Nazbierało mi się trochę różności. Piątek miałam zabiegany i to dość konkretnie. Wszystko przez to, że umówiłam się z koordynatorką opiekunek na wywiad i podpisanie papierów żeby przedłużyć matce opiekę. A potem oczywiście się zaczęło: zaświadczenie z zusu, jak już załatwiłam to rundka do ops-u żeby dostarczyć, Na szczęście do przedłużenia nie trzeba opinii lekarskich i pisać nowych wniosków, wystarczy decyzja o wysokości emerytury. Za to nie wiedziałam , że ops zmienił siedzibę. Znaczy wiedziałam , że otworzyli nowy obiekt i kilka sekcji się tam przenosiło, bo wykonywaliśmy dla nich zlecenie, ale nie wiedziałam ,że sekcja opieki domowej też się przeniosła. No i zrobiłam sobie wycieczkę na drugi koniec miasta. Zajęło mi to trochę czasu , ale przy okazji pani M- koordynatorka mnie poinformowała o nowych możliwościach. Mogę się starać o świadczenie wspierające - jakaś dodatkowa kasa , albo pokrycie kosztów opiekunek, które ponoszę aktualnie. I najlepsze z najlepszych: powstała spółdzielnia, która świadczy sługi całodobowo, w weekendy i mogę ich wynająć np. gdy chcę wyjechać na urlop. Owszem to jest też płatne , ale jest ta możliwość. I od razu postanowiłam ,że się po niedzieli udam do tej spółdzielni i zapytam o warunki, bo mam zamiar wyjechać na długi weekend w czerwcu. Potrzebne mi to, a pani M nawet mi to zalecała, twierdząc , że takie codzienne zajmowanie się osobą starszą jest trudne i należy co jakiś czas od tego odpocząć , dla własnego zdrowia. Trochę mi się więc problem sam rozwiązuje , ale czy się to uda, to się okaże. Tak poza tym to piątkowe sprawy jak co piątek. Popołudniowe zakupy dla nas i dla matki. Dla nas już mam wszystko na święta, jeszcze tylko to co na bieżąco. Bez biegania z obłędem w oczach na ostatnią chwilę.
Wczoraj zgodnie z planem wybraliśmy się na działkę. Małżonek dokończył przegląd i naprawę węży od nawadniania i wygrabił trawnik , a ja posiałam kolejne warzywa ; rzodkiewkę , buraki, marchew, sałatę i bób i zrobiłam sobie rozsadnik , na którym zasiałam kwiaty. Zobaczymy co z tego wyrośnie. Na koniec zrobiliśmy jeszcze trochę porządku. Przy tych robotach skręciłam nogę. Wychodziłam z domku, jakoś źle stąpnęłam na schodek, stopa mi zjechała pod jakimś dziwnym kątem ze schodka a ja poleciałam na trawnik. Nawet jakoś mocno mnie to nie bolało , dopiero kiedy wróciłam do domu i zdjęłam buty. Poratowałam się voltarenem i elastycznym bandażem i dziś jest już lepiej. Rano jeszcze bolało , ale teraz jest już całkiem dobrze. Oszczędzam jednak tę nogę i nie chodzę za dużo. A jak już muszę siedzieć , to zrobiłam kolejne dekoracje. Stroik do świecy na szydełku , ubrałam nowe, wiosenne poszewki na poduszki i przygotowałam sobie serwetki do koszyczka i na stół. Po obiedzie pomalowałam styropianowe jajka , żeby dokończyć dekorację niby-kominka. Znalazłam też czas na poczytanie. I tyle mojej działalności na dziś. Jeszcze muszę do matki z lekami podjechać , a potem to już tylko odpoczywam.
Ze spraw świątecznych wciąż bez pośpiechu. Zakupy mam, dekoracje po woli kończę rozstawiać, gotowaniem zajmę się w ostatnim tygodniu. Zresztą i tak dzielimy się z synowymi robotą więc za wiele jej nie mam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz