babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

czwartek, 3 grudnia 2020

3.12.2020 Pada śnieżek , pada

pada sobie równo ... Od siedmiu lat nie widziałam normalnego śniegu , a dziś sypnęło i to tak całkiem porządnie. Z pięć centymetrów zgarnęłam z auta i trzeba było nawet podwórko biurowe odśnieżyć . Nastrój od razu milszy się zrobił. 

Mój młodszy syn z synową podpisali dziś akt notarialny i zostali właścicielami działki budowlanej. W przyszłym roku planują ruszyć z budową domu. Powodzenia w tym przedsięwzięciu dzieciaki ! Jak znam młodszego to sobie da radę . 

Tak poza tym zajrzałam w zapiski z ubiegłego roku i jeszcze dwa do tyłu - z tych samych dni . I jestem zaskoczona ; jak spokojnie się żyło i planowało święta tak niedawno!  Aż trudno w to uwierzyć .

Dziergam smoka . Tak, takie nowe babcine zadanie . Nie wiem co z tego wyjdzie , bo nie ma opisu , a zdjęcie nie jest najlepszej jakości , ale czego się nie robi dla wnusi.  

środa, 2 grudnia 2020

2.12.2020 Coraz bliżej święta ...

 No tak , już drugi dzień grudnia .Dzień się mocno skrócił i to jest to czego nie lubię w zimie wstawania po ciemku. Mroźno dzisiaj i jakoś wilgotno . Czyli tak zimowo . Jutro ma padać śnieg , ale śmiem w to wątpić. W moim mieście pada bardzo rzadko. Przyszły dziś zamówione prezenty dla młodzieży i mężusia, czyli mam wszystko .No prawie , a jak wiadomo prawie robi pewną różnicę . Nie spinam się i nie denerwuję , że z czymś nie zdążę. Czasy są jakie są - nie chcę napisać ,że ciężkie , bo bywały gorsze- i należy się dostosować zamiast załamywać ręce.  Tak mnie pozytywnie podkręcił znajomy , a właściwie były sąsiad w bloku. Przyszedł po jakiś drobiazg i ucięliśmy sobie chwilę pogawędki o tym i owym . Restaurację ma nieczynną z powodu kowida , ratuje się jak może dowozem , ale ogólnie słabo mu to idzie. Na szczęście ma jeszcze inne zajęcie i jakoś sobie radzi . I chociaż jest wściekły na sytuację uważa ,że sytuacja jest taka, że powinna dać pole do kreatywności , inspirować , żeby po czasie odbić w górę i pójść dalej z nowymi pomysłami.  Fajne podejście ...

Inny znajomy przyjechał dzisiaj do firmy z pakietem prezentowym piwa Fortuna. Dałam mu kiedyś kilka kawałków kabla . Takie ścinki , które i tak poszły by na złom . Koniecznie chciał mi za to płacić . Nie wiedziałam ile od niego za to wziąć , bo to odpad więc zażartowałam ,że ma chłopakom po piwie postawić . No i się chłop przejął i zamiast jednego postawił cały pakiet.  A najlepsze, że ja już całkiem o tym zapomniałam , a chłopaki oczy zrobili , bo co to za okazja. 

Odwiedziłam dziś matkę . Przechodzi samą siebie . Od wejścia awantura , bo telefon ma nieczynny . Jak to nie czynny pytam. Nie działa , jest całkiem głuchy , popsuty i w ogóle do d..y. Biorę do ręki , próbuję dzwonić , wyrzuca komunikat ,że tylko numery alarmowe. Wyłączam , włączam jeszcze raz - na ekranie "brak karty sim" . Mówię matce, że nie ma karty sim , Jakiej karty , ja nie mam żadnej karty , tu nic nie było. Tłumaczę jej, że chodzi o kartę sim , na której jest jej numer telefonu . Nie ona nie ma żadnej karty , telefon jest do niczego itd. No to rachunku nie zapłaciłaś mówię . No to wyleciała na mnie, że ona płaci , ma wszystko zapłacone , nawet rachunki sobie uszykowała , bo jutro idzie nowy kupić. Patrzę na rachunki- faktycznie zapłacone. Otwieram tył, zdejmuję baterie i faktycznie karty nie ma . Pytam się po co wyjęła te kartę . Ona niczego nie wyjmowała, ona nie umie , nie wie, że tam coś jest i ona w ogóle nie ma żadnej karty . Znów tłumaczę , że chodzi o taki plastik, który się wkłada do telefonu i na tym jest numer telefonu ( tak dla uproszczenia ) . Wyparła się ,w żywe oczy . Znowu pytam , co zrobiła z tą kartą i dlaczego ją wyjęła . Ona nie wyjęła , chyba jak poszła zapłacić , jej coś pogrzebali . "Grzebanie" w aparacie sprowadza się do sprawdzenia sms-a z kwotą do zapłaty. W końcu stwierdziłam ,że nie mam co dyskutować tylko trzeba jechać do galerii do punktu i poprosić o wydanie nowej karty . Ale na stole leżał stary aparat i coś mi mówiło ,że mam zajrzeć . Otworzyłam i co widzę ? Karta włożona do starego, popsutego aparatu. Po jaką cholerę ? Nie dowiedziałam się i matka nadal się upierała , że ona tego nie przekładała . Włożyłam z powrotem do nowego, uruchomiłam i akurat zadzwoniła matki psiapsiuła i się pochwaliła, że ma taki sam , bo widziała matki aparat i jej się spodobał, że taki prosty w obsłudze wiec może "autotytet" Stefki zadziała i w końcu telefon będzie ok. Nie wiem już czy się śmiać z tego , czy ręce załamywać ...

Tak poza tym , to paczka z pierniczkami wyruszyła w długą drogę do Włoch.  Mam nadzieję , że tym razem dotrze na czas. 

wtorek, 1 grudnia 2020

1.12.2020 Robi się lekka zadymka

 w firmie i nie tylko. Ostatnia prosta w tym roku więc nie wiadomo co łapać do rąk. Niefarty jednak nadal nas prześladują . Małżonka samochód odmówił współpracy. Po prostu wypadła z niego jakaś część , no i skończyło się w warsztacie. Na dodatek ledwie zrobił jeden ząb posypał mu się drugi, puściła plomba . Znów musiał zaliczyć dentystę . Ja na chwilę urwałam się na pocztę i po drodze wstąpiłam do zaprzyjaźnionej pasmanterii. Kupiłam kawałek koronki do przedłużenia obrusu wigilijnego , zajmę się tym w sobotę i wstążki do prezentów , tym razem złote i kawałek czarnej.  Mam do prezentów czarny papier w złote choinki. 

Tak poza tym , po pracy pojechaliśmy do gospodarstwa rybnego w celu kupna ryb na wigilię i nie tylko. Znajomy nam polecił. I było warto. Wprawdzie gość nie miał sandacza i w tym roku nie będzie, najwyżej trochę filetów , ale jeśli chodzi o inne to wybór ogromny . I tych świeżych i mrożonych i wędzonych z własnej wędzarni. I to prawdziwej , opalanej drewnem. Ryby wędzi w dymie , a nie w chemikaliach. I nawet własne przetwory ma w ofercie. Skoro nie ma i nie będzie sandaczy to kupiliśmy sieję i miętusa . Sieje znamy , o miętusie wiedziałam ,że istnieje . Muszę poszukać przepisów na przygotowanie tej ryby. Wzięliśmy też cztery sielawy i kawałek morszczuka ,wędzone, do zjedzenia na bieżąco. Okazały się pyszne i bardzo świeże. Te ze sklepów tak dobrze, nie smakują. I będziemy tam zaglądać częściej. To tak do świąt miałabym prawie wszystko. Mogę już po sklepach nie latać . Resztę kupię na bieżąco , a potem zostanie tylko produkować przysmaki. 

W oknach pojawiają się dekoracje i choinki , wczoraj poudawało trochę , że śniegiem sypie pora zmienić tło na zimowe. jeśli nie ma prawdziwego sniegu to niech chociaż oko cieszy taki na obrazkach. 

 

poniedziałek, 30 listopada 2020

30.11.2020 Puchnę z dumy

 Rzadko wstawiam jakieś linki , ale dziś muszę to zrobić . Pod linkiem kryje się filmik i opowieść . Nasz miejski portal się tym pochwalił, mój synalek wypatrzył i mi sprzedał a ja jako dumna lokalna patriotka nie mogę się nie pochwalić . Już wyjaśniam o co chodzi . Otóż nie tak dawno temu nawiedził nasze miasto kucharz- celebryta czyli sam pan Robert Makłowicz . I muszę przyznać ,że dobrze odrobił lekcję i z gwary poznańskiej i znajomości regionalnych potraw i co najciekawsze i za co mu ukłon posyłam z historii naszego miasta . Kto ma ochotę zobaczyć  odsyłam do linku.  

Dodam tylko, że o tej cukierni , którą prezentuje RM kilka razy wspominałam tu na blogu . Wnuk jej właściciela - seniora , wciąż czynnie prowadzącego ten biznes odbywał w naszej firmie praktyki zawodowe , a  krewna seniora , chyba szwagierka , ale pewna nie jestem - już nie żyjąca niestety,  uczyła mnie geografii w podstawówce. Wspaniała , starej daty belferka , taki chodzący dobry przykład , ale to inna historia . A wracając do filmu pana  Makłowicza , to jest tam pokazana jeszcze jedna restauracja , całkiem nowa , ledwie kilka miesięcy istniejąca ( nie byliśmy w niej jeszcze ) , serwująca potrawy regionalne . Sądząc po opinii RM to nie byle jaka .Wystarczy popatrzeć na jego rozanielony wzrok , pożądanie w oczach i zachwyt na twarzy . Fakt , że wypieki z zabytkowej cukierni nie mają sobie równych . 

A oto link : ( nie wiem czy zadziała , ale można znaleźć - tytuł "Makłowicz po Polsce odcinek 25) 

https://www.youtube.com/watch?v=M-6wjrcs2qg


niedziela, 29 listopada 2020

29.11.2020 Takie tam sprawy i sprawki babusine

 Plan na sobotę po części wykonany. Po części , bo odpuściłam sprzątanie świąteczne . Odpuściłam i nie będę się tym przejmować. I tak sprzątam na bieżąco , to co się będę wysilać . Szczerze mówiąc to tylko mój leń , ale czy ja muszę ciągle coś robić ? Też mam prawo do luzu i nie zamierzam z tego rezygnować . Święta i tak przyjdą , czy moja chata będzie błyszczeć czy też nie .  Zamiast tego pojechaliśmy na kolejne zakupy. Tym razem po paczki dla pracusiów a właściwie to dla dzieci pracowników, bo one głównie z tego korzystają. Kupiliśmy wszystko co trzeba i przy okazji kilka drobiazgów dla rodziny i dla siebie . Po woli chodzi mi po głowie koncepcja wystroju. Nawet w sobotę się do hurtowni tkanin udałam . Oczywiście na jednym materiale się nie skończyło . Kupiłam czerwone płótno na obrus , choć muszę coś wymyślić żeby go wydłużyć , bo był ostatni kawałek 2,3m , a ja potrzebuję 10 cm więcej , żeby się ładnie układało . Kupiłam też drugi materiał świąteczny , na ławę do saloniku, w kolorach szarym , zielonym i czarnym czyli takim jak dominują w saloniku. I co prawda , na rok przyszły , bo złota jesień  w odwrocie , ale jak można się oprzeć czemuś takiemu; mianowicie jabłuszka - czewono- pomarańczowo - zielone . W sam raz do kuchni na sezon jesienny. A jeśli chodzi o tegoroczny wystrój , to będzie w moich ulubionych. Pochwalę się jak nabierze kształtu, bo na razie to tylko moja mglista wizja. 

W lidlu załapałam się na książkę "Dom" . O ile tamte z przepisami kulinarnymi były ciekawe, o tyle ta jest właściwie o niczym. Nie znalazłam tam nic , o czym bym nie wiedziała prowadząc dom tyle czasu ile to robię . Bo co to za rada ,jak  w ramach oszczędzania zrobić tartą bułkę z wyschniętego chleba , którego nie zjedliśmy . Jak dla mnie słabe. Wiem o tym od dziecka, że tak się robi. Ale niech będzie. Przyjrzę się bliżej przepisom kulinarnym , bo też takie są . 

Skończyłam dziś czytać Sagę o Ludziach Lodu. W kolejce czekają "Pamiętnik" Sparksa i " Srebrne Skrzydła" Camilli Lacberg. No i trochę robótek przedświątecznych jak zwykle. 

O sytuacji w kraju nawet myśleć mi się nie chce. Pamiętam opowieści mojej babci o tym jak to kobiety się upominały o prawa wyborcze - babcia była wtedy młodą kobietą około 20-tki , bo urodziła się jeszcze w XIXw. "Upominały" takiego właśnie słowa używała i dodawała , że czasami źle się to dla nich kończyło.  Żałuję , że nie wypytałam jej dokładnie jak to było i na ile ona brała w tym udział . Pewnie, nie , bo pracowała w tamtym czasie jako "panna do towarzystwa "u dziedziczki i była zaabsorbowana obowiązkami ale z pewnością była świadkiem tamtych czasów. I paradoks , że po ponad 100 latach , ja znów jestem świadkiem kobiecego upominania się o swoje prawa ( z czym się solidaryzuję i popieram ) . Jak na to spojrzeć "z boku" to wydaje się wręcz nieprawdopodobne. A jednak się dzieje , tu i teraz. 


sobota, 28 listopada 2020

28.11.2020 Opowieści na sobotni wieczór - kamienie żyją - kompas Wikingów

 inaczej nazywany kamieniem słonecznym .Szpat islandzki . W rzeczywistości jest czystym kalcytem czyli węglanem wapnia . Najpiękniejsze  i największe okazy pochodzą z Islandii , ale tam złoża są od wielu lat wyczerpane. Dziś pozyskuje się go Rosji , na Ukrainie, i USA . Jego wyjątkowość bierze się z pewnego zjawiska fizycznego , mianowicie podwójnego załamywania światła . To właśnie sprawia , że kamień ten do dziś jest używany w nawigacji i optyce, miedzy innymi do budowy pryzmatów , wykorzystywanych w mikroskopach . Kamień ten posiadali już Wikingowie i potrafili się nim posługiwać . Według podań kamień ten pozwalał ustalać kierunek podróży po zachodzie słońca i we mgle. Na to , że znany był tym legendarnym żeglarzom - rabusiom archeologowie znajdują dowody , we wrakach wikińskich łodzi . Do nawigacji wykorzystuje się jego właściwość zwaną dwójłomnością . W skrócie oznacza to , że światło po przejściu przez ściankę rozdziela się na dwie wiązki , a każda z nich załamuje się pod innym katem. Współczesne eksperymenty przeprowadzone przez fizyków ten fakt potwierdziły .  Eksperyment polegał na tym ,że na górze kryształu umieszcza się znacznik w postaci kropki . Potem należy spojrzeć na szpat od dołu  - z racji załamania światła widoczne będą dwie kropki. następnie należy tak obracać kamień , aż obie kropki będą miały dokładnie taki sam odcień . Czubek kryształu wskazuje wtedy położenie słońca . zadziwiające ale dokładność wynosi zaledwie 1 stopień . Powiem Wam więcej ; sprawdziłam to z kropkami i faktycznie działa . Posiadam bowiem szpat islandzki w swojej kolekcji i to całkiem sporą bryłkę. Nie pamiętam czy w jakiś sposób wyznaczyłam położenie słońca , ale kropki faktycznie pojawiają się dwie i odpowiednio ułożone mają identyczny odcień . 

Kamień słoneczny można wykorzystać jeszcze w inny sposób; może posłużyć do wzmocnienia rytuałów magicznych  , pomaga w medytacji i magii . Oczyszcza i harmonizuje czakry. Pomaga w przechodzeniu od pomysłu do działania , wzmacnia intuicję i pewność siebie , wspiera w przełomowych momentach życia , sprawia ,że jego właściciel łatwo otwiera się na życiowe zmiany . Łagodzi też rany z przeszłości . Ma moc oczyszczania naszego otoczenia i pozytywnie wpływa na środowisko . Można go wykorzystać do przywrócenia równowagi w przestrzeni naszego domu . Do tego wymaga jednak pewnego rytuału. Nalezy go umieścić w kręgu z pięciu świec w kolorze błękitnym lub fioletowym. 

A oto i on: szpat islandzki z mojej kolekcji , prawda, że jest piękny ? 



piątek, 27 listopada 2020

27.11.2020 Chwalę sobie

 dzisiejszy dzień . Pozbierałam trochę kasy , nawet w gotówce , nie wiele miałam do zrobienia , bo większość zrobiłam wczoraj , a popołudnie spędziłam na czytaniu. Mężuś pojechał do znajomego , niby tylko dowieść materiałów chłopakom a okazało się więcej do zrobienia  niż akurat zlecił i jak pojechał , tak zniknął. Zaczął pomagać chłopakom i skończyli w jeden dzień i też wrócił z kasą czyli pozytywnie. Nie pamiętam już kiedy tak dobrze się składało. Ale tak poza tym to nie ma się z czego cieszyć . Zaraza trzyma , chaos w kraju wciąż większy i większy , szary"Kowalski" nie wie czego się trzymać ; jak zauważyłam to niektórzy panikują , że jak to będzie ze świętami i nie wiadomo czy się w ogóle odbędą , a ja osobiście znow mam poczucie braku kontroli nad codziennością . Ale się przystosowuję. Prezenty kupiłam w necie - te dla dzieci już przyszły , te dla młodzieży i mężusia w drodze , kawę do automatu domowego tez zamówiłam w necie i też w drodze , co jadę na zakupy spożywcze dorzucam coś co przyda się do świątecznych potraw . Jutro na zieleniaku rozejrzę się za suszonymi owocami , fasolką i od znajomej bamberki kupię większa ilość kiszonej kapusty , powkładam w słoiki i zagotuję lekko. Przed Wigilią nie będę krążyć po sklepach. Wcale mnie to zresztą nie bawi , zwłaszcza , że w perspektywie tłok , bo ograniczenia zniesione ( to akurat się okaże w jakiej formie i na jak dlugo). Zostaną ryby i opłatki . No i choinka jak wiadomo, ale to na sam koniec.  Na jutro planów nie mam specjalnych poza tymi co we wszystkie soboty. Może tylko do marketu po słodycze do paczek pracowniczych wyskoczymy . No wiem, że jeszcze prawie miesiąc ,ale jak wspomniałam , nie mam ochoty latać po sklepach jak będzie tłok.