Jak człowiek ma luz to sobie obserwuje ten świat , a jak coś obserwuje to na pewno coś zobaczy. A my trochę luzu mieliśmy. Kolejnych parę lat minęło odkąd byłam w centrum Warszawy i nic się nie zmieniło. Jak był bałagan na ulicach tak jest nadal, nie przybyło nawet koszy na śmieci, a różne pety, torebki foliowe i opakowania po jedzeniu walają się po ulicy. Chodniki nadal są nierówne i pozapadane Ściany budynków jak były szare i pomazane przez graficiarzy tak są nadal i nadal różni menele zaczepiają przechodniów. Nie zmieniło się nic co by chociaż trochę poprawiło moją opinię o tym mieście. Nie ma się czym zachwycać. Z dworca do hotelu jechaliśmy taksówką. Tu akurat narzekać nie mogę, w aucie czyściutko, przygotowane ciasteczka i napoje dla pasażerów (zapewne jak w hotelu za dodatkową opłatą, ale były), pani taksówkarka zabawiała rozmową a nawet , gdy zdradziliśmy powód przyjazdu poszukała w smartfonie zespół Epica i nam włączyła muzykę. Owszem przejażdżka kosztowała 100zł. Cenią się taryfiarze w stolicy. Następnego dnia przed powrotem mieliśmy prawie trzy godziny wolnego więc postanowiliśmy pokręcić się po słynnych Złotych Tarasach. Przereklamowane . Nie ma tam nic ,czego nie byłoby w naszej prowincjonalnej Karuzeli, a do galerii "Posnania" nie mają nawet startu. I na dodatek poszliśmy sobie na kawę i ciastko i też porażka. Kawa dobra , ale ciasto ... ten co je piekł prawdopodobnie już nie żył w chwili gdy nam je podawali. Warszawa nie zachwyca też elegancją. Ludzie ubrani w jakieś nudne , niczym się nie wyróżniające ciuchy przeważnie w niepowtarzalnym kolorze worka od cementu. A jedna co się wyróżniała, nie dość, że włożyła gacie na rajstopy , to jeszcze zapomniała założyć kiecki. Tak to wyglądało. To oczywiście były przeszycia na leginsach w kształcie majtek zbliżonych fasonem do stringów ale w komplecie z cicikową kurteczką do pasa wyglądało co najmniej kuriozalnie, zwłaszcza, że dziewczę było chude jak patyk. Co więcej ? Ano, w hotelu przy śniadaniu popatrywałam sobie na młodzież. Dużo się tam małolatów różnych kręciło. I co mogę powiedzieć. Nie wszyscy oczywiście ale całkiem sporo nie umie się zachować w hotelu. Co z tego, że hotel niskobudżetowy, dobre wychowanie nakazuje schodzić na śniadanie w ubraniu a nie piżamie. A tak odzianych namierzyłam co najmniej kilkoro. Młodzi nie umieją jeść nożem i widelcem , ba, nie używają noży poza posmarowaniem chleba. Popatrzyłam też co wrzucają na talerze. Było sporo takich co wybierali zdrowe jedzenie; warzywa , wędlinę, ziarnisty chleb, owoce itp. Ale zdecydowana większość słodkie w dużych ilościach albo tylko kiełbasę i chleb bez dodatków, a dojrzałam i takich co sobie chińskie zupki zalewali wrzątkiem z ekspresu. Nawyki z domu, bo jak inaczej ? Mało który też wchodząc do windy lub do jadalni powiedział "dzień dobry". Co robili rodzice tych młodych ludzi ? Bo raczej o ich wychowanie za nadto nie dbali. Ale może ja za stara już jestem i nie rozumiem, że terez tak trzeba ???
A dziś się trochę działo. Załatwiłam mnóstwo spraw matki i przy okazji się dowiedziałam paru ciekawych rzeczy ale o tym jutro.
No i potwierdzają się niektóre moje obserwacje. A Warszawy nie lubiłam i nie lubię. Dobrze sobie poczytać dlaczego. 😃 Buziaki
OdpowiedzUsuńJak wyżej : nie ma się czym zachwycać w kwestii Warszawy. Buziaki!
Usuń