sierpień mija , od poniedziałku dzieciaki wracają do szkół a do miasta wraca wzmożony ruch. Nie lubię tłoku ale go nie uniknę a remont wiaduktu sprawy nie poprawia. Już teraz korki niemożliwe. Dzisiejszy dzień na dużym luzie. Po śniadaniu pojechaliśmy najpierw do młodszej młodzieży , bo wczoraj wrócili z Turcji i chcieliśmy się przywitać. Przywieźli mnóstwo tureckiej herbaty w różnych smakach i mnóstwo zdjęć i filmów. Trochę pooglądaliśmy , pogadaliśmy, wypiliśmy ziołową herbatkę z 30 ziół , w Turcji serwowaną na przeziębienia. A potem pojechaliśmy na działkę. Było mokro więc nie udało nam się zrobić tego co mieliśmy w planach , ale wiadomo, na działce zawsze się coś znajdzie. Wyrwaliśmy stare maliny, mamy w planach posadzenie w innym miejscu, poratowałam moje gladiole , które położyła na ziemi nocna ulewa , poprzesadzałam kilka kwiatków, małżonek pościnał bluszcz z którym walczymy od kilku lat. Wszystko przerosło od sąsiadów i się rozpanoszyło. Większość już nam się udało zlikwidować , ale co jakiś czas odrasta. Na koniec pozrywaliśmy fasolkę szparagową i wypieliłam ziołowy ogródek. Do tej pory pachnę rozmarynem i lubczykiem.
Tak poza tym nic szczególnego. Dawno nie zdarzyło mi się czytać dwóch książek na raz. Czytam kolejną serię Ćwirleja i wywiad - rzekę z Prezydentową Kwaśniewską. Od obu trudno się oderwać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz