Teściowa już po operacji. Biodro ma nowe , teraz czeka ją proces gojenia i rehabilitacji. Podano jej krew ,żeby poprawić wyniki i na razie leży na OIOM- ie . Tyle wiemy . Z dwa dni pewnie jeszcze tam będzie zanim ją przeniosą do normalnego pokoju. Zobaczymy jak to dalej będzie przebiegało. Najgorsze za nią więc myślę ,że da radę.
Chaos związany z pracą opanowany. Jak już wpadło we właściwe tryby to już idzie.
Upały nie odpuszczają . Niby trochę w nocy pogrzmiało i popadałoale na nie wiele się to zdało. Temperatury i tak około 28 stopni .
Imprezka imieninowa przebiegła na wesoło . Dzieciaki szalały , my szukaliśmy cienia pod drzewami . Dzień na działce to nie taki znów zły pomysł na spędzanie wolnego czasu .
Psuje mi się żelazko. Swoje odpracowało - mam je już piętnaście lat , ale było poręczne.. I piszczy samochód - tu akurat wystarczy paski klinowe pozakładać nowe . Nawet już je mam , ale nie mam kiedy pojechać do mechanika. Żelazko mężuś mi poratował , ale muszę już o nowym myśleć .
W ogóle jakieś drobne ale uciążliwe plagi mnie dopadają . Rozkleiły mi się sandałki, które niedawno kupiłam . Niby nic ale znów coś trzeba dłubać.
Zaczęłam przygotowania do jesieni i zimy : zamówiłam dzianinową sukienkę . Taki zwykły szaraczek do pracy , w prostym fasonie.
Przyszły katalogi z Halensa ( kiedyś quelle) . Jest parę ciuszków , które mi się podobają , ale drogie i wszystkie ceny "od" . W moim rozmiarze coś po środku . Nie wydam tyle kasy na ciuchy . Może skuszę się na żakiet z aksamitu , bo poprzedni , który kupiłam , też aksamitny sprawdza mi się jak żaden inny ale nad tym się jeszcze zastanowię , bo kolory tylko dwa czarny i burgund . Czarne żakiety mam dwa , a na burgund nie bardzo mam pomysł w tym roku. Kolor jako taki nawet lubię .
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
wtorek, 30 lipca 2013
sobota, 27 lipca 2013
27.07.2013 Babusia gotowa na wszystko
nawet na pochlapanie się z dziećmi w baseniku . Zimne napoje i sałatka gotowe , bułeczki drożdżowe własnie wyrastają , prezenty zapakowane , kosz z różnymi przydatnymi na działce drobiazgami także. Dzień już od bladego świtu upalny , choć około 8.30 trochę poudawało ,ze pada. Trwało to jakieś 10 minut nie dłużej. Teraz wygląda zza chmur słoneczko a zapowiada się wieeelkie słońce i wielki upał . Około 12.30 wyruszamy na działkę do synalka na rodzinną imprezkę . Fajny dzień się zapowiada.. A teraz zmykam , wstawiać bułeczki do pieca .
czwartek, 25 lipca 2013
25.07.2013 Dzień wariata
Już od rana nie szło po mojemu , ale to w pracy nic nowego. Kiedy już opanowałam ten cały chaos i już myślałam ,że spokojnie doczekam końca pracy wypisując faktury przyjechał starszy syn po sprężarkę, żeby klientowi kurz z serwera wydmuchać . Ścignęłam go o test , potrzebny do szkolenia.. Zabrał się do pisania , a że we łbie mu jakiś procesor zamiast mózgu siedzi , to pięć stron z ośmiu zajęło mu z 15 minut . W tym momencie zadzwonił telefon. Usłyszałam tylko wrzaśnięcie "CO!!!" i "już jadę" . Rzucił długopis na biurko i krzyknął mi tylko,że pali się ich blok i już go nie było. Zdębiałam . W pierwszej chwili chciałam jechać za nim , ale jak to u mnie , po sekundzie paniki , już myślę racjonalnie . "Po cholerę tam pojadę , tylko będę przeszkadzać w akcji gaśniczej " - przyszło mi do głowy i zostałam , ale robotę już miałam z głowy , bo się denerwowałam co z synową i wnusią . Po godzinie syn zadzwonił,że już sprawa opanowana a dziewczyny całe i zdrowe , tylko Helcia wystraszona .A było tak: sąsiadka mieszkająca piętro wyżej coś smażyła w kuchni. Zapalił jej się tłuszcz na patelni . Od patelni zajął się okap z filcowym filtrem , którego nie czyściła . Od tego zajęła się szafka , sąsiadka zalała to wodą , co się skończyło wybuchem i poparzeniem ( nigdy , nie wolno gasić oleju wodą , bo można nawet życie stracić ) , córka , sąsiadki w tym czasie zadzwoniła już po straż ogniową , ale zanim przyjechali to sąsiadka drugi raz "zaszalała" i na to wszystko zarzuciła koc . Tyle ,że koc okazał się z tworzywa sztucznego i zamiast stłumić ogień dostarczył mu paliwa , natychmiast się stopił i przywarł jej do palców . A potem już wiali z mieszkania . Strażacy przyjechali bardzo szybko . Jeden z nich wpadł do mieszkania syna ,żeby pomóc w ewakuacji . Synowa przytomnie wyrwała małą z drzemki, na piżamke zarzuciła co było pod ręką , chwyciła teczkę z domowymi dokumentami ( akty notarialne, ubezpieczenia itp) i już wychodziły z mieszkania . Mała się przestraszyła , bo ni stąd ni zowąd zobaczyła jakiegoś zamaskowanego osobnika i całe to zamieszanie wokół nich , bo z innych mieszkań , strażacy wyprowadzali innych , wyły syreny a z góry dolatywał czarny dym , no i Mumu - jej ulubiona przytulanka została ... Trudno się dziwić , dorośli też panikowali. Strażacy w sile 4 zastępów uruchomili pompy z pianą i szybko pożar ugasili, nie niszcząc przy tym innych mieszkań. Skończyło się dobrze , ale mała przeżywa . Przyjechali do nas wieczorem . W kółko opowiadała , o tym co się stalo i pytała czy już na pewno nic się nie stanie .
W tym całym zamieszaniu prawie zapomniałam o złożeniu życzeń mężusiowi . przypomniało mi się kiedy wstawiałam torebkę do szafy . W koszu od prania miałam schowany prezent i przy okazji chowania torebki go dojrzałam . Po obiedzie pojechaliśmy szukać ludzików Lego , co by je Krzysiaczkowi z okazji imienin wręczyć . Nie było . Kupiliśmy mały zestaw "parking" z 4 ludzikami w środku.. W ETC pełno przecen . Zajrzeliśmy do kilku sklepów z butami. Nic specjalnego , ale w jednym udało się kupić mężusiowi całkiem fajne półbuty. Planowałam ten zakup pod koniec lata , ale w końcu jaka to różnica. Opłaciło się , bo zamiast 396 zł zapłaciliśmy 230 a buty skórzane , na solidnej gumowej podeszwie , nie żadna chińska tandeta .Potem jeszcze wpadliśmy na chwilę do Le roi . męzuś chciał kupić lampę do garażu na akumulator ale nie było . ja tymczasem obejrzałam sobie sprzęt i płytki łazienkowe a na koniec w dziale ogródkowym kupiłam mini-storczyka . Jest śliczny .
Ledwie weszliśmy przyjechał syn z rodzinką .
Istne szaleństwo...
W tym całym zamieszaniu prawie zapomniałam o złożeniu życzeń mężusiowi . przypomniało mi się kiedy wstawiałam torebkę do szafy . W koszu od prania miałam schowany prezent i przy okazji chowania torebki go dojrzałam . Po obiedzie pojechaliśmy szukać ludzików Lego , co by je Krzysiaczkowi z okazji imienin wręczyć . Nie było . Kupiliśmy mały zestaw "parking" z 4 ludzikami w środku.. W ETC pełno przecen . Zajrzeliśmy do kilku sklepów z butami. Nic specjalnego , ale w jednym udało się kupić mężusiowi całkiem fajne półbuty. Planowałam ten zakup pod koniec lata , ale w końcu jaka to różnica. Opłaciło się , bo zamiast 396 zł zapłaciliśmy 230 a buty skórzane , na solidnej gumowej podeszwie , nie żadna chińska tandeta .Potem jeszcze wpadliśmy na chwilę do Le roi . męzuś chciał kupić lampę do garażu na akumulator ale nie było . ja tymczasem obejrzałam sobie sprzęt i płytki łazienkowe a na koniec w dziale ogródkowym kupiłam mini-storczyka . Jest śliczny .
Ledwie weszliśmy przyjechał syn z rodzinką .
Istne szaleństwo...
