Będzie więcej, obiecuję . Po woli wracamy do normalności . Po woli. Zaczyna mi taki stan odpowiadać . Nie mam wprawdzie na nic wpływu (czego nie znoszę ) , małżonek też już się wycofuje ale głowy spokojniejsze , co z kolei całkiem mi odpowiada. Zobaczymy ; na razie marzy mi się długi urlop. W tym roku już nie wykonalne ale może w następnym.
Tak poza tym życie się toczy jak zwykle. No, prawie . Biegam do matki zakraplać jej oczy. Goi się na niej jak na przysłowiowym psie. Już ma oko całkiem normalne, bez podrażnień i zaczerwienienia. Widzi lepiej, co nawet na poprawę nastroju jej dobrze wpłynęło. Nie cieszę się na zapas, bo za chwilę będzie zwrot o sto osiemdziesiąt stopni. Nic na to nie poradzę.
Wczoraj byliśmy złożyć życzenia imieninowe starszemu wnuczkowi i młodszej synowej . Świętował też dziadek . Długo nie poświętowaliśmy , bo mam obowiązki czyli zakraplanie oczu matce.
Zośka , kotka najmłodszego wnusia ma młode ; aż 5 sztuk. Przyszły na świat trzy dni temu ; trzy rudzielce, jeden czarny z biało-szarym pyszczkiem i łapkami i jeden ciemnoszary . Śliczne są a wnusiu przeszczęśliwy. Wszystkim opowiada i pokazuje . Mieszkają w kocim domku stojącym przy domu.
Sprawy ogródkowe na razie odłożone , ale może już w sobotę wrócimy do prac porządkowych. Wykańczanie na razie zawiesiliśmy.