weekend ale i sezon na krzaczki? Jeszcze trochę i trzeba będzie zakończyć prace na działce, przygotować ją do zimy a weekendy spędzać w domu. I marzyć o nowym początku. Nasi słowiańscy przodkowie wiedzieli co czynią tworząc sobie koło roku. Cykl narodzin , obfitości i zasypiania a potem znów od początku. Było i jest na co czekać. To jest ten moment, kiedy już widać, że przyroda szykuje się do snu. Kiedyś napisałam o tym przewrotnie, że ogródkom kleją się oczka. Dziś było wyjątkowo pięknie. Myślałam ,że będziemy marznąć, bo poranek było mocno chłodny , nawet w kurtce dżinsowej nie było mi za ciepło ale zanim pojechaliśmy na działkę zrobiło się bardzo ciepło. Już nie upalnie, ale ciepło. Dotarliśmy później niz zwykle, bo wyskoczyliśmy jeszcze do brico po jakieś drobiazgi do opryskiwacza. Coś tam pękło przy naszym i przeciekał. Małżonek poszperał po półkach i znalazł jakieś tajemnicze rurki i zaworki, do tego jeszcze kupił taką nakładkę na końcówkę, dzięki której preparat z opryskiwacza leci tam gdzie powinien , a nie na boki. Pomajstrował coś przy tych rurkach i opryskiwacz działa jak nowy. Ja w tym czasie poobcinałam przekwitłe kwiaty, wypieliłam dwie grządki i już musiałam lecieć do matki. Zeszło mi dość długo, bo od wczoraj mam problem. Spółdzielnia postawiła wiatę nad śmietnikami , taką z siatki , zadaszoną , z drzwiami zamykanymi na klucz. Pierwsze dwa dni było otwarte ale wczoraj już nie. Okazało się , że klucze powrzucali do skrzynek pocztowych. Tego dowiedziałam się dzisiaj od mojej koleżanki z sąsiedniego bloku. Problem w tym ,że matka zgubiła kluczyk, Kazałam jej szukać , ale to się okazało niewykonalne. Nie mogła pojąc po co ja jej każę szukać klucza jak ona nigdzie nie wychodzi. I za Chiny ludowe nie mogłam jej wytłumaczyć, że nie szukam klucza od domu tylko od skrzynki na listy. Machnęłam w końcu na to ręką. Albo znajdę przypadkiem albo musze inaczej to ogarnąć. Opcje są trzy albo pożyczę od sąsiada i dorobię, albo pójdę na pocztę, poproszę o zapasowy , albo się na chama włamię do skrzynki, no ewentualnie mogę jeszcze koczować pod blokiem czekając na listową i poprosić żeby mi otworzyła tę skrytkę. A potem wróciłam na działkę, zjedliśmy obiad na świeżym powietrzu, pod jabłonką. Było tak ładnie , słoneczko grzało, wiatru nie było więc sobie uruchomiliśmy jacuzzi. Świetny relaks i dobrze mi robi na bolące plecy. Po wyjściu z bąbelków już nam się nie za bardzo chciało coś robić. Przez resztę popołudnia siedzieliśmy na leżakach z herbatką i koszykiem jabłek i gruszek do podgryzania. Pocięłam gruszki i załadowałam do suszarki. Jutro wstawię drugą porcję. będzie na wigilijny kompot i do podjadania zamiast słodyczy. Na jutro zapowiadają deszcz w naszej okolicy ale kto tam wie. Na razie na to się nie zapowiada. A na przywołanie jesiennych klimatów zaplanowałam na jutrzejszy obiad knedle ze śliwkami. I może ciasto z gruszkami upiekę ... Dobrej niedzieli !
Smaczne plany. Akurat na knedle nie ma u nas amatorów. A jak chodzi o kluczyk od skrzynki, to ja musiałam załatwiać w Spółdzielni. Poczta się tym już nie zajmuje. Przynajmniej u nas. Buziaki.
OdpowiedzUsuńU Lucy wyczytałam, że czerwona filiżanka to AI. U mnie też była. Muszę jeszcze sprawdzić IP. Bo z jednego mam już cztery adresy i cztery Nicki. I inne ciekawostki.