babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
sobota, 16 października 2010
16.10.2010 Kiedyś naprawdę mnie trafi...
poniedziałek, 11 października 2010
11.10.2010 Weekend
a to inne fotki z lasu
Jesień – dziś mglista ,chłodna i wietrzna. Lubię taką pogodę. Od dzieciństwa fascynowały mnie żywioły. Chętnie bym się przeprowadziła na wieś ,już tylko z tego powodu,żeby mieć bezpośredni kontakt z przyrodą . Nie tylko , ale ten powód byłby decydujący. Auto stojące przez weekend pod blokiem zastałam dziś osnute nitkami babiego lata . Niesamowite! Nigdy coś takiego mi się nie zdarzyło...
Sweterek dla Helenki skończyłam. Żółty kolor wymyślili specjalnie dla niej. Wygląda w nim ślicznie.
Rodzinka była wczoraj na obiedzie. 45 pyz drożdżowych z bitkami wołowymi i czerwoną kapustą zniknęło w pół godziny. Lody z owocami na deser też. Młodzież zadowolona.
Młodsza synowa już się całkiem zaokrągliła. Maleństwo rozrabia w brzuszku u mamy a my wciąż nie wiemy czy to on czy ona. Może dowiemy się w tym tygodniu, po kolejnej wizycie .
Moje plany sobotnie nie całkiem mi się udały. W ciągu dnia pracy pojeździłam sobie po mieście , wszystko z powodu objazdów, a sprawę miałam do załatwienia w sumie jedną. Chłopakom zabrakło kabli i chcieli,żebym im dowiozła z garażu. Dowiozłam. Przy okazji pokręciłam się po naszej działce. Po wycięciu chaszczy jakoś dziwnie się powiększyła. Długo to jednak nie potrwa , bo wszystko znów wypuszcza, mimo dwukrotnego traktowania randapem . Będzie trzeba „kurację” powtarzać. Poza tym trzeba przyciąć papierówkę i wiśnie i jakoś wykarczować czereśnie. No i spokój większy niż po mojej obecnie zamieszkiwanej stronie miasta. Popołudniowy spacer też się mocno skrócił . Mężuś pojechał do klienta i utknął. Wrócił przed 18.00. Pojechaliśmy ale w lesie zapadał już zmrok więc spacer trwał krótko. Szkoda...
sobota, 9 października 2010
8.10.2010 Mam, mam, mam …
A dziś czyli już 9.10 ubrałam się nieco młodzieżowo , w dżinsowy bezrękawnik, przed kolano i legginsy i nawet dobrze się w tym stroju czuję. Jakimś cudem całkiem dobrze zamaskowało moje nadprogramowe kilogramy. Na razie ubyło mi zaledwie 3 i dalej waga ani drgnie, ale dobre i to. Przynajmniej ciuchy mi się nie opinają na brzuchu i zimowy płaszcz mi się dopina czyli mogę jeszcze w tym roku nowego nie kupować.
Popołudnie zamierzam spędzić w lesie ( stolarz znów przesunął termin roboty) na długim spacerze . Już zapowiedziałam mężusiowi . Sprzeciwu nie wnosił więc liczę na to,że zrealizujemy.
Poza tym nic nowego; w mieście coraz większy horror komunikacyjny , żeby przez nie przejechać trzeba więcej czasu i jeszcze więcej cierpliwości.
Sweterek dla wnusi się robi. Już bym wczoraj skończyła, ale źle zrobiłam 2 rękaw – za wąski o 2 oczka . Zorientowałam się ,że źle robię , kiedy już miałam połowę . Co było robić – sprułam. Skończę dziś wieczorem .
czwartek, 7 października 2010
7.10.2010 Zwyczajnie
W pracy też normalnie . To znaczy zlecenia realizujemy w kolejności zgłoszeń – chwilowo te , które wymagają pracy na wolnym powietrzu , bo nie pada. Klienci z kasą się nie śpieszą ale nie jest źle.
Wystawiłam na sprzedaż działkę w naszym Gaju. Jutro wyjdzie ogłoszenie. Ciekawa jestem czy będzie ktoś chętny. Oby, bo domek na wsi wciąż mi się marzy … No , ale marzyć każdy może... Ja w szczególności, bo i tak moje marzenia nigdy się nie spełniają do końca. Czasem trafi mi się namiastka tego o czym marzę. Tak miałam od dziecka...
Sweterka dla wnusi przybywa. Mam już przód i plecki. Teraz rękawki i wykończenie. A potem będę się uczyć nowych wzorów. Przyszła dziś zamówiona książka . A w sobotę montaż nowych szaf !
wtorek, 5 października 2010
5.10.2010 Niespotykany u nas luzik

Telefon dziś milczy, sprawy służbowe w zasadzie wyprowadziłam na bieżąco. W zasadzie, bo przecież jak się uprę to coś znajdę. Nie , no co ja wypisuję ; nawet nie muszę się upierać , po prostu znajdę. Nie ma jednak pośpiechu. Korzystamy z bezdeszczowej pogody i wykonujemy prace na zewnątrz., a poza tym w pracy standardowo jak na październik.
Z domowych spraw pochłaniają mnie robótki. Z wielką przyjemnością do nich wróciłam i jak już wróciłam nie mogę przestać. Ledwie skończyłam czapeczkę – kotka i rękawiczki dla wnusi ( jak widać na załączonym obrazku) a już powstaje pasiasty sweterek – taki do dżinsowych ogrodniczek. Kolorowych włóczek nakupiłam mnóstwo więc prędko nie skończę . A drugie wnusiątko w drodze i za chwilę i dla niego czas będzie coś stworzyć. Mam też parę pomysłów na dekoracje i zmiany , ale koncepcje wymagają jeszcze przemyślenia i dopracowania . Wyciągnęłam też z mojej przepastnej biblioteki książkę „Skrawki Życia”. Takie słodkie czytadło – nic szczególnie wartościowego ale bardzo je lubię . O budowaniu damskich przyjaźni. Doczytuję po parę stron pomiędzy mieszaniem w garnkach a sztrykowaniem sweterka (dzierganiem znaczy) . Kupiłam kiedyś ot tak, , do szybkiego poczytania na wyjazdowym weekendzie i okazała się całkiem przyjemna. Chwilowo nie mam zapału do czegoś ambitniejszego od artykułów z Wprostu lub Polityki więc na razie sobie ambitna literatura poczeka na mój zapał.
Na świecie coraz bardziej kolorowo , ale zimno, jakieś 5-6 stopni. I pomyśleć ,że się wczoraj lekko zdziwiłam ,że u Lidki w górach już przymrozki. ..
sobota, 2 października 2010
02.10.2010 Jesień
Zamotałam się dziś kompletnie. Błądzę we własnym mieście , które znam lepiej niż własną kieszeń i które nie ma przede mną żadnych tajemnic . To wszystko z powodu remontów na krajowej 15-tce , która biegnie przez miasto , w tym i po mojej ulicy. Odpadła mi z tego powodu połowa frajdy z cosobotnich porannych zakupów. Na zieleniak nie wjechałam , bo oba wjazdy na parkingi odcięte . Dostęp tylko pieszo, a nie miałam aż tyle czasu,żeby biegać po mieście pieszo. No trudno. Frajdę sobie odbiję u fryzjera. Mężuś będzie szkolił serwisanta , to ja się urwię zrobić porządek na głowie. A propos remontu krajowej 15-tki. Drogowcy wykopali spod nawierzchni tory kolejki wąskotorowej, która jeszcze za mojego życia jeździła po powiecie , dowożąc ludzi do pracy. Zlikwidowano ją dopiero na początku lat 70-tych kiedy to runął drewniany most po którym pokonywała rzeczkę przez miejscowych zwaną malowniczo Nilem.
Ten most był wspaniałym miejscem naszych dziecięcych zabaw , ale to już inna historia.
Stare tory biegły tuż przy granicy naszej posesji. Zapadły w ziemię , zarosły i zostały zapomniane. Przez te niespełna 40- lat pogrążyły się w ziemi jakieś 30 cm. Patrzyłam sobie na to wykopalisko i tak sobie pomyślałam ,że już rozumiem dlaczego archeologom tak trudno odnajdywać ślady przeszłości . Może powinni kopać głębiej ?
A tak poza tym jesiennie ...
czwartek, 30 września 2010
30.09.2010 Znow sprawy babusine
W domu leniwie . Popołudnia przy herbatce i tv – ja z obowiązkową robótką , mężuś laptopem na kolanach. Kojarzy mi się bajka : „byli sobie dziad i baba , bardzo starzy oboje”. Tyle,że nam do tego daleko. Ale jesień sprzyja siedzeniu w domu, podjadaniu smakołyków – wczoraj spróbowaliśmy konfitury śliwkowej z amaretto ; pycha i popijaniu herbatek. Za chwilę będzie co robić , bo nasze szafy na ukończeniu , za kilka dni montaż i wtedy wyciągniemy z zakamarków wszystkie albumy ze zdjęciami, zapomniane filmy i cd-iki z muzyką . Trzeba będzie to wszystko uporządkować , poukładać i przy okazji obejrzeć lub posłuchać. Zajęcie na całą jesień …
Helenka pracowicie stawia pierwsze kroczki, jeszcze z pomocą dorosłych , ale o raczkowaniu już zapomniała. Świat z wysokości 70 cm wydaje jej się dużo ciekawszy . Dziś znów się nie oparłam pokusie i kupiłam jej sukieneczkę – trochę za dużą , wiem , ale jak tu się oprzeć klasycznej , błękitnej sukience z aksamitu z kołnierzykiem bebe i trzema malutkimi atłasowymi różyczkami na karczku ? Bez cykinów, cicików i pięciu falbanek naraz – zwłaszcza, że do strojenia miało się kiedyś samych chłopaków.
W marketach „zatrudnili” już aniołki i gwiazdorki – na razie tylko te słodkie (właśnie robiąc przedwczoraj zakupy zdziwiłam się z tego powodu) , ale jednak. Stanowczo za wcześnie jak na mój gust. No ale AMUN też już mi kartki świąteczne i nowy kalendarz przesłał. Tu jednak mogę zrozumieć . Od lat jesteśmy ich klientem a właściwie takim trochę klientem – sponsorem . Dużo takich jak my więc potrzebują czasu na rozesłanie. A propos sponsorowania , to w tej kwestii jestem ignorantką. Od września nasza firma jest sponsorem wspierającym miejscową drużynę piłki siatkowej , a ja jeszcze na początku września nie wiedziałam w co grają . Siatkówka z koszykówką mi się myliła, na żadnym meczu nie byłam ( i nie będę , umarłabym z nudów) nie znam wyników meczy , nie wiem kto gra w drużynie . Śmiech po prostu. Chłopaki bardziej się tym pasjonują i wiedzą więc wystarczy .
Tak jednak trzeba , nie mam nic przeciw sponsorowaniu choć wolałabym cel szczytniejszy niż sport , np. jakiś ośrodek dla dzieci niepełnosprawnych albo coś w tym rodzaju. To jednak byłą transakcja wiązana . Wzięliśmy świetny kontrakt , który dał nam pracę do następnego roku , a ponieważ właściciel inwestycji jest sponsorem tytularnym ( czyli tym najważniejszym i dającym największą kasę na drużynę ) to jak rzucił hasło tego wspierania młodzieży grającej to już wyjścia nie było, trzeba się było zdeklarować . No cóż rąsia rąsie myje , a żadnego ośrodka i tak u nas nie ma więc niech będzie drużyna piłki siatkowej.
A póki co czekam kiedy się dzień w biurze zakończy – z robotą na bieżąco jestem więc mam mały luzik i sobie mogę skrobać na blogu i błądzić po forach – bo w kartoniku pysznią się prawdziwki i czarne łebki i tylko czekają na przerobienie ich w pyszny obiadek. Nic pyszniejszego niż grzybki w śmietanie ze świeżym chlebem . Przepis jeszcze babciny .
Grzybki smażone wg Babci Stanisławy
Wziąć zdrowe grzyby leśne prawdziwki, czarne łebki, kurki maślaki , kozaki
lub jakie kto nazbiera . ( na oko , ile jest)
Oczyścić, pokroić , nóżki odłożyć na susz , a resztę obgotować w wodzie z solą – nie dłużej niż 10 minut , bo stracą smak. Odcedzić , przelać zimną wodą
W rondlu , albo na głębokiej patelni rozgrzać smalec , zeszklić pokrojoną w drobną kostkę cebulkę , na to wrzucić grzybki , dodać 2 ziarna ziela angielskiego, liść laurowy , obsypać pieprzem . Smażyć mieszając jakieś 5 minut. Zalać słodką śmietanką , dosolić do smaku i dusić jeszcze z 10 minut mieszając . Pierzu i śmietanki nie żałować. Jeśli za mocno zgęstnieją to dolać śmietanki lub troszeczkę wody. Podać ze świeżym chlebem. PALCE LIZAĆ !!!