babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

czwartek, 7 listopada 2013

7.11.2013 Spraw babusinych kilka

Anyżki - moje ukochane ciasteczka z dzieciństwa . Mężuś był u klienta na wsi i kupił w wiejskim sklepiku . Zeżarłam prawie całą torebkę. Wiem, wiem , odchudzanie itd , ale te ciasteczka zniknęły ze sklepów i piekarni , więc jak się trafiły , no to skorzystałam .  Przypomniały mi wakacje u Babci i u dziadkowego brata - piekarza . Wypiekał je w ilościach hurtowych i zawsze w domu były . Babcia trzymała je w zielonym pudełku na toaletce . Pychotka ! 
Emerytura pracodawcy ! Ha! Ha! Ha!  Zakład Utylizacji Szmalu łaskawca - przysłał mi  wyliczenie mojej hipotetycznej emerytury , na którą po zmianach mogę się udać w wieku 62 lat i dziewięciu miesięcy . Oszałamiającą : dostanę aż 747,85 zł  a jeśli składki OFE przeniosę do zusu to będzie więcej : 
 aż 812,46zł !!! No po prostu  szaleństwo ! Aktualna składka , ta najniższa od pracodawcy wynosi  972 zł z groszami  , czyli dostanę mniej niż wpłacam . Gdzie różnica ?  Po cholerę to płacimy ?  Na szczęście możemy sobie sami opłacać dodatkowe fundusze i mieć w nosie zus . Gdybym tę kasę co miesiąc odkładała do np. skarpety albo do banku to po 40 latach byłabym bardzo bogatą osobą, nawet gdyby żaden procent nie rósł. 
Przed nami weekend imprez rodzinnych ; 32 urodziny starszego synalka, imieniny młodszego, 4 -latka Heluni , no i Świętego Marcina oczywiście. . 
Co za świat : gwiazdorki i aniołki już pracują w marketach i reklamie a telewizja reklamuje i poleca "Sylwester bez gaci ". 

                                    Fajna aranżacja 




wtorek, 5 listopada 2013

5.11.2013 Fotki sklepowo - trawnikowe

Dookoła pomnika rosną i cieszą oko takie okazałe kapusty ozdobne  i to coś szaro- białe , co nie wiem jak się nazywa ale wszystko to razem wygląda efektownie 








Akurat dziś skromne ( bywały już ciekawsze , ale nie miałam nigdy czasu ,żeby obfotkować) , ale te kreacje to nic innego jak powiązane razem obrusy i pościele , bo to sklep z bielizną pościelową i stołową .





I nowy sklepik ( mały i ciasny ) pod tytułem "MODA WŁOSKA" - Lucia coś dla Ciebie 
Tylko tak sobie myślę,że to co ten sklepik oferuje   Włoch nie widziało , a jeśli nawet to pochodzi z jakiś zapomnianych magazynów . 






poniedziałek, 4 listopada 2013

4.11.2013 Sprawy babusine

Świąteczny weekend nie zbyt intensywny. Pierwszego , wiadomo; wizyty na cmentarzach , kawa u teściowej, spokojny wieczór w domu . W sobotę , też właściwie na luziku .Rano w trakcie zakupwej wędrówki po mieście pstyknęłam nawet kilka fotek - takie ciekawostki sklepowo- trawnikowe ( wrzucę jak odratuję telefon , bo na razie się ładuje i nie mam możliwości zgrania zdjęć na komputer - a wczoraj o tym nie pamiętałam ) .  Po obiedzie zabraliśmy maluchy i pojechaliśmy do Szubina zapalić znicze na grobach moich dziadków i pradziadków .  Maluchy miały frajdę z przejażdżki dziadka wanem . Rozpadało się więc nic więcej poza zapaleniem zniczy i krótką modlitwa nie dało się zrobić. Maluchy odstawiliśmy do domu i dokończyliśmy wieczór przy telewizorze. Niiedziela całkiem spokojna i leniwa. Lało prawie cały dzień .Przynajmniej się wyspaliśmy . Mężuś prawie  do południa, a ja ucięłam sobie drzemkę po obiedzie ( już nie pamiętam kiedy mi się to ostatnio udało).  Jakoś niemrawo wszystko się toczy ostatnio . Nie lubię takiego marazmu . Wolę jak jest szybko i dużo . Nic mi się nie chce . Chociaż może nie zupełnie tak . Nie mogę się szybko zmobilizować do różnych spraw. Odkładam na później , a wiadomo: raz odłożona sprawa odkłada się już dalej sama. Na szczęście jeszcze jeden wolny weekend przed nami, a potem to już blisko do Świąt . Jutro czeka mnie dużo pracy . Kolejny projekt do przygotowania i drugi do przeróbki na tańszą wersję .  

czwartek, 31 października 2013

31.10.2013 Święto wyszczerzonego korbola

Tak mi się nasunęła rodzima nazwa jako alternatywa dla "Halloween-u" ,w odpowiedzi na te wszystkie   dynie i przebierańców łażących po domach i wypraszających cukierki i oczywiście uczone dysputy w mediach. Śmiech ... 

Właściwie to dzisiejszy wieczór powinien skłaniać do zadumy ; jutro Święto Zmarłych jak by nie było . Rzecz w tym ,że gdzie nie spojrzeć wszędzie się cisną celtyckie duchy i potwory , czarne koty, nietoperze i oczywiście wyszczerzone , pomarańczowe korbole ( dynie znaczy , dla nie zorientowanych spoza Wielkopolski) . Wydrążone dynie , albo rzepy z ogarkiem w środku , w naszej słowiańskiej tradycji też się przewijały , w niektórych regionach , ale miało to powiązanie ze obrzędem Dziadów. Chodziło o to,żeby błąkającym się po świecie duszom zmarłych oświetlić drogę w zaświaty. Z tych samych powodów , w niektórych rejonach palono ogniska na rozstajach dróg.I to jestem w stanie zaakceptować , jako Słowianka .  Co do reszty ; no cóż , komercja , komercja , komercja.  Okazja do zarobienia kasy jak każda. Można na czaszkach i czarnych, kotach, można na korbolach , można i na kwiatach, zniczach , wiązankach i świerkowych gałązkach . ba, można i na mandatach z zbyt szybką jazdę ... I wszyscy zadowoleni ... Tylko nie wiem czy naszym zmarłym  ta cała oprawa , ten blichtr i przepych po myśli .Im raczej wystarczyłyby dobre myśli i modlitwa . Tego problemu nie rozgryzę chyba nigdy i zawsze będę się nad tym zastanawiać. Jutro staniemy wszyscy nad miejscem spoczynku naszych bliskich , na starym zabytkowym cmentarzu , przy grobach mojego ojca i wnuczka , pradziadków mężusia ( to miejsce kiedyś będzie  nasze - tak sobie z małżonkiem postanowiliśmy) , odmówimy modlitwy przy zbiorowej mogile Powstańców Wielkopolskich , zatrzymamy się w najstarszej części , gdzie snem wiecznym śpią Dzieci Wrzesińskie a potem pojedziemy na drugie nabożeństwo na nowy cmentarz , odwiedzić dziadków mężusia i tych wszystkich , których znaliśmy ; z rodzin bliższych  i dalszych , znajomych , przyjaciół. Nie dotrzemy oczywiście do wszystkich , rozmiary nekropolii i tłumy ludzi temu nie sprzyjają ,więc dla nich zapłoną tylko symboliczne lampki.. A potem jak zwykle zjedziemy się wszyscy u teściowej na kawie i słodkim. Jakoś tak od lat się utrwaliło,że spotykamy się w tym dniu u niej.

Ciekawostka : 
dwaj dziesięciolatkowie z Lubonia k Poznania napisali list do burmistrza z prośbą o pozwolenie na budowę szałasu . Burmistrz odmówił, bo wskazany teren nie jest własnością miasta . Nie w tym rzecz jednak . To nie pierwszy przypadek w Wielkopolsce kiedy dzieci zwracają się oficjalną drogą do władz , w celu załatwienia jakich swoich spraw.   Mentalność wielkopolska najwyraźniej w genach zakodowana ; porządek musi być  i tyle  

wtorek, 29 października 2013

29.10.2013 Parę spraw babusinych

Mężuś dziś na imprezie sponsorów. Męska rzecz . Nie poszłam . Gość , który przyniósł zaproszenie sugerował przyjście z synem . Synowie nie chcieli , to małżonek poszedł sam . Byłam raz . Tak się złożyło,że była tylko jedna pani + ja , no i cały ten męski świat dziwnie na nas spoglądał. No dobra , rozumiem , sport to sport. Za to na dobrą kolację się mężuś załapie a ja przyoszczędzę . 
Coś mnie łamie w kościach . Chyba się skończy jakąś infekcją . Nie ma się czym przejmować ; przyszło to i minie. 
Znalazłam materiały do firmowego albumu. Na drugiej półce trochę i w szufladzie trochę . Wiedziałam,że muszą być gdzieś w zasięgu ręki i wzroku. Teraz już nic nie stoi na przeszkodzie,żeby ruszyć z albumem. Na 23 listopada zdążę. 
Zaszalałam , kupiłam torebkę . Taką z babcinej szafy , w netowym sklepiku , który ma w nazwie " vintage". Dziwaczne słówko. Lepiej brzmiałoby retro .Torebeczka w bardzo dobrym stanie , śliczna i jeszcze na gratisowy szaliczek w tulipany się załapałam. 
Dawno marzyła mi się taka gobelinowa torebeczka . Nada się do wieczorowej kreacji i do moich długich spódnic i sznurowanych botek też będzie jak znalazł.


Na świecie pięknie . Takie zielono - czerwone cisy cieszą oko w okolicy mojego biura i na kilku innych skwerkach .


poniedziałek, 28 października 2013

28.10.2013 Takiego czegoś jeszcze nie wywinęłam

odkąd zmianę czasu wprowadzili . Wydało się później . Mężuś nie kazał mi przestawiać zegara w telefonie, bo się miał sam przestawić . Zwlokłam się wczoraj około ósmej rano popatrzyłam na zegar , nie przestawił się , popatrzyłam dla pewności na telefon mężusia - przestawił się na czas zimowy. No to swój przestawiłam ręcznie . Dzisiaj rano; śpię sobie spokojnie , obudziłam sie jak zwykle po drugich kurach , popatzryłam na zegar i stwierdziłam ,że mam czas na wstawanie . O 6.50( tak mi się zdawało)  zwlokłam się  z łóżeczka i bez pośpiechu zaczęłam się szykować do pracy . Jak mi czajnik zagwizdał to poszłam do kuchni zalać kawę z miotły , no ... i popatrzyłam na zegar przy piecu , którego nie chciało mi się wczoraj przestawiać . Wskazywał  9. 23 . Coś mi nie pasowało. Popatrzyłam na swój telefon 9.22 . Szok ! Poszłam mężusia obudzić , popatrzyłam na jego komórkę : 8.22.  Kiedy mi się ten zegar przestawił nie wiem . Jakoś nie zauważyłam wcześniej. Do biura dotarłam haniebnie spóźniona , bo o 8.44.Na szczęście żadnego spotkania nie mieliśmy umówionego. Sprawę wyłożył mi starszy synalek ; w moim modelu trzeba ustawiać strefę czasową ( a skąd niby miałam o tym wiedzieć ) , a ja nie ustawiłam . No to się przestawił w/g jakiegoś innego klucza . Jakiego , nie mam pojęcia.. 
Czas to moje przekleństwo i mój sprzymierzeniec . Przekleństwo , bo nieustająco mylę daty i wciąż mi go brakuje , a sprzymierzeniec ( dzięki mu za to) , bo na wiele spraw muszę dłuuuuugo czekać , bardzo długo , ale się realizują . No i jego upływu wciąż nie widzę w lustrze ...  
A poza tym nic szczególnego . Dzień jak każdy . Zbieram się do dietetyczki , mam już wyniki , teraz notuję co jem ; na stronie piszą ,że należy sobie przed pierwszą wizytą taki mini raport zrobić z trzech dni.  No to robię . Prawdę powiedziawszy nie specjalnie jestem do takiej wizyty przekonana . Jak dotąd żadne odchudzanie mi nie pomogło. Nawet  "mż ". To znaczy nie całkiem , 4 kilo straciłam , ale przez 4 lata i znów w miejscu stanęło.  Niektórzy są uprzywilejowani pod tym względem , wystarczy ,że   tylko słodkie przestaną jeść albo jakiś suplement sobie zapodadzą i od razu tracą na wadze , a ja nie wiem co musiałabym robić żeby do swojej wagi wrócić.   Mężuś namawia mnie żebym poszła i tak zrobię ale bez przekonania . 


niedziela, 27 października 2013

27.10.2013 Najkrótsze dni w tygodniu

czyli sobota i niedziela . Planów szczególnych nie miałam , ale też nie wiele zrobiłam. Trochę poczytałam , popilnowałam wnusi , coś tam ugotowałam ... Takie tam... Wciąż liczę czas na to , czego nie zdążyłam zrobić . Jak nie zrobię w sobotę lub niedzielę to w tygodniu raczej nie mam szans. I tak mi ucieka z tygodnia na tydzień , z dnia na dzień...  Nie nadążam za własnymi myślami . Dobrze,że dwa weekendy przed nami ...
Dobrze schowałam materiały do albumu o firmie. Teoretycznie powinny być na drugiej półce i pewnie tam są , ale żeby je wydobyć będę musiała zawartość półki wyjąć . A już myślałam ,że sięgnę ręką i gotowe. Tym sposobem , w sobotę nie ruszyłam książki jak miałam w planach. 
Dziś spokojnie . Nadszedł czas długich wieczorów. Dopiero zbliża się siedemnasta a już ciemno. Za wcześnie. Nadal ciepło jak na te porę roku.