z wczoraj. Zacznę od tego, że wczoraj zabrałam się za mycie okien i dobrze, bo dziś już takiej ładnej pogody nie było a jaka będzie w przyszłą sobotę to dopiero się dowiemy. Robot Edgar dał radę. Z jednym zastrzeżeniem ; nie poradził sobie z oknami w kuchni, gdzie się gotuje i osiada para i tłuszcz. Tu niestety będzie konieczna ręczna poprawka ale reszta ok. Kawał roboty mi oszczędził. Oczywiście ramy musiałam przetrzeć , bo tego nie ogarnia, ale już krawędzie szyb przy ramach tak. Trzeba mu tylko odpowiedni program wrzucić z pilota. Bo tym ustrojstwem steruje się z pilota. Szybko wyczaiłam , że najlepiej wrzucić mu kolejno trzy opcje , auto- czyli chodzi jak mu się podoba, poziomo i to jest najdłuższy cykl , bo myje z dołu do góry i z powrotem od ramy do ramy i po krawędzi , wtedy jedzie dookoła przy ramach a ostatni cykl kieruje do środka i kończy na środku. W przypadku moich szyb , każdy program , to 3-4 minuty mycia jednej tafli. Trochę źle się zorganizowałam i to rozpracowywanie też mi trochę zajęło, ale i tak wszystkie 7 okien ogarnęłam w niespełna 3 godziny, przerwą na zrobienie obiadu i wizytę u matki. Następnym razem najpierw umyję wszystkie ramy a potem puszczę Edgara na szyby. Wczoraj myłam jak wcześniej. Ramy i szyby , i kolejne okno. Zużywa przy tej robocie dosłownie śladowe ilości wody. Na moje 7 dużych okien, jakieś 100ml wymieszane z płynem. Swoją drogą to było zabawne; niby myję te okna , ale siedząc na fotelu z filiżanką kawy i zamiast machać ścierką czy też papierowym ręcznikiem i skakać po drabince , klikam po przyciskach na pilocie... Czego to ludzie nie wymyślą, żeby sobie życie uprościć... Nagrałam krótki filmik jak Edgar pracuje, postaram się jutro pokazać, jak znajdę chwilę, żeby ściągnąć na komputer. Zawiesiłam w pokojach wyprane świeżo firanki a w kuchni nowe zazdrostki z jesiennym motywem , położyłam świeże obrusy i tym sposobem mam już jesienny nastrój w domu. W sam raz , bo jesień już za trzy dni. A potem zabrałam się za makaron . Jak zwykle w ilości na pułk wojska. Od razu ugotowałam więc już dziś miałam mniej roboty. Rosołek wyszedł przepyszny, rodzina najedzona po uszy, ledwie po kawałku urodzinowego torcika zjedli do kawy. Pojechali około 16 z minutami. Dzieciaki na jutro do szkoły miały jeszcze to i owo się nauczyć więc nie posiedzieli za długo. A ja nawet się ucieszyłam , bo miałam jeszcze trochę czasu na odpoczynek. Poleżałam więc na kanapie z czytnikiem w ręce. I tym samym jak zwykle zbyt krótki weekend mamy z głowy.
I mamy relację jak to z tym myciem przez Edgara. Zdał egzamin. A Ty mniej zmęczona po jesiennych porządkach. Buziaki
OdpowiedzUsuńNa pewno ułatwia pracę. 😘
Usuń