babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

sobota, 25 maja 2013

25.05.2013 Sobota w deszczu

Od rana miasto zalewają strugi wody . I bardzo dobrze , bo deszcz w naszej okolicy bardzo potrzebny . Od dwóch miesięcy właściwie nie padało, pokropiło zaledwie . Zieleń odżyła i wyostrzyła kolory a zapachy zintensywniały . Właściwie to lubię deszcz. .. Widok kropel wody na płatkach kwiatów, trawie , listkach i gałązkach jest jedyny w swoim rodzaju. Szkoda tylko ,że tak zimno , tylko 8 stopni na plusie .Wczoraj zaliczyłam kolejny spacer z kijkami . Dobrze mi to robi. Moje panie kijkowe mają lenia , narzekają ,że im się nie chce ale idą . A mnie jakoś się chce . Zawsze byłam osobą dynamiczną , ruch to mój żywioł więc te wędrówki sprawiają mi przyjemność. Okien w kuchni znów nie umyję , chyba,że do mojego powrotu z pracy deszcz ustanie . Mężuś kontynuuje drobne naprawy w domu , a ja muszę zająć się domowymi sprawami ; takie tam przepierki, sprzątanie , gotowanie … Dziś pierwszy w tym roku letni obiadek ; młode ziemniaczki , kalafior i sadzone jajo ze szczypiorkiem , mniaaaam. Chyba wskoczę jeszcze do osiedlowego sklepiku po maślankę .żeby było całkiem letnio. A jutro szparagi !!! Uwielbiam szparagi. Mężuś zjada ale się nie zachwyca , ale w sezonie przynajmniej z 2-3 razy muszę je podać. Przecież to jeden z naszych wielkopolskich przysmaków .Na niedzielę nakupiłam owoców i zrobię jakiś sernik na zimno . Czymś trzeba rodzinkę uszczęśliwić.
Zastanawiam się kiedy w końcu moja matka się ustatkuje. Znów nam numer wycięła. Nikomu nic nie mówiąc pojechała sobie dziś rano w góry na tydzień ze swoimi emerytami. Pewnie w ogóle byśmy się tego nie dowiedzieli , ale starsza synowa spotkała ją w wczoraj w sklepie jak kupowała jakieś „Życie na gorąco” czy inny szmatławiec , „na drogę , żeby jej się nie nudziło w czasie jazdy” , raczyła synową poinformować . No to Młoda ją wypytała co i jak. No ja p.....e. Niech jedzie , nie mam nic przeciw temu , niech se nawet „wnuczka” przygrucha jak chce , ale do licha , ona ma 77 lat , niech choć poinformuje ,że się gdzieś wybiera,. Jak się jej coś stanie to nawet nie będziemy wiedzieli gdzie jej szukać . I pytanie za co pojechała ? Aż się boję do spółdzielni mieszkaniowej dzwonić , żeby sprawdzić czy za mieszkanie płaci. Tym samym życzenia na Dzień Matki ograniczą się do telefonu – jeśli w ogóle go odbierze.
Po południu jedziemy z życzeniami do teściowej. O teściową się martwię . Choruje, a żaden medyk nie potrafi powiedzieć na co . Jeden gada,ze bóle, bo biodro do wymiany, inny,że reumatyzm w kolanie , jeszcze inny co innego , do tego sprawy nerkowe, bolące ramie , po wypadku sprzed kilku lat i rozrusznik serca . Cierpi kobieta. Ja myślę ,że powinien ją geriatra zbadać , sprawdzić leki , czy na pewno wszystkie , które jej medycy pozapisywali może brać i zapisać leczenie stosowne do jej wieku . Ale Szwagroska wie swoje . Woli latać po wszystkich możliwych lekarzach w okolicy . Każdy gada co innego , jeden od drugiego mądrzejszy , a Babcię jak bolało tak boli.
A mnie naprawdę jakiś SKS dopada . Rano zapomniałam sobie ciśnienie zmierzyć , ale to pikuś , mogę to zrobić później i zabrać leki, które mam brać przed południem . Chyba sobie porozkładam , po wszystkich torebkach , które noszę w ciągu tygodnia,żeby mieć pod ręką … Babcia się robię , nie ma to tamto. A propos babci , dostałam nowe zadanie babciowe ; muszę uszyć ubranko dla Mini , dziewczyny Myszki Miki. Młodzież kupiła Heluni używaną maskotę jej ulubionej postaci z bajki , tyle,że golasa . Mam jej kreację zrobić. Zrobię , już nawet kupiłam materiał w biało -c zerwoną krateczkę i czerwoną koronkę . Od tego są przecież babcie ,żeby takie rzeczy robić.
Fajnie dziś gra moje ulubione radio Merkury.
****************************
                                                 *****************************

Sobota 21.40 
Plan prawie wykonany.  Kawałek podłogi naprawiony , pranie w trakcie ( gosposia czyt. pralka się tym zajmuje ) . Sernik właśnie chłodzi się w lodówce . Teściową odwiedziliśmy . Obolała , z trudem się porusza i widać ,że jest źle , bo nawet do rozmowy się nie włączała. 
W drodze powrotnej z radia włączonego w aucie dowiedzieliśmy się ,że płonie sala ciszy , pozostałość po dawnym Tonsilu , niegdyś duma zakładu i miasta , jedyna taka w Europie , służyła do testowania głośników. Przyjeżdżali do nas z tak sławnych firm jak Thomphson czy Grundig testować swój sprzęt . A dziś zakłady w stanie szczątkowym . Jednym z ostatnich budynków przeznaczonych do rozbiórki była własnie ta sala.. Zapaliła się pianka poliuretanowa , z której było wykonane wygłuszenie.  Nie wiem co o tym myśleć , może po prostu przypadek , jakieś zaprószenie ognia przez bezdomnych , którzy się po tym terenie kręcili , a może celowe ,żeby developerowi , który to kupił nic już nie stało na przeszkodzie do rozbiórki , bo oztatnio podnosiły się głosy,   żeby salę ciszy zachować i stworzyć tam muzeum zakładu . dawni pracownicy łudzą się wciąż ,że zakład w jakiś cudowny sposób odżyje. Miasto zadymione , odcinek krajowej 15-tki zamknięty , akcja ratownicza na wielką skalę aż 22 zastępy strażaków z miasta i okolic, nawet z Poznania . Ginie w płomieniach kawałek historii miasta . Zginąłby i tak prędzej czy później , zrównany z ziemią przez developera . Szkoda . 

środa, 22 maja 2013

22.05.2013 Spraw babusinych kilka

Wreszcie jakoś prawy z robotą ruszają z miejsca. . Powoli ale może się rozkręci choć trochę . No i sezon burzowy się zaczął . 
Znowu mam kłopoty z ciśnieniem . Sprawa prozaiczna i rodzinna. Ja i tak długo się uchowałam . Moja matka, ciotki i kuzynku zaczynały na to chorować zanim jeszcze 40-tkę przekraczaly.  Medyk leki mi zaordynował i mierzenie codziennie . Mierzę . Po tabletkach mam nieco lesze , ale dopiero od trzech dni je biorę. SKS  jakiś czy co ? 
Zaczynam nosić ciuszki , których nakupiłam zimą . Druga bluzeczka też bardzo dobrze leży i ładnie wyszczupla , tylko jak zwykle poniosła mnie fantazja . Zapina się na malutkie haftki - co najmniej 30.  
Tak poza tym , kupiliśmy dzieciaczkom prezenty na dzień dziecka . Dla Krzysiaczka autto-transformersa  sterowanego pilotem na kabelku , dla Helci mebelki do jej domku dla lalek. 

niedziela, 19 maja 2013

19.05.2013 Weekend inny niż zwykle

 Ostatnie dwa dni intensywne i zdecydowanie inne niż pozostałe weekendy 

 Żeby nie było nudno wstawiam w tekst parę fotek.
  W piątek wyrwałam się wreszcie na kijki. Zasiedziałam się przez ostatni tydzień strasznie. Szlak kijkowy pachnie rzepakiem , a od żółtego koloru aż oczy bolą 

Wczorajsze szkolenie trudne i długie, trzeba było naprawdę mózg wysilać . Program spotkań biznesowych napięty i zaplanowany co do minuty. Na wypoczynek zostało ledwie półtorej godziny przed kolacją. Kolacja   na zupełnym luzie - bez wizytowych garniturów i sukien. i ciąg dalszy rozmów i wymiany doświadczeń. Było intensywnie . Tak po 23.00 można już było odpuścić i przejść na prywatny kanał.  I dobrze. jedzonko było pyszne , południowy lunch ( powiało wielkim światem - pojęcia nie mam dlaczego ludzie przyswoili sobie to słowo , brzmi kretyńsko) również .Po pierwszej w nocy wszyscy mieli dość i się zaczęło na sali przerzedzać . Rano, wiadomo, śniadanie, pożegnanie , odjazd - proporcjonalnie do odległości do pokonania . Najwcześniej wyjeżdżali Tarnowianie , Krakowiacy , Lublinianie itd. My jako jedni z ostatnich.. Co to dla nas , wprawionych w nieustannym przemieszczaniu się 140 km. 


Na Zalewie Koronowskim jeszcze spokojnie . Sezon ledwie się zaczyna 



 

Załapaliśmy się na rosół z makaronem u młodszej synowej . Miałabym problem z obiadem dzisiaj. Nie wzięłam pod uwagę ,że dziś Zielone Świątki i sklepy ustawowo nie czynne. Ani chleba , ani nic na niedzielny obiad nie kupiłam w piątek. 
Popołudnie też nie standardowe jak dla nas . Wybraliśmy się rowerami do pobliskiej wsi na " Niedzielę za miastem" . Burmistrz organizuje takie ni to festyny ni to pikniki przez całe lato . Co tydzień w innym miejscu. Zjechaliśmy się z młodzieżą. maluchom się podobało  skakanie w dmuchanym domku , malowanie buzi , i jakieś zabawy. Dla dorosłych też były atrakcje ; występy miejscowych zespołów ludowych i disco polo , piwo z pobliskiego browaru , strzelanie z łuku i z wiatrówki.. Nie lubię takich imprez , ale nie siedzieliśmy na kanapie a to się liczy. W czasie kiedy byliśmy na festynie w automacie piekł się chlebek na kolację . Wróciliśmy na kilkanaście minut przed    końcem cyklu pieczenia . Na imprezce oczywiście co trzeci to klient albo jakiś znajomy . Mężuś obgadał przy okazji temat mostu radiowego z Konsulem Królestwa Belgii ( mieszka w miejscowości gdzie był festyn) . Gość jest "wporzo', wrósł w miejscową społeczność ,kilka lat temu ożenił się z Polką z okolicy , dziecko posyła do miejscowej szkoły , spotykam go czasem na zakupach Biedronce , mówi bardzo dobrze po polsku, nawet z lekkimi naleciałościami charakterystycznymi dla gwary wielkopolskiej , prowadzi własną firmę przy domu. Normalny facet . Jeśli ktoś nie wie , nie zgadnie,że to ktoś na tak ważnym stanowisku.  Na scenie brzmiały skoczne nuty disco polo a obok w namiocie miejscowe Koło Gospodyń Wiejskich serwowało kawę i placki własnej roboty

Harcerze prezentowali sprzęt wojskowy z lat 70-tych . Można było ubrać się w kombinezony i maski albo pogadać " z frontem" przez wojskową radiostację 



 












Dmuchany zamek dla maluchów  ( ten duży w koszulce w paski to właśnie Konsul)







Cymbergaj dla trochę większych 



A tu już ludowy zespół zwarty i gotowy do występu 


piątek, 17 maja 2013

17.05.2013 Jak to dobrze,

że już piątek. Ciężki rok , ciężki miesiąc, ciężki tydzień i tak w kółko. Na lepiej na razie się nie zapowiada. Skoczyło mi ciśnienie . Czuję to wyraźnie od jakiegoś czasu. Parę razy sobie zmierzyłam w domu , a dziś zaprzyjaźniony medyk mi potwierdził i zapisał leki. Na razie w małej dawce . No dobra , jakiś czas mogę je brać. Mam nadzieję ,ze skutków ubocznych po nich nie będzie. 
Jutro impreza u producenta central. Nie wiem czego się spodziewać . Zapowiada się trudne szkolenie , potem jakieś sprawy biznesowe ( choć to krótko ) i kolacja . Pewnie będę jedyną babą oprócz dziewczyn z marketingu i szefową handlu . Chociaż może nie , zawsze kilka było na zjazdach . Nowej kreacji nie szykowałam . Kremowe , letnie spodnium i na wypadek ochłodzenia długie czarne spodnie, czarny top i czerwony aksamitny żakiet. 
Po tygodniu przerwy wyrwałam się w końcu na kijki. Pięknie było , choć jutro pewnie będę miała trudności w poruszaniu. Strasznie się zasiedziałam. Powietrze pachnie młodością . Mieszają się aromaty świeżej trawy, rzepaku , bzów  i  ziemi , kwitnących drzew i wiatru. Coś pięknego . Przy przydrożnym Krzyżu spotkałam ludzi śpiewających Litanię do Matki Boskiej i pieśni maryjne. Aż się zdziwiłam,że ludzie jeszcze ten zwyczaj pamiętają i kultywują . Myślałam ,że odszedł bezpowrotnie  tak jak odeszło  dzieciństwo u babci. 

Tak poza tym moja wnusia dostała dyplom przedszkolaka . Była przeszczęśliwa z tego powodu. To był jej dzień w przedszkolu, bo reszta maluchów dyplomy dostała juz we wrześniu  a ona dopiero drugi miesiąc chodzi . Całą drogę do domu podskakiwała   i podśpiewywała " jestem przedszkolakiem , dostałam dyplom" i oczywiście zarządziła, że mają ją przywieźć do babci dziadzi , bo musi dyplom pokazać. 
Wnusiu robi się bardzo podobny do mojego ojca. Nauczył się w końcu wołać siusiu . Z resztą jeszcze nie całkiem mu wychodzi , ale to kwestia kilku najbliższych dni, może kilku tygodni.  

środa, 15 maja 2013

15.05.2013 Wrrrrrr.....

O kant dupy wszystko roztrzaskać . Ten rok jest jakiś trefny.  Ale jak już w Biblii zapisano po latach tłustych przychodzą chude . Oby nie było ich siedem .
Jutro szkolenie i pokaz dla naszych potencjalnie nowych serwisów . W sobotę doroczny zjazd dystrybutorów , tym razem typowo roboczy . Oszczędności. . Wszystkich dopadło .
Wkurza mnie wszystko . ..


