babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

sobota, 3 stycznia 2026

3.01.2026 Ja się tak nie bawię !

 Ledwie trzeci dzień roku a już niefart ! Odwołali koncert Pink Floyd. Miał być jutro... Kasę oczywiście wracają, gdyby tylko przekładali byłaby informacja i pytanie o decyzję,  jak odwołują całkowicie to nie pytają tylko od razu zwrot. Zła jestem , tak się cieszyłam... No cóż, przeżyjemy. W piątek kolejny koncert tym razem u nas , ten z balladami Cohena. 

Tak poza tym się obijam, Tak po prostu. Niby wiem , że mam co robić , co powinnam , co odkładałam na nie wiadomo kiedy , ale jakoś nie mogę się zmobilizować. Czytam, oglądam tv i właściwie to wszystko. Pojechaliśmy dziś do marketu po zakupy dla mojej matki. Połamał jej się mop i kończą jej się płyny do czyszczenia. Co jakiś czas uzupełniam , przeważnie jak dzwoni opiekunka z zapotrzebowaniem, bo to ona pilnuje porządku w łazience i kuchni. Uzupełniłam braki a potem pokręciliśmy się jeszcze trochę pomiędzy półkami. I jakież było moje zdziwienie, już są nasiona na nowy sezon. Kupiłam patisony i cukinię w kształcie kulki. Miałam już takie , były delikatniejsze niż te tradycyjne więc od razu kupiłam. Ogródkowych spraw nie ominę , nie , nie ... Te patisony obiecałam wnuczce. Poczęstowałam ją marynowanymi i bardzo jej smakowały. Spróbuję wyhodować własne. 

piątek, 2 stycznia 2026

2.01.2026 Jeszcze się cieszę wolnym

 od biura, bo nie od obowiązków jako takich. Ostatnie dni roku były naprawdę szalone. Bo czy to nie jest szaleństwo kupowanie auta dla firmy w ostatnim dniu roku , w dodatku przez telefon i na dodatek auta , którego się nie widziało? Jest szaleństwo. Cud, że w ogóle się to udało. Auto odbieramy już 9 stycznia. Mieliśmy piękne plany sylwestrowe, spotkanie z przyjaciółmi , kolacja , szampan o północy... I koniec końców się to udało , ale... No zgadujcie ? A tak moja mamuśka w akcji.   31 spotkaliśmy się w firmie, nawet wcześnie, na toaście i kawie . Złożyliśmy sobie życzenia i tym razem już o 13 z minutami zamykaliśmy. Zdążyłam się ucieszyć, że mam sporo czasu na przygotowania , a tymczasem ledwo weszliśmy do domu i zaczęłam szykować coś do jedzenia ; telefon. Zadzwoniła do mnie babka z banku matki, że mama przyszła po emeryturę , nie ma dowodu , opowiada, że nie ma za co kupić jedzenia, nie ma chleba ani nic a jak się okazało , że bez dowodu jej nie wypłacą to się zaczęła awanturować. Wyjaśniłam , że ma demencję, że to nie prawda, że ma co jeść , rano zaniosłam jej zakupy na dwa dni, w tym obiady do odgrzania a zakupy robię codziennie i że dowód jest u mnie , ze względu na tę kobietę co ją okradała albo wyłudzała od niej kasę. Kobiety w banku ją znają , bo raz , że bank 200m od matki domu a dwa to ma tam konto odkąd bank istnieje w tym miejscu. Od razu załapała o co chodzi i zapytała co ma powiedzieć. No to jej uzgodnioną z babeczkami z ops-u i dzielnicowym historyjkę zapodałam i zaproponowałam ,że przyjadę. Stwierdziła, że spróbuje ją uspokoić i jak by był większy problem to do mnie jeszcze raz zadzwoni. Nie zadzwoniła, a ja spojrzałam na zegarek, właśnie dochodziła 14.00 więc stwierdziłam ,że zaraz będzie kolejna afera , bo na 14.00 przychodzi opiekunka i jak zobaczy, że matki nie ma , a nie daj Boże jeszcze mieszkanie otwarte to się zdenerwuje. Zadzwoniłam, akurat podjechała pod blok. Powiedziałam co i jak, stwierdziła, że zaraz sprawdzi czy otwarte a potem wyjdzie po nią w stronę banku. Drzwi jednak były zamknięte ( a kilka dni temu szukałam matki klucza i nie znalazłam , czyli musiała go jednak gdzieś mieć), D zeszła na dół a mamuśka już dochodziła do bloku. Tak zasuwała , a normalnie to "nie ma siły wstać, chodzić, dosyć się nachodziła" itd. Pogadałam jeszcze chwilkę z opiekunką , stwierdziła, że mam się nie przejmować , uspokoi matkę , historyjkę o dowodzie jej powtórzy, życzyłyśmy sobie do siego roku i tyle. Za jakieś 10 minut dzwoni opiekunka. Bo mama chce ze mną rozmawiać, a nie wie jaki mam numer ( ma wpisany w telefonie), dała jej telefon i matka mi opowiada, że nie ma dowodu, pewnie zgubiła , że jej nie chcieli dać  emerytury i tak dalej. Mówię, jej ,że ma się nie przejmować , dowód jej odbiorę po świętach z policji, bo zgubiła i ktoś oddał , a dzielnicowy kazał mi przyjechać po nowym roku, bo dziś i jutro tylko patrole jeźdżą. To co ja mam robić? Mówię , że nic, pogadaj z panią D , zrób jej kawę z okazji nowego roku , albo idźcie na spacer . Zaczęła się dziko śmiać, stwierdziła, że dobrze już się nie denerwuje ( a kto ją tam wie?) i niby wszystko dobrze. Zabrałam się za robotę , a po jakich 20 minutach znów dzwoni opiekunka, potwornie zdenerwowana aż nie mogła mówić. Spytała, czy ja mogę ją już teraz zwolnić od mamy, bo właśnie dostała telefon od szefa jej męża , że odwiózł go do szpitala ,bo jakiś wypadek i musiałaby pojechać. Oczywiście kazałam jej jechać natychmiast i się nie przejmować. Dziś już wiem, że zemdlał , szef go zawiózł a przyczyną było pęknięcie wyrostka. Dzień wcześniej skarżył się co prawda na bóle brzucha ale zwalili to na nadmiar świątecznego jedzenia a tymczasem problem był dużo poważniejszy. I tym sposobem z robotą byłam już godzinę do tyłu. Wyrobiłam się jednak , choć nie do końca tak jak chciałam ale ta improwizacja i tak mi się nie źle udała. Przyjaciółkę chyba w kompleksy wbiłam niechcący, stwierdziła, że ona takich wyszukanych dekoracji jak moje i dopracowanych w każdym detalu robić nie umie ( nie prawda , umie, choć ma całkiem inny styl niż ja, ale w to nie wierzy) i w sumie kolacja sylwestrowa nam się udała. Po północy wyszliśmy odpalić fajerwerka, jak już wystrzelił, małżonek posprzątał, sprawdził, czy wszystko wystrzeliło i wyniósł do kosza na śmieci, I wiecie co , wszyscy co tam odpalali z okolicznych domków i bloków zarobili to samo. Po raz pierwszy na ulicy nie zostały żadne resztki po petardach i flarach. A potem zrobiliśmy sobie spacer wzdłóż ulicy , dopiliśmy resztę spumante i około 2.00 nasi przyjaciele się pożegnali. 

Rano oczywiście musiałam się wygrzebać z ciepłego łóżeczka i pojechać do matki. Nic już z wczoraj nie pamiętała a ja nie wspomniałam ani słowem o całej akcji. A potem spałam prawie cały dzień zamiast świętować swoje hmmm 62 -gie po raz czwarty urodziny, faktycznie 65-te . Tego mi jednak było potrzeba. 

Kochani , jeszcze raz najlepsze życzenia noworoczne ! 

P.S. Zapomniałam ; tak wyglądał mój stół w wersji sylwestrowej 



czwartek, 1 stycznia 2026

1.01.2026 Do Siego Roku !

 I jest ! Nowy , lepszy 2026 rok ! Niech będzie wspaniały pod każdym względem ! Najlepsze życzenia! Relacja z wydarzeń końca i początku jutro . 

środa, 31 grudnia 2025

31.12.2025 Coś się kończy , coś się zaczyna ...




Kończy się stary rok, nadchodzi Nowy. Jaki będzie? Może czasem lepiej nie wiedzieć... 
Kochani odwiedzający moją szafunierkę :
Na pohybel złym przepowiedniom, na pohybel hybrydowej wojnie, na pohybel wszystkim złym mocom , które chcą podpalić nasz świat: BAWMY SIĘ ! CIESZMY SIĘ ! ŚMIEJMY SIĘ! KOCHAJMY SIĘ ! BĄDŹMY RAZEM ! BĄDŹMY SZCZĘŚLIWI !  Najlepsze życzenia na ten NOWY, lepszy 2026 Rok. Wspaniałej zabawy w strumieniach szampana i blasku fajerwerków! Do napisania już ... za rok! 

