Pogoda zaszalała nawet u nas , lało całą noc , nad ranem zerwał się wiatr a poranek okazał się chłodny. Po raz pierwszy od wielu tygodni włożyłam dżinsową kurtkę wychodząc. Musiało solidnie lać , bo wszędzie były kałuże, w niektórych miejscach nawet duże. W tym układzie stwierdziliśmy, że odłożymy pobyt na działce na po obiedzie. Po obiedzie jednak się nie dało. Wciąż na zmianę się przejaśniało i popadywało. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło jak mówi przysłowie. Od rana, po wizycie u matki i śniadaniu zabraliśmy się za porządki. Ja sprzątałam kuchnię, małżonek sypialnię, pracownię i salon. W trakcie wrzuciłam jeszcze do pralki trzy ładunki prania i rozwiesiłam. Starłam też cukinię na placki i zostawiłam żeby odciekła z wody. Ze sprzątaniem uwinęliśmy się szybko i zanim zrobiłam obiad u nas pojechałam do matki. Odgrzałam jej pierogi z truskawkami i zawiozłam kompot z jabłek. Trochę zmieniłam technikę smażenia placków z cukinii i tym razem wyszły całkiem chrupiące. Zwykle mi wychodziły takie miękkie. No i chyba ser dodany do ciasta też pomógł. Najedliśmy się po uszy. Z sosem jogurtowo-ziołowym wyszło pyszne danie. Po obiedzie znów padało. Małżonek stwierdził, że skoro nie da się pojechać na działkę to może jak się przejaśni zajrzymy na cmentarze, bo dawno nie byliśmy. Około 17.00 się przejaśniło więc pojechaliśmy z pudłem baterii do elektronicznych zniczy. Niektóre wciąż świeciły , część powymienialiśmy i zrobiliśmy porządek. Niestety do mojego ojca trzeba będzie pojechać z randapem, bo dookoła grobu rozrosło się zielsko. Byłoby jednak za miło. Na spacer po cmentarzu wybrała się matki przyjaciółka z pracy. Nie trawiłam tej baby od wczesnego dzieciństwa. Akurat ją musiałam spotkać. Oczywiście mnie zagadała. Ale co mi tam, wiekowa jest, nie będę z nią kotów drzeć jak dawniej. Prosto z cmentarzy pojechaliśmy do matki, podałam jej wieczorną tabletkę , zrobiłam kolację i tyle. Stwierdziliśmy, że jednak podjedziemy na tę działkę zebrać jabłka z trawnika i zobaczymy co tam się dzieje. Naspadało nam jabłek mnóstwo, wyrosły kolejne cukinie , w tym jedna ogromna, urwałam też trochę kwiatów do bukietu. Było już za późno żeby coś większego robić , ale spady wygrabiliśmy i popakowaliśmy do wiader. Może jutro wywieziemy. Jeśli oczywiście nie zacznie lać. Zdążyłam nawet trochę poczytać. Przydała się taka sobota bez działki. Porządek zrobiony, czyste obrusy na stołach, podłoga umyta i bukiet kwiatów w wazonie. Jeszcze tylko jakieś bułeczki z jabłkami na podwieczorek niedzielny upiekę ale to już jutro.
I dom pachnie domem. Takie dni też są relaksujące. Ustawiają nas w realnym harmonogramie czynności.
OdpowiedzUsuńA deszcz potrzebny. U mnie tylko zachmurzenie. Ale chłodno. Buziaki i miłej niedzieli