babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

sobota, 10 stycznia 2026

10.01.2026 Leonard Cohen na XXI wiek

Tak mogę w skrócie zrecenzować wczorajszy koncert. Kiedy wiele lat temu po raz pierwszy usłyszałam ballady kanadyjskiego barda pół recytowane , pół wyśpiewane pod klasyczną gitarę natychmiast mnie zauroczyły . Wpadłam po uszy . Jego muzyczna i poetycka twórczość została dla mnie jedną z tych na całe życie. Jak więc mogłabym nie pójść na recital jego pieśni?  Mój mąż nie jest największym jego fanem ale i on lubi poezję śpiewaną i Macieja Zembatego a to głównie jego tłumaczenia ballad są wykonywane. Decyzja była więc jednogłośna. Mając na uwadze problem ze znalezieniem miejsca parkingowego pod ośrodkiem kultury pojechaliśmy wcześniej. Na miejscu byliśmy 20 minut przed czasem. Dobrze się złożyło , bo zdążyliśmy się przywitać i zamienić parę słów z kilkoma znajomymi z LO w tym z klasy małżonka, po czym udaliśmy się razem na swoje miejsca. Koncert zaczął się punktualnie przyćmieniem świateł i mroczną solówką wygrywaną na strunach basowej gitary i to przez nie byle kogo , bo Wojciecha Pilichowskiego artystę znanego i uznanego w świecie  gitarowym. Mrok sceny rozjaśniały ciepłym światłem lampki ustawione na małych stoliczkach, odziane w staroświeckie abażury z frędzlami . Takie trochę wprost z innej epoki. Po chwili na scenę weszła reszta zespołu, gitarzysta i pianista w jednej osobie, muzyk , który przez 15 lat współpracował z Maciejem Zembatym czyli Andrzej „e-moll” Kowalczyk, wokalistka grająca na gitarze klasycznej Ewa Żmijewska- córka aktora , za perkusją zasiadła jakaś młoda dama z Karaibów o nazwisku nie do wymówienia , nazywali ją w skrócie „Szady”. Dziewczyna również śpiewająca i to pięknie po polsku.  A na sam koniec na scenę wszedł Artur Żmijewski. Tak , ten aktor od „Ojca Mateusza” i o ile pamiętam od serialu „Na dobre i złe” czy jakoś tak. Bard ( będę go tak nazywać , bo idealnie do niego pasuje to określenie), starszy pan w okularach odziany w czerń swoim anturażem nawiązał do stylu Cohena, co doskonale podkreśliło nastrój i klimat wieczoru. Koncert był poświęcony balladom o miłości i większość z nich o tym traktowała ale miłość wiadomo; nie jedno ma imię .Miłość to uniesienia ale też i rozstania i przemijanie i odchodzenie i zwykłe dni obok siebie. Spektakl rozpoczął się od fragmentu prozy LC- bo i książki pisał, nie tylko poezję - z refleksją o pisaniu poezji i poetach. Pięknie wybrzmiało w aktorskim wykonaniu, ciepły odpowiednio modulowany głos dodał uroku fragmentowi tej prozy. Nastrój rósł. Pierwszą balladę pt. „Prawo” zespół zaśpiewał w bardzo klasycznej wersji , niemal tak jak robił to Zembaty. Następne nie były już takie klasyczne . "Zuzanna" i "Tańcz mnie po miłości kres" zabrzmiały rockowo. Kolejne nieco jazzująco, urozmaicane solowymi partiami pianisty lub basisty. Wrażenie robiła w połowie wyśpiewana , w połowie wyrecytowana z podkładem muzycznym ballada „Goście” , jedna z moich ulubionych , trudna i przejmująca w swojej wymowie . Zaaranżowana w absolutnie odmiennym stylu niż oryginał i wersja Zembatego. Znów efekt podbiły aktorskie zdolności Żmijewskiego : „ Jeden po drugim goście wciąż , nadchodzą z różnych stron , wielu z pękniętym sercem , z otwartym mało kto” – czy to nie tekst na dzisiejsze czasy ? Pomyślałam w tym momencie, że ballady sprzed kilkudziesięciu lat nie tracą na aktualności. Ballady śpiewały też obie dziewczyny ze wsparciem obu gitarzystów, Żmijewski i Kowalczyk wtrącali anegdoty związane ze współpracą z Zembatym , a nie był takim nudnym facetem za jakiego większość go miała ( przyznaję , ja po części też , ale wybaczałam mu to z powodu tekstów Cohena) , a pomiędzy utworami i wspominaniem  Żmijewski odczytywał też fragmenty prozy Cohena i jego wiersze. Do śpiewanych ballad, tych bardziej klasycznych wykonań przyłączała się widownia i wspólnie śpiewaliśmy  refreny a nawet całe fragmenty.  Nie zabrakło oczywiście najbardziej znanego utworu , przetwarzanego na wszelkie możliwe aranżacje i wykonywane przez niemal wszystkich artystów . Ponadczasowego , dobrego na wszelkie okazje i zdarzenia „Alleluja” . Koncert trwał prawie półtorej godziny bez przerwy. W przyćmionym świetle staroświeckich lamp i poezji wieczór minął zbyt szybko. Co mogę dodać , chyba tylko tyle, że ponura, depresyjna i monotonna wersja oryginalna ballad czy nawet ta zbliżona do oryginału wyśpiewana przez Macieja Zembatego nie byłaby  do przyjęcia dla dzisiejszego odbiorcy , żyjącego szybko z komórką w ręce i wciąż on -line. Rockowo- jazzowa aranżacja dodała jej współczesności i wyniosła na nowy poziom i jako zdeklarowana fanka barda z mojej młodości mam tylko nadzieję, że ten nowy sznyt przysporzy mu kolejnych miłośników.

                                                             Bard


I jeszcze to. Znacie – to posłuchajcie.


Przepraszam za ten odwrócony obraz ale coś mi nie poszło przy konwersji i nie daje się odwrócić.








piątek, 9 stycznia 2026

9.01.2026 Wróciłam

 było pięknie , klimatycznie i ciekawie ale dłuższa relacja z koncertu niebawem. Dziś trochę za późno na dłuższe zapiski. Miłego wieczoru!

czwartek, 8 stycznia 2026

8.01.2026 Ledwie trochę zimy

 a ludziom już źle. Zresztą naszemu ludkowi zawsze źle czy to w kwestii pogody , czy poziomu życia, czy nadajnika od komórek albo elektrowni atomowej więc nawet nie dziwne. Jak dla mnie to ta zima może trwać . Nie przeszkadza mi te trochę śniegu ani mróz. Owszem muszę trochę z szybami od auta powalczyć ale co to szkodzi. No i ogródek na tym zyska , bo ziemia namoknie a roślinki zimujące nie wymarzną. Jutro idziemy na koncert ballad Cohena więc nie zajrzę tutaj ale relacja będzie jak po każdym koncercie. Jutro minie też dokładnie rok jak założyłam sprawę o ubezwłasnowolnienie matki i nadal nie wiem na czym stoję. Nie mam formalnego orzeczenia. Planuję jutro zadzwonić do mojej adwokatki popytać co dalej. 

Tak poza tym poogarniałam sprawy biurowe jeszcze ubiegłoroczne i tym samym zamknęłam 2025 definitywnie. Od jutra wszystko już na konto aktualnie nam panującego. Wracam do czytania.  

środa, 7 stycznia 2026

7.01.2025 Dziś można już powiedzieć,

"święta, święta  i po świętach". Następny świąteczny weekend dopiero na Wielkanoc. Może to i dobrze, bo jakoś normalniej wszystko działa, choć czasem monotonnie. Mnie tam nuda nie zagraża, zakładam ,że nic się nie wydarzy ale u mnie jak to u mnie; wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. 

Zarząd wspólnoty podrzucił nam nowe opłaty. W sumie nie tak dużo. Raptem 12zł różnicy za śmieci, przeżyjemy. Jak na nasz metraż to i tak rozsądną kasę płacimy za mieszkanie. 

Dzień minął mi znów na przekładaniu papierzysk. Skąd się tyle tego bierze w takiej małej firmie jak nasza? Niepojęte. Ile bym nie zrobiła , to wciąż są. Od przyszłego tygodnia zaczynamy zbierać fanty na wsparcie szkoły. Mamy ich już całkiem sporo , a jeszcze nie zaczęłyśmy. Do 7 lutego zdążymy. Tym razem zabawa z aukcją i loterią przed końcem karnawału. 

Tymczasem czytam i "zwiedzam" fora ogródkowe. 

wtorek, 6 stycznia 2026

6.01.2026 Dziś domagam się

 braw i wyrazów uznania. A tak , należą mi się . Zrobiłam porządek z większością dekoracji , przerzedziło się na moim stryszku a nie skończyłam , bo miałam tylko 3 ozdobne kartony pod ręką. Potrzebuję jeszcze dwóch żeby dokończyć dzieła. Ale to jeszcze nie wszystko, lekko przerzedziłam też szafę do rzeczy , a raczej to co upychałam poniżej ubrań. Nie powiem , mam porządek ( dwa worki do wywiezienia na gpszok też) i luz. Jak bym tak jeszcze z 2 tygodnie wolnego miała to ogarnęłabym wszystkie moje szafy z bibliotecznymi włącznie. Ale koniec tego dobrego od jutra dzień jak co dzień, porządek rzeczy wraca. Ostatnie świąteczno- noworoczne smakołyki dojadamy, stół i zastawa wróciły na swoje miejsce.  Dzień dziś piękny, słoneczny choć mroźny więc się na działkę wybraliśmy sprawdzić czy wszystko gra i świeżym powietrzem trochę odetchnąć. No i gra, wszystko na swoim miejscu. I nie byliśmy tam sami. Paru krzakowców się kręciło. Tak poza tym korzystam jeszcze z ostatnich godzin wolnego i czytam, blogi i książki, okazja żeby na kanapie posiedzieć. Nie prędko jednak będzie mi dane znów tyle luzu więc korzystam póki mogę. 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

5.01.2026 A miało być tak pięknie

i jeszcze wolne do jutra , tymczasem musiałam w biurze czekać na kurierów. Liczyłam ,że dzień po długim weekendzie zjadą się rano a tu guzik. Przyjechali jak zwykle. Pierwszy o 9.00 ostatni o 14 z minutami. W sumie sztuk 4 , każdy z innej firmy przewozowej. Coś tam sobie zrobiłam w tak zwanym międzyczasie, bo bezczynnie siedzieć nie lubię. Z naszych ludzi ekipa od instalacji miała wolne , bo klienci mają, a ekipa od komputerów podobnie jak i ja musiała sobie popracować. Zima wróciła i nawet się zatrzymała u nas na trochę dłużej niż pół dnia. I dobrze, bo już prawie zapomniałam jak to jest. A jednak jest trochę inaczej niż za mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Ten śnieg jakiś inny, nie osiada na drzewach , nie błyszczy , szybko zmienia się w błoto pośniegowe i szarzeje , nawet w miejscach gdzie teoretycznie nic go nie naruszy. No cóż , świat się zmienia a najwyraźniej zmiany dotyczą też i śniegu. 

Jutro jeszcze jedno święto i wolne ustawowe, a mnie to całkiem wyleciało z głowy. Nie kupiłam pieczywa i nie zrobiłam zakupów matce. Na szczęście połapałam się pod koniec dnia i jakoś ogarnęliśmy. Małżonek pojechał po pieczywo a ja przygotowałam matce jedzenie na jutro i wieczorem zawiozłam razem z tabletkami. Nie ma to jak organizacja... 

Czytam sagę ułańską , którą podesłała mi Lucia i odebrałam dziś książkę mojej kuzynki. A jak mam co czytać to zima może sobie trwać i nawet te zapowiadane -18 mi nie straszne ( -1 ha, ha! uwierzę jak zobaczę na termometrze). Miłego wieczoru.

niedziela, 4 stycznia 2026

4.01.2026 Zamiast

 muzyki Pink Floyd zagrała mi dziś dusza krzakowca. Właściwie to już wczoraj , bo kupiłam nasiona. A dziś z braku innego zajęcia szalałam na forach ogródkowych, w sklepach też i oczywiście mam już swoje plany i nawet zapakowałam do koszyka kilka ogródkowych przydasiów, może jeszcze coś dorzucę zanim zrealizuję zakup  a nawet dokupiłam dwa ptasie płotki do wykończenia drugiej części ogrodu, tak żeby pasowały do reszty.  I jeszcze wybrałam kwiaty jakie planuję posadzić i posiać na wiosnę. Oczywiście w barwach ognia jak zaplanowałam wcześniej. Znaczy przestawiam się na tryb ogródkowy mimo , że tak prędko jeszcze na grządki nie wejdę, zwłaszcza, że pada śnieg. Tak , w końcu i u nas pada  choć z umiarem. Całkiem ładny , zimowy dzień dzisiaj, bo i trochę śniegu i lekki mróz i słońce, ale niestety wiatr potworny. Z obowiązku mnie to nie zwolniło , do matki musiałam pojechać, chociaż nie bardzo mi się chciało wychodzić. Leń mnie dopadł i tyle. Synowa orzekła, że mi się należy. Wpadli dziś z synem na chwilę pod wieczór. Przywieźli mi wiejskie jaja. Liczyłam na jeszcze dwa dni weekendu ale niestety muszę jutro na trochę wpaść do biura , bo przyjedzie towar, wysłany w ostatnich dwóch dniach ubiegłego roku. Trzeba odebrać. Podjadę i tak muszę jechać do matki a to dwie ulice dalej więc żadna różnica. I tak mi czas leci, trochę czytania, trochę tv, trochę nicnierobienia.