I jeszcze na pożegnanie Starego i dla wspomnień z dawnych lat , ale w nowszym wykonaniu z myślą o  Nowym




wtorek, 30 grudnia 2025

30.12.2025 To był rok...

W cieniu wojny. Świat oszalał, obudziły się stare demony. W różnych miejscach na świecie wybuchały konflikty zbrojne, eskalowały i wciąż eskalują istniejące, dochodzi do zbrodni wojennych i etnicznych czystek  a światowe mocarstwo, które po II wojnie światowej na mocy umów przyjęło na siebie rolę strażnika ustalonego porządku porzuciło swój status i jeszcze je podsyca a nawet próbuje zagarniać terytoria należące do innych państw. Odżywają nacjonalizmy, budzą się na nowo wszelkie urazy i ksenofobie, wzajemne roszczenia i sprawy , których nie rozwiązano i rosną w zastraszającym tempie, tym bardziej niebezpiecznie, że wszelkie teorie rzeczywiste czy urojone natychmiast zyskują potężne zasięgi z pomocą internetowych trolli.  Nazwali to wojną hybrydową i ta toczy się już na dobre. A ta prawdziwa czai się już za rogiem i wszystko wskazuje na to, że potwierdzi się stara mądrość, że każde pokolenie musi przejść przez wojnę. A już myślałam, że jesteśmy jednym z pierwszych, które tego nie doświadczy. To jednak tylko kwestia czasu; ten wrzód rośnie i kiedyś pęknie i się rozleje…

Szczęściem Europa zaczyna się budzić i w końcu chyba zdała sobie sprawę, że tylko we wspólnocie możemy coś zdziałać , a zbrojenia to jedyna w tym kierunku droga. Kłania się  stere łacińskie przysłowie „si vis pacem, para bellum” ( chcesz pokoju, gotuj się do wojny), mądrość może i zapomniana ale w dzisiejszych niespokojnych czasach jakże potrzebna.   Niestety i tu odżywają siły nacjonalistyczne i rosną , po części na skutek tej wyżej wymienionej wojny hybrydowej, po części z niezadowolenia ludzi , ale i z fanatyzmu i zwykłej głupoty. Brunatnieje i świat i Europa a o wspólnotę trudno. Są tacy, którzy się wyłamują i oficjalnie popierają agresorów.

U nas w kraju niemal jak zwykle. Politycy się kłócą , wybory prezydenckie wygrał człowiek o wątpliwej reputacji oględnie rzecz ujmując a dokładnie , to nie wiadomo czy na pewno je wygrał. Ponownego głosowania nikt nie zarządził, ponownego liczenia głosów we wszystkich komisjach też nie, a były po temu przesłanki. A gość zamiast trzymać się obowiązków zapisanych w  Konstytucji czyli reprezentować nasze państwo i współpracować z rządem, przypisał sobie rolę „króla słońce” , uwierzył w tę rolę i działa na szkodę naszego kraju dezawuując i wetując ustawy i nieustająco „opluwając „ swój rząd. A rząd … Rząd mimo, że minęły już dwa lata wciąż ma pod górkę choć robi wiele i parę spraw udało się wyprostować ale żeby zrobić porządek na tej spalonej po pisie ziemi i uprzątnąć całe to bagno przy którym przysłowiowa stajnie Augiasza to wypielęgnowany ogródek potrzeba kilku dekad a nie jednej czy dwóch kadencji. Niestety rząd choć się stara ,robi też sporo błędów , jak choćby wprowadzenie edukacji zdrowotnej jako przedmiot nieobowiązkowy czy zbyt powolne rozliczanie złodziejstwa i przekrętów poprzedniej ekipy, pozwalanie klerowi na wtrącanie się w sprawy państwowe itp.  Przy tym wszystkim nasze terytorium wciąż atakują jakieś obce obiekty , drony, balony przemytnicze, nawet samoloty. Wojsko reaguje, władze informują o sytuacji i to jest w pewien sposób uspokajające ale z drugiej strony komunikaty o tym jak zachować się w przypadku kryzysu, jak wyposażyć na wypadek przymusowej ewakuacji czy szkolenia np. w medycynie pola walki albo próbne alarny nie poprawiają poczucia bezpieczeństwa. Nasza lokalizacja pomiędzy światami wschodnim i zachodnim znów zdaje się być  naszym przekleństwem. Jednocześnie kraj zadziwiająco dobrze trzyma się gospodarczo. Nie widać jeszcze tego wyraźnie tu na dole ale wskaźniki ekonomiczne są już wyraźne. Drobny biznes  już zaczyna to odczuwać, wzrosła ilość zleceń , również u nas. I to mnie cieszy zwłaszcza, że już definitywnie w nowym  roku zamierzamy zwolnić tempo. Małżonek  przeszedł na emeryturę a ja wiadomo jestem na niej już dawno. Miniony rok nie był dla nas łaskawy. Dokładnie 31grudnia zmarła siostra małżonka, w trakcie roku pożegnaliśmy jeszcze kilka  znanych osób, nie udały się wyjazdy weekendowe , a ja osobiście stoczyłam niemal kampanię żeby ogarnąć sprawy z matką i nadal nie wiem na czym stoję, bo wyroku sądowego wciąż nie ma. Po części udało mi się sprawy poukładać, przynajmniej jeśli chodzi o opiekę i  zapewnienie matce bezpieczeństwa , w sensie takim ,że wyrugowałam skutecznie to babsko , co ją nachodziło , zadbałam o stałą opiekę, założyliśmy też czujniki na wypadek pożaru czy innych zdarzeń losowych. Były też i pozytywy ; koncerty, które już się odbyły  , a w perspektywie mamy już kolejne na nowy rok, działka z naszym PDzO , który udało się już wykończyć i wyposażyć a sam ogród upiększyć. Sukcesy wnucząt w nauce i sporcie, chłopaków w piłce nożnej i wnuczki w strzelaniu sportowym, rodzinne spotkania z różnych okazji, drobne przyjemności , które sobie sprawialiśmy z małżonkiem… Jest jednak złowrogi cień  i mimo wszystko ten cień wojny szerzący się coraz bardziej nie nastraja optymistycznie i przytłacza. Oby nie zmienił się w realne zagrożenie i nie zmaterializował w postaci konfliktu , a ten niestety wisi na włosku. Historia znów zmienia swoje tory , jesteśmy w punkcie zwrotnym, tyle, że nikt nie jest w stanie przewidzieć , w którą stronę ten zwrot nastąpi, jak to już na przestrzeni dziejów bywało.

Jutro ostatni dzień roku i jak nasza mała  tradycja każe spotkamy się w firmie na podsumowanie i  łyk szampana , który wypijemy za minione i przyszłe a potem pojedziemy świętować nadejście nowego. My z przyjaciółmi , młodzież w swoim młodszym  gronie, wnuczęta z kolegami ze szkół.  Pozostaje jeszcze jak co roku niczego nie postanawiać , dać Losowi, Fortunie czy innym Siłom Wyższym wolną rękę , by do niczego nie przymuszane postanowieniami łaskawszym okiem spoglądały i użyczyły nam z rogu obfitości. A potem zapalić dla duchów ognia cztery świece; białą na zdrowie, czerwoną na miłość i dobre małżeństwa nasze i naszych dzieci, zieloną dla bogactwa i złotą dla ogólnej pomyślności i wypowiedzieć magiczne „Quod bonum felix faustum fortunatumque sit „ – niech ten rok będzie ku dobru , szczęści i pomyślności . 

poniedziałek, 29 grudnia 2025

29.12.2025 Kończymy

 ten rok oczywiście. I dobrze, bo dał mi w kość. Inwenturę zrobiłyśmy, wszystko wycenione, spisane, policzone , jutro tylko zsumuję tabelki i gotowe. Mogę biuro zamykać do Trzech Króli. Nie ma  tak dobrze. Wciąż jest robota więc przynajmniej jutro i do 13.00 w Sylwestra popracujemy. Drugiego i piątego w trybie "na wezwanie" , bo większość i tak nie pracuje więc my też , choć na pół gwizdka. 

Uwierzycie ?! Młodzież , ta nastoletnia na prywatkach ( teraz się to domówka nazywa) gra w gry planszowe i rozwiązuje quizy.Wnusia mnie dziś oświeciła w tym względzie i pochwaliła się co przygotowała na tę nastoletnią imprezę.   Za moich czasów -tak, wiem , brzmi bardzo babciowo- się tańczyło! Pod jakieś tak zwane "pościelówy" , takie Tornero , albo do muzy z filmu "Love Story" albo i pod Pink Floyd'ów jak kto chciał być bardziej oryginalny. Kto w ogóle dziś pamięta te kawałki. "Gdzie się podziały, tamte prywatki " chciałoby się zaśpiewać... Ale był klimat!  To tak a propos Sylwestra. 

Menu obmyśliłam , wszystkie potrzebne ingrediencje nabyłam , a małżonek z tej radości, że imprezę urządzamy kupił fajerwerka. Ciekawe gdzie będzie z niego strzelał? Mamy też spumante , bo wiadomo, bąbelki muszą być. Na kolację planuję czerwony barszczyk w bulionówce z jakąś grzanką, zapiekankę makaronową z kurczakiem i warzywami , a na deser wariację na temat tiramisu, bo z oryginałem tyle będzie miało wspólnego że na bazie serka zrobione. A potem różne drobne zakąski w postaci pikantnych babeczek  z pastami, deski serów i kanapek na krakersach i zawijaskach z tortilli. Młodzież nazywa to rolsami ale jakoś mi to nie pasuje i coś na ostro; marynowane grzybki, papryka i pomidorki koktajlowe - mam jeszcze spore zapasy z naszej działki. Jeśli będą mieli ochotę na słodkości to mam makowiec i pierniki. No i oczywiście dużo dobrego wina. Z wystrojem zostaję przy srebrze i błękitach królewskich ale w lekko zmienionej odsłonie. Jutro małżonek jedzie na robotę, na osiemnastą , to ja sobie wszystko przygotuję a w Sylwestra tylko poukładam na paterach i upiekę zapiekankę. 


niedziela, 28 grudnia 2025

29.12.2025 Jedno jest pewne:

 z nudów na pewno nie umrzemy. Wczoraj późnym wieczorem , właściwie tuż przed północą dzwonek do drzwi. Ja już w koszuli nocnej, małżonek w za przeproszeniem kalesonach i podkoszulku , szykowaliśmy się do spania a tu ktoś dzwoni. Pierwsze co mi przyszło do głowy to jakiś sąsiad zapomniał kluczy od klatki schodowej , widzi, że się u nas świeci to zadzwonił, żeby go wpuścić a zaraz po tym ,że mogło się coś wydarzyć. Podniosłam bramofon, pytam kto i co słyszę ? "policja". I tu mi przyszła moja mamuśka na myśl, że coś wywinęła albo się coś stało. Otworzyłam. Idzie po schodach dwóch rosłych gości w mundurkach , pytam o co chodzi , a oni na to, że mają zgłoszenie "pobudzony, agresywny  mężczyzna lat 58 w upojeniu alkoholowym", Oczy zrobiliśmy obydwoje z małżonkiem jak talerze i tłumaczymy, że to nie u nas , ale 32/5 ? , ja mówię, że tak ale u nas nic się nie dzieje , a małżonek na to, że może 32a/5 z boku od strony Orlenu. I wtedy policjant doczytał, że to 32b/5. No to im wytłumaczyliśmy, że to te przybudówki na tyłach naszego bloku i jak się tam dostać, bo się opłotowali i bramami odgrodzili. Władza podziękowała nam grzecznie , przeprosili za najście i poszli. My też poszliśmy , spać. 

Ostatni dzień LB , szkoda, ale to jeszcze nie koniec , 2 i 5 stycznia też raczej nie pracujemy , choć pewnie pod telefonem będziemy.Czyli niebawem kolejny długi weekend w perspektywie, 

Doczytałam pana Ćwirleja , wojenne losy Antoniego Fischera. Jak zwykle u autora błyskotliwie, przewrotnie i z dużą dbałością o dobre tło społeczno - obyczajowe i historyczne szczegóły. Nie wiem ile w tych jego akcjach jest umocowania w historii, bo przyznam się bez bicia , II wojna to zdecydowanie nie moja bajka i o ile historię Wielkopolski opanowałam dość dokładnie , o tyle czasy wojenne w ogólnym zarysie. Nie mniej dało mi to motywację i pewnie się tym zainteresuję głębiej. Czytało się jak zwykle bardzo dobrze i jak zwykle mogę polecić lubiącym kryminały i w tym przypadku również wojenne zaszłości.