środa, 24 lipca 2013
24.07.2013 Parę spraw babusinych - jak zwykle
Prezenty imieninowe mam . Dla mężusia kupiłam koszulę - tego nigdy nie za dużo - z podwójnym czarno- czerwonym kołnierzykiem i pliską od guzikow . Bardzo ładnie taka kombinacja wygląda . Koszulka biała w czarne prążki.. Dla młodszej synowej patelnię z pokrywką i białe "michałki" - jej ulubione. Dla Krzysiaczka i Helci ubranka i zabawki.. Ze zdziwieniem stwierdziłam ,że zlikwidowali sklep wranglera . Jego miejsce zajęła jakaś sieciówka "top-secret " czy coś takiego. nawet tego nie zauważyłam , a przecież byl tam remont. Tak to jest jak się miasto ogląda z okien samochodu , a i to nie zbyt uważnie, bo trzeba patrzeć na drogę.
Mam kota . Noooo, bez przesady : namiastkę kota, ale jest słodki . Dostałam go w Żabce za punkty uzbierane na zakupach . Prawdziwym nie miałby kto się opiekować i w bloku zwierzak by się męczył. Gryzomir ( tak go nazwałam na potrzeby maluchów ) siedzi na oparciu kanapy jak prawdziwy kot i robi wrażenie.
Skończyłam pierwszy tom "Krzyżowców" . I nie odpuszczę , dopóki nie skończę pozostałych trzech. Utonęłam w atmosferze .Na razie nie zauważyłam rozbieżności w wątkach książkowych i filmowych . Film dobrze oddaje treść i co ważne uniknięto dłużyzn na temat życia i zdarzeń , bo przecież życie w średniowieczu płynęło wolno, a wszystkie sprawy wymagały czasu więc w książce czas płynie sobie leniwie, ale to tylko pogłębia nastrój . W filmie byłoby to nudne .
Bluzki zostawiam . Ta w paski z koronkowym karczkiem bardzo ładnie leży , myślałam ,że będzie gorzej. Oczywiście ładniejsza byłaby cała czarna , ale ta nadaje się na różne okazje . Pod żakiet do pracy też.
Mam kota . Noooo, bez przesady : namiastkę kota, ale jest słodki . Dostałam go w Żabce za punkty uzbierane na zakupach . Prawdziwym nie miałby kto się opiekować i w bloku zwierzak by się męczył. Gryzomir ( tak go nazwałam na potrzeby maluchów ) siedzi na oparciu kanapy jak prawdziwy kot i robi wrażenie.
Skończyłam pierwszy tom "Krzyżowców" . I nie odpuszczę , dopóki nie skończę pozostałych trzech. Utonęłam w atmosferze .Na razie nie zauważyłam rozbieżności w wątkach książkowych i filmowych . Film dobrze oddaje treść i co ważne uniknięto dłużyzn na temat życia i zdarzeń , bo przecież życie w średniowieczu płynęło wolno, a wszystkie sprawy wymagały czasu więc w książce czas płynie sobie leniwie, ale to tylko pogłębia nastrój . W filmie byłoby to nudne .
Bluzki zostawiam . Ta w paski z koronkowym karczkiem bardzo ładnie leży , myślałam ,że będzie gorzej. Oczywiście ładniejsza byłaby cała czarna , ale ta nadaje się na różne okazje . Pod żakiet do pracy też.
wtorek, 23 lipca 2013
23.07.2013 Sprawy babusine
Teściowej przełożyli termin operacji na poniedziałek . A już się nastawiała na czwartek. Nie rozumiem tego , zwłaszcza ,że osoba starsza i z kłopotami sercowymi . Nie powinni tak robić ,żeby nie stresować pacjenta.
Poczwórne imieniny urządzamy w sobotę już od południa ; grill na działce , potem jakaś kawa , a potem jedziemy wszyscy razem do teściowej , dodać prababci animuszu . Maluchy poszaleją w basenie z wodą a my posiedzimy w cieniu , pod gruszką . Skład nieco okrojony , bo chrześniak mężusia ze ślubną pojechali do Toskanii , Szwagroska nie wiadomo czy przyjedzie, bo pewnie nie będzie chciała zostawić teściowej , a z moją matką nigdy nic nie wiadomo. Równie dobrze może olać rodzinę i pojechać na kolejną emerycką imprezę . Jeśli idzie o przygotowania, mamy podział : jedna synowa karkóweczka na gril i dodatki, druga kiełbaski i dodatki , ja sałatkę , bułeczki drożdżowe i napoje. Naszykowałam już kilka dużych pojemniczków z lodem , w którym zatopiłam listki mięty, kolorowe syropy i gronka czerwonych porzeczek . Wrzucę do dzbanka z wodą i udekoruję gałązką mięty i ćwiartkami limonek lub cytryn.. Będzie ładnie wyglądać .
Już lepiej, zeszło całkiem sporo kasy od klientów. Mogę się wywiązać z różnych rachunków. Nic się nie zmieniło ; życie nadal składa się z płacenia rachunków...
Odebrałam paczkę z bon prixu . Jedna bluzka już na pierwszy rzut oka idealna i w dodatku bardzo ladnie wygląda. Druga - mam mieszane uczucia . Czarno- grafitowe poprzeczne paski i karczek z czarnej koronki . Trochę ryzykowne połączenie , które ładnie wyglądało na modelce w katalogu , ale zobaczę jak się sprawdzi w praktyce kiedy przymierzę . Najbliższe plany ciuchowe : dzianinowa sukienka do pracy i dwa sweterki , też do pracy . Dla mężusia nowe buty na jesień i kilka koszul.
Byłam u fryzjerki . Obcięła mnie i umówiłam się na farbowanie . Z próbnika wypatrzyłam sobie kolor "morello " czyli brąz opalizujący na fioletowo - kolor rodu Borgiów , nawiasem mówiąc , ale mi go odradziła. Twierdzi,że ładnie wygląda na próbniku , ale już na włosach nie zawsze się sprawdza . Posłuchałam . Doradziła mi brąz z wiśniową nutką . Zgodziłam się. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie .
Chyba pójdę do dietetyczki . Moja fryzjerka poszła i prawie jej nie poznałam . Schudła, wysmuklała , a ważyła dobre 10 kg więcej ode mnie . Zapytałam ją o to i się przyznała ,że chodzi do dietetyczki od trzech miesięcy . Efekty widać już na pierwszy rzut oka.
Poczwórne imieniny urządzamy w sobotę już od południa ; grill na działce , potem jakaś kawa , a potem jedziemy wszyscy razem do teściowej , dodać prababci animuszu . Maluchy poszaleją w basenie z wodą a my posiedzimy w cieniu , pod gruszką . Skład nieco okrojony , bo chrześniak mężusia ze ślubną pojechali do Toskanii , Szwagroska nie wiadomo czy przyjedzie, bo pewnie nie będzie chciała zostawić teściowej , a z moją matką nigdy nic nie wiadomo. Równie dobrze może olać rodzinę i pojechać na kolejną emerycką imprezę . Jeśli idzie o przygotowania, mamy podział : jedna synowa karkóweczka na gril i dodatki, druga kiełbaski i dodatki , ja sałatkę , bułeczki drożdżowe i napoje. Naszykowałam już kilka dużych pojemniczków z lodem , w którym zatopiłam listki mięty, kolorowe syropy i gronka czerwonych porzeczek . Wrzucę do dzbanka z wodą i udekoruję gałązką mięty i ćwiartkami limonek lub cytryn.. Będzie ładnie wyglądać .
Już lepiej, zeszło całkiem sporo kasy od klientów. Mogę się wywiązać z różnych rachunków. Nic się nie zmieniło ; życie nadal składa się z płacenia rachunków...
Odebrałam paczkę z bon prixu . Jedna bluzka już na pierwszy rzut oka idealna i w dodatku bardzo ladnie wygląda. Druga - mam mieszane uczucia . Czarno- grafitowe poprzeczne paski i karczek z czarnej koronki . Trochę ryzykowne połączenie , które ładnie wyglądało na modelce w katalogu , ale zobaczę jak się sprawdzi w praktyce kiedy przymierzę . Najbliższe plany ciuchowe : dzianinowa sukienka do pracy i dwa sweterki , też do pracy . Dla mężusia nowe buty na jesień i kilka koszul.
Byłam u fryzjerki . Obcięła mnie i umówiłam się na farbowanie . Z próbnika wypatrzyłam sobie kolor "morello " czyli brąz opalizujący na fioletowo - kolor rodu Borgiów , nawiasem mówiąc , ale mi go odradziła. Twierdzi,że ładnie wygląda na próbniku , ale już na włosach nie zawsze się sprawdza . Posłuchałam . Doradziła mi brąz z wiśniową nutką . Zgodziłam się. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie .
Chyba pójdę do dietetyczki . Moja fryzjerka poszła i prawie jej nie poznałam . Schudła, wysmuklała , a ważyła dobre 10 kg więcej ode mnie . Zapytałam ją o to i się przyznała ,że chodzi do dietetyczki od trzech miesięcy . Efekty widać już na pierwszy rzut oka.
sobota, 20 lipca 2013
20.07.2013 My jednak nie umiemy nic nie robić
Chociaż planowaliśmy nic nie robienie i tak dzień minął na pracy . Rano jak co tydzień pojechałam na zakupy. potem musiałam jeszcze raz , odebrać płaszcze od czyszczenia . Przy okazji wstąpilam do sklepiku z herbatą . Dziś na wystawie królowały pękate kubeczki z pokrywkami . Wszelkie możliwe wzory : w kratkę , w owoce , w kwiaty , w obrazki itp. Kupiłam klasycznego El greya i "zaczarowany ogród" . Potem pojechałam kupić pokrętło do kranu w łazience, bo jakimś cudem pękło kilka dni temu . Było ich tyle,że facet nie wiedział , które mi sprzedać , bez dopasowania . Odpuściłam . Wpadłam jeszcze na chwile na działkę po morele. Wróciłam do domu , po czym okazało się ,że i tak muszę pojechać znów , bo dla odmiany pękły śruby mocujące deskę sedesową i zabrakło lakieru do podłogi . Mężuś wykręcił mi resztę pokrętła od kranu i pojechałam.a on zaczął szlifować następny kawałek podłogi . No i znów zonk; szlifierka współpracy odmówiła. Kiedy wróciłam mężuś siedział na podłodze i rozkręcał maszynę . Na szczęście dało się naprawić . Mo, a ja też bez zajęcia wyrobić nie mogę więc ruszyłam do domowych zajęć . Zrobiłam , obiadek , upiekłam placek z morelkami , umyłam piec i filtry w okapie , przyniosłam z piwnicy kosz słoików z zamiarem zrobienia kompotów i zakiszenia następnych ogórków. Mężuś tymczasem naprawił maszynę i zeszlifował następny kawałek do końca . Około 16.30 wyjechaliśmy do Poznania w celu nicnierobienia i szwendania się po galeriach. Wybraliśmy się do Juli . Niedawno powstała w Poznaniu , ale jeszcze tam nie zaglądaliśmy . Żadnych rewelacji jeśli chodzi o asortyment , natomiast co muszę przyznać, to dużo rzeczy w bardzo dobrym gatunku.. Mężuś kupił ładowarkę na baterię słoneczną , a ja 2 zestawy do puszczania baniek dla maluchów.Potem poszliśmy do Ikei, na kawę i na zakupy. Też bez szaleństw . Z myślą o przyszłej łazience kupiłam od dawna upatrzone drobiazgi - niestety chyba koniec oferty , bo np. pojemników na perfumy już nie było , pojemnika na mydło oraz na jakieś drobiazgi też już nie. Kubki z różą wycofali "ze względu na możliwość poparzenia" - jak głosiła ulotka , szklane kubeczki w czerwone kropki też zniknęły . Zmiana oferty . Nowe kolory takie jak ciuchowe : słodkie pastele . Kupiliśmy kilka zapachowych świec - stawiamy je w biurze , bo lepiej się sprawdzają niż wszystkie dyfuzery i matę do szuflad . Na koniec jeszcze w sklepiku zaopatrzyliśmy się w gazowany sok żurawinowo - jabłkowy . Po oziębieniu jest przepyszny.
I to by było na tyle . Jutro będę musiała dokończyć kiszenie ogórków i robienie kompotów, ale to pójdzie szybko.
Czytam pierwszy tom "Krzyżowców" . Pierwsze wrażenie - doskonale napisane, czyta się bez wysiłku ,a wątki są bardzo czytelne i poukładane, duża dbałość o szczegóły historyczne , ale nie wiele jeszcze przeczytałam .
I to by było na tyle . Jutro będę musiała dokończyć kiszenie ogórków i robienie kompotów, ale to pójdzie szybko.
Czytam pierwszy tom "Krzyżowców" . Pierwsze wrażenie - doskonale napisane, czyta się bez wysiłku ,a wątki są bardzo czytelne i poukładane, duża dbałość o szczegóły historyczne , ale nie wiele jeszcze przeczytałam .
piątek, 19 lipca 2013
19.07.2013 Jakoś idzie
front robót się rozrasta , ale byłoby za pięknie gdyby wszystko szło zgodnie z planami. Wreszcie ogarnęłam kilka spraw ,które odkładałam z chwili na chwilę ( a wiadomo,ze sprawa raz odłożona , sama się potem odkłada) i mogę powiedzieć,że na weekend zasłużyłam .
