ale jak na razie słabe szanse na to, że się zrealizuje. Pracy mnóstwo a dni i tygodnie za krótkie. Ale co tam , trzeba robić swoje, odpychać kolejne zadania. Dziś załatwiłam ostatnią instytucję, zgłosiłam u operatora komórkowego, że jestem opiekunem prawnym. Prądu na razie nie ruszam. I tak kasa pójdzie jak dotąd z matki konta. Konsekwentnie wywalam kolejne graty i układam listę co muszę w mieszkaniu u matki wymienić na nowe.
W planach na najbliższy weekend mam suszenie gruszek. Dziś byliśmy na działce wyłączyć filtry w jacuzzi. Sezon na gruszki w pełni. Może tam coś i zaprawię, bo żal zmarnować ale z umiarem. Na pewno będę suszyć. Kupiliśmy kilka torebek cebulek irysów holenderskich, szafirków, narcyzów i tulipanów. Dokupię jeszcze tych ostatnich, bo im więcej takich wiosennych kwiatków tym lepiej. No i z biurowego trawnika wykopię. I zamówiłam róże. black prince , która mi zmarzła - przezornie mocniej ją w tym roku opatulę i błękitną rapsodię. Ambitnie jak na taką niedzielną ogrodniczkę jak ja, ale obie bardzo mi się podobają i postanowiłam kilka krzaczków szlachetnych odmian w ogródku mieć.
Obmyśliłam już jesienne dekoracje i niedługo zacznę je układać, tak, żeby były gotowe akurat na kalendarzowy początek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz