babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

niedziela, 16 sierpnia 2026

16.08.2026 I po

 długim-krótkim weekendzie. Tym razem tak wyszło. Zwykle w ten weekend mamy jakiś dodatkowy dzień, ale dobre i to. Pojechaliśmy na działkę już w piątek zaraz po pracy. Zapomniałam zabrać ładowarek do czytnika i telefonu ale nie były potrzebne. Piątkowe popołudnie zaliczyliśmy w jacuzzi, potem przyjechała moja kuzynka z mężem i siedzieliśmy prawie po 23.00 popijając drinki i gadając, gadając , gadając... A pogoda sprzyjała , wieczór ciepły i pachnący. Sama przyjemność. Następny dzień był już od rana upalny. Po powrocie od matki i śniadaniu urządziłam małe żniwa. Zebrałam cebulę, patisony, marchewkę i buraczki (kilka sztuk, w tym roku nie obrodziły, pewnie było im zbyt zimno) i na tym się skończyło, bo zrobiło się straszliwie gorąco. Resztę dnia spędziliśmy więc wypoczywając, trochę na leżakach pod gruszką, trochę w jacuzzi. A że to święto Matki Boskiej Zielnej, a wywodzące się tradycji słowiańskiej - święta miodu i chleba, to sobie wzorem naszych przodków złożyłam zielny bukiet. Z różnych czarownych ziół. Został na działce , może go nawet zasuszę i zostawię do przyszłego roku. Znalazły się w nim zioła wielkiej mocy : bylica co odpędza złe duchy, mięta, krwawnik, wrotycz i nawłoć co leczą i chronią, kwiatostany czosnku , nagietki i nawet gałązka czarnego bzu - przyjaciela ludzi, który bierze na siebie wszelkie ich boleści i jeszcze kwiatostan bazylii. Trochę nie nasze to ziele , ale skoro ma gdzieś daleko we Włoszech swojego świętego i pięknie pachnie to czemu nie? A prócz tego kilka innych ziółek , których nie pamiętam jak się nazywają i czemu służą ale są dekoracyjne. A dziś pogoda radykalnie się zmieniła. Zrobiło się chłodniej, co mnie ucieszyło. Od wczesnego rana zabrałam się do pracy. Posadziłam kolejne kwiaty, przesadziłam ogromny pomarańczowo kwitnący krwawnik i liliowce a po wycieczce do matki i śniadaniu małżonek wszedł na drabinę i pozrywał jabłka, a ja zerwałam resztę ogórków i fasolki. Powkładałam tez do słoików malutkie jabłuszka. Robię taki kompot z jabłuszek w całości, Pięknie to wygląda i pysznie smakuje. Niestety musiałam takie słoiki zabrać do domu, bo cukru używamy w ilościach śladowych i na działce niestety nie miałam. Jakieś pół szklanki. Za mało na lukier do zalania jabłuszek. Małżonek pościnał jeszcze przerośnięte trawy na łączce. Zdążyłam też pociąć jabłuszka do suszenia. Mam suszarkę więc załadowałam i będą się suszyć do jutra na niskiej temperaturze, Na wigilijny kompot jak znalazł. Do podjadania zamiast słodkości też.  A potem zaczął padać deszcz. A skoro tak, to załadowaliśmy wszelkie działkowe dobro auta i wróciliśmy do domu. Zalałam lukrem jabłka i zrobiłam zaległą przepierkę. A teraz siedzę sobie z laptopem i nie zamierzam już nic więcej robić. Dobrego tygodnia. 

I jeszcze kolejne moje kwiatki: rutbekia , kosmos siarkowy i  nachyłek