Do fryzjerki się nie złapałam. ledwo wróciła z urlopu i miała taką kolejkę ,że nie dało rady mnie wcisnąć nawet na samo ostrzyżenie. Umówiłam się na wtorek .
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony sprawiliśmy wielką frajdę wnusi , z drugiej syrenka - Barbi (oryginał) , która zmienia kolor jest takim koszmarkiem i tak tandetnie wykonana ,że nie warta nawet jednej trzeciej tego co kosztowała. W dodatku brzydka i kiepsko działa ta zmiana kolorów. Nie żebym żałowała czegoś wnusi ale można było tę kasę wydać lepiej. Małej zamarzyła się syrenka, która zmienia kolor , bo to jakaś bajka i koleżanki takie mają i dziadek nazbierał kolekcję autek ( ze stacji benzynowej ) dla wnusia , zapytała czy babcia i dziadzia kupią jej taką syrenkę . I oczywiście obiecaliśmy. Kupiłam wczoraj , mała aż piszczała z radości i tańczyła w okół nas a potem z łazienki wyjść nie chciała , bo moczyła to straszydło i cieszyła się ,że te kolory zmienia. Zdecydowanie dla wnusia poszukam ciekawszej zabawki. Na szczęście jeszcze sam nie umie ich wybierać i nie woła ,żeby mu coś kupić.
Plany na jutro ograniczone : sobota nicnierobienia . Jedziemy poszwendać się po galeriach handlowych . Zakupów nie planujemy - ot tak , zajrzymy tu i tam , może się coś trafi , wypijemy kawkę w Ikei , ot takie tam.
Bon prix wysłał mi bluzki , zamówiłam dwie - już z myślą o jesieni . Ciekawa jestem czy trafiłam . Z jedną na pewno , czy z drugą , to się okaże. Może paczka będzie już w poniedziałek?
W czwartek na targu kupiłam czarne jagody i dziś smażę następne słoiczki konfitur. Na działce klęska urodzaju na morele - jeszcze nigdy drzewa morelowe tak nie obrodziły jak w tym roku. A miałam już niczego więcej nie smażyć . Szkoda jednak żeby się marnowało . Może zamiast tego jakiś kompot ?
Do fryzjerki się nie złapałam. ledwo wróciła z urlopu i miała taką kolejkę ,że nie dało rady mnie wcisnąć nawet na samo ostrzyżenie. Umówiłam się na wtorek .
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony sprawiliśmy wielką frajdę wnusi , z drugiej syrenka - Barbi (oryginał) , która zmienia kolor jest takim koszmarkiem i tak tandetnie wykonana ,że nie warta nawet jednej trzeciej tego co kosztowała. W dodatku brzydka i kiepsko działa ta zmiana kolorów. Nie żebym żałowała czegoś wnusi ale można było tę kasę wydać lepiej. Małej zamarzyła się syrenka, która zmienia kolor , bo to jakaś bajka i koleżanki takie mają i dziadek nazbierał kolekcję autek ( ze stacji benzynowej ) dla wnusia , zapytała czy babcia i dziadzia kupią jej taką syrenkę . I oczywiście obiecaliśmy. Kupiłam wczoraj , mała aż piszczała z radości i tańczyła w okół nas a potem z łazienki wyjść nie chciała , bo moczyła to straszydło i cieszyła się ,że te kolory zmienia. Zdecydowanie dla wnusia poszukam ciekawszej zabawki. Na szczęście jeszcze sam nie umie ich wybierać i nie woła ,żeby mu coś kupić.
Plany na jutro ograniczone : sobota nicnierobienia . Jedziemy poszwendać się po galeriach handlowych . Zakupów nie planujemy - ot tak , zajrzymy tu i tam , może się coś trafi , wypijemy kawkę w Ikei , ot takie tam.
Bon prix wysłał mi bluzki , zamówiłam dwie - już z myślą o jesieni . Ciekawa jestem czy trafiłam . Z jedną na pewno , czy z drugą , to się okaże. Może paczka będzie już w poniedziałek?
W czwartek na targu kupiłam czarne jagody i dziś smażę następne słoiczki konfitur. Na działce klęska urodzaju na morele - jeszcze nigdy drzewa morelowe tak nie obrodziły jak w tym roku. A miałam już niczego więcej nie smażyć . Szkoda jednak żeby się marnowało . Może zamiast tego jakiś kompot ?
Subskrybuj:
Posty (Atom)