Wielki Tydzień. Kiedyś wydarzenie istotne w wymiarze duchowym. Pewnie i dziś dla wielu ten wymiar ma wartość, jednak jak obserwuję swoje uniwersum, swój mikroświat nabieram co do tego wątpliwości. Ot , intensywny przedświąteczny tydzień, z górą zakupów, bieganiem wokół porządków i gotowania, z dekoracjami zalewającymi wszelkie możliwe przestrzenie i wszędzie wciskającą się komercją. Nie powiem, że jestem od tego wolna, bynajmniej. I mnie dopada ta „wielkanocna magia”. Tak chyba na zasadzie efektu stada. Stado biegnie w prawo to ja też, stado w lewo to ja też. Jak już wiele razy wspominałam z wiekiem coraz mniej mi po drodze z instytucją kościoła. Formalnie się z niego nie wypisałam, ale praktyki zarzuciłam już bardzo wiele lat temu, w tym i celebrowanie Wielkiego Tygodnia. Dziś ta celebra sprowadza się czysto do tradycji. Jak by nie było, tradycji zawłaszczonej przez szerzące się na naszych słowiańskich ziemiach Chrześcijaństwo z jego agresywną i ekspansywną odmianą czyli katolicyzmem. Nie, nie mam nic przeciw wierze w Boga jako takiej. Nie należy jednak mylić wiary z religią, bo to dwie zupełnie inne sprawy. Religia to oprawa, rytuał, celebra , wiara , to wiara – bezwarunkowe przekonanie o istnieniu bóstwa. Ludziom od zawsze potrzebna była wiara w siły wyższe , jakkolwiek by ich nie nazwać. Gdzieś , kiedyś obiło mi się o uszy zdanie, że ludzie są starsi niż najstarsi bogowie. Nasi słowiańscy przodkowie wierzyli w bóstwa przyrody, celebrowali tak zwane koło roku. Cykl odrodzenia, zapładniania, życia, obfitości aż do umierania by znów się odrodzić. Jakieś echa tej wiary naszych przodków , gdzieś tam w nas pobrzmiewają, choćby w zamiłowaniu do przyrody, świętowaniu, szacunku dla zmarłych czy właśnie kultywowaniu wielu zwyczajów. Od ładnych paru lat odkąd zainteresowałam się kulturą słowiańską ta wiara naszych przodków niezwykle mocno do mnie przemawia. Zawsze lubiłam żywioły , dziką przyrodę i porywały mnie stare zwyczaje. Nie, nie , nie będę jeździła na wykopaliska do Grzybowa , gdzie mamy posąg Światowida odprawiać jakieś dawne rytuały. Nie koniecznie do wiary potrzeba mi rytuału. Nic z tych rzeczy. Po prostu: wyciągam wnioski z wiedzy jaką już posiadłam. Nauki kościoła opierają się na cierpieniach i interesownej pokucie oraz potencjalnej nagrodzie gdzieś ,kiedyś – w bliżej nieokreślonej przestrzeni nazywanej niebem - na zasadzie „dostąpisz nieba jeśli … będziesz robił dobre uczynki , będziesz biedny, będziesz cierpiał, będziesz się umartwiał, płacił na kościół i tak dalej. Coś za coś. A przecież nawet jeśli trzymać się zapisów Biblii zbawić nas może tylko łaska boska a nie nasze uczynki takie czy inne lub ich brak. Istotą Wielkiego Tygodnia i postu jako takiego , w tym wypadku 40-to dniowego jest umartwianie się. W relacji do czasu trwania świąt, raptem 2 dni, wyjątkowo długie. Kiedyś przybierało dość kuriozalne formy. Dziś już może nie tak radykalne i dziwaczne ale wciąż wymagane. I o ile można sobie w ramach pracy nad sobą narzucić jaką zadumę czy refleksję na ten czas, o tyle już wymóg spowiedzi i pokuty należy do tych kuriozów. W świetle wszelkich nieprawości kościoła jakich się dopuszczał przez wieki i do dziś dopuszcza oczekiwanie od ludzi wierzących ukorzenia się i wyznawania swoich win jest co najmniej nie na miejscu. Może w tym konfesjonale siedzi ktoś , kto ma znacznie więcej na sumieniu niż ja zwykły , skromny mieszkaniec tego padołu? W imię czego mamy mu mówić o swoich winach? Kto im dał prawo decydować o tym czy będziesz zbawiony czy też nie? Czyżby uznawali się za równych Bogu, a może nawet samym Bogiem? Kiedy sobie to uświadomiłam, przestałam praktykować. Tu i teraz Wielki Tydzień sprowadziłam do tradycji. Dom ozdabiam palmą – w naszym klimacie i miejscu baziami, w Wielki Piątek szykuję postne posiłki, choć wcale nie jakieś niesmaczne, zmuszające do wysiłku żeby je zjeść, maluję pisanki – zwyczaj prasłowiański , stary jak nasza historia; nasi przodkowie malowali jaja na czerwono, bo jajo to symbol życia a czerwień symbolizuje witalność i życiową energię. W sobotę idę z koszykiem pobłogosławić świąteczne jedzenie i tu ściśle trzymam się tradycji : tylko jajko , mięso, chleb i sól. Żadnych udziwnień pod postacią cukrowych figurek czy słodyczy albo egzotycznych owoców. Jedyne odstępstwo to ciasto, zwykła babeczka jako symbol dostatku. Kiedyś , dawno temu gdy mieszkałam jeszcze z babcią brałyśmy udział w obrzędach Triduum Paschalnego. Mało co z tego pamiętam ,najbardziej długą drogę do kościoła i z powrotem i ziąb w kościele ale czy to wszystko, śpiewy , obrzędy, kadzidła miało jakieś znaczenie duchowe? Chyba byłam na to jeszcze zbyt mała i nie wiele co z tego pojmowałam. No i miałam tę wiarę z góry narzuconą przez moją rodzinę. Fakt, że nie dano mi wyboru dotarł do mnie gdzieś pod koniec liceum gdy zaczęłam już całkowicie samodzielnie myśleć i mieć swoje wnioski. Zwykle się nad tym wszystkim nie zastanawiam jakoś wnikliwie. Tak na co dzień staram się żyć tak, żeby nikomu nie robić krzywdy i trzymać się swoich zasad. Tylko tyle … a może aż tyle ?
wtorek, 31 marca 2026
poniedziałek, 30 marca 2026
30.03.2026 Dziś wolne
od spraw świątecznych. Nie robię nic, przynajmniej po południu, bo w pracy jak to w pracy; rachunki i telefony i milion spraw na głowie. Od jutra zaczynam świąteczne przygotowania od zagotowania mięsa i wątróbki na pasztet. W środę zmielę i przygotuję a potem upiekę. I od razu za jednym użyciem piekarnika fałszywy zając. Menu świąteczne jak co roku. Tu akurat nie eksperymentuję. Rodzinka lubi tradycyjnie. A skoro tak to będzie jak zawsze ; jajka, zimne mięsa , galart i dodatki w postaci sałatek i sosów . No i biała kiełbasa ale raczej w ilości symbolicznej. Jakoś nie jesteśmy miłośnikami kiełbas. Do tego domowy chlebek, babka od naszego klienta, sernik synowej i moje mini-mazurki. W zasadzie wszystko już mam, nawet wyprasowane serwetki do koszyczka i na stół, Z koszykiem oczywiście pójdę. Jak tradycja to tradycja.
W mieście przybyło dekoracji. Są w tym roku bardzo udane i wesołe. Nie wiem czy będę miała dość czasu , ale chętnie bym sobie zrobiła wycieczkę po mieście, żeby je uwiecznić na zdjęciach. A póki co, wracam do czytania.
niedziela, 29 marca 2026
29.03.2026 Wykonanie planu to jedno ale dziś trochę nastroju
Zacznę od miejskiego klimatu
Latarnie na rynku zdobią takie wielkie zawieszki- pisankiA to jeszcze nie wszystko, będzie jeszcze parę świątecznych fotek.
sobota, 28 marca 2026
29.03.2026 Plan na dziś
wykonany a nawet "wykonany+", bo i zrobione dekoracje i zazdrostki na swoim miejscu i obrus i działkę zaliczyliśmy. I tu pierwszy + bo oprócz spisanych liczników i podlewania szklarenki posadziłąm też czosnek. Akurat moja znajoma straganiarka miała na sprzedaż taki przeznaczony do sadzenia. No to kupiłam jedną główkę, podzieliłam na ząbki i zasadziłam. Kolejny plus to sprzątanie w domu. Miałam sobie odpuścić umycie szafy w przedpokoju ale małżonek się za to zabrał. Ja ogarnęłam łazienki i zmieniłam pościel. Przepierki jak zwykle w tak zwanym międzyczasie. Z wszystkich domowych zajęć najmniej lubię zmianę pościeli, mimo, że nauczono mnie w szkole medycznej robić to ergonomicznie czyli możliwie najmniejszym wysiłkiem i bez narażania na szwank swojego kręgosłupa, ta czynność i tak doprowadza mnie do szewskiej pasji. Ale czasem trzeba. Czynność jakich wiele. Podrasowałam też dekoracje w domu. Rano oczywiście zaliczyłam wizytę u matki, też zmieniłam jej pościel i zabrałam pranie. Tym zajmę się jutro i w poniedziałek. Trudno, chcę czy nie muszę ogarnąć i ją. Fochy dzisiaj strzelała, bo jej się ta pościel nie podoba, bo za dużo tabletek, bo ma się ubrać itd. Nie przeskoczę... Jutro mamy w planach odwiedzić cmentarze , ale co z tego wyjdzie to się okaże , bo się rozpadało i niby ma padać również jutro. Dziś w nocy zmiana czasu - dzień nam się wydłuży, co w sumie nie jest złe. Ja zresztą nie mam problemu z przestawianiem się na czas letni lub zimowy. Czasem nie mogę się czasowo odnaleźć przez parę godzin ale to wszystko. A w mieście przybywa dekoracji. Zrobiłam kilka fotek, postaram się jutro pokazać to i owo.
piątek, 27 marca 2026
27.03.2026 Idę na skróty,
to co się da kupuję gotowe. Małżonek mówi , że to nie skróty a postęp. Bo po co sobie robić robotę z barankami z masła , skoro w spożywczym można kupić gotowe z tego samego masła , które kupuję co tydzień, z tej samej miejscowej mleczarni. Po co piec przez całe popołudnie bakę , która nie koniecznie musi się idealnie udać (zwłaszcza mnie, ale to przemilczałam), kiedy w cukierni naszego klienta można kupić gotową , niczym nie różniącą się a nawet lepszą od domowej. No to kupiłam... I parę innych rzeczy z listy ostatnich i niezbędnych. Zostało mi pieczywo , owoce i tulipany. I na tym bym zakończyła świąteczne gromadzenie. Dekoracje prawie gotowe, jutro powieszę zazdrostki w kuchni i rozłożę świąteczny obrus, w niedzielę odwiedzimy cmentarze, w poniedziałek zrobię sobie wolne od spraw świątecznych a od wtorku zacznę szykować smakołyki. Takie jak zwykle: fałszywy zając, pasztet, na sam koniec upiekę chleb i przygotuję galaretkę z kilku warstw, zamiast ciasta. W piątek upiekę mini-mazurki a w sobotę przygotuję stół. A potem to już możemy świętować.
Jutro jeszcze krótka wyprawa na działkę, żeby ten licznik spisali, ale to nawet dobrze się składa, bo podleję szklarnię przy okazji. Mam nadzieję , że roślinkom nie zaszkodzą przymrozki - a zapowiadają. Świąteczne odliczanie czas zaczynać.
czwartek, 26 marca 2026
26.03.2026 Popycham
sprawy do przodu , u siebie i u matki. Właśnie kupiłam jej nowe firanki i w sobotę będę je zakładać. Do domu właściwie mam wszystko, uzupełniam jeszcze ostatnie dekoracje, takie drobiazgi. Z listy niezbędnych i ostatnich dokupiłam gryczpan ( bukszpan - dla niezorientowanych) sos chrzanowo-musztardowy i chrzan - mam nadzieję, że będzie w wykopem a nie taki dla niemowlaków bez smaku. Ciekawe dlaczego się takie trafiają , chrzan to chrzan , powinien być ostry. I jeszcze bukiet sztucznych żonkili na cmentarz dla ojca. Znicze mam, Wybieramy się tam w niedzielę, czas posprzątać po zimie. Świeżą porcję rzeżuchy zasiałam już wczoraj. Poprzednią zjedliśmy do kanapek. Po obiedzie pojechaliśmy na działkę zawieźć baniaki z wodą do podlewania. Zakwitły fiołki a krzaczki mają już listki. Oby tylko zapowiadane przymrozki ich nie zniszczyły. A w szklarence wschodzi koperek i sałata. Mają już z centymetr wysokości. Podlałam i tyle, wracaliśmy. Wybieramy się tam w sobotę. Jeśli pogoda dopisze to coś dosieję. A w dino sprzedają drzewka mimozy - tak , tej samej , o której Lucia pisze, że to włoski kwiat na Dzień Kobiet. Dotąd widziałam je na obrazkach . Na żywo są po prostu przepiękne, ale u nas chyba nie przetrwają w gruncie, bo zbyt zimny klimat.
A poza tym cyberataki trwają , dziś padli ich ofiarami kolejni trzej nasi klienci. Mamy w związku z tym mnóstwo dodatkowej roboty. Starszy synalek uruchomił mi w końcu sławetny Ksef- syf znaczy. Bo to cholerstwo do użytku się nie nadaje. Te reklamy jak to łatwo, lekko i przyjemnie to o kant dupy roztrzaskać. Stek bzdur. Roboty z tym trzy razy tyle co z normalnymi fakturami i na dodatek wszystkie tak samo wyglądają. Żeby odszukać jakąś trzeba dokładnie czytać wszystkie po kolei. Teraz to chwila, wystarczyło pamiętać jak wygląda logo klienta a jeśli ma się stałą bazę to się zapamiętuje. Ale co mam zrobić . Musze i to cholerstwo opanować. Dobrze, że młody znalazł chwilę i mi to zrobił, bo już myślałam ,że może nie zdążyć.
środa, 25 marca 2026
25.03.2026 Krok do przodu
malutki , ale zrobiłam w kierunku świąt. Kupiłam kilka rzeczy z listy niezbędnych i na koniec. Dwa sklepy mniej w piątek. Mieliśmy w planie wskoczyć na działkę , ale się rozpadało. Własnym oczom nie wierzyłam, bo u nas od ponad miesiąca nawet kropelka nie spadła. Właściwie odkąd stopniał śnieg. W sumie to nic takiego, w sobotę i tak musimy pojechać, bo jest sczytywanie liczników. To tak z odmowych spraw. Jakoś ciężko mi się zmobilizować do jakiejś konkretnej pracy ale przecież zdążę. Już i tak sobie poustawiałam sprawy, żeby w niedzielę skupić się na świątecznych zajęciach a nie na prasowaniu na ten przykład.
Tak poza tym , ta wojna nazywana hybrydową dopadła i nas. Od trzech dni trwają cyberataki na telefonię internetową. Przekonują się o tym nasi klienci, głównie przychodnie. Na razie nie odnotowaliśmy żadnych ataków na banki i instytucje. Producent urządzeń nieustająco poprawia zabezpieczenia, ale i tak te ataki trwają. Były próby i wcześnie , ale nigdy na taką skalę.
wtorek, 24 marca 2026
24.03.2026 Czasem drobiazgi robią robotę
Niby drobiazg, na zastępstwo za panią D przyszła inna dziewczyna, bo D miała jakąś sprawę rodzinną i wzięła dzień urlopu. Wiedziałam o tym, ale o zastępstwie już nie. I zeszłyśmy się pod blokiem około 13.00 jak pojechałam dać matce tabletkę i sprzątnąć w kuchni , bo narozrabiała. No i pani mnie zagadała , co ma dziś zrobić. Poprosiłam żeby podała matce tę tabletkę i ją zagadała , a ja posprzątam w kuchni, bo zwykle mam z tym problem z powodu awanturnictwa matki. Tak ją dziewczyna zagadała i zajęła, nawet zadzwoniła jej do koleżanki żeby sobie pogadały, że mamuśka nawet się nie zorientowała, że coś robię, a ja ruszyłam do sprzątania. Nie jakoś konkretnie ale umyłam naczynia, zlewozmywak, lodówkę i podłogę, powycierałam szafki i pozbierałam poupychane wszędzie opakowania , a potem jeszcze sprzątnęłam w łazience. Pogadałam potem jeszcze z opiekunką, bo dziewczyna była ciekawa mojej pracy i mogłybyśmy długo gadać nie tylko o pracy. Wyszłyśmy też razem rozmawiając. Stwierdziła, że faktycznie kontakt z matką ciężki ale przynajmniej nie leży, jak wszyscy jej podopieczni. Nie leży ale dziś się nawet nie ubrała, chociaż muszę przyznać, że się ruszyła i nawet umyła te garnki, które zostawiłam rano w zlewie. Coś sobie chyba odgrzewała , wlała jakąś zupę do garnka, coś do tego wrzuciła , czego nie udało mi się zidentyfikować i zostało na maszynce elektrycznej , którą zresztą wyłączyła z gniazdka. Musiało stać już ze trzy dni, bo się popsuło, chociaż wcześniej zaglądałam do garnków i nic nie było- może gdzieś miała schowane i dopiero dzisiaj wystawiła ? tego się nie dowiem. A jak stało to wiadomo jaki efekt, jeszcze dzień i cały blok by o tym wiedział. Rano wylałam, przepłukałam garnek i zostawiłam w zlewie z myślą, ze zrobię swoją robotę i przyjadę sprzątnąć. Umyła, musiałam poprawić ale przynajmniej się zabrała. Dobrze się złożyło z tą babeczką, bo trochę więcej ogarnęłam przy okazji niż zamierzałam. Kupiłam jej też nowe firanki do pokojów i zmienię ale muszę zabrać drabinkę, bo tę jej wyniosłam do piwnicy. Pewnie znów będzie awantura ale trudno. Co tu dużo mówić, takie bezpośrednie wsparcie i rozmowa, choćby parę słów jak z koordynatorką w piątek i dziś z tą sympatyczną dziewczyną poprawia nastrój i stawia do pionu. Na co dzień o tym nie myślę ale takie codzienne , monotonne wykonywanie czynności i kontakt z osobą, z którą tego kontaktu właściwie nie ma dołuje. Dociera to do mnie dopiero w takich momentach jak dziś.
A z innych spraw ... nic takiego , w pracy jak zwykle a domowo nie specjalnie się udzielam. Miałam pozmieniać zazdrostki w kuchni i powynosić puste słoiki do piwnicy ale ostatecznie wyprałam tylko matki swetry i przesmażyłam żurawinę, którą miałam zamrożoną. Będzie na świeżo jako dodatek do wielkanocnych wędlin. Zdążę... Poza tym zrobiłam sobie listę ostatnich zakupów , tych na bieżąco i wyszło mi , że niczego nie zapomniałam, a to co zostało to już naprawdę tylko to co niezbędne. Nie ma to jak logistyka.
poniedziałek, 23 marca 2026
23.03.2026 A jednak coś knuje ...
to babsko , co nachodziło moją matkę. Przyłapałam ją dzisiaj jak robiła zdjęcia naszej firmy. Przechodziła drugą stroną ulicy jak ją zobaczyłam, podeszłam do witryny żeby sprawdzić gdzie pójdzie, czy dalej prosto , czy skręci i pójdzie na osiedle gdzie mieszka moja matka. A ona stanęła na rogu ulicy i robiła zdjęcia , albo może filmiki kręciła naszemu budynkowi. Akurat na tym rogu kamera na budynku jej nie łapie , ale jak to zobaczyłam, to jak tylko poszła przejrzałyśmy z synową nagrania z kamer. Okazało się, że nagrywała czy też robiła zdjęcia już na wysokości bloków , zanim dotarła do naszego budynku. Oczywiście od razu zgrałyśmy dane na pendrive, tak na wszelki wypadek. Kij wie, co takiej łazi po głowie... Będziemy uważać na to co się dzieje. Teren mamy pod kamerami i naszpikowany elektroniką więc się nie obawiam ,gorzej jeśli porysuje albo w inny sposób uszkodzi auta zaparkowane gdzieś poza firmą. Na razie nie ma się czym przejmować , ale nie spodobało mi się to.
Z innych spraw to szukałam dziś w sklepach foremek jednorazowych do pieczenia. Używam ich do pieczenia pasztetu i fałszywego zająca i nie było. W każdym razie nie było takich jak potrzebuję. I już od dłuższego czasu ich nie ma. Kupiłam awaryjnie inne. Mój wielkanocny kurnik się powiększa. Wiem , mam nie po kolei ale kupiłam foremki do ciastek w kształcie kur. W sumie to jest komplet : kura, kogut, kurczak i indyk. Moje mini-mazurki będą w tym roku w kształcie drobiu. Po jutrze do mnie dojadą. Tak sobie myślę, że jutro podziałam trochę świątecznie. Zmienię zazdrostki w kuchni i dokończę dekoracje. No, może poza tą na kuchennym stole, bo tam mam chwilowo dużo drobiazgów porozkładanych i aż trzy bukiety , jeden żonkili, gałązki leszczynowe z działki i bazie. Najpierw muszę coś skasować. A na oknie w ramach wiosny postawiłam macoszki , bratki znaczy , w pięknych bordowo- czarnych i żółto-brązowych kolorach.
niedziela, 22 marca 2026
22.03.2026 Z ostatnich trzech dni
Nazbierało mi się trochę różności. Piątek miałam zabiegany i to dość konkretnie. Wszystko przez to, że umówiłam się z koordynatorką opiekunek na wywiad i podpisanie papierów żeby przedłużyć matce opiekę. A potem oczywiście się zaczęło: zaświadczenie z zusu, jak już załatwiłam to rundka do ops-u żeby dostarczyć, Na szczęście do przedłużenia nie trzeba opinii lekarskich i pisać nowych wniosków, wystarczy decyzja o wysokości emerytury. Za to nie wiedziałam , że ops zmienił siedzibę. Znaczy wiedziałam , że otworzyli nowy obiekt i kilka sekcji się tam przenosiło, bo wykonywaliśmy dla nich zlecenie, ale nie wiedziałam ,że sekcja opieki domowej też się przeniosła. No i zrobiłam sobie wycieczkę na drugi koniec miasta. Zajęło mi to trochę czasu , ale przy okazji pani M- koordynatorka mnie poinformowała o nowych możliwościach. Mogę się starać o świadczenie wspierające - jakaś dodatkowa kasa , albo pokrycie kosztów opiekunek, które ponoszę aktualnie. I najlepsze z najlepszych: powstała spółdzielnia, która świadczy sługi całodobowo, w weekendy i mogę ich wynająć np. gdy chcę wyjechać na urlop. Owszem to jest też płatne , ale jest ta możliwość. I od razu postanowiłam ,że się po niedzieli udam do tej spółdzielni i zapytam o warunki, bo mam zamiar wyjechać na długi weekend w czerwcu. Potrzebne mi to, a pani M nawet mi to zalecała, twierdząc , że takie codzienne zajmowanie się osobą starszą jest trudne i należy co jakiś czas od tego odpocząć , dla własnego zdrowia. Trochę mi się więc problem sam rozwiązuje , ale czy się to uda, to się okaże. Tak poza tym to piątkowe sprawy jak co piątek. Popołudniowe zakupy dla nas i dla matki. Dla nas już mam wszystko na święta, jeszcze tylko to co na bieżąco. Bez biegania z obłędem w oczach na ostatnią chwilę.
Wczoraj zgodnie z planem wybraliśmy się na działkę. Małżonek dokończył przegląd i naprawę węży od nawadniania i wygrabił trawnik , a ja posiałam kolejne warzywa ; rzodkiewkę , buraki, marchew, sałatę i bób i zrobiłam sobie rozsadnik , na którym zasiałam kwiaty. Zobaczymy co z tego wyrośnie. Na koniec zrobiliśmy jeszcze trochę porządku. Przy tych robotach skręciłam nogę. Wychodziłam z domku, jakoś źle stąpnęłam na schodek, stopa mi zjechała pod jakimś dziwnym kątem ze schodka a ja poleciałam na trawnik. Nawet jakoś mocno mnie to nie bolało , dopiero kiedy wróciłam do domu i zdjęłam buty. Poratowałam się voltarenem i elastycznym bandażem i dziś jest już lepiej. Rano jeszcze bolało , ale teraz jest już całkiem dobrze. Oszczędzam jednak tę nogę i nie chodzę za dużo. A jak już muszę siedzieć , to zrobiłam kolejne dekoracje. Stroik do świecy na szydełku , ubrałam nowe, wiosenne poszewki na poduszki i przygotowałam sobie serwetki do koszyczka i na stół. Po obiedzie pomalowałam styropianowe jajka , żeby dokończyć dekorację niby-kominka. Znalazłam też czas na poczytanie. I tyle mojej działalności na dziś. Jeszcze muszę do matki z lekami podjechać , a potem to już tylko odpoczywam.
Ze spraw świątecznych wciąż bez pośpiechu. Zakupy mam, dekoracje po woli kończę rozstawiać, gotowaniem zajmę się w ostatnim tygodniu. Zresztą i tak dzielimy się z synowymi robotą więc za wiele jej nie mam.
sobota, 21 marca 2026
21.03.2026 Słowo się rzekło - przy okazji studniówek obiecałam wiosenne wspominki
To już było, ale dziś pierwszy dzień wiosny więc wiosenne wspominki wskazane. Zatem powtórzę, Działo się , gdy chodziłam do LO czyli w drugiej połowie lat 70-tych. 21 marca, w pierwszy dzień wiosny wypadały imieniny dyrektora naszego LO Benedykta , od niepamiętnych czasów nazywanego przez uczniów „ Beny „ .Dziś już nie żyjący . Kiedy przyszłam do LO jakoś nie zdołałam go polubić. Sporadycznie miałam z nim do czynienia na lekcjach. Przychodził czasem na zastępstwa .Jego klasę i podejście do uczniów doceniłam dopiero kiedy szkołę kończyliśmy. Beny mieszkał na terenie szkoły . Zdarzało mu się więc chodzić po budynku i boisku w krótkich spodniach i podkoszulku. Wiadomo było, że kiedy występuje w takim nieoficjalnym anturażu , humor mu dopisuje i nikomu krzywdy nie zrobi , bo tak w ogóle to Beny wyglądał groźnie , a instytucja dyrektora szkoły jako taka ,budziła nasz szacunek i obawę . Dyrektor był nie kwestionowanym autorytetem i przed jako takim należało czuć respekt – poniekąd „ z urzędu” . Dyrektor jednak krzywdy nikomu nie robił i chociaż na dywaniku potrafił naprawdę ostrą reprymendę zafundować delikwentowi , który podpadł , zaraz po jego wyjściu zapominał o sprawie . Beny równie często jak Glapa – profesor od przysposobienia obronnego o ptasim nazwisku ( stąd Glapa) ścigał palaczy. Z lepszym wynikiem jednakże. Wpadał do męskiego wc , zabierał chłopakom papierosy , ładował po strzale „ w papę” i kazał wracać do swojej klasy. Nikt się o to nie oburzał i rodzicom do głowy nie przychodziło, zgłaszać jakieś pretensje. Trzeba pamiętać ,że za palenie papierosów, w tamtych czasach wylatywało się karnie ze szkoły. Każdy wolał oberwać od dyrektora niż mieć ocenę niedostateczną ze sprawowania i wilczy bilet. Dziewczyny miały trochę lepiej . Profesorki rzadziej wpadały do łazienki. A wracając do pierwszego dnia wiosny oraz imienin Benego , to w dniu tym obowiązywał swoisty ceremoniał. Przede wszystkim strój galowy ; biała bluzka i granatowa lub czarna spódnica – w żadnym razie spodnie , a chłopaków biała koszula, garnitur i obowiązkowo muszka . Muszka to było coś co wyróżniało naszą budę . Chłopaki z technikum weterynaryjnego nosili się na czarno , elektronik i „mlecz” koszule z kołnierzykami i szare swetry , a u nas kraciaste koszule na co dzień a muszki na uroczystości. Lekcje w tym dniu były skrócone do pół godziny i nie wolno było stawiać dwój. I nie podskoczyła nawet groźna matematyczka Luta i obie chemiczki – na co dzień postrachy nawet największych kujonów .Musiały respektować. Po tych skróconych lekcjach mogliśmy się też urwać na wagary. Zamiast tych lekcji też , ale pod kontrolą czyli wolno było opuścić szkołę ale z wychowawcą, co akurat moja klasa wykorzystywała. Raz udaliśmy się do parku gdzie odbyła się największa w gminie bitwa na śnieżki – przyłączał się każdy , kto znalazł się w pobliżu. Na śnieżki , tak ! bo to były czasy, kiedy śnieg leżał często i do kwietnia . Innym razem zrobiliśmy sobie długą wycieczkę po mieście . Prowadził nasz wychowawca , a my niepostrzeżenie uformowaliśmy długi „wąż” za nim i tak idąc gęsiego przewędrowaliśmy pół miasta . Ludzie oglądali się za tym naszym orszakiem, uśmiechali a wychowawca zorientował się pod sam koniec wędrówki. Śmiechu było na tydzień co najmniej , jak tylko ktoś wspomniał . Kiedy byłam w klasie III, w szkole zainaugurowany został Dzień Młodzieży. Wymyśliła go – a jakże – klasa mojego małżonka , stawiana za wzór wszystkim innym, owiana szkolną legendą IVa. Z początku w przebraniu przyszły tylko 3 z pięciu klas IV , ale już w zawodach brali udział wszyscy. Najciekawszy był wyścig taczkami z koleżanką na pokładzie. Zaliczyliśmy też atak terrorystyczny i nie było zmiłuj , okup trzeba było zapłacić . Wpadły do klasy „czerwone brygady” :odziane w brezentowe kurtki kangurki i pończochy na twarzach grożąc kartonem po butach w charakterze bomby, wynieśli dwie dziewczyny, po czym zażądali niebotycznego okupu: 3,50 . Co było robić , zrzuciliśmy się . Okup nie tylko nasz, domorośli terroryści skonsumowali po lekcjach w kawiarence o wdzięcznej nazwie Szarotka. Następnego roku już jednak Dzień Młodzieży przeszedł na stałe do szkolnych tradycji . Opracowano cały program, na który składały się różne konkursy , zawody sportowe , na koniec dnia dyskoteka , jakieś występy szkolnych kabaretów i zespołów. Najważniejszy jednak miał być konkurs na najlepiej przebraną klasę . Przebrania miały być spójne i coś obrazować. Każda klasa miała wkroczyć w określonej kolejności na salę gimnastyczną – odpowiednio efektownie, żeby zaprezentować się jurorom złożonym z grona profesorskiego i przewodniczących klas.
Dłuższy czas dyskutowaliśmy co z tym zrobić zwłaszcza, ze kilka dziewczyn w ogóle nie chciało brać w tym udziału twierdząc, że się nie będzie wygłupiać. Wychowawca zapowiedział jednak ,że nie można nie przyjść pod groźbą obniżenia zachowania. Nie miały wyjścia, przystosować się musiały. Dwa dni przed imprezą nadal nie było porozumienia co do przebrania. Ostatniego dnia zadecydowała za nas moja przyjaciółka E. Wyjęła z torby dwa prześcieradła i gruby sznur kilka agrafek oraz świecę , obwinęła się w prześcieradła , coś pozapinała, coś przewiązała i za chwilę stał przed nami mnich w białym habicie .Zapowiedziała ,że na salę wchodzimy rządkiem z zapalonymi świecami śpiewając Bogurodzicę , bo to pasuje do mnisiego pochodu. Ja natychmiast temat podchwyciłam , wraz ze mną D i chłopaki. Stanęło na naszym. Co do śpiewu daliśmy tylko każdemu wolną rękę , bo dla przeciętnego śmiertelnika Bogurodzica jest nie wykonalna . Kazaliśmy mruczeć pod nosem byle żałobnie. W dniu imprezy lekcje były skrócone – miały się zakończyć około 11.00 . Do klas wchodziliśmy w przebraniach . Nawet Luta – groźna profesorka od matematyki nie mogła powstrzymać nikłego uśmiechu na widok mnichów w trampkach ( te trampki to po to, żeby wejść na salę gimnastyczną , bo tylko takie obuwie było dopuszczalne) . Do sali gimnastycznej wchodziliśmy w jakiejś ustalonej przez porządkowych kolejności . Większość robiła to z hukiem , głośno ; ze śpiewem lub wykorzystaniem instrumentów muzycznych . Był obóz cygański, krasnoludki , trzy dwory Klaudiusza , bo akurat pierwszy raz wyemitowano w tv serial „Ja Klaudiusz „ więc temat był na czasie, jacyś piraci – wszyscy głośni i kolorowi. Kiedy przyszła nasza kolej ustawiliśmy się w rzędzie z zapalonymi świecami , po czym zapadła cisza . Na znak dany przez E, mnisi pochód ruszył do sali mrucząc coś żałobie pod nosem każdy sobie. To mruczenie odbite echem kilkumetrowej wysokości sali , całkiem udanie zaimitowało chorał gregoriański . Jurorzy i młodzież która wcześniej weszła na salę zamilkła z wrażenia. Okrążyliśmy salę dookoła , następnie zawróciliśmy przed jury , przed którym na chwilę się zatrzymaliśmy po czym podnosząc w górę oczy i ręce wydeklamowaliśmy chórem łacińskie „ memento mori” i skierowaliśmy się na swoje miejsce. Już samo to wystarczyło, żeby jury wyło ze śmiechu a kiedy jeszcze spojrzeli na plecy kolegi zamykającego pochód – najwyższego w klasie , w przykrótkim habicie , któremu pozostali koledzy przypięli do pleców kartonową tabliczkę z napisem „Rasputin love machine” wrzawie, brawom i salwom śmiechu nie było końca. Konkurs wygraliśmy . Czterokilogramowa torba cukierków trafiła w nasze ręce. Dzięń Młodzieży minął , czas zabawy zastąpiła intensywna nauka do matury a Dzień Młodzieży na długie lata wpisał się w tradycje szkoły . Czy dziś jeszcze jest obchodzony ? Przypuszczam , że tak , każdego roku w pierwszym dniu wiosny kręcą się po mieście przebierańcy, choć do naszego pochodu mnichów im daleko. .
piątek, 20 marca 2026
20.03.2026 Obserwacje warszawsko-hotelowe, pokoncertowe
Jak człowiek ma luz to sobie obserwuje ten świat , a jak coś obserwuje to na pewno coś zobaczy. A my trochę luzu mieliśmy. Kolejnych parę lat minęło odkąd byłam w centrum Warszawy i nic się nie zmieniło. Jak był bałagan na ulicach tak jest nadal, nie przybyło nawet koszy na śmieci, a różne pety, torebki foliowe i opakowania po jedzeniu walają się po ulicy. Chodniki nadal są nierówne i pozapadane Ściany budynków jak były szare i pomazane przez graficiarzy tak są nadal i nadal różni menele zaczepiają przechodniów. Nie zmieniło się nic co by chociaż trochę poprawiło moją opinię o tym mieście. Nie ma się czym zachwycać. Z dworca do hotelu jechaliśmy taksówką. Tu akurat narzekać nie mogę, w aucie czyściutko, przygotowane ciasteczka i napoje dla pasażerów (zapewne jak w hotelu za dodatkową opłatą, ale były), pani taksówkarka zabawiała rozmową a nawet , gdy zdradziliśmy powód przyjazdu poszukała w smartfonie zespół Epica i nam włączyła muzykę. Owszem przejażdżka kosztowała 100zł. Cenią się taryfiarze w stolicy. Następnego dnia przed powrotem mieliśmy prawie trzy godziny wolnego więc postanowiliśmy pokręcić się po słynnych Złotych Tarasach. Przereklamowane . Nie ma tam nic ,czego nie byłoby w naszej prowincjonalnej Karuzeli, a do galerii "Posnania" nie mają nawet startu. I na dodatek poszliśmy sobie na kawę i ciastko i też porażka. Kawa dobra , ale ciasto ... ten co je piekł prawdopodobnie już nie żył w chwili gdy nam je podawali. Warszawa nie zachwyca też elegancją. Ludzie ubrani w jakieś nudne , niczym się nie wyróżniające ciuchy przeważnie w niepowtarzalnym kolorze worka od cementu. A jedna co się wyróżniała, nie dość, że włożyła gacie na rajstopy , to jeszcze zapomniała założyć kiecki. Tak to wyglądało. To oczywiście były przeszycia na leginsach w kształcie majtek zbliżonych fasonem do stringów ale w komplecie z cicikową kurteczką do pasa wyglądało co najmniej kuriozalnie, zwłaszcza, że dziewczę było chude jak patyk. Co więcej ? Ano, w hotelu przy śniadaniu popatrywałam sobie na młodzież. Dużo się tam małolatów różnych kręciło. I co mogę powiedzieć. Nie wszyscy oczywiście ale całkiem sporo nie umie się zachować w hotelu. Co z tego, że hotel niskobudżetowy, dobre wychowanie nakazuje schodzić na śniadanie w ubraniu a nie piżamie. A tak odzianych namierzyłam co najmniej kilkoro. Młodzi nie umieją jeść nożem i widelcem , ba, nie używają noży poza posmarowaniem chleba. Popatrzyłam też co wrzucają na talerze. Było sporo takich co wybierali zdrowe jedzenie; warzywa , wędlinę, ziarnisty chleb, owoce itp. Ale zdecydowana większość słodkie w dużych ilościach albo tylko kiełbasę i chleb bez dodatków, a dojrzałam i takich co sobie chińskie zupki zalewali wrzątkiem z ekspresu. Nawyki z domu, bo jak inaczej ? Mało który też wchodząc do windy lub do jadalni powiedział "dzień dobry". Co robili rodzice tych młodych ludzi ? Bo raczej o ich wychowanie za nadto nie dbali. Ale może ja za stara już jestem i nie rozumiem, że terez tak trzeba ???
A dziś się trochę działo. Załatwiłam mnóstwo spraw matki i przy okazji się dowiedziałam paru ciekawych rzeczy ale o tym jutro.
czwartek, 19 marca 2026
19.03.2026 Nie da się ukryć ! jestem prawdziwą fanką
Jak się już domyślacie będzie koncertowo. Działo się oj działo ! Wtorkowy wieczór spędziliśmy na warszawskim Torwarze na kolejnym koncercie , a dokładniej to takim koncercie 3w1 , bo oprócz naszej wyczekiwanej Epica udział wziął zespół Amaranthe z Elize Reed i Charlotte Wessels , dawna solistka zespołu Delain. Torwar jak Torwar , za wiele się nie zmienił od ostatniego , trochę go tylko podrasowali a niewygodne krzesła, wąskie i koślawe zostawili i wyremontowali toalety, co i tak należy im się za to duży plus, bo były w stanie opłakanym. Hotel zarezerwowałam ten co zwykle , nie zbyt wysokich lotów Ibis Budget. Na jedną noc akurat ; ciepło, czysto, śniadanie w cenie i największa zaleta : jakieś 500m od Torwaru. Nie ja jedna , bo jak się okazało to zjechali się tam niemal wszyscy miłośnicy gotyckiego rocka i jak zwykle na tych imprezach od razu wszyscy byli „swoi”. Atmosfera zabawy i oczekiwania już od wejścia do hotelu. Mieliśmy do 18.30 trochę czasu wiec sobie krótki spacer zrobiliśmy przed koncertem i ucięliśmy kilka pogaduch z bywalcami. A potem był czas się szykować na wydarzenie. Tym razem wybrałam stylizację mocniej w stronę metalu. Czarne spodnie bojówki ( niestety nie dałam rady doczepić do nich łańcuszka, bo mi się popsuło zapięcie a nie było czym naprawić), czarną bluzkę z sznurówkami na całej długości rękawów i biżuterię z granatów i kwarcu dymnego. Szeroką bransoletę, najnowszy mój nabytek, jeszcze jej nie pokazałam -ale nadrobię, wiktoriański naszyjnik też z granatami i pierścień z dużym, czarnym kwarcem. Małżonek włożył czarne dżinsy, śliwkową koszulę bez krawatu i czarną marynarkę. Czyli wszystko zgodnie z kanonem. Bywalcy przyszli na koncert też odpowiednio wystylizowani. Królowała jak zawsze czerń, motywy gotyckie typu czaszki, krzyże, czarne koronki , łańcuchy i inne oraz koszulki ulubionych zespołów różnej maści. Namierzyłam Epica, Nightwisch , Arteon, Amaranth a nawet Metallica i naszego osławionego Behemota (tego od Nergala). Odszukaliśmy miejsca i znów okazało się , że trafiłam idealnie z biletami, bo na wprost sceny. Sala tym razem nie była wypełniona po brzegi. Trudno powiedzieć co na to wpłynęło, może fakt, że to środek tygodnia, może ceny biletów albo jeszcze coś innego. Pełno było tylko na płycie , gdzie były miejsca stojące, w naszym sektorze B , sektor A był wypełniony tak w połowie a reszta rozrzucona po pozostałych. Tak na oko , ze 2 i pół tysiąca ludzi. Koncert zaczął się o czasie występem Charlotte Wesseles i jej zespołu Obssesion , mocnym typowo metalowym brzmieniem i właściwie bardzo klasycznym. Charlotte dwukrotnie użyła swoich możliwości głosowych operowej sopranistki. W zespole Delain , gdzie zaczynała karierę śpiewała właśnie ćwiczonym sopranem. W swoim solowym projekcie mniej korzysta z tej możliwości. Wspiera ją wokalem jeden z basistów. W sumie dali bardzo energetyczny a przy tym melodyjny koncert połączony z efektami świetlnymi z wykorzystaniem laserów, jak zresztą i pozostałe zespoły ale dopiero Epica dała w tym względzie czadu naprawdę. Ten pierwszy support nie był długi, tylko osiem utworów. Filmik , który wrzuciłam , nie jest jakiś szczególny ale spójrzcie na tę postać na płycie! Co tam się dzieje! Ten młody fan wykonujący w rytm muzyki te przedziwne ekspresyjne ruchy ! On tak przez cały koncert! Obserwowałam go trochę i musze przyznać, że dawał radę , nawet składnie. Przećwiczył chyba , bo sekwencje jego ruchu się powtarzały co jakiś czas.
Potem nastąpiła krótka przerwa techniczna na zmianę dekoracji, bo do występu szykował się zespół Amaranth. W błyskawicznym tempie powstała dekoracja rodem z obcej planety. Amaranth gra taki trochę metal przyszłości , nawiązujący do fantastyki naukowej, literatury w stylu Lema czy też filmów science fiction z akcją w kosmosie. Cała oprawa występu była utrzymana w tej konwencji, łącznie z pokazem laserów i strojami ekipy nawiązującymi do serialu Star Trec. Czarne skóry, długie proste płaszcze , skórzane peleryny itp. Muzyka mimo ostrych riffów i potężnego podkładu perkusyjnego wzmocnionych jak na utwory traktujące o przyszłości w kosmosie przystało, dźwiękami elektronicznych sentyzatorów okazała się bardzo melodyjna. Wokalistka Elize Reed nie ma takich możliwości głosowych jak jej koleżanki z zespołów gotyckich ,nie śpiewa w konwencjach operowych , ale głos ma mocny i dobrze potrafi go wykorzystywać. Momentami siłą głosu przebijała instrumenty. Wspomagają ją w występach dwa męskie głosy jej kolegów w tym jeden ochrypłym , ciężkim growlem. Osobiście lubię ten efekt w utworach. Dodaje utworom mroku i tworzy klimat. Metal trochę z innej bajki ale spodobał mi się . Chyba częściej ich posłucham , bo jak dotąd to skupiałam się na klasycznym gotyckim rocku a inne w tym w/w Amaranth tak przy okazji.
Po tym kosmicznym metalu w wykonaniu Amarnth nastąpiła znów przerwa , tym razem półgodzinna , znów na zmianę dekoracji i przygotowanie kolejnej części. W przerwie zeszliśmy do hallu na najniższym poziomie, gdzie było stoisko dla fanów. Zwykle tego nie robię , ale tym razem sobie nie odmówiłam kupiłam koszulkę Epica a małżonek DVD z fragmentami najlepszych płyt i teledyskami zespołu. Ale przecież jestem ich fanką więc jakiś gadżet mi się należał ( małżonek ma koszulkę Within Temptation) , a co! jestem prawdziwą fanką ? Jestem! Publiczność wróciła na swoje miejsca , przygasły światła i nagle wśród potężnego grzmotu i laserowych promieni pojawiła się zjawiskowa Simone Simons. Zespół promował swoją nową płytę „Aspiral” ale w repertuarze znalazły się też ze 3 starsze kawałki. Może nie te najstarsze ale z dwóch poprzednich płyt. Nie zagłębiałam się tym razem zbyt mocno w treść tej płyty i przesłania z nich idące. Po prostu skupiłam się na słuchaniu i podziwianiu umiejętności wokalnych , muzycznej perfekcji i efektów świetlnych. Występ podobnie jak i dwa poprzedzające nawiązywał do fantastyki naukowej . Zdradzały to efekty dodatkowe w postaci laserów , gry świateł, grzmotów, efektów wyładowań atmosferycznych i spadających gwiazd oraz sceniczne kostiumy. Simone dała pokaz swoich umiejętności wokalnych. Śpiewa pięknym klasycznym mezzosopranem i w przeciwieństwie do większości wokalistek wykorzystuje to zawsze. W zespole grają jeszcze dwaj basiści , z tego jeden śpiewający – a tak, grawlem , perkusista i klawiszowiec . Ten ostatni na tym wtorkowym koncercie grał na jakimś dziwnym , bo wygiętym półkoliście keyboardzie i podobno nawet zszedł z nim pomiędzy publiczność i grał tam pomiędzy ludźmi na płycie. Przyznam się, że nie zauważyłam tego , ale też nie przyglądałam się specjalnie temu co działo się na płycie. Skupiłam się na muzyce , śpiewie i pokazie laserów. Zatopiłam się w tym ogromie dźwięku i mocy i tylko tyle. Jeden z kawałków Simone wykonała wspólnie z Elize z Amaranth. Koncert był piękny. Jak zwykle mogłabym słuchać i słuchać. Wiem ,ta muzyka nie jest dla każdego , trzeba ją pokochać i czuć jej moc. Nie wszystkich taki styl zachwyca. Ja to wszystko wiem , ale na stare lata się w tym zakochałam po prostu. Już całkiem dawno, bo odkąd poznałam ten gatunek minęło już dobrych 15 lat albo więcej i jak dotąd wciąż mnie to porywa i wciąż odkrywam w tej muzyce coś nowego. I paradoksalnie w młodości nie lubiłam ciężkich brzmień. Ta fascynacja przyszła z latami. Co tu dużo pisać , wyszliśmy nieco ogłuszeni ale zachwyceni i tak, zrelaksowani. Coś w tym jest, że ta muzyka pozwala pozbyć się stresu. Podobno były nawet jakieś badania naukowe pod tym kątem prowadzone. Jedyny mankament , to znów dźwiękowcy , którzy uznali, że im głośniej tym lepiej i momentami słychać było przesterowania, co przy ciężkich brzmieniach nie jest zbyt przyjemne dla ucha i niewygodne siedzenia, ale to standard na Torwarze. Ja miałam jeszcze dodatkowe efekty dźwiękowe, bo obok mnie siedziały jakieś dwie małolaty i darły się i piszczały po każdej piosence. Przyznać jednak im muszę, że znały słowa piosenek na pamięć i podśpiewywały razem z zespołem. Jedna z nich nawet całkiem dobrym sopranem. Wyszłam bardziej ogłuszona tym ich wrzaskiem niż muzyką. To tyle na dziś . Jutro napiszę jeszcze parę słów o moich obserwacjach hotelowo- warszawskich i może jeszcze jakiś filmik dołożę.
.
środa, 18 marca 2026
18.03.2026 Wróciliśmy
zadowoleni i odprężeni , ale relacja z koncertu za dzień - dwa. Najpierw muszę sobie przygotować filmiki i poukładać wrażenia. Działo się ! Pora wracać do szarej rzeczywistości. Dzięki temu wyjazdowi tydzień mi się skraca. Nie powiem , cieszy mnie to, bo w sobotę jak zwykle ogródek. A tymczasem dziś po przyjeździe zauważyłam zmiany w biurowym ogródku. Kwitną już wszystkie irysy !A wczoraj było ich kilka. Zrobiło się niebiesko i od razu weselej. Pora też ruszać z świątecznymi pracami.
poniedziałek, 16 marca 2026
16.03.2026 Tak, to już jutro !
Koncert Epica z supportami w wykonaniu Charlotte Wesseles i Amarnth. Niezorientowanym w gotycko-rokowych klimatach te nazwy i nazwisko wykonawczyni pewnie nic nie mówią, ale zapewniam ,że wszystko to wysoka półka, a już Epica szczególnie i właśnie na Epica najbardziej czekamy. Będzie się działo. Wszystko już przygotowane, stylizacje , torba podróżna , bo nocujemy w Warszawie oczywiście. Z młodszą synową obgadałam dostawę tabletek i zakupy dla babci, ogarnęłam sprawy firmowe na jutro i środę i możemy spokojnie jechać trochę się zabawić. Tak zamierzam się odciąć od wszystkiego i dobrze się bawić. Jutro więc nie będzie zapisków ale obiecuję solidną relację po powrocie.
Tak poza tym jak zwykle w poniedziałek, nic ekscytującego. Trochę się ochłodziło , ale wiosna już się rozgościła. W biurowym ogródku odkryłam nowe kolejne kwitnące iryski a moje leszczynowe gałązki wypuściły. Dwa tygodnie temu , gdy obcinaliśmy gałęzie , odcięła też leszczynę i te z pozoru suche badylki wstawiłam do wazonu z wodą i postawiłam w kuchni na oknie. No i w sobotę zauważyłam ,że pączki spęczniały a dziś już są malutkie listeczki.
Do napisania w środę !
niedziela, 15 marca 2026
15.03.2026 Kanapowiec
czyli ja. Odpuściłam sobie dziś wszystko poza tym co niezbędne i zaległam na kanapie z czytnikiem. A co, też mi się coś należy. Nigdzie nie piszą , że wciąż muszę mieć zajęcie. Nawet myślałam ,żeby się na wyjazd przygotować , ale zdążę jutro. W końcu to tylko jedna noc więc ciuchy na koncert i coś do spania, 10 minut roboty to góra. A do tego pogoda się zmieniła i dziś dla odmiany pochmurnie i z mżawką. Miłego wieczoru !
sobota, 14 marca 2026
14.03.2026 Na ogródkach w dzień marcowy...
piękny, słoneczny i ciepły dzień - dodać muszę - krzakowcy w akcji. Zjechało się ich dzisiaj! I każdy coś kopał, grabił , siał , zamiatał, przycinał , majstrował, nawoził, przesadzał i co tam jeszcze można robić w ogródkach. My też . bo jakże inaczej. Pojechaliśmy zaraz po śniadaniu. Od rana zrobiłam resztę zakupów, pojechałam do matki a potem tylko śniadanie i już nas nie było. Jak podjeżdżaliśmy to nasz Gospodarz wyrównywał parking , sprzętem własnego pomysłu. Polak potrafi. Do swojego auta typu pick-up podczepił żelazną drabinę , na to położył kilka bloczków "emek", takich na fundamenty i płyt chodnikowych i ciągnął to w tę i z powrotem. Sprawdziło się , parking mamy równiutki i nawet trochę ubity. A my poszliśmy po taczkę, żeby kilka razy nie chodzić po przywiezione na działkę rzeczy i worki z ziemią a potem zabraliśmy się do pracy. Przygotowałam sobie dwie grządki do siania , małżonek pociął i poukładał gałęzie , które obcięliśmy 2 tygodnie temu, potem wysiałam rzodkiewkę i groszek, posadziłam cebulkę na szczypior ,podlałam zasiane niedawno skrzynki w tunelu i posegregowałam sobie nasiona na potem. Przy sianiu wysypała mi się cała rzodkiewka. Rozgarnęłam żeby nie leżała w jednym miejscu. Pewnie wykiełkuje ale będzie rosła bez ładu i składu, zamiast jak należy w rządku. A niech tam... Zrobiliśmy sobie przerwę na drugie śniadanie , które zabrałam z domu , bo na działce jeszcze nie odkręcili wody więc gotowanie na razie odpada. A potem małżonek poprawił węże od nawadniania kropelkowego, bo przez zimę trochę ucierpiały mocowania a ja przesadziłam porzeczkę i rozchodnik. Porzeczka rosła na ścieżce , bo tak jakoś wypadło jak przerabialiśmy grządki na skrzynkowe i tak została ale nas to wkurzało , bo raz , że przeszkadzała, a dwa to głupio wyglądało. Skończyło się tak, że wykopałam rozchodnik i porzeczkę. Porzeczkę posadziłam w miejscu rozchodnika i teraz wszystkie krzaczki owocowe rosną w równym rządku a rozchodnik podzieliłam na trzy części i jedną posadziłam w innej części ogródka a dwie porozdawałam po sąsiadkach. Trzecia sąsiadka dostała nasiona, które jej uszykowałam na jesieni. Dopiero teraz , bo na działkach się nie pokazywała od września, nie wiem dlaczego, ale nie ważne. Ja się wywiązałam. Wiosnę już widać gołym okiem. Drzewa i krzewy mają pączki, cebulowe wypuszczają , zakwitły mi już dwa krokusiki i nawet róże mają już maciupkie listki. A w biurowym ogródku zakwitły mini - irysy. A na koniec jak już wychodziliśmy sąsiedzi nakrzyczeli na nas , że już wychodzimy a jeszcze jest jasno! Miłego wieczoru !
piątek, 13 marca 2026
13.03.2026 Datowanie, pisanie- czas sobie płynie ...
"13.03 2010 Na dobry początek
No dobra: do startu gotowi ,hoooooop !!! Stało się , staruję na blogu." Taki był początek, pierwsze zdanie pierwszego wpisu na blogu.
czwartek, 12 marca 2026
12.03.2026 Nosił wilk razy kilka
no i poniosło i wilka. Babsko co nachodziło moją matkę dostało jakiś wyrok. Zasuwa z miotłą i sprząta ulice pod nadzorem. Nie powiem ,że się nie ucieszyłam. Należało jej się . Widać , ktoś miał większego farta niż ja , albo lepszą sytuację prawną i jej załatwił. 😁
Właśnie nasz hmmm prezydent się popisał! Nie podpisze Safe i nakłamał do tego. Niech teraz idzie się tłumaczyć wojskowym. Na ich miejscu odwróciłabym się plecami zamiast salutować. Wstyd i hańba! Co tu więcej mówić... Chyba jak Zagłoba w Potopie, w scenie gdy Radziwiłł wznosił toast na cześć króla szwedzkiego...Tfu!
Przyjechały moje zamówione nasionka i sadzonki. Ale będzie się działo w sobotę, bo część już się nadaje do siania od razu. Specjalnie takie zamówiłam i podobno wszystko łatwe w uprawie. To akurat się okaże w praktyce. Tak, że od soboty sezon na krzaczki rusza pełną parą.
Do wiosny jeszcze chwilka , ale pączki na naszych przybiurowych drzewkach już są więc trochę wiosny i na bloga wprowadzam.
środa, 11 marca 2026
11.03.2026 Bilety
tym razem na pociąg kupiłam wczoraj przez internet z tygodniowym wyprzedzeniem. Bezpośrednie, w klasie I z miejscówkami. I tylko 114 zł za dwie sztuki , w jedną stronę. Załapałam się na jakiś zniżkowy pakiet "podróż z bliskim" czy jakoś tak. A booking podrzuca mi od kilku dni warszawskie atrakcje, bo miejsce w hotelu zarezorwowałam w momencie gdy kupowałam bilety na koncert. A to już w najbliższy wtorek. Już się cieszę a inne atrakcje możemy sobie spokojnie darować. Liczy się dobra muza.
Tak poza tym kolejne curiosum : w Gdańsku , w dniach 3-6 czerwca ma się odbyć doroczna impreza pt. Mystic Festiwal. Bywała w Katowicach, Chorzowie i innych miastach a w tym roku w Gdańsku. Całe mnóstwo świetnych zespołów metalowych w różnych odmianach od daeth metalu po gotyk. Brały w tym udział takie sławy jak np. Iron Maiden, Megadeth , Slayer i inne. W tym roku zespołów ma być aż 90 a to coś mówi o skali tego wydarzenia. Jakaś organizacja katolicka wystąpiła do Prezydentki Gdańska o odwołanie tej imprezy , bo to "Bluźnierczy spęd w Boże Ciało" i oczywiście obraza uczuć religijnych. Owszem festiwal muzyki metalowej i to tej cięższego kalibru, ale odbywa się stoczni, za biletami i nikt , kto nie chce nie musi tam być. No i ja nieustająco się zastanawiam jak można obrazić niematerialny byt jakim są uczucia. Czy w tym naszym pięknym kraju są normalni ludzie ? Skąd takie pokłady głupoty?
Ze spraw wielkanocnych to moje dekoracyjne kurze stadko powiększa się regularnie. Dziś przybyły mi dwie figurki kury i koguta - te postawię na stole kuchennym z dzbankiem bazi. Mam już poszewki na poduszki, lambrekiny na kuchenne okno, dwa mini- ręczniki frotowe, mini- kurki na stół wielkanocny i właśnie jestem w trakcie malowania kury i koguta do niby-kominka. A poza tym to wszystko co kurze , co zostało ze starych zapasów ze szkła i ceramiki , na które jeszcze do końca nie mam pomysłu ale coś wymyślę. A pomysł wziął się z oglądania oferty temu , które podrzuciło mi poszewki. Potem trafiłam na mini-kurki , które pięknie dekorowały stół wielkanocny w towarzystwie skrzyneczki wypełnionej pisankami i wazonu , wesołych czerwono-żółtych tulipanów. Same kurki biało-czerwono-czarne. I to jest to, moja tegoroczna koncepcja. I taki właśnie będzie mój tegoroczny stół : biało-czerwono-czarny z lekkim rustykalnym klimatem; wiecie koszyczki wiklinowe, drewniane patery i takie tam. Będzie też parę niespodzianek dekoracyjnych ale muszę jeszcze dopracować koncepcję. Mam ciekawy przepis na ciasto , taki rodzaj babki na bazie kisielu truskawkowego. Trafiłam przeglądając przepisy na babki wielkanocne. Mam zamiar wypróbować w niedzielę. Zobaczę co z tego wyjdzie. Kisiel już kupiłam.
wtorek, 10 marca 2026
10.03.2026 Na złość babci odmrozi sobie uszy …
Nasz niepoliczony prezydent co to umie dać w mordę- oczywiście, liczyć niestety już nie. No to niech sobie odmraża aż mu odpadną. Tak się zachowuje w kwestii tego swojego wetowania. Jakieś pierdoły to podpisze , ale to co ważne to musi zawetować, bo … no nie wiem, bo co … Bo uwierzył w swoją wielkość ? Swoją wszechwiedzę? Bo się boi swojego prezesa z demencją ?albo swojego pomarańczowego idola zza wody? spłaca jakieś polityczne długi ? czy może po prostu wyciera sobie dziób (nie napiszę tak jak się ciśnie na klawiaturę) frazesami o Polsce i wszystkich Polakach? Czy może po prostu robi na złość i zawziął się , żeby nie dopuścić ,do jakiegokolwiek sukcesu tego rządu. Osobiście stawiam na wszystko po trochu z przewagą dwóch ostatnich, bo w jego katolicko-narodowe wartości to ja nie wierzę i myślę , że nie ja jedna. Bo co to za wartości skoro można oszukiwać staruszków, lać się po mordach z kibolami , a tam idzie na ostre i często kończy się ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu i gorzej, stręczyć panienki a potem iść do kościoła pod sam ołtarz i obnosić się ze swoją wiarą w Boga. Widać po nim jednak, że niektórzy mogą, szczególnie wyznawcy z prawicy, bez względu na odłam . Ale nie w tym rzecz. Bo całe to wetowanie ma drugie dno. Wiadomo, kto się z tego cieszy za wschodnią granicą. A to stawianie się przeciw pożyczce , korzystnej jak mało która zresztą z UE na dozbrojenie naszego wojska to już zdradą narodową pachnie, współczesną Targowicą. Jak pewnie niektórzy pamiętają Targowica zawiązała się na skutek oporu części szlachty i magnaterii a przede wszystkim kleru przeciw zreformowaniu i unowocześnieniu państwa, między innymi nałożeniu podatków na kościół, a podatki te miały iść na odbudowanie armii … Coś Wam to przypomina? Warunki geopolityczne i wewnętrzny układ sił odmienny, ale sedno! Sedno sprawy takie samo… Dzisiejszym „Targowiczanom” z prawej strony politycznej zależy na tym samym ; nie dopuścić do tego, żeby Polska rosła w siłę, w tę siłę nowoczesności i rozwoju ale i tę militarną. No i dziś latają na skargę do swoich idoli zza wielkiej wody, jak kiedyś do carycy Katarzyny ( nie mylić z jednym p-osłem) i papieża. Próbki już mieliśmy, jak choćby sprawa z naszym Marszałkiem Sejmu , a teraz następna ; ambasador USA spotkał się z Glapińskim , a nie minęła godzina od spotkania i już mieliśmy konferencję niepoliczonego prezydenta i Glapińskiego i nowy pomysł na dofinansowanie wojska. A teraz się tłumaczą, że to nie oni , że niepoliczony prezydent i Glapiński sami na to wpadli a wizyta była kurtuazyjna … Taaaa, kurtuazyjna ; powiem jak za dawnych czasów w podstawówce :”jedzie mi tu czołg”? Jeśli ktoś w to wierzy to jest naiwnym dzieciątkiem w wieku lat 2 i pół albo akolitą pisu i konfiarzo-brauniarzy. A najlepsze jest to, że NBP od kilku już lat ani grosza nie wpłacił do skarbu państwa , bo generuje długi a dziś już dług sięga 100 miliadrów więc z czego chce dofinansować to wojsko ? Glapiński myśli, że naród glapami futrowany (wronami karmiony po naszymu , wielkopolsku) i się nie połapie. Połapie się połapie. Tak się niedawno chwalił wszem i wobec rezerwami złota a teraz chciał te rezerwy opylić i zaraz odkupić, a zyskiem na dofinansowanie armii miała być różnica , bo złoto mocno skoczyło w górę od czasu gdy kupował. Tylko znów , takie „lewarowanie” ( tak się nazywa szybki i ryzykowny manewr finansowy na giełdzie, w wielkim skrócie rzecz ujmując) nie koniecznie musi się udać, bo w przypadku złota to jest zagranie spekulacyjne i mogłoby przypadkiem się okazać, że nagle cena spadła tak, że zysku z tego żadnego albo bardzo znikomy. No i coś sprzedać można raz. A poza tym , co jeśli ci co kupili nie zgodzili by się odsprzedać z powrotem? Wtedy ani zysku ani rezerw . O to chodziło? Owszem , o to chodziło, każdemu , kto źle życzy naszemu krajowi. Tak czy inaczej nikt nie uzbroi armii wirtualnym zyskiem wykreowanym na papierze. Tak zwaną kreatywną księgowością. No, można jeszcze uruchomić drukarki w mennicy ale to się zemści dwucyfrową a może i trzycyfrową inflacją. Już lepiej mieć długi w Unii Europejskiej i spokojnie je spłacać nawet te 40 lat , niż ruskie wojsko w swoich granicach , albo wielkiego brata zza oceanu , który nam będzie urządzał życie według swoich nieobliczalnych pomysłów. Ale jest nadzieja, prezes razem z demencją namaścili na premiera Dzbana Roku! A to dobrze rokuje dla rządzących ,bo… to dzban, taki „cymbał brzmiący” skrzyżowany z Burkiem z podwórka ( z całą sympatią dla prawdziwych kundelków), któremu się w dodatku kumulacja trafiła; nie dość ,że łeb zakuty to jeszcze w środku pusty – 2w1. Prezes razem z demencją zapomnieli tylko - z tej demencji zapewne , że najpierw muszą wygrać wybory, a przy takim strzale w kolano w postaci Dzbana, to mało prawdopodobne. Oby tylko nie poszło jeszcze dalej w prawo , co nie daj Boże, amen. Szansa jednak, że do 2027 naród na oczy przejrzy i do wyborów się trochę ogarnie jest, chociaż po prawdzie to te szanse marne. A świat wokół nas sobie płonie.
p.s. Kawałek pisałam przed końcem dnia pracy ok. 15.00. Nie
minęły 2 godziny i już jest po spotkaniu
Premiera z niepoliczonym prezydentem i wszystko jasne : Glapiński zaproponował
pieniądze , których nie ma a kancelaria niepoliczonego jakiś twór w postaci
agencji/funduszu/biura(wybrać co komu pasuje) do wyprowadzania kasy i robienia
przekrętów. Przewidziałam. Powinnam zostać politykiem.
poniedziałek, 9 marca 2026
9.03.2026 Czas wielkanocny się zaczął
Załóżmy, że zainaugurowałam w sobotę, bo zapomniałam się pochwalić, że oprócz mycia okien zorganizowałam sobie bazie. A jak bazie to wiadomo, że Wielkanoc blisko. Dokładnie to kupiłam je na zieleniaku jak zwykle ale może docelowo posadzę jakiś krzaczek w ogródku ? Może , bo prawdę mówiąc nie widziałam w sprzedaży jak na razie. A poza tym to obgadałyśmy dziś z młodszą synową świąteczne sprawy. Dzielimy się jak zwykle. Starsza synowa przygotuje szynkę gotowaną , kiełbasę i jakąś sałatkę, młodsza galart i sernik a ja fałszywego zająca , pasztet i dodatki. Oczywiście na tym się nie skończy, bo ja lubię jeszcze jakąś niespodziankę zmajstrować , no i chlebek muszę upiec , bo moje wnuki się nim zajadają i czekają na babciny wypiek. A wiadomo, że dla wnusiów wszystko. Teraz będę po kolei dokładać dekoracji i robić zakupy pod święta. Nie szaleję, co zakupy to coś dorzucę do koszyka. Tak poza tym to dzień minął spokojnie, no może poza tym, że dostawca wysłał mi paczkę do paczkomatu w innej części miasta i musiałam po nią pojechać. Firma mi wysłała zamówione nasiona i sadzonki. Akurat na czas. Będę miała w sobotę co robić w ogródku.
niedziela, 8 marca 2026
8.03.2026 Sobota /niedziela
Wczoraj ostro zabraliśmy się za domowe porządki. Ja za okna , małżonek za inne. Poodsuwał komody i kanapę , wysprzątał sypialnie i nawet szafki w kuchni pomył. A potem jeszcze zdjął kuchenną lampę. Ja ją potem myłam ale dopiero dziś od rana. Bo ta lampa to jest wyzwanie ; kilkadziesiąt kryształowych sopelków. Mam tych okien 7 sztuk i to sporych, takich 1,5na 1,5m więc miałam co robić. Gdzieś przy piątym zaczęły mi dokuczać plecy ale się zawzięłam i zrobiłam wszystkie. Bo jak nie teraz to nie prędko. Od przyszłego tygodnia soboty na działce. Mam to z głowy i już żadne porządki mi po głowie skakać nie będą w trakcie prac ogródkowych. Niestety trochę mi te okna dały się we znaki i już nic mi się potem nie chciało. Nawet pisać. A dziś już z większym luzem. Umyłam lampę, małżonek podwiesił, umyłam jeszcze podłogi i na tym prawie koniec. Prawie, bo wrzuciłam sobie resztę prania a moja pralka zastrajkowała. Nie chciała odpompować wody. Problem okazał się prozaiczny, zatkał się odpływ przy filtrze. Małżonek wpadł na ten pomysł i się potwierdziło. Wyczyścił i jest dobrze. Działa.
Tak poza tym to młodzież była dziś na zawodach otwartych z okazji Dnia Kobiet. Na strzelnicy oczywiście. Nawet na dwóch , bo najpierw u nas jak zwykle na lidze , a potem pojechali na te otwarte do Słupcy. Wnuczka lepiej strzela z pistoletu , syn i pracownik z karabinów. Przywieźli nagrody . A wyniki bliskie ideału. 98, 91 na 100, wnuczka z pistoletu 96 na 100.
sobota, 7 marca 2026
7.03.2026 Padłam ,
siedem dużych okien na jeden raz to na moje hmmm 62 lata po raz czwarty jednak trochę dużo, tak , że ... do jutra ! Miłego wieczoru !
piątek, 6 marca 2026
6.03.2026 Byle do wiosny,
bo wiosna już za dwa tygodnie i to widać. W marketach zalew różności ogródkowych od doniczek do sadzenia, nasion po narzędzia i różne drobne przydasie. No i oferta wielkanocna , w tym roku rządzą króliczki. O pisanki trudno a kurczątek nie uświadczysz. Ale przynajmniej jest kolorowo. Ja kupiłam sobie dwie gałązki wiosenne z mini-pisankami. Miałam już takie ale trochę mi się zniszczyły. Tak poza tym w ramach powitania wiosny kupiłam sobie dwie mini-doniczki . Jedna z żonkilami , druga z hiacyntem . I chyba jutro wysieję rzeżuchę. Bo w ogóle to na jutro dużo zaplanowałam. Porządki wiosenne. Ile mi się uda zrealizować? To się okaże. Pewnie jak zwykle więcej planów niż sił, ale zrobię ile się da. Dziś w miarę spokojnie dzień upłynął. Miałam sporo papierów , ale dość szybko mi poszło i nawet do księgowych zdążyłam wpaść z papierami za luty. Kupiłam nowy numer Country. Już kwietniowy. Fajne , kolorowe dania wielkanocne i jak zwykle mnóstwo porad ogródkowych. Udanego weekendu !
czwartek, 5 marca 2026
5.03.2026
Małżonek jeszcze w pracy. Starszy synalek z uczniem też. Mam nadzieję, że afery z tego nie będzie. No ale młody jednak pełnoletni , choć uczeń. Nawet na komisję wojskową ma się w przyszłym tygodniu stawić. Tyle, że gdzie ma się nauczyć jak nie na praktykach więc trudno musi wytrzymać. No i wiedział, że tak może się zdarzyć. Tak wyszło. Gaszą kolejny informatyczny pożar a na dodatek budowlańcy przecięli klientowi światłowód. Firma stanęła. I tak mają szczęście, że mieliśmy odpowiedni do ich instalacji sprzęt na stanie ( przez moje zapomnienie, nie odesłałam do dostawcy sprzętu , który okazał się zbędny, a tymczasem nie minęły trzy miesiące i jak znalazł) więc można od razu naprawiać. No siedzą i naprawiają. Z firmowych tematów , to ostatecznie potwierdziliśmy temat dorocznego wyjazdu na Kaszuby. Domki zarezerwowane, jak co roku w poszerzonym firmowym składzie. Sama nie wiem jak to ogarnę , bo mam mamuśkę na stanie, ale może D , jej opiekunka się zgodzi dorobić parę groszy. Już z nią rozmawiałam, nie powiedziała nie.
A ja porządki wiosenne mogę uznać za rozpoczęte. Umyłam lodówkę. Podchodziłam do tego już kilka razy i zawsze coś mi wypadało pilniejszego. A dziś się zabrałam zaraz po powrocie z pracy. Na sobotę planuję jakieś większe latanie na miotle , takie z odsuwaniem kanapy i myciem okien.
Tak poza tym kończę kolejny tom Ćwirleja i chyba dalej to pociągnę, aż przeczytam wszystko. Potem zobaczę. Na pewno coś wybiorę.
środa, 4 marca 2026
4.03.2026 Dużo
spraw dziś pozałatwiałam a moja młodzież zdziwiona ; śmieci, szambo , porządek w biurowym ogródku ??? A kto by o tym pamiętał ? No właśnie , ktoś musi. Ja pamiętam i pilnuję. W firmie są i takie obowiązki. Zabawne , jak młodzi odkrywają sprawy oczywiste. Moja synowa skomentowała krótko: "faceci" . Dobrze, że mam następczynię z głową, bo organizacyjnie zabłądzili by we własnej firmie. Rozumiem to jednak, bo mamy ostatnio wyjątkowo wymagające kontrakty, nie myślą o czymś innym.
Przyszły kolejne drobiazgi , które sobie pozamawiałam. Tym razem ręczniki kuchenne z wzorem wesołych kurek. Czekam jeszcze na dwie przesyłki , ogródkowe. Jedna z nasionami i sadzonkami i druga ogródkowa z ławeczką do pracy w ogrodzie. Można na niej siedzieć lub po odwróceniu klęczeć. Ja wszystko od zawsze robiłam na kolanach więc mi się przyda przy sianiu lub pieleniu, bo nie da się ukryć, moje kolana też czują swój wiek i dają mi o tym znać.
Wracam do mojego czytnika.
wtorek, 3 marca 2026
3.03.2026 Drzewka ,
drzewa właściwie, bo są rozrośnięte i stare, pobielone. Urwaliśmy się dziś wcześniej z biura, szybki obiad i pojechaliśmy na działkę. Plan był taki, żeby pobielić wapnem drzewka i wykonaliśmy. Dużo czasu nam to nie zajęło. Jeszcze będzie potrzebna mała poprawka , bo niby powinno wapna wystarczyć według instrukcji ale nie wystarczyło. Czereśnia jest trochę niedomalowana. Będzie trzeba dokupić i domalować. I muszę doczytać czy te młode, posadzone w ubiegłym roku drzewka też trzeba bielić. Tego niestety nie wiem. Na koniec jeszcze pozakładaliśmy na konary opaski z drutu miedzianego. Podobno nie włazi robactwo przez taką opaskę. Drutów miedzianych ci u nas dostatek więc parę ścinków z odpadu się znalazło. Można takie opaski kupić w sklepie ogrodniczym , ale po co , jak mamy resztki po instalacjach. Wystarczyło zdjąć izolację i dociąć odpowiednią długość. Dwie małe, bo małe roboty działkowe z głowy. Kolejne czekają a ja nie mogę się już ich doczekać. Pogoda dopisuje więc ciągnie człowieka do krzaczków.
Tak poza tym jak zwykle , dzień podobny do innych. A na świecie coraz bardziej nieprzewidywalnie.
poniedziałek, 2 marca 2026
2.03.2026 A ja znów o tym ,że nie lubię przednówka
No nie lubię i już. Niby to już do wiosny blisko ale właśnie w tym czasie dopada mnie wiosenna niemoc. I tak co roku. Dziś też. Nic mi się nie chce i czuję się osłabiona. Minie, wiem ale mało to przyjemne.
Od dziś mamy nowego ucznia na praktykach. Wygląda na to, że chłopak sensowny. Bo niestety nie wszyscy się tacy trafiają. Zobaczymy jak będzie sobie radził.
W domu nic szczególnego. Oprócz codziennych drobiazgów. Rozsiadłam się na kanapie z czytnikiem. Mam co robić , ale jak w tytule: przednówek ma swoje prawa.
W tv w kółko o ataku na Iran. Porobiło się i kij wie jak się to skończy.
niedziela, 1 marca 2026
1.03.2026 Jak to jest ,
że moja starsza synowa wpadła na ten sam pomysł dekoratorski co ja? Albo może ja wpadłam na ten sam co ona. Nie udało nam się w tym względzie rozstrzygnąć. Ja co prawda zaplanowałam na czas wielkanocny a u niej już dziś przedpokój i salonik dekorują kury. I tak już bardziej wiosennie u niej. Ja na razie jeszcze nie ruszyłam z dekorowaniem , bo najpierw planuje wiosenne porządki , ale to już blisko. Bo i święta się zbliżają. To już tylko miesiąc i kilka dni. Tak czy inaczej, jeśli chodzi o pomysły na dekorowanie to od dawna nadajemy na tych samych częstotliwościach i zwykle wyprzedzamy trendy. Przyjęcie urodzinowo - imieninowe udane. Jedzonko pyszne. Obie moje synowe świetnie gotują. Prezenty też się spodobały. Pogadaliśmy , pośmialiśmy się jak zwykle i nawet nasze wnuczęta brały w tym udział. A jeszcze niedawno po obiedzie czy kolacji szły do swojego pokoju. Siedzą już przy stole z dorosłymi, to już ten czas... I tak się po jakimś czasie zewakuowali do pokoju wnuczki pograć w gry i pogadać po swojemu z daleka od "uszu" rodziców.
Tak poza tym od rana zdążyłam uszyć kolejny obrus - już na święta i skróciłam sobie w końcu dżinsowe spódnico- spodnie. Szybko mi poszło to szycie, bo w niecałą godzinę.
Dobrego tygodnia !
sobota, 28 lutego 2026
28.02.2026 Mogę już nie wracać do późnej jesieni
Z działki do domu oczywiście. Jak tam jest pięknie ! A praca działkowa wre w najlepsze. I zaraz jak tam zajechaliśmy odnalazła się cała eka z naszego sektora. No , prawie , ale tam gdzie akurat nie krzątali się krzakowcy grządki już były skopane, a drzewka ładnie przycięte i pomalowane. My zgodnie z planem obcinaliśmy drzewa . Gruszkę dość radykalnie i tak trochę jabłoń i czereśnię. Czereśnię , głównie dlatego, że mamy za krótka drabinę. Musimy kiedyś przywieść tę naszą firmową 7-metrową i wtedy utniemy tę najwyższą gałąź. Podchodzimy do tego już drugi rok z rzędu. Nawet szybko nam poszło więc wysprzątaliśmy w truskawkach i wyłożone kamyszkami ścieżki oraz skalniak. Ja zdążyłam jeszcze przyciąć ubiegłoroczne róże i krzak leszczyny. Na koniec podsypaliśmy suchymi nawozami grządki. I uwaga ! Posiałam w tunelu turki na sadzonki, sałatę i koperek. No i właśnie to pisząc uświadomiłam sobie, że nie zapięłam zamka i tunel zostawiłam otwarty. Mam nadzieję, że nic nie zmarznie. Niestety , nie jest tak pięknie jak by się chciało. Trochę nam przecieka dach starej altany. Kolejna robota do zrobienia, będzie trzeba naprawić. Lekko mi zawilgotniały ubiegłoroczne nasiona a miałam je w szafce akurat w miejscu gdzie ciekło. Nie mocno ale torebki były wilgotne. Na razie rozłożyłam na stole w domku. Może uratuję ale nie wiem czy to możliwe. Jeszcze jedno czego się uczę metodą prób i błędów. O tym ,że słońce, ciepło i świeże powietrze nawet nie będę wspominać. Obejrzałam drzewka , leszczyna , bez i czereśnia już mają pąki. Z krzaczków agrest i czarna porzeczka.
A jutro obiad rodzinny u starszej młodzieży, zaległe urodziny i imieniny. Co dalej ? Zobaczymy, zakładam ,że zgodnie z planem. A plan jest taki, że za tydzień wiosenne porządki. A teraz LB z czytnikiem przynajmniej z godzinkę , bo potem muszę znów pojechać do matki z wieczorną tabletką.
I jeszcze na dobrą niedzielę , taka pogodna , wiosenna muzyczka



















