Niby nic takiego , zwykłe sobotnie zajęcia, głównie porządki i przygotowania do jutrzejszego obiadku. Ale to nie wszystko, bo jestem do przodu o kolejne dwie szafki. Zrobiłam porządek na półkach z przyprawami i w szafce pod tytułem " jak nie mieści się w innej szafce to zmieści się tam" . Stałam sobie na drabinie prawie pod sufitem, przebierałam w moich świeczkach , szklankach i paterach a tu telefon. Dzwoni młodsza synowa ; czy możemy przyjechać , bo trzeba umowę sprzedaży auta podpisać. Syn wystawił tydzień temu jedno z naszych aut na sprzedaż i poszło od razu. Szok ! Szybko się zwinęliśmy i podjechaliśmy podpisać. Kasę nam od razu przelali szybkim przelewem. Temat załatwiony. Wypiliśmy jeszcze z młodzieżą herbatkę i wróciliśmy do domu, a ja do mojego porządkowania szafek. To nawet dobra metoda jest , takie sprzątanie co tydzień jednej- dwóch a nie wszystko od razu. Mam kolejny karton do schowania na stryszku, ze świecami i świecznikami. W końcu będą w jednym miejscu. A potem przystąpiłam do podszykowania sobie obiadku na jutro. Robię wołowinę z mandarynkami a to się samo robi jak już się wykona wstępne czynności. Pachnie w całym domu. Jutro tylko dokończę , dogotuję ryż i gotowe. No i muszę usmażyć chruścików. Mam więc jeszcze trochę zajęcia.
W actionie już zajączki wielkanocne kicają. Wpadliśmy tam po drodze kupić kabel do domowego routera, bo nasz się uszkodził a tu szok: Wielkanoc razem z Walentynkami, Dniem Babci i Dziadka i powrotem do ogródka razem wzięte.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz