Czyli nowy komplet garnków . Moje prawie 20-letnie ( dobra, markowa firma niemiecka) definitywnie żywot swój długi i pracowity zakończyły. Od jakiegoś czasu zaczęło się w nich przypalać , poodpadały ucha i w ogóle straciły na wyglądzie. I tak sobie planowałam i planowałam zakup i w końcu kupiłam. Trafił się solidny komplet ze stali nierdzewki w Lidlu. Pięć różnej wielkości garnków z grubym dnem , sześć szklanych pokrywek i koszyk do gotowania na parze pasujący na trzy wymiary garnków. Za komplet tej samej firmy w Tesco tylko z patelnią teflonowaną z cienkim dnem i 1 rondlem zamiast zwykłego garnka musiałabym zapłacić ponad 200zł więcej i nie do końca byłby mi przydatny i praktyczny. Uchwyt rondelka zajmuje dużo miejsca w szafie , a patelni nie potrzebuję, bo akurat kupiłam sobie niedawno z powłoką ceramiczną – o niebo lepiej się sprawdza niż teflonowa. Można nawet ten mój nowy nabytek myć w zmywarce. Jedyna jego wada, to pokrywki ze szkła – niestety nie są głupotoodporne więc muszę uważać żeby przypadkiem nie spadła mi któraś na podłogę . No i się cieszę jak dziecko. Jutro zrobię im nowe miejsce w szafce . Stare garnki i jeden w nie złym stanie, ale zajmujący dużo miejsca rondel wyniosę na śmietnik ( złomiarze się obłowią ) ,prawie nowy garnek do gotowania na parze już sobie zaklepała u mnie młodsza synowa i zacznę eksploatować nowy komplet A co, nie będę czekać na nową kuchnię ! Ciekawe czy okażą się takie porządne jak wyglądają.
A tak poza tym , to pracuję nad okładkami do zeszytów z przepisami kulinarnymi.. Jedna prawie gotowa.. Całkiem ładnie to wygląda – przynajmniej na tym etapie , na którym jestem..
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
piątek, 28 października 2011
poniedziałek, 24 października 2011
24.10.2011 I znów zwykłe sprawy babusine
Lista się zmniejszyła o kolejne dwie pozycje. Byliśmy na grobach dziadków i pradziadków i na wystawie rolniczej. Do sklepu z dekoracjami już nie zdążyłam. Trudno. Jak zechcę coś kupić to i tak tam pójdę , a póki co planów zakupowych nie miałam , byłam tylko ciekawa rocznicowych atrakcji. Marnie mi na razie idzie robienie sukienki dla wnusi . Dni i wieczory jakieś takie krótkie, i jakby szybciej uciekały a pracy wciąż mnóstwo. Prezenty wymyśliłam – przynajmniej dla babć . Kupię drewniane gadżeciki i ozdobię decoupagem.. Wczoraj sobie przeglądałam w necie różne sklepiki z takimi rzeczami. Tanie i ładne , no a poza tym będą niepowtarzalne. Zacznę jednak od zeszytów z przepisami. Jak zaplanowałam. A poza tym do listy doszedł mi kolejny punkt. Dekoracje świąteczne...
Przy okazji odwiedzania grobów spotkaliśmy się z wujem. Kolejny tom naszej rodzinnej księgi stoi już na półce. Wyszedł pięknie , z jednym małym błędem w imieniu , ale zrobię małą erratę i będzie dobrze.
Jutro mój mężuś jedzie na baaaardzo ważne spotkanie : trzech starostów powiatów, wojewoda wielkopolski,,wojewódzki komendant straży pożarnej i komendant powiatowy straży pożarnej . A kto jeszcze to się okaże na miejscu. Jedzie jako ekspert od systemów łączności. Trochę puchniemy z samozadowolenia – jak by nie było , jesteśmy firmą mikro z niewielkiego miasta powiatowego , a jednak to nas a nie firmę z Poznania czy innego dużego miasta poproszono o zaopiniowanie istniejących rozwiązań i opracowanie nowych założeń do systemu. .
A za równiutkie dwa miesiące Gwiazdka . Doczekać się już nie mogę . Przez te nasze maluchy . Musi być wesoło kolorowo i dużo niespodzianek. Czas je zacząć obmyślać.
Przy okazji odwiedzania grobów spotkaliśmy się z wujem. Kolejny tom naszej rodzinnej księgi stoi już na półce. Wyszedł pięknie , z jednym małym błędem w imieniu , ale zrobię małą erratę i będzie dobrze.
Jutro mój mężuś jedzie na baaaardzo ważne spotkanie : trzech starostów powiatów, wojewoda wielkopolski,,wojewódzki komendant straży pożarnej i komendant powiatowy straży pożarnej . A kto jeszcze to się okaże na miejscu. Jedzie jako ekspert od systemów łączności. Trochę puchniemy z samozadowolenia – jak by nie było , jesteśmy firmą mikro z niewielkiego miasta powiatowego , a jednak to nas a nie firmę z Poznania czy innego dużego miasta poproszono o zaopiniowanie istniejących rozwiązań i opracowanie nowych założeń do systemu. .
A za równiutkie dwa miesiące Gwiazdka . Doczekać się już nie mogę . Przez te nasze maluchy . Musi być wesoło kolorowo i dużo niespodzianek. Czas je zacząć obmyślać.
czwartek, 20 października 2011
17.-20. 10.2011 Jak pomyśleli tak zrobili i takie tam ...
Lista o dwie pozycje się zmniejszyła. Wydłużyłam naszyjnik z iolitu ( wygląda przepięknie) i opracowałam materiały do rodzinnych ksiąg, już wysłałam do wuja. Skopiowałam też jedną z książek kucharskich po Babci. Czyli jedna robota z głowy , dwie kolejne w trakcie , bo jeszcze dwa naszyjniki do naprawy i druga książka do skopiowania. Robótki też w trakcie.
Przetrząsnęłam też częściowo swoją szafę, odszukałam zeszyty z przepisami. Chyba jednak oprawienie ich nie będzie takie proste jak mi się wydawało, ale chyba dam radę. I jak to ze mną bywa: zabiorę się za jedno to mi od razu nowe pomysły w głowie świtają . Pytanie co zrealizuję , bo po tygodniowej przyczajce znów mamy nawał zleceń.
Młodzież kuchnie odremontowała. .Jak zwykle u nich efekt końcowy jak żywcem wycięty z desinerskich katalogów.
W piątek mamy bojowe zadanie dziadkowe: aż dwoje do pilnowania razem. Młodzież jest zaproszona na 30-te urodziny do najlepszego kumpla. Mają wrócić wcześnie ( wcześnie to u nich około 2 nad ranem) .
A poza tym : POLSKA POLICJA POTRAFI !!! Młodszy z Pracusiem wyruszyli wczoraj do Gdyni , wykonać zlecenie w kolejnej hali Makro . Po drodze mieli małą awarię auta. Naprawili , ale zeszła im ponad godzina . Żeby zdążyć zanim kierownik Makro , z którym mieli uzgodnić szczegóły skończy pracę i pojedzie ,przydepnęli mocniej pedał gazu. Pech chciał,że przyuważył ich patrol drogówki ; dogonili ,wyprzedzili, zatrzymali . Standardowa procedura , gadanie, spisywanie itp. No i tu jest najlepsze: pan policjant nie zaciągnął ręcznego hamulca , radiowóz się zsunął do tyłu , bo lekko z górki było i trzasnął naszym chłopakom w przedni zderzak !!! Ku wielkiemu zdziwieniu panów policjantów , a jak że !!!Jeszcze nie wiem jak się sprawa skończyła, bo nie było czasu na długie gadanie przez telefon. Ale się dowiem i opiszę .
Przetrząsnęłam też częściowo swoją szafę, odszukałam zeszyty z przepisami. Chyba jednak oprawienie ich nie będzie takie proste jak mi się wydawało, ale chyba dam radę. I jak to ze mną bywa: zabiorę się za jedno to mi od razu nowe pomysły w głowie świtają . Pytanie co zrealizuję , bo po tygodniowej przyczajce znów mamy nawał zleceń.
Młodzież kuchnie odremontowała. .Jak zwykle u nich efekt końcowy jak żywcem wycięty z desinerskich katalogów.
W piątek mamy bojowe zadanie dziadkowe: aż dwoje do pilnowania razem. Młodzież jest zaproszona na 30-te urodziny do najlepszego kumpla. Mają wrócić wcześnie ( wcześnie to u nich około 2 nad ranem) .
A poza tym : POLSKA POLICJA POTRAFI !!! Młodszy z Pracusiem wyruszyli wczoraj do Gdyni , wykonać zlecenie w kolejnej hali Makro . Po drodze mieli małą awarię auta. Naprawili , ale zeszła im ponad godzina . Żeby zdążyć zanim kierownik Makro , z którym mieli uzgodnić szczegóły skończy pracę i pojedzie ,przydepnęli mocniej pedał gazu. Pech chciał,że przyuważył ich patrol drogówki ; dogonili ,wyprzedzili, zatrzymali . Standardowa procedura , gadanie, spisywanie itp. No i tu jest najlepsze: pan policjant nie zaciągnął ręcznego hamulca , radiowóz się zsunął do tyłu , bo lekko z górki było i trzasnął naszym chłopakom w przedni zderzak !!! Ku wielkiemu zdziwieniu panów policjantów , a jak że !!!Jeszcze nie wiem jak się sprawa skończyła, bo nie było czasu na długie gadanie przez telefon. Ale się dowiem i opiszę .
sobota, 15 października 2011
15.10.2011 Sprawy babusine na tę jesień i zimę
Zbierają się , zbierają … Cała litania ( jak zwykła była mawiać moja Babcia) .
I tak:
1.Opracowanie kolejnej partii materiałów do rodzinnych ksiąg – i to już się pilne robi, bo obiecałam skończyć przed Świętem Zmarłych
2.Skopiowanie książek kucharskich z 1918 roku , bo się sypią i dalsze użytkowanie oryginału poważnie zagraża całkowitą degradacją
3.Uporządkowanie zdjęć w rodzinnych albumach , wybranie i obróbka w celu przerobienia nie których na portrety i oprawienie w odpowiednie ramki.
4.Uporządkowanie notatek i dopisanie kolejnych do mojej książki ( strasznie ja ostatnio zaniedbałam)
5.Oprawienie zeszytów z przepisami kulinarnymi zbieranymi przez lata przez Babcię i częściowo przeze mnie . Przepisy jak przepisy , ale mają wartość sentymentalną ( w celu wykonania opraw zamówiłam już nawet akcesoria do decoupagu)
6.Zabrać się za zrobienie albumu firmowego , bo do 25 rocznicy powstania firmy został już tylko rok i niecałe 2 miesiące ( materiały mam zebrane – teraz trzeba przysiąść i uporządkować )
7.Kontynuować robótki, sukienkę dla Helenki i sweterek dla Krzysia , a potem szalik Warty- Poznań dla misia szalikowca na roczek dla wnuczka
8Przerobić naszyjnik z iolitu i naprawić onyksowy i bursztynowy
NO A RESZTA TO DROBIAZGI:
1.Porządki w mojej szafie i szufladach ( zawsze odkładam to na lepsze czasy)
2.Odwiedzić wystawę rolniczą i sklep z dekoracjami do domu ( mają być jakieś fajne pokazy z okazji rocznicy powstania sklepu)
3.Kupić spodnie i buty dla mężusia
4.Kupić jeszcze dwie różane filiżanki ze spodkiem ( aktualnie mam ich 10 , 8 w kompletach po 2 jednakowe i 2 pojedyncze z prezentów)
5.Odwiedzić groby Babci i Dziadka oraz Pradziadków
6Rozejrzeć się za prezentami dla synowych i babć , dla reszty rodziny też ( to będzie wyzwanie , bo ustaliłyśmy z synowymi ,że nie mogą być droższe niż 25 zł. Droższe prezenty daje jeśli chce ,tylko mąż żonie, żona mężowi i wszyscy mogą dać maluchom)
No, to by było na tyle … Starczy mi aby tej jesieni i zimy ????
A poza tym to zaszalałam , a co ! Kupiłam torebkę . Trochę mnie cena gryzła, ale w końcu i tak zaoszczędziłam na płaszczu więc niech tam. Plany na dziś : mycie okien w kuchni , sypialni i pracowni., albo tylko w kuchni i sypialni , zależy jak mi czasu wystarczy . I może upiekę chlebki serowe wg przepisu po Babci .
I tak:
1.Opracowanie kolejnej partii materiałów do rodzinnych ksiąg – i to już się pilne robi, bo obiecałam skończyć przed Świętem Zmarłych
2.Skopiowanie książek kucharskich z 1918 roku , bo się sypią i dalsze użytkowanie oryginału poważnie zagraża całkowitą degradacją
3.Uporządkowanie zdjęć w rodzinnych albumach , wybranie i obróbka w celu przerobienia nie których na portrety i oprawienie w odpowiednie ramki.
4.Uporządkowanie notatek i dopisanie kolejnych do mojej książki ( strasznie ja ostatnio zaniedbałam)
5.Oprawienie zeszytów z przepisami kulinarnymi zbieranymi przez lata przez Babcię i częściowo przeze mnie . Przepisy jak przepisy , ale mają wartość sentymentalną ( w celu wykonania opraw zamówiłam już nawet akcesoria do decoupagu)
6.Zabrać się za zrobienie albumu firmowego , bo do 25 rocznicy powstania firmy został już tylko rok i niecałe 2 miesiące ( materiały mam zebrane – teraz trzeba przysiąść i uporządkować )
7.Kontynuować robótki, sukienkę dla Helenki i sweterek dla Krzysia , a potem szalik Warty- Poznań dla misia szalikowca na roczek dla wnuczka
8Przerobić naszyjnik z iolitu i naprawić onyksowy i bursztynowy
NO A RESZTA TO DROBIAZGI:
1.Porządki w mojej szafie i szufladach ( zawsze odkładam to na lepsze czasy)
2.Odwiedzić wystawę rolniczą i sklep z dekoracjami do domu ( mają być jakieś fajne pokazy z okazji rocznicy powstania sklepu)
3.Kupić spodnie i buty dla mężusia
4.Kupić jeszcze dwie różane filiżanki ze spodkiem ( aktualnie mam ich 10 , 8 w kompletach po 2 jednakowe i 2 pojedyncze z prezentów)
5.Odwiedzić groby Babci i Dziadka oraz Pradziadków
6Rozejrzeć się za prezentami dla synowych i babć , dla reszty rodziny też ( to będzie wyzwanie , bo ustaliłyśmy z synowymi ,że nie mogą być droższe niż 25 zł. Droższe prezenty daje jeśli chce ,tylko mąż żonie, żona mężowi i wszyscy mogą dać maluchom)
No, to by było na tyle … Starczy mi aby tej jesieni i zimy ????
A poza tym to zaszalałam , a co ! Kupiłam torebkę . Trochę mnie cena gryzła, ale w końcu i tak zaoszczędziłam na płaszczu więc niech tam. Plany na dziś : mycie okien w kuchni , sypialni i pracowni., albo tylko w kuchni i sypialni , zależy jak mi czasu wystarczy . I może upiekę chlebki serowe wg przepisu po Babci .
czwartek, 13 października 2011
13.10.2011 Marudziłam , marudziłam
nad tym płaszczem a tu wczoraj sam się trafił.. Weszłam sobie do jednego sklepu, który zwykle omijam , bo jakoś tak mi nigdy nie po drodze , a i oferta oględnie mówiąc średnia – tak trochę rodem z historycznego już ustroju. No i był. Z wszystkich , które przymierzyłam w ubiegłym i w tym tygodniu ten leży na mnie najlepiej, jest mięciutki, nie ma zbyt grubego ocieplenia ( czego nie lubię ) i kosztował tylko 350 zł . Szok : przede wszystkim cenowy – i wcale nie była to wyprzedaż. Wisiało tych płaszczy na wieszaku co najmniej kilka . Jedyna jego wada to nieszczególny kolor. Jest czarny w bardzo ciemne granatowe ciapki – coś a la boucle. Chociaż to boucle nie jest , już raczej fakturą przypomina tweed. . Od dzieciństwa chorobliwie nie znoszę granatowego koloru więc przekonana do końca do niego nie byłam, ale … Jakby na to nie patrzeć zaoszczędziłam jakieś 300-400zł i ładnie w nim wyglądam . Optycznie wyszczupla. Ubiegłoroczny kapelusik w kolorze morskiej zieleni też będzie do niego pasował więc niech stracę. Może go polubię... Tak sobie teraz myślę,że jakaś nowa torebka też by się do niego przydała. Nawet jedną fajną wczoraj widziałam więc przemyślę... A poza tym nie kosztował majątku , a jak nie daj Boże znów kilogramów mi przybędzie ( wolałabym stracić , ale mało realne mi się to zdaje) to płakać nie będę ,że nie pasuje. No , to z zakupów zostały mi spodnie i buty dla mężusia . Kupiłam mu wczoraj nową czapkę i nową koszulę – bez krawata , piękne były , ale się powstrzymałam , choć lubię jak ma ładny krawat na szyi i mu nie złą kolekcję zapewniłam. Gadżety do nowej kuchni też kupiłam. Dwie porcelanowe filiżanki w różyczki i metalową puszkę do herbaty też różaną. Ma się nie złego fioła. Ale co zrobić , mam słabość do ładnych drobiazgów.
środa, 12 października 2011
12.10.2011 Nie po mojemu,
nie i już … Kasa od klientów nie schodzi , mimo to nie jest źle . Jakieś rezerwy jeszcze mamy oprócz tego co na większą siedzibę firmy odkładamy . Wkurza mnie to jak zwykle , ale co mogę zrobić... Dzwonię , piszę monity , w kolejce do „ współpracy” z naszymi prawnikami już stoją następni. .Liczę na to,że jednak zapłacą i się obejdzie bez prawników. Tych najbardziej upartych akurat mi nie żal, bo kasę mają i to nie małą . Najtańsze hobby szefa to stadnina z 55 końmi. Ten oporny z początku roku ma już nakaz sądowy , ale kiedy od niego kasa wpłynie to nie wiadomo.
Poszukiwania zimowego płaszcza zdołowały mnie kompletnie. Raz ,że ciężko w moim rozmiarze coś poszukać w czym wyglądałabym jakoś po ludzku, , to jeszcze ceny obłędne. 1500 zł na płaszcz nie wydam . Liczyłam się z wydatkiem jakichś 600-700zł a tu guzik . Na pocieszenie mam fajne zimowe botki , które sobie kupiłam w drodze na pocztę i do banku .
Odchudzanie się nie sprawdza. Zaryzykowałam , kupiłam jakiś super środek za nie małe jak na taki preparat pieniądze i nic. A miało być tak pięknie. Gwarantowane 6kg na jedną kurację. Może po prostu nie działa po menopauzie ,wiadomo : metabolizm inny , ale nikt nic o tym nic nie pisał. Durna baba ze mnie i tyle, skoro uwierzyłam w cudowny środek. A nie jeść nie mogę, bo tracę siły i źle funkcjonuję . Staram się jeść mniej , ale efektu i tak nie widać. Wędrówki z kijkami też za wiele nie dają , chociaż przyznać muszę,ze czuję się rozruszana.
Pogoda się załamała. Ochłodziło się ,ostatnie dwa dni padało a dziś powietrze takie jakby za chwile miał chwycić siarczysty mróz. Lubie taką pogodę. W biurze już grzeją , w bloku jeszcze nie i chwała im za to, bo i tak mamy ciepło, a co da się na rachunkach za ogrzewanie zaoszczędzić to nasze. Długo to pewnie już nie potrwa , bo sąsiedzi zmarzlaki i za dzień – dwa pewnie zapadnie decyzja o włączeniu grzania.
Robótki też mi jakoś kulawo idą . Sukienkę dla małej odłożyłam na trochę i teraz robię rękawiczki, bo maluchom łapki marzną. Dla Helenki czerwone , dla Krzysia niebieskie.. Mam nadzieję,że już po raz trzeci pruć nie będę i do niedzieli je skończę. Źle się robi takie drobiazgi .
No i tak to idzie , nie po mojemu...
Poszukiwania zimowego płaszcza zdołowały mnie kompletnie. Raz ,że ciężko w moim rozmiarze coś poszukać w czym wyglądałabym jakoś po ludzku, , to jeszcze ceny obłędne. 1500 zł na płaszcz nie wydam . Liczyłam się z wydatkiem jakichś 600-700zł a tu guzik . Na pocieszenie mam fajne zimowe botki , które sobie kupiłam w drodze na pocztę i do banku .
Odchudzanie się nie sprawdza. Zaryzykowałam , kupiłam jakiś super środek za nie małe jak na taki preparat pieniądze i nic. A miało być tak pięknie. Gwarantowane 6kg na jedną kurację. Może po prostu nie działa po menopauzie ,wiadomo : metabolizm inny , ale nikt nic o tym nic nie pisał. Durna baba ze mnie i tyle, skoro uwierzyłam w cudowny środek. A nie jeść nie mogę, bo tracę siły i źle funkcjonuję . Staram się jeść mniej , ale efektu i tak nie widać. Wędrówki z kijkami też za wiele nie dają , chociaż przyznać muszę,ze czuję się rozruszana.
Pogoda się załamała. Ochłodziło się ,ostatnie dwa dni padało a dziś powietrze takie jakby za chwile miał chwycić siarczysty mróz. Lubie taką pogodę. W biurze już grzeją , w bloku jeszcze nie i chwała im za to, bo i tak mamy ciepło, a co da się na rachunkach za ogrzewanie zaoszczędzić to nasze. Długo to pewnie już nie potrwa , bo sąsiedzi zmarzlaki i za dzień – dwa pewnie zapadnie decyzja o włączeniu grzania.
Robótki też mi jakoś kulawo idą . Sukienkę dla małej odłożyłam na trochę i teraz robię rękawiczki, bo maluchom łapki marzną. Dla Helenki czerwone , dla Krzysia niebieskie.. Mam nadzieję,że już po raz trzeci pruć nie będę i do niedzieli je skończę. Źle się robi takie drobiazgi .
No i tak to idzie , nie po mojemu...
poniedziałek, 10 października 2011
10.10.2011 Obowiązek obywatelski
wypełniliśmy wczoraj jak należało. Tym razem była z nami wnusia (od piątku mieszkała u nas , bo rodzice malowali kuchnię) . Nawet kartki do głosowania wrzucała do urny. A co ! Kto ma uczyć dzieci patriotyzmu jeśli nie babcia z dziadkiem . Młodsza młodzież również głosowała w komplecie . Wnusiu jeszcze za mały żeby wrzucać kartki do urny – już raczej by je pogryzł, ale tak właśnie powinno być. Tylko... Wybór w tym roku był wyjątkowo trudny . Dobrych kandydatów nie było. Naród kierujący się zwykle emocjami i jakimiś porywami romantyzmu tym razem wybrał bardzo pragmatycznie : znane , choć nie koniecznie lubiane – odrzucając tym samym eksperymenty i nie dając się nabrać na spiskowe teorie dziejów. Zaskoczeniem dla niektórych ( dla nas nie , choć myśleliśmy,ze wynik będzie gorszy ) była wysoka pozycja partii , która właściwie wzięła się znikąd i poza modelem państwa świeckiego nie wiele ma do zaoferowania.. Ten temat już raz przerabialiśmy ale wówczas chodziło o wybory prezydenckie . Taki wybór powinien jednak dać do myślenia ; znaczy to ,że nie wszystko jest w naszym oddolnie – obywatelskim postrzeganiu rzeczywistości takie jak chcieliby nas przekonać i politycy i hierarchowie kościelni i media. No cóż ,życzę i im powodzenia i wychodzę z założenia,że przyda się czasem ktoś , kto „trzaśnie po łapach” i „wypali z grubej rury” nawet jeśli jego poglądy oględnie mówiąc odstają od normy. No i chwała za to Narodowi ,że wreszcie żegna – choć powoli duchy przeszłości. Koniec końców , Rządzący dostali drugą szansę . Może i warunki im też tym razem dopiszą i nie dopadnie Kraju kolejna powódź , nie zasypie nas śnieg , nie spadnie kolejny samolot , nie rozpadnie się UE , nie padniemy ofiarą ataków terrorystycznych ani nie spadną na nas inne klęski żywiołowe , które opozycja przypisze Rządowi i Rząd będzie mógł popracować nad zminimalizowaniem skutków światowego kryzysu i budową autostrad. Wiele więcej od nich nie oczekuję, jeśli tylko nie ruszą podatków to niech sobie rządzą w spokoju.
Subskrybuj:
Posty (Atom)