babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

piątek, 17 kwietnia 2026

17.04.2026 Znów z przytupem …

 Zaliczyłam wczorajsze prawie pół dnia. A jakże:  moja mamuśka dała mi do wiwatu. Jak pisałam tydzień temu się potrzaskała solidnie, skończyło się interwencją ratowników medycznych i 6 szwami. Nos jej się ładnie zagoił kolano jeszcze nie całkiem , ale zgodnie z zaleceniem soru miała się stawić na kontroli pomiędzy 7a10 dniem. Wczoraj wypadał 9 więc ją zawiozłam do przychodni. Zanim jednak zawiozłam to przez cały tydzień wbijałam do głowy , że trzeba jechać to zrobić i że pojedziemy w czwartek lub piątek, co w sumie i tak znaczenia nie ma, bo dla niej czas i przestrzeń to abstrakcja i nie  wie już co to takiego. Przytakiwała, że pojedzie. W drodze do pracy podjechałam do przychodni chirurgicznej zarejestrowałam. Dali mi numer 11 i kazali stawić się przed 11.00. Podjechałam potem do biura, włączyłam urządzenia, zrobiłam sobie kawę i właściwie już był czas jechać do niej z tabletkami. Po drodze jak zawsze zrobiłam zakupy dla niej i pojechałam. Mamuśka jak to ona, siedzi na kanapie nie ubrana. Mówię jej, że ma się zaraz ubrać, bo jedziemy na zdjęcie szwów do lekarza. Ona nigdzie nie jedzie, jej się nie chce i się nie będzie ubierać. Jeszcze nic nie mówiłam, podałam tabletki. Oczywiście foch, bo za dużo (aż 5szt, w tym 4 trochę większe jak łepek od szpilki) gorzkie i ona w ogóle nie może tyle tabletek zjadać i czemu wszystkie razem… Codzienny standard. Mówię, dobra połknęłaś to pomogę ci się ubrać. Nie ona się nie ubiera , bo nie ma biustonosza. Oczywiście wyciągnęłam spod poduszki, zdjęłam jej przez głowę podkoszulkę  i jej założyłam biustonosz.Za ciasny ( nosi codziennie i sama zapina), ona się udusi, ja specjalnie jej taki kupiłam ,żeby się udusiła itd. Wrzasnęłam ,że ma nie dyskutować tylko się ubierać i sięgnęłam po czystą podkoszulkę i sweter . Za cholerę nie dała sobie podkoszulki ani swetra założyć. Dosłownie dostała furii, wymachiwała rękami , zrzuciła kołdrę i poduszkę , szarpała mnie za ubranie. No , kompletny amok. Odpuściłam, zgarnęłam torebkę i wypadłam z domu ale już z obolałą od skoku ciśnienia głową. W aucie siedziałam dobre 10 minut zanim pojechałam do biura. Stwierdziłam ,że za te półtorej godziny, nie będzie już pamiętać, że nie chciała jechać. Wróciłam 45 minut przed wizytą. Nie pamiętała, ale jak jej się kazałam znów ubrać to powtórka z marudzenia. Sweter założyła, ale ona nie jedzie, nie ma rajstop ani butów, ona jest chora, jej się nie chce itd. Kilka dni temu kupiłam jej specjalnie takie lekkie spódnico-spodnie, żeby nie uciskały jej tego kolana więc jej dałam i pomogłam założyć., potem skarpetki a jak przyszło do butów , znów tych co kilka dni temu kupiłam i której jej się podobały i nawet przymierzyła ta sama akcja, ona nie założy, za ciasne i takie gówno jej kupiłam i td.I nie dała sobie  powiedzieć, że przecież je przymierzała kilka dni temu. Gotowałam się ze złości. Ale  nie to nie , nie mam czasu na takie użeranie się , jedziesz w laczkach. I już nie miała wyjścia. Kurtkę włożyła, ale kombinowała, jak tu nie wyjść z domu. Kluczy szukała, choć leżały na stoliku a ja kilka razy powtarzałam że zamknę , a to ona nie ma laski – miała, stała obok łóżka jak zawsze też na widoku. W końcu dała się zaciągnąć do auta. Jak już wyszła z domu to tak pędziła z tym niezagojonym kolanem ,że nie mogłam nadążyć. W przychodni byłyśmy 20 minut przed czasem ale trafił mi się fart, bo akurat z gabinetu wyszedł jeden pacjent a za nim doktor. Spytał czy ktoś do niego, a ja od razu, że my , na 11.00 , a innych pacjentów jeszcze nie było oprócz jednego dziadka z numerem 27, jak przyszedł za nami to się zapytał, który mamy a potem sam podał swój. Weszłyśmy od razu. Podałam doktorowi dokumenty z soru, obejrzał co trzeba, zbadał nos i kolano i wysłał do zabiegowego obok na zdjęcie szwów z nosa. Znam go, bo pracowaliśmy razem, kilka razy byłam u niego na zastępstwie jak jeszcze pracowałam w zozie ale pewnie mnie nie pamiętał. Był wtedy świeżo po studiach i robił specjalizację z chirurgii a ja przychodziłam do poradni chirurgicznej tylko w sezonie urlopowym. Za to mamuśka się go wystraszyła i już nawet nie marudziła, że coś boli albo coś jej robią. Bo pan doktor bardzo sympatyczny zresztą , wygląda groźnie. Taki typ wikinga. Potężna postura , ponad 1,90 wzrostu, rudawy z brodą i wąsami. Po badaniu i zmianie opatrunków odwiozłam ją do domu. Niestety, za tydzień powtórka, bo kolano nie wygojone. Wróciłam wykończona.

A dziś nic szczególnego w pracy  ani w domu. Za to na działce się dzieje. Majster już pracuje nad nowym patio. W trakcie dnia  wpadłam na pomysł żeby od razu wkopał wsporniki pod panele z siatki, z których chcemy zrobić ścianki osłonowe. Pojechaliśmy z małżonkiem i facet od razu załapał o co nam chodzi i zaproponował, że przywiezie 2 przęsła po 2,5m i od razu dokręci do wsporników. No super! Lubię takich fachowców co sami umieją coś zaproponować. Jutro okaże się co nam z tego wyszło. A docelowo na przęsłach rozepniemy takie ścianki ze sztucznego pnącza. Nie chcemy robić ścianek z pasków folii wplatanych w panel, bo mamy doświadczenie naszego młodszego syna. To tak skutecznie blokuje przepływ powietrza , że wichura wyrwała mu kilka paneli z płotu przy domu. Wyszliśmy z założenia, że przez takie pseudo liście to wiatr przeleci. Okaże się w praniu…

***** późny wieczór . Patio gotowe i widać solidną robotę . Jutro obejrzymy w świetle dnia dokładniej.

 

1 komentarz:

  1. Faktycznie. Ciężki masz przypadek
    Nie to, co ja z babcią Cesią. Jak zapomniała nie przypominałam, leciałam z tekstem innym dalej. Ale w formie była jak dla mnie doskonałej. A takie przypadki jak Twoja matka znam dobrze. Czasem tylko krzyk pomaga. Ale jak się goi, to dobrze. Wytrzymasz. Zdjęcia ogródka po nowemu poproszę. Buziaki

    OdpowiedzUsuń