babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

sobota, 12 lutego 2011

12.02.2011 Sobota babusi Marychy

Awaria pralki opanowana. Magik zgodnie z umową przyjechał w czwartek w towarzystwie dwóch sztyftów , zabrali pralkę do warsztatu , po południu odstawili naprawioną . Skasował przyzwoicie, 180 zł razem z częściami , w tym wymienił fartuch przy drzwiczkach . Nie przeciekał, ale gość stwierdził,że skoro nie był wymieniony od początku , a już zużycie po nim widać , to długo już nie pożyje. No i mam pralkę jak nową . Nie przecieka – wypróbowałam. Dzień dziś pracowity jak każdy inny. Nawet w biurze miałam co robić. W domu jak w domu , zrobiłam jakieś pranie, ogarnęłam trochę sypialnię ,kuchnię i salon.. Mężuś został bohaterem w swoim domu i powiesił mi kolejny obrazek. Odszukałam stare , ręcznie malowane na deseczkach . Dostałam je w latach 70-tych ubiegłego wieku. Malowała je jedna miejscowa malarka . Już nawet nie pamiętam jak się kobieta nazywała. . A teraz mam luzik i zastanawiam się czy się zdrzemnąć czy brać za następną robotę, a pogoda dziś taka, że aż się prosi żeby wiosenne porządki zaczynać. A w każdym razie zrobić jakiś przewiew w szafie. A propos szaf ; ciuszki na wiosnę , które zamówiłam niedawno rewelacyjne , jakby szyte na mnie. Parub sztuk co bardziej znoszonych mogę się spokojnie pozbywać.
Jutro wyjazd do Poznania na spotkanie z przyjaciółmi. Już nie mogę się doczekać. Kupiliśmy im prezent . Ot tak sobie - z różnych okazji , których w ubiegłym roku się nazbierało. Zabierzemy też jakieś dobre winko . Przy okazji poszukiwania prezentu upatrzyłam sobie firanki do kuchni. . Piękny delikatny szyfon haftowany w białe i czarne róże. Koncepcję na firanki miałam inną ale te są po prostu piękne i nawet nie zbyt drogie. Muszę pomyśleć jak je kazać uszyć ,żeby wyglądały efekciarsko.
Sweterek dla wnusia na ukończeniu. Włóczka dotarła , nawet udało mi się zamówić identyczną jak ta kupiona u nas.

środa, 9 lutego 2011

7,8,9. 02.2011 Imprezka z atrakcjami , 21 stopień zasilania ,awaria , przesyłki i chaos

Niedzielna imprezka z atrakcjami w postaci wyłączenia prądu. Śmialiśmy się ,że 21 stopień zasilania nam energetyka przywraca – bo teściowa synalka pracuje w tej branży, choć tylko papierki w biurze przewraca a z przesyłem jako takim nic wspólnego nie ma. Prąd wyłączyli na dobrą godzinę , akurat tuż przed kolacją . Ale co tam, pozapalaliśmy wszystkie świece jakie tylko w zasięgu ręki i wzroku się znalazły i było całkiem miło. Trochę nie poszło mi z kolacją , bo miały być grzanki z pomidorem i mozarellą , ale piekarnik mam elektryczny więc się piec nie dało . Ale sałatki i patery z serami i wędliną też wystarczyły. Oczywiście po ciemku i z nerwów, że nie po mojej myśli pomyliłam sos i czosnkowy wlałam do sałatki z kurczaka i winogron , ale i tak była bardzo dobra. Tym sposobem do tej z sera z kukurydzą i ananasem dorobiłam szybko ziołowy ( nie to co czosnkowy ale i tak było nie źle) , a ten co miał być do tej pierwszej został . Może się jeszcze do czegoś nada. .Pozostałe dwie ; z ciecierzycy z fetą i żurawiną i fasolowo - ogórkowa wyszły jak trzeba i zgodnie z planem . Gościom i tak smakowało. Ciasto i desery też. Żałowali tylko,że nie napiekłam pączków , tradycyjnie jak co roku. No nie napiekłam, nie chciało mi się i już..
21 stopień zasilania staje się u nas stałą praktyką . Nie wiem czy to wina wiatru, burzy i gradobicia ( tych ostatnich nie notowano od września ubiegłego roku) , remontu na krajowej 15-tce czy też może spisku Tuska z Putinem – faktem jest ,że wyłączenia prądu zdarzyły się u nas mieście od początku roku już kilka razy, w tym w naszej części miasta trzykrotnie i to na dość długo ,bo na 0k 2godziny Jak dla mnie może być – mam pretekst żeby się poobijać . Dłuższego bezrobocia bym nie zniosła, ale te parę godzin jest ok.
Na jutro zamówiłam mechanika – magika od automatycznej pralki. Zaczęła mi przeciekać . Pytanie czy to sprawka jakieśj uszczelki czy też czeka mnie nieplanowana wymiana na nową .Sprzęcior ma wprawdzie swoje latka, leci mu 14 rok jak by nie liczyć , ale na razie mam inne wydatki na głowie czyli remont kuchni. . A propos remontu kuchni to dziś ma przyjść stolarz na pomiar mebli . Na razie będzie robił projekt i wycenę , a potem się zobaczy czy już na wiosnę czy dopiero na jesieni . Kwestia kasy oczywiście, bo mój mężuś słyszeć nie chce o żadnych tanich materiałach.
Wczoraj przyszły zamówione ciuchy i książki. Jakby się zmówili – wszyscy wysłali mi zamówienia w jednym czasie . Musiałam od razu wyłożyć większą kwotę ( liczyłam ,że rozłoży się to w czasie ale w sumie na jeden pies wyszło ;ale z większą gotówką nie lubię się rozstawać). Najchętniej do książek dopadłabym od razu ale chwilowo mam pilniejsze zadania ; skończyć sweterek dla wnusia, bo synowa już na ostatnich nogach i mogę nie zdążyć. Na szczęście udało mi się w internecie dokupić brakującą włóczkę – w sklepie, w którym kupowałam u nas zabrakło i chyba mi się uda.dokończyć zanim mały pojawi się na tym świecie. O ile więc nie przysypią mnie kolejne oferty i kosztorysy to może zacznę czytać od przyszłego tygodnia . Na razie usiłuje przeczytać „Tajemnicze Historie” - którą dostałam od młodszej młodzieży na imieniny. Ciekawa pozycja , o różnych tajemniczych miejscach , zdarzeniach i postaciach , w świetle najnowszych odkryć archeologicznych. Lubię takie książki.. Do tych , które sobie teraz zamówiłam będzie potrzebny nastrój. „Obrzęd” traktuje o współczesnych egzorcyzmach , a „ Magiczna Aromatoterapia „ - no wiadomo o olejkach i leczeniu zapachami ale też o związanych z tym magicznych rytuałach. Czeka mnie sporo emocji czytelniczych .
A poza tym , w pracy ogólny chaos. Mamy taką ilość zleceń ,że mimo prognoz ,analiz i przepowiedni w kryzys jakoś uwierzyć nie sposób.

niedziela, 30 stycznia 2011

30.01.2011 Grzech ekologiczny

Tytuł średnio pasuje do tego co napiszę , ale tak mi się jakos ten spot o paleniu śmieci kojarzy .
Lidka napisała całkiem spory kawałek na temat eko , przeczytałam , nawet coś tam dopisałam od siebie , ale temat mi siedzi w głowie i zbyć go niczym nie mogę. Zaczęłam się nad tym zastanawiać jak to u nas , na naszej wielkopolskiej prowincji wygląda . Bok tak generalnie to ja mówię ,że w ekologię nie wierzę . Wojna człowieka z naturą trwa od zarania dziejów . Szczęściem na razie natura górą .
Jak tak sobie wrócę myślami wstecz , to wychodzi mi,, że kiedyś nikomu o ekologii nawet się nie śniło, a jednak ludzie żyli ekologicznie. Niedawno odbyłam sentymentalną podróż do rodzinnej wsi. Na urodzie nie straciła , choć jej dni i lata są policzone – ludzie ciągną do miasta , jednak zasypują ją sterty plastikowych butelek, torebek , wszelkiej maści pojemników po jogurtach, olejach , środkach czystości i czym tam jeszcze. W czasach kiedy tam mieszkałam śmieci się segregowało. Jakoś tak po prostu. Odpadki od produktów żywnościowych wrzucało się kompostownik , resztki z posiłków zjadały domowe psy , koty i świnie , kawałki desek , papier z opakowań, tekturę i stare gazety spalało się w domowym piecu , butelki zbierało i zanosiło do skupu , szmaty również zbierało się do worka, te co się nadawały wykorzystywało na ścierki - reszta szła do worka i czekała na przyjazd tzw . Szmatnierza. Podobnie było ze złomem . Szmatnierz kilka razy w roku przyjeżdżał do wsi furmanką, zabierał złom, butelki, stare szmaty , makulaturę – jeśli jakaś była itp. Wymieniało się te przedmioty na szklanki, słoiki do zapraw, cynkowe wiadra , albo dla dzieci odpustowe zabawki typu jojo lub wiatraczek albo tombakową biżuterię. Oczywiście , czasem się zdarzyło,że ktoś wrzucił do pieca jakieś zużyte buty , albo pióra po oskubaniu drobiu na obiad czy jakiś worek foliowy , ale to była rzadkość. - bo ich po prostu nie było w nadmiarze. Po zakupy chodziło się z siatką z żyłki, lub uszytą z materiału – najczęściej pochodzącego z jakiegoś znoszonego ciucha, koszykiem lub torbą ze skaju. . A wracając do mojego ostatniego pobytu; niby stały tam pojemniki na plastik ale pełne , a wokół nich góry plastikowych śmieci. Innych nie widziałam więc pewnie nadal ludzie co mogą to wykorzystują w gospodarstwie , a pojemniki ktoś postawił , ale o wywiezieniu ich nikt nie myśli. Podobnie było w mieście. Butelki i makulaturę sprzedawało się w skupie surowców wtórnych, złom w składnicy – dla dzieci była to okazja do zarobienia paru groszy na lody lub lemoniadę , reszta szła do pojemnika. Jeśli ktoś miał ogródek to resztki organiczne wrzucał do kompostownika. Po mleko , kefir lub śmietanę czy maślankę szło się ze szklaną , wymienną butelką , po ocet , piwo czy lemoniadę również, wodę gazowaną produkowało się w domu z pomocą tzw. syfonu - butli w którą wkręcało się tzw. naboje z dwutlenkiem węgla. Też były wymienne , albo napełniało się szklane pojemniki wodą sodową w specjalnym punkcie. Po zakupy podobnie jak na wsi szło się z koszykiem lub szmacianą siatką. Kiedy zaczęły się zmiany i szeroko zakrojone wycieczki handlowe na Zachód zachłysnęliśmy się foliowymi opakowaniami. Fakt,że były ładne , kolorowe, praktyczne ale pozbyć się tego nie szło. Sterty śmieci zaczęły rosnąć w tępie zastraszającym. W którymś momencie stwierdziłam ,że nawet nie wypada chodzić po zakupy ze szmaciakiem . Przyznać muszę ,że uległam tej presji.. Ja i tak zresztą nie przesadziłam , bo zawsze lubiłam wiklinowe koszyki i miałam ich zwykle pod ręką kilka więc na zakupy chodziłam najczęściej z koszykami . Powoli zaczęły znikać ze sklepów szklane opakowania – zastąpiły je plastiki lub kartony, domowe zwierzaki zamiast żywić się tym co zbywa ich państwu muszą mieć odpowiednią karmę , syfony zastąpiły wody w plastikowych butelkach , a swojskie szare torebki kolorowe foliówki.. Zwrot zauważyłam niedawno , choć taki jakby ukierunkowany , bo mowa nie o tym jak ograniczyć ilość śmieci , tylko o tym jak sobie poradzić z tym co wyprodukujemy. Mamy śmieci segregować : elektronika osobno, agd osobno , papier osobno, złom osobno , plastiki osobno itd. No dobra , rozumiem złom elektroniczny i agd . Mnóstwo tego jest po domach i firmach szczególnie i to jakoś zostało rozwiązane. Trzeba zgłosić do firmy , która utylizuje, wnieść jakąś tam drobną opłatę , dostaje się w zamian protokół złomowania . Co się dalej z tym dzieje – nie wgłębiałam się szczegółowo, ale zakładam ,że skoro odbiera to firma , która to utylizuje, to wie jak to zrobić i robi. Zgodnie z technologią. Gorzej z takimi zwykłymi śmieciami domowymi. Niby stoją pojemniki na makulaturę , szkło , plastik i resztę ale jak obserwuję jak wygląda wywózka , to mnie diabli biorą i tracę ochotę na to,żeby śmieci segregować. To zależy jeszcze, kto to robi , ale np. na osiedlu gdzie mam firmę już kilka razy widziałam , jak wszystkie pojemniki zsypywali na jedną wywrotkę. U nas pod blokiem jest trochę lepiej. Pojemnik na plastik wystawia firma , która to przerabia. Na szkło i makulaturę pojemniki na osiedlu też stoją ale od mojego domu dość daleko. No to segreguję , na plastik i resztę. Staram się jednak makulaturę ( a mam tego mnóstwo ; czasopisma , katalogi , sto tysięcy ulotek reklamowych , które znajduję codziennie w skrzynce itp. - pewnie nie złych rozmiarów zagajnik na to poszedł) władać do osobnego worka., tak na wszelki wypadek ,żeby ułatwić segregację. Nie wiem czy to ma sens. Na jakąś bardziej konkretną segregację nie mam zwyczajnie miejsca. Kuchnia ma wymiary jakie ma i po prostu nie mam miejsca na więcej pojemników. Świadomość chyba jednak w tym względzie rośnie , bo jakoś tak niepostrzeżenie zaczęły się znów pojawiać szmaciaki , papierowe torebki, , koperty i papier do drukarek pochodzący z przerobu , etykietki na produktach przemysłowych itd. Firmy wykoncypowały sobie ,że taki szmaciak , czy papierowa torebka to świetne miejsce na reklamę swojej marki . My też zamówiliśmy szmaciane i papierowe torebki z nadrukowanym naszym logo i świetnie się to sprawdza .
Braki jednak są i długo będą. Nie specjalnie chce mi się wierzyć w zdrową żywność. Najzdrowsza była taka z czasów mojego dzieciństwa i młodości: kury wychowane na trawie , ziarnach i pokrzywach, trzoda na naturalnej paszy , a warzywa i owoce na naturalnym oborniku.. A teraz co , niby są te uprawy biodynamiczne , czy inne eko, ale co z tego jak wszyscy dookoła stosują nawozy,.Nie wierzę ,ze to nie dostanie się np. do wód gruntowych a z nimi nie skazi ( akurat lepsze słowo nie przychodzi mi do głowy) takiej eko- uprawy.
Skupiłam się na śmieciach , ale z problemów ekologicznych w zasadzie tylko ten temat mnie dotyczy bezpośrednio. No bo cóż – mieszkam w mieście ,zadbanym zresztą ; ludzie, nie rzucają śmieci gdzie popadnie , czego nie zaobserwowałam w innych miastach niestety – jedyne o co w tej sytuacji mogę dbać to o czystość otoczenia, dopilnować ,żeby złom elektroniczny z firmy trafiał gdzie powinien , kupować koperty z wtórnego przerobu , a w ogródku nie sypać nawozów sztucznych . Temat ekologii można właściwie ciągnąć i rozwijać w nieskończoność . Jedno jest pewne ; jeśli sami nie zadbamy o środowisko i nie nauczymy tego naszych dzieci i wnucząt nikt inny za nas tego nie zrobi .

niedziela, 23 stycznia 2011

23.01.2011 Niedzielnie …

3 przykazanie powiada :” pamiętaj abyś dzień święty święcił „. No to święcimy jak możemy . Mężuś odsypia zarywane ostatnio nocki , a ja snuję się po domu przygotowując niedzielny obiad , poczytując w tzw. międzyczasie czasopisma , przeglądając katalogi z wiosenną kolekcją ciuszków i obmyślając 25 386 koncepcję remontu w kuchni – teraz to już właściwie w szczegółach, bo nawet część materiałów mam już przygotowaną..Wypadałoby pójść do kościoła , ale jakoś szczególnie gorliwie praktykujący nie jesteśmy.
Za oknem temperatura na plusie, zimowe słońce przebija zza chmur, znikają resztki wczorajszego śniegu , a miastu grozi zalanie. Nasza miejscowa rzeczka szumnie zwana przez mieszkańców Nilem występuje z brzegów. Polder na wysokości krajowej 92 zalany na całej szerokości , a w samym mieście woda sięga mostków. Takiego wezbrania wody , nie pamiętam, a mieszkam w tym mieście nieprzerwanie od lat 43. .Nam nie grozi , bo nasz dom daleko od rzeczki..
A wracając do świętowania , to skoro święto , to i jakiś świąteczny podwieczorek by się przydał. Może kawa z likierem Curacao i bitą śmietanka ? Dawno tego nie robiłam .
A za tydzień znów rodzinne imprezowania. Imieniny synowej , w następny tydzień moje.

środa, 19 stycznia 2011

19.01.2011 Nuda ….

śmiertelna mnie ogarnia. I nie w sensie,że nie chce mi się pracować , albo nie mam się czym zająć. Nie o to mi chodzi.. Ten rodzaj nudy wynikający z bezczynności mi nie grozi.
Nudą wieje z telewizji, nudna się stała dyskusja ( właściwie histeria) wokół katastrofy w Smoleńsku i prób wyjaśnienia przyczyn, nudna polityka, nudne kontakty towarzyskie , te internetowe szczególnie , nuda , nuda i jeszcze raz nuda. W tv w kółko te same filmy, beznadziejne seriale ,a ten cały Haus najbardziej . Naprawdę nie wiem czym się ludzie zachwycają. Ja na tym filmie zasypiam po 10 minutach. , a coś lepszego trudno znaleźć, no może z wyjątkiem kanału travel – bo tam chociaż o ciekawych miejscach mowa, choć też się programy powtarzają. No i kretyńskie reklamy na dodatek. . W temacie Smoleńska zbiorowa histeria i pogrywanie na emocjach zamiast merytorycznego podejścia . Politycy zamiast ekspertów i nie kończące się manipulacje i teorie spiskowe. Słuchać się tego nie da. I teraz po ogłoszeniu raportów te głosy rozpaczy , jak to nas Rosjanie potraktowali i jak to się świat z nas śmieje. I powinien się śmiać , bo sobie na to zapracowaliśmy głosami tych wszystkich nawiedzonych , węszących spiski oszołomów . Tyle,że świat ma swoje sprawy na głowie i nie sądzę żeby się nami przesadnie interesował . A poza tym , powinniśmy mieć trochę godności i umieć przyznać się do błędów – w części jaka nas dotyczy oczywiście – bez histerii i rozdzierania szat. Byłoby to z korzyścią dla naszego wizerunku na forum światowym. . O polityce pisałam kilka dni temu – nic się w tym względzie nie zmieniło. Czasem myślę ,że naszemu Krajowi przydał by się dyktator. Byle tylko był mądry i odważny.
A jeśli chodzi o kontakty towarzyskie , to strach pomyśleć. Do rodziny czy znajomych nikt już nie wpadnie jak się wcześniej nie umówi. Kartki świąteczne piszą jeszcze tylko nieliczni, listy zastąpiły rojące się od błędów i skrótów myślowych e-maile, a rozmowy przez telefon trwają krótko , bo koszty... Próbowałam na dzienniki wrócić , ale tam się nic nie zmieniło od ponad roku: żadnych ciekawych tematów a dyskusje jaki by nie był temat i tak kończą się inwektywami . Nawet nie ma czego poczytać. Porażka i tyle.

I drażni mnie to nie możebnie .

wtorek, 18 stycznia 2011

17.01.2011 W piątek i sobotę





Starszy synalek w piątek udzielał się zawodowo w miejscowej straży ogniowej. Wiadomo , początek roku , zmiany więc jako administrator sieci ,ma pełne ręce roboty. Dzień druhowie mieli ciekawy ; karambol na A2 , płonący samochód na krajowej 92 , płonący kontener, potrącenie przez pociąg, nie licząc drobiazgów w postaci wezwań do drobnych wypadków. Jednak to wszystko , nie wyłączając karambolu na A2 złożonego z 18 aut przebił telefon treści następującej:”kolegę wielbłąd ugryzł w łeb i on krwawi.”. Zgłoszenie było tak absurdalne , a w dodatku zgłaszający przyznał się do lekkiego nadużycia procentów,że w pierwszej chwili potraktowali to jako żart . Dopiero , kiedy 10 minut później odebrali telefon w tej samej sprawie od innej osoby - przypadkowego spacerowicza , pojechali na interwencję do naszego parku. Okazało się,że to nie żart. Dwóch miejscowych menelków po spożyciu ,wybrało się do parku. Jeden z nich stwierdził,że pogłaszcze sobie wielbłąda ( mamy dwa w mini-zoo) , w tym celu przeskoczył przez ogrodzenie na wybieg i faktycznie próbował wielbłąda pogłaskać. Wielbłąd się wystraszył i mu się zrewanżował gryząc w twarz. Gość przestraszony i pod wpływem szoku uciekł z wybiegu skacząc przez plot,, dobiegł do głównej alejki i tam zemdlał a jego kolega zadzwonił po pomoc, chwilę potem znalazł ich jakiś przechodzień i też zadzwonił na 112.
Tak poza tym , to 3:0 dla swoich , chłopaki wygrali kolejny mecz , tym samym szanse na wejście do I ligi wzrosły. Nie miałam ochoty iść na ten mecz – nigdy sport mnie nie pociągał na tyle,żeby komuś kibicować , ale przyznać się muszę ,że mniej – więcej od połowy pierwszego seta zaczęłam się dobrze bawić. Sala pełna , stosowna oprawa muzyczna , bębny ,wuwuzele – doping na całego.. I jak już przypomniałam sobie zasady to stwierdziłam ,że są po prostu dobrzy. Drużynie z Gdańska daleko do naszych..I jakby na to nie patrzeć , to cieszy. Jakoś tak mimochodem uznaliśmy tę drużynę za swoją . No i jak się okazało sponsoring jako forma reklamy jest całkiem skuteczna . Ma przełożenie na zlecenia. . Nie byłam do tego przekonania , ale pewnie jednak się opłaci. Czas pokaże.
Zaraz po obiedzie zabrałam się za wypiek. chruścików i róż karnawałowych . Wyszło ich całe mnóstwo . Na długo jednak nie starczyły . Zostały pożarte . Ledwie trochę uratowałam na niedzielę do kawy. Były pyszne .
A poza tym , to się potwierdziło. Jednak WNUCZEK ! Dziadek puchnie w oczach z dumy i już nawet kupił klocki – formuła 1.

czwartek, 13 stycznia 2011

13.01. 2010 I jeszcze raz zwykłe sprawy babusine

Rok miniony dziki był jakiś . Ten nie zapowiada się lepiej . Jeszcze nie minęła połowa miesiąca , a ja już terminy na przyszły umawiam i to odległe, urwanie krawata co dziennie takię ,że nie wiadomo co najpierw łapać. Żeby było śmieszniej zlecenia mnożą się z dnia na dzień , nawet od klientów, którzy dotąd uważali, że jesteśmy za drodzy . Hmmm.... Nasza sława rośnie. Ale to nic dziwnego, na swój prestiż pracujemy od 24 lat. I pewnie tytuł sponsora wspierającego też swoje robi – choć „po cichu” . W sumie to dobrze, bo jak jest robota to i kasa za tym pójdzie czyli można spać spokojnie ( o ile klienci nie będą z terminami nawalać). Za to sprawy domowe czarno widzę . Przy tym nawale pracy na remonty może nam czasu zabraknąć . Dobrze chociaż ,że się cztery dłuższe weekendy zapowiadają.. To by było na tyle , jeśli chodzi o pracę.
Do remontów się przygotowujemy. Mam już prawie wszystkie drobiazgi, dekoracyjno – użytkowe, a z większych rzeczy płytki na podłogę i ściany oraz okap. Zdecydowaliśmy się na gorenje – teleskopowy., do zabudowy Z całej oferty w średnich cenach miał najlepsze parametry pracy ; poziom hałasu 50dB i 140W poboru mocy . No i filtry aluminiowe nadające się do mycia. Lepsze byłyby ze stali nierdzewnej , , bo takie nadają się do zmywarki , ale niestety okapy z takim filtrem mają wyższy poziom hałasu o całe 10dB czyli wybór był prosty. Przy okazji upatrzyłam też sobie fajne lampy do holu i nad stół do kuchni.. Też w przyzwoitych cenach ale na razie mam zgryz , bo podobają mi się w sumie trzy modele . Muszę sobie przemyśleć koncepcje . Następny będzie duzy rozkładany stół. I podłoga do holu. . Ceny deski jesionowej skoczyły w górę i to sporo. Jak mi szczęście dopisze ,to może załapię się na jakąś promocję.
Tak sobie słucham wiadomości i całego tego wrzasku wokół raportu o katastrofie w Smoleńsku i pusty śmiech mnie ogarnia. Od początku wiedziałam ,że się tak skończy. Nie zakładałam jak większość , złej woli Rosjan , ale na tyle znam historię i mentalność polityczną Rosji,że spodziewałam się takiego stanowiska. Rosja jest mocarstwem czy nam się to podoba czy nie i nie okaże słabości , nawet na tyle,żeby się przyznać do niedociągnięć.
To jest pierwsza i w zasadzie jedyna przesłanka. Słuchałam też różnych wypowiedzi i analiz prawnych dotyczących śledztwa i rozumiem i uznaję uwarunkowania . Absurdalne w tym wszystkim jest to ,że „głosy rozsądku „ giną w histerycznym wrzasku oszołomów, którzy nie mogą się pogodzić z faktami , żyją jakimiś historycznymi zaszłościami i kompleksem niższości ( może to nawet nie kompleks niższości , tylko swoista odmiana megalomanii, , która w każdym słowie każe dopatrywać się obrazy narodu wybranego ) .
A poza tym to sytuacja jak na rok wyborów parlamentarnych jest oględnie mówiąc xxxxx ( tu powinno być określenie pewnej męskiej części ciała) . Premier i jego eka jak byli miękkim dydkiym robieni tak zostali , z PiS-u
został wódz a za wodzem właściwie nic , PSL się nie rozwija i jak na progu wyborczym stanęło 20 lat temu tak do dziś stoi. , na pajaca z SLD to najwyżej emeryci mogą głosować , wzdychając „komuno wróć” , Palikot jak to Palikot - para w gwizdek i nic poza tym , a uciekinierzy z Pis-u też nic nie wnoszą poza gadaniem . Tak nijako na scenie politycznej jeszcze nie było. ..
Wnusia skończyła dziś 15 miesięcy.. Przedwczoraj była u okulisty. Ma lekką tendencję do zeza rozbieżego .Na razie nic bardzo groźnego. Zalecili jej zasłanianie na przemian oczu po godzinie dziennie prze pół roku. . Jak na wcześniaczka , to i tak jest super. Prawie wszystkie wcześniaki mają dużo poważniejsze wady wzroku..
Drugie wnusiątko rośnie i dobrze się ma. Rozrabia w brzuszku u mamy jak szalone – wdało się w tatusia.