Dziś już krótko:
Trzeci tom „W pamięci ułana” to już pokolenia najmłodsze, na miarę XXIw. Pamięć owszem , ale żeby „zobaczyć jak to mogło być „ Sentymenty już nie koniecznie, choć na sam koniec i tak znów te mity i sentymenty wracają. Najmłodsze pokolenie bohaterów sagi żyje już zupełnie inaczej. Jest mocno osadzone w teraźniejszości , kocha nowinki techniczne w postaci smartfonów i cyfrowych aparatów, kocha sieć, żyje dniem dzisiejszym i gdyby nie rodzice o starych sentymentach już by nie pamiętało. Dla nich historia rodzinna owszem istnieje ale żyją tu i teraz i wydawałoby się, że to już dobrze rokuje na przyszłość. Rodzice po staremu podtrzymują ten mit. Najmłodsi są jednak dość odporni na te sentymenty ale mimo wszystko nasiąkają nimi choć ta trucizna straciła już dużo ze swojej mocy. Ciekawy jest motyw chłopaka , który działa w grupie rekonstrukcyjnej. Jego rodzina nie ma nic wspólnego z historią pułku ułanów ani ziemiaństwem , on po prostu jest ciekawy jak to mogło być, jak biegło życie w minionym wieku, w pierwszych jego dekadach , bez wielu dzisiejszych zdobyczy technicznych, asfaltowych dróg , kiedy pisało się listy na papierze i robiło czarno-białe zdjęcia. Historię poznaje dopiero w miarę wrastania w zajęcia grupy rekonstrukcyjnej i po poznaniu potomkini ułanów. Paradoksalnie historia znów robi fikołka, bo po pokazach ułańskich w okolicy dworku, odrestaurowanego i zamienionego w restaurację i ośrodek rekreacyjny wraca sentyment przywołany przez dwoje starszych ludzi komentarzem „ułan i dziewczyna” . Taki powrót do przeszłości, tym bardziej, że na ścianach odremontowanego dworku zawisły zdjęcia dawnych właścicieli. Mit okazał się wciąż żywy.
Mam mieszane uczucia co do tych książek. Znam historię tych
ziem , bo w okolicy spędziłam dzieciństwo, znam historię swojego regionu
będącego pod zaborem Prus z wszystkim co się z tym wiązało, pamiętam opowieści
babci te sprzed wojny , wojenne i te po. Opis losów bohaterów powieści nie
odbiega od tego co spotkało wielu z tamtych terenów w tym i moją rodzinę. Może i w tej książce chodziło o ułańskie tradycje i o to „przed
wojną to było lepiej”, jakiś dawny romantyzm , ale jak się zastanowić nad tym
dłużej to książka okazuje się być na swój sposób pouczająca a wnioski nie są takie jednoznaczne ,ugłaskane
i wzruszające. Ta pierwsza, sentymentalna warstwa na etapie czytania mnie denerwowała, o wiele ciekawsze okazało
się to co pod nią. Czy mogę polecić ? Tak , tym co lubią romanse ale i tym co z
każdej książki umieją wyciągnąć jakąś naukę, może właśnie im nawet bardziej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz