Czas
ucieka, z wybiciem godziny 24.00 przybył mi kolejny rok :
pięćdziesiąty pierwszy. Nie żebym się tym specjalnie
przejmowała. Na razie nie widzę w lustrze upływu czasu – wciąż
nie mam zmarszczek, własny, nigdy nie farbowany kolor włosów,
swoje zęby itd. Upływ czasu raczej czuję . Częściej muszę
odpoczywać , czasem udawać się do lekarza , szybciej się męczę
przy pracy fizycznej , trudniej mi wspinać się na krzesła i
drabinki , czasem coś zaboli … I właśnie z tego powodu ten
zgryz. Nie umiem zaakceptować pewnych ograniczeń wynikających z
upływu czasu.. A przecież doskonale wiem ,że powinnam.. Zawsze
byłam okazem zdrowia i sprawności fizycznej a tymczasem przybyło
kilogramów, stawy nie pracują już tak idealnie jak kiedyś , nie
da się nawlec igły bez okularów i tym podobne niby nic nie
znaczące drobiazgi ale jednak dające się we znaki. A przy tym i
dusza wciąż we mnie młodzieńcza ; w głowie pełno planów i
pomysłów , chęć do pracy i zdobywania nowych doświadczeń ,
przeżycia kolejnych przygód … Nie ,zdecydowanie nie nadaję się
jeszcze na starszą panią.
A
tak poza tym , to rok zaczyna się miło i spokojnie . Na urodziny od
mężusia dostałam srebrny wisior w kształcie kwiatu z oczkiem z
perły i płatkami ze szmaragdów. Cudny ! Nie mogę się nim
nacieszyć. Obejrzeliśmy koncert noworoczny z W iednia ( chciałoby
się być kiedyś w złotej sali na takim koncercie) , na obiad
zrobiłam curry z kurczakiem , świeżym imbirem i mlekiem kokosowym
, a teraz wypoczywamy przy herbatce i resztkach pierników.
Jutro
normalny dzień pracy.
