Ile można zrobić w jeden dzień? Dobre pytanie ... Można i to dużo jak się okazuje. Byle dobrze się zorganizować. A ja jestem w tym dobra. Nie tylko, że ogarnęłam matkę, swoje tematy domowe, upiekłam bułeczki drożdżowe , posiedziałam w wannie , to i na czytanie czasu mi wystarczyło i na działce podziałaliśmy. Małżonek skosił trawę , a ja pocięłam następną porcję jabłek do suszenia a potem zabrałam się za przycinanie przekwitłych roślin i likwidowanie tego co już niepotrzebne, jak pozostałości po ogórkach , zerwałam też resztę fasolki. Na koniec wyczyściliśmy jacuzzi takim specjalnym odkurzaczem. Wbrew pozorom, mimo, że przykrywamy to jednak osady się na dnie znajdują. Może jeszcze zrobi się na tyle ciepło żeby w nim posiedzieć. Na działce zjedliśmy sobie podwieczorek w postaci bułeczek i herbaty. Dziś dość chłodno a wieczorem jeszcze się ochłodziło. Miałam kurtkę dżinsową ale jak zawiał wiatr to jednak chłód poczułam. Trudno się jednak dziwić , jesień już wygląda zza rogu. Zakwitł morcinek a to nieomylny znak. Na razie pojedynczy kwiatek ale jednak. Weekend minął nam pracowicie jak widać i jak zwykle za szybko. Tymczasem czeka mnie w przyszłym tygodniu sprawa sądowa. Stresuję się , co tu ukrywać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz