A dokładniej to wymiana pierwszej z dwóch kanap u mojej matki. Bałagan z tym związany to jedno , a awantura jaką urządziła na widok nowej to drugie. Przeżyłam. Co prawda nogi to mi wlazły , wiadomo gdzie i krzyż do dzisiaj boli ale jakoś przeżyłam. Nie odezwała się do mnie do wczorajszego wieczoru. A chłopaki na własne oczy zobaczyli z czym się mierzę na co dzień, bo jak mówię to nie do końca dowierzali. Dopiero jak wczoraj wieczorem dostała kolację to jej minęło a o zmianie nie już pamiętała. Chłopaki szybko się uwinęli z wyniesieniem starej , potem ją zawieźli na gpszok a ja sprzątałam. A jak już przywieźli nową to matka dostała amoku. Wrzeszczała , wyzywała nas od najgorszych , fochy strzelała a na koniec przestała się odzywać. Nikt się jednak tym nie przejął, zrobiliśmy co trzeba. Muszę teraz jeszcze założyć nową narzutę, już kupiłam i wymienić narzuty na fotelach. też już mam ale na razie nic nie robię, poczekam kilka dni aż całkiem zapomni o sprawie.
Wczoraj jak to w święto, obchodziliśmy cmentarze i właściwie do tego sprowadził się dzień a jak zwykle. Praca. Pół dnia zeszło nam na łączeniu się z portalem Ministerstwa Sprawiedliwości w celu oddania głosu za ugodą z naszym dłużnikiem. Parę zaległych tysięcy z odsetkami piechotą nie chodzi, ale żeby w dwóch okienkach haczyki podstawić zmarnowaliśmy 4 godziny. Tak porąbanych aplikacji nigdzie nie trafiłam. No nie, z jednym wyjątkiem ale to było jakieś 12 lat temu.
Jutro nasz starszy syn obchodzi 45 urodziny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz