Mam, mam, mam ! W końcu udało mi się go dostać. Kupiłam w postaci skromnego naszyjniczka z internetowego sklepu. Trochę jestem zawiedziona , bo nie pisali,że naszyjnik jest bardzo krótki ( na moją szyję brakują ze 4 cm) i nie posiada zapięcia. Z tym jednak bez większych problemów sobie dam radę; wystarczy ,że kupię kilka srebrnych drobiazgów i kawałek drucika .Kamyszki są przepiękne ! Szaro- błękitno- granatowe. I skrzą się niby diamenty ! Tym sposobem nasza kolekcja rośnie .
Niedzielna imprezka imieninowa bardzo nam się udała. Pogoda na zawołanie; przyjemne ciepełko , delikatne promienie słońca wyglądającego zza chmur. Akurat na posiedzenie pod drzewkiem . I wyszedł mi pyszny placek drożdżowy, a młodzieży pyszne mięsko z grilla. W najbliższą niedzielę imieniny Helenki. . Mam nadzieję ,że pogoda i tym razem dopisze.
Przyszły nowe katalogi z ciuszkami. Hallensa ( niegdyś Quelle) sobie odpuszczę . Zaczęli się niemożliwie cenić .Ciuszki ładne i wiem z doświadczenia,że dobrej jakości , ale jak na mój gust za drogie ( ceny podnieśli o dobre 30% w stosunku do tego co było w ubiegłym roku) Chyba tym razem poprzestanę na zakupach w bon prixie, o ile w ogóle na coś się zdecyduję. KDC odkąd sprzedali się Niemcom zszedł na psy. W ofercie same czytadła.. Od kilku już katalogów nic co by mnie zainteresowało.
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
środa, 27 lipca 2011
czwartek, 21 lipca 2011
21.07.2011 Ciężkie to lato
z różnych przyczyn. Pogoda szaleje ; burze , nawałnice, deszcze i mgły na zmianę z palącym słońcem i klimatem rodem z tropikalnej dżungli. . Zmienia się to z godziny na godzinę. Jak dla mnie jest to dość uciążliwe. Praca nam nie odpuszcza . Kontrakt za kontraktem . Urlopy nie pewne. Stał się zresztą cud jednego razu ; o urlopie mówi mój mężuś ! t y g o d n i o w y m ! Już to widzę . Przyjdzie co do czego to się wywinie, bo wypadnie jakaś robota u klienta i tygodniowy urlop szlag trafi. Ale to znaczy,że jest zmęczony , choć się do tego nie chce przyznać. Ja tam nie miałabym nic przeciw ,żeby posiedzieć gdzieś na plaży albo poszwendać się po lesie , coś pozwiedzać itd. No cóż , pożyjemy , zobaczymy. Na razie od poniedziałku idą ( przynajmniej mają takie plany ) chłopaki. My rozmawialiśmy wczoraj o tygodniu po sierpniowym weekendzie.
Znów poszaleliśmy trochę z zakupami. Przy okazji pobytu u klienta pochodziliśmy po galerii Malta . Wyprzedawał się sklep Salamandry . Mężuś sobie kupił fajne , klasyczne buty za połowę ceny . Ja dla siebie nic nie znalazłam . Butki ładne i dobrej jakości , ale wszystko na bardzo wysokich obcasach , a to nie dla mnie. No i kupiłam też mężusiowi prezent na imieniny ; wodę Giorgio Armani. Ten nowy zapach , reklamowany w TV . Jest ładny , taki świeży z drzewną nutką . Do mężusia takie pasują.. Będzie miał na wyjścia. Na co dzień do pracy wystarczą mu avonowskie lub poczciwy Hatric . Zwiedziliśmy też praktikera – tak sobie , popatrzeć co by nam się do remontu przydało , ale nie było nic ciekawego .Pod tym względem castorama i le roy są lepiej zaopatrzone i lepszej jakości materiały oferują. W kwestii kuchni nie mogę dojść z mężusiem do ładu. Wciąż wymyśla nowe bajerki ( wczoraj na ekspozycji firmy meblowej w pasażu wypatrzył szuflady otwierane dotykowo ), bez których ja mogłabym się obyć , ale jemu się podobają i uważa,że są nowoczesne i będą przydatne a mnie zaczynają przerażać koszty , bo wiadomo,ze każdy taki bajerek to kolejna kasa do wydania.
A w najbliższą niedzielę potrójna impreza imieninowa, a właściwie imieninowy grill: dziadek , wnuczek i młodsza synowa . To będzie wesoło! Oby tylko pogoda dopisała. Młodsza Synowa wyznaczyła mi zadanie zrobienia dwóch sałatek i upieczenie placka drożdżowego. Resztę bierze na siebie. Cóż , przychodzi powoli ten czas, że prym powiodą młodsi. … A z grilla się cieszę . Lubię imprezki na świeżym powietrzu. ( młodzież wypożyczyła sobie działkę od starszego synalka na tę okoliczność) . Za tydzień imieniny wnusi . Też na działce .
Znów poszaleliśmy trochę z zakupami. Przy okazji pobytu u klienta pochodziliśmy po galerii Malta . Wyprzedawał się sklep Salamandry . Mężuś sobie kupił fajne , klasyczne buty za połowę ceny . Ja dla siebie nic nie znalazłam . Butki ładne i dobrej jakości , ale wszystko na bardzo wysokich obcasach , a to nie dla mnie. No i kupiłam też mężusiowi prezent na imieniny ; wodę Giorgio Armani. Ten nowy zapach , reklamowany w TV . Jest ładny , taki świeży z drzewną nutką . Do mężusia takie pasują.. Będzie miał na wyjścia. Na co dzień do pracy wystarczą mu avonowskie lub poczciwy Hatric . Zwiedziliśmy też praktikera – tak sobie , popatrzeć co by nam się do remontu przydało , ale nie było nic ciekawego .Pod tym względem castorama i le roy są lepiej zaopatrzone i lepszej jakości materiały oferują. W kwestii kuchni nie mogę dojść z mężusiem do ładu. Wciąż wymyśla nowe bajerki ( wczoraj na ekspozycji firmy meblowej w pasażu wypatrzył szuflady otwierane dotykowo ), bez których ja mogłabym się obyć , ale jemu się podobają i uważa,że są nowoczesne i będą przydatne a mnie zaczynają przerażać koszty , bo wiadomo,ze każdy taki bajerek to kolejna kasa do wydania.
A w najbliższą niedzielę potrójna impreza imieninowa, a właściwie imieninowy grill: dziadek , wnuczek i młodsza synowa . To będzie wesoło! Oby tylko pogoda dopisała. Młodsza Synowa wyznaczyła mi zadanie zrobienia dwóch sałatek i upieczenie placka drożdżowego. Resztę bierze na siebie. Cóż , przychodzi powoli ten czas, że prym powiodą młodsi. … A z grilla się cieszę . Lubię imprezki na świeżym powietrzu. ( młodzież wypożyczyła sobie działkę od starszego synalka na tę okoliczność) . Za tydzień imieniny wnusi . Też na działce .
czwartek, 14 lipca 2011
14.07.2011 Kijowy szlak
wzdłuż drogi krajowej numer 15 robi się coraz bardziej popularny i uczęszczany. Po drodze mija się już całkiem sporo osób. Jest też kilkoro stałych rowerzystów i ze trzy mamy z maluszkami . I zwyczaje już obowiązują jak na prawdziwym szlaku turystycznym . Uśmiechamy się do siebie, pozdrawiamy nawzajem lub zagadujemy .. Przebija radość i sympatia do świata. Przeczymy mitowi o ponuractwie i nieuprzejmości Polaków. .Może to przez to,że w moim mieście ludziom dobrze się powodzi ? A przyjaciółka powiedziała mi w niedzielę ,że trochę schudłam …
Wczoraj kijki zastąpiła mi wnusia w wózku.. Mała ślicznotka uśmiechała się i stroiła wdzięczne minki do każdego kto się tam pojawił i wskazywała mi rączką kwiatki, , które miałam jej nazrywać. Nazbierałyśmy tym sposobem całkiem pokaźny bukiecik. Z e zwykłej trasy skręciłam w jakąś polną dróżkę , zdjęłam tenisówki i wędrowałam tak sobie boso po wygrzanym piasku i trawie... Miło i spokojnie …
A tak poza tym jesteśmy zawaleni pracą . Starszy synalek właśnie przełożył urlop na czas bliżej nieokreślony , czy kolejne urlopy ,planowane na sierpień dojdą do skutku też nie wiadomo. Złośliwemu dłużnikowi nasi prawnicy w końcu założyli sprawę w sądzie, bo próby dogadania się z nim nie poskutkowały . Nie lubię takich sytuacji, ale trudno, dostanie to o co się prosił od wielu miesięcy. A dziś rano na targu zrobiłam pokaźne zakupy; czarne jagody , truskawki, wiśnie ,porzeczki i wielki bukiet żółto – czerwonych gladioli. Pysznią się teraz w salonie na komodzie . Lato może być bez urlopu , ale bez porzeczek i gladioli … Nieeee, to nawet nie do pomyślenia .
Wczoraj kijki zastąpiła mi wnusia w wózku.. Mała ślicznotka uśmiechała się i stroiła wdzięczne minki do każdego kto się tam pojawił i wskazywała mi rączką kwiatki, , które miałam jej nazrywać. Nazbierałyśmy tym sposobem całkiem pokaźny bukiecik. Z e zwykłej trasy skręciłam w jakąś polną dróżkę , zdjęłam tenisówki i wędrowałam tak sobie boso po wygrzanym piasku i trawie... Miło i spokojnie …
A tak poza tym jesteśmy zawaleni pracą . Starszy synalek właśnie przełożył urlop na czas bliżej nieokreślony , czy kolejne urlopy ,planowane na sierpień dojdą do skutku też nie wiadomo. Złośliwemu dłużnikowi nasi prawnicy w końcu założyli sprawę w sądzie, bo próby dogadania się z nim nie poskutkowały . Nie lubię takich sytuacji, ale trudno, dostanie to o co się prosił od wielu miesięcy. A dziś rano na targu zrobiłam pokaźne zakupy; czarne jagody , truskawki, wiśnie ,porzeczki i wielki bukiet żółto – czerwonych gladioli. Pysznią się teraz w salonie na komodzie . Lato może być bez urlopu , ale bez porzeczek i gladioli … Nieeee, to nawet nie do pomyślenia .
wtorek, 12 lipca 2011
12.07.2011 Lato, lato...
wtorek, 5 lipca 2011
5.07.2011 Połowa roku z głowy
Za dwa miesiące zaczniemy myśleć o świętach.. A sezonu ogórkowego jakoś u nas nie widać. Nie wiem czy damy radę na urlop pojechać. Wczoraj znów następną robotę nam klienci zaproponowali . Nie odmówimy , bo i jak . Klient od 1990 roku. Takim się nie odmawia. A ze spraw ogórkowych , to zrobiłam wczoraj świeżą porcję w kamiennym garnku i dwa słoiczki z tego co się do garnka nie zmieściło. Owoców zaprawiać nie będę w tym roku. Mam jeszcze trochę zapasów z roku ubiegłego. Dla dwóch osób nie warto, a młodzież nie przepada za takimi frykasami. Tym sposobem jedno z letnich zajęć mi odpadnie .Po prawdzie to i pogoda nas nie rozpieszcza. . Upalne , letnie dni bywają. Tak poza tym to chłodnawo i pada „kap, kap, kap” jak mówi nasza wnusia. Chłopaki mają zaplanowane urlopy na koniec lipca i początek sierpnia., a my w bliżej nieokreślonym terminie. Cóż nie pierwszy i nie ostatni to raz. Moje letnie zakupy (nowy strój kąpielowy i pareo ) i tak pewnie mi się w tym roku nie przydadzą , jęli nie z powodu pogody to braku czasu , ale fajnie myśleć ,że do lata się przygotowałam.
środa, 29 czerwca 2011
29. a właściwie już 30.06.2011 Firmowo
Aż mnie to przeraziło; obroty wzrosły nam w tym roku o 30% - już , a co dopiero będzie do końca roku! Nie wiem co się dzieje. Wszędzie tylko słyszę kryzys , inflacja , bezrobocie, spadki na giełdzie a u nas akurat odwrotnie. Pełny rozkwit. W sumie to dobrze, bo nareszcie czujemy,że jest nie źle i mamy jakiś tam komfort. W firmie prawie zamieszkaliśmy. No , ale coś za coś.
A z innych spraw … Hmmm wszystkie inne chwilowo poległy wobec firmowych . Remont kuchni coraz bliżej. Brakuje mi już tylko 3 tysięcy żeby wystartować. Jak dobrze pójdzie to we wrześniu wielki dzień nastąpi. A już mi chodzą po głowie łazienki … Wiem , stuknięta jestem jeśli chodzi o remonty – marzenie z dzieciństwa ( zostanie majstrem na budowie ) gdzieś tam mi się w mózgu pląta i to pewnie przez to . No i tym sposobem wracam znów do spraw firmowych ; po rozważeniu wszystkich za i przeciw stanęło na tym ,że kupimy dom z przeznaczeniem na firmę. Intensywnie szukamy. Wyszło nam ,że tak będzie najkorzystniej. Tylko działki rekreacyjnej nie udało nam się na razie sprzedać. Pani chętna twierdzi,że się nie wycofała tylko czeka na przyjazd siostry , która mieszka w Danii . No może i czeka. Jeśli się rozmyśliła to znów wystawię ogłoszenie i będziemy szukać dalej.
I przydałyby się jakieś krótkie wakacje...
Maluszkom zamówiłam na imieniny ( 25.07 Krzyś i 31.07. Helenka) pościel z misiem Uszatkiem - tym prawdziwym z bajki z naszego dzieciństwa . Był jeszcze Reksio i Bolek i Lolek , ale Uszatek to Uszatek . Mam sentyment do tego misiaka , bo on i Wróbelek Elemelek to moje pierwsze bajki , które pamiętam.
A z innych spraw … Hmmm wszystkie inne chwilowo poległy wobec firmowych . Remont kuchni coraz bliżej. Brakuje mi już tylko 3 tysięcy żeby wystartować. Jak dobrze pójdzie to we wrześniu wielki dzień nastąpi. A już mi chodzą po głowie łazienki … Wiem , stuknięta jestem jeśli chodzi o remonty – marzenie z dzieciństwa ( zostanie majstrem na budowie ) gdzieś tam mi się w mózgu pląta i to pewnie przez to . No i tym sposobem wracam znów do spraw firmowych ; po rozważeniu wszystkich za i przeciw stanęło na tym ,że kupimy dom z przeznaczeniem na firmę. Intensywnie szukamy. Wyszło nam ,że tak będzie najkorzystniej. Tylko działki rekreacyjnej nie udało nam się na razie sprzedać. Pani chętna twierdzi,że się nie wycofała tylko czeka na przyjazd siostry , która mieszka w Danii . No może i czeka. Jeśli się rozmyśliła to znów wystawię ogłoszenie i będziemy szukać dalej.
I przydałyby się jakieś krótkie wakacje...
Maluszkom zamówiłam na imieniny ( 25.07 Krzyś i 31.07. Helenka) pościel z misiem Uszatkiem - tym prawdziwym z bajki z naszego dzieciństwa . Był jeszcze Reksio i Bolek i Lolek , ale Uszatek to Uszatek . Mam sentyment do tego misiaka , bo on i Wróbelek Elemelek to moje pierwsze bajki , które pamiętam.
