To by by ło na tyle jeli chodzi o zakupy świąteczne.Mam wszystko czago potrzebuję, żeby przygotować świąteczne przysmaki. Tradycyjnie będą mięsa na zimno, kilka sałatek , jajka - też tradycyjnie w postaci pisanek . Do tego kilka sosów i jakieś nowalijki. Chociaz teraz to już o nowalijkach raczej mowy być nie może - rzodkiewka , sałata i pomidory czy świeży ogórek dostępne są pzrez caly rok. Nie ten sam urok co kiedyś , kiedy wlasnie na Wielkanoc zjadało sie po dłuższej przerwie pierwsze liście sałaty, ale tradycja musi być.
Ja w ogóle jestem wielką zwolenniczką kultywowania wszelkich tradycji , tych rodzinnych i tych kulturowych , celebrowania świąt i zwyczajów , dlatego mimo nawału pracy i nieustannego odżegnywania się od robienia czegokolwiek i upraszczania wszystkiego w sensie korzystania z gotowych produktów i tak robię po staremu. Baranki z masła np. Od kilku lat można je kupić niemal w każdym sklepie spożywczym a ja i tak robię je sama starą foremką kupioną kiedyś dawno na targu. Bałagan przy tym straszny ale tradycyjnie być musi. I tak jest ze wszystkim.
Wczoraj wyciągnęłąm ze stryszku moje "gospodarstwo" czyli dekoracje wielkanocne; kwokę , stadko kurczątek , kogutka , owieczkę i kaczkę. Owieczka dostała w tym roku wsparcie w postaci drugiego egzemplarza . Wszystko jak zwykle ułożyłam w płaskim wiklinowym koszyku wyścielonym siankiem . Wygląda efektownie . Na stojącej obok doniczce z kwiatami zasiadły szydełkowe motylki i dwie wielkie pszczoły, które zrobiłam niedawno. Za tydzień postawię na stole świnkę - cytrynkę . Wymyśłiłam ją w dzieciństwie kiedy o gotowych dekoracjach nikt nawet nie marzył i robię do dziś. Od paru lat nawet kilka , bo spodobała się moim synowym.
Dziś ostatnie porządki w kuchni a od środy gotowanie świątecznych przysmaków.
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
sobota, 27 marca 2010
czwartek, 25 marca 2010
25.03.2010 Wiosennie
Wiosna dziś piękna za oknem. Wprawdzie z mojego biura niewiele ją widać , ledwie czubki drzew i pnie tui , które rosną na trawniku przed frontem ale na pewno jest . Słońce przygrzewa , powietrze złagodniało i nawet wrony jakoś weselej kraczą . Wiosna nigdy jakoś specjalnie mnie nie nastrajała , z wszystkich pór roku najbardziej lubię jesień , ale natura ma w sobie coś takiego,że bezbłędnie wie kiedy się zbudzić do życia . Minął przednówek , minęło wraz z nim zmęczenie i wraca energia. Mam nowe pomysły na dekoracje świąteczne, odkopałam stary przepis na gotowany sernik i mimo,ze zarzekałam się jak żaba wody ,że już nic w tym roku piec nie będę , jednak postanowiłam go na święta przygotować . Co to zresztą za Wielkanoc bez sernika...
A oto przepis - dostałam go dawno temu od pewnej woźnej z wiejskiej szkoły .
Sernik gotowany pani Alinki Rz.
Wypisałam też dziś kilka kartek świątecznych. I cóż stąd ,że przyjdą góra ze trzy , niech rodzinka i znajomi się ucieszą. W sobotę mam już luzik , tylko ostatnie poprawki w sprzątaniu więc pojadę na działkę mamy po gryczpan ( bukszpan) i forsycję, przy okazji wysadzę kilka cebul hiacyntów i żonkili , a potem w domu wysieję rzeżuchę i zacznę świąteczne przysmaki przygotowywać i krochmalić serwetki. Muszę na nie bardzo uważać , bo mają ponad 90 lat.
Taka rodzinna pamiątka.
Po pracy pojechaliśmy z mężusiem na zakupy. Nic szczególnego, trochę spożywki , kilka teczek do dokumentacji firmowej i oczywiście coś dla wnusi. Mężuś wrzucił do koszyka kaczkę , która kwacze , a ja dżinsowe ogrodniczki. Jedno i drugie zarąbiste. Wypatzryliśmy też w sklepie z wikliną śliczne wózeczki dla lalek. Kupimy jej taki. Nie będzie się nasza wnusia bawiła tandetną chińszczyzną.
A oto przepis - dostałam go dawno temu od pewnej woźnej z wiejskiej szkoły .
Sernik gotowany pani Alinki Rz.
75dkg sera twarogowego na sernik
1/2 kostki margaryny
3/4 szklanki cukru + cukier waniliowy
1/2 opakowania budyniu waniliowego bez cukru
1/4szklanki mleka
herbatniki do wyłożenia tortownicy
Ser zmielony, masło, mleko, cukier i jaja wymieszać, ogrzewać na parze lub w kąpieli wodnej aż zaczną się wydzielać bąbelki powietrza. Wtedy wsypać cukier waniliowy, budyń i garść bakalii, wymieszać wylać do tortownicy ze spodem.Zastudzić . Po ostygnięciu mozna oblać polewą czekoladową
Pamiętam, że był pyszny.
Wypisałam też dziś kilka kartek świątecznych. I cóż stąd ,że przyjdą góra ze trzy , niech rodzinka i znajomi się ucieszą. W sobotę mam już luzik , tylko ostatnie poprawki w sprzątaniu więc pojadę na działkę mamy po gryczpan ( bukszpan) i forsycję, przy okazji wysadzę kilka cebul hiacyntów i żonkili , a potem w domu wysieję rzeżuchę i zacznę świąteczne przysmaki przygotowywać i krochmalić serwetki. Muszę na nie bardzo uważać , bo mają ponad 90 lat.
Taka rodzinna pamiątka.
Po pracy pojechaliśmy z mężusiem na zakupy. Nic szczególnego, trochę spożywki , kilka teczek do dokumentacji firmowej i oczywiście coś dla wnusi. Mężuś wrzucił do koszyka kaczkę , która kwacze , a ja dżinsowe ogrodniczki. Jedno i drugie zarąbiste. Wypatzryliśmy też w sklepie z wikliną śliczne wózeczki dla lalek. Kupimy jej taki. Nie będzie się nasza wnusia bawiła tandetną chińszczyzną.
poniedziałek, 22 marca 2010
22.03.2010 Takie tam domowe trzy po trzy
Jak to zwykle u mnie , dużo się dzieje. W pracy udało mi się dziś trzy kosztorysy popełnić , niewielkie ale i tak było co liczyć. Dom wysprzątałam- tak świątecznie w sobotę . Zostały okna w sypialni nieumyte, ale zrobię to w tygodniu. .„Odczyniłam” trochę stare , ustawiłam na stole wodę , ogień i kamienie , otworzyłam okno dla przepływu powietrza i świeżej energii. Takie małe , nieszkodliwe czary , a że wypadły na przesileniu to muszą być skuteczne ( niektórzy mówią na to feng shui – ja wolę czary) .
Bon prix poprawił mi humor i już dziś przyszła paczka z kostiumem na wiosnę . Przydał by się też fryzjer ale wszystko w swoim czasie. Dostaliśmy też pierwszą kartkę świąteczną od Granity . Obawiam się ,że to będzie jedyna kartka świąteczna na tegoroczną Wielkanoc. Przy okazji poszukiwań
książki o robótkach znalazłam stary przepis na sernik gotowany i tak myślę ,że może go zrobię na święta. I tak nie przeskoczę w tym mojej młodszej synowej , jej serniki są niedoścignione , ale ten gotowany był smaczny i się zawsze udawał więc kto wie …
Bon prix poprawił mi humor i już dziś przyszła paczka z kostiumem na wiosnę . Przydał by się też fryzjer ale wszystko w swoim czasie. Dostaliśmy też pierwszą kartkę świąteczną od Granity . Obawiam się ,że to będzie jedyna kartka świąteczna na tegoroczną Wielkanoc. Przy okazji poszukiwań
książki o robótkach znalazłam stary przepis na sernik gotowany i tak myślę ,że może go zrobię na święta. I tak nie przeskoczę w tym mojej młodszej synowej , jej serniki są niedoścignione , ale ten gotowany był smaczny i się zawsze udawał więc kto wie …
sobota, 20 marca 2010
20.03.2010 Wielkie ,świąteczne sprzątanie
Dawno temu na wsi też się je robiło. To był nawet cały ceremoniał i takie swojego rodzaju święto. Wiązało się to trochę z jakimiś wierzeniami, odradzaniem , powstawaniem nowego , może początkiem cyklu przyrody. W zasadzie o tym się nie mówiło, ale i tak każdy wiedział,że z początkiem wiosny tak trzeba .
Do dyspozycji było szare mydło , woda , szczotki do podłogi i innych sprzętów , w naszym fyrtlu zwane szrobry i śrupoki. Zaczynało się bladym świtem od nagrzania kilku kotłów wody , potem trzeba było poodsuwać szafy, łóżka i inne meble , pozdejmować narzuty, firanki i zasłony , poobmiatać wszystkie kąty z pajęczyn , wytrzepać kanapy i krzesła ,wyszorować wszystkie podłogi a potem je zapastować ( to była moja robota , a było co robić , bo podłoga z surowych desek musiała lśnić czystością ) , wywoskować meble , pomyć lampy lustra i obrazy ,powstawiać wszystko z powrotem na miejsce , a na koniec pomyć okna i pozawieszać czyste zasłony, zmienić pościel i narzuty . I tak w całym domu. Pod wieczór przychodziła kolej na układanie w szafach i mycie odświętnej zastawy i mniej używanych sprzętów kuchennych . W trakcie pracy wynosić wiadra z brudną wodą , przynosić i grzać nowe i tak cały dzień. Następnego dnia czekało wielkie pranie i prasowanie narzut ,firan , zasłon i pościeli a potem sprzątanie podwórka i ogrodu. To akurat lubiłam , choć zajmowało mi więcej niż pół dnia. Trzeba było wyzbierać większe śmieci, zgrabić i spalić liście , pozamiatać, wyszorować ganek . Na święta wszystko musiało lśnić i pachnieć czystością.
Po części kontynuuję tę tradycję , choć rozkładam sobie ją w czasie i porządki zaczynam wcześniej . Dziś zamierzam myć okna i sprzątnąć salon – tak konkretnie z odsuwaniem mebli , woskowaniem i omiataniem kątów. Za tydzień powtórka w kuchni . Sypialnię i łazienki wysprzątałam tydzień temu a pracowni nie ruszam , niech sobie mężuś sprząta według uznania. Przyznać muszę ,że mam łatwo ; firanki , pościel i narzuty pierze mi pralka , Do mycia podłóg i okien mam najróżniejsze środki , wody nie muszę ani nosić w wiadrach ani jej grzać , do woskowania mebli też gotowe preparaty , zastawę umyje zmywarka; jednym słowem łatwizna. Trochę żałuję ,że nie mam podwórka ani nawet balkonu. Trochę ruchu na świeżym powietrzu by nie zaszkodziło. A poza tym przy pracy fizycznej dobrze się myśli. Można sobie porządki we własnej głowie zaprowadzić, rozmówić się z sobą samym jak należy, ustalić sobie hierarchię wartości i przywrócić wewnętrzny ład. Czasem bywa to potrzebne a w zabieganej codzienności brak na to czasu. Do dzieła więc , świąteczne sprzątanie czas zaczynać, robić miejsce nowemu.
Do dyspozycji było szare mydło , woda , szczotki do podłogi i innych sprzętów , w naszym fyrtlu zwane szrobry i śrupoki. Zaczynało się bladym świtem od nagrzania kilku kotłów wody , potem trzeba było poodsuwać szafy, łóżka i inne meble , pozdejmować narzuty, firanki i zasłony , poobmiatać wszystkie kąty z pajęczyn , wytrzepać kanapy i krzesła ,wyszorować wszystkie podłogi a potem je zapastować ( to była moja robota , a było co robić , bo podłoga z surowych desek musiała lśnić czystością ) , wywoskować meble , pomyć lampy lustra i obrazy ,powstawiać wszystko z powrotem na miejsce , a na koniec pomyć okna i pozawieszać czyste zasłony, zmienić pościel i narzuty . I tak w całym domu. Pod wieczór przychodziła kolej na układanie w szafach i mycie odświętnej zastawy i mniej używanych sprzętów kuchennych . W trakcie pracy wynosić wiadra z brudną wodą , przynosić i grzać nowe i tak cały dzień. Następnego dnia czekało wielkie pranie i prasowanie narzut ,firan , zasłon i pościeli a potem sprzątanie podwórka i ogrodu. To akurat lubiłam , choć zajmowało mi więcej niż pół dnia. Trzeba było wyzbierać większe śmieci, zgrabić i spalić liście , pozamiatać, wyszorować ganek . Na święta wszystko musiało lśnić i pachnieć czystością.
Po części kontynuuję tę tradycję , choć rozkładam sobie ją w czasie i porządki zaczynam wcześniej . Dziś zamierzam myć okna i sprzątnąć salon – tak konkretnie z odsuwaniem mebli , woskowaniem i omiataniem kątów. Za tydzień powtórka w kuchni . Sypialnię i łazienki wysprzątałam tydzień temu a pracowni nie ruszam , niech sobie mężuś sprząta według uznania. Przyznać muszę ,że mam łatwo ; firanki , pościel i narzuty pierze mi pralka , Do mycia podłóg i okien mam najróżniejsze środki , wody nie muszę ani nosić w wiadrach ani jej grzać , do woskowania mebli też gotowe preparaty , zastawę umyje zmywarka; jednym słowem łatwizna. Trochę żałuję ,że nie mam podwórka ani nawet balkonu. Trochę ruchu na świeżym powietrzu by nie zaszkodziło. A poza tym przy pracy fizycznej dobrze się myśli. Można sobie porządki we własnej głowie zaprowadzić, rozmówić się z sobą samym jak należy, ustalić sobie hierarchię wartości i przywrócić wewnętrzny ład. Czasem bywa to potrzebne a w zabieganej codzienności brak na to czasu. Do dzieła więc , świąteczne sprzątanie czas zaczynać, robić miejsce nowemu.
czwartek, 18 marca 2010
18.03.2010 Listy
Ostatnie opisy do naszych rodzinnych ksiąg zrobiłam . Jutro poślę je wujowi . Muszę jeszcze tylko napisać list. Taki prawdziwy , pisany ręcznie, piórem , na ładnej papeterii. Może to już ostatnie pisane ręcznie listy na tym świecie ? E-maile i SMS-y wypierają sztukę epistolarną coraz bardziej. Jeszcze kilka lat temu przychodziły niezliczone ilości kartek świątecznych. Od kilku lat dostaję ich po kilka, choć sama wciąż je jeszcze piszę. I rodzina i przyjaciele zrobili się pod tym względem bardzo … nowocześni. Kiedyś , dawno , kiedy jeszcze telefon był dobrem luksusowym , a komputery zaczynały się
dopiero śnić wizjonerom pisane własną ręką listy były powszechne .Sama napisałam ich w swoim życiu setki , a może i tysiące; do babci, do koleżanek, do przyjaciółki z Torunia , do różnych ciotek i kuzynek, kilka do rodziców i nawet do kogoś i nikogo jednocześnie. Te ostatnie to rodzaj pamiętnika.
Niektóre listy przechowuję . Najcenniejsze są te od Babci , z ostatnich lat jej życia. Od kilku miesięcy zachowuję również te od wuja , pisane równym , wyrobionym charakterem , bardzo podobnym do mojego. Nic dziwnego to podobieństwo , to właśnie wujek uczył mnie stawiać literki w długie , zimowe wieczory.
dopiero śnić wizjonerom pisane własną ręką listy były powszechne .Sama napisałam ich w swoim życiu setki , a może i tysiące; do babci, do koleżanek, do przyjaciółki z Torunia , do różnych ciotek i kuzynek, kilka do rodziców i nawet do kogoś i nikogo jednocześnie. Te ostatnie to rodzaj pamiętnika.
Niektóre listy przechowuję . Najcenniejsze są te od Babci , z ostatnich lat jej życia. Od kilku miesięcy zachowuję również te od wuja , pisane równym , wyrobionym charakterem , bardzo podobnym do mojego. Nic dziwnego to podobieństwo , to właśnie wujek uczył mnie stawiać literki w długie , zimowe wieczory.
wtorek, 16 marca 2010
16.03.2010 Poszukiwania
Mówi się ostatnio,że jeśli czegoś nie ma w internecie , to znaczy ,że nie istnieje. Ostatnie dwa dni prawie mnie o tym przekonały. Rodzinka do kontaktów nie skora , potrzebnych nam informacji do zamieszczenia w rodzinnych księgach udzielić nie zamierza, mimo że wuja pisał z prośbą o podanie kilka razy więc postanowiłam poszukać informacji w necie. I co ? Ano , nie ma . A nie szukam cudów , tylko adresu cmentarza na którym spoczął starszy brat ojca . Kiedy latem byliśmy Go pożegnać nikomu nie przyszło do głowy żeby te dane zapisać , albo choćby zrobić zdjęcie , a teraz nam ich zabrakło. Nie ma i już . Skoro nie znalazłam przez przeglądarki , postanowiłam odszukać go w inny sposób. Wpisałam nazwę parafii i też nie wiele. Nie istnieje w żadnych Mapamap, czy innym Map24 , nie ma strony internetowej, zdjęć z satelity ,ani nawet informacji w książce telefonicznej . W końcu udało mi się ustalić numer telefonu do parafii , ale okrężną drogą , przez stronę Szczecińskiej Kurii , w spisie kościołów. Jutro zadzwonię i wypytam .Mam nadzieję ,że ksiądz chętnie porozmawia i ogniem piekielnym straszyć nie będzie... Całe to szukanie zajęło mi ładnych kilka godzin.
A poza tym to trochę się zdziwiłam . U nas większość kościołów i parafii ma swoje strony internetowe. Księża dbają o przekazanie informacji , a tam , na północno-zachodniej rubieży kraju jakby czas stanął w miejscu... W lipcu 2009 miasteczko zresztą wyglądało tak samo jak wtedy , gdy bylam w nim poprzednim razem czyli w czasie zimy stulecia w 1979.
Rodzinne księgi na ukończeniu. Jeszcze kilka ostatnich wpisów i poprawek i pójdą do introligatorni do oprawy.
A poza tym to trochę się zdziwiłam . U nas większość kościołów i parafii ma swoje strony internetowe. Księża dbają o przekazanie informacji , a tam , na północno-zachodniej rubieży kraju jakby czas stanął w miejscu... W lipcu 2009 miasteczko zresztą wyglądało tak samo jak wtedy , gdy bylam w nim poprzednim razem czyli w czasie zimy stulecia w 1979.
Rodzinne księgi na ukończeniu. Jeszcze kilka ostatnich wpisów i poprawek i pójdą do introligatorni do oprawy.
sobota, 13 marca 2010
13.03 2010 Na dobry początek
No dobra: do startu gotowi ,hoooooop !!! Stalo się , staruję na blogu . Z całym szacunkiem , ale i tak nie polubię tego obcobrzmiącego słowa . Zdecydowanie bardziej wolę dziennik, pamiętnik, raplutaż, notatnik , kapownik , cokolwiek , byle nie blog. Starej daty jestem , choć zawodowo mam do czynienia z najnowszą techniką w branży new tech– trzeba mi wybaczyć , tę drobną fanaberię językową. Wcześniej przez prawie 6 lat pisałam dziennik w Twoim Stylu, ale tam już nie moje klimaty. Skopiowałam , skasowałam i wymeldowałam się na dobre. Nawet nie wiem czy moje konto tam jeszcze działa , bo nie sprawdzam. Nie wiem jeszcze jaką formułę te moje zapiski przyjmą , czy to będzie nadal typowy dziennik jak dotąd czy po prostu czasem coś napiszę w formie jaka mi akurat do głowy przyjdzie to się okaże . Na razie brak mi koncepcji w tym względzie.
Wymyśliłam sobie taki trochę na pozór śmieszny tytuł bloga nie bez powodu. Myśląc o różnych sprawach życiowych ( a myślę często – bo tak już mam od dziecka) doszłam to wniosku,że każde życie to taka swojego rodzaju szafa . Każdy coś tam w niej gromadzi : radości , smutki, doświadczenia, wspomnienia , wydarzenia i upycha na różne półki ,w szufladki i zakamarki. Czasem otwiera wietrzy i porządkuje, czasem szczelnie zamyka i jeszcze kłódkę wiesza. Postanowiłam uchylić trochę drzwi od swojej szafunierki i coś nie coś przewietrzyć , coś odświeżyć , poukładać , coś nie coś wyrzucić , dołożyć coś nowego. Nie, nie ,żadnego trupa w niej nie chowam i na światło dzienne wystawiać nie będę, choć jak się tak głębiej zastanowić … A ponieważ jestem Wielkopolanką od wielu pokoleń i wielką fanką naszygo fyrtla, to zatytułowałam blog po „naszymu „.
Dla niezorientowanych spoza regionu mini – słownik:
babusia – babcia
Marycha – Maria, Maryla, Marysia etc. ( takie zdrobnienie)
szafunierka – szafa ( zwykle dwudrzwiowa z ozdobnym gzymsem u góry)
fyrtel- region, okolica
No a reszta to drobiazgi : od 4 miesięcy jestem babusią i teraz to jest najważniejsze, od prawie 29 lat żoną ( chyba dobrą , ale o tym by musiał mój ślubny) , od 29 i 28 lat matką dwóch synów, od lat 5 i 3 teściową – mam nadzieję ,że synowe kawałów o mnie nie opowiadają , od 21 lat współwłascicielką i współszefową rodzinnego interesu, od lat 45 nałogowcem ; nie mogę się oprzeć na widok zadrukowanego papieru – muszę czytać oraz papieru i pióra – piszę odkąd nauczyłam się stawiać literki w wieku lat 4,5.
Kilka lat temu papier i pióro zastąpiła klawiatura i ekran. To co prawda nie to samo, ale trudno; trzeba podążać z duchem czasu.
To tyle na dobry początek . Cdn.
Wymyśliłam sobie taki trochę na pozór śmieszny tytuł bloga nie bez powodu. Myśląc o różnych sprawach życiowych ( a myślę często – bo tak już mam od dziecka) doszłam to wniosku,że każde życie to taka swojego rodzaju szafa . Każdy coś tam w niej gromadzi : radości , smutki, doświadczenia, wspomnienia , wydarzenia i upycha na różne półki ,w szufladki i zakamarki. Czasem otwiera wietrzy i porządkuje, czasem szczelnie zamyka i jeszcze kłódkę wiesza. Postanowiłam uchylić trochę drzwi od swojej szafunierki i coś nie coś przewietrzyć , coś odświeżyć , poukładać , coś nie coś wyrzucić , dołożyć coś nowego. Nie, nie ,żadnego trupa w niej nie chowam i na światło dzienne wystawiać nie będę, choć jak się tak głębiej zastanowić … A ponieważ jestem Wielkopolanką od wielu pokoleń i wielką fanką naszygo fyrtla, to zatytułowałam blog po „naszymu „.
Dla niezorientowanych spoza regionu mini – słownik:
babusia – babcia
Marycha – Maria, Maryla, Marysia etc. ( takie zdrobnienie)
szafunierka – szafa ( zwykle dwudrzwiowa z ozdobnym gzymsem u góry)
fyrtel- region, okolica
No a reszta to drobiazgi : od 4 miesięcy jestem babusią i teraz to jest najważniejsze, od prawie 29 lat żoną ( chyba dobrą , ale o tym by musiał mój ślubny) , od 29 i 28 lat matką dwóch synów, od lat 5 i 3 teściową – mam nadzieję ,że synowe kawałów o mnie nie opowiadają , od 21 lat współwłascicielką i współszefową rodzinnego interesu, od lat 45 nałogowcem ; nie mogę się oprzeć na widok zadrukowanego papieru – muszę czytać oraz papieru i pióra – piszę odkąd nauczyłam się stawiać literki w wieku lat 4,5.
Kilka lat temu papier i pióro zastąpiła klawiatura i ekran. To co prawda nie to samo, ale trudno; trzeba podążać z duchem czasu.
To tyle na dobry początek . Cdn.
Subskrybuj:
Posty (Atom)