babusia

babusia
Obrazek znaleziony w cyberprzestrzeni- autor nie wiadomy

wtorek, 24 marca 2026

24.03.2026 Czasem drobiazgi robią robotę

 Niby drobiazg, na zastępstwo za panią D przyszła inna dziewczyna, bo D miała jakąś sprawę rodzinną i wzięła dzień urlopu. Wiedziałam o tym, ale o zastępstwie już nie. I zeszłyśmy się pod blokiem około 13.00 jak pojechałam dać matce tabletkę i sprzątnąć w kuchni , bo narozrabiała. No i pani mnie zagadała , co ma dziś zrobić. Poprosiłam żeby podała matce tę tabletkę i ją zagadała , a ja posprzątam w kuchni, bo zwykle mam z tym problem z powodu awanturnictwa matki. Tak ją dziewczyna zagadała i zajęła, nawet zadzwoniła jej do koleżanki  żeby sobie pogadały, że mamuśka nawet się nie zorientowała, że coś robię, a ja ruszyłam do sprzątania. Nie jakoś konkretnie ale umyłam naczynia, zlewozmywak, lodówkę i podłogę, powycierałam szafki i pozbierałam poupychane wszędzie opakowania , a potem jeszcze sprzątnęłam w łazience. Pogadałam potem jeszcze z opiekunką, bo dziewczyna była ciekawa mojej pracy i mogłybyśmy długo gadać nie tylko o pracy. Wyszłyśmy też razem rozmawiając. Stwierdziła, że faktycznie kontakt z matką ciężki ale przynajmniej nie leży, jak wszyscy jej podopieczni. Nie leży ale dziś się nawet nie ubrała, chociaż muszę przyznać, że się ruszyła i nawet umyła te garnki, które zostawiłam rano w zlewie. Coś sobie chyba odgrzewała , wlała jakąś zupę do garnka, coś do tego wrzuciła , czego nie udało mi się zidentyfikować i zostało na maszynce elektrycznej , którą zresztą wyłączyła z gniazdka. Musiało stać już ze trzy dni, bo się popsuło, chociaż wcześniej zaglądałam do garnków i nic nie było- może gdzieś miała schowane i dopiero dzisiaj wystawiła ? tego się nie dowiem.  A jak stało to wiadomo jaki efekt, jeszcze dzień i cały blok by o tym wiedział. Rano wylałam, przepłukałam garnek i zostawiłam w zlewie z myślą, ze zrobię swoją robotę i przyjadę sprzątnąć. Umyła, musiałam poprawić ale przynajmniej się zabrała. Dobrze się złożyło z tą babeczką, bo trochę więcej  ogarnęłam przy okazji niż zamierzałam. Kupiłam jej też nowe firanki do pokojów i zmienię ale muszę zabrać drabinkę, bo tę jej wyniosłam do piwnicy. Pewnie znów będzie awantura ale trudno. Co tu dużo mówić, takie bezpośrednie wsparcie i rozmowa, choćby parę słów jak z koordynatorką w piątek i dziś z tą sympatyczną dziewczyną poprawia nastrój i stawia do pionu. Na co dzień o tym nie myślę ale takie codzienne , monotonne wykonywanie czynności i kontakt z osobą, z którą tego kontaktu właściwie nie ma dołuje. Dociera to do mnie dopiero w takich momentach jak dziś. 

A z innych spraw ... nic takiego , w pracy jak zwykle a domowo nie specjalnie się udzielam. Miałam pozmieniać zazdrostki w kuchni i powynosić puste słoiki do piwnicy ale ostatecznie wyprałam tylko matki swetry i przesmażyłam żurawinę, którą miałam zamrożoną. Będzie na świeżo jako dodatek do wielkanocnych wędlin. Zdążę... Poza tym zrobiłam sobie listę ostatnich zakupów , tych na bieżąco i wyszło mi , że niczego nie zapomniałam, a to co  zostało to już naprawdę tylko to co niezbędne. Nie ma to jak logistyka. 

2 komentarze:

  1. Tak logistyka ma swoje zalety. Dobrze czasem porozmawiać z kimś rozsądnym. I są osoby predysponowane do pracy z osobami starszymi. A nie jest, to łatwe, oj nie.
    Powolutku idziemy do przodu. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takiej opieki trzeba się urodzić, wiem jakie to trudne. Powolutku, ja dziś parę drobiazgów dziś dokupiłam , które i tak musiałabym w piątek , a tak mam dwa sklepy mniej do obskoczenia. Buziaki!

      Usuń