Wczoraj ostro zabraliśmy się za domowe porządki. Ja za okna , małżonek za inne. Poodsuwał komody i kanapę , wysprzątał sypialnie i nawet szafki w kuchni pomył. A potem jeszcze zdjął kuchenną lampę. Ja ją potem myłam ale dopiero dziś od rana. Bo ta lampa to jest wyzwanie ; kilkadziesiąt kryształowych sopelków. Mam tych okien 7 sztuk i to sporych, takich 1,5na 1,5m więc miałam co robić. Gdzieś przy piątym zaczęły mi dokuczać plecy ale się zawzięłam i zrobiłam wszystkie. Bo jak nie teraz to nie prędko. Od przyszłego tygodnia soboty na działce. Mam to z głowy i już żadne porządki mi po głowie skakać nie będą w trakcie prac ogródkowych. Niestety trochę mi te okna dały się we znaki i już nic mi się potem nie chciało. Nawet pisać. A dziś już z większym luzem. Umyłam lampę, małżonek podwiesił, umyłam jeszcze podłogi i na tym prawie koniec. Prawie, bo wrzuciłam sobie resztę prania a moja pralka zastrajkowała. Nie chciała odpompować wody. Problem okazał się prozaiczny, zatkał się odpływ przy filtrze. Małżonek wpadł na ten pomysł i się potwierdziło. Wyczyścił i jest dobrze. Działa.
Tak poza tym to młodzież była dziś na zawodach otwartych z okazji Dnia Kobiet. Na strzelnicy oczywiście. Nawet na dwóch , bo najpierw u nas jak zwykle na lidze , a potem pojechali na te otwarte do Słupcy. Wnuczka lepiej strzela z pistoletu , syn i pracownik z karabinów. Przywieźli nagrody . A wyniki bliskie ideału. 98, 91 na 100, wnuczka z pistoletu 96 na 100.