niedziela, 26 czerwca 2011
26.06.2011 Ale mieliśmy weekend …
szkoda gadać... 23 zamiast na procesję pojechaliśmy do Leszna ratować z opresji tamtejszą straż ogniową. . Dzień wcześniej szalała burza . A w Lesznie szalała tak skutecznie,że spaliła strażakom komputery , centralę telefoniczną , wszystkie urządzenia elektryczne i nawet elektronikę w autach stojących na parkingu. Ratowanie zajęło nam prawie cały dzień. Do domu dotarliśmy o 20.30. Młodzież wpadła z życzeniami dla taty , a potem zostawili nam na noc naszą wnusię, bo zmawiali się na opicie nowego auta pracusia. Noc minęła nam spokojnie , wnusia nie jest kłopotliwym maluszkiem , a rano obudziła się wesolutka . Nawet na zakupy do Biedronki poszła ze mną po nóżkach. Po sklepie jeździła w sklepowym wózku i jak zwykle czarowała każdego , kto na nią spojrzał rozradowaną buźką i minkami. Około 12 przyjechała po nią rodzinka a chwilę potem młodsza młodzież.
Rano zanim wyszłam z małą do sklepu odebrałam telefon z prośbą o naprawę sprzętu po burzy . Tym razem z hotelu mieszczącego się pod miastem. Młodzież wymyśliła sobie,że mają ochotę na bób . Zostawili nam małego i pojechali na zieleniak. Był . Ugotowałam wielki garnek bobu . Starczyło na porządny obiad dla całej rodzinki. No i już był czas jechać na imieniny do mojej matki.. Posiedzieliśmy nie zbyt długo , bo czekała nas jeszcze naprawa u klienta i urodzinowa kawa u młodszej synowej. Dzień zleciał. W sobotę jakoś nic nam się nie chciało. Mężuś nadrabiał zaległości w czytaniu , ja sprzątałam kuchnię . Trochę mi to zajęło , bo ostatnio mało miałam czasu i nieco ją zapuściłam. No, bez przesady , nie aż tak jak moja matka ( muszę się kiedyś zmówić z dziewczynami i zrobić jej porządek w całym mieszkaniu . Ostatnio w ogóle o nie nie dba , o siebie zresztą też nie ; kłopot z nią będę miała lada chwila ) , ale po trzech tygodniach sprzątania „po łebkach „ kuchnia wymagała zaglądnięcia w zakamarki.. No a dziś wypoczywamy . Od jutra szaleństwo . Zapowiada nam się szaleńczy tydzień. . Tym sposobem kolejny długi weekend mamy z głowy. Dobrze przynajmniej,ze kasa od klientów zaczęła schodzić . Może jeszcze w tym roku na remoncik kuchni uzbieram..
Rano zanim wyszłam z małą do sklepu odebrałam telefon z prośbą o naprawę sprzętu po burzy . Tym razem z hotelu mieszczącego się pod miastem. Młodzież wymyśliła sobie,że mają ochotę na bób . Zostawili nam małego i pojechali na zieleniak. Był . Ugotowałam wielki garnek bobu . Starczyło na porządny obiad dla całej rodzinki. No i już był czas jechać na imieniny do mojej matki.. Posiedzieliśmy nie zbyt długo , bo czekała nas jeszcze naprawa u klienta i urodzinowa kawa u młodszej synowej. Dzień zleciał. W sobotę jakoś nic nam się nie chciało. Mężuś nadrabiał zaległości w czytaniu , ja sprzątałam kuchnię . Trochę mi to zajęło , bo ostatnio mało miałam czasu i nieco ją zapuściłam. No, bez przesady , nie aż tak jak moja matka ( muszę się kiedyś zmówić z dziewczynami i zrobić jej porządek w całym mieszkaniu . Ostatnio w ogóle o nie nie dba , o siebie zresztą też nie ; kłopot z nią będę miała lada chwila ) , ale po trzech tygodniach sprzątania „po łebkach „ kuchnia wymagała zaglądnięcia w zakamarki.. No a dziś wypoczywamy . Od jutra szaleństwo . Zapowiada nam się szaleńczy tydzień. . Tym sposobem kolejny długi weekend mamy z głowy. Dobrze przynajmniej,ze kasa od klientów zaczęła schodzić . Może jeszcze w tym roku na remoncik kuchni uzbieram..
Subskrybuj:
Posty (Atom)