babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

środa, 7 stycznia 2026

7.01.2025 Dziś można już powiedzieć,

"święta, święta  i po świętach". Następny świąteczny weekend dopiero na Wielkanoc. Może to i dobrze, bo jakoś normalniej wszystko działa, choć czasem monotonnie. Mnie tam nuda nie zagraża, zakładam ,że nic się nie wydarzy ale u mnie jak to u mnie; wszystko się zmienia jak w kalejdoskopie. 

Zarząd wspólnoty podrzucił nam nowe opłaty. W sumie nie tak dużo. Raptem 12zł różnicy za śmieci, przeżyjemy. Jak na nasz metraż to i tak rozsądną kasę płacimy za mieszkanie. 

Dzień minął mi znów na przekładaniu papierzysk. Skąd się tyle tego bierze w takiej małej firmie jak nasza? Niepojęte. Ile bym nie zrobiła , to wciąż są. Od przyszłego tygodnia zaczynamy zbierać fanty na wsparcie szkoły. Mamy ich już całkiem sporo , a jeszcze nie zaczęłyśmy. Do 7 lutego zdążymy. Tym razem zabawa z aukcją i loterią przed końcem karnawału. 

Tymczasem czytam i "zwiedzam" fora ogródkowe. 

wtorek, 6 stycznia 2026

6.01.2026 Dziś domagam się

 braw i wyrazów uznania. A tak , należą mi się . Zrobiłam porządek z większością dekoracji , przerzedziło się na moim stryszku a nie skończyłam , bo miałam tylko 3 ozdobne kartony pod ręką. Potrzebuję jeszcze dwóch żeby dokończyć dzieła. Ale to jeszcze nie wszystko, lekko przerzedziłam też szafę do rzeczy , a raczej to co upychałam poniżej ubrań. Nie powiem , mam porządek ( dwa worki do wywiezienia na gpszok też) i luz. Jak bym tak jeszcze z 2 tygodnie wolnego miała to ogarnęłabym wszystkie moje szafy z bibliotecznymi włącznie. Ale koniec tego dobrego od jutra dzień jak co dzień, porządek rzeczy wraca. Ostatnie świąteczno- noworoczne smakołyki dojadamy, stół i zastawa wróciły na swoje miejsce.  Dzień dziś piękny, słoneczny choć mroźny więc się na działkę wybraliśmy sprawdzić czy wszystko gra i świeżym powietrzem trochę odetchnąć. No i gra, wszystko na swoim miejscu. I nie byliśmy tam sami. Paru krzakowców się kręciło. Tak poza tym korzystam jeszcze z ostatnich godzin wolnego i czytam, blogi i książki, okazja żeby na kanapie posiedzieć. Nie prędko jednak będzie mi dane znów tyle luzu więc korzystam póki mogę. 

poniedziałek, 5 stycznia 2026

5.01.2026 A miało być tak pięknie

i jeszcze wolne do jutra , tymczasem musiałam w biurze czekać na kurierów. Liczyłam ,że dzień po długim weekendzie zjadą się rano a tu guzik. Przyjechali jak zwykle. Pierwszy o 9.00 ostatni o 14 z minutami. W sumie sztuk 4 , każdy z innej firmy przewozowej. Coś tam sobie zrobiłam w tak zwanym międzyczasie, bo bezczynnie siedzieć nie lubię. Z naszych ludzi ekipa od instalacji miała wolne , bo klienci mają, a ekipa od komputerów podobnie jak i ja musiała sobie popracować. Zima wróciła i nawet się zatrzymała u nas na trochę dłużej niż pół dnia. I dobrze, bo już prawie zapomniałam jak to jest. A jednak jest trochę inaczej niż za mojego dzieciństwa i wczesnej młodości. Ten śnieg jakiś inny, nie osiada na drzewach , nie błyszczy , szybko zmienia się w błoto pośniegowe i szarzeje , nawet w miejscach gdzie teoretycznie nic go nie naruszy. No cóż , świat się zmienia a najwyraźniej zmiany dotyczą też i śniegu. 

Jutro jeszcze jedno święto i wolne ustawowe, a mnie to całkiem wyleciało z głowy. Nie kupiłam pieczywa i nie zrobiłam zakupów matce. Na szczęście połapałam się pod koniec dnia i jakoś ogarnęliśmy. Małżonek pojechał po pieczywo a ja przygotowałam matce jedzenie na jutro i wieczorem zawiozłam razem z tabletkami. Nie ma to jak organizacja... 

Czytam sagę ułańską , którą podesłała mi Lucia i odebrałam dziś książkę mojej kuzynki. A jak mam co czytać to zima może sobie trwać i nawet te zapowiadane -18 mi nie straszne ( -1 ha, ha! uwierzę jak zobaczę na termometrze). Miłego wieczoru.

niedziela, 4 stycznia 2026

4.01.2026 Zamiast

 muzyki Pink Floyd zagrała mi dziś dusza krzakowca. Właściwie to już wczoraj , bo kupiłam nasiona. A dziś z braku innego zajęcia szalałam na forach ogródkowych, w sklepach też i oczywiście mam już swoje plany i nawet zapakowałam do koszyka kilka ogródkowych przydasiów, może jeszcze coś dorzucę zanim zrealizuję zakup  a nawet dokupiłam dwa ptasie płotki do wykończenia drugiej części ogrodu, tak żeby pasowały do reszty.  I jeszcze wybrałam kwiaty jakie planuję posadzić i posiać na wiosnę. Oczywiście w barwach ognia jak zaplanowałam wcześniej. Znaczy przestawiam się na tryb ogródkowy mimo , że tak prędko jeszcze na grządki nie wejdę, zwłaszcza, że pada śnieg. Tak , w końcu i u nas pada  choć z umiarem. Całkiem ładny , zimowy dzień dzisiaj, bo i trochę śniegu i lekki mróz i słońce, ale niestety wiatr potworny. Z obowiązku mnie to nie zwolniło , do matki musiałam pojechać, chociaż nie bardzo mi się chciało wychodzić. Leń mnie dopadł i tyle. Synowa orzekła, że mi się należy. Wpadli dziś z synem na chwilę pod wieczór. Przywieźli mi wiejskie jaja. Liczyłam na jeszcze dwa dni weekendu ale niestety muszę jutro na trochę wpaść do biura , bo przyjedzie towar, wysłany w ostatnich dwóch dniach ubiegłego roku. Trzeba odebrać. Podjadę i tak muszę jechać do matki a to dwie ulice dalej więc żadna różnica. I tak mi czas leci, trochę czytania, trochę tv, trochę nicnierobienia. 

sobota, 3 stycznia 2026

3.01.2026 Ja się tak nie bawię !

 Ledwie trzeci dzień roku a już niefart ! Odwołali koncert Pink Floyd. Miał być jutro... Kasę oczywiście wracają, gdyby tylko przekładali byłaby informacja i pytanie o decyzję,  jak odwołują całkowicie to nie pytają tylko od razu zwrot. Zła jestem , tak się cieszyłam... No cóż, przeżyjemy. W piątek kolejny koncert tym razem u nas , ten z balladami Cohena. 

Tak poza tym się obijam, Tak po prostu. Niby wiem , że mam co robić , co powinnam , co odkładałam na nie wiadomo kiedy , ale jakoś nie mogę się zmobilizować. Czytam, oglądam tv i właściwie to wszystko. Pojechaliśmy dziś do marketu po zakupy dla mojej matki. Połamał jej się mop i kończą jej się płyny do czyszczenia. Co jakiś czas uzupełniam , przeważnie jak dzwoni opiekunka z zapotrzebowaniem, bo to ona pilnuje porządku w łazience i kuchni. Uzupełniłam braki a potem pokręciliśmy się jeszcze trochę pomiędzy półkami. I jakież było moje zdziwienie, już są nasiona na nowy sezon. Kupiłam patisony i cukinię w kształcie kulki. Miałam już takie , były delikatniejsze niż te tradycyjne więc od razu kupiłam. Ogródkowych spraw nie ominę , nie , nie ... Te patisony obiecałam wnuczce. Poczęstowałam ją marynowanymi i bardzo jej smakowały. Spróbuję wyhodować własne. 

piątek, 2 stycznia 2026

2.01.2026 Jeszcze się cieszę wolnym

 od biura, bo nie od obowiązków jako takich. Ostatnie dni roku były naprawdę szalone. Bo czy to nie jest szaleństwo kupowanie auta dla firmy w ostatnim dniu roku , w dodatku przez telefon i na dodatek auta , którego się nie widziało? Jest szaleństwo. Cud, że w ogóle się to udało. Auto odbieramy już 9 stycznia. Mieliśmy piękne plany sylwestrowe, spotkanie z przyjaciółmi , kolacja , szampan o północy... I koniec końców się to udało , ale... No zgadujcie ? A tak moja mamuśka w akcji.   31 spotkaliśmy się w firmie, nawet wcześnie, na toaście i kawie . Złożyliśmy sobie życzenia i tym razem już o 13 z minutami zamykaliśmy. Zdążyłam się ucieszyć, że mam sporo czasu na przygotowania , a tymczasem ledwo weszliśmy do domu i zaczęłam szykować coś do jedzenia ; telefon. Zadzwoniła do mnie babka z banku matki, że mama przyszła po emeryturę , nie ma dowodu , opowiada, że nie ma za co kupić jedzenia, nie ma chleba ani nic a jak się okazało , że bez dowodu jej nie wypłacą to się zaczęła awanturować. Wyjaśniłam , że ma demencję, że to nie prawda, że ma co jeść , rano zaniosłam jej zakupy na dwa dni, w tym obiady do odgrzania a zakupy robię codziennie i że dowód jest u mnie , ze względu na tę kobietę co ją okradała albo wyłudzała od niej kasę. Kobiety w banku ją znają , bo raz , że bank 200m od matki domu a dwa to ma tam konto odkąd bank istnieje w tym miejscu. Od razu załapała o co chodzi i zapytała co ma powiedzieć. No to jej uzgodnioną z babeczkami z ops-u i dzielnicowym historyjkę zapodałam i zaproponowałam ,że przyjadę. Stwierdziła, że spróbuje ją uspokoić i jak by był większy problem to do mnie jeszcze raz zadzwoni. Nie zadzwoniła, a ja spojrzałam na zegarek, właśnie dochodziła 14.00 więc stwierdziłam ,że zaraz będzie kolejna afera , bo na 14.00 przychodzi opiekunka i jak zobaczy, że matki nie ma , a nie daj Boże jeszcze mieszkanie otwarte to się zdenerwuje. Zadzwoniłam, akurat podjechała pod blok. Powiedziałam co i jak, stwierdziła, że zaraz sprawdzi czy otwarte a potem wyjdzie po nią w stronę banku. Drzwi jednak były zamknięte ( a kilka dni temu szukałam matki klucza i nie znalazłam , czyli musiała go jednak gdzieś mieć), D zeszła na dół a mamuśka już dochodziła do bloku. Tak zasuwała , a normalnie to "nie ma siły wstać, chodzić, dosyć się nachodziła" itd. Pogadałam jeszcze chwilkę z opiekunką , stwierdziła, że mam się nie przejmować , uspokoi matkę , historyjkę o dowodzie jej powtórzy, życzyłyśmy sobie do siego roku i tyle. Za jakieś 10 minut dzwoni opiekunka. Bo mama chce ze mną rozmawiać, a nie wie jaki mam numer ( ma wpisany w telefonie), dała jej telefon i matka mi opowiada, że nie ma dowodu, pewnie zgubiła , że jej nie chcieli dać  emerytury i tak dalej. Mówię, jej ,że ma się nie przejmować , dowód jej odbiorę po świętach z policji, bo zgubiła i ktoś oddał , a dzielnicowy kazał mi przyjechać po nowym roku, bo dziś i jutro tylko patrole jeźdżą. To co ja mam robić? Mówię , że nic, pogadaj z panią D , zrób jej kawę z okazji nowego roku , albo idźcie na spacer . Zaczęła się dziko śmiać, stwierdziła, że dobrze już się nie denerwuje ( a kto ją tam wie?) i niby wszystko dobrze. Zabrałam się za robotę , a po jakich 20 minutach znów dzwoni opiekunka, potwornie zdenerwowana aż nie mogła mówić. Spytała, czy ja mogę ją już teraz zwolnić od mamy, bo właśnie dostała telefon od szefa jej męża , że odwiózł go do szpitala ,bo jakiś wypadek i musiałaby pojechać. Oczywiście kazałam jej jechać natychmiast i się nie przejmować. Dziś już wiem, że zemdlał , szef go zawiózł a przyczyną było pęknięcie wyrostka. Dzień wcześniej skarżył się co prawda na bóle brzucha ale zwalili to na nadmiar świątecznego jedzenia a tymczasem problem był dużo poważniejszy. I tym sposobem z robotą byłam już godzinę do tyłu. Wyrobiłam się jednak , choć nie do końca tak jak chciałam ale ta improwizacja i tak mi się nie źle udała. Przyjaciółkę chyba w kompleksy wbiłam niechcący, stwierdziła, że ona takich wyszukanych dekoracji jak moje i dopracowanych w każdym detalu robić nie umie ( nie prawda , umie, choć ma całkiem inny styl niż ja, ale w to nie wierzy) i w sumie kolacja sylwestrowa nam się udała. Po północy wyszliśmy odpalić fajerwerka, jak już wystrzelił, małżonek posprzątał, sprawdził, czy wszystko wystrzeliło i wyniósł do kosza na śmieci, I wiecie co , wszyscy co tam odpalali z okolicznych domków i bloków zarobili to samo. Po raz pierwszy na ulicy nie zostały żadne resztki po petardach i flarach. A potem zrobiliśmy sobie spacer wzdłóż ulicy , dopiliśmy resztę spumante i około 2.00 nasi przyjaciele się pożegnali. 

Rano oczywiście musiałam się wygrzebać z ciepłego łóżeczka i pojechać do matki. Nic już z wczoraj nie pamiętała a ja nie wspomniałam ani słowem o całej akcji. A potem spałam prawie cały dzień zamiast świętować swoje hmmm 62 -gie po raz czwarty urodziny, faktycznie 65-te . Tego mi jednak było potrzeba. 

Kochani , jeszcze raz najlepsze życzenia noworoczne ! 

P.S. Zapomniałam ; tak wyglądał mój stół w wersji sylwestrowej 



czwartek, 1 stycznia 2026

1.01.2026 Do Siego Roku !

 I jest ! Nowy , lepszy 2026 rok ! Niech będzie wspaniały pod każdym względem ! Najlepsze życzenia! Relacja z wydarzeń końca i początku jutro .