wszystkie te płytki wykonano w fabryce produkującej bolesławicką ceramikę specjalnie w celu stworzenia tej bramy. Nie wiem czy faktycznie tak było , ale taką historyjkę opowiadaną komuś podsłyszałam.  I jeszcze jedna ciekawostka: Chińczycy produkują podróbki "Bolesławca" a żeby nie podpaść z powodu piractwa jakąś zabitą deskami wieś nazwali Bolesławiec, że niby to z tamtej wsi pochodzi ich produkcja... Bez dalszego komentarza w tej sprawie. 


Łabędzie w bolesławickim parku mają się dobrze 


W hucie szkła mrozoodpornego trochę nowości - jak zwykle ptaszyska 
tu akurat łabędź 


Pingwiny - nie, to nie te z Madagaskaru, te są z Tomaszowa Bolesławickiego



                                 I jeszcze więcej ptaszorów , tu w postaci lamp

Modliszka i oczywiście ptaszyska 


I kolejne - generalnie ptaszyska w hucie są wszędzie 


Coś dla miłośników morskich podróży - dość psychodeliczne te żaglowce 


Jest coś i dla miłośników techniki - jak dla mnie wizja szalonego naukowca 







Ochrona obiektu - wygląda groźnie i dziko 


I na koniec jeszcze rzut oka na Bolesławiec - bazylikę 


I rynek po zmierzchu


Jutro lub po jutrze obrazki z wystawy . CDN.