wtorek, 14 maja 2013

14.05.2013

Jak przewidywałam tydzień ciężki . Jeszcze nie wiem jak to będzie wyglądać dalej. 
Pozytyw; nie zły kontrakt załatwiony w jeden wieczór i na dodatek płatny z góry . 
Sytuacja z piątku: zadzwonił klient . Na parkingu przed jego hurtownią doszło do stłuczki. Sprawca uciekł. Dostaliśmy zlecenie odszukania obrazu z kamery. Znalazł się a i wszem . Trafiła w auto jedna pańcia z zusu . I była jeszcze na tyle bezczelna, że poszła do sklepu jak by nigdy nic zrobić zakupy, wyszła,jeszcze się popatrzyła wprost w kamerę , wsiadła do auta i odjechała. Zdziwiła się zapewne ,kiedy poszła do niej policja, ale dobrze jej tak ; nie ucieka się z miejsca wypadku . Kamera namierzyła tablicę rejestracyjną w całej okazałości..  
Może jeszcze później tu zajrzę , ale musimy się zbierać do klienta . Jak chce płacić zaliczkę , to trzeba po nią jechać i dostarczyć mu już część materiału. 
Bolą mnie dziś plecy. Cały dzień siedziałam przy kompie.
************
Dwie godziny później ...
Interes ubity. Kasę dostałam do ręki . 
Ogólnie rzecz biorąc łapy na wszystko opadają . Poczytałam dziś dla oderwania się od ofert kilka newsów. 
Ekonomia : spadek wzrostu gospodarczego do 0,4%. Noooo, nic nowego , daje się odczuć . 
Zdrowie : Angelina Jolie kazała sobie amputować zdrowe piersi w obawie przed rakiem. Trzeba mieć nie źle zorany łeb żeby coś takiego zrobić będąc zdrowym . No i być hipochondrykiem do potęgi albo chcieć zrobić sobie reklamę.
Prawo : nowy prezes telewizji  wymyślił projekt ustawy o płaceniu abonamentu ( czytaj : podatku od posiadania telewizora , radia i komputera) . Płacić mają wszyscy , którzy mają w domu prąd . Gość założył,że jak się ma prąd , to ma się i radio i komputer i telewizor. 
Polityka : nowe pomysły podatkowe; ma powstać jakaś komórka do ścigania takich , którzy rzekomo zawyżają koszty ,żeby umniejszyć podatek. Np. ktoś wymieni  samochód na nowszy a urzędnik będzie to mógł zakwestionować i ukarać , bo zaniża podatek . Pogratulować pomysłowości na zniszczenie przedsiębiorczości.  Znaczy się sytuacja finansowa Kraju jest gorsza niż nam się mówi. Rozpaczliwie szukają kasy. 
Nic tylko wiać do Chin. 

sobota, 11 maja 2013

11.05.2013 I znów sprawy babusine

Sobota w deszczu . Właściwie niczym nie różni się od innych . Rano zakupy, jakieś domowe porządki i przepierki .Potem biuro , obiad i znów domowe drobiazgi. Wyskoczyłam też  na działkę po rabarbar i bez. Za wiele jeszcze nie wyrosło. Bez dopiero zaczyna rozkwitać , rabarbar zagospodarowała moja matka ( zawsze lubiła i jak tylko się pojawiał gotowała kompot w ilości dla kompanii wojska) ale na mały placek wystarczyło. Zaczyna też rozkwitać konwalia. Urwałam mały bukiecik. . Pachniało by pięknie w mieszkaniu, gdyby nie lakier podłogowy. Ciąg dalszy naprawiania podłogi. Mężuś kontynuuje karierę bohatera we własnym domu. W piecyku piecze się placek z rabarbarem. Ciekawam jak się uda, bo po raz pierwszy robiłam ciasto w moim wypasionym robocie i po raz pierwszy piekę drożdżowy w nowym piekarniku. 
Z innych spraw to zostałam wrobiona przez starszą synową naprawy krawieckie i poprawki. ciuszków . Od czego są teściowe. Zrobiłam . Jeszcze tylko muszę nad kurteczką wnusi popracować , ale to wymaga  czasu.  Dziecko jakimś cudem wyrwało sobie rękaw ?????? 
 Jutro zamierzam wypoczywać i nie myśleć o kolejnym tygodniu ( zapowiada się bardzo ciężki ) .
Teściowa choruje- bóle w nogach i kręgosłupie jej nie minęły, przyplątały się też jakieś sprawy z nerkami.  Wiek , niestety. A lekarze mało się przykładają do pracy w takich przypadkach.