Pracy dziś miałam mnóstwo , takiej jak zwykle ; pisanej i liczonej , ale żeby mi za łatwo nie było padł mi zasilacz od stacji dokującej , a na stanie żadnego zapasowego akurat nie mieliśmy . Zamówiłam ale męczyłam się z drobnymi literkami i cyframi na laptopie i krew mnie zalewała.
Żadna frajda takie ściubolenie. Wyszłam zmęczona . Dobrze, że jutro już będę miała zasilacz i będę mogła pracować normalnie.
Zakładam ,że się klienci nie rozmyślą i jutro stawią się z zaliczką na podpisanie umowy wstępnej.
Książkę "Świat bez Końca" skończyłam wczoraj . Równie porywająca jak tom pierwszy. Z obu płynie to samo przesłanie ; świat i tak będzie się toczył swoim torem niezależnie od tego co się na nim dzieje . Zawsze będą wygrani i przegrani, zawsze wygrywają ci źli , bo oni nie liczą się z żadnymi zasadami, zawsze będą wybory między złym i gorszym i zawsze gdzieś zapadną decyzje wobec których sprawiedliwi będą bezsilni . W tym wymiarze to przesłanie jest ponadczasowe i doskonale pasuje do naszej współczesnej sytuacji.
Powiewa wiosną ; jutro Popielec , a dla mnie Popielec to już prawie wiosna . W mieście czerwono i serduszkowo z powodu Walentynek.
Chyba dziś sięgnę po kolejną książkę ; tym razem opowieści z włoską kuchnią w tle.
babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy
wtorek, 13 lutego 2018
poniedziałek, 12 lutego 2018
12.02.2018 Parę nie złych wiadomości
Weekend z wnusią udany . Nauczyła się szyć na maszynie ! Zdecydowanie lepiej jej to wychodziło niż mnie w jej wieku. No , co prawda ja uczyłam się na maszynie tzw."deptanej" - starsze pokolenie wie o czym mówię ; pedał należało popychać ruchami stóp a to łatwe nie było. Na elektrycznej łatwiej. Wspólnie uszyłyśmy dwa fartuszki - kieszonki przyszyła już sama , a potem uruchomiłam jej moją starą maszynę , tę miniaturową , na którą wciąż klęłam i po kilku próbach szyła już sama. Uszyła trzy poduszeczki, które przerobiła na zawieszki i poduszeczkę z kołderką do swojego domku dla lalek. No i parę próbek na ścinkach materiału. Dałam jej tę starą maszynę i po powrocie do domu sama ją uruchomiła i zaprezentowała rodzicom co potrafi. Jeśli się nie zniechęci to za 2 lata będzie szyła sobie letnie ciuszki. Poza tym zrobiłyśmy jeszcze decoupagowe pudełeczko dla jej mamy na urodziny . Trochę musiałam poprawić , ale wyszło całkiem ładne .
Wnusiom już lepiej . Dzień po starszym rozchorował się młodszy ale już zdrowieją. Dzieciaczkom szybko przechodzi .
Stare biuro prawie sprzedane ; prawie . Znalazł się klient , w piątek zadzwonił, że chciałby od razu obejrzeć , to pojechałam do biura . Przez godzinę mu zachwalałam i oprowadzałam po 32m2 , bez mebli , po czym stwierdził , że chciałby zobaczyć ten lokal w świetle dziennym i czy możemy się umówić w poniedziałek rano. A czemu nie , umówiliśmy się . Za godzinę zadzwonił, że na 95% jest zdecydowany , a dziś przyjechał z miarką i już zaczął remonty obmyślać. No i stanęło na tym , że po jutrze spisujemy umowę wstępną i załatwiamy notariusza . I nawet za bardzo się nie targował o cenę. Oczywiście odpuściłam mu trochę , ale nawet mniej niż przewidywałam. No i jutro czeka mnie bieganie i załatwianie papierków w spółdzielni mieszkaniowej niezbędnych przy dokonaniu transakcji.
Książkę po woli kończę . Zostało mi około 100 stron, może nawet dziś doczytam .
Dziś ogarnęłam trochę chatkę po zabawach z wnusią i sobie zrobiłam popołudnie luzu , zwłaszcza, że małżonek znów u klienta . Poczytam i pobuszuję w cyberprzestrzeni.
Wnusiom już lepiej . Dzień po starszym rozchorował się młodszy ale już zdrowieją. Dzieciaczkom szybko przechodzi .
Stare biuro prawie sprzedane ; prawie . Znalazł się klient , w piątek zadzwonił, że chciałby od razu obejrzeć , to pojechałam do biura . Przez godzinę mu zachwalałam i oprowadzałam po 32m2 , bez mebli , po czym stwierdził , że chciałby zobaczyć ten lokal w świetle dziennym i czy możemy się umówić w poniedziałek rano. A czemu nie , umówiliśmy się . Za godzinę zadzwonił, że na 95% jest zdecydowany , a dziś przyjechał z miarką i już zaczął remonty obmyślać. No i stanęło na tym , że po jutrze spisujemy umowę wstępną i załatwiamy notariusza . I nawet za bardzo się nie targował o cenę. Oczywiście odpuściłam mu trochę , ale nawet mniej niż przewidywałam. No i jutro czeka mnie bieganie i załatwianie papierków w spółdzielni mieszkaniowej niezbędnych przy dokonaniu transakcji.
Książkę po woli kończę . Zostało mi około 100 stron, może nawet dziś doczytam .
Dziś ogarnęłam trochę chatkę po zabawach z wnusią i sobie zrobiłam popołudnie luzu , zwłaszcza, że małżonek znów u klienta . Poczytam i pobuszuję w cyberprzestrzeni.
czwartek, 8 lutego 2018
8.02.2018 Będzie wesoło
Wnusia nam się na wakacje wprosiła . Chce przyjechać już jutro i zostać do niedzieli. W sobotę miała przyjechać na nocleg , bo rodzice na zabawę się wybierają. Starszy wnusiu niestety się rozchorował na grypę i leży . W tym układzie drugi dziadek pojedzie w sobotę do nich i będzie z wnuczkami nocował. Szkoda , bo miała być cała trójka u nas. Trochę mi plany popsuła, bo mieliśmy jutro po marketach budowlanych przelecieć . Może po prostu zabierzemy ją w sobotę . Jest na tyle duża , że pochodzi z nami. Może jakąś frajdę jej sprawimy zakupową przy okazji albo na jakąś impezkę dla dzieci trafimy? Pomyślimy.
Praca dalej mi nie odpuszcza . Znów nie wyrobiłam ze wszystkim , ale już i tak jestem do przodu. Jutro chyba skończę z tymi zaległościami. Nooo, chyba, że znów jakiś kataklizm.
Za oknem wciąż mroźno i słonecznie.
Praca dalej mi nie odpuszcza . Znów nie wyrobiłam ze wszystkim , ale już i tak jestem do przodu. Jutro chyba skończę z tymi zaległościami. Nooo, chyba, że znów jakiś kataklizm.
Za oknem wciąż mroźno i słonecznie.
środa, 7 lutego 2018
7.02.2018 Spraw babusinych jak zwykle parę
Jakiś strasznie zawalony robotą tydzień mam. Wczoraj pisałam i pisałam i dziś od nowa i podobnie jak wczoraj nie skończyłam . Chłopaki też mają nie mało zajęć ale to dobrze , prędzej czy później przełoży się to na kaskę. Wiosna blisko , w perspektywie budowa magazynku więc każdy grosz się przyda.
Po pracy zaliczyliśmy rundkę po mieście . Pojechaliśmy coś zjeść , potem do piekarni i lidla po najpotrzebniejsze zakupy. Objadłam się niemożliwie , ale były panierowane kalafiorki , które uwielbiam więc sobie włożyłam solidną porcję.
A w domu zwykłe , codzienne drobiazgi. Odnowiłam ogłoszenie na olx o sprzedaży starego biura . Jak na razie dzwonią i się pytają ale jakoś nikt się nie zdecydował jak dotąd . Może tym razem nam szczęście lepiej dopisze i się chętny znajdzie.
Po pracy zaliczyliśmy rundkę po mieście . Pojechaliśmy coś zjeść , potem do piekarni i lidla po najpotrzebniejsze zakupy. Objadłam się niemożliwie , ale były panierowane kalafiorki , które uwielbiam więc sobie włożyłam solidną porcję.
A w domu zwykłe , codzienne drobiazgi. Odnowiłam ogłoszenie na olx o sprzedaży starego biura . Jak na razie dzwonią i się pytają ale jakoś nikt się nie zdecydował jak dotąd . Może tym razem nam szczęście lepiej dopisze i się chętny znajdzie.
wtorek, 6 lutego 2018
6.02.2018 Mroźny dzień
dzisiaj , ale równie ładny jak wczoraj, bezwietrzny i ze słońcem. Lubię taką pogodę . Pracy miałam dziś mnóstwo ; meili , rachunków , ofert, faktur i co tam jeszcze. A od paru dni planuję porządki z nadmiarem dokumentacji zrobić i zamówić firmę , która zajmuje się niszczeniem dokumentów. Zanim jednak to zrobię , muszę mieć zapakowane wszystkie papierzyska a na to wciąż nie mam czasu. To samo z wybraniem zdjęć do nowej strony internetowej. Na dniach to ogarnę.
Domowe sprawy właściwie takie jak zwykle, jakieś drobne sprzątanie , naprawianie , gotowanie itd. No i czytanie . Akcja nabiera tępa - jak toczona z górki śniegowa kula. Czytanie numerem jeden w tym roku. Robótki poszły na razie w odstawkę . Sobota odpada , bo będzie wnusia na noclegu i może wnusie też , ale to się jeszcze rozstrzygnie . Raczej w piątek wybierzemy się na łazęgę po marketach budowlanych w celu obejrzenia i może od razu zakupu baterii do nowej łazienki. Już nie mogę się doczekać remontu.
Domowe sprawy właściwie takie jak zwykle, jakieś drobne sprzątanie , naprawianie , gotowanie itd. No i czytanie . Akcja nabiera tępa - jak toczona z górki śniegowa kula. Czytanie numerem jeden w tym roku. Robótki poszły na razie w odstawkę . Sobota odpada , bo będzie wnusia na noclegu i może wnusie też , ale to się jeszcze rozstrzygnie . Raczej w piątek wybierzemy się na łazęgę po marketach budowlanych w celu obejrzenia i może od razu zakupu baterii do nowej łazienki. Już nie mogę się doczekać remontu.
poniedziałek, 5 lutego 2018
5.02.2018 Kilka spraw babusinych
Dzień w pracy całkiem przyjemny . Odwiedził nas jeden z klientów , a że był pierwszy raz przyniósł piękną kompozycję z pustynnych roślin w ozdobnym słoju w prezencie . Pięknie to wygląda . Jest dość duże więc muszę wymyślić jakiś kwietnik i na nim postawić kompozycję . Przegadaliśmy godzinę z okładem . Nasza nowa siedziba bardzo mu się podobała.
Przymroziło , ale tak trochę i ze słońcem więc jest wyjątkowo przyjemnie jak na zimową porę , choć bez śniegu.
W domu prawie ogarnęłam już rozgardiasz po wczorajszej imprezie . Został stół , ale jakoś nam nie przeszkadza i na razie nie powędrował do kuchni. Pewnie się zabierzemy za to jutro.
Czytam wciąż jeszcze Kena Folleta " Świat bez Końca" i jak i z pierwszą częścią, nie mogę się oderwać . Jest tego trochę , bo 901 stron. Ale ja to lubię . Im więcej tym lepiej.
Planów na ten tydzień nie mam sprecyzowanych , chyba zostanę przy czytaniu , bo niby dlaczego nie?
Mężuś słucha znów teorii spiskowych w internecie . Ostatnio to jest jego ulubione zajęcie . Wciąga go historia ,na razie ta bardziej kontrowersyjna , choć nigdy wcześniej się tym nie interesował. Nie wiem czy to mój wpływ czy tak sam z siebie . Ja powtarzam wciąż to samo odkąd zrozumiałam mechanizmy rządzące tą nauką , a mianowicie , że to nauka ścisła : zawsze jest przyczyna, przebieg i skutki. Nam zostaje tylko czytać jednoznacznie taką jaka ona jest , wyciągać wnioski i nie powtarzać błędów i jeszcze nie mierzyć zdarzeń historycznych miarą dnia dzisiejszego , tylko patrzeć na wszystko z punktu widzenia epoki ( notabene błąd , który popełnia wielu historyków). Co innego archeologia - tu rządzą hipotezy i to też jest ciekawe ale inne w swojej idei. Zawsze mnie to fascynowało . Nie wiem skąd mam takie ciągoty to wieków minionych , ale mam , od dziecka. No i udziela się i mojemu małżonkowi.
Przymroziło , ale tak trochę i ze słońcem więc jest wyjątkowo przyjemnie jak na zimową porę , choć bez śniegu.
W domu prawie ogarnęłam już rozgardiasz po wczorajszej imprezie . Został stół , ale jakoś nam nie przeszkadza i na razie nie powędrował do kuchni. Pewnie się zabierzemy za to jutro.
Czytam wciąż jeszcze Kena Folleta " Świat bez Końca" i jak i z pierwszą częścią, nie mogę się oderwać . Jest tego trochę , bo 901 stron. Ale ja to lubię . Im więcej tym lepiej.
Planów na ten tydzień nie mam sprecyzowanych , chyba zostanę przy czytaniu , bo niby dlaczego nie?
Mężuś słucha znów teorii spiskowych w internecie . Ostatnio to jest jego ulubione zajęcie . Wciąga go historia ,na razie ta bardziej kontrowersyjna , choć nigdy wcześniej się tym nie interesował. Nie wiem czy to mój wpływ czy tak sam z siebie . Ja powtarzam wciąż to samo odkąd zrozumiałam mechanizmy rządzące tą nauką , a mianowicie , że to nauka ścisła : zawsze jest przyczyna, przebieg i skutki. Nam zostaje tylko czytać jednoznacznie taką jaka ona jest , wyciągać wnioski i nie powtarzać błędów i jeszcze nie mierzyć zdarzeń historycznych miarą dnia dzisiejszego , tylko patrzeć na wszystko z punktu widzenia epoki ( notabene błąd , który popełnia wielu historyków). Co innego archeologia - tu rządzą hipotezy i to też jest ciekawe ale inne w swojej idei. Zawsze mnie to fascynowało . Nie wiem skąd mam takie ciągoty to wieków minionych , ale mam , od dziecka. No i udziela się i mojemu małżonkowi.
niedziela, 4 lutego 2018
4.02.2018 Imprezowo
Rodzina najedzona i zadowolona a o to chodziło. Jedzenia zostało , chociaż nawet porozdawałam . Chyba trochę tym razem przesadziłam z ilością.
W prezencie dostałam aż trzy książki . Dwie historyczne i jedną ...hmmmm , powiedzmy dyskusyjną ale o książce za chwilkę . Teściowa uszczęśliwiła mnie piżamą w sam raz na 30 stopniowe mrozy . Pomijając fakt , że w ogóle nie sypiam w piżamach tylko w nocnych koszulach to w tej pewnie bym, się żywcem ugotowała. Do spania wystarczają mi cienkie, krótkie koszulki na cieniutkich ramiążkach. Zupełnie nie wiem co z tą piżamą zrobię . I miało być o książce . Tytuł "Klub 50+" . Taki rodzaj poradnika jak zyć po pięćdziesiątce. Książka od Szwagroskiej . Ona lubi takie klimaty i jak coś takiego przeczyta to zaraz bierze "do siebie" . Książkę przejrzałam i mam mieszane uczucia . No bo i o jedzeniu i o pielęgnowaniu urody i wiekopomne rady jak sobie radzić z nastrojami , wierzyć w siebie i tym podobne. Może jak się jest emerytką jak ona to się to sprawdzi , ale do mnie to kompletnie nie pasuje. Nie pasuje , bo ja po pierwsze pracuję , po drugie nie przekonują mnie jakieś światłe porady ,bo życie traktuję jak zadanie do wykonania i jak mam problem to staję na przeciw i się po prostu mierzę z sytuacją i po trzecie nie mam kompleksów , choć wydawać by sie mogło , że powinnam , bo to i wiek i kilogramów wciąż za dużo i organizm czasem mi współpracy odmawia i czuję się zmęczona i sto innych przyczyn . A tak poza wszystkim , to mimo , że już do sześćdziesiątki mi całkiem blisko , duchowo nie czuję się nawet na 50 ( moja babcia odkąd skończyła 62 lata , to już jej lat nie przybywało , miała lat 79 , 80 ale wciąż powtarzała , że ma dopiero 62 - chyba mam to po niej) . Tak czy inaczej czytania do wiosny i jeszcze trochę.
A poza tym to nie szła mi dziś robota , zapomniałam wczoraj kupić świeże drożdże co stwierdziłam kiedy zabrałam się za pączki no i zaliczyłam wycieczkę do biedronki. Dostałam gorącym tłuszczem po ręce , bo z wypłynęła odrobina konfitury z pączka i strzeliło , na szczęście nic mi się nie stało, lekko tylko zaczerwieniło . Maluchy miały frajdę , bo dziadek zmontował im prawdziwe telefony . Zameldował do jednej bazy trzy słuchawki bezprzewodowe od starych aparatów i mogli dzwonić między sobą . Zabawę mieli , że hej a dorośli mogli spokojnie świętować , bo zajęli się dzwonieniem do siebie . A teraz muszę odsapnąć .
W prezencie dostałam aż trzy książki . Dwie historyczne i jedną ...hmmmm , powiedzmy dyskusyjną ale o książce za chwilkę . Teściowa uszczęśliwiła mnie piżamą w sam raz na 30 stopniowe mrozy . Pomijając fakt , że w ogóle nie sypiam w piżamach tylko w nocnych koszulach to w tej pewnie bym, się żywcem ugotowała. Do spania wystarczają mi cienkie, krótkie koszulki na cieniutkich ramiążkach. Zupełnie nie wiem co z tą piżamą zrobię . I miało być o książce . Tytuł "Klub 50+" . Taki rodzaj poradnika jak zyć po pięćdziesiątce. Książka od Szwagroskiej . Ona lubi takie klimaty i jak coś takiego przeczyta to zaraz bierze "do siebie" . Książkę przejrzałam i mam mieszane uczucia . No bo i o jedzeniu i o pielęgnowaniu urody i wiekopomne rady jak sobie radzić z nastrojami , wierzyć w siebie i tym podobne. Może jak się jest emerytką jak ona to się to sprawdzi , ale do mnie to kompletnie nie pasuje. Nie pasuje , bo ja po pierwsze pracuję , po drugie nie przekonują mnie jakieś światłe porady ,bo życie traktuję jak zadanie do wykonania i jak mam problem to staję na przeciw i się po prostu mierzę z sytuacją i po trzecie nie mam kompleksów , choć wydawać by sie mogło , że powinnam , bo to i wiek i kilogramów wciąż za dużo i organizm czasem mi współpracy odmawia i czuję się zmęczona i sto innych przyczyn . A tak poza wszystkim , to mimo , że już do sześćdziesiątki mi całkiem blisko , duchowo nie czuję się nawet na 50 ( moja babcia odkąd skończyła 62 lata , to już jej lat nie przybywało , miała lat 79 , 80 ale wciąż powtarzała , że ma dopiero 62 - chyba mam to po niej) . Tak czy inaczej czytania do wiosny i jeszcze trochę.
A poza tym to nie szła mi dziś robota , zapomniałam wczoraj kupić świeże drożdże co stwierdziłam kiedy zabrałam się za pączki no i zaliczyłam wycieczkę do biedronki. Dostałam gorącym tłuszczem po ręce , bo z wypłynęła odrobina konfitury z pączka i strzeliło , na szczęście nic mi się nie stało, lekko tylko zaczerwieniło . Maluchy miały frajdę , bo dziadek zmontował im prawdziwe telefony . Zameldował do jednej bazy trzy słuchawki bezprzewodowe od starych aparatów i mogli dzwonić między sobą . Zabawę mieli , że hej a dorośli mogli spokojnie świętować , bo zajęli się dzwonieniem do siebie . A teraz muszę odsapnąć .
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)